DZIEŃ DRUGI
Pałac królewski — Bazyli, Klotald.
Klotald
Wypełnione twe rozkazy.
Bazyli
Opowiadaj, jak się stało.
Klotald
Nie powtarzać po dwa razy,
Jakim cudem — medycyna;
Jak przyrody każde ciało,
Każdy kamień, zwierz, roślina
Utajone ma przymioty.
Jakie grozy ma i cnoty.
Jeśli ludzka złość dobyła
Tysiąc trucizn z ziemi łona,
Czemuż moc ich złagodzona
Narkotykiem by nie była,
Co miast śmierci — sen sprowadza?
Uczyniła to tajemna
Infiltracji53 twojej władza,
Spadająca jak śmierć ciemna
Wszechpotężnych kropli szmerem,
Że kto ją językiem ruszy,
Zda bez zmysłów się i duszy,
Zda bez czucia kadawerem54.
Zbrojny płynem opijowym
Idę szukać go w grobowym
Cieniu wieży, od rozmowy
Rozpoczynam moje dzieło.
Słowo moje rzeczy tknęło,
Co by mogły umysł zdrowy
Usposobić wzniosłym tchnieniem
K’temu, co mu przeznaczeniem:
O niebiosach i naturze,
O szczebiotach ptaków w górze,
O niebieskich gwiazd powadze,
Aż na orła rzecz prowadzę.
O królewskim mówim ptaku,
Co z wietrznego goniąc szlaku
Jak skrzydlata błyskawica
Bystrym lotem wzrok zachwyca.
«Orlą masz i ty naturę,
Więc nad inne szybuj w górę».
W to mu graj! O majestacie
Wspomnieć tylko: krew się burzy,
jakiś duch w nim wzrasta duży,
W dumy staje twarz szkarłacie.
«Tak, pociechą mi jedyną» —
Rzecze rozżarzony cały —
«Że i ptaki, które płyną
Przez przezrocze nieb kryształy,
Wolne, śmiałe, giąć się muszą
Przed dzielniejszą jakąś siłą:
Więc i z moją twardą duszą
Trzeba przemoc znieść niemiłą».
Wtedym podał mu napoje,
Aby duszę mu uciszyć;
Widzieć przestał, przestał słyszeć,
Dreszcz nim wstrząsnął, że się boję,
Czy to śmierć, czy odrętwienie.
Wkrótce na moje skinienie
Wzięto go i wóz skrzydlaty
Porwał więźnia, gdzie go czeka
Majestat królów bogaty.
Skoro letarg55, co powleka
Mgłą ponurą blask żywota,
Pierzchnie, ujrzy pałac z złota56,
Sług57 gotowych na skinienie,
Dumnych panów otoczenie.
Wypełniwszy twe żądanie,
Niech nagrody żądam, panie!
A nagrodą niech to będzie,
Że się dowie sługa stary,
Jakie były twe zamiary,
Sadząc58 syna na urzędzie?
Bazyli
Wątpliwości twe rozumiem
I usunę je, jak umiem.
Wiesz, że grozi Zygmuntowi
Gwiazdy jego wpływ straszliwy,
Klęski wieszcząc, zbrodnie, dziwy.
Dano przecież człowiekowi
Gwiazdy nawet władzę skruszyć;
Więc to próba, czy się wzruszyć
Nie da jego przeznaczenie,
Jeśli rozum i sumienie
W trudnej doli tej okaże.
Niech więc wie, że jest mym synem,
Niech odważnym zwalczy czynem,
Gwiazd potęgi srogie, wraże59:
A zatrzyma króla władzę;
Gdy nie — jutro w grób więzienia
Ja na powrót go wprowadzę.
Jeśli chcesz wytłumaczenia,
Czemu śpiąc odbywa drogę,
I to snadnie60 rzec ci mogę.
Gdyby jutro, nie daj Boże,
Ujrzał znów więzienne łoże,
Znając się, kim jest: zaiste
Usposobienie ogniste,
Które ma, w głębi rozpaczy
Pogrążyłoby mu duszę.
Kiedy w wieży się zobaczy,
Dowie się w bólu i skrusze,
Że to tylko sen zwodniczy...
I nie zmyli się tak wiele:
Wszakże snem są ludzkie cele,
Snem ludzkiego serca bicie,
Snem człowieka ziemskie życie.
Klotald
Niejeden argument gruby
Znalazłbym, aby ci dowieść,
Jak mylne twoje rachuby;
Lecz już późno, rzecz poczęta
Do swych skutków musi powieść.
Już się zbudził.
Bazyli
Twoja święta
Powinność, gdy pomieszany
Losów swych nie pojmie zmiany,
Rzec mu prawdę. Ja odchodzę.
Klotald
Sobie tylko ja dogodzę,
Gdy mu prawdę powiem całą.
Bazyli
Obyż go to hamowało!
Odchodzi.
Klaryn
Czterech rozdaniem kułaków
Otworzyłem sobie drogę.
Czterech w liberii łajdaków
Wrzeszczało, że wejść nie mogę.
Z biletów wstępu najlepiej
Ten drzwi i okna rozszczepi.
Klotald
Otóż i giermek mej małej,
Która czci mego nazwiska
Takie sprawiła opały.
Co słychać?
Klaryn
Co? Dziwowiska!
Zaufana w twej szablicy
Pani moja dziś — w spódnicy.
Klotald
Co więcej?
Klaryn
Więcej? — Niemało:
Pokrewieństwa twego chwałą
Odziana, jak się ośmieli,
Została — damą Estrelli.
Klotald
Wcale niezgorzej. Jej sprawa
Wymaga czasu.
Klaryn
Hm! Sława,
Honor, wygody, estyma61
Poszły za takim krewniactwem —
A dla Klaryna — nic nie ma:
Żyj tu powietrzem wraz z ptactwem,
Delektuj naturą samą,
Giermku, coś przybył z tą damą!
A proszę, z pięknym kurbetem62
Powiem i dowiodę czynem,
Żem nie tyle jest Klarynem,
He raczej klarynetem63,
Że gdy gęba moja pusta,
Dziwnie mi biegają usta,
W klar, jak klarnet gęba miele
Co wiem tylko, a wiem — wiele.
Klotald
Słuszne twoje wymaganie,
W służbę moją cię przyjmuję
I zapewnię utrzymanie.
Odchodzą w różne strony.
Zmiana dekoracji. Sypialna komnata Zygmunta. Słychać muzykę. Służba ubiera królewicza.
Zygmunt
Nieba! Co widzę? Co czuję?
Patrzę, a oczom nie wierzę,
Strach mnie na poły przejmuje,
Na poły wątpliwość bierze.
Jaż to w pałaców przybytku,
Ja w aksamitnych szat zbytku,
Ja służbą, co na skinienie
Podaje moje odzienie,
Otoczon, z łoża powstaję,
Co miękkie, spać mi nie daje?
Snem się ułudnym nie bawię:
Wszak widzę, czuję na jawie!
Jestem Zygmuntem! To ciało
Moje! A przecież się stało
Coś ze mną, gdym był uśpiony!
Lecz niech się dzieje, co zechce,
Wiem, że dziś, uszczęśliwiony,
Czym byłem wczoraj, być nie chcę.
1-szy Sługa
Na stronie.
Dziki humor się odzywa.
2-gi Sługa
Zbudzić się na takie dziwa,
Zgłupieć można.
1-szy Sługa
Przemów słowo?
2-gi Sługa
Maż muzyka grać na nowo?
Zygmunt
Niech zamilknie. Dosyć treli.
2-gi Sługa
Mniemała, że rozweseli.
Zygmunt
Nienawidzę miękkich tonów,
Pisk ich wstrętnie w duszę wnika.
Szczęk oręży, dźwięk puzonów
To rozumiem, to muzyka!
Klotald
Wchodzi.
Najpierwszemu z twej drużyny
Pozwól, Panie mój jedyny,
Za swój hołd odnieść podziękę,
Pocałować pańską rękę.
Zygmunt
Co ja widzę, co się dzieje?
Nawet Klotald mój mięknieje,
Zapomina pięści twardej
I w pokorze gnie kark hardy?!
Klotald
Zadziwieniu się nie dziwię:
Otumanić cię prawdziwie
Mogła wielka taka zmiana.
Objaśnić cię moc mi dana.
Więc z wyższego pocznę tonu:
Witaj mi — następco tronu!
Jeśliś dotąd, wstrętnie, skrycie,
Dziko prawie pędził życie:
Losy winne, co zesłały
Proroctw tyle, że dojrzały
I koroną ozdobiony,
Straszny będziesz, uprzykrzony
Twym poddanym i krajowi.
Lecz w nadziei, że duchowi
Twemu uda się zwyciężyć,
Czym cię gwiazdy chcą ciemiężyć,
W śnie cię z wieży przeniesiono
Na królewskich zbytków łono.
Za chwilę król sam przybywa,
By w oczy spojrzeć synowi,
On tobie reszty dopowie.
Zygmunt
Ha, zdrajco! To mi wystarczy,
Co mi twój język odkrywa,
Aby pokazać w mej tarczy
Siłę mą, zemstę i gniewy!
Tyś mnie ukrywał, ty w żywej
Grzebać mnie śmiałeś mogile,
Tyś mi zabierał w straszliwy
Sposób, co było mym prawem!
Klotald
Biada mi!
Zygmunt
Chcesz, bym łaskawym
Okiem, łagodnie i mile
Patrzył na tyle bezprawi?
Nie spocznę, póki krwią twoją
Za królewską wolą moją
Sądu miecz się nie zaprawi!
Chce na Klotalda napaść.
2-gi Sługa
Panie!
Zygmunt
Wara! Mnie hamować!
Chcecie oknem wywędrować?
2-gi Sługa
Do Klotalda.
A więc — uciekajcie, panie!
Klotald
Wychodząc.
Biada ci, że się tak gniewasz,
Że snu lepiej nie używasz.
Odchodzi.
2-gi Sługa
Książę! Toć umiarkowanie!
Zygmunt
Milcz!
2-gi Sługa
Wszak króla miał rozkazy.
Zygmunt
Choćby sto król kazał razy
A niesłusznie, trzeba było,
Całą się opierać siłą.
2-gi Sługa
Posłuszeństwo nie rozbiera64:
Na posłuchu służba szczera.
Zygmunt
Precz ode mnie z perswazjami!
Klaryn
Kapitalnie mówi z wami!
2-gi Sługa
Jakim się tu mieszasz prawem?
Klaryn
Sam to prawo sobie dałem.
Zygmunt
Czym to waszmość?
Klaryn
Sowizdrzałem
Zygmunt
Lubię takich.
Klaryn
Ja wzajemnie
Pod mądrości twej urokiem.
Astolf
Wchodzi.
Jak jutrzenka jaśniejąca
Opuszczając gór twych ciemnie,
Wieścisz Polsce powrót słońca,
Które niech świeci tym dłużej,
Im dłużej się opóźniało
Szybą swą jaśnieć wspaniałą.
Witaj!
Zygmunt
Z Bogiem!
Astolf
Coś nie znacie
Mnie, jak widzę, drogi bracie:
Astolf jestem, Moskwy książę,
Węzeł krwi mnie z wami wiąże.
Zygmunt
Skoro: «Z Bogiem!» nie do smaku,
Przychylność moja osłabła:
Na przyszłość ciebie, biedaku,
Powitam: «Precz, idź do diabła».
2-gi Sługa
Leśne nazbyt obyczaje,
Astolfowi cześć się daje.
Zygmunt
Mniej niech miewa animusza
I wchodzi — bez kapelusza,
2-gi Sługa
Grandem67 jest.
Zygmunt
Ja — nad grandami!
2-gi Sługa
Ubliżacie sobie sami.
Zygmunt
Zmilknij68, języku zuchwały!
Estrella
Wchodzi.
Witaj, potomku wspaniały
Królów, długo pożądany,
A więc tym szczerzej witany.
Nie na lata, ku stuleci
Kresom, wbrew niemej zazdrości,
Niech żywot Waszej Miłości
Rządów Waszych wątek leci!
Zygmunt
Do Klaryna.
Powiedz mi, co to za jedna,
Ta piękność, piękność cudowna!
Ziemia podziwia ją biedna,
Ona niebiosom się równa,
Bo ziemi światła udziela.
Klaryn
Ciotka to Wasza, Estrella.
Zygmunt
Wspaniałe raczej to słońce!
Pani, twe oczy jarzące
Życzą mi szczęścia, co wschodzi
Samo, gdy w ciebie wzrok godzi,
Tak, że się szczęścia życzenie
Od razu w szczęście zamienia!
Cóż robi słońce, gdy ziemi
Twego użyczysz promienia?
Z twej twarzy bierze natchnienie,
Całując usty wrzącymi.
O, tak mi pozwól w podzięce
Pocałować chociaż ręce.
Estrella
Grzecznej wam nie brak wymowy.
Astolf
Jeżeli mu rękę poda,
Zginąć ja z żalu gotowy.
2-gi Sługa
Na stronie.
Do ognia oliwy doda.
Głośno.
Panie! Hamować należy
Zapał! Astolfo...
Zygmunt
Znów szczerzy
Waść język.
2-gi Sługa
Uwagę zwrócę.
Zygmunt
A ja rozbiję, odrzucę
Wszystko, co sobie pozwoli
Stawać na opak mej woli.
2-gi Sługa
Wszak rzekliście, wielkie nieba:
W słusznym tylko słuchać trzeba.
Zygmunt
Tak! Lecz rzekłem w tejże chwili,
Że kto opak iść się sili
Woli mojej, łbem przemierzy,
Ile z okna na dół wieży.
2-gi Sługa
Nie — w pokojowca purpurze.
Zygmunt
Doświadczysz na twojej skórze.
Wyrzuca go oknem.
Astolf
Co ja widzę?
Estrella
Na ratunek!
Zygmunt
Morski poszedł żłopać trunek,
Z okna w słone poszedł fale.
Astolf
Książę, scen takich nie chwalę.
Przestrzec nas wszystkich należy:
Prawieć do leśnych obieży.
Zygmunt
A ja — słów takich nie znoszę
Na przyszłość i bardzo proszę
Powściągać pęd animusza:
Inaczej — bywam surowy —
Mogłoby braknąć wam głowy
Do wsadzenia kapelusza.
Wchodzi Bazyli.
Bazyli
Co się tu dzieje?
Zygmunt
Nic zgoła:
Oknem wyleciał człeczyna,
Co stawiać ważył się czoła.
Klaryn
Król! Niech Waść nie zapomina.
Bazyli
Ledwie z więzów uwolniony,
Już zabójstwem obarczony?!
Zygmunt
W zakład poszedłem z cymbałem.
Wyleciał. Zakład wygrałem.
Bazyli
Szedłem tu w błogiej nadziei,
Że z strasznych69 gwiazd twych kolei
Dobędziesz się duszą męża,
Która fatalność zwycięża.
Szedłem! Cóż widzę, o nieba?
Że gwiazdom wierzyć potrzeba,
Skoro twój pierwszy krok w świecie
O ziemię człowiekiem miecie70.
Jakże uczuciom ja skłamię,
Jakże się oprę o ramię,
Któreś zabójstwem zaprawił?
Sztylet, który się zakrwawił,
Wstręt i odrazę w nas budzi,
Miejsce, gdzie człeka zgładzono
Pustkowiem staje dla ludzi:
Jakże się oprzeć o łono,
Jak ramion szukać objęcia
Krwawego zbrodnią dziecięcia?
Miłość ku tobie mnie woła,
Czyn mnie twój krwawy odtrąca,
Dusza przerażeniem drżąca
Przytulić ciebie — nie zdoła,
Zygmunt
Nie znałem ojca miłości,
Znać nie chcę i uściśnienia
Ojca, co serce z kamienia
Miał dla mej biednej młodości,
Co mnie traktował jak zwierzę,
Jak stworę trzymał z daleka:
Niechaj mnie w uścisk nie bierze,
Kto zgubił we mnie człowieka.
Bazyli
Żeś człowiek, żeś żyw, niestety!
Karę odbieram sowitą:
Skoro mi serce przeszyto
Szyderstw srogimi sztylety.
Zygmunt
Gdybyś mi nie dał żywota,
Skarg nie byłoby przyczyny,
Że dałeś, a z twojej winy
Nić jego przeciętą złota:
To skarg mych stanowi wątek,
Na które słów mi nie stawa71,
Że dałeś — piękny początek,
Że wziąłeś — brzydka to sprawa.
Bazyli
Taka twa wdzięczność, że z oków72
Księciem wyszedłeś?
Zygmunt
Wdzięczności
Nie czuję. Nic nie dostaję
Jak to, co z prawa wyroków
Moje, co kolej mi daje
Życia, gdy ciebie nie stanie.
Rachunku, twardy tyranie,
Mógłbym od ciebie się raczej
Domagać za czas zmarniony73,
Gdziem jęczał w szacie żebraczej.
Wdzięczności? Gdy pokrzywdzony
Srodze winnemu przebaczy.
Bazyli
Dziki jesteś, niepoprawny,
Wyrok niebios sprawdzasz sławny,
Więc też nieba wzywam w górze,
By świadczyło twej naturze.
Pierwszym mienisz się w twej dumie,
Bacz, byś chodził po rozumie,
Byś pokornej nabrał duszy,
Serca nabrał, co przebacza,
Bo się marnym snem rozprószy
Wielkość ta, co cię otacza.
Odchodzi.
Zygmunt
Snem być ma, co teraz widzę,
Snem, w czym ruszam się i stoję?
Nie! Ułudy się nie boję,
Wiem, kim jestem, czym się brzydzę.
Ha! On szarpie się i pieni,
Chciałby zwrócić czas miniony:
Jestem — los się nie odmieni —
Spadkobiercą tej korony.
W więzach mych, pod sklepień wiekiem,
Co sterczały tam nade mną,
Mogłem wątpić, czym człowiekiem,
Czy potworą tylko ciemną.
Dziś blask słońca w duszę wcieka:
Pół ja zwierza, pół człowieka.
Rozaura
Wchodzi.
Na stronie.
Za Estrellą idę w ślady,
Pełna trwogi, by gdzieś z boku
Nie spotkać Astolfa wzroku.
Trzeba mi Klotalda rady,
Pełne zrobię mu wyznanie...
Klaryn
Do Zygmunta.
Nowym świat ci cały, panie.
Cóż ci też tak — w oko wpadło?
Zygmunt
Nic nie dziwi mnie zbyt wiele.
Wyobraźnia drogę ściele
Temu, co człowiek zobaczy,
A przy niej — wszystko pobladło.
Jedna rzecz tylko mnie trzyma:
Nad piękność niewiast — nic nie ma.
Mówią, że w szacie prostaczej
Mężczyzny świat się odbija,
Lecz czyjaż postać, o! czyja
Zwierciedli74 niebios błękity,
Jeśli nie postać kobiety?
Jeżeli tamta jest ziemi,
Ta niebios bywa odbiciem,
Wyższa więc, bo ziemskim tamta,
Niebieskim ta żyje życiem.
O ta na przykład!
Rozaura
Bystrymi
Ujrzał mnie oczy — odchodzę.
Zygmunt
A ja ci drogę zagrodzę:
Nie łącz zachodu ze wschodem
Słońca, gdyś słońcem na niebie.
Zaćmienie będzie bez ciebie.
Jakaż odmiana powodem?
Rozaura
I ja spostrzegam odmianę.
Zygmunt
Rysym te widział cudowne.
Rozaura
A ja te ręce — skowane.
Zygmunt
Kobieta! Ona kobietą!
O jakąż słodką podnietą
Dźwięczy to słowo czarowne!
Serce nadzieją weseli.
O piękna, jakże cię zowią?
Rozaura
Jak zowią, mniejsza: Estrelli
Jestem damą honorową.
Zygmunt
Co mówisz? O powiedz raczej
Żeć słońce, co gdy zobaczy
Estrellę, z pełni swej łaski
W własne odziewa ją blaski.
Widziałem, w kwiatów krainie
Cesarzowa, róża słynie,
W krainie drogich kamieni
Brylant cesarzem promieni,
Przed gwiazd błyszczącym narodem
Królowa — jutrznia mknie przodem
Tam, w sfer dalekich bezmiarze
Słońce nad inne mocarze
Światło rozdzielając włada.
Czemuż, gdy kwiatom, kamieniom,
Gwiazdom i niebios przestrzeniom
Piękność rządzących nakłada,
Gdy pięknym mniej piękne służą:
Służysz mniej pięknej od siebie,
Coś jest brylantem i różą,
Jutrzenką i słońcem na niebie?
Klotald
Mnie hamować go wypada,
Skorom go chował. O biada!
Rozaura
Łaskawych słów twych strumienie
Nie dziw że bez odpowiedzi,
Gdy próżno rozum się biedzi,
Środek najlepszy milczenie.
Zygmunt
Milcz, lecz nie odchodź.
Rozaura
Ja proszę,
Bym odejść mogła.
Zygmunt
Nie znoszę
Prośby, co prośbę precz miecie75.
Rozaura
Pójdę, gdy puścić nie chcecie.
Zygmunt
Opór — cierpliwość mą kruszy.
Uprzejmość — gwałtem się stanie.
Rozaura
Lecz cześć dla kobiet zostanie
W niecierpliwej nawet duszy.
Zygmunt
Z niemożliwością wojować,
Na to musiano mnie chować.
Ktoś, co zaręczał zuchwale,
Że tym oknem nie wyleci,
Wyleciał w słone mórz fale.
Tak i twój honor, co świeci
Pewnością zbyt niewzruszoną.
Może naruszyć się pono.
Klotald
Zaciął się! O wielkie nieba!
Cześć córki ratować trzeba.
Rozaura
Niepróżne widać obawy
Obudzał umysł twój krwawy,
Dziki, nieludzki, okrutny,
W postaci człowieka smutnej
Kryjący drapieżność zwierza.
Zygmunt
Używałem jak puklerza
Słów słodkich, aby w pół drogi
Wstrzymać twój wyrok zbyt srogi.
Teraz mi sprawdzić wypada,
Co przerażona i blada
Rzucasz mi na dumną głowę.
Odejdźcie, drugą połowę
Złorzeczeń człeku-zwierzowi
Niechaj nieszczęsna wypowie.
Rozaura
Ginę! Litości!
Zygmunt
Tyrana
Nie wstrzymasz!
Klotald
Wyjdę z ukrycia,
Bronić honoru jak życia,
Chociażby śmiercią... Kolana
Oplotę twoje!
Zygmunt
Ha! Z drogi!
Starcze! Zbytniej chcesz pobłogi76!
Drugi raz stajesz oporem.
Klotald
O, jeśli ojców twych wzorem
Chcesz władać, najprzód zapanuj
Nad żądzami, cześć uszanuj,
Okrucieństwa pozbądź, panie,
Bo czym jesteś, snem się stanie!
Zygmunt
Znowu snem! Wściekłości burzę
W piersiach budzi mi to słowo:
Gdy ci w piersiach miecz zanurzę,
Prawda tryśnie purpurowo.
Klotald
Chwytając go za rąkę.
Może ją wstrzymam!
Zygmunt
Puść!
Klotald
Wzruszę
Wprzód zamek krzykiem!
Zygmunt
Ja zduszę
Ciebie tymczasem, potworze,
Wrogu, zbrodniarzu!
Rozaura
O Boże!
Na pomoc! Gwałtu! Pomocy!
Astolf
Wpada.
Książę, maż77 ulec przemocy
Waszej sługa domu dawny,
Starzec! Schowajcie miecz sławny!
Zygmunt
Nie pierwej, aż w krwi go zbroczę.
Astolf
A ja opiekę roztoczę
Nad starym! Dam mu schronienie
U stóp mych!
Zygmunt
Chce preznaczenie,
Abym za zuchwalstwa twoje
Ciebie przepłoszył po troszę.
Astolf
Dobywa miecza.
Więc nie na księcia miecz wznoszę,
Lecz, by życie bronić moje.
Wchodzą Bazyli i Estrella.
Klotald
Nie drażń go, panie!
Bazyli
Tu szpady?
Estrella
Astolf tu? Przyszło do zawady...
Bazyli
Co się tu dzieje?
Astolf
Nic zgoła:
Na widok twojego czoła...
Znygmut
Działo się, że sercem całym
Starca tego zabić chciałem.
Bazyli
Gdzież dla siwych włosów względy?
Klotald
Oszczędź królu reprymendy78.
Zygmunt
Względy mieć dla siwej głowy?
Przypomina mi to inną,
Co nie była dobroczynną
Dla mnie. Rachunek gotowy
Mam z nią i nie spocznę wprzódy,
Aż u stóp mych moje ludy
Ukorzoną ją zobaczą,
Odchodzi.
Bazyli
Nim się to stanie, należy
Śpiącego oddać siepaczom
I do starej rzucić wieży:
Snu piękność, który przeminie,
Zbudzenia bólem niech zmierzy.
Odchodzą wszyscy prócz Astolfa, Estrelli i Rozaury na stronie.
Astolf
Rzadko wróżba wtedy kłamie,
Gdy nieszczęścia zapowiada:
Pewną tak niedolą blada,
Jak niepewnym szczęście bywa,
A prorok, którego ramię
Złe tylko zawsze wskazywa79,
Nieomylności jest bliski.
Los mój i los Zygmuntowy
Dowieść nam tego gotowy:
Jemu wróżył od kołyski
Pychę, zabójstwa i gwałty:
Wszystko to w widome kształty
Przeszło, sprawdzone do końca.
Mnie wieścił uśmiechy słońca,
Szczęścia czarowną pogodę,
Tymczasem marzenia młode,
Słowa przyjaznej zachęty
Gniewy twe rozwiały, wstręty.
Estrella
Nie wątpię, że słów tych wątek
Snuje się z uczuć w twym łonie,
Lecz — dla damy w medalionie,
Najdroższym z twoich pamiątek.
Ona niech wdzięcznie ich słucha,
Nie skąpi serca i ucha.
Tego jeszcze nie bywało,
Ażeby serce się dało
Czuciem dla innych zdobywać.
Rozaura
Na stronie.
Cóż to? Związek ich rozrywać
Się zaczyna, wielki Boże!
Astolf
Obraz ten — u nóg twych złożę.
Z serca go mego wypłasza
Twój obraz! Tak zawsze bywa:
Cień lada gwiazda rozprasza,
Lecz słońce — gwiazdę zaćmiewa!
Idę poń80.
Na stronie.
Rozauro miła,
Trzeba, żebyś przebaczyła:
W ludzkich to losów zamieci
Zmian tych raptownych przyczyna;
Co obecnością nie świeci,
To się łatwo zapomina.
Odchodzi.
Rozaura
Co mówił, z trwogi nie słyszę.
Estrella
Tyś tu?
Rozaura
Księżniczko!
Estrella
Od wczora
Rozaura
Pani!
Estrella
Krótkie me wyznanie.
Astolf mężem moim będzie,
Jeśli los na nas zażarty
Tej jednej szczęśliwej karty
W życiu nam nie pozazdrości.
Jedno mi bolesnym było,
Gdy o rękę moją prosił:
Na piersiach medalion nosił
Nieznanej damy. Drażniło
To moją miłość niemało.
By zyskać oko łaskawsze
Poszedł więc, galant, jak zawsze
Przynieść medalion. Lecz całą
Przyjemność zwycięstwa psuje
Wstyd, żem żądała. Pojmuje
Go może uczuć twych tkliwość.
Ty jesteś sama poczciwość:
Odbierz go za mnie. Królewnę
Wyręcz, piękna, jak królowa,
Masz zręczność gładkiego słowa,
A czym miłość, wiesz zapewne.
Odchodzi.
Rozaura
Obym była nie wiedziała.
Nieba! Śpieszcie mi z pomocą,
Wskażcie ścieżkę, by umiała
Poprowadzić mnie tą nocą
Mojej doli opłakanej,
Dróżkę wskażcie, co podobna
Do mnie, dolą tak żałobna
Idzie, widząc koło siebie
Nieprzebyte przeszkód ściany.
Wskażcie położenie trudne,
W którym rozum takie złudne
Daje rady, że w nich nie ma
Ni ratunku, ni pociechy,
W którym zaledwie oczyma
Dojrzysz nieszczęścia, już echy82
Strasznymi drugie odpowie,
Już się z jednego popiołów
Drugie jak Feniks odradza,
Stare cudownie odmładza,
W żywych się zmarłe odnowi.
Mówiono, że tych aniołów
Nieszczęścia czarna gromada
Jest bojaźliwą, że rada
Dlatego kupić się83 w tłumie:
Ja to bojaźnią nie umię84
Nazwać. O! Powiem inaczej,
Że idą syny rozpaczy
Zwartą falangą, z szpadami
Naprzód i naprzód bez końca.
A kogo wiodą bez słońca
Czarnymi nocy cieniami,
Jedną pociechę mieć będzie:
Druhami będą mu wszędzie!
O! Jam doznała tej drużby
Wiernej i pewnam ich służby
Aż do śmiertelnej pościeli!
Ale co czynić? Jeżeli
Powiem, kim jestem, obrażę
Klotalda, co się kryć każe,
Póki nie odzyskam cześci.
Jeśli, kim jestem, zaprzeczę,
Oczy i czoło ułożę:
Czy nadmiar mojej boleści,
Czy żal, co łono me piecze
Pozwoli, by na obrożę
Gorącą moją wziąć duszę!
Lecz po co ja głowę suszę,
Choćbym przewalczyć się chciała,
Wybuchnie zawsze, co cierpię,
Wybuchnie to, com cierpiała.
Więc niech siłę moją czerpię
Tam, gdzie życia mego siła,
W niedoli, co mnie wodziła...
Spostrzega Astolfa.
Ale otóż jej potrzeba...
O, wspomóżcie, wielkie nieba!
Astolf
Oto portret. Ha!
Rozaura
Jasności
Waszej co się nagle stało?
Astolf
Rozaura!
Rozaura
Choćby schlebiało
Niewieściej mojej próżności
Takie wywołać wrażenie,
Wyznać muszę uniżenie,
Że jestem Astreą tylko,
Damą dworską, co przed chwilką
Po raz pierwszy was ujrzała.
Astolf
Próżną ta komedia cała.
Serce pozna, choć w Astrei
Przedmiot westchnień i nadziei,
Rozaurę, przedmiot miłości.
Rozaura
W nieznane jakieś ciemności
Wiedzie wasza mowa, książę,
Ja wiem, że tutaj mnie wiąże
Powinność, w imię Estrelli
Odebrać portret, jeżeli
Chęć wasza z jej chęcią w zgodzie.
Chociażby ku własnej szkodzie
Czynić, co pani poleci,
Oto cel, który mi świeci.
Astolf
Próżno zadajesz gwałt sobie.
Ustom wesołym — w żałobie
Oczy nie do wtóru wtórzą!
To jak muzyka, gdzie burzą
Się instrumenty w rozterce,
Kiedy pragnienie harmonii
Daremnie w uszach nam dzwoni,
Zmysły obraża i serce.
Rozaura
Proszę o portret.
Astolf
Trwasz w roli.
Jeśli Rozaura pozwoli
I ja z mojej recytuję:
Zanadto Estrellę szanuję,
By dawać portret jedynie,
Gdy się sam przedmiot nawinie.
Ciebie więc posyłam do niej,
Nosisz twój portret na sobie,
Niechże dostojnej osobie
Sam oryginał się skłoni.
Rozaura
Kto otrzymał polecenia.
Niech ich dowolnie nie zmienia.
Oryginału wysłanie
Hańbą dlań będzie, jak wiecie,
Hańbą zrządzoną kobiecie.
Czybyście chcieli jej, panie?
Oddajcie portret.
Astolf
Nie!
Rozaura
Biorę
Go mocą, zdrajco!
Astolf
Nie w porę
Groźba, przy sile — niewieściej.
Rozaura
Jak to? Ona, o boleści,
Ma dostać portret, ma wiedzieć,
Że to ja?
Astolf
Bądź spokojniejszą.
Rozaura
Zdrajcą nie bądź!
Astolf
Najmilejszą
Moją proszę, cicho siedzieć
Racz do czasu.
Rozaura
Twoja? Miła?
Nie jest nią i snać85 nie była.
Estrella
Wchodząc.
Cóż to? Wy w sporach oboje?
Aatolf
Ona!
Rozaura
Na stronie.
Niechaj czucia moje
Obrażone mi pomogą
Wyrwać tę pamiątkę drogą.
Głośno.
Wszystko ci powiem dokładnie.
Astolf
Co ty chcesz mówić? Na stronie.
Szkaradnie
Rzecz się splątała.
Rozaura
Przed chwilą,
Gdym wedle twego rozkazu
Księcia z portretem czekała,
Myśl moja się zaplątała,
Jak niejednego się razu
Dzieje, z portretu — w portrety.
Wspomnę przez dziwny trafunek,
Że własny mam wizerunek
Przy sobie. Próżność, niestety,
Ciągnie mnie, by go wydostać,
Wtem księcia zjawia się postać —
Spłoszona, wypuszczam z ręki
Medalion — on go podnosi.
Gotuję naprzód podzięki,
By go odebrać, on prosi,
By go zatrzymać mógł sobie.
Korna, przedstawienia robię,
Po com tu przyszła. Daremnie!
Widocznie żartuje ze mnie,
Oba chowając portrety...
Stąd w końcu nie brak podniety
Do słów niecierpliwych wcale.
Zbyt zaiste poufale
Książę za pierwszym spotkaniem
Zabawia się żartowaniem.
Proszę popatrzeć łaskawie:
Wszak mój portret?!
Estrella
Biorąc od Astolfa portret.
W dziwnej sprawie
Widzę księcia!
Rozaura
Mój?
Estrella
Zaiste!
Podobieństwo oczywiste.
Rozaura
Żądaj więc drugiego pani.
Estrella
Oddaje Rozaurze portret.
Idź!
Rozaura
Na stronie.
Mam wreszcie! Któż mi zgani
Środek, kiedy cel dopięty.
Odchodzi.
Estrella
Choć nie myślę, by się miały
Ostać nasze sentymenty,
Po rzeczach, co się podziały:
Proszę was o portret drugi
Z ciekawości, z konsekwencji,
Żem prosiła raz.
Astolf
Posługi
Żadnej, pełen obediencji86
Odmówić nie jestem w stanie,
Lecz w tej sprawie...
Estrella
Ha! Mój panie,
Tak? Bezwstydny i niegrzeczny,
Bądźże na przyszłość bezpieczny
Od wszelkiego nagabania87,
Zapomnij mego żądania.
Odchodzi.
Astolf
Słuchaj! Wstrzymaj się! — Nie słucha...
Jakaż losów zawierucha,
Rozauro, do Polski nas goni,
Abyśmy zginęli w tej toni!
Odchodzi.
Zmiana dekoracji. Wnętrze wieży. Zygmunt przykuty, odziany skórą zwierzęcą — śpi. Klotald, Klaryn, stróże.
Klotald
Niech jego pycha znachodzi88
Koniec, skąd wzięła początek.
Stróż
Łańcuch przytwierdzon.
Klaryn
Niech słodzi
Sen pełen miłych pamiątek
Już naprzód chwilę zbudzenia,
Która cieniowi żywota
Użyczy śmierci promienia.
Klotald
Człowiek tak świetnej wymowy
Wart umieszczenia, gdzie słowy
Będzie dowolnie szermierzyć:
Weźcie go, w wieży zostanie.
Klaryn
A za co, wielmożny panie?
Klotald
Za to, że Klaryn uderzyć
Mógłby w klarnet niebacznie,
Gdy sekret świerzbić go zacznie.
Klaryn
Anim ja groził sztyletem
Ojcu ni możnym, jam z góry
Nie zrzucał dworzan!
Klotald
Klarnetem
Jesteś tych wszystkich bezprawi.
Klaryn
Chcę już być fletem bez dziury,
Niech tylko milczenie zbawi.
Wyprowadzają go.
Bazyli
Klotald!
Klotald
Najjaśniejszy panie,
Przyszedłeś tutaj!
Bazyli
Ciekawość,
Co z królewiczem się stanie,
Aż tutaj ojca przywiodła.
Klotald
Widoku nędzy jaskrawość
Źle może wpłynąć na ciebie.
Bazyli
Niestety! Żywota źródła
Zmąciła straszna fatalność,
Zbudź go. Niech przyjdzie do siebie.
Klotald
Mówi coś, jakaś nawalność89
Piersią śpiącego porusza.
Bazyli
Przez sen odzywa się dusza.
Zygmunt
Przez sen.
Ten książę tronu jest godny,
Co więzy tyranom zakłada:
Umieraj, Klotaldzie wyrodny,
Mój ojciec — przede mną niech pada.
Klotald
Śniąc jeszcze grozi mi zgonem.
Bazyli
Mnie z czołem chce mieć schylonym.
Zygmunt
Przez sen.
Niechaj wielki teatr świata
Patrzy się, dziwi, otwiera
Oczy, jak Klotald umiera,
Jak Zygmunt ojca ugniata!
Budzi się.
Bazyli
Wychodzę.
Odchodzi, lecz w głębi sali zostaje.
Zygmunt
Jaż to? Ja zmienion tak srodze.
Ja w kajdanach! Ja w więzieniu!
O w jakimż byłem marzeniu...
Klotald
Trzeba mu pomóc! Czas wstawać!
Zygmunt
Wstawać czas!
Klotald
Dzień zacznie zdawać
Wam się nocą, gdy będziecie
Spać tak długo. Odkąd przecie
O tym orle wczoraj oba
Mówiliśmy, śpicie, śpicie
Bez przystanku. Cała doba...
Zygmunt
I niezbudzon, choć budzicie,
Jestem dotąd: wszystko we śnie
Tak mi zdało się być jawem90,
Tak wybitnem, tak jaskrawem,
Że snem zda mi się, że nie śnię./
Klotald
Cóż wam się takiego śniło?
Zygmunt
Co? Ach! Dobrze mi tak było!
Wstałem z łoża, co strojone
W wszystkie wonnej wiosny kwiaty,
Sługi z pokorą schylone
Drogie mi podały szaty,
Tyś sam przyniósł wieść wesołą
Z schylonym kornie obliczem,
Żem nie więzień już, że czoło
Dumnie w górę podnieść mogę,
Bo przed sobą tronu drogę
Ma, kto Polski królewiczem.
Klotald
Za wieść tyle pożądaną
Jakąż nagrodę mi dano?
Zygmunt
Nagrodę, za co nagrodę?
Tyś tyrał me lata młode,
Więc za zbrodniarza cię miałem,
Dwa razy zabić cię chciałem.
Klotald
Tak byłeś srogim?
Zygmunt
Ha! Panem
Będąc, jak zemsty taranem
Nie bić w przyczyny niewoli!
Bolało mnie, ich niech boli!
Lecz miałem przedmiot miłości,
Kobietę! I gdy się kruszy
Wszystko, com śnił na wolności,
Została pamięć piękności,
Została miłość w mej duszy.
Bazyli wychodzi.
Klotald
Na stronie.
Król odszedł mocno wzruszony.
Głośno.
Przyczyną sennej mamony
Była o orłach rozmowa.
Lecz muszę was pomiarkować:
Wychowawcy siwa głowa
Godna, aby ją szanować.
A i w śnie, dopuście nieba,
Dobrze, nie źle czynić trzeba,
Odchodzi.
Zygmunt
Ma słuszność. Więc na przypadek,
Gdybyśmy znowu śnić mieli,
Wstrzymajmy duszy upadek,
Furię i zemstę, jeżeli
Przyjemny ma sen nam wrócić.
Snu niczym nie trzeba kłócić,
Bo sen istotne to życie,
Póki z zbudzeniem91 rozbicie
Nie przyjdzie. Śni król, że włada,
A słów pochlebców kaskada
Każdą kropelką strumienia
Oznacza bliskość zbudzenia.
Śni bogacz skarbów nadmiary,
Nędzę, ubóstwo śni stary,
Śni, kto możnieje i rośnie,
Śni, kto się trapi żałośnie.
Śni, kto się gniewa obrażon:
Śnią wszyscy, choć się nie ważą,
Że śnią, otwarcie powiedzieć.
Śnię ja, że muszę tu siedzieć
W wieży, jak śniłem, że wolny
Zemście bieg dałem swawolny.
Czym życie? Złudzenia chwilką,
Czym życie? Marzeniem tylko,
Cieniem, majakiem, rojeniem,
Największe szczęście — pół niczym:
Sennym jest życie — marzeniem,
Sen zaś snem tylko zwodniczym.