SCENA 1

DON RODRYGO, ELWIRA

ELWIRA

Wszelki duch Boga chwalił

Kogo widzę?! — Rodryga?

Wszedłeś niepostrzeżony?

Królewska straż cię ściga.

DON RODRYGO

To los mój, klnę się Bogiem.

To los mój opłakany.

ELWIRA

Czyli przed domu progiem,

cień hrabi niepomszczony,

nie wzbronił wnijścia tobie,

zabójco przeklinany?

Szimena w łez żałobie,

gnie się w nieszczęściu srogiem.

Czyli się tu chcesz chronić,

gdy już cię mają chwytać?

Źleś wybrał tu schronisko;

przekleństwo jeno tylko

i łzy cię będą witać.

DON RODRYGO

Nie dbam, czy straż mię ściga,

czy kiedy mnie pochwycą;

nie szukam tu schroniska

ani się cieniów boję,

choćby mar sto wzbraniało

przystępu w te podwoje.

Hrabia padł moim wrogiem.

Bo tak mój honor kazał,

bym straszną czyniąc krzywdę

rodzica krzywdę zmazał.

Straszniejsza moja dola

niżeli kaźń, więzienie.

Nad szczęściem mści się wola,

ściga mnie przeznaczenie.

Niestraszni mi królowie,

ich sługi i ich miecze,

gdy wszędzie, kędy wstąpię,

rozpacz się za mną wlecze.

W rozpaczy błędnem kole

ja, — ojca jej morderca,

przychodzę giąć mą wolę;

nie błagać przebaczenia,

gdy klątwę mam na czole,

lecz w litość skłonić serca:

niech życie weźmie moje.

Przynoszę je w ofierze.

Za łzy, nieszczęście swoje

niech je tym mieczem bierze.

ELWIRA.

Ukryj się. — Widzę moją panią.

Don Sanszo tutaj idzie za nią.

DON RODRYGO

odchodzi.