SCENA 3
INFANTKA, ELEONORA.
ELEONORA
Cóż główka zadumana?
Czy znowu zasępiona,
Księżniczko ukochana?
INFANTKA
Jestem uspokojona.
ELEONORA
I sądzę, że zupełnie.
Serce się ochłodziło
z pragnienia, co dziś z rana
jeszcze niepokoiło.
Miłość nadzieją żyje:
Z nadziei zgonem — kona.
Nie myśleć o Rodrygu,
bo sprawa to stracona.
Szimena go wyzwała,
by walczył z jej rycerzem.
W tej walce albo zginie...
INFANTKA
Alboli żyw ostanie?
Zwycięskim dlań puklerzem
wobec Don Sansza broni
ów postrach dziś się stanie,
co Maurów przed nim goni,
co Maurów przed nim ściga
we zgrozie i popłochu,
jakby za nimi biegła
Marsowych lwów kwadryga.
Tu dla mnie się zaczyna
udręki dawna dróżka,
zła jesteś dla mnie wróżka.
Jeżeli żyw powróci...
ELEONORA
Mężem Szimeny będzie.
Wszak wiesz, że tak rzecz głosi
królewskich słów orędzie.
Nadzieja więc stracona.
Przyznaj, księżniczko, szczerze,
że czas, by serce zmienić.
Kochanka inna bierze.
Cóż masz się dlań rumienić?
INFANTKA
Jakiejże to nadziei
za wcześnie chcesz mi wzbraniać?
Mimo że znam orędzie,
które król ojciec głosił
przed całym swoim dworem;
to jednak, gdybym chciała
przełamać ojca wolę,
w lot rzecz mą bym zyskała
i łzami, i uporem.
Amor to, nie kto inny,
podstępu by mnie uczył;
Amor, co zawsze czynny,
kochanków jest postrachem.
ELEONORA
Co słyszę? Więc królewna,
kwiat kastylskiego tronu,
Kastylskiej blask korony,
orlę, co w lotach winno
o wież potrącać dzwony;
królowi harfa śpiewna,
na górne strojna tony;
Infantka, której prawem
królewskie ślubić rody:
myśl cudzym zwodzi gachem,
że piękny i że młody?
Szimena tu użyła
podstępu i chytrości;
Don Sansza gdy wybiera,
to dla tej świadomości,
że od Rodryga słabszy
siłą i doświadczeniem,
nie sprosta mu na rękę
biegłością ni ramieniem.
Rachuba w tem się kryje,
fałszywość jej złośliwa:
by, zwiódłszy serce czyje,
zbyć trwogi w łatwym boju
i zemstę swą ukoić
w pozornych larw14 spokoju. —
Tak zdradą i obłudą
chce zyskać poklask dworu.
Dług, cieniom ojca winny,
zbyć chytrze dla pozoru.
I serce oszukaniem
uciszyć i upoić.
Czyliż przystało tobie
w to błędne wstąpić koło?
Przypomnieć musisz sobie,
coś winna urodzeniu.
Żeś winna iść na przekór
żądzy i uniesieniu.
Żeś z tych, którym w kościele
przy świętem namaszczeniu,
przy wielkiem dzwonów biciu,
chorałów dźwięcznem pieniu,
koroną wieńczą czoło.
Bóg dla cię ześle mężem
monarchę, księcia, króla
w purpurze, w złotogłowiu
pod gwiazd iskrzących skłonem.
Skłoni się po twą rękę
przed ojca możnym tronem.
Cóż ci rycerski sługa,
choćby i sam Rodrygo?...
INFANTKA
Sługa?! Rodrygo panem!!
Rodrygo — to potęga!!!
Choć przyklęknął kolanem
przed ojcem i przed królem;
we szczęściu potarganem
sławę zdobywa — bólem!
Imieniem »Cyd« przydanem
gdy Maurów króle wiąże,
by z jego szły rydwanem,
dosięga głową tronu;
wart więcej czci pokłonu,
niżeli król czy książę!
To on! Ten z dawna upragniony,
mój rycerz, Święty Jerzy!!
Wódz, na którego naród czeka!
W którego naród cały wierzy!
Kocham go, już nie kryję
miłości, ni się wstydzę;
nie mojem to zadaniem
by zwodzić serce czyje.
Ogień ten wielki widzę,
gdy niem dziś sama płonę:
Żegnajcie, — bądźcie zdrowe
miłości sny szalone!
Po życie sięgnę nowe:
we szczęściu ludu mego
w bólu i łzach święcone.
Oddalają się.