SCENA 5
DON RODRYGO, DON DIEGO.
DON DIEGO
Nareszcie! Niebo pozwala cię spotkać.
DON RODRYGO
Niestety.
DON DIEGO
Syn mój winien się oprzeć był czarom kobiety.
DON RODRYGO
Nie mów mi więcej, ojcze, czylim co powinien.
Com był winien, spełniłem! I coż mi zostało?
Li śmierci szukam teraz za nagrodę całą.
DON DIEGO
Nie na to czas. Co inne mówić tobie spieszę.
Sądzę, że kilku słowy ognia z ciebie skrzeszę:
Król twój, ojczyzna twoja żądają pomocy!
Wieść, że okręty wroga widziano tej nocy
na naszej rzece, ta wieść jest prawdziwą.
Maurowie zniszczą miasto grabieżą straszliwą,
jeśli kto nie pochwyci tej chwili ster w dłonie,
by ratować tę nawę, którą fala chłonie.
Zewsząd lamenty słychać, płacz i narzekanie:
Bo któż Maurów nawale oprzeć się jest w stanie?
Król i Dwór w tej nagłości potracili głowy
i temu masz zawdzięczyć, że wyrok surowy
jeszcze niewykonany, że nikt cię nie ściga. —
Hańbą dla mego rodu byłoby więzienie.
Zjednałem więc przyjaciół moich — w sprzysiężenie,
by cię wydobyć z kaźni, gdybyś był schwytany.
Miałem ich w pogotowiu. Lecz dziś inne plany
obmyślam, by przyspieszyć twoje ocalenie.
Miast, byś domową wojną imię, ród niesławił;
spiesz na przyjaciół czele, byś ojczyznę zbawił!
I właśnie tak się zdarza, że pięciuset męża,
którzy w sprawie mej hańby dobyli oręża,
zaprzysięgło się ująć za krzywdę mą zgodnie.
Przeto gdzie indziej zwrócę zapęd ich i miecze,
niech wstrzymają ćmę Maurów, co na nas się wlecze.
Ty staniesz na ich czele, na śmierć pojrzysz z bliska,
albo przydasz laur nowy do sławy nazwiska.
Padniesz na polu walki, lub zwycięzcą wrócisz.
Tak tem najlepiej zawiść i zazdrość ukrócisz.
Dziełem wielkiem król skłoni się do przebaczenia.
Czynem wielkim Szimenę zmusisz do milczenia.
Ale czas chyżo bieży, — tracę go na słowa;
bodaj się już spełniło to, o czem tu mowa.
Chcę, byś chyżo pospieszył. Chodź ze mną tej chwili
a zobaczą niebawem i król, i ojczyzna,
że odzyskają w tobie, co w hrabi stracili!