SCENA 6
DON FERNAND, DON DIEGO, DON ARIAS, DON SANSZO, DON ALONZO, SZIMENA, ELWIRA, dwór i rycerstwo.
DON FERNAND
Ciesz się, dziecię. Nareszcie zemsta twoja syta.
Wieścią o zgonie wroga — król twój cię powita...
Rodrygo padł w tej walce, którą sława głosi.
Snać nieba wysłuchały, czego mściwość prosi.
do Don Diega półgłosem
Czy uważałeś: barwa jej twarzy się mieni.
Patrz, bladość wystąpiła na ognie czerwieni.
DON DIEGO
Niewątpliwie, to miłość; boleść ją zdradziła.
Snać w serce kochające — wieść ta ugodziła.
SZIMENA
Jako? Rodrygo zginął — czyli mnie to kłamią?
Czemuż mię w okrucieństwie słów jak badyl łamią?
Jeśli wołałam zemsty, to dziś klnę się za nią!
DON FERNAND
Na los narzekasz, córko? To było udanie.
Rodrygo żyw. Lecz widzę, że krzywdy niepomna,
zdradzasz, co kryje serce.
SZIMENA
Byłam nieprzytomna;
więc słów moich nie sądźcie, jak były mówione.
Niegdy mię Rodrygowi dawano za żonę;
lecz śmierć ojca, zgon ojca, straszne to morderstwo
całunem krwi przesłania oczu moich żądze.
Zbyt rychle mnie pomawia król o przeniewierstwo.
Przypominam, pamiętam, com jest winna sobie:
skargę moją ponawiam, przyszłam tu w żałobie.
DON FERNAND
Teraz krzykiem chcesz w pomstę pobudzić sumienie,
ujawniła wpierw prawdę bladość i milczenie.
SZIMENA
Mnie się należy milczeć; jemu wszystko wolno!
Nade mną pan, nad wrogów pan zgrają niewolną.
W krwi Maurów utonęła sprawiedliwość winna.
Któż żąda, bym za jego szła dzisiaj rydwanem?
Bym go, jak Maurów króle, uznawała panem?
DON FERNAND
Pomiarkuj uniesienie. Cóż zarzut mnie czynisz?
Żem z wyrokiem niespieszny, to już sąd mój winisz?
Jeślim w sądzie powolny, wzgląd to jest na ciebie.
SZIMENA
Na mnie wzgląd?! O przewrotność! O Boże na niebie!
Także twa ręka króla ma być dla mnie sroga,
że chcesz mnie za kochanka oddać mego wroga?
Czyli to z nędzy mojej czynicie igraszki:
że łzy, krzywda i skargi brane są za fraszki?
Skoro dziś w oczach króla me łzy tracą prawo,
niechaj prawo mieczowe — będzie mi odprawą.
Nie małżonka; rycerza chcę dla mej obrony;
niechaj wyzwie, w wyzwaniu niech zwalczy Rodryga, —
a zwycięzca, — powita mnie imieniem żony.
Każ głosić to orędzie.
DON FERNAND
Orędzie ogłoszę.
Ale nim to uczynię, o łaskę cię proszę.
Walka dwu nadużyciem zbyt często się staje;
winny uszedł, niewinny żywot swój oddaje.
Chętnie zwalniam Rodryga od przymusu złego.
Stał się podporą tronu, stróżem państwa mego.
Więc, jakiejkolwiek dojrzy kto w nim winy,
zawdy ja go policzę w najlepsze me syny.
DON DIEGO
Jako? Chcesz dla jednego praw burzyć porządek?
Gdy właśnie praw się trzymać wskazuje rozsądek.
Takiem rzeczonem słowem strwożyłbyś twój naród,
zachwiał rządów powagę, bezładu siał zaród.
Hrabia padł za zuchwalstwo. Niech to samo ramię,
drugi raz za tę samą ojca walcząc sprawę,
raz drugi wyzwie losu: Czy szczęście nam skłamie?
DON FERNAND
Hola! hola! Uczynię podług waszej woli.
Lecz widzę, że zbyt wielu iść chciałoby w szranki:
nazbyt ponętną wdzięczność Szimeny kochanki.
Gdy więc orędzie moje ma być sprawiedliwe,
raz tylko jeden szranków otworzyć pozwoli.
Wybierz swego rycerza. Wybierzesz jednego.
Lecz, po skończonej walce, nie żądaj niczego.
DON DIEGO
Przeciwnie; niech orędzie szranki wszerz otworzy.
Niech cała młódź rycerska tarcze wokół złoży.
Nikt nie stanie do walki. Poryw i odwaga
pod ciosami Rodryga ugnie się, zatrwoży.
Nikt więc nie wnijdzie walczyć w szranki za zagrodą.
Któż bo byłby ten śmiały?
DON SANSZO
Ja. Niech w szranki wiodą.
Oto jestem ten śmiały, raczej ten ochotny.
do Szimeny
Sądzę, twe słowa nie był li wybieg przelotny;
uznajesz obietnicy wagę?
DON FERNAND
Przyjmujesz go zgodna?
SZIMENA
Wyrzekłam obietnicę.
DON FERNAND
Do jutra.
DON DIEGO
Nie, panie!
Rodrygo dzisiaj jeszcze do walki tej stanie.
DON FERNAND
Zezwalam. Skoro jednak bójka ta mnie smuci,
nie będzie tam obecny nikt z mojego dworu;
ani ja pójdę patrzeć. — —
do Don Ariasa
Dla dozoru,
by zapasów ścisłego dopełnić rygoru,
wyznaczam sędzią ciebie. Ty przywiedziesz do mnie
Zwycięzcę. — Tu mą wolę ogłaszam niezłomnie:
mężem Szimeny będzie, kto z walki powróci.