Objaśnienia tłumacza
Jest gdzieś trzecia rano. W celi więziennej płonie kaganek. W mroku leży spokojnie Sokrates, wyciągnięty na tym samym tapczanie, na którym skonać miał za trzy dni, i ma przyjemne sny.
Sielankowe pozory rzeczy strasznych
Bez szelestu wsunął się Kriton, a nie chcąc budzić przyjaciela, usiadł u nóg tapczanu i czeka. Po chwili dopiero nawiązuje się rozmowa. Uśmiechnięta rezygnacja Sokratesa, kiedy o swojej starości mówi. Czas mu już i tak, więc nie ma czego żałować. W obronie z gorzkim wyrzutem zwracał sędziom uwagę na swój wiek: gdybyście byli poczekali trochę, byłbym wam i tak umarł.
Kiedy Kriton zwraca uwagę, że sam wiek późny nie zapewnia jeszcze równowagi ducha w nieszczęściu, Sokrates przyznaje mu słuszność i szybko zwraca rozmowę na inny temat. On także był człowiekiem i równowagę ducha pokazywał drugim; co się w nim samym działo, to należało tylko do niego samego.
Kriton wierzy w spokój Sokratesa; widać patrzy płytko. Wstępem zaczyna tak smutnym, że się Sokrates w tej chwili musiał domyślić, z jaką przyszedł wiadomością.
II. W tej chwili też uzbraja się filozof żartem „szczęśliwej drogi” i opowiada sen, który miał przed chwilą.
Sen psychologicznie zrozumiały. Piękna i biała kobieta zwraca się do niego z cytatem z Iliady.
W epopei homeryckiej mówi te słowa o sobie samym Achilles do Agamemnona, kiedy się z nim gniewa na śmierć i grozi mu odjazdem w rodzinne strony. Achillesem jest tedy w śnie tym sam Sokrates, Agamemnonem chyba Demos ateński; urodzajne skiby Ftyi to Wyspy Szczęśliwych27, o których Sokrates tak pięknie marzył w Obronie, a piękna i postawna niewiasta mogła być odpowiednikiem tej fizjologicznie zrozumiałej błogości, którą sen-pocieszyciel dawał nad ranem skołatanej duszy filozofa po ciężkich godzinach dnia.
Achilles przyszedł Sokratesowi na myśl i w obronie przed sądem, jako ten, który wolał śmierć niż upokorzenie. To samo czuje w sobie Sokrates i stąd te słowa z Iliady i sen.
Obaj przyjaciele nie na to zwracają uwagę, tylko na termin trzydniowy, wyraźnie we śnie podany. Ftyję obaj jednako pojmują — o resztę im nie idzie.
Jedyna wartość czy więcej
III. Kriton zaczyna rozmowę od szczerego, prostego słowa: „Zostań na świecie, bo mi ciebie szkoda” i dodaje argument drugi, który go zaraz różni z Sokratesem: ludzie pomyślą, żem dla ciebie żałował pieniędzy. Sąd opinii nie obchodzi Sokratesa, zdanie tłumu nie jest kryterium prawdy ani dobra. Sokrates stoi ponad mocą tłumu, bo nie przywiązuje wartości do dóbr, które tłum dać może, i nie uważa za złe nieszczęść, które go mogą spotkać z ręki tłumu. Jedynym dobrem jest dla niego mądrość, a jedynym złem głupota. Obie wartości niezależne od sądów i wyroków pospólstwa.
Sokrates starał się stać na tym poziomie wysokim i odosobnionym, a jednak i on, widać to z Obrony, chciał żyć i było mu przykro, kiedy się jego sprawa chwiać zaczęła. Zatem cenił życie i był przywiązany do dzieci i przyjaciół, i cenił swą przewagę duchową nad otoczeniem, uznawał więc, oprócz mądrości i głupoty, także inne wartości dodatnie i ujemne, choć starał się wypracować w sobie zupełną obojętność na tych innych punktach.
Praca nad sobą powodziła mu się do pewnego stopnia; żeby mu się była udała w zupełności, na to musiałby przestać być człowiekiem.
Argumenty za ucieczką
IV. Kriton nie chce się wdawać w dyskusję nad tym stanowiskiem nadludzkim, a sięga do prostych ludzkich względów, które by mogły stanowić skrupuł dla Sokratesa: filozof ma dobre serce, nie chciałby narażać przyjaciół. Jeśli to nie jest wzgląd jedyny, to inne nie wchodzą w grę poważnie, bo straż przekupić łatwo, pieniądze są i jest wolna droga do Tesalii, gdzie i byt materialny, i powaga filozofa nie byłyby w żadnym sposobie narażone.
V. Pozostanie w więzieniu jest taktyką samobójczą, bezwzględnością wobec dzieci własnych, niemęskim poddaniem się losowi na drodze najmniejszego wysiłku, haniebnym objawem braku woli i energii ze strony otoczenia; czas nagli, działać trzeba natychmiast.
VI. Kriton, namawiając Sokratesa, opierał się na swojej starej znajomości z filozofem i odwoływał się widocznie do jego konsekwencji, jak gdyby mówił: wiem przecież doskonale, że ci na przyjaciołach zależy, wiem, że niemożliwości nie będziesz próbował, wiem, że chcesz żyć i być szanowanym, że kochasz dzieci, że nie lubisz chodzić drogą najmniejszego wysiłku, że potrafisz zwalczać przeszkody. Bądź więc konsekwentny i okaż się takim w tej chwili. Zostań tym samym, którym byłeś. Tymczasem Sokrates oświadcza, że mu właśnie o nic innego nie idzie, jak tylko o konsekwencję, o pozostanie sobą aż do końca. Zdaniem Kritona miała konsekwencja wyprowadzić filozofa z celi; zdaniem Sokratesa właśnie konsekwencja kopała mu grób na pojutrze.
Sokrates odszukuje samego siebie
Obala tedy naprzód argumenty Kritona oparte na względach opinii publicznej, ustalając na nowo swoją starą, piękną zasadę, że zważać należy jedynie tylko na opinię nielicznych ludzi myślących, a nie dbać o opinię szerokich kół.
VII. Ten szlachetny arystokratyzm oceny należy zachować przede wszystkim w zakresie dobra i piękna.
VIII. Ślepe uleganie opinii publicznej deprawuje duszę, więc się go należy wystrzegać nawet z narażeniem życia. Życie nie jest najwyższą wartością, tylko dobre życie.
Kriton przyjmuje te zasady i mógł to zrobić spokojnie, z nich przecież najprościej w jego oczach wynikało, że Sokrates powinien wyjść z więzienia. Powinien, bo choć szerokie koła nazwać by mogły taki krok nielegalnym, to jednak mędrzec sam i jego przyjaciel, także nie kto bądź, tylko człowiek myślący, a więc taki, na którego opinię wyłącznie zważać należy, uważałby to wyjście za czynną walkę z niesprawiedliwością Aten, a więc za czyn dobry. I byłaby ta ucieczka podjęta nie w interesie życia jakiego bądź, tylko w interesie życia dobrego, wzorowego.
IX. Sokrates przyrzeka kierować się zimną, nieubłaganą konsekwencją. Zobaczymy, czy zrobi tak naprawdę. Jeżeli się ucieczka okaże zbrodnią, zostanie i umrze w więzieniu; jeśli nie, to wyjdzie.
Zbrodnia i zawód
X. Ustalają teraz obaj dwie zasady, które mają decydować o ich postępowaniu. Pierwsza ta, że zbrodni nigdy popełniać nie wolno, choćby szło o odwet na nieprzyjacielu. Druga, że zobowiązań należy dotrzymywać.
XI. Ucieczka z więzienia byłaby zbrodnią i złamaniem zobowiązania. Zbrodnią wobec państwa, bo lekceważenie wyroków zagraża zdrowiu i bytowi Aten.
Kriton zapomina, że lekceważenie trybunału również zagraża zdrowiu państwa, a Sokrates sąd lekceważył. A pogarda dla szerokich mas i podkopywanie powagi tradycyjnego ustroju społecznego także zagrażało bytowi demokratycznego państwa, a jednak Sokrates tłumem gardził jawnie i podkopywał powagę jego władzy. Czyżby sobie sam nie zdawał sprawy z tego, jak niebezpiecznym był opozycjonistą? Czy też raczej Kritona olśnić usiłuje barwnym obrazem praw stojących nad głową i poruszyć uczucia społeczne przyjaciela; niech się on sam wzdrygnie przed nielegalnością projektu.
XII. Sokrates w toku rozdziału unosi się. Czuć, że coś lub kogoś gwałtownie zwalcza, choć mu Kriton teraz nie oponuje zgoła. Albo więc gniew jeszcze o pierwsze słowa przyjacielskiej namowy, o to, że mu perswazjami ciągłymi psują porządek duchowy, próbując ściągnąć na ziemię z wysokiego a beznadziejnego stanowiska, albo raczej walka z czymś, co się w nim samym jego własnym słowom opiera i kładzie pod nim gorzkie znaki zapytania. Głośno i prędko mówi Sokrates hymn na cześć karności obywatelskiej, jakby nie chciał słyszeć szeptów ironii, która w nim tli mimo wszystko, a odezwie się głośno w rozdziale następnym.
Sokrates mówi bardzo pięknie i podniośle. Prawa dotyczące życia rodzinnego są niby jego rodzicami i panami, którym wiele zawdzięcza; wobec tego powinien słuchać wszystkich praw. Zarządzeniom państwa poddawać się bezwzględnie, bo państwo jest jak matka lub ojciec.
Struny ukryte
Gdyby się Sokrates nie unosił w tej chwili, mógłby mu Kriton był przypomnieć, że może zbyt różowo przedstawia swój stosunek do praw ateńskich. Nie miał wprawdzie żalu do prawa małżeńskiego, ale miał na przykład wielki żal do prawa, które nakazywało sprawy gardłowe załatwiać w jednym dniu, jak o tym wyraźnie mówi w Obronie. Temu prawu przecież przypisuje fatalny wyrok, który go spotkał. Ma niewątpliwie żal do tego prawa, które nakazywało losować sędziów na chybił trafił, zamiast ich szukać między ludźmi mądrymi i przygotowanymi do trudnego i odpowiedzialnego zawodu. O tym przecież często mówił między ludźmi. Ma żal do całego ustroju demokratycznego, w którym rządzą owe „szerokie koła”. On nimi gardzi przecież i nigdy ich nie czcił.
Jeżeli teraz prawa ateńskie przedstawia jako istoty bliskie mu, a świecące w aureoli półboskiej, to czyni to po części wbrew sobie samemu i dlatego mówi z takim głośnym zapałem. Sam siebie zagłusza, a hipnotyzuje Kritona.
On się obecnie przedstawia jako wdzięczne dziecko i niewolnik praw ateńskich, podczas gdy z obrony jego wiemy, że czuł się mistrzem i z łaski bożej kontrolerem Aten raczej niż niewolnikiem prawa i ustroju ateńskiego. W sądzie przecież stał także wobec prawowitej władzy, przed obliczem prawa, ale nie przemawiał do sądu jak wdzięczny syn do ojca lub matki. Kiedy widział, że sędziów przekonać nie potrafi, gromił ich i przepowiadał pomstę dziejową; to zupełnie inna pozycja duchowa, niż ją ma w tej chwili.
Inna rzecz, że on Ateny kochał i przyzwyczaił się do nich od dzieciństwa, zżył się z miastem i z ludźmi; tutaj miał wszystko, co mu było bliskie i drogie; mógł w nich umierać z niesprawiedliwego wyroku — nie umiał żyć poza nimi, jako wyjęty spod prawa ojczystego. Sercem lgnął do miasta; głową nie umiał się z nim pogodzić. Stąd mu tak źle było w tej chwili.
XIII. Skorom siedemdziesiąt lat w Atenach przesiedział — mówi Sokrates — i nie pojechał do kolonii czy gdzieś indziej w obce strony, to mogłem się był spodziewać, co mnie spotkać może, i dzisiaj się nie mogę kompromitować ucieczką z więzienia. Jeślim stosunki ateńskie uważał za nieznośne, mogłem był wyjechać; nie zrobiłem tego, muszę ponosić konsekwencję.
Ale on naprawdę ganił stosunki w Atenach, a nie wyjechał, bo mu było żal za miastem. Proces był dla niego, mimo wszystko, niespodzianką. Wpadł tedy w pułapkę, z której wyjścia broni mu teraz ambicja.
Ten wyraz może wywołać nieporozumienie i protest w duszy czytelnika. Bo przez ambicję rozumie się często gonienie za zaszczytami, szukanie objawów czci ze strony otoczenia — coś bardzo pokrewnego próżności. Otóż w tych miejscu jest wyraz „ambicja” wzięty w znaczeniu szerszym. Oznacza potrzebę niezależności, równości, wyższości w stosunku nie tylko do drugich ludzi, ale przede wszystkim do czynników znajdywanych we własnym wnętrzu, a nawet w stosunku do czynników nieosobowych, o ile je człowiek personifikuje. Mowa potoczna używa na oznaczenie tych rodzajów ambicji zwrotów takich, jak poczucie godności własnej, szlachetna duma itp.
XIV. Personifikowane prawa urągają Sokratesowi. Wbrew jego lepszej wiedzy wmawiają weń, że mu się podobały, a na świadectwo biorą jego przywiązanie do miejsca rodzinnego. To przecież gorzka ironia, którą Sokrates sam siebie smaga. Jemu się prawa ateńskie zgoła nie podobały; zawsze wyżej stawiał spartańskie lub kreteńskie, tylko był do Aten złych i głupich przywiązany więcej niż do mądrej Sparty lub Krety. Jego uparte siedzenie w mieście nadawało mu tylko pozory pogodzonego ze stosunkami i prawami obywatela. Pozory w oczach tych, którzy go bliżej nie znali. Czyżby się Sokrates liczył z pozorami, i to z fałszywymi?! On, który tak deptał opinię publiczną w rozdziale XI i gdzie tylko miał po temu sposobność? Czyżby aż tak dalece był tylko człowiekiem jak inni?
A jednak jest tylko człowiekiem
XV. Tak jest jednak. Zostaje w więzieniu, bo się nie chce ośmieszać publicznie. A przecież nie śmiałby się z niego Kriton, tylko chyba owe wzgardzone szerokie koła. Zostanie w więzieniu, bo nie chce narażać przyjaciół na utratę tych dóbr doczesnych, które dla człowieka mądrego nie stanowią żadnej wartości; przecież konfiskata, wygnanie czy utrata praw obywatelskich, to nie są, jego zdaniem, żadne wartości, to są dobra „szerokich kół”. Mógłby więc śmiało narażać przyjaciół na ich utratę, gdyby chciał, i mógł być naprawdę nieubłaganie konsekwentnym, jak to zamierzał zrazu. Ale w tej chwili on nie mówi z głowy, tylko z serca i po prostu tak, jak najgłębiej czuje.
Nie wyjdzie z więzienia, bo między ludźmi obcymi wyglądałby podejrzanie. Kriton nie powiedział na to, że spode łba patrzyłyby na Sokratesa po ucieczce tylko szerokie koła nieznających rzeczy, a ludzie mądrzy, znający sprawę, na których opinii najwięcej i jedynie zależeć filozofowi powinno, myśleliby, że się wszystko tak odbyło, jak by się odbyło naprawdę. Nie byłoby po ludzku wypominać Sokratesowi jego ulubione nadludzkie stanowisko teraz, kiedy w nim grają struny tak bardzo ludzkie.
Nie wyjdzie z więzienia, bo nie miałby czoła głosić kultu dla prawa, będąc zbiegiem z więzienia. Wyglądałby dwuznacznie. To prawda. Ale też mógł nie głosić kultu niesprawiedliwych wyroków i lichych praw. Nie byłby sobie może zdobył chwały tej, którą posiadł, ale i nie straciłby zbyt wiele, jak niewiele stracił Protagoras28, kiedy w podobnym położeniu uciekł z Aten do Sycylii. Musiał jednak Protagoras być mniej czuły od Sokratesa na to, co o nim mówią i jak na niego patrzą, na głos opinii szerokich kół.
Nie miał skrupułów na temat ucieczki z miasta, w którym mu śmierć groziła, Paweł z Tarsu; Piotrowi anioł rozkuwał kajdany; nie wstydził się Luter brody zapuszczać, kiedy się na Wartburgu „zataił” przed prześladowcami; żadnemu korona z głowy nie spadła. Każdy z nich uciekał przed niepotrzebną śmiercią, dokąd mógł, a ginął, kiedy nie mógł uciekać. Inaczej postąpił Sokrates; on z więzienia nie wyjdzie. Nie wyjdzie, boby go spotkać mogły upokorzenia na wygnaniu. Nie wyjdzie, bo nie umiałby chodzić bez apollinowego wieńca na głowie ani pochylić głowy do ucieczki. To są pobudki szczere i proste. Ambicja go zatrzymywała w więzieniu, ambicja wobec siebie samego i wobec opinii publicznej. Żal za dziećmi ustępował na plan drugi; zostawiał synów pod opieką przyjaciół.
XVI. W duszy Sokratesa grają tak silnie pobudki przemawiające przeciw ucieczce, że nie znajduje niczego, co by przemawiało za nią. Z pewnym zadowoleniem stwierdza, że nie widzi żadnych motywów etycznych ani religijnych za ucieczką. Nie widzi ich, bo ich skonstruować nie umiał, party najsilniejszą stroną duszy do śmierci, która go miała uwieńczyć na zawsze.
I za grobem porządek społeczny
Konstruował natomiast motywy etyczne i religijne przeciw wyjściu. Konstruuje i w tej chwili ten motyw ostatni, w którym się prawa z Hadesu podają za braci praw ateńskich. A przecież w obronie mówił, że na tamtym świecie lepiej, bo tam sprawiedliwie sądzą i nie skazują na śmierć filozofów, tak jak się to robi w Atenach. Więc muszą tam być chyba jakieś inne, lepsze prawa i stosunki, a nie solidarne rodzeństwo praw i stosunków tutejszych. On jednak wytrwale zajmuje to stanowisko dialogu, że wszelkiego prawa i rozkazu władzy słuchać należy, wszystko jedno, co się sądzi o jego wartości. Stanowisko urocze, choć niesłuszne w całej rozciągłości; Kriton nie znajduje przeciw niemu argumentów, ale stanowisko to da się w naturze Sokratesa pojąć tylko na tle tych pobudek szczerych i prostych, z których się filozof spowiadał w rozdziale poprzednim.
Dusza zmęczona a twarda
XVII. Sokrates postępuje pod nieodpartym przymusem psychicznym. Sam wątpi, żeby do niego przystęp znalazły jakiekolwiek perswazje i prośby. Mówi, jak gdyby prosił, żeby mu dać spokój i pozwolić umrzeć tak, jak pragnął. Tym też zamyka usta przyjacielowi, Kriton rezygnuje z namowy. Tak, jak chciał Sokrates, tak go prowadził bóg. Nic dziwnego — ten bóg mieszkał w jego własnej piersi.
Przypisy:
1. Ajas, zw. Wielkim (mit. gr.) — syn Telamona, króla Salaminy, uczestnik wojny trojańskiej, najdzielniejszy po Achillesie wojownik achajski. Rywalizował z Odyseuszem o zbroję po poległym Achillesie. Kiedy zbroję przyznano Odyseuszowi, oszalał z gniewu i wyrżnął stado baranów, sądząc, że morduje wodzów achajskich. Oprzytomniawszy, ze wstydu popełnił samobójstwo. [przypis edytorski]
2. był rozpoczął — przykład użycia czasu zaprzeszłego, wyrażającego czynność wcześniejszą w stosunku do innej przeszłej; dziś: rozpoczął. [przypis edytorski]
3. demos (gr.) — lud, ogół pełnoprawnych obywateli. [przypis edytorski]
4. zesłaniec (daw.) — wysłannik, posłaniec. [przypis edytorski]
5. wikt (daw.) — wyżywienie. [przypis edytorski]
6. czerep — tu: gliniana skorupa; w staroż. Grecji jako materiału piśmienniczego do sporządzania krótkich notatek używano skorupek naczyń ceramicznych. [przypis edytorski]
7. nie móc przenieść po sobie (daw.) — nie móc znieść, ścierpieć, wytrzymać. [przypis edytorski]
8. cykuta — stosowana w starożytności śmiertelna trucizna uzyskiwana z roślin (szczwół plamisty a. szalej jadowity), powodująca natychmiastową śmierć przez uduszenie. [przypis edytorski]
9. cum grano salis (łac.) — dosł.: z ziarnkiem soli; z odrobiną rezerwy, sceptycznie, nie całkiem dosłownie. [przypis edytorski]
10. Pewnie okręt przyszedł z Delos — Delos to mała wysepka na M. Egejskim, w starożytności uważana za miejsce urodzenia Apollina i jego bliźniaczej siostry Artemidy, stanowiła jeden z głównych ośrodków kultu tego boga. Co roku z Aten na Delos wyruszał statek z uroczystą procesją dziękczynną dla Apollina za opiekę nad ateńskim herosem Tezeuszem, który popłynął na Kretę i zabił Minotaura, uwalniając miasto od ofiar z młodzieży; w czasie nieobecności statku nie wykonywano w Atenach egzekucji (por. Platon, Fedon). [przypis edytorski]
11. Sunion — przylądek w Grecji, najdalej wysunięty na płd.-wsch. punkt Attyki, odległy o ok. 70 km od Aten. [przypis edytorski]
12. Dnia trzeciego przybędziesz do Ftyi, gdzie plony obfite — por. Iliada IX 363: obrażony Achilles grozi, że razem ze swymi wojownikami porzuci walkę, odpłynie spod Troi i wróci do domu, do ojczystej Ftyi w Tesalii. [przypis edytorski]
13. gdybym był chciał — przykład użycia czasu zaprzeszłego, wyrażającego czynność wcześniejszą niż opisana czasem przeszłym lub, jak w tym przypadku, niezrealizowaną możliwość. [przypis edytorski]
14. Tesalia — kraina hist. w północnej Grecji, nad M. Egejskim; w starożytności w większości jej miast-państw rządziła arystokracja. [przypis edytorski]
15. skon (daw.) — zgon, śmierć. [przypis edytorski]
16. dzieciństwo (daw.) — dziś: dziecinada; postępowanie dziecinne, właściwe dzieciom, a nie dojrzałym ludziom. [przypis edytorski]
17. oczywista — skrót wyrażenia: oczywista rzecz; oczywiście. [przypis edytorski]
18. tedy (daw.) — więc, zatem. [przypis edytorski]
19. retor — mówca; osoba wykształcona w zakresie logicznego i przekonywującego formułowania przemów oraz wygłaszania ich. [przypis edytorski]
20. zachowanie (daw.) — poważanie, szacunek. [przypis edytorski]
21. powolny (daw.) — posłuszny, podporządkowujący się czyjejś woli. [przypis edytorski]
22. Istmus — Przesmyk Koryncki, wąski pas lądu łączący półwysep Peloponez z główną częścią Grecji; postawiony na nim słup wyznaczał granicę między strefami wpływów Sparty i Aten. Odległość od Aten do Koryntu, na płd. końcu przesmyku, wynosi ok. 75 km. [przypis edytorski]
23. Hades (mit. gr.) — podziemna kraina zmarłych. [przypis edytorski]
24. przenosić (daw.) — bardziej cenić. [przypis edytorski]
25. zbożny (daw.) — pobożny, uczciwy, szlachetny. [przypis edytorski]
26. korybant — kapłan Kybele, frygijskiej bogini płodności, także jej kreteńskiej odpowiedniczki Rei; w czasie jej świąt korybanci wykonywali rytualne tańce przy hałaśliwej muzyce bębnów i fletów. [przypis edytorski]
27. Wyspy Szczęśliwych (mit. gr.) — wyspy na zachodnim krańcu ziemi, gdzie w nagrodę za dobre życie przebywają po śmierci bohaterowie. [przypis edytorski]
28. Protagoras z Abdery (ok. 480–ok. 410 p.n.e.) — filozof grecki, zaliczany do sofistów; tytułowy bohater jednego z dialogów Platona, w którym rozmawia z Sokratesem o cnocie. W traktacie O bogach głosił agnostycyzm (nie można wiedzieć, czy bogowie istnieją ani jaką mają naturę), za co wytoczono mu proces o bezbożność. [przypis edytorski]