Bibliografia
Wydania
T. M. Plauti Comoediae, ed. Goetz-Schoell, Lipsiae (Teubrier), I–VII, 1892–1896; ed. Friedr. Leo, Berolini (Weidmann), I–II, 1895–1896; ed. W. M. Lindsay, Oxonii (Oxford), I–II, 1903–1910 [=Li.]. — Z komentarzem: ed. I. L. Ussing, I–V, Hauniae (Kopenhaga) 1875–1887 (Menaechmi w tomie III, 2, z r. 1889); komentarz łaciński Ussinga stanowi podstawę wszystkich późniejszych [=Uss.]; Ausgewählte Komödien des T. Maccius Plautus, für den Schulgebrauch erklärt von Julius Brix, III Bändchen: Menaechmi, 5. Auflage bearb. von Max Niemeyer, Leipzig–Berlin 1912 [=Niem.].
Prace pomocnicze
Kazimierz Morawski, Historia literatury rzymskiej za Rzeczypospolitej, Kraków 1909.
Kazimierz Morawski, Zarys literatury rzymskiej, Kraków 1922.
W. Y. Sellar, The Roman Poets of the Republic, wyd. III, Oxford 1905.
Friedrich Leo, Geschichte der römischen Literatur, I, Berlin 1913.
Martin Schanz, Karl Hosius, Geschichte der römischen Literatur, I, wyd. III, München 1907.
W. S. Teuffels, Geschichte der römischen Literatur, wyd. VI, von Wilh. Kroll und Fr. Skutsch, Leipzig–Berlin 1916.
Friedrich Leo, Plautinische Forachungen, wyd. II, Berlin 1912.
G. Michaut, Histoire de la Comédie Romaine, Sur les tréteaux latins, Paris 1912.
G. Michaut, Histoire de la Comédie Romaine, Plaute I–II, Paris 1920.
Eduard Fränkel, Plautinisches im Plautus („Philol. Unters.” 28), Berlin 1922.
Gustaw Przychocki, Plautus, Kraków 1924 (Z historii i literatury, nr 26, Krak. Sp. Wyd.).
Karl von Reinhardtstoettner, Plautus, Spätere Bearbeitungen plautinischer Lustspiele, Leipzig 1886.
G. A. Galzigna, Fino a che punto i commediografi del Rinascimento abbiano imitato Plauto e Terenzio, I–II, Capodistria 1899–1900.
Tadeusz Sinko, Genealogia kilku typów i figur A. Fredry, Kraków 1918.
Przekład opiera się na tekście wydania Lindsaya. Odstępstwa zaznaczone są w uwagach, z podaniem źródła.
Bracia35
Wdziej giermak36, Plaucie, zwlokszy się swej togi,
Zzuj swe, wzuj buty kowane na nogi
I mów po polsku.
Piotr Ciekliński
OSOBY37:
- Pomyślność, bogini
- Zmiotka38, pasożyt Menechma I
- Menechmus I, bliźniak Menechma II
- Menechmus II, bliźniak Menechma I
- Erotium39, hetera
- Cylindrus40, kucharz
- Messenio41, niewolnik Menechma II
- Pokojówka hetery Erotium
- Żona Menechma I
- Decjo, chłopiec do posyłek w domu Menechma I
- Teść Menechma I
- Lekarz
- Czterech Pachołków
Rzecz dzieje się w Epidamnus42, na ulicy, przed dwoma domami: Menechma I i hetery43 Erotium. W środku między tymi domami wąska uliczka, po bokach prowadzą szersze ulice, z lewej strony (od widza) ku portowi, z prawej ku rynkowi. Przed domem Menechma ołtarz.44
PROLOG45
POMYŚLNOŚĆ
wchodzi na scenę i mówi do widzów46
Pomyślność — zaraz z miejsca nasamprzód obwieszczam47
Mnie jest wielce przychylna — no i wam, widzowie!
Plauta wam tu przynoszę nie ręką, lecz mową,
I proszę, byście chcieli łaskawe dać ucho.
Teraz treść wam opowiem, zechciejcie uważać48,
Rzecz przedstawię najkrócej, jak tylko potrafię.
A poeci to zawsze tak robią w komediach49:
O wszystkim zwykli twierdzić: „Działo się w Atenach”,
Żeby wam się to zdało jeszcze więcej greckie —
Ja nie podam inaczej, tylko tam, gdzie było.
Otóż treść tej komedii wprawdzie „grecyzuje”,
Lecz nie „attycyzuje” — ba — „sycylizuje”!50
To wszystko, com rzekł dotąd, to był wstęp do treści,
Teraz z treści odmierzę, co wam się należy:
Nie garncem lub trójgarncem, lecz całym spichlerzem51.
Taki-m52 dla was jest szczodry, gdy daję treść sztuki!
Był sobie w Syrakuzach53 pewien stary kupiec,
Któremu się dwóch synów bliźniąt urodziło,
Chłopaków tak podobnych, że aż własna mamka,
Co im piersi dawała, rozróżnić nie mogła,
Ani matka, ta sama, co ich urodziła.
(Tak mi mówił przynajmniej ten, co chłopców widział,
Ja ich sam nie widziałem, niech nikt z was nie myśli).
Gdy już mieli lat siedem, wtedy jakoś ojciec
W duży statek władował wielką moc towarów;
Zabrał potem na statek jednego bliźniaka
I wziął w podróż handlową z sobą do Tarentu54,
A drugiego zostawił razem z matką w domu.
W Tarencie właśnie były igrzyska, gdy przybył,
I — jak to na igrzyska — moc ludzi się zbiegła.
Chłopak ojcu się zgubił, zabłąkał się w ciżbie.
Lecz był tam pewien kupiec z miasta Epidamnus55,
Ten wziął chłopca i zawiózł ze sobą do domu.
Ojcu zaś, skoro syna w ten sposób postradał,
Chęć do życia odeszła i w kilka dni później
Zmarło mu się w Tarencie, po prostu ze żalu
(Mówił mi to ten, który na pogrzeb go sprawiał56).
Skoro więc do Syrakuz wieść o tym nadeszła
Do dziadka tych bliźniaków, że chłopca ktoś porwał
I że umarł w Tarencie ojciec tego chłopca,
Dziadek zmienia drugiemu bliźniakowi imię
(Bo tak kochał tamtego, którego porwano);
Jego imię — Menechma — nadaje więc temu,
Co jest w domu. Toż imię miał ten, co zaginął,
I dziadek sam miał również tak samo na imię.
(A tym lepiej pamiętam, że tak się nazywał,
Bo widziałem, że głośno tak za nim wołali57).
Byście w błędzie nie byli, już teraz zapowiem:
To samo imię mają obaj bliźni bracia.
(Teraz wracam — piechotą — znów do Epidamnus,
By wam całą tę sprawę dokładnie wyłożyć.
Jeśli ktoś z was chce może, by mu w Epidamnus
Coś sprawić, nuże, śmiało niech mówi i każe —
Lecz tylko, gdy da na to, co chce, by mu sprawić;
Bo gdy nie da pieniędzy, to wszystko jest na nic,
Ale gdy da to — — wtedy dopiero jest na nic!58
Lecz wracam, skądem odszedł — a stoję na miejscu).
Ten tedy z Epidamnus, jak to już się rzekło,
Ten, co porwał tamtego drugiego bliźniaka,
Prócz bogactw, żadnych prawie dzieci nie posiadał.
Adoptuje więc tego chłopca porwanego
Jako syna — i żonę daje mu posażną,
I robi go dziedzicem, gdy mu umrzeć przyszło.
Bo kiedy raz szedł na wieś po gwałtownym deszczu,
Przechodząc potok rwący jakoś tuż pod miastem —
Temu, co porwał chłopca, prąd nogi poderwał59,
I tak porwał człowieka gdzieś do wszystkich diabłów60,
Tak temu więc przypadły olbrzymie bogactwa.
Ten zatem tutaj mieszka, ten bliźniak porwany.
Teraz znów tamten bliźniak, co jest w Syrakuzach,
Przyjdzie do Epidamnus, dziś, ze swym służącym,
Szukając tego właśnie brata bliźniaczego.
Gród ten to Epidamnus61 — na czas tej tu sztuki62,
Bo w innej znowu sztuce będzie innym miastem.
Tak samo się zmieniają tutaj i mieszkańcy:
Raz mieszka tutaj rajfur, raz młokos, raz staruch,
Dziad czy żebrak, król, wieszczbiarz albo i pasożyt63
AKT I64
ZMIOTKA
wchodzi i mówi do publiczności
Młodzież zowie mnie „Zmiotką” — a to z tej przyczyny,
Że ja, kiedy zajadam, to stół cały zmiatam.
Ci wszyscy, którzy więźniów wiążą łańcuchami,
A zbiegów niewolników skuwają w kajdany,
Ci, według mego zdania, strasznie głupio robią,
Bo człek nędzny, gdy wpada jeszcze z biedy w biedę,
Jeszcze większą ma chętkę, by zbiec i coś zbroić.
Toż z łańcuchów się nawet jakoś wydostają,
A skuci, ci pilnikiem obręcz umią65 przetrzeć
Lub hak wybić kamieniem. To wszystko jest na nic.
Gdy chcesz kogo przytrzymać tak dobrze, by nie zbiegł,
To jedzeniem i piciem trzeba go przywiązać.
Przywiąż go tylko za dziób do pełnego stołu,
A jeśli mu dostarczysz jedzenia i picia,
By miał co dzień dostatkiem, ile tylko zechce,
To z pewnością nie drapnie; nigdy, nawet gdyby
Szło o sprawę gardłową. Łatwo go przytrzymasz,
Gdy go „zwiążesz” w ten sposób. Takie są sprężyste
Te więzy „jedzeniowe”: im więcej rozciągasz,
Tym się więcej ściskają. Ja też idę tutaj,
Gdziem już dawno „skazany”, to jest do Menechma,
Sam idę, dobrowolnie, ażeby mnie „związał”.
Bo on nie dość, że karmi, ale pielęgnuje
I ożywia. Nikt lepiej leczyć nie potrafi.
Taki to już człek młody; sam dobrze zjeść lubi,
Sute uczty urządza, tak stoły zastawia
I takie na nich stosy piętrzy półmiskowe,
Że na sofie66 trza stanąć, gdy coś chcesz wziąć z góry.
Lecz teraz była przerwa od dłuższego czasu:
W mym domu panowałem nad mymi drogimi67,
Bo co zjeść chcę lub kupić — wszystkie strasznie drogie.
I co jeszcze: zmykają ci drodzy z szeregu68.
Teraz zajrzę do niego. — Lecz drzwi ktoś otwiera.
Otóż on sam. Menechmus. Przed dom tu wychodzi.
Menechmus I, Zmiotka.
MENECHMUS I
we drzwiach domu, krzyczy na żonę
Gdyby nie to, żeś zła, głupia, uparta, złośnica,
Widząc, że mąż czego nie chce, sama byś nie chciała!
A jeżeli mi raz jeszcze coś takiego zrobisz,
To zobaczysz: pójdziesz za drzwi, jak wdowa69, do ojca!
Bo gdy tylko gdzieś wyjść zechcę, to mnie zatrzymujesz,
Odwołujesz, wypytujesz, gdzie idę, co robię,
Co za sprawy, com tam robił, po com szedł, com przyniósł.
Ja celnika mam w swym domu, nie żonę! Tak muszę
Ze wszystkiego się spowiadać, co robię, com robił!
O, za długom cię już słuchał. Zrobię, jak mówiłem!
Jeśli ja ci daję służbę, zapasy i wełnę,
Szaty, złoto, stroje zdobne, masz wszystko dostatkiem70,
Strzeż się licha i miej rozum, przestań męża śledzić!!
A żebyś mnie nie śledziła na próżno — umyślnie
Dziewkę wezmę dziś na ucztę — gdzieś w mieście to zrobię.
ZMIOTKA
na stronie
Niby żonie tak wymyśla, lecz on mnie wymyśla;
Uczta w mieście? Wszak to zemsta na mnie71, nie na żonie!
MENECHMUS I
wychodzi, ubrany pod płaszczem w suknię kobiecą
Brawo! Przeciem72 babę krzykiem ode drzwi odpędził!
Lecz gdzież są mężowie wszyscy, co mają kochanki?
Czemu darów mi nie znoszą, żem walczył tak mężnie?73
odsłania suknię żony, podnosząc płaszcz
Ot, tę suknię74 żonie-m ściągnął, niosę ją do dziewki!
Tak to ładnie podejść stróża, jeszcze tak chytrego.
To czyn piękny, zacny, miły, to sprytnie zrobione
(Na złe mi to jednak wyjdzie, com wziął od złej baby:
Wszak na stratę to poniosę). — Łup nieprzyjaciołom
Wręcz wydarłem! Bez strat żadnych naszych sprzymierzeńców!75
ZMIOTKA
Hej, młodzieńcze! Czy w tym łupie jest jaka część dla mnie?
MENECHMUS I
Oj, zasadzka!76
ZMIOTKA
Nie, to pomoc! Tylko nic się nie bój!
MENECHMUS I
Któż to?
ZMIOTKA
Ja.
MENECHMUS I
O moje „Szczęście”! Moja „Dogodności”!77
Witaj!
ZMIOTKA
Witaj!
MENECHMUS I
Co porabiasz?
ZMIOTKA
Rękę właśnie ściskam
Mego opiekuna.
MENECHMUS I
Brawo! Toż więcej na czasie
Przyjść nie mogłeś, jak w tej chwili.
ZMIOTKA
O, bo ja tak zawsze,
Znam na wylot dogodności wszyściutkie zasady!
MENECHMUS I
A chcesz widzieć coś pysznego?
ZMIOTKA
Jakiż to piekł kucharz?78
Już ja poznam, czy nie skrewił, gdy resztki zobaczę.
MENECHMUS I
Powiedz mi, czyś widział kiedy malowidło ścienne,
Jak porywa Katamita79 orzeł albo Wenus80
Adoneusa?
ZMIOTKA
Często. Ale — co ma obraz do mnie?
MENECHMUS I
rozciąga płaszcz, pokazuje suknię żony
Więc patrz na mnie. — Czy nie jestem taki jak ten obraz?
ZMIOTKA
Cóż to znowu za ubranie?
MENECHMUS I
Powiedz, czy nie jestem
Człek przemiły? No, powiedzże!
ZMIOTKA
A gdzie jeść się będzie?81
MENECHMUS I
Mów, co każę!
ZMIOTKA
No więc mówię: „Człowieku przemiły”.
MENECHMUS I
A od siebie nic nie dodasz?
ZMIOTKA
„i najrozkoszniejszy!”
MENECHMUS I
Dalej, dalej!
ZMIOTKA
Tu nic „dalej” — gdy nie wiem, co z tego.
Muszę być ostrożny z tobą: kłócisz się ze żoną82.
MENECHMUS I
Gdyby tak bez wiedzy żony gdzieś ten dzień „pogrzebać”83 —
ZMIOTKA
przerywa z ożywieniem
Owszem, owszem, tu masz rację. Kiedyż stos podpalę?
Dzień już przecież do połowy swój żywot zakończył84.
MENECHMUS I
Sam opóźniasz, gdy przerywasz.
ZMIOTKA
Więc wybij mi oko
Tu na ziemię85, jeśli wtrącę choć słowo wbrew tobie!
MENECHMUS I
odsuwa go od drzwi swego domu, ciągle się oglądając
Cofnijże się tu ode drzwi.
ZMIOTKA
Dobrze.
MENECHMUS I
Jeszcze.
ZMIOTKA
Dobrze.
MENECHMUS I
Jeszcze cofnij się odważnie, tu od tej lwiej groty86.
ZMIOTKA
Ej, dalibóg87, byłby z ciebie, myślę, mistrz-woźnica!88
MENECHMUS I
Czemu?
ZMIOTKA
Ciągle się oglądasz, czy żona nie goni.
MENECHMUS I
wracając do tematu urządzenia uczty
Cóż ty na to?
ZMIOTKA
udaje obrażonego i nie chce gadać
Ja? Co ty chcesz — to mówię lub przeczę.
MENECHMUS I
A czy też ty coś z zapachu — jeżeli powąchasz —
Nie rozpoznasz?89
ZMIOTKA
[Ściśle powiem, co się gotowało,
Tak, jakbyś tu cech kucharzy]90 wezwał do narady.
MENECHMUS I
Więc powąchajże tę suknię. Co czuć? Nos odwracasz?
ZMIOTKA
Z góry zawsze trzeba wąchać ubranie kobiece,
Bo z tej strony nos przechodzi odorem nieznośnym.
MENECHMUS I
Więc tu wąchaj! Co za mina!91
ZMIOTKA
Bo tak się należy.
MENECHMUS I
No więc cóż? Mów, co tam czujesz?
ZMIOTKA
Kradzież, dziewkę, ucztę.
MENECHMUS I
Niech ci będzie, [co zapragniesz! Skoroś tak dokładnie]
Odgadł [wszystko, bo tę suknię właśnie żonie ściągłem.]92
Teraz pójdzie tu do dziewki, do mojej Erotium.
Każę ucztę tu zgotować, mnie i tobie.
ZMIOTKA
Brawo!
MENECHMUS I
Po czym tutaj pić będziemy aż do gwiazd porannych.
ZMIOTKA
Doskonale!
pędzi do drzwi Erotium
Czy mam pukać?
MENECHMUS I
Pukaj! lub — poczekaj!
Łapie go za płaszcz.
ZMIOTKA
niechętnie staje
Tysiąc kroków opóźniłeś naszą pijatykę!
MENECHMUS I
Pukaj lekko!
ZMIOTKA
drwiąc
Czy się boisz, że drzwi są za kruche93?
MENECHMUS I
Czekajże, na miłość boską! — O! sama wychodzi.
Erotium staje we drzwiach.
Och! Patrz! Słońce pociemniało przy blasku jej ciała!
Erotium, Zmiotka, Menechmus I.
EROTIUM
Witaj, duszko ma, Menechmie!
ZMIOTKA
A ja?
EROTIUM
Tyś zbyteczny!
ZMIOTKA
No — są przecież nadliczbowi94 nawet i w legionie.
MENECHMUS I
Dziś kazałem tu u ciebie „bitwę” przygotować.
EROTIUM
Więc dziś będzie.
MENECHMUS I
I w tej „bitwie” oba pić będziemy,
A kto lepszy się okaże wojownik przy piciu,
Ty wybierzesz i orzekniesz, z kim... dziś noc przepędzisz!
Ach, jak żony nienawidzę przy tobie, kochanie!
EROTIUM
A tymczasem chodzisz nawet w jej szatkach na sobie?
Cóż to jest?
Wskazuje na suknię żony, widoczną pod płaszczem Menechma.
MENECHMUS I
To „zdjęcie”95 z żony — różo — „wdzianie” tobie!
EROTIUM
Gładkoś pobił wszystkich innych i wolę cię od nich!
ZMIOTKA
Dziewka schlebia tylko potąd, pokąd jeszcze widzi
Coś do zdarcia. — Gdybyś jego naprawdę kochała,
Tobyś chyba mu dotychczas — najmniej nos odgryzła!96
MENECHMUS I
zabiera się do zdjęcia sukni, podaje do potrzymania płaszcz
Trzymaj, Zmiotko, chcę ślub spełnić i „zdjęcia” dokonać.
ZMIOTKA
Daj — lecz teraz, ja cię proszę, zatańcz tak, w tej szatce!97
MENECHMUS I
Ja mam tańczyć? Czyś zwariował?
ZMIOTKA
Ja czy ty — kto raczej?
Gdy nie tańczysz, to ją zdejmij.
MENECHMUS I
zdejmuje suknię
Ściągnąłem ją dzisiaj
Wśród ogromnych niebezpieczeństw. Myślę, że Herkules
Ani w przybliżeniu takich nie miał niebezpieczeństw
Gdy pas zabrał Hippolicie98.
podaje jej suknię
Przyjmijże ją tedy,
Gdyś ty jedna jest na świecie tak dla mnie życzliwa.
EROTIUM
Tacy wszyscy być powinni porządni amanci!
ZMIOTKA
na stronie
Co się sami jak najszybciej w żebractwo wtrącają!
MENECHMUS I
Żonie-m kupił ją rok temu, dałem cztery miny99.
ZMIOTKA
jak wyżej
Cztery miny licho wzięło — to jasny rachunek.
MENECHMUS I
Wiesz, co chcę, byś ty zrobiła?
EROTIUM
Wiem — zrobię, co zechcesz.
MENECHMUS I
Dla nas trojga każ więc ucztę u siebie przyrządzić
I na rynku każ zakupić trochę smakołyków:
Podgardlankę-Wieprzowinkę, Słoninkę-Szynkidzką100,
Może też głowiznę z wieprza lub coś podobnego,
Co zwarzone i podane wilczy smak pobudza!
I to zaraz!
EROTIUM
Oczywiście.
MENECHMUS I
My przedtem na rynek,
Ale zaraz tu będziemy. A nim się zgotuje,
Popijemy.
EROTIUM
Przyjdź, gdy zechcesz. Wszystko przygotuję.
MENECHMUS I
Śpiesz się tylko.
do Zmiotki
Ty chodź ze mną.
ZMIOTKA
Już ja cię nie puszczę!
Idę, już cię nie odstąpię za skarby niebiańskie!
Odchodzą na rynek.
EROTIUM
otwiera drzwi swego domu i mówi:
Wywołajcie mi tu zaraz Cylindra, kucharza!
Kucharz wchodzi.
Erotium, Cylindrus.
EROTIUM
Bierz koszyk i pieniądze. Masz tutaj trzy grosze.
CYLINDRUS
Mam.
EROTIUM
Idź, przynieś tu zapasów. Patrz, by na trzech było,
Nie za mało, nie za dużo.
CYLINDRUS
Któż to taki będzie?101
EROTIUM
Ja, Menechmus i pasożyt.
CYLINDRUS
To już dziesięć osób,
Bo pasożyt bardzo łatwo za ośmiu wystarczy.
EROTIUM
A więc gości wymieniłam. Reszta twoja.
CYLINDRUS
Dobrze.
Już gotowe — proś do stołu!102
EROTIUM
Wróć prędko.
CYLINDRUS
Już wracam!
Odchodzi na rynek, Erotium wchodzi do domu.