II

Młodość Miltona. Utwory lat akademickich. — Studia w Horton. „Allegro”, „Penseroso”, „Comus”, „Lycidas”. — Podróż do Włoch.

John Milton urodził się w samym sercu starego Londynu, w domu w kupieckiej dzielnicy Cheapside, po staroświecku oznaczonym znakiem16, i tu spędził pierwsze szesnaście wiosen swego życia.

Ojciec, który był notariuszem, od początku starannie dbał o wykształcenie syna: kazał go najpierw prywatnie uczyć przez szkockiego predykanta17 Tomasza Younga; potem oddał go do pobliskiej szkoły publicznej św. Pawła, którą wówczas kierował znakomity gramatyk i humanista Alexander Gill. Muzyki uczył się Milton w domu od ojca, który nie tylko był w wysokim stopniu muzykalny, ale nawet sam próbował sił jako kompozytor. Skłonność do poezji odezwała się już w najwcześniejszej młodości; zachowały się nam z tego okresu dwie wierszowane parafrazy Psalmów 114 i 136.

W lutym r. 1625 wstąpił Milton jako stypendysta do jednego z kolegiów, czyli internatów, z których składa się uniwersytet w Cambridge, mianowicie Christ’s College, i tutaj z przerwami wakacyjnymi mieszkał przez siedem lat aż do roku 1632, w którym ukończył studia przez osiągnięcie zwykłego stopnia magister artium, „magistra sztuk pięknych”.

Milton, jasnowłosy młodzieniec o białej cerze i delikatnym, dziewiczym niemal wdzięku kształtów i ruchów, odznaczający się przy tym już wówczas pewnym wyniosłym wstrętem do wszystkiego, co trywialne i zmysłowe, nie mógł oczywiście zrazu pozyskać sobie sympatii wśród atletycznych, wtedy jak i dziś głównie fizycznym ćwiczeniom hołdujących studentów uniwersyteckich; nazywano go żartobliwie „panienką” (the Lady of Christ); ale wkrótce zdobył sobie wysoką reputację i autorytet na całym uniwersytecie przez niepospolite zdolności i wytrwałą pilność. Sposobność do okazywania talentów językowo-literackich dawały przede wszystkim publiczne łacińskie dysputy i deklamacje, praktykowane wtedy jako jeden z głównych środków wychowania uniwersyteckiego. Siedem takich przemówień łacińskich Miltona zachowało nam się; oprócz tego cztery listy łacińskie, pisane do dawnych nauczycieli: Gilla i Younga. Przede wszystkim jednak zaczyna się już w tym okresie produkcja wierszy łacińskich, które odtąd Milton obok angielskich aż do końca życia uprawiał, chociaż później już nie w tej obfitości co na uniwersytecie. Z licznych łacińskich poetów, jakich wydał w Anglii okres humanizmu, Milton jest jedynym z najznakomitszych. Utwory łacińskie zarówno lat akademickich, jak późniejsze są przeważnie treści autobiograficznej, czyli okolicznościowej. Tak z siedmiu elegii pierwsza i szósta są listami poetyckimi do syna emigranta włoskiego, Karola Diodati, z którym Milton jeszcze w szkole londyńskiej serdecznie się zaprzyjaźnił, a którego śmierć w r. 1638 opłakał w jednym z najpiękniejszych swych wierszy łacińskich, Epitaphium Damonis. Inne znowu elegie mają za przedmiot głośne wypadki w życiu uniwersyteckim i publicznym, np. śmierć naczelnego pedela18 uniwersyteckiego, śmierć wicekanclerza, czyli rektora uniwersytetu, dzień 5 listopada, święcony do dziś jako rocznica udaremnionego sprzysiężenia przeciwko królowi i parlamentowi w r. 160519, itp. Niektóre wiersze są wyraźnie tylko wypracowaniami jakiegoś zadanego tematu na doroczne popisy akademików w poezji łacińskiej; np. „że Natura się nie starzeje”, „jak pojął ideę platońską Arystoteles”. Wyraźnie także w niektórych z tych wierszy łacińskich odzywa się nuta miłosna; niektóre z nich wprost zdają się opowiadać jakieś przygody miłosne podczas wakacji w Londynie. Tej nuty osobistej w angielskiej twórczości Miltona nie usłyszymy.

Do łacińskich wierszy, pisanych na uniwersytecie, przybyło potem jeszcze kilka pod adresem różnych osób, przede wszystkim do znakomitych Włochów, których w swej późniejszej podróży tam poznał, np. sławnego poety, filozofa i mecenasa literatów Jana Baptysty Manso; do królowej Krystyny szwedzkiej, aliantki Anglii i również znanej w całej Europie protektorki sztuk pięknych i poezji20. Jest także kilka drobnych epigramatycznych wierszy po grecku.

W zbiorowym wydaniu swych wierszy łacińskich, które sam Milton sporządził w r. 1645, podzielone są na dwie grupy: elegie, tj. utwory pisane w dystychach, i Sylvae, tj. wiersze w różnych innych metrach. W tym czasie mniej więcej pisanie wierszy łacińskich już u niego stanowczo ustąpiło pierwszeństwa poezji w języku angielskim, podczas gdy w latach uniwersyteckich, pod wpływem tradycji akademickich, łacina niemalże przeważa.

Donioślejsza dla nas od wierszy łacińskich jest produkcja angielska w tych latach akademickich. I tutaj na razie mamy do czynienia głównie z utworami okolicznościowymi. Starsza siostra Miltona, Anna Phillips, w r. 1625 straciła pierwsze swe dziecko, które umarło w pierwszym roku życia: temu zawdzięczamy piękną elegię młodego akademika, pierwszy prawdopodobnie jego samodzielny utwór poetycki po angielsku. Inny znowu to garść wierszy angielskich, wplecionych w długie serio-komiczne elukubracje21 łacińskie, skomponowane na doroczne revels, czyli saturnalia22 akademickie. Ten fragment, tak samo jak dwa żartobliwe nekrologi wierszowane z powodu śmierci pocztyliona uniwersyteckiego Hobsona, są jedynymi, a zarazem najwyraźniejszymi dowodami, jak zupełnie obcy całej naturze Miltona był i zawsze pozostał element humoru. Nawet surowy Dante uważał za stosowne w XXII pieśni Piekła wpleść niejako dla ulgi czytelnika komiczną scenę oszukania diabłów przez jednego z potępieńców; Milton w największym swym dziele, Raju utraconym, na żaden humorystyczny rys się nie zdobył; od owych dwóch mało fortunnych prób poezji humorystycznej w czasach studenckich pozostał zawsze poważny, w tym względzie stanowiąc charakterystyczne przeciwieństwo do Szekspira, który w tak niezrównany sposób potrafił połączyć elementy komiczne z tragicznymi w swych dramatach, tak jak i życie samo na każdym kroku je łączy.

Stosunek charakteru i umysłowości Miltona do Szekspira w pomnikowy sposób nam ilustruje jeden z drobniejszych utworów tych lat uniwersyteckich, mianowicie sławny sonet23 o Szekspirze, pisany w r. 1630 i drukowany na wstępie do drugiego zbiorowego pośmiertnego wydania dzieł Szekspira w r. 1632. Otóż wprawdzie sonet ten w cudnych słowach wielbiący Szekspira jako „umiłowanego syna pamięci” i „wielkiego dziedzica sławy”, który w podziwie serc naszych najpiękniejszy sobie pomnik zbudował — jest niezmąconym wyrazem młodzieńczego entuzjazmu, jednak ze wzmianek o Szekspirze w innych utworach młodości Miltona, a jeszcze bardziej w pismach prozaicznych wieku męskiego odnosimy to wrażenie, że zawsze raczej podziwiał w nim samorzutną potęgę geniuszu, który „śpiewa jako ptak leśny”, jak to wyraził Goethe, to znaczy nie nadaje ani głębi rozumowej, ani technicznej doskonałości formy cudnym a wyzwolonym spod wszelkich praw moralnego świata rojeniom swej twórczej wyobraźni. Szekspira skończonego technika dramatu, Szekspira wielkiego psychologa i myśliciela, Szekspira jako świadomie i z rozwagą pracującego literackiego artysty natura Miltona nie była w stanie pojąć ani uznać.

Koroną całej twórczości poetyckiej Miltona w latach akademickich jest Oda na dzień Narodzenia Pańskiego, pisana w r. 1629. Po czterech wstępnych zwrotkach następuje wspaniały hymn w dwudziestu siedmiu kunsztownych strofach, w którym już ukazuje się nam pierwszy zadatek jednej z największych poetyckich zasług Miltona, mianowicie niezrównanej melodyjności i muzykalnej kadencji24, którą potrafił nadać przeróżnym formom wiersza angielskiego i która odtąd jako najwyższy wzór doskonałości w tym względzie przyświecała i zawsze przyświecać będzie każdemu młodemu poecie angielskiemu.

Z „Narodzeniem” łączy się niedługi fragment o „Męce Pańskiej”, urwany po kilku zwrotkach, bo autor, jak sam wyznaje w przypisku, nie czuł się na siłach w swych młodych latach podejmować tak potężny przedmiot. W każdym razie ta próba jest znamiennym dowodem, jak już w tym wczesnym okresie myśl Miltona zwracała się ku najwznioślejszym częściom historii biblijnej jako najgodniejszemu przedmiotowi wielkich wysiłków dojrzałego talentu poetyckiego.

Na końcu kariery uniwersyteckiej Miltona jak kamień graniczny stoi sonet Na dwudzieste trzecie urodziny. Poeta, widząc się u progu wieku męskiego, w pełnych nieśmiertelnej powagi słowach wyznaje, że nie czuje się jeszcze zupełnie dojrzały, nie czuje w sobie jeszcze silnego i wyraźnego powołania do wypełnienia jakiegoś określonego stanowiska w życiu społecznym i czeka głosu Bożego, za którym pójdzie prosto i bezwarunkowo, zawsze tak postępując, jakby wciąż był pod okiem najwyższego Rządcy prac ludzkich.

To orzeczenie jest w związku z rzeczywistymi okolicznościami, wśród których znalazł się Milton. Normalnym zakończeniem studiów uniwersyteckich dla młodzieńca jego stanu byłoby wstąpienie do zawodu duszpasterskiego; od tego atoli całe otaczające stosunki młodego purytanina odstręczać musiały.

Król Karol I25 prowadził dalej, i to z daleko większą jeszcze stanowczością, despotyczną politykę swego ojca Jakuba I. Był w stałej walce z izbą poselską, a rozwiązawszy trzy z rzędu parlamenty, postanowił sobie panować zupełnie bez parlamentu i od roku 1629 już żadnego nie zwoływał. Równocześnie z tą dyktaturą polityczną dyktatorskie także formy przybrała autokracja kościelna. Na czele kościoła angielskiego stanął osławiony biskup (później prymas) Laud, który począł prowadzić politykę bezwzględnej i systematycznej represji wszelkich form kalwinizmu, zarówno jak wszelkich przejawów ogólnych zasad purytańskich; z drugiej zaś strony Laud i cały jego obóz najwyraźniej grawitowali ku rzymskiemu katolicyzmowi; kładziono największy nacisk na prawa i przywileje wyższych władz kościelnych, a ceremoniał kościelny unormowano bardzo ściśle w sposób jak najbardziej zbliżony do zmysłowego przepychu i kwiecistego symbolizmu rytuału katolickiego. Z tą tendencją katolicką, która oczywiście sama w sobie była największym kamieniem obrazy dla purytańskiej części społeczeństwa, łączył się jednak objaw katolicyzmowi zupełnie obcy i przeciwny jego politycznym tradycjom, ale dla purytanów równie wstrętny jak tamten: mianowicie bezprzykładny serwilizm kościoła narodowego wobec korony: Laud i inni biskupi byli kreaturami26 i faworytami króla i przy każdej sposobności głosili teorię despotyzmu jako „boskiego prawa i posłannictwa królów” zupełnie w myśl ulubionego dogmatu Jakuba I.

Nic dziwnego, że wobec takich stosunków kościelnych jednostki w rodzaju Miltona nie widziały dla siebie pola do działania w stanie duchownym.

Toteż Milton po ukończeniu studiów nie obrał sobie na razie praktycznego zawodu, lecz przeniósł się w zacisze wiejskie do miejscowości Horton w Buckinghamshire, gdzie ojciec jego w ustronnym dworku wiejskim wypoczywał po trudach całego życia pracy zarobkowej. W tym dworku upłynęło sześć lat męskiego wieku Miltona, od dwudziestego czwartego do trzydziestego roku życia, na niezmąconych troską o byt studiach i lekturze. Pięknie to i chlubnie, jak już zaznaczyłem, świadczy o ojcu poety, że wcale się nie sprzeciwiał temu czysto kontemplacyjnemu trybowi życia. Co prawda przypuszczać musimy, że przy jakiejś sposobności wyraził może lekkie zdziwienie z powodu, że syn, zamiast zaprząc się do jakiejś pracy zawodowej, dalej „drzemał w cieniu gajów laurowych” filozofii i poezji. Milton bowiem w tym czasie napisał dłuższy wiersz łaciński Ad Patrem („Do ojca”), w którym na takie nalegania odpowiada entuzjastyczną obroną i pochwałą zawodu poetyckiego i dziękuje ojcu za to, że mu umożliwił naukowe do tego wzniosłego zawodu przygotowanie. Przypuszczać zresztą należy, że wyższość umysłowa najstarszego syna już wtedy miała dyktatorską władzę nad wszelkimi decyzjami i opiniami ojca.

Lata w Horton nie były jednak poświęcone, jakby się spodziewać należało, głównie produkcji poetyckiej. Spędził je poeta — podobnie jak po nim w XIX wieku wielki nowożytny poeta Tennyson27 pierwsze kilka lat po studiach uniwersyteckich — przede wszystkim na studiach ściśle naukowych, obejmujących najszerszy zakres umiejętności, od matematyki i historii naturalnej aż do filozofii i historii, muzyki i przede wszystkim klasycznych autorów greckich i rzymskich, których gorliwie czytał. Gdzieniegdzie tylko po drodze, z rzadka i przeważnie pod wpływem jakichś zewnętrznych okoliczności, wykwitają z tego cichego, pracowitego życia pojedyncze utwory poetyckie. Te kilka utworów atoli to największe skarby poetyckiej spuścizny Miltona obok Raju utraconego, a jako zamknięte w małych ramach skończone i jednolite arcydzieła czysto artystyczne mało mają sobie równych w całej historii literatury angielskiej.

Na ich czele stoją wiekopomne dwa wiersze liryczne pod włoskimi tytułami L’Allegro i Il Penseroso („Wesoły” i „Zadumany”); są to portrety psychologiczne tych dwóch zasadniczych usposobień duszy ludzkiej w barwnych szeregach czarownych obrazów i alegorii. Plan tych dwóch skontrastowanych poematów jest bardzo prosty: każdy z nich przeprowadza jakiegoś urojonego młodzieńca, niby uosobienie nastroju duszy, który ma być przedstawiony, przez jeden idealny dzień wśród scen, towarzystwa i zajęć, z tym zasadniczym usposobieniem harmonizujących. A więc w Allegro budzi go skowronek w kwitnący wiejski poranek i kogut, w przerwach swych pień nadsłuchujący odgłosów rogów łowieckich z zielonego lasu, w mgłach rannych zawieszonego na stokach pagórka. Przenosimy się potem na typową wiejską drogę angielską między dwoma szeregami drzew olchowych, widzimy majestatyczny wschód słońca, przechodzimy obok oracza przy pracy i pasterza nucącego sobie w polu; wchodzimy dalej w krajobraz górski, u stóp stromych skał śmieją się do nas szmaragdowe hale i szemrzą potoki, a w lesie gdzieś sterczą mury romantycznego zamczyska. Jest południe; stajemy przed prastarą chatką między dwoma odwiecznymi dębami, widzimy wieśniaków przy posiłku południowym, a potem przy pracach sianożęcia czy żniwa, przy wesołych tańcach w dzień świąteczny, wreszcie wieczorem koło kominka domowego, zasłuchanych w baśnie o usłużnych i psotnych duchach domowych. Takie sceny życia codziennego przedłużyć i pomnożyć jeszcze może wieczorne czytanie: przelatuje nam przed oczyma wizja średniowiecznego miasta, świątecznie ożywionego w dzień turnieju, potem starożytnego pochodu weselnego w stylu szekspirowskiego Snu nocy letniej; wspomina też poeta te pełne wonnej leśnej krasy fantastyczne komedie Szekspira, a w końcu w szeregu wierszy pełnych przecudnej melodii wielbi muzykę jako źródło radosnego upojenia duszy.

W Penseroso ton i sceneria zmienione: porą roku już nie lato, lecz raczej jesień; pierwsza scena noc, smętny śpiew słowika i samotna wędrówka po łąkach leśnych w łagodnym świetle miesiąca28 płynącego w błękitach; z daleka słychać senny odgłos późnego dzwonu wieczornego nad martwymi wody jakiegoś wielkiego jeziora się rozlegający; potem północ w zacisznej półmrocznej komnacie albo na jakiejś wieży odludnej, gdzie noc schodzi czy to nad tajnikami filozofii Platona albo Hermesa29 czarnoksiężnika, czy też nad potężnymi tragediami starożytności lub czarodziejskiemu opowieściami wschodu w romantycznej szacie średniowiecznej poezji. Dalej jeszcze przedłuża poeta marzenia, najwidoczniej tutaj idąc za pociągiem najgłębszej swej natury: wstaje mglisty, szary, po burzliwej nocy poranek; obejmują nas surowe cienie prastarych drzew, gdzie potem wśród łagodnych szmerów południa pada na nas uśpienie i we śnie opływa nas dokoła tajemnicza muzyka niewidzialnych duchów lasu. Kończy się Penseroso dwoma obrazami z życia religijnego. Jedna scena to nabożeństwo w starym gotyckim kościele; tu w sposób może jedyny w całej literaturze świata oddane jest w kilku słowach potężne wrażenie muzyki organów. Druga to natchnione dumania starego pustelnika w omszonej celi. — Penseroso, o dwadzieścia kilka wierszy dłuższy niż Allegro, najwyraźniej przedstawia nastrój duszy Miltona właściwszy i trwalej z jej istotą połączony niż przemijająca więcej wesołość w Allegro.

Jak w wewnętrznej treści, tak i w zewnętrznym obramowaniu i ujęciu oba utwory ściśle sobie odpowiadają: każdy zaczyna się namiętną, w odmiennym od całości wierszu, apostrofą do usposobienia przeciwnego — a więc w Allegro do posępnej Melancholii, w Penseroso do marnych rozkoszy bezmyślnej radości — które odpędza i otrząsa się najpierw z duszy; potem, już w owym miodopłynnym czterotaktowym rytmie, w którym się odtąd do końca kołyszemy, przesuwa się nam w każdym z poematów przed oczyma pełen wyrazistości orszak alegorycznych uosobień; a więc w Allegro kojąca serce Wesołość, zrodzona z Zefira30 i Aurory31 na łące kwiecistej, a za nią w lekkim tańcu Żarty i Uśmiechy, Swoboda i Pustota, Figle i Igraszki; w Penseroso znowu wolnym i poważnym krokiem, jako mniszka w świętym zadumaniu, kroczy Melancholia, z oczyma w ekstazie utopionymi w niebiosach, a za nią jako jej orszak Pokój i Cisza, Wstrzemięźliwość i Milczenie, Wczas32 i Zaduma.

Po tych alegorycznych korowodach dopiero następują owe wspaniałe szeregi scen, w których piszący wśród wiejskiej natury poeta złożył po wszystkie czasy nieporównany wyraz tej kojącej błogości uczuć i refleksji, jaką przez swój spokojny, łagodny urok wywołuje w duszy każdego człowieka typowy krajobraz angielski.

Drugi główny utwór Miltona z tych lat życia wiejskiego to Arkady. Jest to utwór okolicznościowy. Ku uczczeniu sędziwej wdowy hrabiny Derby w Harefield, czy to na jej urodziny czy z jakiejś innej uroczystej okazji, grono członków jej rodziny urządziło przedstawienie amatorskie w rodzaju powszechnie wówczas, szczególnie między arystokracją i na dworze, praktykowanych alegorycznych dramatów maskowych ze śpiewami. Do skomponowania muzyki zaangażowano Henryka Lawesa, członka kapeli królewskiej, który kilku członków tej dostojnej rodziny uczył muzyki. Lawes zaś, który z ojcem Miltona jako znanym kompozytorem spotykał się w londyńskim świecie muzycznym i stąd znał się z poetą samym, udał się teraz do Miltona z prośbą o libretto33. To, czego Milton na to żądanie dostarczył — kilka pieśni nimf i pasterzy i przemowa ducha leśnego do nich — choć pełne melodyjnego wdzięku, jednak w treści ogranicza się do poetyckich komplementów pod adresem dystyngowanej rodziny.

Doniosły jednak jest ten fragment jako przygrywka do większego i w całości już wykończonego dzieła tego samego dramatycznego rodzaju. Tym jest dramat maskowy Comus z r. 1634, najdoskonalsze obok Allegro i Penseroso dzieło tego okresu twórczości Miltona.

Okazja znowu zdarzyła się w łonie tej samej arystokratycznej rodziny, której Milton już przez Arkady dał się poznać. Pasierb hrabiny Derby mianowicie, Jan hrabia Bridgewater, zamianowany wicekrólem, czyli prezydentem prowincji Wales34, objął z końcem r. 1634 swą rezydencję na zamku Ludlow w hrabstwie Shropshire i tutaj wśród długich i hucznych uroczystości inauguracyjnych nie mogło oczywiście zabraknąć ówczesnym zwyczajem także przedstawienia dramatycznego w wielkiej sali pałacowej. Po tekst i muzykę zwrócono się znowu do Miltona i Lawesa. Tradycja (prawdopodobnie legendarna) głosi, że Milton oparł swój utwór na rzeczywistym wypadku, że mianowicie dzieci hrabiego Bridgewater, Alicja Egerton i jej dwaj młodsi bracia, hrabia Brackley i Tomasz Egerton, zabłąkały się raz w nocy w lesie Haywood niedaleko Ludlow w powrocie z odwiedzin u krewnych w sąsiedztwie. Jakkolwiek się rzecz miała z tą rzekomą przygodą, w każdym razie w masce Miltona główne role, najwidoczniej z góry dla nich przeznaczone i pisane, odegrała istotnie dorosła hrabianka i dwaj chłopcy Brackley i Egerton, a treść utworu jest następująca: W dzikim pustkowiu leśnym zjawia się „duch opiekuńczy” i zwiastuje nam, że zesłał go Jowisz dla ochrony dzieci szlachetnego namiestnika tej krainy, które zdążając na zamek ojca, w tym ciemnym lesie zagrożone są niebezpieczeństwem; tu bowiem zagnieździł się syn Bakchusa35 i czarownicy Kirki36, Komus (tak zwany od greckiego κῶμος, „rozpustna biesiada”37), który odziedziczywszy znaną z Homeryckiej Odysei sztukę swej matki, przez czarodziejski napój nadaje ludziom, co się w jego władzę dostają, głowy zwierzęce i robi ich niewolnikami zmysłowości w swoim wyuzdanym orszaku. Istotnie, zaledwie duch opiekuńczy przybrał postać wiejskiego młodzieńca, w której ma wykonać swoje zadanie, pojawia się Komus ze swą drużyną i w odurzająco płynnym i melodyjnym pasażu38 lirycznym wzywa do rozpoczęcia nocnych bakchanaliów. Przerywa je jednak z samego początku, bo dostrzega nadejście jakiejś czystej istoty, którą chce ująć w swe sidła. Każe więc swemu orszakowi ukryć się i rzuca czar na oczy nadchodzącej, by w nim samym widziała tylko prostego wieśniaka. Wchodzi siostra — po prostu nazwana „pani” (the Lady) — skarży się, że noc oddzieliła ją od braci, i by ich wezwać, śpiewa piękną piosenkę do Echa. Zbliża się do niej Komus i ofiaruje za przewodnika; odchodzą razem. Potem zjawiają się dwaj zbłąkani bracia; starszy w pięknych słowach pociesza młodszego, że potęga czystości i cnoty ocali siostrę od wszelkich niebezpieczeństw. Przyłącza się do nich duch opiekuńczy w postaci dobrze im znanego pasterza i wyjaśnia, w czyją władzę siostra się dostała; zarazem jednak obiecuje dać im cudowne ziele — jak „moly” w Odysei Homera — z którym mogą śmiało wtargnąć do zamku czarodzieja.

Na ten zamek przenosi nas scena następna. Komus czarami swymi ubezwładnił dziewicę, przykuł ją do krzesła, na którym usiadła, i kusi ją chytrymi a wymownymi słowami, na które ona z siłą i prostotą niezachwianej cnoty odpowiada. Wyczerpawszy swe argumenty, już ją chce zmusić do wypicia czarodziejskiego napoju, gdy wpadają szczęśliwie dwaj bracia z mieczem w ręku i rozpędzają rozpustną czeredę. Zaniedbali jednak wyrwać z rąk Komusa jego różdżkę czarodziejską i wskutek tego, jak ich teraz poucza duch opiekuńczy, siostra pozostaje jeszcze bezwładna i nieruchoma. Ale i na to podaje im sposób: trzeba wezwać do pomocy czarodziejkę Sabrynę, nimfę pobliskiej rzeki Severn. Wezwana melodyjną pieśnią, zjawia się Sabryna i wybawia dziewicę od czaru Komusa. Za to dziękuje jej duch opiekuńczy, w końcowej scenie przyprowadza dzieci do rodziców i kończy akcję wdzięcznym epilogiem zupełnie w stylu Ariela z Szekspirowskiej Burzy.

Komus, drukowany staraniem Lawesa w r. 1637, w skończonej artystycznej harmonii wszystkich szczegółów i nieporównanym uroku każdego z osobna lirycznego ustępu jest w oczach niektórych bardzo poważnych krytyków najdoskonalszym dziełem Miltona. Co do źródeł literackich, to znaleziono w tym utworze reminiscencje z łacińskiej feerii39 dramatycznej Comus holenderskiego humanisty Puteanusa, czyli Henryka van der Putten, oraz z utworów dramatycznych kilku współczesnych Szekspirowi poetów, np. ze „Starej Baśni” (The Old Wives’ Tale) Jerzego Peele; ale główna idea poematu, niezwyciężona potęga czystości i cnoty nad zmysłowością i złem, to myśl specyficznie Miltońska i przyświecająca wszystkim jego czynom i pismom, a tutaj wcielona w kształty niespożytej poetyckiej piękności.

*

Jednym jeszcze pamiętnym utworem Miltona zaznaczyły się te lata w Horton. W roku 1637 mianowicie przyjaciel jego i kolega uniwersytecki Edward King, młodzieniec pełen pięknych nadziei, piastujący po ukończeniu studiów zaszczytną godność stałego członka (Fellow) swego kolegium uniwersyteckiego, wybrał się podczas letnich wakacji w odwiedziny do ojca swego, który był sekretarzem namiestnictwa dla Irlandii. W przejeździe z zatoki chesterskiej40 do Dublinu okręt przy najzupełniejszej pogodzie rozbił się o skałę podwodną i King utonął. Ten tragiczny wypadek natchnął Miltona do napisania elegii angielskiej pt. Lycidas, która wraz z innymi wierszowanymi skargami przyjaciół zmarłego po łacinie, grecku i angielsku wyszła drukiem z drukarni uniwersyteckiej w Cambridge w roku 1638.

Utwór ma modną wówczas formę liryku pasterskiego na kształt i wzór klasycznych Bukolik Wergiliusza. Wspomina więc poeta, jak z pięknym pasterzem Licydasem, wesołe piosenki nucąc i na fujarce przygrywając, chodził w pole po szarej rosie wczesnego poranku. Teraz płaczą Licydasa lasy i gaje, które niegdyś od jego pieśni się rozlegały, płaczą nimfy wodne, co w strasznej chwili śmierci ratować go nie mogły. Parka41 sroga odcięła to młode życie od jaśniejącej mu z dala nagrody sławy. Czy warto pracować dla tej ziemskiej sławy? Bóg jeden sprawiedliwie chwałą nagradza w niebie.

Ale wkrótce myśl poety schodzi na zgoła inne tory. Zjawia się Tryton42, herold Neptuna43, i zwiastuje, że to nie morze, pogodne jak szkło w ten dzień, było przyczyną nieszczęsnej śmierci przyjaciela, lecz zła budowa okrętu czy klątwa jakaś nad nim ciążąca. Po nim bóg rzeki Cam koło Cambridge, na której zmarły przyjaciel poety pewnie nieraz wiosłował, opłakuje utratę jednego z najdzielniejszych synów akademii. Otóż wśród tego mitologicznego grona żałobników występuje niespodzianie także święty Piotr ze swymi kluczami i w krótkich a potężnych słowach, zachowując wciąż jeszcze alegorię życia pasterskiego, przeciwstawia tego doskonałego duszpasterza, jakim byłby się stał King, zepsutym, zmaterializowanym, niedbałym, samolubnym i nieokrzesanym przedstawicielom tego stanu w chwili ówczesnej.

Reszta poematu więcej w ten ton nie uderza; jest treści elegijno-idyllicznej; wyobraźnia poety krąży najpierw nad kwieciem i zielenią łąk i dolin tej pasterskiej wizji; potem nagłym kontrastem unosi się nad szarymi falami północnego morza, które igrają z ciałem Licydasa; w końcu wiara daje pociechę, że Licydas z niebios jako geniusz opiekuńczy na te skaliste brzegi spogląda, i poeta w krótkim epilogu odwraca się od przedmiotu, kończąc pełnymi wielkiego znaczenia słowy44:

To-morrow to fresh woods, and pastures new!

(„A jutro w nowe lasy i na inne pola!”)

Piękność poematu jest głównie muzykalna i jako taką odczuć ją można tylko w czarownej kadencji wierszy oryginału; jako trenodia, czyli skarga pośmiertna utwór nie odznacza się taką głębią i natężeniem uczucia, jak pamiętne dwa nowsze poematy tego rodzaju: Adonaïs, nieśmiertelna pieśń żałobna Shelleya45 po młodo zmarłym kochanku bogów, poecie Janie Keatsie, i In Memoriam, cykl filozoficznych elegii, w których Tennyson opłakał śmierć ukochanego przyjaciela Artura Hallama. Z takimi utworami Lycidas Miltona już z tego powodu porównać się nie da, że stosunek Miltona do Kinga nie był tak bardzo ścisły ani serdeczny.

Najznamienniejszym ustępem poematu są grzmiące słowa świętego Piotra o zepsuciu duchowieństwa. Tu po raz pierwszy w poezji zwraca się Milton otwarcie i gwałtownie przeciwko systemowi polityki kościelnej biskupa Lauda, po raz pierwszy wstępuje w szeregi tych rycerzy za czystość i wolność narodowego kościoła angielskiego, wśród których potem długie lata walczył.

Ale na czynną walkę jeszcze nie nadszedł czas. Gromadziły się wprawdzie już czarne chmury na horyzoncie: w r. 1637 właśnie podniosła potężny głos Szkocja przeciwko uciskowi Lauda. W Szkocji prezbiteriański republikanizm od samego początku silniejsze zapuścił korzenie niż w Anglii; z trudem zaledwie udało się królowi Jakubowi I nagiąć kraj do jakiegoś połowicznego i kompromisowego systemu rządów biskupich; ale gdy król Karol I zażądał bezwzględnej uległości wobec nowych przepisów i katolicyzującego rytuału biskupa Lauda, posypały się protesty, a gdy na to przyszło stanowcze ultimatum, na wielkim zgromadzeniu protestujących w Edynburgu uroczyście ponowiono przysięgę „przymierza z Bogiem” (Covenant), proklamowanego niegdyś przez ojców owej generacji w walce przeciwko katolickiej Marii Stuart i Filipowi hiszpańskiemu. Taki głos musiał się odezwać potężnym echem w purytańskich sercach angielskich, ale w Anglii samej, w przewlekłej a zawziętej walce parlamentu z królem, w której Eliot, a po nim Hampden odwagą i wymową zapalali serca narodu, właściwie decydujące wypadki dopiero powoli się zbliżały.

Toteż Milton, widząc, że jego chwila jeszcze nie nadeszła, dopełnił tymczasem w roku 1638 studiów nad wyższym ukształceniem swego ducha przez urzeczywistnienie długoletnich marzeń: uzyskał pozwolenie ojca na podróż do Włoch. W Paryżu poznał się ze sławnym uczonym Hugonem Grotiusem; we Florencji, gdzie zabawił przez dwa miesiące i z zachwytem zwiedzał pomniki i zabytki, odwiedził genialnego starego więźnia inkwizycji, astronoma Galileusza, i nawiązał stosunki z siedmioma przywódcami kwitnących tam wówczas akademii, czyli klubów literackich; tak samo w Rzymie, gdzie w takim towarzystwie słyszał znakomitą śpiewaczkę Leonorę Baroni; pod wrażeniem tego śpiewu napisał trzy wiersze łacińskie, w których porównuje ją z Leonorą, kochanką Tassa46; tak jak tamta o szał przyprawiła poetę swą pięknością, tak znowu tą największe wzburzenie zmysłów i duszy swym boskim śpiewem załagodzić potrafi. Do Leonory Baroni także, ale bez uzasadnienia, odnoszono pięć sonetów miłosnych po włosku, prawdopodobnie podczas tej podróży pisanych. Wyraźniej jeszcze od łacińskich ukazują nam te włoskie wiersze młodego Miltona oczarowanego tą cudowną włoską atmosferą sztuki i piękności, zapominającego niemal w tym raju ziemskimi o purytanizmie i o tyranii króla angielskiego, i o bohaterskich wysiłkach parlamentu — o wszystkim prócz otaczającego go zewsząd piękna kształtów i melodii. Podbiły to surowe serce Włochy swoim nieprzepartym urokiem, tak jak podbiły w późniejszych wnękach niejednego jeszcze poetę angielskiego, nade wszystko w XIX wieku jednego z największych, Roberta Browninga47, który we Włoszech większą część życia spędził, za drugą swą ojczyznę je uważał, i w jednym ze swych wierszy powiada, że tak jak niegdyś królowa angielska Maria Katolicka48, umierając, rzec mogła, że w jej sercu po śmierci wypisane znajdą imię straconej twierdzy Calais, tak w jego sercu na wieki wypisane jest: „Italia”49.

Milton w Rzymie także zawarł znajomość ze znakomitym niemieckim uczonym, Łukaszem Holsteniusem, wówczas bibliotekarzem Watykanu, i z jednym z licznych wtedy w wiecznym mieście, a dziś zgoła zapomnianych poetów, Giovannim Salzillim, do którego wystosował wiersz łaciński. O podobnej, ale daleko wybitniejszej znajomości w Neapolu, z nestorem50 ówczesnej włoskiej literatury Janem Baptystą Manso, już poprzednio była mowa przy wierszach łacińskich.

Tymczasem w Anglii pod wpływem otwartego już zatargu ze Szkocją wskutek przysięgi Szkotów na przymierze z Bogiem stosunki zaostrzyły się do tego stopnia, że wojna domowa stanęła przed progiem. Wobec tego Milton uważał za swój obowiązek zamiast zamierzonej dalszej podróży do Sycylii i Grecji wrócić do kraju. Zatrzymał się jeszcze z powrotem dłuższy czas w Rzymie, Florencji, Wenecji i w Genewie, gdzie miał długie rozmowy z wybitnym protestanckim teologiem, Janem Diodati, stryjem zmarłego tymczasem przyjaciela młodości, Karola Diodati.