IV
Raj utracony.
Już około r. 1658, pod koniec życia Cromwella, Milton podjął na nowo ów dawny, znany nam już projekt napisania poematu o tym biblijnym temacie; ale na dobre do systematycznej twórczej pracy się zabrać zapewne mu i wypadki publiczne i obowiązki służbowe nie pozwoliły; dopiero po r. 1660 mógł się jej całkowicie oddać. Potem były jeszcze dłuższe trudności z cenzurą duchowną, której nie podobała się promienna piękność Szatana Miltońskiego, aż wreszcie w r. 1667 Milton mógł zawrzeć zachowany nam w oryginale kontrakt z księgarzem, mocą którego poeta sprzedaje pierwszy nakład utworu w sile 1300 egzemplarzy za bajecznie niską cenę pięciu funtów szterlingów, a za każdy następny nakład wymawia sobie tę samą sumę. Do społeczeństwa, zupełnie przekształconego przez wpływ przywróconych Stuartów, ten poważny poemat oczywiście zgoła nie przemówił, i dlatego, chociaż pierwsze wydanie było wyczerpane po osiemnastu miesiącach, drugie wyszło dopiero w roku śmierci Miltona (1674). Wtedy już utwór wywarł głębsze wrażenie, co objawia się przez fakt, że najznakomitszy poeta nowej generacji, John Dryden, przerobił epopeję w sposób nader niesmaczny, ale ówczesnym zwyczajom odpowiadający, na dzieło dramatyczne, a trzecie wydanie wyszło już w cztery lata po drugim; w roku 1682 poemat wyszedł po raz pierwszy w tłumaczeniu niemieckim, a w r. 1690 w łacińskim. Już pod koniec stulecia sława utworu na ziemi angielskiej jest zupełnie ustalona; ale do należytego zrozumienia jego artystycznej doskonałości przyczynił się przede wszystkim szereg felietonów o Miltonie przez znakomitego eseistę Addisona w jego czasopiśmie „Spectator” w r. 1712 ogłoszonych. Jak pamiętny potem wpływ wywarł wielki utwór Miltona na rozwój literatury niemieckiej za pośrednictwem szwajcarskich krytyków Bodmera i Breitingera, pod których wpływem najznakomitszy po Miltonie nowożytny poeta biblijny Klopstock68 począł tworzyć swego Mesjasza, o tym tu rozprawiać nie potrzebuję.
Przyjrzyjmy się teraz nieco treści i budowie tego wielkiego dzieła!
Równie jasno jak tytuł, określają i pierwsze wiersze przedmiot poematu; przytoczę je tu — jak wszystko, co nadal cytować będę — ze starego polskiego tłumaczenia Jacka Przybylskiego, które wyszło w Krakowie w roku 1791 i dedykowane było królowi Stanisławowi Augustowi ze słowami wdzięczności za nadanie Konstytucji 3 maja.
Tak więc rozpoczyna poeta:
Pierwszego się człowieka przestępstwo opiewa
I zakazany owoc Wiadomości Drzewa,
Którego smak trujący śmierć na świat sprowadził,
I szczep wszech bólów z Ojca w potomki przesadził
Z stratą Edenu — póki błogiego siedliska
Bóg-Człowiek nasz Wskrzesiciel znowu nie odzyska.
W rzeczywistości jednak zakres genialnego pomysłu wcielonego w Raju utraconym jest daleko szerszy. Jest to bowiem nie tylko historia grzechu pierworodnego i jego następstw, lecz obejmuje cały stosunek ziemi do wszechświata i rodu ludzkiego do istot przed nim stworzonych i poza nim istniejących. Związek z tymi najwyższymi metafizycznymi problemami stworzony jest przez postać Szatana, jedną z największych kreacji w literaturze świata; i Szatan właściwie, jako naczelny przedstawiciel tego świata istot, co był i minął w zmierzchu wieczności przed stworzeniem człowieka, w wyższym i głębszym znaczeniu niżeli Adam jest rzeczywistym bohaterem Miltońskiego poematu. Jego bunt, wypełniający swą historią cały początek utworu, jest główną sprężyną akcji.
Tej doniosłości figury Szatana odpowiada już i zewnętrzna struktura poematu. Pierwsze jego pieśni nie zajmują się wcale pierwszą parą ludzką i jej losami, lecz Szatanem i jego planami przeciw Bogu, i nie rozgrywają się w raju, lecz w przestworach wszechświata.
Wszechświat ten w stanie pierwotnym wyobraża sobie Milton jako podzielony na dwie wielkie części, niejako nieskończonego ogromu półkule: niebo empirejskie, promienistą siedzibę Boga, zaludnioną przez anioły różnego stopnia i mocy, i chaos, zawierający w nieprzeniknionym bezładzie i pomieszaniu surowe elementy całego materialnego świata. W tym stanie rzeczy dzieje się ten jeden wielki wypadek, który jest osią całej historii świata: w pewnej chwili wieków — tak to w piątej księdze Miltońskiego poematu opowiada jeden z aniołów Adamowi w raju — Bóg zgromadzonym wokoło swego tronu potęgom anielskim zwiastuje, że wytworzył z własnej istoty swego jedynego Syna i jako równego sobie Pana usadowił na prawicy swojej. To orzeczenie boskie obudza zazdrość i bunt w sercu jednego z najdostojniejszych aniołów, później zwanego Szatanem, czyli Lucyferem. Podczas wypoczynku nocnego po tym uroczystym dniu apoteozy69 Syna Bożego — bo i w niebie jest coś na kształt dnia i nocy — Lucyfer knuje spisek i przeciąga trzecią część wojsk anielskich na swoją stronę. Bóg to widzi i naradza się z Synem — bo wszystkie te rzeczy oczywiście poeta musi opowiadać językiem ziemskim i ludzkim. Tymczasem Szatan odciągnął ze swoimi siłami i zajął stanowisko w tej dzielnicy nieba, której z dawna był panem, i tutaj wzywa aniołów do buntu przeciwko nowo ustanowionej nad nimi potędze Boga-Syna. Z szeregów anielskich jeden tylko głos odzywa się przeciw niemu; wbrew twierdzeniu Szatana, że wszyscy oni są równie wieczni z Bogiem i nigdy stworzeni przez Niego nie byli, a zatem i zależni odeń nie są, anioł Abdiel przypomina, że jednak byli stworzeni, i wzywa do uległości; a gdy to jest bezskuteczne, z gwałtownymi słowy opuszcza ich rzeszę jako przeklętych od Boga.
Zaczyna się ta sławna walka w niebiesiech, która jest przedmiotem szóstej księgi Raju utraconego. Wyruszają przeciwko sobie dwa wojska, których uzbrojenie i pochód Milton zupełnie na sposób homerycki przedstawia, nie pomijając nawet wozów bojowych, w Homerze tak wielką odgrywających rolę. Całkiem po homerycku też walną bitwę poprzedza utarczka na słowa między przywódcami: Abdielem a Lucyferem. Potem bitwa:
Dopiero Wrzask i Jędze najgłośniej zawyły,
Co nigdy dotąd w niebie słyszane nie były.
Kruszy broń na pancerzach Niezgoda szalona,
Skrzypią miedzianych wozów rozbujałe dzwona70;
Dziki był szczęk utarczki, nad głowami świsty
Tęgich grotów pływały w lawie płomienistej.
Tak oba wojska, lecąc, na siebie natarły
I pod ognistym stropem siłę z siłą zwarły.
Z obu stron bitne pułki gwałtownym napadem
Okazywały męstwo z niezgaśnym71 rozjadem72.
Całe niebo zadrżało; byłaby się chwiała,
Gdyby już stała, ziemia aż do środka cała.
Cóż za dziw! — gdy w spotkaniu z tej i z owej strony
Ścierały się aniołów bystrych miliony,
Z których najmniejszy mógłby te żywioły skłócić
I grom tych wszystkich krain w swój oręż obrócić.
Homeryckim też sposobem jako główny epizod wśród ogólnej walki wyszczególnia się pojedynek przywódców, archanioła Michała z Szatanem. Szatan odnosi ranę i cofa się z wojskami swymi pod osłoną nocy.
Po tej czysto homeryckiej walce pierwszego dnia wyobraźnia poety, coraz śmielej się wznosząc, odważa się na potężny anachronizm, który tylko podniosłość całego przedmiotu i święta powaga Miltońskiego stylu ocala od śmieszności: w nocy mianowicie Szatan doradcom swym przedstawia pomysł nowej broni, którą wynalazł i którą z surowych materiałów chaosu zaraz tysiączne ręce urabiać poczynają. Tą bronią są — armaty!
Niech się zarodki kruszców z przepaści dostaną,
Dostarczą nam treść ogniem piekielnym nadzianą.
Tę wlejemy w spiżowe działa: długie, dęte,
Okrągłe i szerokim objęciem wygięte —
A tak przedziurawione, żeby otwór miały
Z jednego końca zdolny przepuszczać podpały.
Z tych dział, gdy będą palnym nabite żywiołem,
Mogącym się rozszerzać i kaleczyć społem,
Jak prędko się przez otwór od luntu podniecą,
Ruszą się wściekłe płyny, gardłami wylecą
Z piorunującym grzmotem, a daleko strzelą
Między szeregi wrogów, niosąc strach, z szkód wielą73.
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Oni zlękli pomyślą, że już w mocy naszej
Jest grot, którym świat cały ich Piorunnik straszy.
Z artylerią więc na drugi dzień wyruszają wojska szatańskie przeciw boskim; i tą nową bronią rzeczywiście wywołują chwilowy popłoch w szeregach anielskich. Niebawem jednak i aniołowie nową broń znajdują — i tu Milton znowu sięga wstecz w starożytność do mitologii greckiej, posługując się obrazem z walki gigantów przeciw bogom: — aniołowie
zrzucili ciężką zbroję, a lecą na góry,
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Lecą, biegną i płyną, jak błyskawic świty.
Wraz wyrwą tu i ówdzie, gwałtem wyprężeni,
Góry nadziane z całym ciężarem z korzeni.
Chwycone za czupryny skały, wody, bory
Wstrząsają w silnych dłoniach i dźwigną do góry.
Zadumienie — bądź pewnym — ograżki74 i strachy
Zjęły75 tłuszcze rokoszan na takie zamachy,
Gdy ujrzeli, że na nich nasze wojsko ciska
Ogromne całkowitych gór i skał urwiska.
Wnet się ich wynalazek zgruchotał przeklęty:
Potrójny rząd dział dętych i harmatnie sprzęty
Wnet położona w strzelbie ich nadzieja cała
Głęboko pod zwaliskiem gór się zagrzebała.
Wnet porażeni sami uczuli, gdy skały
I cyple na ich głowy z rumem76 upadały,
Gdy tocząc się w powietrzu, cień szeroko miotły77,
A w środku całe pułki uzbrojone gniotły.
Szatany na to
równą jak my odbili się bronią,
Bliskie góry z podwalin wyszarpując dłonią.
I tak w tej potężnej walce
wśród powietrza góra z górą się spotyka,
i byłoby zapewne w tym żywiołowym starciu
całe niebo popękało
I zewsząd zasypane gruzami zostało,
gdyby oto w stanowczej chwili nie był wkroczył w tę walkę Bóg sam, dotychczas w spokoju swego majestatu tronujący. On teraz odzywa się do Syna swego: jemu przeznaczył chwałę zakończenia tej walnej rozprawy. Tak więc jak Faeton78 w mitologii greckiej na wóz swego ojca, boga Słońca Heliosa79, tak teraz Syn Boży wstępuje na wóz bojowy Ojca swego, zbroi się w jego
łuk, sajdak80 i piorun: te oręże Boże,
Którym się żadna siła opierać nie może
i jak w Iliadzie Homera pojawienie się Achillesa rozstrzyga losy walki, tak teraz ze Synem Bożym przychodzi ostateczne zwycięstwo.
Na tym promienistym wozie, strzeżonym przez cztery anielskie postacie, o czterech twarzach każda, Mesjasz sam, wstrzymawszy swe wojska, przejeżdża po karkach całej rzeszy buntowniczej, a potem podniesionych na nowo pędzi swym postrachem aż do kryształowego muru, co dzieli niebo od chaosu, i przez ten wał strąca ich w otchłań, która się na ich przyjęcie w odmętach chaosu otwarła.
Tu następuje nowa faza w kosmogonii Miltońskiej, nowy czynnik wstępuje w ten obraz świata, który przed nami tworzy poeta: oto Szatany przez czeluść rozwartą w chaosie spadają aż na dno jego, w „miejsce dla nich zgotowane”. Tym miejscem jest piekło, które zatem leży pod chaosem, a przedstawia się poecie jako jakaś kraina ognistych siarczanych jezior, ponurych równi i lodowatych gór. Takie jest wiekuiste więzienie Szatana. Do tych trzech czynników: nieba, piekła i chaosu, przybywa niebawem czwarty: Bóg tworzy świat. By Szatan nie myślał, że wielką zgotował niebu stratę, ujmując mu tylu mieszkańców, postanawia Bóg stworzyć ród nowych istot, mniej doskonałych od aniołów i dlatego w niebie niemieszkających, ale z otwartą do nieba drogą przez dobre uczynki. Syn na rozkaz Ojca ma wypowiedzieć twórcze słowo; wstępuje więc do chaosu, zakreśla krąg dla nowego świata wyznaczony — i dokonywa się teraz wielkie dzieło siedmiu dni stworzenia, wiernie według Biblii opowiedziane — po czym Mesjasz wraca w tryumfie spocząć w chwale Ojca swego.
Świat tak stworzony — i to nie ziemia tylko, lecz cały ogromny system wszystkich ciał niebieskich — wyobraźni Miltona przedstawia się jako kula na kształt kropli zawieszona w przestworzach chaosu, na złotym łańcuchu, zwisającym z owej kryształowej podstawy nieba, która jako mur od chaosu je oddziela, a uczepionym o górny czub, czyli zenit albo biegun północny kuli światowej.
Takie są wielkie wypadki we wszechświecie poprzedzające właściwą historię raju utraconego; tych wypadków, w których wyobraźnia poety sięgła najwyższych szczytów i stworzyła pojęcia niemal nieuchwytne w swym ogromie, nie opowiedział nam poeta na samym początku poematu. W zwyczajach poetyckich owego czasu bowiem była reguła, wyciągnięta z Odysei Homera i Eneidy jego naśladowcy Wergiliusza, że takie ważne wypadki, poprzedzające i powodujące główną akcję epickiego utworu, należy wpleść w jakiejś późniejszej części w formie opowiadania jednej z osób działających, a na początku wprowadzić czytelnika od razu in medias res, czyli w sam środek właściwego przedmiotu. Do tego zastosował się Milton: historię buntu Szatana opowiada Adamowi archanioł Rafał przy odwiedzinach w raju przed upadkiem, w V, VI i VII księdze poematu, co daje poecie i tę korzyść, że może w tym sposób uzasadnić ujęcie tych gigantycznych wypadków w ramy opowiadania zastosowanego w wyrażeniach do słabej, światem zmysłowym skrępowanej wyobraźni ludzkiej, uczłowieczenie niejako tej bosko-szatańskiej akcji w świecie duchów.
Zaś sam początek przenosi nas bezpośrednio na dno piekła, gdzie strącony Szatan ze swą rzeszą przez dziewięć dni i dziewięć nocy leży w odrętwieniu na ognistym łożu. Wreszcie budzi się z tego długotrwałego omdlenia, rozgląda się po swym więzieniu, i na tym rozpoczyna się akcja epopei.
Zanim jednak zajmiemy się dalszymi przedsięwzięciami Szatana, musimy sobie uprzytomnić jeden jeszcze ważny szczegół w Miltońskim obrazie wszechświata: jaką mianowicie pozycję w tym systemie zajmuje Ziemia.
Gdy Milton ogłosił drukiem swój Raj utracony, było 124 lat od wielkiego dzieła Kopernika, przez które świat poznał właściwe stanowisko Ziemi w świecie słonecznym. Daleko jednak jeszcze było do powszechnego uznania i przyjęcia kopernikańskiego systemu. Toteż i Milton, choć osobiście podobno się poznał z Galileuszem, najznakomitszym następcą Kopernika na drodze nowych teorii, jednak w poezji przynajmniej, tak samo jak Szekspir i inni wielcy poeci pierwszego okresu po Koperniku, trzyma się jeszcze starego systemu ptolemejskiego81.
System ten, zwany ptolemejskim według aleksandryjskiego astronoma Ptolemeusza (w II wieku po Chr.), albo alfonsyńskim według króla Alfonsa X82 kastylijskiego (w XIII wieku), który go udoskonalił, panuje nad całą umysłowością średniowieczną. Jest to system geocentryczny, czyli przedstawiający kulę ziemską jako nieruchomy środek świata, dokoła którego układa się, jedna drugą otaczając, dziesięć coraz obszerniejszych sfer; w siedmiu z nich rozmieszczone są planety od księżyca aż do Saturna, ósma zawiera gwiazdy stałe, a ostatnie dwie są próżne. Dziesiąta, czyli najzewnętrzniejsza, zwana Primum Mobile, odgranicza świat jakąś materialną skorupą od otaczającej go nieskończoności, czyli nicości.
Taki więc świat zawisł w przestworzach chaosu wkrótce po strąceniu Szatana.
Obudziwszy się na falach płomienistych jeziora piekielnego, zwraca się Lucyfer do sąsiada i towarzysza swego losu, Belzebuba, i zaraz z pierwszych jego słów bije ta fatalna siła nieugiętego oporu przeciwko boskiemu zwycięzcy, której dalsze objawy stanowić mają treść poematu. Podnosi Szatan swą olbrzymią postać: już tu poeta zaznacza, że to podniesienie z bezwładnej niewoli było dopuszczone przez Boga,
Ażeby mógł przez czarnych zbrodni powtórzenie
Jeszcze większe na siebie tłoczyć potępienie.
Stanąwszy nad brzegiem ognistego jeziora, wzywa do powstania zastępy swoje, wciąż jeszcze w odrętwieniu spoczywające. Otaczają Szatana wodzowie jego legionów: jak Homer w drugiej księdze Iliady okręty, pod Troją zgromadzone, i ich przywódców, tak tu Milton wylicza naczelnych Szatanów, opisując ich postacie i przymioty, i czerpiąc nazwiska z mitologii różnych wschodnich narodów.
Zgromadzonym swym wojskom zwiastuje Szatan dalszą nieubłaganą wojnę z Bogiem. Że zaś z dawna chodziły po niebie pogłoski, jakoby Bóg miał jakiś nowy świat stworzyć i zaludnić go istotami, co mają „w łaskach z niebieskimi równać się synami”, więc w to nowe dzieło Boga najpierw pragnie uderzyć.
W tym celu zwołuje sejm naczelników piekielnych zastępów. Mammon i jego pomocnicy na pobliskim wzgórku z kruszców dobytych z głębi chaosu stawiają wspaniały pałac — Pandemonium, rezydencję Szatana, i tutaj na wezwanie heroldów, a więc znowu po homerycku, gromadzą się wodzowie zastępów piekielnych, zmieniwszy swe olbrzymie postacie na drobne i karłowate, by się pomieścić: bo duchowe istoty dowolnie mogą zmieniać swoją postać.
Tutaj więc — w drugiej księdze — odbywa się narada demonów. Nie ma zgody co do planu ponownego zbrojnego napadu na niebo, który Szatan najpierw proponuje. Wobec tego Belzebub powraca do pierwotnego pomysłu uderzenia w najnowszy twór Boga: świat ziemski i człowieka. Ale ten nowy świat trzeba wprzód znaleźć w przestworzach, poznać i zbadać: tego trudnego zadania ku ogólnemu zadowoleniu podejmuje się Szatan sam. Pozostawia więc towarzyszów swej doli różnym zajęciom, które poeta z wielką pomysłowością opisuje — a nie są one bynajmniej nieszlachetne i w naszym pojęciu szatańskie, bo obok atletycznych igrzysk jest tam i muzyka i słodkie, choć bezowocne spekulacje filozoficzne — sam zaś Szatan wyrusza w swą awanturniczą podróż po wszechświecie, która wypełnia resztę drugiej i wielką część trzeciej księgi. Zdąża na szybkich skrzydłach ku wrotom piekła: te zastaje strzeżone przez dwie straszliwe postacie, Grzech i Śmierć; pierwsza z nich niegdyś z głowy Szatana zrodzona, przez niego stała się matką drugiego. Poznawszy go, córka-Grzech otwiera mu wrota, za co on jej i jej synowi, Śmierci, obiecuje panowanie nad światem.
I oto rozciąga się przed Szatanem niezmierzona otchłań Chaosu,
czarny Ocean nieograniczony,
Nie mający ni kresów, ni miar z żadnej strony,
Gdzie się szerz, dłuż, wysokość, czas i miejsce gubią...
W ten straszliwy gąszcz żywiołów się zapuściwszy i sterując w nim, jak może, szerokimi skrzydłami, dociera Szatan do tronu uosobionych potęg tej krainy: Chaosu i Nocy. Tych pyta o drogę i one mu ją wskazują. Znowu jak piramida ognia, walcząc z żywiołami, przebija się Szatan do swego celu. Jakże łatwa, dodaje tu poeta, stała się ta droga między piekłem a ziemią później, gdy po upadku człowieka przez grzech pierworodny, Grzech i Śmierć wybrukowały wielki pomost śladem czarta i po nim „przewrotne duchy depczą dziś ochoczo”, posiadając w ten sposób wolny przystęp do świata ludzkiego i panowania nad nim.
Dobił wreszcie Szatan do wątłego światła i z daleka ujrzał kryształowe przestworza niebieskie, ich szafirowe wieże i mury, niegdyś jego ojczyznę — a z nieba zawieszoną, jak małą gwiazdkę obok Księżyca, kulę tego nowego świata, którego szuka. Ku niemu więc teraz zmierza.
Tutaj zmiana dekoracji. Bóg oczywiście widział Szatana i poznał jego zamiary. Stajemy się więc teraz znowu, jak już raz, świadkami narady między Bogiem Ojcem a Synem. Te rozmowy między boskimi osobami są dla poety środkiem roztoczenia w ramie epopei tych myśli dogmatycznych i filozoficznych, które się łączą z przedstawionymi wypadkami. Tak więc tutaj w długich wywodach między Bogiem Ojcem a Synem przeprowadzone są dwie wielkie idee religijne: po pierwsze, odwieczne zagadnienie, dlaczego Bóg dopuszcza zło na świat i jaki jest stosunek wolnej woli ludzkiej do łaski Bożej, różnica między pojęciem przeznaczenia, które wiara chrześcijańska odrzuca, a wszechwiedzą Boską, która zna przyszłe czyny ludzi, nie ograniczając przez to ich swobody działania; po drugie zaś dokonywa się w tej scenie postanowienie wielkiego czynu zbawienia ludzkości przez wcielenie i śmierć Chrystusa. Hymnem pochwalnym chórów anielskich kończy się ten dialog w niebie.
Powracamy teraz do dalszych przygód Szatana w wędrówce po wszechświecie. Wylądował nareszcie na zewnętrznej skorupie otaczającej nasz świat słoneczny według ptolemejskiego systemu, na owej wspomnianej już „dziesiątej sferze”. Ale z powierzchni tej skorupy do wnętrza wejście jest tylko w jednym miejscu: przez otwór na biegunie północnym tej kuli światowej, skąd także prowadzą schody w górę, łączące świat słoneczny z niebem.
Musi więc Szatan, jak mucha po kloszu wielkiej lampy, dążyć przez bezludne i puste krainy tej zewnętrznej sfery do jej bieguna. Ta samotna wędrówka daje poecie sposobność do arcydziwacznej satyrycznej wycieczki: opowiada mianowicie, że ta skorupa świata, bezludna za czasów wędrówki Szatana, zaludniła się później. Tu bowiem, a nie na Księżycu (jak twierdził Dante w Boskiej Komedii) znajduje się „Raj głupców” (The Paradise of Fools), tj. wszelkich bezowocnie gorliwych wyznawców różnych zabobonów, od budowniczych wieży Babel i zaślepionych ofiar spekulatywnej filozofii greckiej aż do fałszywych pielgrzymów, pustelników, ascetów i mnichów średniowiecznego rzymskiego katolicyzmu.
Wreszcie dotarł Szatan do stóp schodów prowadzących w górę ku bramie niebieskiej i spojrzawszy w dół, ogarnął wzrokiem cały ogromny świat planetarny. Rzuca się więc teraz w głąb i zdąża najpierw ku Słońcu, które wśród tych wszystkich niezliczonych gwiazd najsilniej przyciągnęło jego oko. Stanąwszy na tym wspaniałym globie, którego promienną piękność nam ślepy poeta ze wyruszającym zachwytem opisuje, spotyka się tu z archaniołem Urielem, jednym ze stróżów świata. Zapytuje go, która z tych wszystkich gwiazd otaczających jest Ziemią, mieszkaniem człowieka, bo chce — tak obłudnie dodaje — poznać i podziwiać to nowe stworzenie boskie. Że zaś na obłudzie, objaśnia poeta, Bóg jeden tylko się poznać może, a ludzie i anioły ulegają jej potędze, więc też i Uriel daje się omamić i wykazuje Szatanowi w przestworzach kulę ziemską, oświeconą do połowy Słońcem, a do połowy Księżycem. Szatan składa Urielowi uprzejmy ukłon — bo w tych wypadkach zawsze jeszcze przestrzega dworskiej etykiety niebieskiej — i puszcza się w lot ku Ziemi. Z tą chwilą opuszczamy mgliste krainy odległych światów i stajemy pewną stopą na gruncie ziemskim: po trzech księgach kosmiczno-demonicznych zaczynają się księgi idylliczne Raju utraconego, przedstawiające nam szczęśliwe życie pierwszych rodziców przed upadkiem.
Zwyczajem wielu poetów epickich Milton na wstępie do niektórych poszczególnych ksiąg swego dzieła dał miejsce ogólnym osobistym refleksjom. Tak więc na początku tej trzeciej księgi, gdzie wzniósł się wyobraźnią aż na wyżyny tronu boskiego, siedziby wieczystego światła, blask tej idei przypomniał mu zarazem przez kontrast tę fizyczną ciemność, która już od lat go otaczała — i znalazły się tu prawdziwie wstrząsające wiersze o ślepocie poety, tym głębiej wzruszające, że zewsząd otoczone najpotężniejszymi może tworami, jakie kiedykolwiek plastyczna i malownicza wyobraźnia poetycka światu darowała.
Pory zwykły się wracać do nowego lata,
Lecz do mnie nigdy dzienna nie wraca oświata83,
Ni słodki mierzch84 wieczora, ni poranek nowy,
Ni widok kwiecia wiosny, ni róży latowej.
Ni mi się kiedy widzieć w reszcie życia zdarzy
Stada, trzody lub boskie rysy ludzkiej twarzy.
Niestety! mgły najgęstsze z każdej wadzą strony,
Czuję, żem nieustanną nocą otoczony;
Wesoła droga ludzi jest dla mnie ukryta,
Zatarte cechy świata, które każdy czyta!
Nie mam przed sobą, tylko wszystko ćmiące chmury,
Tylko powszechne pustki pierwszych dzieł Natury.
Zamiast tej wielkiej księgi pięknych wiadomości
Wzrok stracony zabrania przystępu Mądrości.
Więc Ty, Niebieskie Światło, taki dar przemień mi,
Raczej mnie wewnątrz objaśń Twoimi promieńmi,
W mej duszy zaszczep oczy, wyruguj z niej samej
Ciemności, umysł raczej z wszelkiej oczyść plamy,
Bym rzeczy niewidzialne widział i tłumaczył,
Jakich dotąd z śmiertelnych żaden nie zobaczył.
Na początku czwartej księgi, gdy Szatan po długiej swej wędrówce staje nareszcie na ziemi i ma przystąpić do wykonania swego zdradnego85 zamiaru, poczynają nim, jak każdą istotą przed jakimś wielkim, ważnym czynem, targać różne wątpliwości i obawy, przez które jednak jako główna przewodnia myśl, mimo chwilowej skruchy nawet, przewija się duma, upór i bunt. Wspaniały monolog, odsłaniający nam ten stan duszy Szatańskiej, nie tylko jest pomnikiem artyzmu psychologicznego, jaki Milton w tę postać włożył, i doniosłości, jaką ona posiada w ustroju poematu, ale jest zarazem jedynym śladem owego pierwotnego planu dramatycznego utworu o Raju utraconym, z którym nosił się Milton po powrocie z Włoch. Ten ustęp jako jeden z najważniejszych poematu godzi się przytoczyć w całości.
Szatan zwraca się z apostrofą do słońca:
O ty, nadmierną chwałą jak Bóg uwieńczony!
Co tu pysznie poglądasz z dziedzicznej korony,
A gwiazdy, widząc na świat patrzącego nowy,
Wszystkie kryją przed tobą ukorzone głowy,
Do ciebie ja w głos wołam, ale nie przyjaźnie,
I wymienianiem twego nazwiska cię drażnię.
Słońce, chcę ci powiedzieć, że się tobą brzydzę,
Że światła i promieni twoich nienawidzę,
Które mnie robią smutnym i wściekle rozjadłym,
Przypominając, z jakiej rozkoszy wypadłem.
Jam stał wyniesion w chwale aż nad twoją wieżę,
Dziś przez pychę i od niej gorszy ambit86 — leżę!
Wszcząłem bunt przeciw Nieba królowi, ach czemu!
Nie godziło się być tak niewdzięcznym ku Temu,
Co mnie stworzył, jak byłem, jasnym dostojnikiem.
On dobrze czynił wszystkim, a nie gardził nikim,
Ni się warunki Jego służby ciężkie zdały:
Cóż być mogło lżejszego, jak dawać pochwały,
Tak mało kosztujące? tak łatwe nadgrody87?
Dzięki tylko za tylu dobrodziejstw dowody?
Pochwały tak należne! brane tak przyjemnie!
Jednak ta Jego dobroć na złe wyszła we mnie
I tylko złość zdziałała. Tak wysoko bywszy
Postawionym, hołd miałem za najuciążliwszy.
Nie cierpiałem poddaństwa, pomyśliłem dumnie.
Wszystko rzeczą podobną zdało się być u mnie;
Odważyłem się jeden krok uczynić śmiały
Nad mój stopień, bym posiadł szczyt najwyższy chwały.
Rzekłem: na raz za ciągłe Dobroczyńcy prace
Nieskończonej wdzięczności dług niezmierny spłacę,
Którego mi ciężało brzemię na ramieniu
Zawsze w ust wyznawaniu i w głowy kłonieniu.
Starłem z pamięci wszystkie łaski Jego ślady,
Ani chciałem zrozumieć wdzięczności zasady,
Że ta w obowiązanym sercu w owoc żyzna
Nie wyznaniem, lecz hołdem dobrodziejstwo wyzna;
Tak dłużny i pragnący nagle uwolnienia,
O jak nieznośne jarzmo miałem do strząśnienia!
Oby mi był Wszechmocny wyznaczył z początku
Miejsce między aniołmi niższego porządku!
Stałbym dotąd szczęśliwy, aniby się była
Ambicja nadzieją żądną obudziła.
Lecz czemuż nie? Mogłaby jaka Władza inna
Chcieć, jak ja, piąć się wyżej, będąc równie czynna,
I choć mniejszego na swą przeciągnąć mnie stronę.
Lecz inne Władze taką chwałą obdarzone
Nie byłyby upadły ani by się chwiały,
Zbrojne wewnątrz i zewnątrz na pokus nawały.
Czy miałżeś ty tęż88 wolność? i tęż moc do stania?
Miałeś. Na kogóż, na cóż takie wyrzekania?
Chyba na wolną Miłość Niebieską i taką,
Co się podziela między wszystkimi jednako?
Przeklęta Jego Miłość! z Piekła złorzeczę jej,
Czy Miłość czy Nienawiść, równiem89 bez nadziei;
Mnie się zawsze źle dzieje. W szczęściu być przestałem,
Potępienie na wieki jest moim wydziałem.
I ty sam bądź przeklęty! Sprawco twojej doli!
Boś wolnie90 obrał zbrodnię przeciw Jego Woli,
Co ci tak sprawiedliwie dokucza i srogo!
Ach ja nędzny! którąż się teraz udam drogą?
Gdzież ucieknę przed Jego zemstą nieskończoną!
Cóż mi od nieskończonej rozpaczy ochroną?
Z bojaźni Jego gniewu i zgryzot się wściekłem;
Gdzie się ruszę, jest Piekło — ja sam jestem Piekłem.
Tu w najgłębszej przepaści przepaść się rozwozi
Coraz głębsza i zawsze pożarciem mi grozi,
Względem czego Niebem się zda Piekło siarczane.
O kiedyż moment ulgi w mych mękach dostanę?
Nie maszże miejsca, gdzieby żal mógł być uczuty?
Już żadne wybaczenie? i sposób pokuty
Żaden? tylko poddać się? Ach, to słowo drażni,
Pycha zabrania, a wstyd przymnaża bojaźni
Wśród spadłych Duchów, których przywiodłem do zguby,
Łudząc inszym przekazem obietnic i chluby.
Wolę chełpliwą groźbą zwodzić ich czeredy,
Że zwalczę Wszechmocnego, niż się poddać kiedy!
Biada mi, jeśli dociec choćby najmniej mogą,
Jak dla tej próżnej chwały cierpieć muszę srogo,
Pod jakimi jędzami stękam i łzy ronię,
Gdy mi oni cześć dają na Piekielnym Tronie.
Im wyżej się podnoszę z berłem i koroną,
Tym niżej grząznę w otchłań bólów niezbrodzoną;
W nędzy tylko czyni mnie Królem wyższa Władza,
Taką się Ambicja pociechą nagradza!
Lecz gdybym też żałował, a łaski działanie
Znowu mnie umieściło w mym pierwotnym stanie?
Bezrozumny, nie czujesz, że to państwo nowe
Znowu by ci nabiło dumną myślą głowę?
Jak prędko do najwyższej piąłbyś się potęgi!
Jak prędko uroczyste zaparłbyś przysięgi!
Które byś tu w zmyślonej wykonał pokorze,
Na poddaństwo, czego twój smak ścierpieć nie może.
Będącemu w rozkosznych swobodach, znowu by
Zachciało ci się próżne odwoływać śluby,
Jak wymuszone w Piekle przez dojemne91 bole,
I nieważne, bo rozum gwałcące i wolę;
Już o prawdziwej zgodzie tę pewność założę,
Że ta nigdy nie wzrośnie ani trwać nie może,
Gdzie cios od nienawiści śmiertelnej zadany.
Waśń, głębokie w wnętrznościach mych wykłuwszy rany,
Jeszcze by mnie do większych zbrodni i w ostatku
Do daleko cięższego przywiodła upadku.
Folgi92 tak krótkiej drogo przypłaciłbym potem
Zdwojoną karą, i mój Dręczyciel wie o tym;
Przeto93 On tak dalekim jest od zezwolenia
Na czynienie o pokój, jak ja od proszenia.
Wszelka nadzieja zgasła. On nie myśli o tym,
By nas Wygnańców kiedy udarzył powrotem.
Trudni się rodem ludzkim, swą nową pieszczotą,
Którą stworzył, i dla jej dobra świat ten oto!
Precz ode mnie, Nadziejo! Precz Bojaźń z Nadzieją!
Już zgryzoty umysłem moim nie zachwieją.
Wszelkie dobro jest dla mnie na wieki stracone,
Ty, Zło, bądź moim dobrem, ty mi rób koronę!
Przez ciebie mi przynajmniej dogadza potrzeba,
Iż dzierżę podzielone państwo z Królem Nieba,
A może będę Królem więcej niż połowy
I wkrótce — gdy Człowieka poznam i Świat Nowy!
(III, 32–113)
Takie tony raz tylko jeszcze w poezji angielskiej się odezwały: o półtora wieku później, w dramacie biblijnym lorda Byrona94 Kain. Pod wyraźnym wpływem Miltońskiej koncepcji Szatana stworzył Byron w swoim Lucyferze groźne a piękne, potężne wcielenie siły zła w świecie, tej siły zasadniczo przeczącej wszystkim dobroczynnym energiom — der Geist, der stets verneint95, jak ją nazwał Goethe. W stanowczości, z jaką to wcielenie w swej postaci przeprowadził, posunął się nawet Byron tak daleko, że nie bez pewnego uzasadnienia niektórzy surowi krytycy angielscy określili zapatrywania jego jako manicheizm96, tj. ową prastarą herezję, głoszącą równouprawnienie pierwiastka złego jako współwiecznego z dobrym w całym rozwoju świata. I w zewnętrznej budowie Kain Byrona przedstawia analogie do poematu Miltona: jest więc i tutaj podróż po przestworzach wszechświata — odbyta przez Lucyfera z Kainem — jest w powitaniu Lucyfera przez żonę Kaina, która go uważa za anioła, ta naiwność, z jaką i w raju Miltońskim, jak jeszcze zobaczymy, pierwsi rodzice witają odwiedziny istot nadprzyrodzonych. Kurtuazja wreszcie, z którą u Miltona Szatan i w upadłym stanie odnosi się do archaniołów, jako efekt humorystyczny poddała Byronowi wspaniałą scenę, w której w melodyjnie płynących oktawach przedstawione jest ceremonialne spotkanie Lucyfera z archaniołem Michałem w satyrycznym poemacie Byrona The Vision of Judgment („Wizja Sądu”). W jednym szczególe odbiegł Byron świadomie od tradycji, i na nim zarazem zmierzyć można wielką różnicę, jaka dzieli ściśle religijne przy całej swej godności i głębokości psychologicznej pojęcie Szatana u Miltona od tej szlachetnej niemal i z rozmysłem wywyższonej postaci w dramacie Byrona, która jest właściwie uosobieniem wszystkich zwątpień i porywów przeciw autorytetowi, jakie nurtują duszę nowożytnego człowieka. Byron mianowicie stanowczo odrzuca przypuszczenie, jakoby to Szatan pod postacią węża był kusił pierwszych rodziców, odrzuca ten nikczemny podstęp jako niegodny wielkości ducha tej potężnej istoty. Jak całkiem odmiennie traktował ten motyw Milton, zaraz zobaczymy.
*
Jak powiedziałem, kilka następnych ksiąg Raju utraconego w przeciwieństwie do dotychczasowych są czarowną, pełną najbujniejszych, jasnych kolorów sielanką o szczęśliwym życiu pierwszych rodziców. Rozpoczyna się ta sielanka barwnym opisem raju: Szatan wszedł doń ukradkiem przez gąszcz otaczający, usiadł w kształcie kruka na drzewie żywota w samym środku ogrodu i stąd rozgląda się po królestwie człowieka. Po cudach natury i położenia dostrzegł niebawem i mieszkańców:
Znalazł wszystkie rodzaje żywego stworzenia,
Wszystkie zadziwiające, nowe do widzenia,
A postaci daleko szlachetniejszych dwoje,
Rosłych i znakomitych przez wzniesienie swoje,
Bogom podobnych z twarzy, obleczonych w szaty
Wrodzonej uczciwości: nagie Majestaty!
Ta para zdała się być w oczach nawet Czarta
Królami wszystkich rzeczy i królować warta.
Bo widzieć było w boskich obojga wejrzeniach
Obraz Twórcy najjaśniej wydany w stworzeniach;
W nich Prawdy i Mądrości ślad był oczywisty
I wzór świątobliwości surowej a czystej.
Od synowskiej wolności zawisła ich władza
(Na czym się prawa w ludziach powaga zasadza).
Choć nie z wszech miar osoby równe były obie,
Jak się zdały płci samej różnicę mieć w sobie,
Bo on do rozmyślania i do waleczności,
Ona do słodkich, ponęt i do łagodności.
On dla Boga sam w sobie zdał się być, a ona
Dla Boga w mężu swoim zdała się stworzona.
Wkoło Adama i Ewy igrają zwierzęta, wszystkie jeszcze łaskawe i w zgodzie między sobą. Przybierając z kolei postacie różnych pośród nich, podsłuchuje Szatan rozmowy pary ludzkiej; widok ich miłości i szczęścia rozpłomienia w nim zazdrość i zawiść, a dowiedziawszy się ze słów Adama o zakazanym drzewie, postanawia obudzić w ich sercu zgubne pragnienie wiedzy niedozwolonej.
Jeden z najpiękniejszych sielankowych epizodów poematu stanowi wplecione tutaj w rozmowie pierwszych rodziców opowiadanie Ewy o pierwszych chwilach jej bytu ziemskiego i pierwszym spotkaniu z Adamem.
Plan Szatana na razie spełza na niczym. Ostrzeżony przez Uriela Gabriel, strażnik raju, wzmacnia anielskie straże u łoża Adama i Ewy; chwytają Szatana, gdy podszeptuje Ewie jakiś zły sen. Powstającej stąd gwałtownej rozprawie słownej między nim a Gabrielem kładzie tamę Bóg, ważąc losy obu stron na złotej wadze zodiaku. Ujrzawszy, że jego szala poszła w górę, Szatan raj opuszcza.
Nazajutrz Ewa opowiada Adamowi, jak we śnie jakieś zjawisko podobne aniołom — których postać dobrze znają — zdawało się wieść ją pod zakazane drzewo i kusić, by pokosztowała owocu. Adam ją uspokaja i łączą się w porannej modlitwie do Stwórcy.
Bóg tymczasem, litując się nad człowiekiem, zsyła archanioła Rafała, by go ostrzegł przed niebezpieczeństwem, jakie mu grozi ze strony Szatana. Następują odwiedziny Rafała u pierwszych rodziców; powitany jako miły gość i ugoszczony przez Ewę, czym Raj bogaty, opowiada teraz Anioł Adamowi obszernie całą historię buntu Lucyfera i stworzenia świata. W odpowiedzi znów Adam roztacza przed nim wspomnienia pierwszych chwil swego rajskiego żywota i godów weselnych z Ewą; tak więc znowu w tej znanej nam już homeryckiej formie opowiadania głównego uczestnika przedstawione są wypadki poprzedzające główną akcję.
Po tej opowieści Adama następuje jeszcze dłuższa rozmowa między nim a aniołem o istocie miłości, z której tak samo jak ze wszystkich innych pism Miltona, zarówno ze słów Ewy samej w Raju utraconym, jak z prozaicznych traktatów o rozwodzie, przebija stanowcze i jednolite przekonanie o wyższości umysłowej mężczyzny nad kobietą, które było jednym z dogmatów Miltona. Nasza nowożytna doktryna zasadniczej równości obu płci całkiem obca oczywiście była owej biblijnie myślącej epoce; prędzej jeszcze w poprzednim okresie renesansowym, którego dzieje zdobi tyle postaci niewieścich o niepospolitym wykształceniu, świtały w niektórych wybranych umysłach idee w tym względzie zbliżone do naszych; u Szekspira nawet niewiasty umysłowo górujące nad otaczającym je światem męskim, nie są rzadkie (np. Porcja w Kupcu weneckim); ale w purytańskiej głowie Miltona, choć wielbi i ceni godność niewiasty, myśl o jej równości z mężczyzną nigdy postać nie mogła
Anioł Rafał, powtórzywszy w silnych i dobitnych słowach boski nakaz posłuszeństwa, żegna się z Adamem. Zbliża się katastrofa poematu.
Już muszę na tragiczne zamienić te nuty:
Jak człowiek przeciw Prawu wystąpił z swej strony
Przez podłe przeniewierstwo i bunt podniesiony;
Jak z swej Niebo, zjątrzone przez występek taki,
Okazało w niełasce wstręty i niesmaki;
Jak się gniew sprawiedliwy na grzeszników głowy
Obrócił z ciężką karą i jak sąd surowy
Świat klęsk na ten świat ściągnął, Grzech i Śmierć, cień Grzechu,
I przewodniczkę Śmierci, Nędzę, w strasznym śpiechu.
Smutny to urząd!
Smutny, ale nie mniej godny wielkiego poety niż wszelkie epopeje czysto wojennej treści na kształt homeryckich, do których poeta, jak tu stanowczo stwierdza, nie czuje się powołany.
Z wieczora Szatan z gotowym już pomysłem zdradzieckiego czynu powraca do raju i wciela się w śpiącego węża. Nie wymija tu wcale poeta, jak to później uczynił Byron, trudnej kwestii poniżenia wielkiej postaci Szatana przez tę nikczemną metamorfozę: owszem, stara się to poniżenie psychologiczne uzasadnić; bo oto, co mówi Szatan w swym monologu przed zstąpieniem w węża:
Podły stan, którego się ja, Duch, muszę chwycić,
Com się stopniem śród Bogów najwyższym mógł szczycić!
W bestii z bestialską śliną zacność dzielić,
W ten gad wieczną Istotę wgadzinić i wcielić,
Istotę co się pięła do Bóstwa najwyżej!
Lecz gdzież się ambicja i zemsta nie zniży!
Kto się mści lub ambitnym wznosi się polotem,
Musi się czasem czołgać, by mógł powstać potem.
Bez tych kolei w szybie żądz swych nie nasyci;
Prędko, późno, środków się najpodlejszych chwyci.
Zemsta choć z przodu słodka, gorycz w tyle niesie,
Lecz zwrotem sama w siebie cieszy. Więc zemszczę się!
Księgę dziewiątą zapełnia opowiadanie upadku pierwszych rodziców. W poranek tego nieszczęsnego dnia za radą Ewy po raz pierwszy się rozdzielają i w rozmaite strony rozchodzą do swych zajęć ogrodniczych. Już w długiej rozmowie przed tym rozłączeniem pojawiają się u Ewy zarodki tych zgubnych rozmyślań, które przybrawszy kształt w słowach węża, doprowadzą ją do upadku; a więc najpierw obrażają ją ostrzeżenia Adama przed pokusą wroga, bo bierze je jako powątpiewanie w jej stałość i cnotę; potem znowu wyraża zdanie, że szczęście, jakie dał im Bóg, jest niezupełne, skoro tak otoczone niebezpieczeństwami.
Tak więc usposobiony umysł ma się spotkać z wymową węża. Szatan, ujrzawszy z daleka Ewę, zrazu olśniony i rozbrojony jest jej niewinną pięknością; wnet jednak przypomina sobie, że w zniszczeniu jedyna jego radość i nadzieja, i zbliża się do samotnej Ewy. Przemawiając do niej językiem ludzkim, apeluje do najwyższego jej kobiecego instynktu: ciekawości, i z tego świetnego pomysłu psychologicznego, zaciekawienia Ewy, wysnuwa poeta po mistrzowsku cały dalszy rozwój tej sceny. Na zapytanie Ewy, jak się mowy ludzkiej nauczył, odpowiada, że i mowę, i mądrość nabył przez spożycie owocu pewnego drzewa, do którego ją teraz prowadzi. Jest to oczywiście drzewo zakazane i tu dopiero odgrywa się właściwa scena kuszenia. W długiej i pełnej subtelnych argumentów przemowie, uzupełnionej własnymi rozmyślaniami Ewy, skłania ją wąż do grzechu, rozpraszając swą dialektyką trwogę przed groźbą śmierci. Adam, wnet przywołany, w pełnej świadomości nieszczęścia, ale zarazem w jakimś rozpaczliwie fatalistycznym przeświadczeniu, że grzech Ewy i jego ruinę za sobą pociągnąć musi, że wreszcie z nią zginąć mu trzeba, bo straty jej nie zdołałby przeboleć, ulega jej namowom i dzieli upadek.
Pierwsze biblijne następstwo grzechu — poznanie swej nagości i poczucie wstydu — pogłębił Milton moralnie i filozoficznie, przedstawiając je jako poznanie istotnie, ale smutne poznanie natury pożądania zmysłowego w całej jego niskości i podłości, a zarazem w tej tyrańskiej sile, z jaką odtąd cięży nad lepszą częścią człowieka.
Następuje znana z historii biblijnej scena sądu: dokonywa go na zlecenie Boga Ojca Mesjasz, zstępując do raju. Sam sąd opowiedziany z całą prostotą, niemal tymi samymi słowy, co w Piśmie Świętym, bo potężniejszych nad nie nigdy tu żaden poeta nie znajdzie.
U wrót Piekła strażnicy ich, Grzech i Śmierć, czekają powrotu Szatana. Wiedzeni przeczuciem, że zwyciężył, z materiałów chaosu budują wielką brukowaną drogę z Piekła na ziemię, odtąd ich krainę, i na tej drodze w tryumfie powracającego Szatana witają. Szatan, który dla niepoznaki przyjął chudopacholską postać anioła najniższego rzędu, wkracza do swej rezydencji, i tu, przybrawszy na powrót blask swego archanielskiego dostojeństwa, zwiastuje swe zwycięstwo zgromadzonym potęgom piekielnym. Tę wiadomość jednak zamiast okrzyków tryumfu wita jedynie syk tysięcznych wężowych języków: bo oto z Bożego wyroku cała jego gromada wraz z nim samym zmieniła się na węże, i tej poniżającej przemianie odtąd co roku na pewien czas podlegać muszą, cierpiąc zarazem męki greckiego Tantala97, bo otoczeni lasem pełnym powabnych owoców, które gdy zakosztowane, rozpadają się w gorzki popiół.
Na tym postać Szatana znika z poematu.
Grzech i Śmierć wtargnęły do raju. Bóg nie tylko pozwala na to — przepowiadając jedynie, że niegdyś śmierć Zbawiciela strąci je na powrót do piekła — ale zarazem zarządza przez aniołów swoich dokonanie tych zmian na niebie i ziemi, które odtąd z tej ojczyzny człowieka robią przybytek pracy i przykrości. Odtąd więc panują mrozy i gorąca, zmiany pór roku i burze, a Niezgoda, córka Grzechu, wnosi wojnę śmiertelną między wszelki ród zwierzęcy.
Powracamy teraz do pierwszych rodziców. Całą resztę dziesiątej księgi wypełniają wybuchy ich rozpaczy, wzajemne oskarżenia i wyrzuty, bezradne wreszcie medytacje, co uczynić, Ewa nawet pierwsza poddaje myśl samobójstwa; ale tę Adam odpiera, polegając na jedynej nadziei przez wyrok Boski im pozostawionej, a zawartej w przyrzeczeniu, że niegdyś Ewy potomstwo ma zdeptać głowę wężową. W świetle tej obietnicy i obecne położenie przedstawia im się mniej czarno. W głowie Adama już poczynają wyłaniać się pomysły tych pierwszych wynalazków, które ułatwiły byt ludzkości: już myśli o roznieceniu ognia dla rozgrzania w zimnej nocy. Od Boga spodziewając się dalszego oświecenia, klękają oboje pełni skruchy do kornej modlitwy.
Tę Bóg za pośrednictwem Mesjasza przyjmuje; by atoli człowiek nie upadł ponownie, kosztując owocu z drugiego jeszcze drzewa, mianowicie drzewa żywota, i w ten sposób udaremniając wydany nań wyrok śmierci — postanowił Bóg wygnać go z raju i w tym celu zsyła Michała z rzeszą cherubinów98, nakazując mu jednak dla pociechy i nadziei objawić jeszcze Adamowi losy przyszłych pokoleń rodzaju ludzkiego.
I to proroctwo Michała, wlewające w duszę wygnańca otuchę na ciężką drogę dalszego żywota, wypełnia całą resztę poematu. Wyprowadza archanioł człowieka na najwyższą górę raju i tu w szeregu wizji przesuwa się przed nim cała historia rozwoju ludzkości w Starym Testamencie aż do potopu i dalsze dzieje narodu żydowskiego, a potem życie i śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa słowami już tylko objaśnia anioł, dodając w końcu przepowiednię rozpowszechnienia wiary świętej u wszystkich narodów i powrotu Chrystusa w dzień Sądu Ostatecznego. Jest także mowa o zesłaniu Ducha Świętego, o zepsuciu, jakie mimo to zapanuje w Kościele, i o prześladowaniach, jakim podlegać będzie wolność wyznania religijnego: a więc nie omieszkał Milton potrącić tu o swój ulubiony independencki dogmat swobody sumienia, jak zresztą w ogóle w całym ciągu poematu w rozmaitych rozmowach i dygresjach poruszone są z kolei prawie wszystkie wielkie zagadnienia, które wówczas zajmowały umysły, począwszy od ustroju świata słonecznego, a skończywszy na miłości i małżeństwie.
I z smutkiem uważają wschodnią Raju ścianę,
Gdzie niedawno rozkosznie żyli osadzeni,
Już się to miejsce iskrzy od miecza płomieni.
Widzą, jak się groźliwe twarze w bramę cisną.
Im tylko w oczach głownie ogniste zabłysną.
Kilka łez przyrodzonych oboje wyleją,
Lecz je znów prędko otrą, krzepieni nadzieją.
Cały się świat szeroki przed nimi odsłania,
Gdzie mogli obrać miejsce do wypoczywania.
Tu im Opatrzność wodzem i gdzie pójdą dalej.
Wreszcie się, rękę kładąc do ręki, pobrali,
I z wolna drżące nogi stawiając, jak mogą,
Przez Eden w świat nieznany idą pustą drogą.
Taki jest w ogólnych zarysach przebieg akcji epickiej Raju utraconego. Przedmiotem swoim ten utwór jest bezwarunkowo największą epopeją, jaką ludzkość wydała. Wyobrażenie całego naszego świata słonecznego jako kropli kulistej, zawieszonej między niezmierzonym niebem a odmętami chaosu, nie ma równej sobie ogromem koncepcji w całej literaturze powszechnej i jako pomnik wielkości ducha swego twórcy nigdy nie przestanie czarować umysłów, mimo że nowożytna nauka zburzyła ową zewnętrzną skorupę, odgraniczającą ptolemejski świat Miltona od chaosu, i otwarła wyobraźni ludzkiej całą nieskończoność przestrzeni.
Jak w tym wyobrażeniu wszechświata uwielbiać musimy potężną wielkość twórczego intelektu, tak znowu czarodziejska bujność i obfitość barw i kształtów w idyllicznym obrazie raju stanowi najwspanialsze zwycięstwo, jakie kiedykolwiek ślepy artysta odniósł nad swoim kalectwem. Zarówno w tych rajskich scenach, jak w niebiańskich między aniołami a Szatanem podstawą całej kolorystyki jest ten prosty, krańcowy kontrast między promienistym światłem a czarną ciemnością, który zawsze góruje i panuje nad całym światem wyobrażeń optycznych ślepego człowieka.
Oczywiście wielki poemat Miltona nie był bez literackich źródeł. Naczelnym z nich naturalnie jest Pismo Święte, księga Genesis, której szczególnie w rzeczach dotyczących najistotniejszych dogmatów wiary chrześcijańskiej, wiernie się trzyma (np. w opowieści o sześciu dniach stworzenia). Oprócz tego jednak głęboka uczoność Miltona pozwoliła mu korzystać z tej całej masy prac literackich, jaka z biegiem wieków nagromadziła się około ksiąg biblijnych, a więc z komentarzy zarówno rabinów hebrajskich, jak chrześcijańskich Ojców Kościoła. Łączyły się z tym także szczegółowe studia nad geografią krajów wschodnich: w r. 1656 ślepy Milton sprowadził sobie wielki atlas!
Co do artystycznej strony epickiego poematu, mieliśmy już sposobność dostrzec przy rozbiorze treści, jak dokładnie Milton przestudiował starożytne wzory poezji epickiej, nade wszystkie epopeje Homerowskie. Nie brak także w całym utworze rozlicznych drobnych dowodów oczytania w greckich i rzymskich filozofach i tragikach oraz w nowszej literaturze poetyckiej zarówno angielskiej od średniowiecznego Chaucera99 do Szekspira, jak i włoskiej od Dantego aż do Tassa.
Poza tym wszystkim wskazano także cały szereg poetyckich opracowań samego właśnie przedmiotu Raju utraconego, z których mógł Milton mniej lub więcej korzystać. Podniesiono więc, że właśnie w owym czasie (w r. 1655) uczony humanista Franciszek Juniusz wydobył na jaw ze starych rękopisów X wieku kilka poematów biblijnych w języku staroangielskim, czyli anglosaskim; drukowane wydanie tych utworów Milton mógł znać, choć oczywiście między ich starogermańskim a jego klasycznym stylem nie ma najmniejszego podobieństwa.
Nie brakło także w literaturach nowożytnych i współczesnych opracowań miltońskiego tematu: była więc włoska tragedia o Adamie przez niejakiego Andreiniego, była łacińska przez sławnego Hugona Grotiusa, którego Milton, jak wiemy, w Paryżu osobiście poznał, i inne poematy łacińskie i włoskie. W nowszych czasach też szczególną uwagę zwrócono na pewne podobieństwa między dziełem Miltona a holenderskim utworem dramatycznym znakomitego poety Justa Vondela pt. Lucifer, z roku 1654. Podobieństwa te jednak są niezbyt przekonywujące. Jedyny istotnie głębszy wpływ na pomysł i budowę Miltońskiego poematu wywrzeć musiało niezmiernie wówczas popularne epiczne dzieło francuskiego hugenota100 Salustiusza du Bartas101 pt. La Sepmaine, ou la Creation du Monde („Tydzień, czyli stworzenie świata”), które w angielskim tłumaczeniu Jozuego Sylvestra Milton z wielkim zachwytem czytał jeszcze w latach pacholęcych.
Ważniejszym i bardziej zajmującym od tych koneksji literackich jest historyczne stanowisko dzieła Miltona.
Raj utracony jest epopeją purytanizmu. Sam jego główny problem, nieskończona walka między pierwiastkami zła a dobra w tym świecie, to właściwa treść życia umysłowego całej purytańskiej Anglii. Jak dla poety, tak i dla każdego purytanina w jego codziennych rozmyślaniach religijnych Grzech i Śmierć nie były abstrakcjami, lecz straszliwymi rzeczywistymi postaciami, które przyszły z piekła na ziemię i rozpanoszyły się na niej. Wszystko zło miało swe źródło w grzechu, a czysto purytańskie wyobrażenie o ogromnej potędze zła na ziemi wytworzyło wielką, heroiczną figurę Szatana w poemacie. Tak samo jednak, jak w Raju utraconym znalazła wiekopomny wyraz ta czystość, prawość, męska siła i wzniosły polot charakteru, które wyrobiły się w nieustannej walce przeciwko złemu w duszy purytańskiej, tak samo z drugiej strony nie brak i ciemniejszych i surowszych rysów purytańskiej natury. Nie ma więc tej słonecznej sympatii z wszelkimi poruszeniami duszy ludzkiej, jaką tchnie Szekspir; na jej miejscu stoją dogmaty wzniosłej wprawdzie, ale nieubłaganej moralności; nie ma tego mglistego mistycyzmu, który zazwyczaj owiewa uczucia religijne, jest natomiast, jak zresztą i u Dantego, sucha realistyczna wyrazistość szczegółów i pedantyczne niemal doktrynerstwo w traktowaniu najwyższych prawd wiary. Nie ma wreszcie najmniejszej okruszyny humoru: jest natomiast potężna gloryfikacja tego stoickiego102 zaparcia w sobie całej skali uczuć, tego natężonego skoncentrowania wszystkich energii ducha w dążeniu do celów życia, jakie od czasów powstania typu purytańskiego pozostało zasadniczym składnikiem ideału męskości dla całej rasy anglosaskiej.