Pieśń przemytników

Jeżeli zbudzisz się w noc ciemną i słyszysz tętent koni,

niech do okienka, na ulicę, ciekawość cię nie goni!

Nie pytaj o nic, główki nie susz w niepotrzebnym trudzie:

do ściany buzię zwróć, dziecino, aż przejdą owi ludzie!

Dwadzieścia pięć koników raźnych

urządza nocą wyścig!

Koroneczki dla dzieweczki,

a dla szpiega liścik!

Tytoń wiozą dla proboszcza, dla pisarza wódzię!

Do ściany buzię zwróć, dziecino, aż pójdą stąd ci ludzie!

Jeżeli bawiąc się śród lasu, napotkasz małe beczki,

oblane smolą, obwiązane, pełne gorzałeczki,

o, nie rozgłaszaj, coś znalazła, i nie bierz do zabawy,

lecz chrustem przykryj baryłeczki — a jutro znikną z trawy!

Jeżeli ujrzysz rozwalone na oścież stajni wrota,

gdy widzisz, że czyjś koń zdyszany powalił się u płota,

gdy twoja mama łata odzież, podartą i stężałą,

z wilgotną plamą na podszewce... nie pytaj, co się stało!

A gdy ujrzysz mundur, gdy celną straż napotkasz,

nadstawiaj ucha, lecz nie paplaj! Niech wiedzą, żeś nie plotkarz!

I choćby główkę twą głaskali, urodę twą chwalili,

o, nie mów, kędy kto przebywał, gdzie bawi w onej chwili!

Gdy w noc w podwórzu kroki słyszysz lub hasło dane gwizdkiem,

nie wołaj służby!... Psów szczekania czekaj przede wszystkim!

Wszak widzisz, że nasz Bryś i Azor spokojnie siedzą w budzie

i nie zrywają się z łańcucha, gdy jadą stąd ci ludzie!

Gdy spełnisz, co ci polecono, przy pierwszej sposobności

dostaniesz lalkę prosto z Francji, prawdzuy cud piękności!

Laleczkę w czepku koronkowym, z jedwabną pelerynką,

od ludzi tych — w nagrodę za to, żeś grzeczną jest dziewczynką!

Dwadzieścia pięć koników raźnych

urządza nocą wyścig!

Koroneczki dla dzieweczki,

a dla szpiega liścik!

Tytoń wiozą dla proboszcza, dla pisarza wódzię!

Nie pytaj o nic, nie susz główki w niepotrzebnym trudzie:

do ściany buzię zwróć, dziecino, gdy jadą precz ci ludzie!

9. Rójka w Dymchmurch

Bzzz! Bzzz! Słuchajże, słuchaj brzęczenia swych pszczół!

Choćbyś wobec sąsiadów tajne myśli knuł,

ale nam, pszczołom, wyznać musisz sekret wszelki,

inaczej ci nie damy miodu ni kropelki!

Urocza panna młoda,

gdy ślubny włoży tren,

swym pszczółkom wieść niech poda!

Inaczej — pierzchną hen!

Odlecą hen, pierzchną jak sen,

w świat pomkną w rojnej czeredzie!

Ale kto kłamstwem nie zwodzi pszczół,

to pszczoła go nie zwiedzie!

Ochrzcinach czy pogrzebie,

wieść smutną czy wesołą,

zza mórz przybyłą do ciebie,

wyjawić musisz pszczołom!

Przez wrota do stodoły

wlatywać pozwól im zawsze,

bo tak ciekawe są pszczoły

jak człek — a może ciekawsze!

Pod drzewem zły przytułek,

gdy grom się zacznie jawić!

Gdzie krążą roje pszczółek,

nikogo nie nienawidź!

Bo one wnet odlecą het —

i nigdy już nie wrócą.

Lecz kto nie smuci nigdy pszczół,

pszczółki go nie zasmucą...

Właśnie zmierzch zapadał, gdy lekki deszczyk wrześniowy zaczął skrapiać plecy ludzi zajętych zbieraniem chmielu. Mamusie jęły pośpiesznie uchodzić z ogrodów, tocząc przed sobą podskakujące wózki dziecięce; sprzątnięto płachty napełnione chmielem i zamknięto księgi rejestrów. Młode pary, tuląc się pod parasolami, wracały do domu, kawalerowie szli poza nimi, prowadząc pełną śmiechów rozmowę. Dan i Una, którzy po lekcjach pomagali zbierać chmiel, poszli piec ziemniaki do suszarni, gdzie już od miesiąca mieszkał zajęty suszeniem stary Hobden, wraz z błękitnooką Bietką, suczką rasy owczarskiej.

Usiedli, jak zwykle, na wysłanym workami tapczanie naprzeciw pieców suszarskich; gdy zaś Hobden podniósł w górę drzwiczki paleniska, wpatrzyli się, jak zwykle, w złoże tlejących węgielków, rozlewających miłe ciepło po ciemnym wnętrzu starej, kolistej budowli. Staruszek przyniósł kilka nowych kawałków węgla, połupał je z wolna, drobniuśko, i niestrudzonymi palcami kładł je w ogień — tam gdzie najwięcej były potrzebne. Potem powoli sięgał poza siebie i silną dłonią, podobną do żelaznej szufli, zagarniał podawane mu przez Dana ziemniaki. Następnie układał je starannie dokoła ogniska, po czym stał przez chwilę, odbijając się czarną sylwetką na tle czerwonego zarzewia. Gdy na koniec zamknął drzwiczki pieca, w całej suszarni zrobiło się nagle ciemno jak o zmroku, więc Hobden zapalił małą świeczkę w latarni. Dzieci znały doskonale wszystkie te przygotowania i lubiły je bardzo.

Syn Hobdena, pszczelarczyk, który w głowie nie wszystko miał do rzeczy, ale za to umiał wybornie obchodzić się z pszczołami, wśliznął się, niby cień, do suszami. Dzieci nie domyśliłyby się nawet jego przybycia, gdyby nie Bietka, która nagle zaczęła wesoło merdać kusym ogonkiem.

Na dworze, wśród szemrzącego deszczu, rozległ się czyjś głos nucący tubalnie:

Zmarła stara babuleńka — rok temu bez mała,

gdy o chmielu zaśpiewali, zaraz zmartwychwstała!

— Cóż to takiego! — zawołał stary Hobden oglądając się pośpiesznie. — Dyć nie było na świecie dwóch ludzi, co by mieli głos taki!

A tymczasem już było słychać drugą zwrotkę:

Moiściewy, dzisiok pewnie chmiel zbierają chłopcy,

z których, kiedym była młoda, nikt mi nie był obcy!

W drzwiach ukazał się jakiś mężczyzna.

— No! No! — zawołał Hobden. — Powiadają, że zbieranie chmielu potrafi z grobu wyciągnąć nawet nieboszczyka... a tera to ja już temu wierzę... To ty, Tomek?... Tomek Shoesmith?

I zniżył latarnię, by przyjrzeć się przybyłemu.

— Cóż to, Ralfie! Czy tak długo trzeba się nad tym zastanawiać?

To mówiąc nieznajomy wielkimi krokami wszedł do suszarni. Był to chłop olbrzymi, o całe trzy cale wyższy od Hobdena, o ciemnej twarzy, siwych bokobrodach i jasnych, niebieskich oczach. Podali sobie ręce, a dzieci posłyszały, jak twarde dłonie zatrzeszczały w silnym uścisku.

— Oho! Widzę, że chwyt masz zawdy tęgi! — zawołał Hobden. — ileż to lat będzie... trzydzieści czy czterdzieści... jak rozwaliłeś mi głowę na jarmarku w Peasmarsh?

— E, tylko trzydzieści, a zresztą co tam wspominać to rozbicie głowy. Wyrównaliśmy się dokumentnie, boś ty mi się odpłacił tyczką od chmielu. A jak dostałeś się wtedy nocką do domu? Czy przepłynąłeś przez moczary?

— Dostałem się tą samą drogą, jaką bażant wlazł do torby Gubbsa... Trza było mieć tylko odrobinę szczęścia i dużo przemyślności — odpowiedział stary Hobden śmiejąc się na całe gardło.

— Widzę, że nie zapomniałeś jeszcze chodzić po lasach... A czy jeszcze bawisz się w ten sposób?

Tu nieznajomy wykonał taki gest, jak gdyby przykładał do oka strzelbę.

Hobden odpowiedział mu szybkim ruchem ręki, naśladującym zastawianie sideł na króliki.

— O nie! Teraz mi tylko to pozostało. Trza liczyć się z siłami wieku. A co to się z tobą działo przez tyle lat?

Byłem ci ja w Plymouth, w Dover byłem przecie —

oj, tułałem ci się, chłopcy, po szerokim świecie!

— zaśpiewał chłop wesoło. — Myślę, żem poznał Starą Anglię, wiela tylko można.

Tu zwrócił się ku dzieciom i mrugnął na nie, jakby wyzywająco.

— Tak? To ci tam musieli nabajać różnych niestworzonych rzeczy. Ja ino raz byłem w Starej Anglii... dojechałem aż do samego Wiltshire... tam mnie oszwabili porządnie, kiej kupowałem rękawice ogrodnicze! — burknął Hobden.

— E, wszędzie ludziska potrafią człowieka okłamać — odpowiedział Tomasz. — Widzę, że już na dobre przylgnąłeś do swoich stron i nie chce ci się stąd ruszać.

— Starego drzewa nie trza przesadzać, bo uschnie — zaśmiał się Hobden. — A mnie mniej się kwapi do śmierci, jak tobie dzisiaj do pomagania mi przy chmielu.

Olbrzym oparł się o ceglaną ścianę suszarni i rozpostarł szeroko ręce.

— Najmij mnie do roboty! — zawołał i obaj, śmiejąc się, ruszyli na górę.

Po chwili dzieci posłyszały szuranie łopatami po wielkim płótnie, na którym leżały żółte kiście chmielu, suszące się nad ogniem. W miarę jak przewracano chmiel na drugą stronę, suszarnia zaczęła wypełniać się słodką, usypiającą wonią.

— Kto to taki? — szepnęła Una do pszczelarczyka.

Na strychu suszarni słychać było ciężkie kroki posuwające się to w jedną, to w drugą stronę, a gwar rozmowy przeplatał się częstym i stłumionym śmiechem.

Nagle przez otwór w górze zsunął się worek do chmielu i począł pęcznieć i tężeć w miarę, jak weń sypano suszki chmielowe.

„Brzęk!” — stuknęła prasa i ugniotła sypki miąższ w twardą cegiełkę.

— Powoli! — zawołał Hobden. — Przedrzesz worek, jeżeli będziesz tak walił. Jesteś tak nieostrożny jak byczek Gleasona, mój Tomku. No, na teraz wystarczy. Chodź, usiądziemy sobie przy ogniu.

Zeszli w dół, a gdy Hobden otworzył drzwiczki pieca, by zobaczyć, czy ziemniaki już się upiekły, Tom Shoesmith rzekł do dzieci:

— A nasypta mi dużo soli, to zara obaczycie, kim jestem.

To rzekłszy, znowu mrugnął na nich. Pszczelarczyk znów się zaśmiał, a Una spojrzała na Dana pytającym wzrokiem.

— Ja i tak wiem, kim jesteś — mruknął stary Hobden wygrzebując z pieca ziemniaki.

— Naprawdę wiesz? — mówił dalej Tomek spoza jego pleców. — Niektórzy z nas nie znoszą podków, kościelnych dzwonów i płynącej wody... Ale skoro mowa o bieżącej wodzie... — tu zwrócił się do Hobdena, który właśnie wycofał się nieco z izby — czy pamiętasz tę wielką powódź w Robertsbridge, kiedy młynarczyk utonął na równej drodze?

— O, dobrze pamiętam! — odpowiedział stary Hobden przysiadając na kupie węgli koło drzwi. — Było to właśnie w owym roku, kiej starałem się o moją żonę nieboszczkę. Byłem wtedy u pana Pluma za woźnicę i zarabiałem dziesięć szylingów na tydzień. Moja kobita mieszkała hawok na trzęsawiskach.

— Cudaczny to kraj, ta trzęsawica romneyska — zauważył Tomek Shoesmith. — Słyszałem, jak mówiono, że cały świat dzieli się na Europę, Azję, Afrykę, Amerykę i romneyskie mokradła.

— Juści nie inaczej sobie myślą tamtejsi ludziska — potwierdził Hobden. — Niemałom się natrudził, by namówić moją babę, żeby wyprowadziła się stamtąd.

— A skąd to ona pochodziła?... Bom ci już zapomniał, mój Ralfie.

— Ano z Dymchurch, spod Wału — odpowiedział Hobden trzymając w ręce ziemniak.

— Więc czy była z domu Pett, czy Whitgift?

— Whitgift — odrzekł Hobden i rozłamawszy ziemniak, zaczął go zajadać z tą przedziwną zręcznością, jaką okazują w jedzeniu ludzie nawykli do posilania się choćby wśród największego wichru na dworze. — Z czasem, gdy pożyła trochę wśród borów, nabrała zupełnego rozsądku, ale przez pierwsze dwadzieścia parę lat była z niej istna dziwaczka, na którą nie było rady. A przy tym miała osobliwie szczęśliwą rękę do pszczół.

Odkrajał kawałek ziemniaka i rzucił go za próg.

— Aha! Słyszałem, że Whitgiftowie umieją zobaczyć przez młyńskie koło więcej niż ktokolwiek inny — rzekł Shoesmith. — Czy ona też to potrafiła?

— O nie! Było to zacne kobiecisko... świeć Panie nad jej duszą... i nie zajmowała się nijaką sztuką czarnoksięską! — obruszył się Hobden. — Ino, że czytała różne znaki i wróżby z przelotu ptaków, ze spadania gwiazd, z rójki pszczół... i innych podobnych rzeczy. I nieraz też leżała w łóżku, nie śpiąc przez noc całą... i nadsłuchując, jako mówiła, różnych nawoływań.

— E, to niczego nie dowodzi — odrzekł Tom. — Wszyscy mieszkańcy trzęsawisk byli z wiek wieka przemytnikami... więc widać miała we krwi to nadsłuchiwanie po nocach.

— No, pewnikiem — rzekł Hobden uśmiechając się. — Pamiętam, jak to szmuglowano nie tylko na trzęsawiskach, ale i bliżej... Ino, że moja kobieta tym się nie zajmowała. Plotła mi cięgiem różne bajdy — tu głos zniżył — o jakichś tam... jakichś... Czterolatkach...

— Tak, słyszałem, że mieszkańcy moczarów wierzyli w takie rzeczy — rzekł Tom wpatrując się w szeroko otwarte oczy dzieci, tulących do siebie suczkę.

— Czterolatki?! — zawołała Una. — Nie! Chyba Czaroludki! Tak, już teraz rozumiem168.

— Górscy Ludkowie! — poprawił pszczelarczyk rzucając ku drzwiom połowę ziemniaka.

— Oto go macie! — zawołał stary Hobden wskazując na niego. — Mój syn wziął po matce nie tylko oczy, ale i te swoje dziwactwa. Tak właśnie ona nazywała te dziwy!

— A ty co myślałeś... o tym wszystkim?

— Hm! Hm! — zamruczał Hobden. — Człek, który po ciemku tyle, co ja, nachodził się po polach i gajach, nigdy nie zejdzie ze swej drogi, chyba że mu przyjdzie uciekać przed stróżem.

— Ale w innym wypadku? — nalegał Tomasz. — Widziałem przed chwilą, jak rzucałeś najlepszy kąsek za próg. Czy ty w to wierzysz... czy może...?

— E, na tym zimnioku było takie duże, czarne oczko — wymijająco odrzekł Hobden.

— Moje małe oczko widocznie go nie dojrzało... Wyglądało mi to tak, jak gdybyś przeznaczał ten kąsek dla kogoś, komu mógł być potrzebny. Ale dajmy temu spokój. Czy ty wierzysz... czy może...?

— Nie mówię nic, bom nic nie słyszał i niczego nie widział... Ale jeżelibyś powiedział, że w nocnych godzinach po lesie uwija się coś więcej oprócz ludzi, zwierząt, ryb i ptaków, nie wiem, czybym nazwał cię kłamcą. A teraz na ciebie kolej, Tomaszu. Co ty powiesz na to wszystko?

— Ja zrobię tak jak ty — i nic o tym nie powiem, ale za to opowiem ci jedną gadkę, a ty już sobie zrób z nią, co ci się będzie podobało.

— Baj, baju, będziesz w raju — mruknął Hobden, ale skwapliwie zaczął nabijać fajkę.

— Mieszkańcy Żuław169 nazywają to „Rójką w Dymchurch” — rzekł z wolna Tomasz. — Czyście kiej o tym słyszeli?

— Moja kobieta opowiadała mi to kilkadziesiąt razy. Czasami, bywało, jużem pod koniec prawie zaczynał wierzyć.

To rzekłszy Hobden przeżegnał się i zapalił tytoń w fajce u żółtego płomienia świecy. Tom rozsiadł się wśród węgla, oparłszy olbrzymi łokieć na równie olbrzymim kolanie.

— Czy byliście, paniczu, kiej na Żuławach? — spytał Dana.

— Raz tylko... i to nie dalej jak w Rye — odpowiedział Dan.

— E, toś był ino na samym ich skraju! Tam dalej jest się czemu przypatrować: dzwonnice stoją obok kościołów, baby-znachorki nie siedzą w chałupach, ino przed progiem, morze se szumi ponad lądem, a dzikie kaczki gnieżdżą się po rowach. Całe Żuławy są pokratkowane rowami i śluzami, groblami i ściekami... Kiej nadchodzi przypływ, wszystko to zaczyna bełtać się i bulgotać, a potem słychać, jak morze na prawo i lewo wzbiera wzdłuż wielkiej tamy. A czy widziałeś, jaka to tam równia jest na Żuławach? Zdawałoby się, że nic łatwiejszego, jak przejść ją całą z jednego końca na drugi. Bogać tam! Te wszyćkie rowy i kanaliki tak się tam wiją i plączą jak kądziel na kołowrotku czarownicy, że i w biały dzień nietrudno tam zabłądzić.

— A to wszyćko dlatego, że tam wydrynowali wody do rowów! — wtrącił się Hobden. — Kiej jeszcze starałem się o mą kobietę, wszędy tamok były zielone sitowia... a jakże... zielone sitowia... a błocki starosta hasał sobie tam i sam swobodnie kiej żaba...

— Któż to był taki? — zapytał Dan.

— A któż by jak nie ta frybryja i gorączka, co się na bagniskach lęgnie! Raz czy dwa poklepała ona i mnie po ramieniu: wytrząsłem się porządnie. Ale teraz to drynowanie wody wygnało precz wszyćkie fybryje, więc se ludzie żartem powiedają, że się pon starosta obalił w rowie i kark se skręcił. A jest to miejsce wyborne i la kaczek, i la pszczół.

— I stary to kraj — mówił dalej Tomasz. — Ludzie tam mieszkają od niepamiętnych czasów. Mówiąc między nami, owe Czterolatki zawdy podobno miłowały ten kraj bardziej niż inne okolice Starej Anglii. Tak powiedają ludziska tamtejsi, którzy zapewne przekonali się o tym na własnej skórze, bo przecie od wieków, odkąd owce runem porastały, odbywali z ojca na syna nocne wyprawy, przemycając towar wszelaki. Mówią, że ilekroć to czynili, zawdy widywali owe Czterolatki, co najmniej po kilka naraz. Były natrętne i bezczelne jak króliki. Tańczyły w biały dzień po gościńcach, a wieczorem zapalały zielone światełka po przekopach, snując się tam i z powrotem jak prawdziwi przemytnicy. Ba, czasami w niedzielę zamykały przed nosem księdzu albo kościelnemu drzwi kościoła.

— E, to przemytnicy właśnie tam chowali wódkę albo drogie hafty, póki nie mieli znów sposobności wyprawić się na trzęsawiska. Nieraz mi o tym opowiedała moja nieboszczka — odrzekł Hobden.

— Założyłbym się, że nie wierzyła temu, co mówiła... nie byłaby z domu Whitgiftówna! Wszystkie opowieści są w tym zgodne, że Żuławy były dla Czterolatków najulubieńszym siedliskiem, póki ojciec królowej Bietki170 nie wprowadził do nas reformacji.

— To chyba było coś jakby akt parlamentu? — zapytał Hobden.

— Pewnikiem. W Starej Anglii nigdy się człek nie obejdzie bez aktów, dokumentów i wezwań sądowych. Ojciec królowej Bietki, jak powiadają, dostał taki akt, co mu na wszystko pozwalał, i zaczął haniebnie dawać się we znaki parafialnym kościołom, przy czym pozabijał ludzi co niemiara. Niektórzy w Anglii z nim trzymali, ale niektórzy inaczej na to patrzyli; powstały różne partyje, mordowały się one i paliły wzajemnie; kto był górą, nie oszczędzał drugiego, a okrucieństwu nie było miary. To zatrwożyło owe Czterolatki, albowiem dla nich zgoda między ludźmi jest jadłem i napojem, a nienawiść trucizną.

— Tak samo i dla pszczół — wtrącił się pszczelarczyk. — Pszczoły nie chcą mieszkać koło domu, gdzie panuje nienawiść.

— Prawda — rzekł Tomasz. — Więc one wszyćkie reformacje wypłoszyły od nas Czterolatki, jak żniwiarz, chodzący koło ostatniego zagonu pszenicy, wypłasza króliki. Zleciały się tu ze wszystkich stron na Żuławę i powiedają: „Czy to pięknie, czy niepięknie, będziemy musieli i stąd uchodzić, bo już skończyły się szczęśliwe dni Anglii, a nas zaczęto prześladować pospołu ze świętymi obrazami”.

— Czy one wszystkie tak się na to zapatrywały? — zapytał Hobden.

— Wszystkie, prócz jednego, któremu na imię było Robin... możeście ta o nim kiedy słyszeli?... A czego się tak śmiejecie, dziatki? — zwrócił się do Dana. — Nijakie czarne zgryzoty nie trapiły Robina, bo on przylgnął do ludzi i spoufalił się z nimi wielce. Jemu też nie chciało się uchodzić ze Starej Anglii... więc go posłano między ludzi, ażeby prosił ich o pomoc. Ale ludziska zawdy myślą ino o własnych kłopotach, więc Robin w żaden sposób nie mógł przemówić im do serca. Słysząc jego słowa, myśleli, że to szelest fal morskich pluszczących się na Żuławach.

— A czego wam... to jest... Czaro... Czterolatkom było potrzeba? — zapytała Una.

— Ano czegóż by jak nie łodzi? Ich skrzydełka, nie większe od skrzydełek motyli, pomęczyłyby się setnie i nie potrafiłyby przelecieć Kanału Angielskiego171... Potrzeba więc im było łodzi i paru flisaków, co by ich przewieźli do Francji, gdzie jeszcze nie niszczono obrazów172. Nie mogły znosić okrutnego dźwięku kanterberskich dzwonów, nawołujących do palenia na stosie coraz większej gromady biednych chłopów i kobiet, nie mogły ścierpieć widoku hardych gońców królewskich, jeżdżących po całym kraju i nakazujących niszczenie obrazów. 0 nie! Nie mogły się z tym nijak pogodzić! Ale bez pożegnania i bez życzliwości ludzkiej niepodobna im przecie było dostać łodzi i przewoźników. A ludzie krzątali się jeno wedle swych jenteresów, nie bacząc na to, że Żuławy roiły się i roiły coraz większym napływem Czterolatków z całej Anglii, silących się wszelkimi sposobami, żeby ich smutna dola poruszyła do głębi serca ludzkie... Nie wiem, czyście słyszeli, że Czterolatki są podobne do małych dzieci?

— Moja baba zawdy mi to powiedała — rzekł Hobden zakładając ogorzałe ręce.

— I prawdę ci mówiła. Jeżeli zgromadzić wiele dzieci na jednym miejscu... to łatwo się między nimi pojawi choroba i one poumierają. Podobnie bywa, gdy się w jednym miejscu zgromadzi wiele Czaro... Czterolatków... One wprawdzie nie powymierają, ale ludzie, którzy chodzą między nimi, łatwo nabawiają się choroby i giną, choć Czterolatki wcale tego sobie nie życzą... Ludzie o tym nie wiedzą, ale to wszystko prawda... Nieraz o tym słyszałem! Czterolatki, tak zatroskane i przerażone, na próżno siląc się prośbami trafić do serc ludzkich, w końcu zaniechały grzecznego obejścia się z ludźmi. Jakoby jakaś sroga burza przeciągnęła nad Żuławami! Widywano dziwne światła świecące nocą przez okna kościelne; widywano, jak bydło rozpraszało się nagle, choć nikt go nie straszył, owce zbijały się w kupę, choć nikt ich nie spędzał; konie pieniły się, choć nikt na nich nie jeździł; widywano coraz więcej zielonych światełek błyszczących wśród rowów; słyszano więcej niż zwykle drobnych nóżąt, przytupujących wokoło domów. Po całych dniach i nocach ludziska spotykali albo czuli koło siebie jakieś dziwa, które nigdy nie umiały wyrazić, czego im potrzeba. O, musiało być ludziom wtedy gorąco! Nie rozumieli, co się dzieje, nie mogli sobie znaleźć nijakiej rady przez cały ten czas, gdy Czterolatki roiły się na trzęsawiskach... Ale, że byli ludźmi, i to ludźmi z Żuław, więc se w końcu pomyśleli, że wszystkie te znaki wróżą cosik niedobrego, że albo morze rozwali wielką tamę koło Dymchurch i zaleje ich, jak zalało niegdyś Winchelsea173, albo że ich nawiedzi morowe powietrze. Pozierali hen daleko w górę — ku chmurom — albo na morze, chcący zmiarkować, co się święci... a nikiej nie przyszło im do głowy, by obaczyć, oo się dzieje niewysoko, tuż obok nich... bo i tak nie ujrzeliby tam niczego.

A w Dymchurch, pod tamą, mieszkała biedna wdowa. Nie miała ani męża, ani majętności, więc łacniej jej było wczuć się w cudzą biedę. Zrozumiała, że za jej progiem snuje się niedola, cięższa i sroższa niż wszystko, cokolwiek sama zniosła w swym życiu. Bo ta wdowa miała dwóch synów; jeden urodził się ślepy, a drugi zaniemówił, spadłszy z tamy jeszcze w dziecięcym wieku. Byli już dorośli, ale nie umieli zarobić na siebie, więc pracowała na nich, hodując pszczoły, i dawała porady.

— Jakie porady? — zapytał Dan.

— Ano takie: jak znaleźć rzecz zgubioną, co przykładać dziecku do szyjki, jeżeli ma skrzywioną, i jak pogodzić zwaśnionych kochanków. Niedolę, ciągnącą przez Żuławy, przeczuwała tak, jak węgorz przeczuwa nadchodzącą burzę. Była to mądra kobieta, znachorka.

— Moja kobieta też przedziwnie wyczuwała każdą odmianę pogody — rzekł Hobden. — Widywałem, jak przed burzą sypały się iskry z jej włosów niby z kowadła. Ale nigdy nie dała się namówić do dawania porad.

— Ona kobieta była z tych, co zgadują sny. W noc jedną, gdy leżała w łóżku, schorowana, nękana gorączką, nagle przyszła do niej senna zmora, zastukała do okna i zawołała: „Wdowo Whitgift! Wdowo Whitgift!” Kobieta, słysząc szelest piór i głos piskliwy, myślała, że to czajki nawołują, ale w końcu wstała, ubrała się i otwarła dźwierze w stronę trzęsawiska... A wtedy posłyszała wokół siebie jęk i troskę, trzęsące światem jako mocna frybra, więc poczęna wołać: „Co to takiego? Ach, co to takiego?”

Wówczas coś się stało takiego, jakoby wszyćkie żaby wraz poczęły skrzeczeć, potem jakoby wszyćkie trzciny poczęły szeleścić po rowach, a potem wielka fala przypływu zahuczała wzdłuż tamy. Więc kobieta nie posłyszała odpowiedzi.

Trzy razy nawoływała i trzy razy przypływ zagłuszył jej wołanie. Na koniec udało się jej trafić na chwilkę ciszy, a wtedy krzyknęła: „Jakaż to niedola chodzi po trzęsawiskach, od miesiąca już ciążąc mi na sercu i nie dając wypoczynku memu ciału?” W tej chwili poczuła, że jakaś mała rączynka trzyma ją za brzeg spódnicy. Schyliła się, by pochwycić tę rączkę... i...

Tu Tomasz Shoesmith przerwał na chwilę, wyciągnął wielką pięść ku ognisku i uśmiechnął się do niej.

— ...i pyta: „Czy morze chce zalać nasze Żuławy?” Bo była z krwi i kości Żuławianką i kochała swe strony rodzinne.

„Nie — odpowiedział cichuśki głosik. — Niech ci to snu nie zakłóca!”

„Czy grozi nam morowe powietrze?” — zapytała, bo nie wiedziała, że są jeszcze inne klęski na świecie.

„Nie! Niech ci to snu nie zakłóca!” — odrzekł Robin.

Więc odwróciła się, już zamierzając wnijść z powrotem do domu, ale owe głosiki zaczęły labiedzić tak przeraźliwie i żałośnie, iż zatrzymała się i zawołała: „Jeżeli nie jest to żadna boleść ludzka, tedy cóż wam poradzę?”

Czterolatki poczęły wołać na nią ze wszystkich stron, żeby dała im łódkę, bo chcą odpłynąć do Francji i nigdy już tu nie wrócić.

„Łódka jest pod tamą — odpowiedziała wdowa — ale nie potrafię jej spuścić na morze ani też pokierować tam, gdzie potrza”.

„Daj nam swoich synów! — zawołały społem wszystkie Czterolatki. — Użycz im pozwolenia z dobrawoli, aby nas przewieźli... o matko, matko!”

„Jeden jest ciemny, a drugi niemy — odpowiedziała wdowa. — Ale tym więcej kocham ich obu... a wy mi ich zgubicie na wielkim morzu.” A właśnie w tej chwili one głosy przeniknęły ją aże do głębi serca, a były pomiędzy nimi i głosiki dziecięce. Wszystkiemu mogła się oprzeć, tylko nie temu dziecięcemu kwileniu. Rzekła więc: „Jeżeli wam uda się wyciągnąć moich synów do tej roboty, to nie będę się sprzeciwiała. Nie możecie więcej żądać od matki”.

A wtedy ujrzała one Czterolatki tańczące i przelatujące jako małe, zielone ogniki wkoło niej, aż jej się w głowie poczęło mącić; posłyszała, jak tętniły i tupotały tysiącem małych nóżek; posłyszała srogie kanterberskie dzwony i wielką powódź przypływu, bijącą z hukiem o tamę. Tymczasem Czterolatki ulepiły senne przywidzenie, co miało obudzić jej obu synów. Kiej tak stojała, gryząc palce, obaczyła, jak obaj jej rodzeni synaczkowie wyszli z chałupy i minęli ją, nie mówiąc ani słowa. Płacząc żałośliwie, poszła za nimi aż do miejsca, gdzie przy tamie była przywiązana stara łódka. Wzięli tę łódkę i zbiegli z nią ku morzu.

Gdy już ustawili maszt i rozpięli żagiel, syn niewidomy tak się odezwał: „Matko, czekamy twego zezwolenia i twej życzliwości, byśmy mogli ich przewieźć na drugi brzeg”.

Tu Tom Shoesmith odrzucił w tył głowę i przymrużył oczy, po chwili zaś rzekł:

— Hej, dzielna to była a mądra kobieta, ta wdowa Whitgift! Trzęsła się jak osiczyna, ale stojała czas jakiś na brzegu, nawijała na palce końce swych długich warkoczy i rozmyślała se, co ma zrobić. Czterolatki wkoło niej uciszyły z płaczu swą dziatwę i czekały w głuchym milczeniu: od niej jednej cały ich los zależał... Ona była matką, a bez jej zezwolenia i przychylności nie mogły wyjechać... Trzęsła się więc jak osiczyna i rozmyślała, co ma zrobić. W końcu zdobyła się na odpowiedź i wyrzekła przez zaciśnięte zęby: „Jedźcie! Jedźcie z mym pozwoleniem i życzliwością...”

Wtedy obaczyłem... to jest, opowiadają, że nagle zachwiała się i musiała szukać oparcia, jak gdyby wypadło jej kroczyć przez wzbierającą wodę, albowiem w tejże chwili przelatywać koło niej poczęły spieszące ku łodzi nieprzeliczone gromady Czar... Czterolatków... Nie wiem, wiela ich tam było: i żon, i dzieciów, i różnej majętności... Jako to wszyćko uciekało z okrutnej Starej Anglii! Słychać było brzęczenie śrybła i stuk małych tłumoczków rzucanych na dno łodzi, i chrzęst małych mieczyków i puklerzyków, i chrobotanie małych paluszków drapiących się spiesznie na burty łodzi, gdy synowie wdowy już odbijali od brzegu. Łódź zapełniała się i zagłębiała coraz bardziej w wodę, ale wdowa nic nie widziała, ino tych dwóch synów swoich, jako z trudnością posuwali się wśród ław, żeby dostać się do lin masztowych. Rozwinęli żagiel; łódź, obciążona jak wielki galar, ruszyła w dal i niebawem znikła w siwych mgłach pobrzeżnych... A wdowa usiadła na brzegu i siedziała tak do ranka, pocieszając się w żałości...

— Słyszałem przecie, że nie została zupełnie sama — wtrącił się Hobden.

— Owszem, i to pamiętam. Jeden z tych Czar... jak ich tam zwali... ten, któremu na imię było Robin, jak opowiadają, pozostał przy niej. Ale ona była tak strapiona, że ani jej się śniło słuchać, co on tam do niej gadał i obiecywał.

— E, ona przecie powinna się była przedtem z nimi potargować! — zawołał Hobden. — Zawdy mówiłem to mojej kobiecie.

— O nie! Ona ze szczerego serca, a nie dla nijakiego zysku oddała im swoich synów. Odczuwała tę niedolę, jaka chodziła po Żuławach, a więc z dobrawoli pragnęła jej ulżyć.

Tu Tomasz zaśmiał się z cicha.

— Tak! I sprawiła to, co zamierzała! Dopięła swego! Ledwo one... Czterolatki odleciały, od Hithe do Bulverhithe każdy człek, czy chłop, czy baba, dziewczyna czy dziecina, odczuł w powietrzu jakąś wielgą odmianę na lepsze. Ludziska odświeżeni i rześcy wyleźli z chałup jako ślimaki po deszczu. A tymczasem wdowa Whitgift siedziała w smutku cięgiem na tamie, choć powinna była uwierzyć nam... to jest zaufać, że jej synowie powrócą! Ale też było co niemiara radości i krzyku, gdy po trzech dniach łódka przybiła do brzegu.

— Zapewne obaj synowie wrócili uzdrowieni? — napytała Una.

— E, gdzieta! To byłby już cud! Powrócili tacy sami, jacy wyjechali. Ciemniaczek nic nie obaczył, a niemowa, ma się rozumieć, nie mógł opowiedzieć tego, co widział. Przypuszczam, że właśnie z tej przyczyny Czterolatki wynajęły ich do tego przewozu.

— A co ty... Co Robin obiecywał wdowie? — zapytał Dan.

— Co on jej obiecywał? — odpowiedział Tomasz udając, że usiłuje sobie przypomnieć. — Ale... ale! Przecież twoja kobieta, Ralfie, była z domu Whitgiftówna. Czy ona ci nikiej nie mówiła nic o tym?

— Opowiadała mi różne niestworzone rzeczy, kiedy ten smyk się urodził — odrzekł Hobden wskazując na syna. — Mówiła, że zawsze wśród nich musi być jeden taki, co będzie umiał przez kamień młyński patrzeć w daleką przyszłość...

— To ja! To ja! — krzyknął pszczelarczyk tak gwałtownie, iż wszystkich pobudził do śmiechu.

— Teraz już wiem! — zawołał Tomasz klepiąc się po kolanie. — Robin obiecał, że dopóki będzie trwać w świecie krew Whitgiftów, zawsze w tej rodzinie będzie jeden taki, którego nie dotknie żadna zgryzota, do którego nie będzie wzdychała żadna dziewczyna, którego żadna noc nie przejmie lękiem, żadna trwoga nie ukrzywdzi, żadna krzywda nie powiedzie do grzechu i żadna kobieta nie wystrychnie na dudka.

— I cóż? Czy to nie ja? — zapytał pszczelarczyk, siedzący pośrodku czworokątnej smugi księżycowej, wkradającej się w pełni jesiennego blasku przez uchylone drzwi suszami.

— Rychtyk, takie były słowa mej nieboszczki, gdyśmy się przekonali, że chłopak nie jest taki jako inni. Ale dziwi mnie, skąd ty o tym wiesz? — rzekł Hobden.

— Cha, cha, cha! — zaśmiał się Tomasz. — Niech ci się, Ralfie, nie wydaje, że mam pod czapką ino kołtuny i nic więcej! Gdy odprowadzę tych dwoje malców do domu, to my sobie we dwóch przypomnimy dawne dobre czasy i będziemy sobie przez noc całą opowiadali różne stare bajdy. Ale czy panicz daleko mieszka? — zwrócił się do Dana. — A jak panienka myśli? Czy tatuś poczęstuje mnie kufelkiem piwa, gdy was zaprowadzę do domu?

Dzieci tak się ubawiły tymi jego słowami, iż musiały wybiec na dwór, by wyśmiać się do woli. Tomasz podniósł ich oboje w górę, posadził Dana na jednym ramieniu, a Unę na drugim i maszerując tęgim krokiem, poniósł ich przez zarosłe paprocią pastwisko, omijając krowy zionące na nich w poświacie księżycowej kłębami mlecznobiałej pary.

— Ach, Puku, Puku! Jakże mogłeś tak z nami postąpić! Przecież ja od razu cię poznałam, ledwo zacząłeś mówić o soli! — zawołała Una bujając się z zachwytem na jego szerokim ramieniu.

— Jakże to postąpiłem? — zapytał Tomasz wdrapując się na schodki koło dębu, mocno ogołoconego z gałęzi.

— Udawałeś, że jesteś Tomaszem Shoesmith! — zawołał Dan.

W tejże chwili wszyscy troje schylili głowy, by nie uderzyć się o gałęzie dwóch małych jesionów rosnących przy mostku nad pótokiem. Tomasz przyspieszył kroku, niemal pędził.

— Tak, przecie to moje imię, paniczu — odparł Tomasz biegnąc przez cichą, księżycem osrebrzoną łąkę, gdzie przy wielkim, oszronionym głogowcu koło boiska krokietowego trwożnie przycupnął duży królik. — A oto już jesteście w domu!

To mówiąc wkroczył na stare podwórze, od strony kuchni, i zsadził ich na ziemię właśnie w chwili, gdy z domu wybiegła Helenka, by dowiedzieć się, kto przybył i co się stało.

— Nająłem się do roboty przy chmielu w suszami — wyjaśnił jej Tomasz. — O nie, panienko, nie jestem obcy. Znałem te okolicę, jeszcze zanim matka panny na świat przyszła... O tak, gorąco było przy tym chmielu i w gardle mi zaschło!... O dziękuję...

Helenka poszła do kuchni po kufelek piwa, a dzieci weszły do mieszkania — zaczarowane znowu listkami dębu, głogu i jesionu...

Zakochany jestem w trzech tych rzeczach wraz:

kocham wzgórki nadmorskie, żuławę i las.

Co miłuję najwięcej? Zdać trudno mi sprawę:

czy wapienne wybrzeże, czy las, czy żuławę...

Pochowałem me serce pośród leśnych wzgórz,

wśród paproci i chaszczy, nad wąwozem tuż...

Żółta chmielu łodygo! Mgły błękitne, śróddrzewne!

Wy dacie sercu memu spoczynek zapewne!

Rozpuściłem me myśli hen, w daleki gon

po żuławie, co starsza niźli królów tron!

O romneyska równino, brenzecki szuwarze!

Wam wiadomo, co myślę, za czym tęsknię, co marzę!

Połoninom trawiastym dałem duszę mą,

owym wzgórkom, gdzie wszędy dzwonki owiec brzmią.

O Firle! O Ditchlingu! Białe żagle wśród morza!

Wam na zawsze oddała mą duszę dłoń Boża!

Przypisy:

1. Puk — czarodziejski skrzat z angielskich legend i baśni, psotny, ale życzliwy ludziom, nazywany też Robinem Poczciwcem (Robin Goodfellow). [przypis edytorski]

2. działa, co sprawiły łaźnię króla Filipa armadzie — w 1588 r. król Hiszpanii, Filip II Habsburg (1527–1598), wysłał 130 okrętów przeciwko Anglii, chcąc wesprzeć angielskich katolików w walce z anglikanami. Okręty angielskie wyposażono właśnie w nowoczesne uzbrojenie: działa znajdowały się nie tylko na pokładzie, ale i w ładowniach, były mocowane systemem lin i bloczków i sprawniej obsługiwane. Opór Anglików oraz sztormy sprawiły, że do Hiszpanii wróciła zaledwie 1/3 Wielkiej Armady. [przypis edytorski]

3. Księga Ustaw (ang. Domesday Book) — księga katastralna, sporządzona na rozkaz Wilhelma Zdobywcy w 1086 r., dokładny spis stanu posiadania mieszkańców Anglii, ich ziemi, budynków, poddanych i bydła. Spis miał służyć głównie przy wyznaczaniu i ściąganiu podatków. [przypis edytorski]

4. Tam się załamały saksońskie zastępy, Harold śmierć poniósł tam sławną — w bitwie pod Hastings w 1066 r. wojska Wilhelma Zdobywcy z Normandii pokonały pospolite ruszenie Saksonów, germańskich mieszkańców Anglii, pod wodzą króla Harolda II Godwinsona (1022–1066). Powodem najazdu był spór o tron angielski, obiecany przez poprzedniego króla m.in. Wilhelmowi, a zwycięstwo ułatwił Normanom potężny najazd wikingów, sprzymierzonych z bratem Harolda. [przypis edytorski]

5. Normanowie — „ludzie północy”, mieszkańcy Skandynawii, ludy północnogermańskie, które od VIII do XII w. najeżdżały, a czasem też podbijały bliższych i dalszych sąsiadów. W XII w. Normanowie kontrolowali Anglię (dokąd przybyli ze swego księstwa w zach. Francji), płd. Włochy i Sycylię oraz 2 tys. km wybrzeża płn. Afryki na wschód od Tunisu, a nawet Antiochię na wschodnim krańcu Morza Śródziemnego. Z czasem zatracili wiarę w Odyna, Thora i innych swoich bogów i wtopili się w społeczeństwo Francji, Anglii czy Włoch, brali też udział w krucjatach. [przypis edytorski]

6. Alfred Wielki (849–899) — saksoński król Wessex, a następnie całej Anglii, którą zjednoczył. Odpierał ataki Normanów z Danii, w końcu przydzielił im prowincję na północy wyspy, nazwaną Danelaw, i skłonił ich do przyjęcia chrześcijaństwa. [przypis edytorski]

7. Było tu miasto głośne, a w nim ludu mrowie, nim Londyn stał się osadą — fort rzymski Anderitum, wybudowany w III w. n.e. w celu obrony przed Saksonami, przekształcony w średniowieczu w saksoński zamek Pevensey Castle. Osada na miejscu dzisiejszego Londynu istniała prawdopodobnie jeszcze przed kolonizacją rzymską, a rzymski obóz warowny w tym miejscu powstał w I w. n.e. [przypis edytorski]

8. Tu był obóz legionu, gdy Cezar przez morze z Galii przyleciał jak sokół — Gajusz Juliusz Cezar (100–44) w czasie wojny galijskiej przeprawiał się ze swymi wojskami przez kanał La Manche w 55 i 54 r., aby ukarać Celtów z Brytanii za wspieranie Gallów. Podczas drugiej wyprawy zdołał pokonać władców kilku plemion i zmusić ich do płacenia kontrybucji, nie zajął jednak żadnych terenów na stałe. Rzymianie podbili płd. część Anglii sto lat później, w 43 r. n.e., i panowali tam do V w., kiedy wyparli ich Saksoni i Anglowie. [przypis edytorski]

9. horodyszcze (z ukr.) — gród, warowna osada. [przypis edytorski]

10. Stawiali je [...] ludzie z epoki kamiennej — na terenie dzisiejszej Anglii w epoce kamiennej (w okresie paleolitu i neolitu) mieszkali najpierw ludzie heidelberscy i neandertalczycy, a następnie ludzie z gatunku homo sapiens. Przez całe tysiąclecia wyspę łączył z Europą szeroki pas ziemi, więc w różnych epokach kolejne ludy trafiały tu w swoich wędrówkach za stadami zwierząt. W ciągu setek tysięcy lat klimat kilkakrotnie się zmieniał, a w cieplejszych okresach łowcy polowali tu na słonie, hipopotamy i nosorożce. Anglicy średniowieczni wierzyli, że pierwszymi mieszkańcami Anglii były olbrzymy, ponieważ ruiny budowli prehistorycznych składały się z ogromnych, bardzo ciężkich bloków kamiennych. Z licznych takich budowli najbardziej znane dziś jest Stonehenge, a w epoce brązu licznie powstawały też mniejsze, „rodzinne” kamienne kręgi. Znaki na wzgórzach to także geoglify, ogromne prehistoryczne rysunki na stokach wzgórz, takie jak wojownik Long Man of Wilmington niedaleko Pevensey. [przypis edytorski]

11. Merlin — postać występująca w cyklu legend arturiańskich, potężny czarodziej. [przypis edytorski]

12. Sen nocy świętojańskiej — komedia Williama Shakespeare’a, znana dziś w Polsce pod tytułem Sen nocy letniej. Jednym z bohaterów tej sztuki jest psotny Puk, zwany też Robinem-Poczciwcem, sługa króla wróżek. [przypis edytorski]

13. Pigwa, Kłąb, Ryj — postacie komiczne ze Snu nocy letniej, ang.: Quince, Bottom, Snoud, w polskich przekładach: Pigwa (cieśla), Spodek lub Denko (tkacz), Ryjak lub Ryjek (kotlarz). Są to rzemieślnicy ateńscy, którzy przygotowują i odgrywają amatorskie przedstawienie na motywach tragedii o Priamie i Tyzbe, wywołując swoją prostotą efekt śmieszności. [przypis edytorski]

14. Cóż to za zgrzebne Filipy z konopi gwarem swym mącą sen naszej królowej? Co? Widowisko?! Chętnie będę widzem, a w razie czego nawet i aktorem — słowa Puka z I sceny III aktu Snu nocy letniej. [przypis edytorski]

15. Maria królowa, własc. Maria I Tudor (1516–1558) — królowa Anglii w latach 1553–1558, zwana Bloody Mary, ponieważ, będąc gorliwą katoliczką, starała się siłą wykorzenić w swoim państwie protestantyzm (anglikanizm). Córka Henryka VIII i Katarzyny Aragońskiej, żona króla Hiszpanii Filipa II Habsburga. [przypis edytorski]

16. Elżbieta I — Elżbieta I (1533–1603), córka Henryka VIII i Anny Boleyn, królowa Anglii w latach 1558–1603. Pod jej panowaniem weszła w pełni w życie reforma religijna rozpoczęta przez jej ojca: kościół anglikański niezależny od Papieża, zarządzany przez monarchę Anglii. [przypis edytorski]

17. Jakub I Stuart (1566–1625) — król Szkocji, został królem Anglii po śmierci królowej Elżbiety I jako jej krewny. [przypis edytorski]

18. nie ma już zjawisk — według wierzeń ludowych wróżki opuściły Anglię, kiedy katolicyzm został wyparty przez anglikanizm. Opowiada o tym ostatni rozdział książki, Rójka w Dymchurch. [przypis edytorski]

19. głazy w Stonehenge — budowla z wielkich głazów ustawionych w kręgu, pochodząca z epoki neolitu a. brązu. Przypuszcza się, że była świątynią kultu słońca. Znajduje się w hrabstwie Wiltshire, koło miasta Salisbury, ok. 160 km na zachód od miejsca akcji powieści. [przypis edytorski]

20. Chanctonbury Ring — fort ziemny, usypany przez ludzi w epoce brązu, a następnie służący jako obóz rzymski, położony w hrabstwie West Sussex, ok. 60 km na zachód od miejsca akcji powieści. [przypis edytorski]

21. Huon z Bordeaux — bohater średniowiecznych poematów rycerskich, dokonujący bohaterskich czynów dzięki pomocy króla wróżek, Oberona. [przypis edytorski]

22. Tintagel — ruiny zamku, należącego dawniej do książąt Kornwalii, w płd.-zach. krańcu Anglii, wg legend Rycerzy Okrągłego Stołu w tym zamku urodził się i wychował król Artur. [przypis edytorski]

23. Hai Brazil, ang. Hy-Brasil — mityczna wyspa, mająca znajdować się na Atlantyku na zachód od Irlandii. Według legend wyłaniała się z mgły tylko raz na 7 lat. Była oznaczana na niektórych mapach w XV i XVI w. [przypis edytorski]

24. wyraj — odlot ptaków na zimę do ciepłych krajów. [przypis edytorski]

25. Fenicjanie — lud pochodzenia semickiego, mieszkający w starożytności w Fenicji (tereny dzisiejszego Libanu) i zajmujący się handlem w miastach nad całym Morzem Śródziemnym. Fenicjanie byli świetnymi żeglarzami i zakładali liczne kolonie, bogate miasta, także nad Atlantykiem na wybrzeżach dzisiejszego Maroka i Hiszpanii, skąd wyprawiali się jeszcze dalej, m.in. do Anglii. [przypis edytorski]

26. Galowie — różne plemiona celtyckie z terenów dzisiejszej Francji osiedlały się w Anglii być może już w VI w. p.n.e. [przypis edytorski]

27. Jutowie — plemię germańskie z Jutlandii, które w V w. n.e. po wycofaniu się Rzymian osiadło w Południowej Anglii. [przypis edytorski]

28. Duńczycy — tu: Danowie, plemię z płd. Skandynawii, przodkowie dzisiejszych Duńczyków. Najeżdżali oni Brytanię od VIII w. [przypis edytorski]

29. Fryzowie — lud germański z Fryzji, z wybrzeży Morza Północnego (dziś tereny Holandii, Danii i Niemiec). [przypis edytorski]

30. Anglowie — jedno z plemion germańskich, które najechały Brytanię w V w. n.e. Od nich pochodzi nazwa Anglii. [przypis edytorski]

31. Weland a. Wolundr (mit. germańska) — boski kowal i złotnik, bóstwo opiekuńcze, bohater wielu legend skandynawskich i anglosaskich. [przypis edytorski]

32. Thor (mit. nordycka) — bóg pioruna, rolnictwa, małżeństwa i rodziny. Przedstawiany z młotem w dłoni, na rydwanie ciągniętym przez kozły. [przypis edytorski]

33. jeno (daw.) — tylko. [przypis edytorski]

34. Walhalla (mit. nordycka) — „pałac poległych”, pałac Odyna; miejsce, w którym polegli wojownicy ucztują razem z bogami. [przypis edytorski]

35. spędzał po parę miesięcy w jednym z klasztorów francuskich — w XI w., w czasach przed najazdem Normanów, szlachta saksońska z Anglii często wysyłała synów na naukę do szkół klasztornych w Normandii. [przypis edytorski]

36. runy — litery alfabetu germańskiego, używane także w obrzędach magicznych (w tych czasach większość ludzi nie umiała czytać i pisać i uważała te czynności za tajemnicze i magiczne). [przypis edytorski]

37. Eneasz (mit. gr. i rzym.) — bohater mitów oraz eposu Eneida, napisanego przez Wergiliusza. Uciekinier ze zburzonej Troi i protoplasta Rzymian. W średniowieczu w Anglii wierzono, że wnuk Eneasza, Brutus, dotarł do Brytanii i założył tu Nową Troję. [przypis edytorski]

38. Brutus (mit.) — wnuk Eneasza, według legend cyklu arturiańskiego założyciel Nowej Troi w miejscu dzisiejszego Londynu i pierwszy król Anglii (nie należy mylić z Marcusem Iuniusem Brutusem, 85–42, przybranym synem i jednym z zabójców Juliusza Cezara). [przypis edytorski]

39. Nowa Troja — w średniowieczu w Anglii popularna była legenda, według której Brutus, potomek Eneasza, pożeglował na północ aż do Brytanii, pokonał władające nią olbrzymy i założył miasto Nowa Troja w miejscu dzisiejszego Londynu. [przypis edytorski]

40. erem (z gr.) — pustelnia. [przypis edytorski]

41. ponik — ciek wodny, strumyczek, czasem: znikający pod ziemią. [przypis edytorski]

42. Wilhelm Zdobywca (ok. 1028–1087) — władca francuskiej Normandii, który najechał Anglię w 1066 r. i zdobył tron angielski. Wojska normandzkie wylądowały w Zatoce Pevensey (w pobliżu miejsca akcji powieści), korzystając z osłabienia Saksonów po walkach z Wikingami, zwyciężyły w bitwie pod Hastings i szybko podbiły cały kraj. Wilhelm nagrodził swoich rycerzy, rozdając im podbite ziemie jako lenna, a sobie zapewnił silną władzę, zatwierdzając miejscowe prawa i obyczaje. [przypis edytorski]

43. sąpierz (daw.) — przeciwnik, współzawodnik. [przypis edytorski]

44. nie dostawa (daw.) — nie dostaje, tj. nie wystarcza, brakuje. [przypis edytorski]

45. obwieszon (daw.) — powieszony. [przypis edytorski]

46. gwoli (daw.) — w celu. [przypis edytorski]

47. nie masz (daw.) — nie ma, nie istnieją. [przypis edytorski]

48. jeno (daw.) — tylko. [przypis edytorski]

49. Kent — hrabstwo w południowej Anglii, na zachód od Sussex, w którym położone jest Pevensey. [przypis edytorski]

50. przódziej (daw.) — wcześniej, najpierw. [przypis edytorski]

51. markietan — drobny handlarz wędrujący za wojskiem, sprzedający żołnierzom alkohol. [przypis edytorski]

52. nieposesjonat (daw.) — szlachcic, który nie ma własnego majątku. [przypis edytorski]

53. wierę (daw.) — jestem przekonany; z pewnością. [przypis edytorski]

54. aza (daw.) — czy, czyż. [przypis edytorski]

55. mizerykordia (z łac. misericordia: miłosierdzie) — niewielki miecz, sztylet, służący m.in. do dobijania rannych (stąd jego nazwa). [przypis edytorski]

56. wyżenąć (daw.) — wygonić. [przypis edytorski]

57. rokosz (daw.) — bunt. [przypis edytorski]

58. nie lza (daw.) — nie należy, nie wolno. [przypis edytorski]

59. okrom (daw.) — oprócz. [przypis edytorski]

60. omieszkać (daw.) — zaniechać, zrezygnować ze zrobienia czegoś. [przypis edytorski]

61. izali (daw.) — czy. [przypis edytorski]

62. wnijść (daw.) — wejść. [przypis edytorski]

63. krom (daw.) — oprócz. [przypis edytorski]

64. biegać w przegony (daw.) — ścigać się. [przypis edytorski]

65. poczęsny (a. poczęstny) stół — podczas uczty stół dla pana zamku, jego bliskich i najdostojniejszych gości; poczesne miejsce — najzaszczytniejsze, wyróżnione miejsce. [przypis edytorski]

66. siedzieliśwa (daw.) — siedzieliśmy we dwoje. [przypis edytorski]

67. iście (daw.) — rzeczywiście, naprawdę. [przypis edytorski]

68. arfa — dziś: harfa. [przypis edytorski]

69. przecz (daw.) — dlaczego. [przypis edytorski]

70. motława — tu: zatoka. [przypis edytorski]

71. admirał, własc. rusałka admirał — łac. Vanessa atalanta, brązowo-pomarańczowy motyl, często spotykany w Europie. [przypis edytorski]

72. łątka — niewielka ważka z rodziny łątkowatych, najczęściej niebieska lub zielona (w Europie występuje wiele gatunków łątek). [przypis edytorski]

73. młynówka — rzeczka lub kanał, którego wody napędzają młyn. [przypis edytorski]

74. aza (daw.) — czy. [przypis edytorski]

75. zali (daw.) — czy. [przypis edytorski]

76. Helgoland — wyspa na Morzu Północnym, dziś należąca do Niemiec. [przypis edytorski]

77. Wilhelm Wtóry, własc. Wilhelm II Rudy (ok. 1060–1100) — drugi syn Wilhelma Zdobywcy, jego następca na tronie angielskim; zginął w niejasnych okolicznościach, postrzelony z łuku podczas polowania, a koronę przejął po nim młodszy brat Henryk. [przypis edytorski]

78. kobuz — ptak drapieżny z rodziny sokołowatych. [przypis edytorski]

79. samotrzeć (daw.) — we trzech. [przypis edytorski]

80. kozieł — dziś: kozioł. [przypis edytorski]

81. ładuga (daw.) — ładunek. [przypis edytorski]

82. Artois — kraina historyczna na północnym zachodzie dzisiejszej Francji, nad Morzem Północnym. [przypis edytorski]

83. Mantes — miasto nad Sekwaną, w XI w. w granicach księstwa Normandii; w 1067 r. podczas walk o Mantes z królem Francji zginął Wilhelm Zdobywca. [przypis edytorski]

84. Henryk Burgundzki (1066–1112) — najmłodszy z wnuków księcia Burgundii, otrzymał tytuł hrabiego Portugalii od króla hiszpańskiej Kastylii i walczył tam z Maurami. [przypis edytorski]

85. Maurowie — muzułmanie z Mauretanii (gł. Berberowie i Arabowie), którzy z płn. Afryki przybyli w 712 r. do Hiszpanii, pokonali Wizygotów i założyli tam państwo, słynące z wysokiej kultury i wspaniałej architektury. Chrześcijańscy sąsiedzi walczyli z nimi aż do XV w., kiedy to Izabela, królowa Kastylii, i Ferdynand, król Aragonii, pokonali wspólnie muzułmańskie Królestwo Granady. [przypis edytorski]

86. nalezion (daw.) — znaleziony. [przypis edytorski]

87. obiata (daw.) — ofiara dla bogów; tu: symbol, omen. [przypis edytorski]

88. Kitaj — ros. nazwa Chin. [przypis edytorski]

89. pohaniec (daw.) — poganin. [przypis edytorski]

90. gwoli (daw.) — w celu. [przypis edytorski]

91. piecza (daw.) — opieka, kontrola. [przypis edytorski]

92. on, po onym (daw.) — ten, po tym. [przypis edytorski]

93. Godność rycerska płuży tylko na lądzie — ang. Knighthood is for the land: godność rycerska jest dobra na lądzie. [przypis edytorski]

94. ramiony — dziś popr. forma: ramionami. [przypis edytorski]

95. wnijście (daw.) — wejście. [przypis edytorski]

96. fiord stavangerski, Stavanger — fiord (zatoka morska, głęboko wrzynająca się w ląd) w płd.-zach. Norwegii, nad którą już w średniowieczu znajdowało się duże miasto, Stavanger. [przypis edytorski]

97. obrońce — dziś popr. forma: obrońcy. [przypis edytorski]

98. wykonywa — dziś popr. forma: wykonuje. [przypis edytorski]

99. opona (tu daw.) — zasłona. [przypis edytorski]

100. atoli (daw.) — jednak. [przypis edytorski]

101. zawżdy (daw.) — zawsze. [przypis edytorski]

102. podobien (daw.) — podobny. [przypis edytorski]

103. arfiarz (daw.) — harfiarz. [przypis edytorski]

104. markietan — drobny handlarz wędrujący za wojskiem, sprzedający żołnierzom alkohol. [przypis edytorski]

105. wici — sygnał do walki: pęk witek, tj. cienkich gałązek lub sznurków, który władca przesyłał wasalom, by ich wezwać na wspólną wojnę; łuczywa do wici — pochodnie do podpalania ognisk, mających sygnalizować niebezpieczeństwo i wzywać do walki. [przypis edytorski]

106. wnijście (daw.) — wejście. [przypis edytorski]

107. wyżenąć (daw.) — wygonić. [przypis edytorski]

108. isty (daw.) — prawdziwy. [przypis edytorski]

109. wierę (daw.) — jestem przekonany; z pewnością. [przypis edytorski]

110. przecz (daw.) — dlaczego. [przypis edytorski]

111. śniat (daw.) — pień. [przypis edytorski]

112. Volaterra, Volterra — miasto w środkowej części Włoch, należące w starożytności do Etrusków. [przypis edytorski]

113. Lars Porsenna (VI w. p.n.e.) — legendarny król etruski. [przypis edytorski]

114. Ianiculum — wzgórze w Rzymie, na prawym brzegu Tybru. [przypis edytorski]

115. Faun (mit. rzym.) — bóstwo lasów i pól, utożsamiane z gr. Panem i satyrami; tu: Puk. [przypis edytorski]

116. Malowane Plemię, własc. Piktowie (łac. Picti: malowani) — grupa plemion zamieszkujących w czasach rzymskich i wczesnośredniowiecznych tereny dzisiejszej Szkocji; nazwa pochodziła od malunków i tatuaży, którymi ozdabiali swoje ciała piktyjscy wojownicy. Plemiona te powstały prawdopodobnie w wyniku zmieszania się celtyckich przybyszy ze środkowej lub wschodniej Europy z wcześniejszymi mieszkańcami wysp, pochodzenia przedindoeuropejskiego. [przypis edytorski]

117. centurion — w armii rzymskiej dowódca stuosobowego oddziału, wchodzącego w skład kohorty; dziesięć kohort (5000–6000 żołnierzy) stanowiło legion. [przypis edytorski]

118. Victrix (łac.) — zwycięska; tytuł honorowy, przyznawany poszczególnym legiom w uznaniu wyjątkowych zasług w boju. [przypis edytorski]

119. Agrykola (Gneius Iulius Agricola) — wódz rzymski, który dokończył podbój Brytanii w ostatnim dziesięcioleciu I w. Rzymianie władali południową częścią wyspy do początków V w., tj. jeszcze kilkadziesiąt lat po wydarzeniach opisywanych przez Parnezjusza. [przypis edytorski]

120. Demeter (mit. gr.) — bogini urodzaju, rolnictwa i płodności; w Rzymie jej odpowiednikiem była Ceres. [przypis edytorski]

121. pater familias (łac.) — ojciec, głowa rodziny. [przypis edytorski]

122. Aquae Sulis — dziś Bath w płd.-zach. Anglii. [przypis edytorski]

123. liktor — urzędnik sądowy w staroż. Rzymie. [przypis edytorski]

124. Jeżeli jesteś zdrów, dobrze jest! Mnie zdrowie dopisuje — łac. Si vales, bene est, ego valeo. Formuła, którą starożytni Rzymianie rozpoczynali często list. [przypis edytorski]

125. Ulikses, Ulisses, Odyseusz — bohater Odysei Homera. [przypis edytorski]

126. konnica dacka — oddziały wojskowe, w których z początku służyli głównie żołnierze pochodzący z rzymskiej prowincji Dacji (dziś Rumunia). [przypis edytorski]

127. gminny — tu: pospolity, potoczny; gminne wyrażenie — zwrot używany w niskim stylu, charakterystyczny dla mowy ludzi niewykształconych. [przypis edytorski]

128. Gracjan, Flavius Gratianus Augustus (359–383) — władca cesarstwa zachodniego, którym rządził wspólnie z bratem, Walentynianem II, potem także cesarstwa wschodniego. [przypis edytorski]

129. Juści (gw.) — istotnie, z całą pewnością. [przypis edytorski]

130. Scytowie, lp r.m. Scyta — wojowniczy koczownicy pochodzenia irańskiego, zamieszkujący w starożytności ziemie położone na północ i wschód od Morza Czarnego. [przypis edytorski]

131. cesarz Gracjan miał gwardię przyboczną złożoną z samych [...] Scytów i [...] zaczął się ubierać tak jak oni. [...] Coś równie niesłychanego, jak gdyby mój rodzony ojciec pomalował się na niebiesko! — tj. jakby ojciec, Rzymianin, przejął obyczaje Piktów, rdzennych mieszkańców Brytanii, którzy malowali i tatuowali całe ciała. [przypis edytorski]

132. Dioklecjan, Gaius Aurelius Valerius Diocletianus Augustus (244–311) — cesarz rzymski, za którego panowania cesarstwo rozpadło się na zachodnie i wschodnie. [przypis edytorski]

133. Wał Hadriana a. Mur Hadriana (ang. Hadrian’s Wall a. Roman Wall) — system fortec połączonych z początku nasypem, następnie murem, chroniący południową, rzymską część Brytanii przed napadami Piktów z górzystej północy, długi na ponad 100 km. Wał powstał w latach 121–129 n.e., a w 142 r. o 150 km na płn. od niego Rzymianie zbudowali drugą linię umocnień, Wał Antonina, który jednak musieli opuścić po kilkudziesięciu latach. [przypis edytorski]

134. Iberyjczycy — mieszkańcy prowincji rzymskiej położonej na terenach dzisiejszej Hiszpanii. [przypis edytorski]

135. Deukalion (mit. gr.) — syn tytana Prometeusza i Pandory, jedyny ocalały z zesłanego przez Zeusa potopu. [przypis edytorski]

136. kuszcz (daw.) — krzak, krzew. [przypis edytorski]

137. Magnus Clemens Maximus (ok. 335–388) — wódz rzymski. [przypis edytorski]

138. Kartagina — miasto fenickie na wybrzeżu Afryki (w miejscu, gdzie dziś leży Tunis), stolica imperium morskiego, pokonanego przez Rzymian ostatecznie w 146 r. p.n.e. [przypis edytorski]

139. cyklop (mit. gr.) — olbrzym z jednym okiem pośrodku czoła. [przypis edytorski]

140. Mitra (mit. indoirańska) — bóg światła i prawdy, czczony także wśród Rzymian w pierwszych wiekach naszej ery; wierni przechodzili kolejne stopnie wtajemniczenia („gryfa”, „lwa” itp.), jednym z ważnych obrzędów była ofiara z byka, składana w tajemnicy w podziemiach. [przypis edytorski]

141. Volaterrae — miasto, niegdyś etruskie, w Italii; dzisiaj nosi nazwę Volterra. [przypis edytorski]

142. przecz (daw.) — dlaczego, czemu. [przypis edytorski]

143. Lucius Licinius Lucullus (109–57) — rzym. wódz i polityk, słynny z wystawnego życia. [przypis edytorski]

144. Marek Tuliusz Cycero, Marcus Tullius Cicero (106–43) — rzym. pisarz i mówca. [przypis edytorski]

145. Pieśń Rzymianina urodzonego w Brytanii — w wersji ang.: A british-roman song (A.D. 406). [przypis edytorski]

146. całem — dziś popr. forma: całym. [przypis edytorski]

147. kraina pontyjska — Pont, prowincja rzym. w Azji Mniejszej. [przypis edytorski]

148. finis (łac.) — koniec. [przypis edytorski]

149. ktom zacz (daw.) — kim jestem. [przypis edytorski]

150. Pan Sylwan, Silvanus (mit. gr. i rzym.) — bóg lasów i łąk, odpowiednik gr. Pana. [przypis edytorski]

151. Ksenofont (430–354 p.n.e.) — historyk grecki. [przypis edytorski]

152. Król Edyp (mit. gr.) — Edyp został królem Teb, ponieważ uwolnił miasto od Sfinksa, który zadawał przechodniom zagadkę i zabijał tych, którzy nie umieli odpowiedzieć. [przypis edytorski]

153. fatum (łac.) — przeznaczenie. [przypis edytorski]

154. Nicea — miasto nad Morzem Śródziemnym. [przypis edytorski]

155. Hunno — nazwa celtyckiego pochodzenia. [przypis edytorski]

156. Prorocy wielkiej czci doznają wszędzie [...] Tu jakich widzą, takimi ich piszą... — nawiązanie do biblijnej historii o proroku Jonaszu i wynikającego z niej powiedzenia: Nikt nie jest prorokiem we własnym kraju. Jonasz został podczas podróży morskiej połknięty przez wieloryba, który po trzech dniach wypuścił go na brzeg. [przypis edytorski]

157. Jack Cade a. John Cade — przywódca buntu ludności Kentu przeciwko uciskowi ze strony monarchii, stracony w 1450 r. [przypis edytorski]

158. Bramante, Donato di Angelo del Pasciuccio (1444–1514) — wł. malarz i architekt. [przypis edytorski]

159. Robert Bruce (1274–1329) — król Szkocji; wg legendy do wytrwałości w walce z Anglikami natchnął go widok pracowitego pająka. [przypis edytorski]

160. W tym samym roku Pańskim do Angli, o dziwo, przywieziono indyki, herezję, chmiel, piwo — ok. 1531 r. król Henryk VIII spowodował oderwanie kościoła angielskiego od papiestwa, a z Ameryki przywieziono indyki i chmiel do produkcji piwa. [przypis edytorski]

161. Hic, haec, hoc (łac.) — ten, ta, to. [przypis edytorski]

162. kolubryna — ciężkie działo. [przypis edytorski]

163. śmigownica — armatka mniejszego kalibru. [przypis edytorski]

164. Czarna Śmierć — epidemia dżumy, która nawiedziła w połowie XIV w. zachodnią Europę i zabiła ponad 100 mln ludzi. [przypis edytorski]

165. Sebastian Cabot (ok. 1476–1557) — ang. żeglarz i odkrywca pochodzenia włoskiego. [przypis edytorski]

166. ludwisarnia — warsztat, w którym wyrabia się ze spiżu dzwony, działa, świeczniki itp. [przypis edytorski]

167. kubana (daw.) — opłata za umożliwienie transakcji a. łapówka. [przypis edytorski]

168. Czterolatki?! [...] Chyba Czaroludki! — zacny Hobden może niechcący, może naumyślnie przekręca właściwą nazwę. W oryginale „Czaroludki” zwą się Fairies (czyt. fejryz), a w wersji Hobdena — Pharisees (czyt. fejryzyz), co oznacza... faryzeuszów. [przypis tłumacza]

169. Żuławy — tu: Romney Marsh, tereny na płd. wybrzeżu Anglii, w hrabstwach Kent i Sussex, na wschód od Pevensey; żuława — urodzajne, zalewowe ziemie przy ujściu rzeki do morza. [przypis edytorski]

170. ojciec królowej Bietki — Henryk VIII (1491–1577), wprowadził w Anglii reformację, aby uniezależnić się od papiestwa i uzyskać rozwód z pierwszą żoną, która nie mogła dać mu syna. Królowa Elżbieta (tu w zdr. Bietka) była owocem drugiego małżeństwa Henryka. [przypis edytorski]

171. Kanał Angielski, ang. English Channel — kanał La Manche. [przypis edytorski]

172. niszczono obrazy — skrajnie protestancka frakcja, dominująca w Anglii za panowania Edwarda VI, zorganizowała w 1549 r. konfiskatę dóbr kościelnych, niszczono wtedy katolickie święte obrazy i naczynia liturgiczne. [przypis edytorski]

173. morze rozwali wielką tamę koło Dymchurch i zaleje ich, jak zalało niegdyś Winchelsea — mowa o wielkiej powodzi, która w lutym 1287 r. zniszczyła południowe wybrzeża Anglii. Miasto Winchelsea zostało odbudowane na nowym, wyżej położonym miejscu. [przypis edytorski]