18

Tak drogiej chwili piekło mu zazdrości;

Żart sobie z jego zrobiło wściekłości,

Biesiadę w zamku Szwaczce przeznaczyło.

Już wojsko zbiegłe tętniało daleko,

Gdy mu się oko we śnie wytrzeźwiło

I zabłyszczało pod wąską powieką.

Jakże się ciężko, jak wściekle zadumiał,

Gdy się sam ujrzał na tę puszczę całą!

Dziełem to czarów z początku rozumiał:

Żegnał się, żegnał — nic nie pomagało.

Teraz, jak było, poznał rzeczywiście:

I wnet pogonią chciał lecieć za nimi;

Ale mu śladu nie da zwiędłe liście122,

Więc się drogami puścił pewniejszymi:

Wprost do Kaniowa. Skrycie tam przybyły,

Dla wrzącej czerni był to gość zbyt miły.

Bez trudu krwawe uiścił zamysły;

A wiódł rzecz swoją tak skrycie, tak śmiele,

Że skoro zorza123 północne zabłysły,

Już go ujrzano na powstańców czele:

I bramy zamku pod szturmem rozprysły!

A tak i na tych, co go odstąpili,

I na Polakach mści się w jednej chwili.