25

O, jak wspaniale za nocy zasłoną,

Jak rzęsnym światłem okna jego płoną!

«Niech sobie płoną, niech i rzęśniej płoną!

Jak mnie dziś, jutro przyjdzie ciemno jemu!

Jutro, pojutrze zaświta inaczéj:

Biedny, kto mojej zapragnął rozpaczy!»

Aż mu się piekłem krew zajęła cała.

Aż mu się czapka od włosów podniosła.

Od jego dreszczu aż się łódź zachwiała.

Aż się obejrzał rybak, co u wiosła —

Kiedy te myśli, jak piekła zarzewie,

Przeszły piorunem przez Nebaby głowę,

A to gdy światła obaczył zamkowe.

Już gniew ostyga w kipiącym przelewie:

Ale jak piekieł mieszkańca zjawienie,

Choć zniknie, długo powietrze zaraża,

Tak choć przelotne, gniewu uniesienie

Gorzkim jątrzeniem długo myśl rozraża61.

«Lepiej by było, moja pani miła,

Sto razy lepiej — jakem ci kochankiem62! —

Abyś lat tysiąc czerepianym63 dzbankiem

Tę wodę z rzeki dla siebie nosiła;

Lepiej by było dla twej jasnej doli,

W grubej siermiędze64 z nieochajnym65 chłopem,

O głodzie, chłodzie pracując w niewoli,

Krwią się rozpływać nad nie swoim snopem,

A potem płakać pod skopconym daszkiem

Rano i wieczór, że twe białe ciało

Od mrozu, skwaru do krwi popadało —

Niż będąc tobą, pobracić się z Laszkiem!

Niż przespać jednę66 noc pod adamaszkiem!»

Plusnęły o brzeg rozpędzone wały67,

Daleko naprzód chyża wbiegła łódka;

Prędko Kozaka dumy się przerwały,

Prędko mu przeszła rozkosz zemsty krótka.

Szkoda! Bo wiele niosły mu ulżenia

Jęk, rozwaliny, trupy, krew, pożary,

Są to własności jak zemsty, tak chwały,

Że najzgubniejsze, najdziksze marzenia

W cnoty i szczęścia powaby ustroją:

Tak, gdy chcą uwieść, kuszące nas mary

Światłem aniołów barwią szpetność swoją.