6

A tam, u dołu, jakie słychać gwary?

To słodkie słowa rozkochanej pary.

«Cóż on ci prawił, moje ty kochanie.

Kiedym was dzisiaj zeszedł niespodzianie?» —

Pytał Nebaba. «Jego piosnka stara,

Tak że już teraz i nie zważam na nią:

Jaka szczęśliwa byłaby z nas para,

Jak znakomitą zostałabym panią,

Gdybym zechciała zostać rządcy żoną.

Prawił jak dziecku. Szczególne gadanie!

Jakby mię wkoło szanowano, czczono!

Potem dwór jaki, a jakie ubranie!

Że zresztą w szczęściu nie mogę być takiem,

Choćby z najpierwszym złączona Kozakiem».

— «I ty go słuchasz, kochana Orliko? —

Przerwał Nebaba, a nagłe przerwanie

Dosyć odkrywa, że wzmianka o panie12

O serce jego odbija się dziko. —

Lepiej byłoby nie słuchać, Orliko!

Jednak ty kochasz tylko mnie samego?»

Tak wrzące, nagłe były słowa jego,

Że między nimi dosyć czasu minie,

Nim na odpowiedź zbierze się dziewczynie:

«Ach! Ty byś może mniej uwierzył mowie,

Czy ciebie kocham, niechaj ci to powie!».

I pocałunek płonącej miłości

Złożyła, w ogniu, na usta zazdrości.

«Orliko, słuchaj: niech go niebo strzeże,

Kogo postawi piekło między nami!

Jutro, dziś jeszcze!... Widzisz, o! te wieże,

Widzisz, Orliko, ten bór za wodami?...

A czyliż darmo i ja noszę szablę?

Jeśli podszepty uwiodą go diable,

Orliko, słuchaj, i Bóg nie ustrzeże!»

I dla uniesień dzikich przyświadczenia

W dziewicze usta zionął takie żary,

Jakimi drzewo wypala dłoń mary,

Kiedy niewierny przeczy jej zjawienia.

A chociaż ogniem grały jego żyły,

Usta pałały i oczy iskrzyły,

Pozór krwi zimnej w głosie swoim chowa

I te do pierwszych dodał jeszcze słowa:

«Takie, jak czujesz, nie zgasną upały!

Niechże się teraz dotknie ich zuchwały!

To pieczęć klątwy na skarbach twej twarzy!

A kto je ruszy, piekło go oparzy!».

Nagle się dziwnie zaśmiały puszczyki:

Pieszczone cieniem, stworzenia te rade

Słyszeć wyroki, co niosą zagładę.

A strach się w sercu obudził Orliki.

I północ w dzwony zegaru13 uderzy,

I kochankowie poszli, gdzie sen woła,

I wszystko cicho u drzymiącej14 wieży,

I wszystko cicho pod zamkiem dokoła;

Chyba niekiedy puszczyk zachychocze,

Że syny piekła, do pustot ochocze,

To echo zamku drażnią swym tupotem,

To znowu, zęby wyiskrzywszy smocze,

Błądzące ognie udają nad błotem.