AKT TRZECI

Scena z I aktu, tylko bez kotary i okienka. Półkoliste zakończenie pierwszego planu, jakieś jakby planetarne. Został tylko Pień, na którym palą się latarki sygnałowe (?) czerwone i zielone. Podłoga wysłana wspaniałym dywanem. W głębi, w dole, nocny pejzaż daleki — światełka ludzkie i księżyc w pełni. Sajetan we wspaniałym kolorowym szlafroku (broda ufryzowana, włosy uczesane), stoi na środku sceny, podtrzymywany przez Czeladników, ubranych w kwieciste Pidżamy i uczesanych z rozdziałkami na glanc. Na prawo, ubrany w skórkę psią czy kocią (ale cały, z wyjątkiem głowy, jest w skórze, a na głowie ma kapturek z różowej włóczki z dzwoneczkiem), do pnia na łańcuchu przywiązany, śpi, zwinięty w kłębek jak pies, prokurator Scurvy.

I CZELADNIK

śpiewa ohydnym samczym głosem

Słyszę w sobie dziwny śpiew.

To tak śpiewa nasza krew.

Chamska, dzika i śmierdząca,

Ale za to tak gorąca.

Że jej wszystko, ach, przebaczą,

Jeszcze po niej, ach, zapłaczą!

II CZELADNIK

śpiewa tak jak I Czeladnik

Czerwień się pieni w chmur przezroczu,

Wśród wichrów nagie tańczą drzewa,

Coś w mojej duszy samo śpiewa

I nie pamiętam już twych oczu.

I CZELADNIK

Czyich, czyich?

SAJETAN

Dobrze, dobrze. Dajcie pokój już tym śpiewkom, bo rzygać się chce. Teraz rozumiem wszystko: pędzi to życie wewnętrzne jak lawina, jak stado afrykańskich — koniecznie — gazel koło mnie. Za wszystkie czasy przeżywam wszystko, ja, starzec nad grobem się chwiejący. Wziąłem przyśpieszony kurs życia, w całości, licząc od jakiegoś siódmego roku życia, i we łbie mi się wprost przewraca. Nie wierzyłem, żeby takie zmiany w tak krótkim czasie w człowieku tak jako ja skonsolidowanym, wicie, zajść mogły.

I CZELADNIK

Ho, ho!

II CZELADNIK

Hi, hi!

SAJETAN

Na miłość boską, tylko nie róbcie tych sztuczek z tak zwanego „nowego teatru”, bo się tu oto przed wami na te dywany wyrzygam i koniec. Wracając do poprzedniego: wytrzymać istnienie bez obłędu, rozumiejąc choć trochę jego esencję, bez zatumanienia się religią czy społecznikostwem, to nadludzkie już nieomal zadanie. Cóż mówić o innych! Jestem jak pluskwa opita zamiast żywą krwią burżujską mieszaniną soku malinowego idejek i witryoleju78 codziennego kłamstwa.

I CZELADNIK

Cichojcie, majster — zasłuchajmy się w dobrobyt wewnętrzny, w ten komfort bytowania swobodnego w swej własnej psychice jak w futerale — hej!

II CZELADNIK

Czy to tylko nie złudzenie, że my naprawdę nowe życie tworzymy? Może się tak łudzimy, aby ten komfort właśnie usprawiedliwić. A może rządzą nami siły, których istoty nie znamy? I jesteśmy w ich rękach marionetkami tylko. Czemu „mario” — a nie „kaśko-netkami”? Ha? To pytanie z pewnością minie bez echa, a i w nim coś z pewnością jest.

SAJETAN

Pewnikiem jest. Ale nie będę cichoł, gnizdy jedne. Ja tę myśl twoją, drugi czeladniku tak zwany, a teraz obecnie, aktualnie, Jędrzeju Sowopućko, pomocniku samego głównego twórcy nowego... e, nie bedem sie ja w tytuły bawił, moiściewy: ja ta powiadam, myśl twoją jużem miał i chwytem świadomej wolim ją pokonał. Nie trzeba wątpić tak — to dawne narowy nasze z lat nędzy, upodlenia i ubytku rozumu. Tera je mamy nadrobić, a nie dziamdziać się mędrkując, czy abyśmy nie som jako te siedemnastowieczne wolumpsiarki jakieś, fałszywego wewnątrz wątpiów naszych pokroju kompromisowego kaleki — komunizujące, niedoburżujskie ścierwantyny, ślizgające się niezręcznie na posadzkach wyświechtanych demokratycznie. I do kupy zasmrodzonej z tymi wiarami w tajne siły i organizacje, masońskie i inne — to reszta religii i magii w nas się kołace. Ale ten będzie chłop, co się standardu swego życia wyrzeknie, zamiast go podnosić bez końca, aż do pęknięcia. Że też wszystko w historii pękać musi, a nie na smarach rozumu gładko się w przyszłość przesuwać: prawo nieciągłości...

II CZELADNIK

Aż boli od tego gadania, purwa jej sucza maść! Aleście się, majster, zmienili: tego nie zaprzeczycie. A kierunek zmiany tej jest taki sam jak mojej, chociaż jakościowo to różne zmiany są. Czy to nie prawda, co mówił były prokurator, żeśmy tacy, bośmy po tamtej stronie, i że jak na tę przejdziemy, to się staniemy jak oni. A siły tajne i ludzie tajni są, tylko jakościowo od jawnych się nie różnią — taka je różnica czasów — hej!

SAJETAN

To pozory są ino zewnętrzne, na tle gwałtowności przemian społeczności naszej.

II CZELADNIK

spokojnie

Czy nie moglibyście wyzbyć się tego sobaczego z chłopska staropolsko-proroczego napuszonego sposobu gadania, a nade wszystko ilości samych słów?

SAJETAN

spokojnie, twardo

Nie. I jako Lenin, jako sługa klasy, różnił się mimo całej morowości indywidualnej od Aleksandra Wielkiego, który osobowym fantastą potęgi był, tako ja się różnię od tego psa! wskazuje na śpiącego Scurvy’ego A zresztą nie czas gadać — robić trza — samo się nie zrobi, psia ją mać tę rzeczywistość po trzykroć — e!! Skończyły się rozkoszne czasy idej — co to, wicie, można było majonezy żreć, a bolszewikiem ideowym być, aby się w nędzy ostatniej tymiż ideami na glanc pocieszać, że to niby kimś się, w ekskrementaliach gnijąc, mimo wszystko jest. Nowej idei nie wymyśli już nikt — nowa forma społecznego bytu sama się wytłamsi, wyiskrzy, wyflancuje z dialektycznej zgagi wszystkich bebechów tego kotła ludzkości, na którym, na samym doparniku, przy samej klapie bezpieczeństwa, siedzimy my — dawne sflądrysyny dudławe, a teraz twórcy ino że nie radośni, psia ich suka zaskomrana.

CZELADNICY

razem

Nas tak znudziły te przekleństwa, że chyba zaczniemy wyć. Kuler lokal79, psiakrew. Mówimy razem intuicyjnie jak jeden mąż — możemy tak mówić wciąż.

SAJETAN

Dajcie spokój, na Boże miłosierdzie. Dosyć tego, dosyć...

SCURVY

przez sen przeciągając się, po paru pomrukach

Szewcem byłbym z rozkoszą do końca dni moich. O, jakże złudne są te wyższe tak zwane wymagania od siebie: prowadzą na wyżyny, z których się potem na zbity łeb wali w samo dno upadku. Ach — a potem wypłynąć na wielkie, niebotyczne chyby, na wielkie hupcium-ciupcium — ein Hauch von anderer Seite — powiew z tamtej strony. Metafizyka, którą pogardzałem dotąd, wali teraz na mnie ze wszystkich zakamarków bytu. Au commencement Bythos était80 — otchłań chaosu! Cóż za cudną i niedoścignioną rzeczą jest chaos! Nie poznamy go nigdy jako takim, mimo że świat jest chaosem, naprawdę w istocie swej jest. Chaos! Chaos! A na naszych nędznych odcinkach uspołecznionych bydląt zawsze się jakiś porządeczek statystyczny zrobi. Ach — co za szkoda, że nie rozwijałem mego umysłu przez odpowiednią lekturę filozoficzną — teraz za późno — pojęciowo temu rady nie dam.

Szewcy nasłuchują. Podczas wywodów Scurvy’ego I Czeladnik podchodzi doń wziąwszy z ziemi ogromną siekierę, co mu ausgerechnet pod jego nogami cała złota leżała.

II CZELADNIK

Gdzie pełzniesz, ścierwo zatracone, chrówno sobacze?

I CZELADNIK

Zakatrupić go we śnie. Niech się nie męczy. Za piękne se, jucha, sny wyhodował. Ausgerechnet81 mi tu leżała siekiera — cała złota — hehehe...

Itd. i dalej, śmieje się za długo, wywodząc trele śmiechowe aż do zdechu niemal.

SAJETAN

grozi mu ogromnym mauzerem, który wydobył ze szlafroka

Za długo się śmiejesz wywodząc te twoje trele aż do zdechu. Ani kroku dalej! I Czeladnik zawraca. On tu musi się zawyć na śmierć z pożądania w naszych oczach zachwyconych mścicieli żądzy.

Od strony miasta trochę z prawej strony wchodzi Księżna, ubrana w strój spacerowy, żakietowy.

KSIĘŻNA

Załatwiłam sprawuneczki. Wszystkie intymne rzeczułki mam tu w woreczku, ze szminką i innymi rupiećkami. Taka jestem kobieca, że aż wstyd, aż śmierdzi po prostu z lekka czymś takim, wicie, bardzo nieprzyzwoitym a powabnym. A — nie ma nic ochydniejszego, przez ch, jak kobieta, jak mówił słusznie pewien kompozytor, i w tej ochydzie najbardziej milutkiego, wali z całej siły rajtpajczą Scurvy’ego, który z dzikim kwikiem zrywa się na równe cztery nogi, potem najeża się i warczy Wstać mi tu w tej chwili do tego całego burdygielu, skorkowaciały, spurwiały mózgu. Będę jadła móżdżek pański posypany bułeczką najwyrafinowańszej męki. A tu masz proszek, który ci da nieskończoną wytrzymałość erotyczną, abyś nigdy zadowolenia nie doznał.

Rzuca mu proszek, który on zjada zaraz, po czym zapala papierosa i pali odtąd ciągle prawą łapą. Nie wstaje już ani razu na dwie łapy.

SCURVY

Do Babilonu z tą szatanicą! — z tym wcieleniem Supra–Bafometa, z tą cycastą Cyrce, z tą paraberą rejentalną, z tą...

Połyka drugi proszek, który daje mu Księżna. Ona „kuca”, jak to mówią, przy nim, a on kładzie jej głowę na kolanach, wywijając przy tym zadem.

KSIĘŻNA

śpiewa

Słodko, ach, o mnie śnij, pieseczku

Nie wstaniesz już na łapki dwie!

Tak cię zamęczę słodko po troszeczku,

Taki się zrobisz, że aż bardzo „fe”.

I nigdy nie będziesz mnie miał,

A mózg twój to będzie wprost jak czyjś kał —

Nawet nie twój własny —

W tym będzie urok straszny!

Gładzi Scurvy’ego. Scurvy zasypia mrucząc.

SCURVY

Przeklęte babsko — jakież cudowne życie było przede mną, nim ją poznałem. Trzeba było usłuchać rad tych przeklętych homoseksualistycznych snobokretynów i wyzwolić się od kobiecości — „bo krew i żmija kobiecości głodna tuczą błękitnych oprawców zachwyty”. Och, och — jak przezwyciężyć ten przeklęty, potworny, nieugaszony żal! Ja się wprost chyba na śmierć zapożądam czy co?

KSIĘŻNA

gładząc go

Otóż to, otóż to. spoglądając na obecnych To mówię właśnie tak gładząc go, tak jak trzeba, gdy się chce komuś przychylić nieba, do Scurvy’ego O to chodzi, pieseczku mój, kundelku złoty — bez tego nie mam już na nich ochoty.

Scurvy zasypia.

SAJETAN

Czyż już ten przeklęty brak idei będzie trwać do końca istnienia? To straszne, ta pustka i ta masa nieprzebrana pracy realnej przed nami, pracy nie prześwietlonej żadnym, nawet najmniejszym, pojęciowym złudzeniem! Wicie, co wam powiem? — to jest wprost straszliwe: lepiej było szewcem śmierdzącym być i idejki mieć, i sobie słodko w tym smrodku o ich spełnieniu myśleć, niż teraz w tych jedwabiach u szczytu lokajskiej władzy — bo lokajska ona jest, sturba jej suka. tupie nogami — dalej prawie z płaczem mówi Zakasać łapy po szyję i pracować czystotwórczo społecznie. To nudne jak cholera! A życia już użyć nie mogę — nie odśmierdzę ja już tych zaśmierdziałych lat moich. Przed wami jeszcze cały świat! Wy po pracy możecie jeszcze żyć — a ja co? Zachlam się chyba czy zakokainizuję, czy co u czorta zatraconego? Nawet kląć mi się nie chce. Ja nikogo nawet nie nienawidzę — ja nienawidzę tylko siebie — o zgrozo, zgrozo; na jakież urwiska i wiszary duszy przywlekła mnie ta ambicja podła bycia kimś na tej ziemiczce świętej, kulistej a niepojętej!

KSIĘŻNA

Tragedia dosytu dostałych dostawców szczęścia dla ludzkości! Świat, mój Sajetańciu, jest stekiem bezsensu walczących potworów. Gdyby się wszystko nie pożerało, bakcyle jakieś tam pokryłyby w trzy dni ziemię na sześćdziesiąt kilometrów grubą warstwą.

SAJETAN

A ta znowu to samo, nikiej papagaj82 jaki sztucznie wyuczony. Już my to znamy. Tu, moja pani, ni ma czasu na wykładziki jakieś popularne — tu jest prawdziwa tragedia. O, kiedyż, kiedyż zapomni indywiduum o sobie w doskonałej maszynie społeczności? O, kiedyż cierpieć wreszcie przez swą samoosobowość, wiecznie w nicość jak zadek jaki transcendentalny wypiętą i wypuczoną, przestanie — zostają jedynie narkotyki, jej Bohu!

I CZELADNIK

Słuchałem dotąd cierpliwie was, nędzny człowieku, przez wzgląd na wasz wiek — ale nie mogę już.

II CZELADNIK

I ja też nie mogę, do chapudry girlastej!

I CZELADNIK

Dość! do Sajetana Wyście, majstrze, mimo zasług, pryk starej daty — nic wam do naszego młodego życia. My nie nawóz jako wy — my sama jądrowatość przyszłości. Mówię źle, bo natchnienia nijakiego ni mom — niech se samo gada we mnie, jako chce. Otóż com kcioł rzec: wy tylko nas zniechęcacie tą całą waszą, do kupy starej, niepotrzebną, zafirkaną analityką, której narzędzia jeszcze burżujskie lokajczyki, Kant83 i Leibniz, stworzyli. Wont z tym jednym z drugim na przechwistany dymulec — hej! hej!

SAJETAN

A cichajcie se, janiołowie niebiescy! A dyć to je dialektyka pirsej wody kublastej. A to jezdem zdumiony w najwyższym stopniu! Więc to ja mam iść precz, jak ten zużyty gwint, jako wytarty burżujski puffon, jako złamany czy wykruszony bideton jaki? Coo?

II CZELADNIK

stanowczo

Tak, macie. Zaplugawił się wam język tym burżujskim plugastwem na glanc. Już nawet gadać nie potraficie, jako trza. Kompromitujecie ino rewolucję.

SAJETAN

Ludzie na świecie! Co ja przeżyć muszę!!

I CZELADNIK

Cichajcie! — Już ja wiem tera, jaka mi to intuicja tę złotą siekierę ausgerechnet tu rzuciła. Zakatrupimy was jak ofiarnego byka. Wciornasci, mnie suka ścierwo mierzi! Bede walił, bede kopsał! Jędrek — trzymaj kaftan!!

Zrzuca piżamową kurtkę.

KSIĘŻNA

bardzo, wyjątkowo arystokratyczna

Ależ brawo, Józek! To mi idea dopiero jak psu igła kocia z wielbłądziego worka. Nie wiedziałam, że się aż tak ubawię. Tylko długo konajcie, Sajetanie — ja to tak lubię, wicie, moiściewy. Ja wam pokażę, jak trzeba bić, aby rana była śmiertelna, a konanie nieco przydługie — hehe.

II CZELADNIK

Nie podniecaj mnie, babo, gadaniem takich rzeczy do czarnego szału, bo...

KSIĘŻNA

łagodnie

No, cicho, Jędrek, cicho.

I CZELADNIK

No, majster, gotujwa się na śmierć czy jak tam, czy tu — zabyłek se po szewsku gadać. Równo stać!!

Mówi to jak komendę wojskową.

SAJETAN

Ależ, Jędrzeju drogi, kochany czeladniku pierwszy, przecież to nonsens nad nonsensami będzie i plama na nieskalanym ciele naszego przewrotu, prawie że niepokalanie poczętego. Ja już bez żadnych pretensji będę żywą mumią, takim dobrym wujciem, nawet nie ojcem rewolucji. Nie będę gadał nic — będę siedział se w szafie jako zabalsamowany symbol. Będę milczał jak mysz do kwadratu pod czterema miotłami — staram się tu was udobruchać dowcipem — ale coś mi się widzi, że to udobruchanie nie idzie mi dobrze, choć Boy przecie całe społeczeństwo względem siebie tyle ciężkich lat tą metodą dobruchał i do swego się wreszcie, sturba jego suka, dodobruchał. Przysięgam na wszystko, co święte, że stulę pysk jak różę wielolistną i wonną — tylko nie bijcie, na dobrosierdzie Boże!

II CZELADNIK

A co dla cię święte, dziadu, jeśliś ty, przez długi ozór twój, nam złudzenia najistotniejsze — nie złudzenia, co mówię? — bodaj mi ten ozór usechł! — jądra naszego światopoglądu twą mroczną dialektyką starczej pustki, dokonanego na marginesach istnienia żywota, wyekstyrpować łacnoś chciał? Co?

SAJETAN

Zżymam się na samą myśl...

I CZELADNIK

Zżymaj się se do woli nikiej wyżymaczka jaka, nic ci to nie pomoże. Mów se burżujskie modlitwy. Nie mogłeś dalej wodzem żywym być, boś się wyprztykał przedwcześnie przez te przeklęte papirusy i gadanie bez nijakiego pomiaru, to będziesz świętą mumią, ale martwą, kocie! Wtedy my te resztki twej siły zeskamotujemy i stworzymy mit o tobie: a nie damy ci się rozłożyć za życia na oczach tłumu w takie chówno sobacze — to pochodzi od „chować się” — twoja siła musi być w porę zamagazynowana, ale na trupie, kochanie, żebyś się nie zdążył skompromitować — i nas też. Skoroś do końca nie umiał żyć jako inne wielgie — i wielgaśne starce historii świata, to porządek z tobą zrobiony być musi. Dawaj łeb, majster, i nie traćwa czasu na gadanie.

SAJETAN

Skąd on wie to wszystko, ten smarkul zamirwiony? Ja już naprawdę nie będę mówił niepotrzebnych rzeczy. Chciałem się wam pozwierzać znad samego brzyżka grobu, jak ludziom, a oni zaraz siekierą by przez łeb człowieka zdzielić gotowi.

Ktoś od tyłu, niewidzialny, zawiesza kotarę, jak w akcie I.

KSIĘŻNA

lubieżnie, ucieszona

O, tu: w epistropheus84 — potem będzie Sajetancio jeszcze dużo, dużo gadał — a ja to tak lubię — to lepsze niż yohimbina85! Dzielcie go!

II CZELADNIK

I zdzielim — jak nam dziwki miłe. Nie jest to najsympatyczniejsze zaklęcie świata, ale co robić.

Nagle z lewej strony słychać granie na harmonii i zaczyna się coś tłoczyć spod kotary.

I CZELADNIK

Kiz dziadzi? Nikt tu już nie miał przyjść wieczorem! Dziwki z „Euforionu” na tańce i rozpustę zamówione były na trzecią w nocy, po fajerancie.

Tłoczą się chłopi, stary Kmieć i młody Kmiotek, pchając przed sobą olbrzymiego chochoła — za nimi Dziwka wiejska z dużą tacą. Stroje krakowskie.

SCURVY

przez sen

I nigdy nie zagrać już w brydżyka — nie móc nigdy mówić z tym poczuciem urojonej ważności: trzy kier lub kontra, nie pójść na kawusię do „Italii” i nie popatrzeć nawet na dziewczątka słodkie i na nią też, nie poczytać już nigdy „Kurierka” do łóżeczka i nigdy, nigdy nie zasnąć! To straszne — ja tego nerwowo wprost nie wytrzymam! — tego nikt nie chce pojąć!

Nikt go nie słucha, wszyscy wpatrzeni w grupę na lewo.

KMIEĆ

śpiewa

Z głupim człowiekiem nie warto gadać.

Więc stulcie pyski i proszę siadać!

KMIOTEK

podśpiewuje do niego, ukazując go obecnym palcem wskazującym

A gdyby przypadkiem zechciał odpowiadać.

To dać mu w mordę i wprost nie dać gadać.

I CZELADNIK

z zaciśniętymi zębami

Obyście w złą godzinę tego nie wypowiedzieli, wiejskie chamy, krnąbrne i konserwatywne, czyli tak zwani kmiotkowie narodowi. W zęby wam się zachciało? Cooo?

KMIOTEK

„buńczucznie”

Mimo to, w przeświadczeniu głębokim o wielkiej misji naszej po upadku szlachetczyzny i wylęgłej na niej potworkowatej, nowotworowej arystokracji naszej — że niby się arystokratycznie w kratkę odziewali i z angielska nosili...

KSIĘŻNA

Co za przestarzałe dowcipy à la Boy i Słonimski86! Taż to już cuchnie, panowie, jak rybka w bufecie trzeciej klasy w Kocmyrzowie. Do rzeczy, kmiecie niemrawe, a pyszne i buńczuczne!

KMIEĆ

Obyś, jasna pani, nie pożałowała markotnie słów tych butnych a junackich nie w porę.

KSIĘŻNA

Stul pysk, chamie, bo się wyrzygam z niesmaku. Lechoń87 byłby niezadowolony, że tak mówię, bo on zna tylko księżne z fajfów w Em-es-zecie! A ja jestem taka i będę, chełbia wasza wlań świecąca.

SAJETAN

władczo

Dość kłótni! Dzięki wam, kmiecie w pseudoszlachcickich ambicyjach znieprawione, odzyskałem utraconą pozycję i zawrę z wami pakt nieomal iście książęcy. Swobód pańszczyźnianych negować wam nie myślę. Musicie stworzyć dobrowolny zbiorogosp, z akcentem oczywiście na ostatnią sylabę...

KMIEĆ

rozstawiając ręce

Nie rozumiemy cię, panie. My tu przyszli z dobrą wolą, jak równy z równym gadać; bo chłop na zagrodzie zawsze w modzie, mocium panie tego, a każda morda dobra jest do korda88, a z dobrego pługa nie zrobisz, asińdziej89, kańczuga90.

I CZELADNIK

Zacofane plemię — jakbym jakieś echa ślachcickie, sienkiewiczowskie jeszcze słyszał. Oni się dopiero uślachcają — taż to skandal — przekładaniec ewolucyjny anachronicznych warstw pirszej klasy.

KMIOTEK

Będę się streszczał: my tu przyszli z chochołem samego pana Wyspiańskiego, z którego idei nawet faszyści chcieli zrobić podstawę metafizyczno-narodową ich radosnej wiedzy o użyciu życia i użyciu państwa dla celów samoobrony międzynarodowej koncentracji kapitału, a także...

SAJETAN

Milcz, chamie, bo dam w pysk!

KMIOTEK

Nie dałeś mi pan skończyć i wyszedł krwawy nonsens à la Witkacy. Ja znam waszą krytykę... e, co tam! Śpiewajmy lepiej — przez muzykę pojmą nas — no:

Przyszli my tu z tym chochołem

I z tym sercem naszem gołem.

DZIWKA

wysuwa się na pierwszy plan z tacą, na której dyszy wolno wielkie jak u tura serce — mechanizm zegarowy

Mówić chcemy po wyspiańsku,

A nie nowocześnie drańsku.

Z nami jest ta „dziwka bosa”

Ino teraz się obuła dla przyzwoitości, bo jakże tak między ludzi boso — wicie — haj!

śpiewa dalej

Co świat cały zbawić miała.

Ja kosynier — moja kosa

To jest siła moja cała.

I CZELADNIK

Przebrzmiałe symbole! Dziwek bosych mam, ile chcę, ale to są najładniejsze tancerki kraju i z ich nogami mogę robić, co mi się żywnie podoba.

KSIĘŻNA

zrywa się gwałtownie i zrzuca pantofelki i pończochy; wszyscy patrzą i czekają

Ja mam najpiękniejsze nogi na świecie!!

SCURVY

budząc się — wyrżnął łbem w podłogę

O, nie mów tak! O czemuż, czemuż zasnąłem, nieszczęsny! Obudzenie się każe mi całą mękę przeżywać od nowa! Wyrażam się górnolotnie, bo nic już do stracenia nie mam — nie boję się nawet śmieszności.

SAJETAN

Cicho tam, szumowiny! — tu są ważniejsze rzeczy niż wasze nogi i zwierzenia, do kmiotków Więc co dalej?

KMIOTEK

Śpiwajma chórem

śpiewają chórem

O lo Boga, lo świentego,

Coby nic nie było złego,

O lo Boga, lo świentego,

Coby nic nie wyszło z tego.

do Dziwki

Śpiewaj à tue-tête91, dziwko bosa, tymczasowo tylko obuta.

DZIWKA

głosem skrzeczącym à tue-tête

O lo Boga, lo świentego, Coby nic nie było z tego.

KMIEĆ STARY

O na ten tryjant Boży

Niech nam kto we łby włoży

Mądrość, jaką się da,

I dalej w nas ją pcha!

Cha, cha!

SAJETAN

strasznym głosem

Gnizdy jedne, wont!!

Tak to załatwiliśmy kwestię chłopską — haj!

I CZELADNIK

krzyczy

Na środek sceny, na środek! Do dzieła! Publika nie lubi takich intermezzów, zagwazdrany jej wszawy gust.

II CZELADNIK

Wal go! Pier go! Niech stare ścierwo wie, po co żył! Męczennik, pludra jego cioć!!

SAJETAN

Więc to tak rozżarliście się na tych kmiotkach? Więc jak to, gnizdy jedne, więc ani na jotę czy aragońską „chotę” — a pisze się po burżujsku przez j, a wymawia jak ch — co ja plotę, nieszczęsny, na krawędzi najgorszego — więc ani na tę jotę zaklajstrowaną nie zmieniliście waszych nikczemnych zamiar... Uuuuuuuu!!!

Dostaje w łeb siekierą od I Czeladnika i wali się z wyciem na ziemię... Czeladnicy i Księżna układają go na worze baranim (jak w Izbie Lordów), co leżał od początku na pierwszym planie, czort wie po co. Czynią to, aby Sajetan mógł swobodnie się przed śmiercią wygadać. Przed nim na stoliczku (który też tam stał) leży dychające serce na tacy.

KSIĘŻNA

Tu, tu go ułóżcie, mówię wam, aby gadać mógł swobodnie i mógł się godnie wypróżniająco przed śmiercią wygadać.

Wpada Fierdusieńko.

FIERDUSIEŃKO

z walizą w ręku

Idzie tu, jak pochód nieszczęścia po prostu, jakiś straszny nadrewolucjonista, jakiś hiperrobociarz wprost — to pewnie jeden z tych, co naprawdę rządzą — bo te kukły wskazuje na szewców to komedia ino. Ma bombę jak sagan i handgranatów92 całą kupę i grozi tym wszystkim każdemu, a swoje życie ma tam, gdzie w ogóle nie trzeba mówić, i tego — co to ja chciałem powiedzieć...

KSIĘŻNA

Bez głupich witzów! A kostiumy Fierdusieńko ma? To najważniejsze...

FIERDUSIEŃKO

A jakże — tylko nie wiem, czy za chwilę nie wylecimy wszyscy w powietrze. Straszliwe kroki za sceną — facet ma ołowiane podeszwy. Ten robociarz to wyższa marka niż ta dziewka Wyspiańskiego — to żywy, zmechanizowany trup! Nadczłowiek Nietzschego93 nie narodził się wśród junkrów pruskich, tylko wśród proletariatu, który niektórzy uczeni całkiem niesłusznie uważają za kloakę ludzkości.

II CZELADNIK

do Fierdusieńki

A ty czego ciągle po lokajsku ubrany chodzisz? Nie wiesz, że teraz je swoboda? Co?

FIERDUSIEŃKO

Ee! — Lokaj lokajem zawsze pozostanie, w takim czy innym reżimie! Wsio rawno94! Zaraz lecimy w powietrze!

SCURVY

Wy możecie uciec — wyście ludzie wolni. A ja? — pół pies, a pół nie wiem wprost — co! Ja oszaleję chyba niedługo — tego się uniknąć nie da.

I CZELADNIK

Nie zdążysz, cholero. Bo my ci urządzimy taką śtukę, że zdechniesz z nienasycenia jeszcze na dwa stopnie w morskiej skali Beauforta przed ostatnim cyklonem obłędziku, który byłby rozkoszą wobec tego, co ciebie czeka.

SCURVY

skomli, a potem wyje

To są głupie frazesy, a jednak. Mmmm uuu! — Auauuuuuu! Jak boli całe niespełnione życie. Chciałem umrzeć z wycieńczenia jako piękny, wzniosły aż do paznokci u nóg starzec. O życie, teraz wiem, żeś jedno! Puchnie mi wszystko na grubość ręki od tej ohydnej udręki. Teraz dopiero rozumiem tych nieszczęśników, com ich skazywał na śmierć i więzienie — to banalne, ale tak jest.

STRASZNY HIPER-ROBOCIARZ

wchodząc; bomba w ręku

Ja należę do NICH. szalony nacisk na „nich” Jestem Oleander Puzyrkiewicz, któregoś pan skazał na dożywót, panie Scurvy. Alem gracko zniknął. Ja wiem, że to wstrętnie powiedziane, ale języka już nie odwrócę. Pamiętasz, coś zrobił ze mną, sadysto? Mam zgruchotane, zmiażdżone wszystko — rozumiesz? Dosłownie wszystko: wszystkie geny i gamety. Ale duch mój, który jedność z moim ciałem stanowi, jest z byczego surowca, maczanego w płynnej, parskającej stali szmirglowanej. Tu mam bombę, która jest najwybuchliwsza ze wszystkich hoch-explosiv bomb na świecie, i krótką mam decyzję jak piorun. Masz za te bombasy moje ukochane niedoszłe, które zginęły przez ciebie, Kafirze95! Ja chciałem mieć dzieci! Mówię niesmacznie — trudno. Ciska bombę na ziemię. Wszyscy rzucają się na ziemię wyjąc — wszyscy prócz Sajetana. Scurvy zanosi się od pisku dzikiego strachu. Bomba nie wybuchła. Hiper-Robociarz podnosi ją z ziemi i mówi Kretyńskie plemię — to jest, wicie, ino taki termos do herbaty. nalewa z bomby do pokrywki i pije Ale w wojenny czas na bombę łatwo da się zmienić. To taki, wicie, symboliczny kawał w dawnym stylu — nudny jak cholera — aż gnaty z nudy trzeszczą. Cha, cha, cha! To dobrze, żeście się tak napietrali, bo my tych całkiem nieustraszonych ryzykantów na pseudonaczelnych stanowiskach nie potrzebujemy, a co ważniejsze: nie lubimy. Mówię to czort wie po co, z naciskiem. Może mnie nie ma wcale?

Cisza.

SAJETAN

nie odwracając się w tył mówi do publiki

Tera bede gadał. Dobrze, żeście mnie zakatrupili, niczego się już nie boję i powiem prawdę: jedna jest dobra rzecz na świecie, to indywidualne istnienie w dostatecznych warunkach materialnych. Tamci leżą aż do odwołania. Zjeść, poczytać, pogwajdlić, pokierdasić i pójść spać. Poza tym nie ma nic — to jest, psia ich ścierwa, pyknicka filozofia. Bo co są te tak zwane wielkie idee społeczne? Oto to, co i w tej chwili powiedziałem, tylko nie dla mnie, a dla wszystkich. Bo o tym czasie, co go można będzie na popularne czytanki poświęcić, to ja mówić nie będę. W robieniu czegoś dla kogoś, w wyrzeczeniu się siebie dla drugich nawet mały człowiek może stać się wielkim, gdy inaczej już nie może. To jest ta wielkość „dla wszystkich” mówię to w cudzysłowie, bo wielkość istotna to ino je w indywidualnym napięciu i w stopniu zginania tym napięciem rzeczywistości: myślą czy wolą uzbrojoną w pięść to wszystko jedno. I tak to w powszechności małość w wielkość przez wspólnotę się zamienia. — Do cholery w ogóle z takim rozumowaniem... Hiper-Robociarz podchodzi do niego i wali mu z dużego colta w ucho. Sajetan mówi dalej, jakby nic. Wszyscy podnoszą się, tylko jeden Fierdusieńko leży dalej. I to wszystko niezależnie od tego, czy indywiduum jest osobowym fantastą i maniakiem swojej „n” potęgi, czy sługą i wyrazicielem klasy jakiejś — wszystko jedno jakiej...

HIPER-ROBOCIARZ

do Sajetana

„Zmieniłeś pan front, Mister Silver” — jak rzekł do tegoż Tom Morgan.

KSIĘŻNA

bardzo arystokratycznie

Wstań, Fierdusieńko — to są symbole tylko — to tylko i jedynie planimetria zbaraniałych mózgów; to tylko entymemat96 zabójczy, którego jedną premisę97, tj. ludzkość całą, już diabli wzięli. To tylko... Fierdusieńko wstaje i wydobywa z walizy wspaniały kostium „rajskiego ptaka”, w który zaczyna ubierać Księżnę: zdejmuje jej żakiet, przerywając w ten sposób dalsze jej wywnętrzania, a potem wkłada tamte rzeczy. Tylko nogi pozostają gołe — nad nimi krótka spódniczka zielona, powyżej kolan się kończąca. Księżna milknie powoli od tego ubierania, bełkocąc jeszcze chwilkę coś nieartykułowanego brhmłbomxykatcznaho...

HIPER-ROBOCIARZ

Teraz się zacznie ta nieprzyjemna komedia, jak na dzisiejsze czasy konieczna, której nie wypada mi w niewinności mej życiowej oglądać. Siedziałem czternaście lat w celkowym więzieniu, studiując ekonomię. do Czeladników Wy dwaj macie osobiste, przypadkowe, drańskie szczęście czy nieszczęście być reprezentatywnymi typami średniego chałupnictwa i jako tacy będziecie władzą reprezentatywną, dekoracyjną. Urwało się akurat dla was: będziecie z przedstawicielami obcych państw tymczasowo-faszystowskich — ostatnia maska konającego kapitału w najzatęchlejszych zakamarkach tej ziemi — otóż będziecie z nimi jeść langusty i inne firdymułki — potem kule w łby — śmierć bez tortur to i tak wiele. I dziwek, ile chcecie — o wasze mózgi mi nie chodzi.

Gwiżdże na rękach.

Wchodzi Gnębon Puczymorda — potworna foka z wąsami „ślachcickimi”, jak wiechcie. Ubrany w polski strój ze złotej lamy. Kołpak z piórem, karabela — to każdego onieśmiela — a buciska te czerwone, oczy straszne, wywalone.

PUCZYMORDA

mówi poprzednie objaśnienie

Kołpak z piórem, karabela —

To każdego onieśmiela.

A buciska te czerwone,

Oczy straszne, wywalone.

Takim jest i takim bede,

Czym jest dziwkarz, czy też pede.

Socjalista czy faszysta.

Jam w tym serze jako glista.

HIPER-ROBOCIARZ

To zaraza czysta z tym Wyspiańskim. Siadaj tu, stary durniu, obok tego trupa. Wielkiego Świętego ostatniej rewolucji świata, który dał nam drogę do Najwyższego Prawa przez opanowanie klas średnich proletariatu. On, ten stary, biedny idiota musi być żywym, to jest: martwym symbolem zastępującym nam waszych świętych i wszystkie mity wasze, pseudochrześcijańscy faszyści, coście ponad miarę uwstrętnili komedię waszych pseudowiar.

PUCZYMORDA

Tak — prawdy nie ma — tego dowiódł Chwistek.

HIPER-ROBOCIARZ

Milcz, durniu krnąbrny. Materializm biologiczny, jako szczyt dialektycznego poglądu na świat, nie znosi mitów i tajemnic drugiego i trzeciego stopnia. Tajemnica jest jedna: żywego stworzenia i tego, jak inne stworzenia niesamodzielne je składają — ale tylko w nieskończoności ciemnej, złej, bezbożnej.

PUCZYMORDA

Czy nie można choć chwilę obejść się bez tych wykładów?

HIPER-ROBOCIARZ

zimno

Nie. Tu, na ziemskim skrawku, wszystko jest jasne jak byk farnezyjski i będzie takim do końca świata. wychodzi, ale właściwie nie wychodzi: odwraca się i mówi jeszcze Gnębon przeszedł na naszą wiarę z przekonania — trzeba jakoś zużytkować to stare guano. Nic nie może być zmarnowane, jak u wstrętnie tak zwanej „skrzętnej gosposi” — brrrr. To nowość naszej rewolucji. Gnębon jest koniecznym momentem dekoracyjnym w tym persyflażu98 rządów ziemskich.

SAJETAN

Ten moment to nadzieja różnych draniów, że jednak przeżyją umszturc. A ja co? Ja mam zginąć, a te dranie mogą żyć?

HIPER-ROBOCIARZ

To pech biletu, któryście wyciągnęli, Sajetanie. Raz trzeba to sobie uświadomić, że żadnej sprawiedliwości nie ma i być nie może — dobrze, że jest statystyka i z tego trzeba się cieszyć.

Wali do niego znowu z colta. Gnębon siada na worze obok Sajetana, wpatrzony tępo krwawymi gałami w publikę. To musi być maska — tego żywy człowiek dać nie może. Fierdusieńko, który przez ten czas skończył ubierać Księżnę, zrzuca mu kołpak i delię i ubiera go tak siedzącego w łachmany i kaszkiet. Łachmany pokryte są białymi punktami.

PUCZYMORDA

A co to to białe?

FIERDUSIEŃKO

Wszy.

SCURVY

zanosząc się wprosi od wycia

Zanoszę się wprost od wycia za utraconym życiem i szczęściem. Może byś ty, Oleandrze, uczynił coś raz dla mnie? Zemsta szlachetnego marzyciela! — czy ci nie odpowiada ta rola? Spuść mnie z łańcucha! Daj mi pracować uczciwie i poczciwie na jakimś marginesie brudnym byle zaśmierdziałego ochłapu życia. Będę szewcem w ostatniej nędzy — zastąpię tych dwóch upiżamionych łotrów w równowadze społecznej. wskazuje łapą Czeladników Tylko nie to, tylko nie to, co oni mi tu szykują, te urwipołcie: zawyć się z żalu i pożądania! Au! Au! Auuuu!

Wyje i łka.

HIPER-ROBOCIARZ

Nie, Scurvy — co oznacza szkorbut — twoje nazwisko jest symboliczne. Byłeś szkorbutem chorej na przemianę ducha — w analogii do przemiany materii — ludzkości: ty zginiesz właśnie tak. do Czeladników No, rządźcie ta, rządźcie — my idziemy pracować nad technicznym aparatem, nad aparaturą i strukturą dynamizmu i równowagi sił tego rządzenia. Good bye99!

PUCZYMORDA

ponuro

Do widzenia. Nudne to jak scena zazdrości, jak lekcje na jakimś przedszkoleniu, jak wymówki starej ciotki — albo syntezując to porównanie: jak przedszkolenie starej ciotki połączone z wymówkami, a dotyczące robienia przez nią scen zazdrości o drugą ciotkę.

Pojawia się znowu tablica z napisem „NUDA”.

HIPER-ROBOCIARZ

wolno

Wybambronione!

Wychodzi, dziko stukając ołowianymi podeszwy.

I CZELADNIK

z ironią

Wybambronione! — Słyszane rzeczy?! Hej!!! Gotować mi się do orgii nocnej. To wszystko blaga, co on tu gadał. Nieskończona drabina tajnych rządów, superpozowanych jednych nad drugimi, nie istnieje! do Księżnej Ubieraj się, kreczkawa bamflondrygo!

II CZELADNIK

Blaga nie blaga, a jednak zabić byście go nie mogli. To nie wiadomo jeszcze, jak to jest z tymi tajnymi rządami. Może są i w naszej strukturze społecz...

I CZELADNIK

Dobrze jest, jak jest! Nie myśleć nic, bo śmierć z przerażenia nad samym sobą czai się zza każdego węgła. Fikcja nie fikcja, a przeżyjemy to życie reprezentatywne inaczej jak oni — czy są, czy ich nie ma wcale. A nudy nie będzie, bo idee, na tle braku zainteresowań filozoficznych u ogółu, wymarły do cna. Hej! Ino smutno jakoś, psia-ścierwa! Trza się uchlać. A jak przyjdą dziwki z burżujskiej tancbudy i efeby100 z Przedmieścia Nieposłusznych Pauprów101, i ten straszny drań, co mieszka na ulicy Szymanowskiego pod siedemnastym, to się zabawimy — zabawimy i zapomnimy o tym życiu strasznym w bezsensie ostatecznym, najgorszym, bo do cna uświadomionym. O, Boże, Boże. pada na ziemię i łka Łkam oto jak najęty, a czemu, nawet nie wiem sam. Taki burżujski weltszmerc102, ciućka jego tango tańcowała. Chrać mi się chce na wszystko.

Księżna też chlipie. Scurvy wyje przeciągle i żałośnie.

SAJETAN

nagle się podnosząc, aż Puczymorda popatrzał na niego ze zdziwieniem

A co? Takem wstał, że nawet wy, była Puczymordo, popatrzyliście na mnie z pewnym zdziwieniem. Ale mam cel. Oto, nie obślińcie mi waszymi sobaczymi łzami, jak pisał Wyspiański, mojej ostatniej chwili na tej ziemi. Uwierzyłem w metempsychozę103 — właśnie metem, a nie tam. Uwierzyłem w wielki TAM-TAM i nic mnie śmierć nie kosztuje, bo i tak tu bym już żyć nie mógł.

I CZELADNIK

Przeklęty starzec! Niczym go dobić nie można. Plugawi się toto w gadaniu jak młody pies w ekskrementach. Une sorte de Raspiutę104 czy co?

SAJETAN

Cichojcie, sucze sadła zjełczałe. Zupełny brak dowcipu i wszelkich pomysłów, psiakrew! Pojawia się tablica: „Nuda coraz gorsza”, na miejsce poprzedniej, która znika. A jednak świat jest nieprzebranym w swej piękności — mówcie, co chcecie. Ździebełko każde, każde gówienko najmniejsze, co życie daje roślinkom, każde splunięcie na tle grozy spiętrzonej wschodnich obłoków w letnie popołudnie, gdy królują z wolna w lewo i prawo, na wypuczonych w zastygłych kształtach wybuchach wściekłości materii martwej, że jako taka żywą być nie może.

PUCZYMORDA

Dość — wyrzygam się.

SAJETAN

Dobrze — ale mi ciężko. Każda trawka przecie...

PUCZYMORDA

Szlus, bo rżnę w pysk, jak mi Bóg miły. do tamtych Jestem kontrolerem dekoracyjnych widowisk propagandowych. Próba generalna ma się rozpocząć zaraz — tancerki przyjdą o trzeciej.

I CZELADNIK

Więc to tak? A, niedoczekanie nasze. Ale jak tak, to tak — trudno. Palcem w niebie dziury nie zatkasz. Pypciem purwy nie dobajcujesz do glątwy ostatecznej.

II CZELADNIK

O, jak mnie męczy on tym surrealistycznym klęciem bez dynamicznego napięcia.

I CZELADNIK

O, to, to — tak straszne jest, że pojęcia bladego przeświecającego nie macie. Jakaś groza, nuda, katzenjammer105 i ohydne przeczucia. Tak wszystko się jakoś popsuło. nuci „Jamszczyk nie goni łoszadiej, nam niekuda bolsze spieszyt’106”.

Pomagają obaj Fierdusieńce w dalszym wykańczaniu ubierania Księżnej, której kostium wygląda tak: bose stopy, nogi gołe do kolan. Krótka, zielona spódniczka, przez którą przeświecają czerwone majtki. Skrzydła zielone nietopezie. Dekolt po pępek. Na głowie stosowany kapelusz, ogromny, włożony en bataille107, z ogromną kitą i piórami: zielonymi i białymi. W miarę ubierania Scurvy wyje coraz głośniej i zaczyna się strasznie wprost szarpać na łańcuchu, po psiemu już zupełnie, ale nie przestając palić papierosów.

PUCZYMORDA

Nie rzucaj się tak, mój były ministrze, bo jak zerwiesz łańcuch, to cię zastrzelę, jak prawdziwego psa. Ja jestem na ich służbie — ja zupełnie się zmieniłem. Zrozum to, kochasiu, i uspokój się. Mocą transformacji wewnętrznej postanowiłem jeść pulardy, langusty, wermuje i papawerdy zakrapiane oblikatoryjnymi fąframi do końca życia. Jestem cynikiem, aż do brudu między palcami u nóg — przestałem się myć zupełnie i śmierdzę jak zgniła flądra. Chram na wszystko.

I CZELADNIK

A co to chrać?

PUCZYMORDA

Chrać to tyle, co zalać coś innym czymś bardzo śmierdzącym. A jako rzeczownik funguje jako śmierdząca flegma ludzi kompromisu — demokratów na przykład: ta chrać, tą chracią, tej chraci i tak dalej.

II CZELADNIK

Lepiej zróbmy tak: jak zrobi but w kwadrans, to go puścimy do niej — jak nie, to się zawyje na śmierć.

PUCZYMORDA

Dobra, Jędrek — walcie! To zaspokaja resztki mego zmarniałego już sadyzmu — sam nie mogę nic. płacze cicho i sromotnie Oto płaczę tu cicho i sromotnie, samotny, choć byłem taki dziki i obrotny... Nawet dobrego wiersza nie napiszę! Taki Tuwim108 nieboszczyk to się zawsze ostatecznie pocieszył: co by z nim nie było! A ja co? — sirota. Nawet nie wiem, kto jestem — politycznie oczywiście! Życiowo jestem starym błaznem pełnym fazdrygulstwa i gnypalstwa: równa się fastrygowania połączonego z bałagulstwem i gnuśnego gmerania albo gmyrania palcem w tym, czego traktowanie i obrabianie wymagałoby precyzyjnych instrumentów — takim będę do śmierci zachranej.

II CZELADNIK

który słuchał go uważnie

No to ja poszukam tu naszych dawnych instrumentów między rupieciami — tych resztek niby po naszym pierwszym, rewolucyjnym szewskim warsztacie — chłówno jego mać! A kiedy to było?! Jak było wtedy dobrze. W muzeum ma to być na wieczną rzeczy pamięć. szukając w rupieciach Aleście gaduła, Puczymordeczko — może jeszcze większa od naszego Sajetańczyka. My się będziemy tak nazywać: sajetańczycy albo mieduwalszczycy — od tego Mieduwała, co z Beatem Czarnym Piecytą walczył i na jego widok skomlił — co to? Czy mi się coś niesamowitego przyśniło? do Scurvy’ego, który skomli jak ostatni Skomli-Aga do warsztatu Masz tu, Skomli-Ago — masz wszystko — szyj!

Scurvy zabiera się gorączkowo do roboty, skomląc ze zdenerwowania i pośpiechu. Coraz gorzej skomli i coraz większy płciowy niepokój „maluje się” w jego ruchach, wszystko mu się nie udaje i leci mu po prostu z rąk w najwyższym (jego) podnieceniu erognoseologicznym.

SCURVY

Coraz większy niepokój płciowy maluje się w ruchach moich skociałego pseudoburżuja. Erognoseologicznie109 jestem prawie jak święty — turecki, dodaję dla przyzwoitości, bo jestem zaśmierdziały w tchórzostwie, stary tchórz. Muszę skomleć, bobym inaczej pękł jak dziecinny balonik. O, Boże! — ach, za co? ach — ech — czyż nie wszystko jedno za co, byle się raz dorwać i zdechnąć potem natychmiast. Tak mi chrómno jak nigdy jeszcze! Irina, Irina — ty już jesteś tylko symbolem całego życia, więcej: istnieniem w metafizycznym znaczeniu! — czego nigdy nie rozumiałem. Raz się tylko żyje i to zmarnowałem! To oni, skazani przeze mnie, czuli to wtedy, kiedy sznur... O, Boże! Skomlę jak pies na łańcuchu, gdy widzi, węszy — to najważniejsze — przelatujące koło siebie tak zwane słusznie psie wesele wolnych, szczęśliwych piesków, tak skomli faktycznie Suka na przedzie — psi panowie za nią, a tą jedyną! — suczusią czarną albo beżową — o Boże, Boże!

SAJETAN

Czyż nic się nie stanie na ostatek życia mego? Czyż umrę w tej komedii kankrowatej, patrząc na rozkład za żywa bonzorogów dawnych w miazdze słów rzygotliwych? Bo kankry jesteśmy wszyscy na ciele społeczności w jej przejściowej fazie od rozdrobnionej sproszkowanej wielości do prawdziwego społecznego continuum110, w którym zlewają się pojedyncze wrzody indywiduów w jedną wielką „plaque muqueuse111” absolutnej doskonałości wszechogólnego organizmu. Wrzody bolą i cierpią — to jest ich zawód poniekąd — niech tam! Plaka będzie już tylko rozkosznie swędzić, aż się zagoi. Nicość.

PUCZYMORDA

Jezusie Nazareński — ten rżnie swój wykład przedśmiertny bez żadnego miłosierdzia nad nami!

Księżna tańczy.

SAJETAN

A czyż myślicie, że i my nie powstaliśmy w ten sposób. Rzadka linia monadologów112, raczej monadystów — od hylozoistów113 greckich, przez Giordana Bruna114, poprzez Leibniza, Renouviera115, Wildona Carra116 — ci ostatni są jacyś nietędzy — trudno — a dalej przez Vilato i Kotarbińskiego117 w jego nowej transformacji reizmu na żywo, à la Diderot118, a wcale nie à la przeklęty demon materializmu baron von Holbach119, co wszystko do bilardowej teorii materii martwej chciał sprowadzić — prowadzi nas do prawdy absolutnej, w której i dialektyczny materializm, jako walka potworów, której wynikiem jest istnienie i tak dalej, i dalej...

Bełkot Sajetana trwa nieartykułowany dalej. Oznaki szalonego zniecierpliwienia wzrastają u wszystkich. Scurvy szaleje na łańcuchu. Odtąd wszystko, co się mówi, występuje na tle nieartykułowanego bełkotu Sajetana, który gada aż do odwołania. Gdzie ponad tym bełkotem słychać będzie oddzielnie jego zdanie, będzie to wyszczególnione.

SCURVY

skomląc

Ja nie mogę uszyć tych po trzykroć zawomitowanych astralnie buciorów. Wszystko leci mi z rąk przez to ohydne, erotyczne podniecenie. Ja nie mogę już i wiem, że nie zrobię, a z rozpaczą robię dalej, bo jednak umrzeć z tego nienasycenia byłoby ohydną gaskonadą120 losu — bragadocie jakieś — czort wie co! O — teraz wiem, co to są buty, czym jest kobieta, życie, nauka, sztuka i socjalny problem — wszystko wiem, ale za późno. Napawajcie się moją męką, wampiry!

Zaczyna wyć — już nie skomleć — po prostu wyje dziko i żałośnie, a Sajetan gada wciąż nieartykułowanie z gestykulacją bajeczną.

II CZELADNIK

ubierając Księżnę

Zupełna pustka — już mnie nic nie bawi.

I CZELADNIK

Ani mnie. Coś w nas trzasło i już nie wiadomo, po co żyć.

KSIĘŻNA

Macie to, czegoście chcieli, co my, arystokraci, czuliśmy zawsze. Jesteście po tamtej stronie — cieszcie się.

SAJETAN

słowa wyłaniają się z ciągłego bełkotu i giną w nim na powrót

...na szczytach zawsze tak, bracia moi, ponurzy bracia w pustce...

W głębi wyrasta nagle czerwony piedestał — może być katedra prokuratora z II aktu.

KSIĘŻNA

Na piedestał, na piedestał mnie co prędzej! Nie mogę żyć bez piedestału!

Trzymajcie mnie, trzymajcie mnie, ach na tym piedestale.

Bo się za chwilę cała z niego sama, ach, na pysk wywalę!

Oto staję w chwale najwyższej na przełęczy dwóch światów ginących!

SCURVY

Przebaczcie mi, towarzysze w męce, bo — nie blagujcie — męczycie się wszyscy — nie mówię tego na pociechę dla siebie, tylko to tak faktycznie jest — przebaczcie, że zawyłem tak, jak nieboskie stworzenie, hańbiąc tym rodzaj ludzki, ale doprawdy jużem nie mógł — no nie mógł jużem i szlus!

Ciska but po paru szalonych wysiłkach zginania i szycia grubego płata skóry — robi to na siedząco. Po czym zaczyna pełzać na czterech łapach w kierunku Księżnej, wyjąc coraz gorzej. Łańcuch go wstrzymuje i tu wycie Scurvy’ego staje się wprost strasznym.

PUCZYMORDA

Wytrzymać nie można w tym płaskim burdygielu — do siebie tak, jakby były wypukłe. Moje, faszystowskie, bo faszystowskie szpryngle były lepszej marki. I to mój były minister! Taż to, panie, jest szkandał — jak mówią w Małopolsce — ten bezmiar upodlenia! Ale to tak sugestionuje jakoś, że ja bym chciał też jakoś tego... Sajetan bełkocze ciągle. O psiakrew! — A jeśli ja nie wytrzymam i też ukorzę się przed tym nieludzkim babiszonem? po pauzie No to ostatecznie nic strasznego — korona mi z głowy nie spadnie. Zupełny cynizm — o to, to!

Złazi z worka i balansuje na boki, odwrócony przodem do publiki.

SAJETAN

...balansuj Se, balansuj, a jak raz wpadniesz, to od tej wewnętrznej czci dla niej się nie wywiniesz...

KSIĘŻNA

woła, mówiąc po rosyjsku „nieistowym” głosem

Oto wołam was „nieistowym”, jak mówią Rosjanie polskiego słowa na to nie ma — głosem mych nad-bebechow i krużganków ducha przeszłego i zatraconego, w tych bebechach wylęgłego: ukorzcie się przed symbolem wszechmatry — czyli raczej suprapanbabojarchatu! On wybuchnie lada chwila. Bo wy, mężczyźni, możecie zgnić nagle: zamienić się w kupkę płynnej zgnilizny, jak pan Waldemar w nowelce tego nieszczęśnika Edgara Poe121. Wy pykniczejecie: wasi schyzoidzi wymierają — nasze schyzoidki mnożą się. O — dowód, że Sajetanowi dali po łbie, a Puczymorda będzie żarł langusty — to symbol — póki będzie ruszał usty i żołądka władał spusty. Mężczyźni babieją — kobiety en masse122 mężczyźnieją. Przyjdzie czas, że może zaczniemy się dzielić jak komórki, w nieświadomości metafizycznej dziwności Bytu! Hura, hura, hura!

Czeladnicy i Puczymorda pełzną ku niej na brzuchach. Scurvy rwie się z łańcucha jak wściekły, wśród brzęku i skowytów. Sajetan wstaje i ku niej się też obraca jak Wernyhora jaki. Nagle chochoł wstaje i staje nieruchomo. Lekka konsternacja wśród pełznących: wszyscy, nie wstając, oglądają się na chochoła.

PUCZYMORDA

tubalnym głosem

My, pełznący, jesteśmy z lekka skonsternowani, że chochoł wstał. Co to znaczy? Nie chodzi o rzeczywistość — jechał ją sęk — ale co to znaczy w wymiarach wieszczych, powyspiańskich, w tym powyspiańskim gmachu myśli narodowej zaludnionym przez tłumy szalbierzy i wykładaczy pism, które nic nie znaczą i są tylko artystyczną fantazją: napięciem dynamicznym dla Czystej Formy w teatrze — czy ja mówię bez sensu?

Chochoł podchodzi do piedestału. Spada z niego strój chocholi i okazuje się, że to jest Bubek we fraku.

BUBEK-CHOCHOŁ

mizdrząc się do Księżnej

Pani Ireno, pani się tak ślicznie śmieje — ta chodźmy na dancing — ta chwila, co nigdy nie wróci, i to urocze, bajkowe tango — ta słowo daję...

SAJETAN

Jak Wernyhora jaki bede gadał jeszcze długo dość. Ale gdzie ta. Oto wstaje wszechbabio — trochę z ruska; z akcentem na ostatnią głoseczkę najmilejszą — nawet ona mi się podoba — jeśli nie zdążę skonać przed zapadnięciem nocy i kurtyny, to wiedzcie, że nim palta w waszych zachranych garderobach odebrać zdążycie, ja już żyć nie będę — to jest więcej niż pewne. Mam dziurę od siekiery we łbie i dziury od kul w brzuchu i mózgu poprzez ucho...

Bełkot jego trwa dalej.

PUCZYMORDA

Pokonała mnie, ścierwa jej pyzdry! Nie dam rady!

Pełznie.

SAJETAN

w zachwycie do Księżnej

Wszechbabio! Wszechbabio! Och, to w to! Ach, to w to! I tamto w tamto! A kto powie? czy ja cham? — to? jam jest władca idealny, mumia trupia, bardzo głupia. Wgramoliłem’ś w los fatalny — niech mnie inny tam odkupią — nie dbam o to, ach to w to-to — ot jest co!

Wali się na ziemię i pełznie ku Księżnej. Serce dalej dyszy.

SCURVY

wyje dziko a nieprzytomnie, po czym milknie i w absolutnej zastygłej ciszy mówi

Można teraz korzystać z przechadzki, bo w tej porze oni nas nie rozumieją zupełnie.

GŁOS STRASZLIWY

z hipersupramegafonopumpy

Oni wszystko mogą!

Na Księżnę z góry spuszcza się druciana klatka, jak dla papugi — Księżna zwija skrzydła.

SCURVY

wśród ciszy

O — jak boli w sercu — to od papierosów — naczynia wieńcowe zniszczone — rotten bulkheads123

Tyś bólów wszystkich król —

Tyś to? Fizyczny ból —

Tfu, do czorta! Pękła mi aorta!

Umiera i leży jak długi na wyciągniętym łańcuchu.

KSIĘŻNA

słychać dalekie tango

Zawył się na śmierć z pożądania. Pękło mu serce, a pewno wszystko inne też. Teraz bierz mnie, który chce — teraz bierz! Jestem podniecona tą śmiercią jego z pożądania niesytego do mnie do niewiarygodnych granic! Tylko kobieta może...

Wchodzi dwóch Panów ubranych w angielskie garnitury. Księżna bełkoce dalej coś niezrozumiałego. Oni rozmawiają cicho, idąc od prawej ku lewej. Przekraczają obojętnie leżących pełzaków i trupa prokuratora. Za nimi krok w krok idzie Hiper-Robociarz z termosem miedzianym w ręku.

JEDEN Z PANÓW: TOWARZYSZ X

Więc słuchajcie, towarzyszu Abramowski, ja rezygnuję na razie z upaństwowienia kompletnego przemysłu rolnego, ale nie jako kompromis.

DRUGI Z PANÓW: TOWARZYSZ ABRAMOWSKI

Oczywiście, prześwietlenie ideowe tego faktu będzie takie, że oni muszą to zrozumieć jako tylko i jedynie czasowe przesunięcie...

Bełkot Księżnej staje się artykułowany.

KSIĘŻNA

...z matriarchatu ultrahiperkonstrukcji, jak kwiat transcendentalnego lotosu spływam między łopatki Boga...

TOWARZYSZ X

Zakryć tę małpę, jak papugę, płachtą jaką. Niech przestanie świergolić i skrzeczeć. Do fufy z matriarchatem. Straszny Hiper-Robociarz biegnie i zarzuca na klatkę czerwoną płachtę, którą mu podał z walizki Fierdusieńko. Otóż słuchajcie, towarzyszu Abramowski, byle tylko utrzymać się na samym punkcie rozpaczy... Tyle kompromisu, ile tylko absolutnie koniecznie — rozumiecie: ko-nie-cznie — potrzeba. Może matriarchat przyjdzie z czasem, ale nie należy robić z niego hałaśliwej jakiejś gaskonady zawczasu.

TOWARZYSZ ABRAMOWSKI

Ależ oczywiście. Szkoda tylko, że my sami nie możemy być automatami. Po posiedzeniu weźmiemy tę małpę ze sobą.

Wskazuje Księżnę, której nogi widać tylko pod płachtą.

TOWARZYSZ X

przeciąga się i ziewa

Dobrze — możemy razem. Muszę mieć jakąś detantę124 — odprężenie. Przepracowałem się ostatnio na glanc.

Nagłe jak piorun spadnięcie żelaznej kurtyny.

GŁOS STRASZLIWY

Trzeba mieć duży takt.

By skończyć trzeci akt.

To nie złudzenie — to fakt.

Koniec aktu trzeciego i ostatniego

6 III 1934

Przypisy:

1. très démodé (fr.) — bardzo niemodny. [przypis edytorski]

2. halsztuk (z niem. Hals: szyja; Tuch: chusta) — rodzaj chusty ozdobnie wiązanej na szyi, element eleganckiego ubioru męskiego w XVIII i XIX w. [przypis edytorski]

3. szamerowanie — a. szamerunek; ozdoba ubrań, szczególnie dawnych mundurów, wykonana z pasmanterii (taśm, sznurów itp.) naszytej wymyślnie na materiale. [przypis edytorski]

4. kaszkiet (z fr. casquette) — męskie nakrycie głowy z daszkiem z przodu i zaokrąglonym denkiem. [przypis edytorski]

5. Aldebaran — gwiazda podwójna (składają się na nią czerwony olbrzym i karzeł); najjaśniejszy obiekt gwiazdozbioru Byka i czternasty co do jasności na niebie. [przypis edytorski]

6. Wega — najjaśniejsza gwiazda w gwiazdozbiorze Lutni, piąta co do jasności gwiazda nieba. [przypis edytorski]

7. putryfakcyjny (fr. putréfaction: gnicie) — gnilny; powstały w wyniku procesów gnilnych. [przypis edytorski]

8. epifenomen (z gr. epí: na, przy; coś zewnętrznego) — fenomen wtórny, współwystępujący ze zjawiskiem głównym, ale niemający na nie wpływu. [przypis edytorski]

9. Kretschmer, Ernst (1888–1964) — niem. psychiatra, prof. uniwersytetu w Marburgu (od 1926) i w Tybindze (od 1946); twórca teorii konstytucjonalnej (1924). Teoria ta zakłada istnienie trzech typów fizycznych ludzi: atletycznego (osobnik muskularny), astenicznego (osobnik wątłej budowy) i pyknicznego (osobnik skłonny do otyłości), którym odpowiadają dwa typy psychiczne: osobnikom o budowie atletycznej i astenicznej odpowiada typ schizotymiczny, a osobnikom o budowie pyknicznej typ cyklotymiczny. [przypis edytorski]

10. Zahorska, Stefania (1889–1961) — pseudonim Pandora, historyczka i krytyczka sztuki (w tym kierunku odbyła studia w Krakowie, Budapeszcie, Berlinie i Paryżu), prozaiczka; docent Wolnej Wszechnicy Polskiej w Warszawie. Po wojnie w Londynie publicystka „Wiadomości” i współzałożycielka Stowarzyszenia Pisarzy Polskich (Polish Writers Association Ltd.). [przypis edytorski]

11. Wolna Wszechnica Robotnicza — nazwa od: Wolnej Wszechnicy Polskiej, prywatnej szkoły wyższej założonej w Warszawie po I wojnie światowej (właśc. przekształconej z Towarzystwa Kursów Naukowych, który powstał z Uniwersytetu Latającego), z inicjatywy której prowadzone były publiczne wykłady niedzielne (w ramach Collegium Publicum) oraz kursy dokształcające dla pracowników społeczno-oświatowych. Być może Witkacy nawiązuje też do nazwy Towarzystwa Uniwersytetu Robotniczego (TUR), działającej w l. 1923–1948 socjalistycznej organizacji oświatowo-kulturalnej. [przypis edytorski]

12. deflorować (z łac. de- redukcja; flos, floris: kwiat) — dosł. zrywać kwiat; pozbawiać dziewictwa. [przypis edytorski]

13. dewergondować (fr. dévergonder) — sprowadzać na złą drogę, doprowadzać do rozpusty, deprawować. [przypis edytorski]

14. jus primae noctis (łac. ius primae noctis: prawo pierwszej nocy) — przywilej dający panu feudalnemu prawo do spędzenia nocy poślubnej i zdeflorowania żony swego poddanego. W średniowiecznej Europie znany był na obszarach Francji i Włoch i najczęściej funkcjonował jako rodzaj podatku, ponieważ poddani wykupowali się panu z tego przywileju. Gdzieniegdzie dochodziło jednak do rodzaju transakcji pozwalającej poddanemu, w zamian za odstąpienie swej żony na noc poślubną, upolować w pańskim lesie jelenia. Stąd zapewne pochodzi zwyczaj określania zdradzanego męża mianem jelenia a. rogacza. [przypis edytorski]

15. teozof — wyznawca teozofii (z gr. theos: bóg i sophia: mądrość), światopoglądu łączącego w sobie różne idee wywodzące się z neoplatonizmu i buddyzmu: wiarę w bezosobowy, wieczny Absolut, kosmos będący jego emanacją, we wszechobecną świadomość (panteizm), w karmę (odpowiedzialność każdej istoty za własne czyny, których skutki oddziaływują na następne wcielenie), reinkarnację (drogę wcieleń duszy od stadiów roślinnych, poprzez zwierzęce do ludzkiego), ewolucję wszechświata, w tym również ludzi, w kierunku doskonałości i zjednoczenia z absolutem. Takie poglądy religijno-filozoficzne propagowało założone w 1875 r. w Nowym Yorku przez Helenę Bławatską Towarzystwo Teozoficzne. [przypis edytorski]

16. soma (z gr.) — ciało, fizyczność; por. somatyczny. [przypis edytorski]

17. kel ekspresją grotesk — zapis fonetyczny fr. zwrotu: quelle expression grotesque, tzn. cóż za dziwaczne wyrażenie. [przypis edytorski]

18. kirasjerski — należący do kirasjera (z fr. cuirassé: pancerny, opancerzony); kirasjerzy stanowili rodzaj ciężkiej jazdy szturmowej, uzbrojonej w pałasze i broń palną; ich strój składał się z osłaniającej tors zbroi (kirysu), hełmu formą nawiązującego do hełmów Greków i Rzymian, skórzanych spodni oraz butów z cholewami sięgającymi powyżej kolan. [przypis edytorski]

19. Boy — pseudonim literacki Tadeusza Żeleńskiego (1874–1941) pisarza, autora wierszy satyrycznych (m.in. dla kabaretu „Zielony Balonik”), krytyka literackiego i teatralnego, działacza społecznego (współpracował z Ireną Krzywicką); zasłużonego tłumacza literatury francuskiej. [przypis edytorski]

20. degobijować (z fr.: degaubiller) — wymiotować. [przypis edytorski]

21. mazagran — nazwa napoju przyrządzanego z kawy z dodatkiem koniaku lub rumu, podawanego na zimno, często z kostkami lodu; nazwa pochodzi od miasta Mazagran w Algierii. [przypis edytorski]

22. padło — padlina. [przypis edytorski]

23. Cornelius, Hans (1863–1947) — właśc. Johannes Wilhelm Cornelius; niem. filozof neokantysta, profesor uniwersytetu we Frankfurcie nad Menem (od 1928 r. emerytowany); do jego studentów należeli Max Horkheimer i Theodor Adorno. Witkacy korespondował z Corneliusem. [przypis edytorski]

24. Leibniz, Gottfried Wilhelm (1646–1716) — niem. filozof, a także matematyk (wynalazca rachunku różniczkowego i całkowego, niezależnie od Newtona), fizyk i konstruktor. Monadologia stanowi koncepcję opisującą świat jako złożony z monad, czyli osobnych bytów, z których każdy zawiera całą prawdę o sobie, stanowiąc niejako świat sam dla siebie. Człowiek postrzegany jest jako jedna z nieskończenie wielu niepowtarzalnych monad. Według Leibniza monady nie oddziałują na siebie nawzajem, są niezmienne (czas i przestrzeń stanowią rodzaj złudzenia poznawczego), a ich wzajemne relacje zostały raz na zawsze z góry ustalone na zasadzie harmonii przedustawnej przez Boga jako naczelną monadę stanowiącą dla pozostałych monad przyczynę i cel istnienia. Świat uregulowany na kształt zegara (czy też zbioru wielu mechanizmów tego typu) miał być zdaniem Leibniza najlepszym z możliwych do pomyślenia światów; z tego stwierdzenia szydził Voltaire w powiastce filozoficznej „Kandyd”. [przypis edytorski]

25. Chwistek, Leon (1884–1944) — logik i matematyk (wykładowca uniwersytetów w Krakowie, Lwowie i Tbilisi), malarz, teoretyk sztuki, filozof; współzałożyciel i główny teoretyk krakowskiej awangardowej grupy formistów (do której należał m.in. Tytus Czyżewski, Zbigniew Pronaszko, ale też Witkacy); styl własnego dojrzałego malarstwa określał terminem strefizm. Stworzył koncepcję wielości rzeczywistości, twierdząc, że istnieje rzeczywistość rzeczy (czyli popularna, zgodna z potocznym odbiorem), fizykalna (zgodna z opisem naukowym), rzeczywistość wrażeń (czyli psychologiczna) i wyobrażeń (czyli rzeczywistość wizjonerów); porządkował według tego podziału typy malarstwa (prymitywizm, realizm, impresjonizm, futuryzm czyli tzw. nowa sztuka), a także typy ludzi w związku z ich rozmaitymi zawodami oraz typy postaci literackich. Koncepcja ta dotyczyła więc zarówno filozofii, sztuki, jak też rozumienia nauki i życia codziennego. [przypis edytorski]

26. witz (niem.) — dowcip, kawał, żart. [przypis edytorski]

27. szlus (z niem. Schluss) — koniec. [przypis edytorski]

28. moweżanr — fonetyczny zapis fr. wyrażenia mauvais genre: zły ton, niesmaczny, niewłaściwy sposób wysławiania się a. zachowania. [przypis edytorski]

29. Jokaj — właśc. Mor Jokai (1825–1904) węg. pisarz późnoromantyczny. [przypis edytorski]

30. Szymanowski, Karol (1882–1937) — wybitny polski kompozytor (stawiany obok Chopina), pianista, pedagog i krytyk muzyczny. W czasie, gdy Witkacy pisał „Szewców” (1931–1934), Szymanowski żył jeszcze, choć był od wielu lat chory na gruźlicę; zmarł w sanatorium w Lozannie w 1937 r. i został pochowany w Krypcie Zasłużonych na Skałce w Krakowie, zaś jego serce umieszczono w Kościele św. Krzyża w kaplicy Sióstr Sercanek, gdzie spłonęło w czasie powstania warszawskiego. [przypis edytorski]

31. fraternité (fr.) — braterstwo; jedno z haseł Wielkiej Rewolucji Francuskiej, występujące na jej sztandarach wraz z hasłami wolności i równości (Liberté-Égalité-Fraternité). [przypis edytorski]

32. husserliści — zwolennicy filozofii Edmunda Husserla (1859–1938), niem. matematyka i filozofa, jednego z głównych twórców fenomenologii. [przypis edytorski]

33. leseferyzm (z fr. laisser-faire) — nieingerencja, pozostawienie swobody działania; wywodzące się z terminologii liberalizmu ekonomicznego pojęcie to było następnie stosowane również w pedagogice i innych dziedzinach. [przypis edytorski]

34. lesealizmu (z fr. laisser-aller: niestaranność, niedbałość; aller: iść) — termin utworzony na wzór terminu leseferyzm. [przypis edytorski]

35. Taylor, Frederick Winslow (1856–1915) — amer. inżynier, twórca tzw. tayloryzmu, metody organizacji pracy, której celem jest maksymalna intensyfikacja produkcji dzięki efektywnemu wykorzystaniu czasu (podział procesu technologicznego na czynności proste, wyeliminowanie nawyków powodujących przestoje w pracy). Dla unormowania systemu kontroli pracy Taylor wprowadził metodę chronometrażu, czyli pomiaru czasu pracy przy pomocy sekundomierzy i postulował, by wynagrodzenie robotnika zależało od realizacji normy; przy wyśrubowaniu norm jest to system prowadzący do wyzysku robotników. [przypis edytorski]

36. w czym dzieło — rusycyzm: o co chodzi. [przypis edytorski]

37. ekskrementalia (z łac.) — wydaliny. [przypis edytorski]

38. pour les aristos (fr.) — dla arystokratów; skrócona forma aristos ma zapewne pochodzić od: aristocrates. [przypis edytorski]

39. lustmord (z niem) — morderstwo popełnione z nadmiaru pożądania. [przypis edytorski]

40. à la Lassalle — w stylu Lassalle’a. Antoine Charles Louis de Lassalle (1775–1809) był generałem wojsk napoleońskich, kawalerzystą; jego strój składał się z ciemnej, bogato szamerowanej złotem kurtki, której kołnierz (wysoka stójka w stylu epoki) była wykończona futrem, następnie z czerwonych szarawarów u dołu wpuszczonych w wysokie do kolan, czarne buty, zaś u góry przepasanych szeroką szarfą. [przypis edytorski]

41. wielość rzeczywistości — koncepcja Leona Chwistka (1884–1944), matematyka, malarza, teoretyka sztuki i filozofa. Chwistek wyszczególniał rzeczywistość rzeczy (czyli rzeczywistość popularną, zgodną z potocznym odbiorem), fizykalną (zgodną z opisem naukowym), rzeczywistość wrażeń (psychologiczną) i wyobrażeń (rzeczywistość wizjonerów); porządkował według tego podziału typy malarstwa (prymitywizm, realizm, impresjonizm, futuryzm czyli tzw. nowa sztuka), a także typy ludzi w związku z ich rozmaitymi zawodami. [przypis edytorski]

42. als solches (niem.) — jako takiego. [przypis edytorski]

43. Wajld — właśc. Wilde, Oscar (1854–1900) ang. pisarz i dramaturg, przedstawiciel estetyzmu i propagator hasła „sztuka dla sztuki”; był biseksualistą i z powodu romansu z lordem Alfredem Douglasem w 1895 r. został oskarżony o sodomię, aresztowany i skazany przez sąd na 2 lata ciężkich robót. Po wyjściu z więzienia w Reading wyemigrował do Francji, gdzie zmarł na zapalenie opon mózgowych. Na łożu śmierci przeszedł na katolicyzm. [przypis edytorski]

44. Werlen — właśc. Verlaine, Paul (1844–1896) poeta fr., impresjonista, zaliczany do grona poetów wyklętych; w 1872 r. w napadzie zazdrości postrzelił swego kochanka, Arthura Rimbauda, za co został aresztowany. W więzieniu w Mons nawrócił się na katolicyzm, co zmieniło charakter jego twórczości. [przypis edytorski]

45. Mahatma (sanskryt; maha: wielki, atma: dusza; Wielki Duch) — zwyczajowy tytuł wybitnych indyjskich przywódców duchowych; w kulturze Zachodu przyjęło się utożsamiać go z jedną postacią historyczną, mianowicie Mohandasem Karamchandem Gandhim (1869–1948), działaczem społeczno-politycznym i religijnym, który występując przeciw dyskryminacji ludności „kolorowej” w Imperium Brytyjskim, organizując akcje na rzecz praw biedoty, czy walcząc o niepodległość Indii, głosił jednocześnie zasadę niestosowania przemocy; propagowane przez niego metody biernego oporu i formy nieposłuszeństwa obywatelskiego pozwoliły uczynić z pacyfizmu narzędzie polityczne. Mahatma Gandhi sprzeciwiał się także niesprawiedliwości wynikającej z kastowego podziału społeczeństwa i działał na rzecz praw kobiet. [przypis edytorski]

46. exit (łac.) — wychodzi. [przypis edytorski]

47. czerezwyczajka — rozwinięcie ros. akronimu CzeKa: Czriezwyczajnaja Komisja, tzn. komisja nadzwyczajna (pełna nazwa: Wsierossijskaja czriezwyczajnaja komissija po bor’bie s kontrriewolucyjej i sabotażom, czyli: Wszechrosyjska Komisja Nadzwyczajna do Walki z Kontrrewolucją i Sabotażem); był to organ władzy w Związku Radzieckim powołany, by chronić bezpieczeństwo państwa, w istocie odpowiedzialny za represje polityczne i zbrodnie rządu bolszewickiego. Czerezwyczajka brutalnie zwalczała przeciwników politycznych określanych mianem „wrogów ludu”, przedstawicieli ziemiaństwa i przemysłowców (osoby „obce klasowo”) oraz duchowieństwo. W latach 1917–1926 na czele CzeKa stał Feliks Dzierżyński (1877–1926), odpowiedzialny za szczególnie krwawy terror. [przypis edytorski]

48. hoch-explosiv (niem.) — silnie wybuchowy. [przypis edytorski]

49. towarzystwo świadomego macierzyństwa — pierwszą w Polsce, bezpłatną poradnię świadomego macierzyństwa założyli w Warszawie Irena Krzywicka i Tadeusz Boy-Żeleński; prowadzili oni również propagujący edukację seksualną dodatek do „Wiadomości Literackich” pt. „Życie Świadome”, w którym publikowały m.in. Zofia Nałkowska, Maria Pawlikowska-Jasnorzewska i Wanda Melcer. W nawiązaniu do idei Krzywickiej i Boy’a po wojnie, w 1957 r. powstało Towarzystwo Świadomego Macierzyństwa (potem przekstałcone w Towarzystwo Rozwoju Rodziny) przy współudziale Michaliny Wisłockiej, Mikołaja Kozakiewicza, Zbigniewa Lwa Starowicza i Kazimierza Imielińskiego. [przypis edytorski]

50. mon cher (fr.) — mój drogi. [przypis edytorski]

51. Sayetang — zapisane „z francuska” imię Sajetana; końcową zbitkę spółgłosek -ng należałoby czytać jak polską głoskę ń. [przypis edytorski]

52. makiawelizm — postawa, którą cechuje przewrotność, cynizm, wyrachowanie i amoralizm; termin utworzono od nazwiska florenckiego dyplomaty, historyka, prawnika i pisarza okresu renesansu, Niccolo Machiavelli’ego (1469–1527), autora traktatu o sprawowaniu władzy i cechach skutecznego politycznie władcy (Książę, 1513) oraz maksymy „cel uświęca środki”. [przypis edytorski]

53. sorta (z ang.) — rodzaj, sort. [przypis edytorski]

54. Alfons XIII (1886–1941) — król Hiszpanii; zwalczany zarówno przez tradycjonalistyczną prawicę, jak przez lewicę, w 1931 r., po przegranych przez monarchistów wyborach samorządowych, został zmuszony do opuszczenia kraju; resztę życia spędził na emigracji najpierw w Paryżu, a następnie we Włoszech. [przypis edytorski]

55. Ludwik ów pradawny — może chodzić o Ludwika XVI (1754–1793), króla Francji od 1774 r., który został „zawieszony” w pełnieniu swej funkcji przez Zgromadzenie Narodowe, uwięziony, oskarżony o zdradę stanu, a następnie skazany na śmierć i zgilotynowany podczas Rewolucji Francuskiej, w 1793 r. Może również być to wzmianka o ostatnim królu Francji, Ludwiku Filipie I (1773–1850), który panował w okresie restauracji (od 1814 r.), a rządy swe zakończył podczas Wiosny Ludów w 1848 r., kiedy to zagrożony w swym pałacu przez wzburzony lud Paryża abdykował i salwował się ucieczką do Anglii. [przypis edytorski]

56. umszturc (niem. Umsturz) — przewrót. [przypis edytorski]

57. szpryngel (z niem. springen: skakać) — skok, podskok. [przypis edytorski]

58. wsiotaki — rusycyzm: mimo wszystko. [przypis edytorski]

59. à bout de mes forces vitales (fr.) — u kresu moich sił życiowych; por. też: être à bout: być wykończonym. [przypis edytorski]

60. antydot (z gr. antídoton: dany przeciw) — a. antidotum; odtrutka, lek na coś. [przypis edytorski]

61. żuiser (z fr. jouisseur) — lubieżnik. [przypis edytorski]

62. Breiter, Emil (1886–1943) — krytyk literacki i teatralny, prawnik; publikował felietony i recenzje w rozmaitych czasopismach, od „Robotnika” po „Skamandra” i „Wiadomości Literackie”. Zajmował się historią i teorią dramatu (a także aktami prawnymi związanymi z twórczością sceniczną i dotyczącymi np. koncesji, umów, ale też cenzury i konfiskaty utworów); był tłumaczem i komentatorem pism Georgesa Sorela. Uważał, że krytyka, podobnie jak twórczość literacka i sceniczna, powinna realizować zadania edukacyjno-etyczne. [przypis edytorski]

63. potlacz — ceremonia znana plemionom Indian zamieszkującym płn-zach. wybrzeża Ameryki Północnej, podczas której uroczystej uczcie (w jęz. plemienia Chinook potlacz znaczy: karmić, spożywać) towarzyszyło składanie przez gospodarza darów lub niszczenie należących do niego dóbr materialnych w celu zamanifestowania lub podniesienia swojego statusu społecznego; obdarowanych obowiązywało zrewanżowanie się tym samym lub uznanie swojej niższości. Spiralę wymiany ograniczała zasada zachowania dobrobytu wioski; pot. marnotrawstwo, uprawianie rozrzutności. [przypis edytorski]

64. karbunkuł (z łac. carbunculus) — wrzód, czyrak. [przypis edytorski]

65. famdiumondy — zapis spolszczonej wymowy wyrażenia fr.: femmes du monde: kobiety światowe, kobiety z towarzystwa. [przypis edytorski]

66. o, ma mignonne (fr.) — o, moja ślicznotko. [przypis edytorski]

67. wątpia (starop.) — trzewia, wnętrzności. [przypis edytorski]

68. tartinka (z ros.) — kanapka. [przypis edytorski]

69. Huysmans, Joris-Karl (1848–1907) — właśc. Charles-Marie-Georges Huysmans, fr. pisarz i krytyk sztuki, skandalista. W swej najsłynniejszej powieści À rebours (Na wspak, 1884) sportretował „dekadenta doskonałego”, diuka des Esseintes. Powieść zyskała specyficzny rozgłos, ponieważ w 1895 r. podczas procesu przeciwko Oscarowi Wilde’owi, oskarżyciel odwołał się do niej jako przykładu literatury „sodomicznej”. [przypis edytorski]

70. eine ganz konzeptionslose Bande (niem.) — zupełnie pozbawiona koncepcji zgraja. [przypis edytorski]

71. akromegalia (med.) (łac. acromegalia) — choroba spowodowana nadmiernym wydzielaniem hormonu wzrostu (somatotropiny) i przejawiająca się przerostem tkanek miękkich i kości różnych części ciała (dłoni, stóp, nosa, uszu, żuchwy, zewnętrznych narządów płciowych itp.). [przypis edytorski]

72. dumping — termin z dziedziny ekonomii; taktyka polegająca na sprzedaży swoich produktów po cenach niższych niż obowiązujące na rynku (w skrajnym przypadku niższych od kosztów produkcji); celem może być wyeliminowanie konkurencji, podbicie nowego rynku itp. [przypis edytorski]

73. Arbeit an und für sich (niem.) — praca sama w sobie i dla siebie; żart. aluzja do terminu z filozofii Immanuela Kanta (1724–1804): byt sam w sobie (Sein an sich). [przypis edytorski]

74. furt (gw.) — znowu, jeszcze raz, ponownie. [przypis edytorski]

75. caput (łac.) — głowa; w tekście chodzi raczej nie o samą głowę, ale jej pozbawienie w sposób gwałtowny (tj. dekapitację: ścięcie); por. też niem. kaputt: zepsuty, zniszczony, stracony oraz kaputt gehen zniszczyć się, zatracić się. [przypis edytorski]

76. bumaga (z ros.) — papier. [przypis edytorski]

77. Di doman non c’e certezza (wł.) — jutro nie jest pewne; nie ma pewności co do jutra (współcz. raczej: Non c’è certezza sul domani) [przypis edytorski]

78. witryolej (daw., łac. vitriolum) — a. witriol, stężony kwas siarkowy (jako przezroczysta ciecz o żółtawej, połyskliwej barwie i oleistej konsystencji zw. niegdyś również olejem szklanym); określenie używane także w odniesieniu do uwodnionych siarczanów różnych metali (np. miedzi, cynku, magnezu, żelaza). [przypis edytorski]

79. kuler lokal — zapis spolszczonej wymowy wyrażenia fr. couleur local: koloryt lokalny. [przypis edytorski]

80. au commencement (...) était (fr.) — na początku był; w całym zwrocie: au commencement Bythos était słowo Bythos stanowi wtrącenie i jest złożone z pol. wyrazu byt, przydechu przy t oraz gr. końcówki -os (por. gr. ón, óntos: byt). [przypis edytorski]

81. ausgerechnet (niem.) — akurat, właśnie. [przypis edytorski]

82. papagaj — papuga. [przypis edytorski]

83. Kant, Immanuel (1724–1804) — niem. filozof, prof. logiki i metafizyki na uniwersytecie w Królewcu; twórca idealizmu transcendentalnego a. krytycznego. Kant głosił m.in., że o rzeczach samych w sobie (tzw. noumenach, takich jak np. Bóg, dusza, kosmos, materia) nie możemy nic orzekać (agnostycyzm poznawczy), poznaniu dane są jedynie ich fenomeny, czyli zjawiska zapośredniczone przez zmysły, ujęte w formy czasowe i przestrzenne oraz kategorie (przede wszystkim przyczynowe oraz substancjalne). Z tym, co niepoznawalne dla rozumu spekulatywnego radzi sobie rozum praktyczny tworzący postulaty będące prawdami apriorycznymi (nieodwołujące się do doświadczenia, mające charakter podobny prawom matematycznym). Do tego typu norm należy słynny imperatyw kategoryczny, czyli zasada etyki mówiąca, że należy postępować zawsze wedle reguł, co do których chcielibyśmy, aby stały się one prawem powszechnym (stosowanym przez każdego i zawsze) i które mają ludzkość nie za środek, lecz za cel. [przypis edytorski]

84. epistropheus — kręg obrotowy a. osiowy, drugi kręg szyjny stanowiący rodzaj osi, wokół której obracają się wyżej położone elementy układu kostnego (kręg pierwszy i czaszka). [przypis edytorski]

85. yohimbina — a. johimbina, związek chemiczny (alkaloid) uzyskiwany z kory roślin Corynanthe yohimbe oraz Pausinystalis yohimbe rosnących w tropikalnych rejonach Afryki zachodniej (Kamerun, Kongo), wykorzystywany jako afrodyzjak (zażycie johimbiny powoduje zwiększony dopływ krwi do narządów płciowych i nadwrażliwość na dotyk); tradycyjnie wyciąg kory z johimbiny był stosowany przez plemiona Pigmejów i Buszmenów podczas orgiastycznych uroczystości. [przypis edytorski]

86. Słonimski, Antoni (1895–1976) — polski poeta, satyryk, felietonista i krytyk teatralny. Współtworzył kabaret literacki Pikador i grupę poetycką Skamander. W międzywojniu współpracował z „Wiadomościami Literackimi”. Wiele kabaretów (m.in. kabarety Czarny Kot, Qui Pro Quo, Cyrulik Warszawski) korzystało z jego tekstów satyrycznych. [przypis edytorski]

87. Lechoń, Jan (1899–1956) — właśc. Leszek Serafinowicz, poeta, krytyk literacki i teatralny, współtwórca grupy poetyckiej Skamander i kabaretu literackiego Pikador. Współpracował z „Wiadomościami literackimi”, był redaktorem pisma satyrycznego „Cyrulik Warszawski”. W latach 1930–1939 attaché kulturalny ambasady polskiej w Paryżu. [przypis edytorski]

88. kord (z tur. i pers. kardas) — jednosieczna broń biała, pierwotnie krótki miecz albo długi sztylet używany przez uboższe warstwy społeczne, od XVI w. synonimiczne określenie szabli. [przypis edytorski]

89. asińdziej (starop.) — skrót od zwrotu grzecznościowego: waszmość-dobrodziej. [przypis edytorski]

90. kańczug (z tur. kamcze: bicz) — skórzany pleciony bicz z rękojeścią, narzędzie do wymierzania chłosty. [przypis edytorski]

91. à tue-tête (fr.) — na całe gardło. [przypis edytorski]

92. handgranat (z niem.) — granat ręczny. [przypis edytorski]

93. Nietzsche, Friedrich Wilhelm (1844–1900) — filozof i pisarz niem., z wykształcenia filolog klasyczny (profesor uniwersytetu w Bazylei). Koncepcję nadczłowieka ukształtował w odpowiedzi na diagnozę śmierci Boga (tj. powszechnego zaniku poczucia obcowania z sacrum) we współczesnej kulturze europejskiej, którą w związku z tym cechuje nihilizm, pojmowany tu jako fasadowość systemu wartości i wybór łatwego, przyjemnego acz pustego życia pozornego (egzystencji filistra bądź konsumenta kierującego się tzw. moralnością niewolnicza); za pierwszą fazę nihilizmu w kulturze europejskiej Nietzsche uważał chrześcijaństwo. Nadczłowiek miałby być tytanem w dziedzinie etyki, kierującym się uznaniem za dobre wszystkiego, co wzmaga w nim wolę mocy, czyli żywiołową siłę, której przejawem jest wszelkie życie i dążenie; nadczłowieka cechować miałoby panowanie nad sobą i wytrwałość w przezwyciężaniu przeciwieństw. Nietzsche „wymówił” obywatelstwo pruskie w 1869 r. i do końca życia pozostał „bezpaństwowcem”. Zdecydowanie przeciwstawiał się fermentom nazistowskim. Mimo to niektóre jego idee zostały później zawłaszczone, spłycone i przystosowane do ideologii nazistowskiej przez A. Baeumlera i A. Rosenberga. [przypis edytorski]

94. wsio rawno (ros.) — wszystko jedno. [przypis edytorski]

95. kafir (arab.; lm: kuffar) — niewierny w islamie. Termin niejednoznaczny; daw. w Koranie określenie używane w odniesieniu do kogoś, kto zaprzecza prawdzie religijnej a. nie przyznaje się do niej; może oznaczać zarówno nie-sunnitę (np. szyitę), wyznawcę religii nieislamskiej, satanistę, ateistę, jak też apostatę. Niekiedy wydziela się jako pośrednich między muzułmanami a niewiernymi tzw. ludzi Księgi, do których zaliczać się mogą wyznawcy chrześcijaństwa, judaizmu i sabeizmu lub zaratusztrianizmu, ponieważ prorocy tych religii zostali uznani w islamie za wysłanników Allaha. [przypis edytorski]

96. entymemat (z gr. enthymeísthai: rozważać, uwzględniać) — wnioskowanie, w którym brak jednej przesłanki (domyślnej a. entymematycznej); skrócony sylogizm. [przypis edytorski]

97. premisa — tu: przesłanka. [przypis edytorski]

98. persyflaż (z fr. persiflage) — kpina, szyderstwo. [przypis edytorski]

99. good bye (ang.) — do widzenia. [przypis edytorski]

100. efeb (gr. ephebos) — pot. piękny młodzieniec; w staroż. Grecji młodzieniec u progu dorosłości, 18–20 letni, przechodzący obowiązkowe szkolenie wojskowe (efebię), które poprzedzało uzyskanie pełnego obywatelstwa. [przypis edytorski]

101. pauper (łac.) — biedak, ubogi. [przypis edytorski]

102. weltszmerc (z niem. Welt: świat; Schmerz: ból, cierpienie) — cierpienie egzystencjalne; ból spowodowany uświadomieniem sobie mechanizmów funkcjonowania świata; depresja, chandra, spleen. [przypis edytorski]

103. metempsychoza — wędrówka dusz, reinkarnacja. [przypis edytorski]

104. Raspiutę — fonetyczny zapis wymowy fr. nazwiska Rasputin; Grigorij Jefimowicz Rasputin (1869–1916) od 1905 r. był faworytem rodziny cara Rosji Mikołaja II; chłop z pochodzenia, uznany za mnicha, choć nigdy nie złożył ślubów, cieszył się sławą świątobliwego mędrca, jasnowidza, proroka i uzdrowiciela (umiał podobno zatamować krwotok u chorego na hemofilię carewicza Aleksego); poprzez carycę Aleksandrę zyskał duży wpływ na politykę państwową, co doprowadziło do zawiązania spisku na jego życie. Otruty i raniony z broni palnej w pierś najpierw próbował udusić swego mordercę, księcia Jusupowa, a następnie zaczął uciekać; znów został kilkakrotnie postrzelony i powalony, roztrzaskano mu głowę pałką, związano i utopiono w Newie. Sekcja zwłok wykazała, że w momencie wrzucenia do rzeki Rasputin żył jeszcze. [przypis edytorski]

105. katzenjammer (niem.) — kac; złe samopoczucie po nadużyciu alkoholu. [przypis edytorski]

106. Jamszczyk nie goni łoszadiej, nam niekuda bolsze spieszyt’ — tytuł i zarazem refren niezwykle popularnego przed rewolucją w Rosji romansu z 1905 r., ze słowami Nikołaja von Rittera do muzyki Jakowa Feldmana:

Как грустно, туманно кругом,

Тосклив, безотраден мой путь,

А прошлое кажется сном,

Томит наболевшую грудь!

Ямщик, не гони лошадей!

Мне некуда больше спешить,

Мне некого больше любить,

Ямщик, не гони лошадей!

Как жажду средь мрачных равнин

Измену забыть и любовь,

Но память, мой злой властелин,

Всё будит минувшее вновь!

Ямщик (...)

Всё было лишь ложь и обман...

Прощай, и мечты и покой!

А боль незакрывшихся ран

Останется вечно со мной!

Ямщик(...)

107. en bataille (fr.) — na bakier, w nieładzie. [przypis edytorski]

108. Tuwim, Julian (1894–1953) — polski poeta, pisarz, satyryk, tłumacz poezji ros., fr. i niem. W dwudziestoleciu międzywojennym był jedną z najpopularniejszych postaci świata literackiego; współzałożyciel kabaretu Pikador i grupy poetyckiej Skamander, blisko związany z „Wiadomościami Literackimi”. W czasie, gdy powstawała sztuka Witkacego żył i miał się dobrze, znacznie też przeżył autora Szewców. [przypis edytorski]

109. erognoseologiczny (neol.) — wyraz złożony z dwóch członów, ero- od erotyki oraz gnoseologiczny, czyli odnoszący się do gnoseologii (teorii procesu poznania; synonim: epistemologia). [przypis edytorski]

110. continuum (łac.) — ciągłość. [przypis edytorski]

111. plaque muqueuse (fr.) — plaque: warstwa, muqueuse: błona śluzowa. [przypis edytorski]

112. monadolog — wyznawca monadologii, czyli jakiejś odmiany teorii monad wyłożonej przez G. W. Leibniza; monady wg Leibniza to indywidualne, niepodzielne składniki bytu, „punkty metafizyczne”, z których każdy jest samodzielnym kosmosem, zwierającym całą prawdę o sobie i mającym zdolność przetwarzania się. Monady są uszeregowane w hierarchię od najmniej doskonałych (pozbawionych samowiedzy) do monady doskonałej, jaką jest Bóg, który cały system monad uregulował na wzór mechanizmów zegarowych. Tak harmonijnie działający świat miał być najlepszym z możliwych; przy całej mechanice i hierarchii miała w nim panować wolność. [przypis edytorski]

113. hylozoista (z gr. hyle: materia; zoon: życie) — a. hilozoista; termin stosowany w odniesieniu do jońskich filozofów przyrody, którzy głosili, że materia świata jest ożywiona. [przypis edytorski]

114. Bruno, Giordano (1548–1600) — wł. filozof, humanista, duchowny katolicki, kilkakrotnie oskarżany o herezję i ostatecznie skazany przez inkwizycję i spalony na stosie. Panteista (utożsamiał Boga z naturą), twórca pojęcia monady jako elementarnej jednostki bytu spajającej przedmiot i podmiot. Uważał, że wszechświat jest nieskończony i podlega stałemu rozwojowi na zasadzie spirali: ciągłych powrotów przy jednoczesnym rozwoju. [przypis edytorski]

115. Renouvier, Charles (1815–1903) — fr. filozof, twórca neokrytycyzmu (neokantyzmu), prekursor fr. personalizmu. Swój system epistemologiczny nazwał fenomenizmem (w odróżnieniu od fenomenalizmu), ponieważ uważał, że poznaniu podlegają tylko fenomeny, za którymi nie ma żadnego prawdziwego bytu. Zadaniem filozofii wg Renouviera jest określanie kategorii myślenia, ponieważ za ich pomocą poznajemy zjawiska. Doszedłszy do wniosku, że wszystkie kategorie są w różnym stopniu subiektywne, uznał, że najpełniejsze poznanie jest oparte na wierze. Do najważniejszych dzieł Renouviera należy Nowa monadologia (La nouvelle monadologie, 1897). [przypis edytorski]

116. Carr, Herbert Wildon (1857–1931) — prof. filozofii na Uniwersytecie w Londynie, a następnie na Uniwersytecie Kalifornijskim w Los Angeles (od 1925 r.), wieloletni sekretarz Aristotelian Society. W 1921 r. wydał pracę o teorii monad; zajmował się filozofią Henri Bergsona, Benedetta Croce, Giovanniego Gentile (tłumaczył ich prace na ang.) i Gottfrieda Leibniza. Interesowały go szczególnie problemy relatywizmu poznawczego. Z odkryć nowoczesnej fizyki wyprowadzał wnioski prowadzące do idealizmu metafizycznego (Cogitans Cogitata, 1930). Zaprzeczał zarówno materializmowi, jak i dualizmowi; uznawał, że jedyne rzeczywiste byty, monady, nie należą do świata materialnego, będącego jedynie światem fenomenów. [przypis edytorski]

117. Kotarbiński, Tadeusz (1886–1981) — pol. filozof, logik i etyk, przedstawiciel szkoły lwowsko-warszawskiej; twórca reizmu (materialistycznej, a właśc. fizykalnej koncepcji filoz.); drogą analizy semantycznej pojęć filoz. wyprowadził system konkretyzmu (będącego odmianą materialistycznego monizmu). Znany jako współtwórca prakseologii, teorii sprawnego działania. [przypis edytorski]

118. Diderot, Denis (1713–1784) — fr. pisarz (autor powiastki filoz. Kubuś Fatalista i jego pan), krytyk literatury i sztuki, filozof oświeceniowy, encyklopedysta. Początkowo skłonny w duchu epoki głosić poglądy deistyczne (tj. uznawać istnienie boga, który po akcie stworzenia wszechświata nie ingeruje już więcej w losy ludzi i świata), Diderot przeszedł z czasem na pozycje materializmu, ateizmu i determinizmu; za jedyne źródło poznania uznawał doświadczenie zmysłowe poddawane następnie logicznej analizie (sensualizm). [przypis edytorski]

119. Holbach (1723–1789) — Paul Henry Thiry baron d’Holbach, właśc. Paul Heinrich Dietrich, urodzony w Niemczech fr. filozof oświeceniowy, encyklopedysta. W ujęciu Holbacha świat stanowi organizm podlegający bezwzględnym prawom determinizmu i jest poznawalny wyłącznie poprzez doświadczenie (z pozycji empiryzmu Holbach występował przeciw wszelkiej religii); uznawał człowieka za istotę społeczną, kierującą się zasadami hedonizmu oraz utylitaryzmu (ograniczającego całkowitą dowolność postępowania); za istotną wartość uznawał wolność, krytykował despotyzm. [przypis edytorski]

120. gaskonada (z fr. gasconnade) — błazeństwo, przechwałki, chełpliwość. [przypis edytorski]

121. Poe, Edgar Allan (1809–1849) — amer. poeta i powieściopisarz, krytyk literacki; przedstawiciel romantyzmu. W swojej twórczości nie stronił od elementów fantastyki, makabry i horroru. Do dzieł tego właśnie rodzaju należy nowela Prawdziwy opis wypadku z P. Waldemarem, w której tytułowy bohater zostaje zahipnotyzowany tuż przed śmiercią i trwa w tym stanie dość długo, po czym, gwałtownie wybudzony, rozsypuje się w proch, w przyspieszonym tempie przechodząc powstrzymany sztucznie przez hipnozę proces rozkładu. [przypis edytorski]

122. en masse (fr.) — masowo, na ogół, w większości. [przypis edytorski]

123. rotten bulkheads (ang) — przegniłe przegrody (a. grodzie okrętowe); może być to lekka aluzja do Lorda Josepha Conrada. [przypis edytorski]

124. detantę (z fr. détention: zatrzymanie, areszt) — zatrzymanie, odprężenie. [przypis edytorski]