SCENA V
Wchodzi Bronka, a za nią lokaj z tacą pełną przekąsek i nalewek.
BRONKA
Tuląc się pieszczotliwie do Tadeusza, głaszcze go ręką po twarzy.
Jakiś ty niecierpliwy. Przecież ja sama chciałam ci to wszystko przyrządzić.
TADEUSZ
Ale na co tak dużo?
BRONKA
Do kolacji jeszcze daleko, jedz — jedz.
TADEUSZ
nalewa wódkę i pije de Kazimierza, je zakąski i mówi jedząc
A też to śnieżyca, że świata przed oczami nie widać. Zaspy po pas.
BRONKA
Ach, jak ja się o ciebie lękałam.
KAZIMIERZ
żartem
A tak, najstraszniejsze obrazy twoich mąk i cierpień pod przewróconymi sankami majaczyły jej się przed oczami.
TADEUSZ
obejmuje jej głowę
O, ty, niepoprawny dzieciaku, ani na krok się od ciebie ruszyć nie mogę.
BRONKA
Bo wiem, że przy mnie nic ci się złego nie stanie.
TADEUSZ
zrywa się nagle
Ależ to dziwne! Pamięć moja gorsza niż u kury. Zaraz zaraz przyjdę
BRONKA
Dokąd idziesz?
TADEUSZ
Zaraz, zaraz, kochanie... niespodzianka
Za sceną silny głos Tadeusza: Paweł, Paweł!