SCENA VI

TADEUSZ

wchodzi, rozgląda się po pokoju, podchodzi do Ewy, bierze fotel i siada obok

Powiedzieć ci dzień dobry?

EWA milczy.

TADEUSZ

Spytać się ciebie, kto mnie wołał?

EWA

podnosi sennie głowę

Bronka cię wołała. Pobiegła w rannej sukni i w pantofelkach bawić się z Kazimierzem w śniegu... Mówiła, że to pięknie brodzić w śniegu po pas, rozrywać swoją piersią fale śniegu... Nie lękasz się, że się zaziębi?

TADEUSZ

jakby we śnie

To wszystko jedno.

EWA

Nie jesteś zazdrosny o Kazimierza?

TADEUSZ

patrzy na nią, ale nic nie odpowiada

EWA

Gdzie byłeś teraz?

TADEUSZ

Sam z sobą.

EWA

Przy mnie, ze mną?

TADEUSZ

wściekły

Nie, mówię ci: byłem sam z sobą.

EWA

głaszcze go po rękach

Dlaczego się tak wściekasz, że odtąd już raz na zawsze musisz zostać ze mną i wiecznie być przy mnie.

TADEUSZ

Być z tobą? Przy tobie? Śmierć mi stokroć razy milsza.

EWA

zamyślona

Gdym weszła w twój dom — ach nie nie, nie o tym chciałam mówić. Tak, ta chwila... To była jedna tylko chwila... Wtedy, gdyś wrócił, a ja stałam w tym oto pokoju, nie słyszałam coście mówili z sobą, ale czułam, że jesteście szczęśliwi, zawahałam się chwilę, zanim przestąpiłam Romowe10 waszego szczęścia i spokoju.

TADEUSZ

jakby się ze snu budził

Gdzie Bronka?

EWA

Bronka poszła sama i z dobrej woli rozorywać śnieg, by ozimina zasiana w grudzie zmarzłej twojej duszy prędzej kiełkować mogła.

TADEUSZ

waha się, patrzy na nią, patrzy w ogień, a potem nagle

Czegóż więc chcesz?

EWA

twardo

Czego? Ty jeszcze nie wiesz, czego?

Chwila milczenia.

TADEUSZ

To się nigdy nie stanie!

Prędzej ci głowę skruszę, prędzej cię jak robaka zdepczę, sam sobie z tęsknoty za tobą, ty wściekły szatanie, łeb rozbiję, zanim bym pozwolił, żeby się to stać miało.

EWA

patrzy z zachwytem na niego

Jakiś ty piękny, że mnie taką straszną siłą kochasz.

TADEUSZ

chwyta ją za ręce

Nienawidzę cię.

EWA.

Wiem o tym i tym więcej kocham twoją miłość.

TADEUSZ

Nie wypieram się mojej miłości, nie wypieram się mojej strasznej, strasznej tęsknoty za tobą, ale tej ofiary dla ciebie nie poniosę, i to, przysięgam ci, nigdy, nigdy się nie stanie.

EWA

Stać się musi.

TADEUSZ

przerażony z tłumionym okrzykiem

Raz jeszcze ci powiadam, nigdy, nigdy.

EWA

nieruchoma, z szeroko rozwartymi oczyma

Dziś jeszcze się stanie.

Słychać gwar na korytarza, parę kłócących się głosów.

TADEUSZ

nasłuchuje

Co to ma znaczyć?

Po chwili wchodzi lokaj.