CVIII

Szedł zmierzch, zapadła nas Noc w tym pół-szczycie

wiszących, — coraz się widzę samotny, —

a oni dla mnie ścielą się w błękicie,

jak widma: padół pod nimi zawrotny,

nieruchomi, jak głazy, jakby w nich już życie....

— Czar! — może jaki nas spętał sromotny:

czuję już, że i mój koń wrasta w ziemię

i że mi senność klei oczy — gnie mię.