Obłóczyny

Grono Morskich Panien powiększyło się o jedną jeszcze oblubienicę Chrystusa: Heda Dorszówna znalazłszy u stóp Pana przytułek przed burzami życia, postanowiła na zawsze pozostać w murach klasztoru i poświęcić się odtąd wyłącznie miłości Boga, modlitwie i dobrym uczynkom.

Dla dopełnienia ceremonii obłóczyn zjechał do monasterza opat kartuzów i wezwał do asysty księdza kapelana Pszenickiego wraz z wikarym z Odargowa. Obrzęd odbył się w czasie uroczystej missa pontificalis virginum.

Po komunii opat celebrujący w białym habicie z mitrą i krzyżem na piersi zasiadł na tronie prałatów na stopniu górnym Wielkiego Ołtarza, a ksiądz proboszcz jantarowski jako mistrz ceremonii zaintonował wyjątek z paraboli „O dziesięciu pannach”:

— Dziewice roztropne, przynieście swe lampy! Oto Małżonek się zbliża; wyjdźcie Mu na spotkanie!

Chór mniszek za kratą prezbiterium odpowiedział mu hymnem św. Ambrożego: „Jezu, corona virginum”.

Zagrały uroczyście dzwony i szpalerem wiernych w towarzystwie druhen weszła do kościoła Heda. W stroju białym, weselnym, w koronie z kwiatów pomarańczy, z welonem przesłaniającym słodkie jej, zamyślone oblicze wyglądała jak jedna ze świętych dziewic na obrazach szkoły prerafaelickiej.

Z zapaloną świecą zbliżyła się nowicjuszka do ołtarza i uklękła na najniższym stopniu. Wtedy opat, powstawszy z tronu, wezwał ją w imieniu Niebieskiego Małżonka:

— Przyjdź, oblubienico moja!

— Oto jestem — zabrzmiała cicha, pokorna odpowiedź. I podeszła ku niemu o jeden stopień. Z głębi odezwał się śpiew mniszek:

— Przyjdź, oblubienico moja! Zima już minęła, synogarlica grucha, winogradu kwiaty napełniają powietrze balsamiczną wonią. Przyjdź, oblubienico moja!

Wtedy znów podeszła ku niemu o jeden stopień i pochylając z pokorą głowę, wyszeptała:

— Oto jestem, Panie. Oblubienicą się mienię Twoją, oblubienicą Tego, któremu służą aniołowie, którego piękność podziwiają gwiazdy.

Wezwana po raz trzeci przez kapłana podniosła się z klęczek i podtrzymywana za ramię przez diakona podeszła do stóp tronu. Tu uklękła. Wśród uroczystej ciszy zawiązał się między oblubienicą a celebransem rytualny dialog:

— Czego pragniesz, córko?

— Przewielebny Ojcze! Przenikniona gorącą i serdeczną tęsknotą ku Bogu, w związku z Panem naszym, Jezusem Chrystusem chcąc resztę życia mego spędzić na adoracji Przenajświętszego Jego Sakramentu, przy zachowaniu reguły św. Franciszka, proszę cię kornie, Ojcze Przewielebny, o łaskę i przywilej zakonnego habitu.

— Użyczę ci go, córko, jeśli posiadasz pewną i niezłomną wiarę, że podołasz nowym, szczytnym zadaniom, że potrafisz żyć, jak na ofiarę poświęconą św. Sakramentowi przystało.

— Mam głęboką nadzieję, że sprostam swym obowiązkom wspomagana przez nieprzebraną łaskę i nieskończoną dobroć Zbawiciela mego, Jezusa Chrystusa.

— Oby Bóg, córko moja, użyczył ci wytrwania.

Tu celebrujący ukląkł naprzeciw ołtarza i podniesionym głosem zaintonował „Veni Creator”.

Pieśń podjął chór niewidzialnych mniszek i kościół cały zabrzmiał melodią weselnego hymnu. Obaj asystujący kapłani odprowadzili nowicjuszkę do klęcznika i oddali w ręce drużek. Te zdjęły z niej welon oblubienicy, koronę z kwiatów pomarańczy i rozpuściły jej na plecy bujne skręty warkoczy.

Ksiądz Pszenicki rozłożył na kolanach opata serwetę, a diakon podał mu na tacy nożyce. Okryta złotolitym płaszczem włosów uklękła Heda u stóp celebrującego. On ujął złocisty jej bugaj lewą ręką i przez chwilę jakby go ważył; potem przyłożył ostrze nożyc i uciął włosy powyżej karku. Błysnęły po raz ostatni w blasku świec i rozsypały się złotą strzyżą na białym obrusie. Druhny przyodziały oblubienicę w błękitny habit, a diakon podał jej z koszyka pełnego płatków róż pas skórzany, kaptur mniszy i czarny welon.

— Siostro Alicjo! — przemówił opat, po raz pierwszy nazywając nowicjuszkę jej nowym, klasztornym imieniem. — Przyjm ten pas zakonny i pomnij na to, że podobnie jak skrępujesz nim biodra swoje, tak na przyszłość skrępujesz i zwiążesz wolą zapędy krwi mieszczące się w lędźwiach. A oto kaptur twój i welon, które ci odtąd nosić przystoi; niechaj ci one przesłonią widok na sprawy błahe i doczesne, a zwrócą twe spojrzenie ku rzeczom wiecznym. Bo powinnaś wiedzieć, że są symbolem samotności życia w Bogu.

W końcu powstawszy, ze słowami: „Przyjmij, najdroższa siostro, światło Chrystusa” podał jej zapaloną świecę. Potem pokropił ją święconą wodą na krzyż i zaczął tłumaczyć jej piękno i poezję życia klasztornego:

— Nie oglądaj się poza siebie na porzucone przez się rozłogi świata i nie żałuj, córko moja, niczego, coś pozostawiła poza furtą klasztoru; bo cząstka, którą obrałaś, lepsza jest i nie będzie ci nigdy odjęta. Zamiast czczych zajęć światowych będziesz spełniać odtąd dzieła miłosierdzia, pokutować za drugich, modlić się za tych, co się modlić nie umieją lub nie chcą; przyczyniać się będziesz do powiększenia i wzmocnienia ligi duchów dobrych w walce wieczystej z synami piekieł, by zadośćuczynić Panu za nienawiść, którą ku Niemu zioną. Męki się nie lękaj! Cierp, zmagaj się i łam z sobą, a będziesz szczęśliwa. Kochaj swego Niebieskiego Oblubieńca, a przekonasz się, jak słodkim, jak nieskończenie czułym jest dla Swych wybrańców. Miłość Jego jest tak ogromna, że nie będzie nawet czekał twego oczyszczenia przez zgon, by cię wynagrodzić za cierpienie; przed czasem, już za życia obsypie cię Swymi łaskami i jak św. Teresa z nadmiaru tęsknoty za Nim błagać Go będziesz o przyspieszenie dnia śmierci. Na koniec pamiętaj, córko moja, że podwaliną życia klasztornego jest ubóstwo, czystość i pokora; wyposażona w te trzy cnoty stawisz zwycięsko czoło wszystkim, choćby najzajadlejszym atakom i zakusom szatana. A teraz, siostro Alicjo, błogosławię ci na nową drogę żywota w imię Ojca i Syna, i Ducha św. Amen!

Powstał i z wzniesionymi ku stropowi świątyni oczyma modlił się:

— Panie, przyjmij tę dziewicę ofiarowującą Ci się jak Hostia za grzechy świata!

Organy zagrały „Te Deum”. Siostra Alicja z płonącą świecą w ręce, poprzedzana przez diakona z krzyżem i gromadkę wiernych, a w ślad za nimi opat wsparty na pastorale wyszli z kościoła na podwórze. Melodia hymnu ścichła. Nowicjuszka zbliżyła się ku bramie od podwórca wewnętrznego i uderzając o nią trzykrotnie prawą ręką, prosiła:

— Otwórzcie mi podwoje sprawiedliwości! Bo wszedłszy, uczynić chcę wyznanie Panu.

I otwarła się brama na podwórzec drugi, odsłaniając w głębi zastęp mniszek.

— To są podwoje Pana; tylko sprawiedliwi mogą je przekroczyć — śpiewał chór Morskich Panien.

— Wejdę do miejsca Przedziwnego Tabernakulum, wejdę aż do samego przybytku Pana — odpowiedziała siostra Alicja i śmiało posunęła się ku progowi.

— Dom to Pański, dom to silnie zbudowany: mocno spoczywa na skalnej podwali — ostrzegały ją mniszki.

Lecz nowicjuszka, nie uląkłszy się przestrogi i ważkości obowiązków, które ją czekały, uklękła na progu i zwrócona ku opatowi rzekła głosem stanowczym:

— Tu miejsce mego spoczynku na wieki wieków. Tu zamieszkam, albowiem to miejsce sobie wybrałam.

I podniosła ramię, i pokazując palec zdobny pierścieniem ślubnym, zawołała:

— Pan mój, Jezus Chrystus związał mię z sobą pierścieniem, który zdobi mię jak małżonkę. Na koniec zdobyłam to, czego tak pragnęłam, na koniec mam to, czego tak wyczekiwałam; oto złączona jestem w niebiosach z Tym, którego tak umiłowało serce moje.

Opat wzniósł ręce ku jasnemu, pogodnemu w tej chwili niebu i patrząc w lazur błękitu, błagał Pana Zastępów o utrwalenie tego, co zdziałał w duszy świeżo poślubionej Mu dziewicy.

Z grona zakonnic w głębi podwórca odłączyła się matka Anastazja i podeszła do progu bramy.

— Pani — zwrócił się do niej arcykapłan — oddajemy w Twe ręce tę nową oblubienicę Chrystusa. Utrzymuj ją, Pani, w świętym postanowieniu, któremu zaświadczyła dziś w sposób uroczysty, pragnąc poświecić się Bogu jako ofiara na Jego ołtarzu. Przygotuj ją, Pani, do wieczystego związku z Niebiańskim Małżonkiem i w tym szczęśliwym przyroście powierzonej Ci gminy dusz znajdź nowe bodźce do troskliwości macierzyńskiej.

Przeorysza odebrała siostrę Alicję z rąk opata, objęła ją serdecznym, miękkim ruchem ramienia i uprowadziła z sobą w głąb, ku oczekującym towarzyszkom. Zamknęły się za nimi powoli skrzydła bramy...

A gdy o brzasku minął sztorm...

Splecione w siostrzanym uścisku spoglądały Agnieszka i Alicja z platformy tarasu na morze. Dziwnie szybko przylgnęły do siebie te dwie tak różne pod względem kultury i pochodzenia istoty. Zagnane zrządzeniem losu w mury jednego klasztoru panna z arystokratycznej rodziny i córka kaszubskiego rybaka uczuły ku sobie od razu głęboką, może ze wspólnoty doli płynącą sympatię. I tuliły się do siebie jak para bezdomnych, przez nawałnicę ściganych synogarlic.

Siostra Agnes wtajemniczała przyjaciółkę w arkana życia klasztornego, rozwijała jej bystrą z natury, lubo surową umysłowość. — Alicja w zamian niosła jej w darze urok prostoty i wielki liryzm serca. Owinęły się dookoła siebie jak dwa bluszcze i tak wsparte jedna o drugą spodziewały się dojść do kresu przeznaczonej im jeszcze na ziemi wędrówki.

A zwłaszcza siostra Agnieszka odczuwała wtedy bardzo potrzebę takiego oparcia. Bo od dłuższego już czasu dusza jej błądziła w ciemnościach; od niezapomnianego zarania Wielkiej Soboty stanęła jak pielgrzym na rozstajach dróg, niepewna, w którą zwrócić się stronę. Nagłe pojawienie się Warmskiego po dziesięciu latach rozłąki wniosło w zacisze jej życia nieład i rozterkę; nie znalazła dość sił w sobie, by odmówić mu widywania jej z oddali, nie mogła zdobyć się na przerwanie tej beznadziejnie smutnej sielanki. A przecież wystarczyłoby nie wychodzić na taras i pozostać w głębi klasztoru, wystarczyłby jeden jej gest, by dać mu do zrozumienia, ile ją te schadzki kosztują. Lecz na to zabrakło jej hartu woli. I z bolesną radością poddawała się jego życzeniu.

Codziennie, gdy siwy świt rozpraszał cienie, a rozewska latarnia kończyła nocne swe straże, wiedziona tęsknotą wykradała się Agnes na nadmorską platformę. I zawsze zastawała go już tam w dole, u podnóża skalnego wykuszu, wśród wrzątku kipieli z trudem utrzymującego się na łodzi; nigdy nie zawiódł, zawsze już czekał na nią.

Krótkie to były spotkania, krótkie jak uśmiech słońca wśród kirów żałobnego nieba: jedno długie, przeciągłe spojrzenie rzucone w dół spoza kamiennego przedpiersia balustrady, jedno zwarcie się roztęsknionych oczu — oto i wszystko. Potem zaraz odchodziła na poranne officium.

Lecz schadzki wyczerpywały ją duchowo. Agnes zdawała sobie sprawę, że wyłamuje się spod reguły, że zdradza swego Niebieskiego Małżonka, że czyni źle, że grzeszy. Zaczęły ją nękać wyrzuty sumienia. Najbardziej ciążyło jej to, że nie mogła nic wyznać na spowiedzi z obawy, że ksiądz kapelan zabroni jej wychodzenia samej na taras. Lecz to zatajanie sprawy wydało jej się nowym grzechem; spowiedzi swoje zaczęła uważać za świętokradzkie i nie czuła się godną Sakramentu Ołtarza.

Była jak to drzewo samotne przy drodze szarpane przez wichry, jak krzak polnej róży zdany na łaskę losu. Wychudła i wybladła snuła się jak cień po klasztornych korytarzach z głową nisko pochyloną ku piersi, nieśmiejąca nikomu spojrzeć w oczy. Modlitwy, nabożeństwa i praktyki religijne nie przynosiły już ukojenia: nie przepojone żarem oddanej im wyłącznie duszy wydały się czcze, jałowe i obce. Często z przerażeniem stwierdzała, że modląc się, myśli o Warmskim. Zaczęły znów nawiedzać ją nocami sny dwuznaczne, na pół zmysłowe, na pół mistyczne, w których on odgrywał przemożną rolę; i nieraz twarz Chrystusa dwoiła jej się w wizjach sennych rysami Janka. Rozpętało się od nowa piekło pierwszych lat klasztornego życia.

Jedyną ostoją siostry Agnieszki w tych czasach była przyjaźń z Alicją. Cicha i łagodna dziewczyna osładzała jej chwile duchowej walki opowieściami o twardej, kaszubskiej doli lub mnóstwem pytań, którymi zasypywała swoją mistrzynię. I chociaż wikaria nie odsłoniła przed przyjaciółką tragedii swego życia i nie zwierzyła jej swej tajemnicy, widziała w błękitnych jak lazur jej oczach bezgraniczne dla siebie współczucie i wielkie, serdeczne oddanie...

Dziś nad ranem wstała siostra Agnieszka wcześniej niż zwykle i nie czekając brzasku, wysunęła się cicho na taras. W półmroku dogorywającej nocy poszła za nią w ślad Alicja i otoczywszy ramieniem przyjaciółkę, stanęła obok niej pod kolumnadą krużganka. Przez chwilę patrzyły w milczeniu na majaczejącą w mrokach roztocz. Powoli zaczęło szarzeć. Na ciemnym podglebiu żywiołu wyodrębniały się grzebienie pian, chełbiły wzwody fal, bielały pióropusze wodnych hełmów. Popielata poświetl przedbrzasku odkryła raz jeszcze odwieczną pracę morza: wbieganie zalotów na strąd po wyszlifowanych gładko pochylniach, atak na rafy, odskoki odrzuconych run i nowe zakusy rozjątrzonych oporem grzywaczy...

Siostra Agnieszka nie spuszczała z oczu latarni i przylądka. W miarę rozjaśniania się horyzontu czuła, jak obecność Alicji zaczyna jej ciążyć. Nagle drgnęła: spoza Rozewia wysunął się dziób brygolety.

— Siostro — usłyszała głos towarzyszki — chłodno tu dzisiaj; czy nie czas już wracać na poranne nabożeństwo?

— Chciałabym teraz pozostać tu sama, Alicjo. Za chwilę będę z powrotem w oratorium.

Agnes uczuła, jak ramię siostry odwinęło się od jej ramienia.

— Stanie się wedle twojej woli, siostro — odpowiedziała jakimś smutnym, jakby zrezygnowanym głosem i odeszła.

Tymczasem statek zbliżał się pod wszystkimi żaglami; silna, poranna bryza wiejąca prosto z rufy pędziła go z ogromną chyżością na linię klasztoru.

Agnes podeszła ku kamiennemu przedpiersiu i wytężyła wzrok w kierunku brygolety. Urzeczona jej widokiem patrzyła, jak rozpienia sztabą wodę, jak rozpręża białe płótna. W pewnej chwili statek położył się w dryf i spuszczono szalupę z kapitanem. Po upływie paru minut Warmski, przedarłszy się szczęśliwie przez zjeżony archipelag raf, zawinął z łodzią w ponury zaułek wodny między wysterczającym z morza cyplem a klasztorną skałą i liną przymocował szalupę do wystającego kła rakwy.

Lecz cóż to? Co to miało znaczyć?!

Zamiast poprzestać na tym, uchwycił się ręką za gzyms skalnego zwisu ponad głową i odbiwszy się nogami od burty, zaczął piąć się w górę. Przechylona ponad przedpiersie tarasu śledziła Agnes jego ruchy ze śmiertelną trwogą. Chciała zawrócić go z drogi, powstrzymać w szalonym zamiarze, lecz nie mogła wydobyć głosu: zesznurowane żelazną powięzią gardło odmówiło posłuszeństwa. Tymczasem on wspinał się coraz wyżej. Jak akrobata zaczepiał się końcami palców o nieuchwytne, ledwo dostrzegalne wyimki, zawisał na sekundy całe nad zawrotnymi przepaściami, wkręcał się wężowym ruchem w najpłytsze wnęki i przystanie: chciał za wszelką cenę dotrzeć do niej, na szczyt.

Ciało Agnieszki przebiegł zimny, lodowaty dreszcz. Mimo woli cofnęła się w głąb platformy. Lecz było już za późno. Warmski pokonawszy ostatnie przeszkody, jak błyskawica przerzucił się przez parapet i z wyciągniętymi ramionami runął do jej stóp:

— Hanuś! Hanuś najdroższa! Hanuś moja! Święta moja! Najmilsza nad wszystko Hanuś!

Zbladła i zachwiała się. On zerwał się z klęczek i otaczając jej kibić ramieniem, przycisnął usta do jej ust zbielałych.

— Nie bój się, Hanka! To ja, twój Janek. Jam ci nie wróg przecież! Przyszedłem wziąć cię stąd z sobą, uprowadzić stąd na zawsze w bujny, piękny świat, za dalekie morza! Niech się wszystko potem za nami zawali, niech osądzą ludzie! Co nam po ludzkim osądzie, Hanka? Co nam po opinii?... Na rękach cię nosić będę, królewną mi będziesz, panią mi będziesz, żoną umiłowaną — wszystkim!...

Wyrwała mu się z objęć.

— Na rany Chrystusa odejdź stąd! Miej litość nade mną i sobą! — żebrała głosem i oczyma.

Lecz on nie cofnął się i ponownie sięgnął po nią ramieniem. Wyszarpnęła mu się z rąk i jak niegdyś przed widmem mnicha zastawiła się przed nim znakiem krzyża. To ją ocaliło. Jak porażony niewidzialną mocą upadł na kolana i trzymając w ręku skrawek oderwanego woalu, patrzył na nią błagalnie; lecz już jej dotknąć się nie ważył. Wtedy ona podniósłszy w górę krzyż, przeżegnała nim klęczącego i patrząc mu w oczy z głębokim smutkiem, zaczęła cofać się ku krużgankowi. Gdy dotarła pomiędzy pierwsze kolumny, odwróciła się i nie patrząc już poza siebie, rzuciła się ku drzwiom w głębi...

Za chwilę przesuwała się chwiejnym krokiem wzdłuż korytarza oratorium. Z dala dolatywał już śpiew zakonnic odprawiających poranne Godzinki, płynęła woń kadzidła i płonących świec.

W uszach Agnieszki brzmiał wciąż namiętny szept kusiciela, przed oczyma mieniła się łuną miłości jego twarz. W pewnej chwili zatrzymała się:

— Jeszcze czas zawrócić. Zawrócić, póki pora! On tam czeka wciąż jeszcze! Potem może być za późno! Śpiesz się, zanim odejdzie!

Porwał ją wicher tęsknoty i zaczęła biec z powrotem w stronę terasy. Wtem, gdy mijała ostatnią celę, zastąpiła jej drogę postać siostry Beaty. Wychudła, ascetyczna jej twarz pytała smutkiem wielkich, czarnych oczu:

„Dokąd idziesz, siostro wikario?”

Pod siłą tego spojrzenia Agnes spuściła oczy i skłaniając się nisko przed majestatem cierpienia, wyjąkała:

— Przebacz, siostro!

Gdy po chwili znów podniosła głowę i spojrzała przed siebie, postać Beaty rozpłynęła jej się w oczach. Wtedy krokiem pewnym, zdecydowanym zawróciła do kaplicy.


Godziny klasztorne przesuwały się dnia tego leniwo i ospale. Po nieszporach i komplecie nie poszła Agnes do wspólnego dormitarza, lecz pozostała sama w oratorium. Ogromna boleść przykuła ją do stóp ołtarza i rozkrzyżowawszy ręce, z wielkim płaczem rzuciła się na płyty posadzki. W purpurowej poświacie lampki wieczystej patrzyła na nią umęczona twarz Zbawiciela w cierniowej koronie i siała złoto-krwawe blaski monstrancja tabernaculum. Rozpoczął się męczeński, przebolesny nokturn.

Poprzez uchylone skrzydła witraży wpadał szum wzburzonego morza, wkradał się jęk wichru i skargi ciemnych, nieznanych mocy: zbliżały się niezawodne zwiastuny sztormu. Raz w raz przepruwały niebo lazurowe zygzaki, krzyżowały się w przestworzach olbrzymie, stalowo-błękitne szpady. Głuchy ryk przelewy królował wszechwładnie nad głosami ziemi. Rozhukane tarany uderzały zapamiętale w utwierdź klasztoru i wstrząsały podwalinami samotni. Morze szalało...

I w duszy siostry Agnieszki rozpętała się burza przerażenia i grozy. Nigdy jeszcze nie przejęła jej nawałnica tak bezgranicznym lękiem, jak w tę noc beznadziejnie czarną. Bo zdawało jej się, że przez rozkiełzanie żywiołów przemawia gniew boży, odzywa się piorunowy, nieubłagany, acz sprawiedliwy głos Jehowy. W jaskrawej wyrazistości zarysowała się jej wina. Ona — oblubienica Chrystusa, zakładniczka boża złamała umowę zawartą przed laty. Pocałunek wyciśnięty na jej wargach przez Janka skalał czystość niebiańskiego sojuszu, unieważnił pakt. Zatraciła się, zmalała do zera wartość jej zastawu. Bo czymże była ona, jeśli nie zastawem, poręką? Czyż nie gwarantowała sobą jego życia i zdrowia?

A dziś on przyszedł i świętokradczym pocałunkiem zerwał umowę z Bogiem, zniszczył dzieło jej życia, zniweczył z trudem wzniesioną twierdzę upewnienia.

Okropna myśl wśliznęła się do umęczonego mózgu i rozciągnęła ją na torturach. Broniła się przed nią ze wszystkich sił miłującego serca, odsuwała jak najdalej od siebie złowieszcze wnioski.

— Mnie, Panie, skarz za złamanie przymierza — błagała, obejmując uściskiem ramion stopy krzyża. — Na moją nieszczęsną głowę niech spadnie Twa ciężka, boża ręka! Bo ja tylko tu odpowiadam, ja: Twoja zakładniczka i sługa.

I tarzała się z bólu i trwogi, i przyciskała zbielałe usta do ociekających krwią, przekłutych gwoźdźmi Jego stóp.

Lecz burza szalała dalej z jednakową mocą. Coraz to nowe tabuny deneg wyprowadzało do ataku morze, coraz to wścieklej grały krzywuły orkanów. Jakby wszystkie potęgi piekieł wychynęły z otchłani i sprzysięgły się na noc tę dziką, zatraconą.


A podczas gdy w mrokach kaplicy wiła się w męce i przerażeniu siostra Agnieszka, w odległej, samotnej celi na skrzydle północnym klasztoru rozmawiała z Panem ksieni Anastazja. Przed odczuwającą najlżejsze drgnienia powierzonych sobie dusz matką nie ukryła się rozterka duchowa Agnieszki; spojrzeniem wewnętrznym mocnej, wyjątkowej jaźni ujrzała przepaść, nad którą błądziła wikaria. I zadrżała o nią i o klasztor. W poczuciu odpowiedzialności za tę duszę zbłąkaną i przyszłość klasztornej gminy postanowiła rzucić w poprzek drogi zła swój czyn duchowy i nie dopuścić do powtórnego na tym miejscu triumfu szatana.

I oto teraz we włosiennicy, zlana krwawym potem klęczała na deskach podłogi i modliła się ze wszystkich sił mężnego serca:

— Panie, ulituj się nad sługami Twymi i daj im doprowadzić do końca dzieło pokuty. Nie opuszczaj nas w chwili rozstrzygnienia, nie pozostawiaj samych na rozstajach dróg w błyskawicową noc gromów i grzechu. Nie dozwól, Panie, by w tym przybytku wzniesionym na Twą chwałę miał szatan po raz wtóry odnieść zwycięstwo. Pomnij, Panie, na wieloletnie cierpienia siostry Beaty i racz uwzględnić jej cichą, ni jedną skargą niezmąconą ofiarę. Czyż nie jest godna tego, by zaważyła na szali? Czy obecność jej w naszym domu należy przypisać tylko przypadkowi? Czyż nie powinna wpłynąć i na sprawę ekspiacji, której podjął się nasz klasztor? Wybacz, Panie, śmiałość słów moich i zuchwalstwo języka, lecz nie o mnie tu idzie; lękam się o zbawienie tych, które z rozkazu Twego wypadło mi przez czas pewien ku Tobie prowadzić: lękam się o przyszłość naszego zboru. Lecz nie moja niech będzie wola, tylko Twoja, Panie! Jeśli niezbadana mądrość Twoja uznała wysiłki nasze za niewystarczające i trud nasz za mały, ukarz mię pierwszą i usuń spośród nich jako niegodną urzędu, który tu sprawuję. Jeżeli życie moje potrzebne jest do zadośćuczynienia: zabierz je, Panie, zabierz natychmiast! Z radością odejdę ku Tobie...

Tu ksieni wyciągnęła ramiona ku niebu, jakby oczekując stamtąd gromu. Lecz grom nie uderzył. Wiły się tylko oślepiające wstęgi błyskawic i ryczało morze. Więc znów podjęła modlitwę:

— A jeśli na nic tu moje życie, na nic męka Beaty i nie chcesz przyjąć ofiary podstawienia, to jego, Panie, ukarz, jego, sprawcę zamętu! Tylko nie pozwól na ponowny upadek, nie dopuść pohańbienia. Bo ona niewinna, Panie! Za cóż karać bezbronnego gołębia?

Piekielny łomot przerwał jej słowa. Przeciągła, błękitna szarfa rozdarła kiry nocy za oknem i przy jej blasku ujrzała przeorysza na morzu jakiś statek borykający się z rozwścieczoną falą. Przechylone na burtę maszty ze szczątkami żagli dotykały niemal powierzchni wody, pozrywane doszczętnie wanty i forduny śmigały w powietrzu jak olbrzymie, dzikie lassa. Wtem okręt wyprostował się; odskoczyły w górę elastyczne drzewca foku i grotu, wynurzył się z topieli zalany bakort i na wyżce ukazała się postać mnicha. Patrząc w stronę klasztoru, powoli zbliżał się ku krawędzi burty i nagle skoczył w morze. Zgasło upiorne światło i znów nieprzeniknione kiry zaciągnęły przestwór. Wtedy odezwał się przewlekły, spiżowy jęk dzwonu.

— Panie — szepnęła w przeczuciu wielkiej chwili przeorysza — czyżby dzwon ten wybijał moją godzinę? Czyżbyś przyjął ofiarę z mojego życia?

W tej chwili nowa błyskawica wstrząsnęła złożami nocy i odsłonił się dziwny obraz.

Z wieżycy klasztornej niesiony tchem wichrów leciał ku morzu złowróżbny dzwon; rozchybotane jego serce biło na trwogę, tłukło okresy na alarm — wielki alarm śmierci. A gdy dosięgnął morza i runął w jego odmęty na wieczny spoczynek, nadpłynęła z oddali skromna łódź rybacka przepojona nadziemską światłością. A szła jasność owa od słodkiej postaci Żeglarza, który stojąc w pośrodku botu, kładł ręce na grzywach fal i koił ich gniewy; i pod dotknięciem tych rąk dobrych czyniła się wokół łodzi cisza, szła kręgami w dal i wygładzała morze. A gdy nadjechał cudowny korab na to miejsce, w którym zatonął dzwon, wyciągnął Wielki Żeglarz rękę ku ogromnej, czarnej fali, co szła ku Niemu, potrząsając groźnie grzywą. I rozpękła się fala i wyrzuciła z wnętrza swego pół rybę a pół człowieka w mniszym habicie. Stwór dźwignął się z wodnej pościeli ponury i posępny i nie śmiał Panu spojrzeć w twarz. Ale gdy On nie cofał swej ręki, lecz wciąż podawał mu ją przyjaźnie, uchwycił się jej jak niebieskiej kotwicy, przedostał za burtę i rzuciwszy się na dno łodzi, objął w pokorze stopy Wielkiego Rybaka. A On uśmiechnięty słodko, cały w blaskach i jasności położył mu dłoń na głowie i spojrzał w niebo...

Przeniknięta do głębi, wstrząsana dreszczami ekstazy matka Anastazja straciła przytomność.


Nad ranem, o pierwszym świtaniu wyszła z oratorium siostra Agnieszka. Chwiała się co krok i zataczała na nogach z wyczerpania po bezsennej nocy. Wokół niej panowała cisza uśpienia. Wzdłuż ścian korytarza snuły się szare cienie nocy i skwapliwie wciskały w zaułki i kąty. Poranny chłód wnętrza przenikał przez habit i dojmował do kości. W powietrzu pachniało mirrą i kadzidłem...

Była już pod kolumnadą krużganka. Z bijącym sercem spojrzała na taras... Był pusty; tylko tu i tam na marmurowych taflach posadzki bielały kępy szumów i pian wychlustanych nocą przez burzę. Po ołowianym niebie niby ostatnie wspomnienia sztormu przerzucały się ciężkie, rozczochrane chmury, na morzu cichym już i ukojonym wędrowała mała, lekko pomierzwiona fala...

Co to za flaga z poszarpanym proporcem?!

Agnes pędem podbiega do przedpiersia tarasu i przyciskając ręką łomocące głośno pod szkaplerzem serce, spostrzega drzewce strzaskanego masztu wbite w szczelinę pomiędzy skałami; podarte na strzępy resztki żagla łopocą w podmuchach porannej morki jak bandera śmierci. Badawcze oczy zakonnicy przesuwają się z bolesną ciekawością po rozkali przylądka i odkrywają nowe, coraz wymowniejsze szczegóły.

Oto kawał zmiażdżonej burty. Na oddartej, ostatkiem nitów trzymającej się blasze widnieją złote litery napisu.

— Hanka — odczytuje siostra Agnieszka i nagle robi jej się ciemno w oczach.

Aż odsłania się ostra, nieuchronna prawda. Tam, za tym granitowym blokiem kryła się dotychczas, niemal w zasięgu jej ramienia...

Z ręką zaciśniętą kurczowo na szprychach zdruzgotanego steru leży na wznak na skale kapitan Warmski — spokojny już i o nic niedbający, z uśmiechem wyzwolin w stężałych już rysach. Leży piękny i męski, z zakrzepłą strugą krwi na skroni. Do ust przyciska czarnego kwefu szczątek. Nad nim krążą, kwiląc, morskie mewy, gra pieśń żałoby morski wiatr...

27 VIII 1926 – 15 V 1927.

Przypisy:

1. bujowisko — sfalowane morze. [przypis edytorski]

2. spoczyn (neol.) — spoczynek. [przypis edytorski]

3. pażyce, okola — łąki. [przypis autorski]

4. przelewa (neol.) — przelewanie się, wzburzenie. [przypis edytorski]

5. strąd (reg.) — brzeg morski, wybrzeże. [przypis edytorski]

6. snadzizny — mielizny. [przypis autorski]

7. szkwał — gwałtowny wiatr. [przypis autorski]

8. grążyć się — pogrążać się. [przypis edytorski]

9. bełk — topiel wodna. [przypis edytorski]

10. denega — wielka fala. [przypis autorski]

11. grelinga — rodzaj fali (u Kaszubów). [przypis autorski]

12. spychy — urwiste brzegi. [przypis autorski]

13. rotorowiec — statek poruszany wiatrem przy pomocy cylindrów. [przypis autorski]

14. anuncjatki — Zakon Najświętszej Maryi Panny, zał. w 1501 r. w Bourges przez św. Joannę Francuską, tj. Joannę de Valois, drugą córkę króla Francji Ludwika XI i Karoliny Sabaudzkiej, od 1476 r. żonę Ludwika, księcia Orleanu, następnie króla Francji od 1498 r., który w tymże roku uzyskał w Watykanie unieważnienie małżeństwa, obdarzając byłą żonę tytułem księżnej de Berry. Założycielka zakonu zmarła w 1505 r., zaś klasztorowi wsparciem i radą służył nadal powiernik księżnej Joanny, franciszkanin o. Gilbert Nicolas (bł. Gabriel Maria). Nazwa tego zakonu o charakterze kontemplacyjnym pochodzi od annonciade: zwiastowanie; dewiza anuncjatek brzmi: „Naśladować Maryję, aby podobać się Jezusowi”. Mimo że jedno z określeń stosowanych w odniesieniu do tego zgromadzenia „anuncjatki niebieskie”, mniszki noszą wielokolorowe habity, na które składają się: szara suknia (jej barwa oznacza pokutę i ubóstwo), czerwony szkaplerz (nakładany na suknię płat materiału z otworem na głowę; kolor symbolizuje tu mękę Chrystusa, miłość i radość), biały kaptur okrywający czoło, podbródek i spadający szerokim kołnierzem na piersi (biel oznacza czystość Maryi), niebieska wstęga z medalionem Najświętszej Marii Panny, wysuwającym się spod kołnierza, wreszcie czarny welon na kapturze; habity anuncjatek, na wzór franciszkański, są przepasane sznurem z 10 węzłami symbolizującymi regułę 10 ewangelicznych cnót NMP, na której powstał zakon i która była wówczas tożsama z regułą księży Marianów Niepokalanego Poczęcia NMP. W Polsce anuncjatki były nieobecne aż do pierwszego dziesięciolecia XXI w., kiedy został założony ich klasztor w Grąbinie przy sanktuarium w Licheniu. [przypis edytorski]

15. symara — długi, powłóczysty strój wierzchni, noszony w dawnych czasach przez kobiety, niektórych urzędników itp. [przypis edytorski]

16. kompleta — w kościele katolickim ostatnia modlitwa liturgii godzin, odmawiana w nocy, przed udaniem się na spoczynek. [przypis edytorski]

17. Deus in adiutorium meum intende (łac.) — Boże, ku wspomożeniu memu wejrzyj. [przypis edytorski]

18. posowa — sklepienie. [przypis edytorski]

19. Domine, ad adiuvandum me festina (łac.) — Panie, ku ratunkowi memu pospiesz. [przypis edytorski]

20. Te lucis ante terminum (łac.) — do Ciebie przed końcem dnia. [przypis edytorski]

21. k’tobie (starop.) — do ciebie, ku tobie. [przypis edytorski]

22. dormitarzy — sypialń. [przypis autorski]

23. pęcze — pąki, pączki. [przypis edytorski]

24. Empuza (mit. gr.) — demon z orszaku bogini śmierci Hakate, także: uosobienie strachu, widmo zamieszkujące królestwo Hadesa; rodzaj wampira: nocą Empuza miały opuszczać zaświaty, by napadać na podróżnych, zabijać ich, wysysać ich krew i żywić się ich ciałem; imię Empuzy znaczy: „wdzierająca się siłą”; miała jedną nogę oślą, a drugą z brązu (a. spiżu), mogła przybierać dowolne kształty. [przypis edytorski]

25. wszystkoć — skrót od: wszystko ci. [przypis edytorski]

26. pletnia — tu: bicz spleciony z rzemieni. [przypis edytorski]

27. prostracja — skraje wyczerpanie nerwowo-psychiczne; także: praktyki religijne służące poniżeniu, realizowane np. poprzez leżenie krzyżem lub padanie na twarz. [przypis edytorski]

28. srom (daw.) — wstyd. [przypis edytorski]

29. ermitaż (z fr. ermitage) — pustelnia. [przypis edytorski]

30. bujowisko — sfalowane morze. [przypis edytorski]

31. duna — wydma piasku, zaspa, morska góra. [przypis edytorski]

32. denega (reg.) — wzburzone morze. [przypis edytorski]

33. na trawersie — na poziomie, na wysokości. [przypis autorski]

34. dościgły (daw.) — dojrzały (o owocu). [przypis edytorski]

35. memento (łac.) — dosł.: pamiętaj; tu: znak przypomnienia. [przypis edytorski]

36. pensum (z łac.) — określona (np. poprzez liczbę godzin roboczych) ilość dziennej pracy do wykonania. [przypis edytorski]

37. erem — klasztor. [przypis autorski]

38. kazać — tu: wygłaszać kazanie. [przypis edytorski]

39. venite, appropinquate, ancillae Domini — Bywajcie, służebnice Pana. [przypis autorski]

40. dumna była na co — dziś popr.: dumna była z czego. [przypis edytorski]

41. ninia! — po kaszubsku: hej!, a jakże!, no! [przypis autorski]

42. czas godów — Boże Narodzenie. [przypis autorski]

43. godnik — grudzień. [przypis autorski]

44. głada — pogoda. [przypis autorski]

45. bodzionki — węgorze. [przypis autorski]

46. wąton — rodzaj sieci. [przypis autorski]

47. drguba — rodzaj sieci. [przypis autorski]

48. kwacz — rodzaj statku. [przypis autorski]

49. peszna — Pyszna. [przypis autorski]

50. snaże — Piękne. [przypis autorski]

51. meridiana — w klasztorze: godzina kanoniczna południowa. [przypis autorski]

52. erem — [pustelnia; tu:] klasztor. [przypis autorski]

53. bławy (daw.) — bladoniebieski, modrawy. [przypis edytorski]

54. ledzena (reg.) — ściernisko (po kaszubsku). [przypis autorski]

55. pażyce — łąki. [przypis autorski]

56. bławić się — niebieszczyć się, błękitnieć. [przypis edytorski]

57. bujowisko — sfalowane morze. [przypis edytorski]

58. gędźba (daw., gw.) — śpiew. [przypis edytorski]

59. remki — wiosła. [przypis autorski]

60. nenka (reg.) — matka (po kaszubsku). [przypis autorski]

61. grelingi — rodzaj fal. [przypis autorski]

62. zaloty — rodzaj fal. [przypis autorski]

63. wywłoka — miejsce na brzegu do wyciągania łodzi. [przypis autorski]

64. wanta — ściana. [przypis autorski]

65. pecyna — sadza. [przypis autorski]

66. białka — kobieta. [przypis autorski]

67. wieszczy — upiór. [przypis autorski]

68. hyl — wzgórze. [przypis autorski]

69. kil — dno, spód. [przypis autorski]

70. mreża — rodzaj sieci. [przypis autorski]

71. uklejnica — rodzaj sieci. [przypis autorski]

72. ruchna — suknia. [przypis autorski]

73. rębowana myca — czapeczka z koronkami. [przypis autorski]

74. w rajbi — w swaty. [przypis autorski]

75. brutci tońc — Taniec panny młodej. [przypis autorski]

76. mimo — tu: obok. [przypis edytorski]

77. gwes — pewnie. [przypis autorski]

78. krzewac żaki — zaglądać do sieci. [przypis autorski]

79. z botami — z łodziami. [przypis autorski]

80. cezy — sieci. [przypis autorski]

81. przyrychtuj — przygotuj. [przypis edytorski]

82. kocwi — kotwicy. [przypis autorski]

83. golców — klusek ziemniaczanych. [przypis autorski]

84. podpólnika — śniadania. [przypis autorski]

85. zoczerke — zacierkę. [przypis autorski]

86. bańtka — Rodzaj ryby. [przypis autorski]

87. bot, właśc. bat — łódź rybacka o jednym maszcie. [przypis edytorski]

88. głada — cicha morska toń. [przypis edytorski]

89. grędzec — grążyć; [ceze grędzec: zanurzać sieć, zarzucać sieć]. [przypis autorski]

90. rząpów — zbiorników. [przypis autorski]

91. pośpiały — zdążyły w porę. [przypis autorski]

92. wiodro — powietrze. [przypis autorski]

93. wid — światło. [przypis autorski]

94. bukse — spodnie. [przypis autorski]

95. grepą — kupą. [przypis autorski]

96. korczak — czerpak. [przypis autorski]

97. czmyr — mała rybka. [przypis autorski]

98. kidzena — trawa morska. [przypis autorski]

99. kweres — kłopot, zamieszanie. [przypis autorski]

100. bakort — lewy bok. [przypis autorski]

101. kraj — głąb lądu. [przypis autorski]

102. knopy — chłopcy. [przypis autorski]

103. chwat — siła. [przypis autorski]

104. szot — żagiel. [przypis autorski]

105. belnota — dzielność. [przypis autorski]

106. uchwat — rękojeść. [przypis autorski]

107. paczyna — wiosło. [przypis autorski]

108. szor — głębina. [przypis autorski]

109. dolban — nadburcie. [przypis autorski]

110. rewa — mielizna. [przypis autorski]

111. snadka zielenica — przestrzeń wód zielona i płytka opodal strądu. [przypis autorski]

112. remkowali — wiosłowali. [przypis autorski]

113. żor — głębina. [przypis autorski]

114. helmąt — rekojeść. [przypis autorski]

115. stachy — liny. [przypis autorski]

116. rewiny — sznurki do ściągania żagli. [przypis autorski]

117. pióro — dolna część [wiosła]. [przypis autorski]

118. paczyna — wiosło. [przypis autorski]

119. Dorszówna — córka Dorsza; daw. forma nazwiska kobiecego. [przypis edytorski]

120. brodnik — niewód. [przypis autorski]

121. gafla, właśc. gafel — żagiel wielki. [przypis autorski]

122. sak macicy — środkowa część niewodu. [przypis autorski]

123. sztymbork — prawa burta łodzi. [przypis autorski]

124. szczeżeła — łuska. [przypis autorski]

125. jadra — sieci. [przypis autorski]

126. pojazda — wiosło nieokute. [przypis autorski]

127. dulki — kołki w burcie na wiosło. [przypis autorski]

128. wojo — ster. [przypis autorski]

129. bystrza — prąd. [przypis autorski]

130. denega — wzburzone morze. [przypis edytorski]

131. stępka — spodni tram, belka statku. [przypis autorski]

132. brzad — owocem. [przypis autorski]

133. denega — wzburzone morze. [przypis edytorski]

134. drzony — ciernie. [przypis autorski]

135. Vox mea vox vitae, vocat vos: ad sacra venite — głos mój głosem życia; wzywa was: przybądźcie na święte obrzędy. [przypis autorski]

136. Arnoldus me fecit (łac.) — Arnold mnie ulał. [przypis autorski]

137. Anno Domini MCDXCII (łac.) — roku Pańskiego 1492. [przypis autorski]

138. Vigilate ergo, quia nescitis (łac.) — Czuwajcie przeto, ponieważ nie wiecie. [przypis autorski]

139. początniki — początkowe litery. [przypis autorski]

140. rozdzielniki — znaczki ozdobne rozdzielające litery napisu. [przypis autorski]

141. larwa (daw.) — maska. [przypis edytorski]

142. Profundis exii — in profunda redibo — cum claustrum peccata expiaverit (łac.) — Z głębin wyszedłem i do głębin wrócę, gdy klasztor grzechy odkupi. [przypis autorski]

143. in odore sanctitatis (łac.) — w aurze świętości (dosł. w woni świętości). [przypis edytorski]

144. castrum doloris (łac.) — twierdza boleści. [przypis edytorski]

145. dixit Dominus Domino meo (łac.) — rzekł Pan do Pana mego. [przypis autorski]

146. Beatus vir, qui timet Dominum (łac.) — szczęśliwy mąż, który lęka się Pana. [przypis autorski]

147. jagody (daw.) — policzki. [przypis edytorski]

148. kierz płonący (daw.) — płonący krzak, tu: biblijny krzew gorejący, w którym objawił się Mojżeszowi Bóg Jahwe (Wj 3). [przypis edytorski]

149. Monsalvat — zamek świętego Graala pojawiający się w legendach o Parsifalu i Lohengrinie. [przypis edytorski]

150. huby — fałdy. [przypis autorski]

151. karwatka — kaftan. [przypis autorski]

152. duna — wydma piasku, zaspa, morska góra. [przypis edytorski]

153. sieroco — jak sieroty. [przypis edytorski]

154. reda — przystań. [przypis autorski]

155. bujowisko — sfalowane morze. [przypis edytorski]

156. denega — wzburzone morze. [przypis edytorski]

157. ruchna i rańtuchy — szaty i całuny (fartuchy). [przypis autorski]

158. douka — mgła. [przypis autorski]

159. snadzizna — mielizna. [przypis autorski]

160. godnik — grudzień. [przypis edytorski]

161. gromnicznik — kaszubski: luty. [przypis autorski]

162. bretlingowa — Szprotowa. [przypis autorski]

163. checza — chata, dom. [przypis edytorski]

164. bot, właśc. bat — łódź rybacka o jednym maszcie. [przypis edytorski]

165. bodor — oścień. [przypis autorski]

166. bierdżadła — haki. [przypis autorski]

167. stroisze — rękojeści. [przypis autorski]

168. szor — głębia. [przypis autorski]

169. prawiów — rybaków, właścicieli łodzi. [przypis autorski]

170. doukowaty — mglisty. [przypis autorski]

171. Norda — wiatr północny. [przypis autorski]

172. tamcza — chmura. [przypis autorski]

173. przyśpiał — zdążył. [przypis edytorski]

174. kątorze — dosłownie: ropucho. [przypis autorski]

175. dzewus — dziewuchy. [przypis autorski]

176. wizc — dziergać. [przypis autorski]

177. smantk — diabeł. [przypis autorski]

178. zachowanie (daw.) — szacunek. [przypis edytorski]

179. lubo (daw.) — chociaż. [przypis edytorski]

180. śniaty — pnie. [przypis autorski]

181. przenosić (daw.) — przerastać. [przypis edytorski]

182. denega — wzburzone morze. [przypis edytorski]

183. plesz — tonsura. [przypis autorski]

184. kanie — zjawi się, spadnie. [przypis autorski]

185. doukowaty — mglisty. [przypis edytorski]

186. ciejbe — niby, jakby, jak. [przypis edytorski]

187. tamcza — chmura. [przypis edytorski]

188. Rzpltej — skrót od: Rzeczypospolitej. [przypis edytorski]

189. wanty — tutaj: liny boczne masztu. [przypis autorski]

190. sztagi — rodzaj lin. [przypis autorski]

191. rej, bomów i gafów — drewn przy maszcie do rozwieszania żagli. [przypis autorski]

192. bujowisko — sfalowane morze. [przypis edytorski]

193. bełk — lej wodny. [przypis autorski]

194. officium tenebrarum — ciemna jutrznia. [przypis autorski]

195. Astiterunt reges terrae — przystanęli królowie ziemscy. [przypis autorski]

196. przeczże (starop.) — czemuż. [przypis edytorski]

197. Respice, quaesumus — Spójrz (Panie), błagamy (Cię). [przypis autorski]

198. przybój — uderzanie fal morskich o skałę. [przypis autorski]

199. oścień — dziób (maszt poziomy). [przypis autorski]

200. kliwry i sztaksle — rodzaje żagli. [przypis autorski]

201. przebrasowanie — przestawienie, obrócenie. [przypis autorski]

202. rumpel — rękojeść steru. [przypis autorski]

203. grana — ziarna. [przypis autorski]

204. lumen Christi — światło Chrystusa. [przypis edytorski]

205. paschał- — wielka świeca. [przypis autorski]

206. rutilans ignis accendit — płonący (migocący) ogień zapala. [przypis autorski]

207. Benedico te, creaturo aquae (...) cuius Spiritus super te ferebatur (łac.) — Błogosławię cię, żywiole wody, przez Boga żywego, przez Boga prawdziwego, przez Boga świętego: przez Boga, który na początku oddzielił cię słowem od suszy; którego Duch unosił się nad tobą. [przypis autorski]

208. kabotaż — żegluga przybrzeżna. [przypis autorski]

209. daleki rejs — żegluga statków handlowych. [przypis autorski]

210. na rejdzie — [na] postoju. [przypis autorski]

211. brandwachta — statek strażniczy. [przypis autorski]

212. awaria — uszkodzenie. [przypis autorski]

213. samozaufany — pewny siebie. [przypis edytorski]

214. mitralieza — kartaczownica, pierwotna wersja ciężkiego karabinu maszynowego. [przypis edytorski]

215. denega — wzburzone morze. [przypis edytorski]

216. zdryfowałeś — zboczyłeś. [przypis autorski]

217. kaducznie — diabelnie. [przypis edytorski]

218. trajsle — rodzaj żagli. [przypis autorski]

219. gejtawy — rodzaj lin. [przypis autorski]

220. lec w dryf — zatrzymać statek na miejscu. [przypis autorski]

221. Tworki — tu: dom dla umysłowo chorych; dom wariatów. [przypis edytorski]

222. kluzę — otwór w dziobie statku na łańcuch kotwiczny. [przypis autorski]

223. szturwał — machina sterowa. [przypis autorski]

224. wincerada — płaszcz nieprzemakalny noszony przez marynarzy. [przypis edytorski]

225. awanport — przedporcie, reda; wysunięta część portu właściwego, osłonięta falochronami, służąca jako chwilowe schronienie statków np. przed burzą. [przypis edytorski]

226. Blue Peter — dosłownie: „Niebieski Piotr”. [przypis autorski]

227. Abfahrt nach Hamburg (niem.) — odjazd do Hamburga. [przypis edytorski]

228. bratszpil — machina do wyciągania kotwicy. [przypis autorski]

229. chciałżebyś — konstrukcja z partykułą -że; inaczej: czy chciałbyś, czyżbyś chciał. [przypis edytorski]

230. sztybork — burta prawą łodzi. [przypis autorski]

231. istienno (z ros.) — zniekszt., właśc. istinno (истинно): prawdziwie, zaiste. [przypis edytorski]

232. ruki wierch (z ros.) — ręce do góry. [przypis edytorski]

233. rabandy — taśmowe naszywki żagli. [przypis autorski]

234. hals — ciąg. [przypis autorski]

235. pół rumbu

horyzontu. [przypis autorski]

236. potrzebach (daw.) — przedsięwzięcie, bitwa. [przypis edytorski]

237. denega — wzburzone morze. [przypis edytorski]

238. trap juty — schody w tylnej partii statku. [przypis autorski]

239. koja — łóżko okrętowe. [przypis autorski]

240. zwrot przez sztag — dziobem ku wiatrowi. [przypis autorski]

241. jastre — Wielkanoc. [przypis autorski]

242. uklejnice — rodzaj ryb. [przypis autorski]

243. wiodro — powietrze. [przypis autorski]

244. nena — matka. [przypis autorski]

245. świętojańskie — czerwcowe. [przypis autorski]

246. brzad — owoc. [przypis autorski]

247. krzewał — macał. [przypis autorski]

248. kanie — nadchodzi, skrada się chyłkiem. [przypis autorski]

249. ciejbe — jak gdyby. [przypis autorski]

250. douka — mgła. [przypis autorski]

251. duna — wydma piasku, zaspa, morska góra. [przypis edytorski]

252. denega — wzburzone morze. [przypis edytorski]

253. wieszczy — upiór kaszubski [tj. po kaszubsku]. [przypis autorski]

254. przepijanie skórki — stypa. [przypis autorski]

255. lubo (daw.) — choć, chociaż. [przypis edytorski]