Pirotechnik

Baśń astralna

Pod granat nieba trysnął nowy pęk ogni, przepruł świetlistą linią kiry lipcowej nocy i rozsypawszy się tam, hen, w zenicie w skrzący miriadą gwiazd bukiet, spadł kaskadą pomiędzy drzewa królewskiego parku...

Zanim tłum widzów ochłonął z podziwu, wydźwignęła się w przestrzeń trójbarwna „pałka Herkulesa”, oślepiająco biały promień światła mknący pionowo w górę lotem strzały, a dookoła niego dwie smugi wirujące, dwa pasma przedziwne: pąsowe i barwy topazu...

A gdy już zgasła w przestworzach trójświetlna rakieta i mroki alej rozwidniały znów tylko żagwie i smolne pochodnie, nagle zgłuszył gwar dworskiej gawiedzi przeciągły świst wstrząśniętego powietrza i wśród deszczu złotych iskier wzleciała pod niebo duża, zielona bania, za nią śmignęło w przegony wydłużone wrzeciono i dopadłszy ją na podgwiezdnym szlaku, wbiło się ostrzem na wylot; olbrzymi, szmaragdowo-purpurowy bąk zawahał się na chwilę, zakołysał i zatoczywszy potężny krąg, zaczął w spiralnych skrętach staczać się cicho ku ziemi...

I tak szły w niebo coraz to piękniejsze ognie rozegrane migotem blasków, roześmiane tęczami kolorów, bujne, szczodre a krasne. Rozchylały się w lubieżnej pysze przecudne krzewy, rozkładały ogniste kosze, sypiąc bezlikiem gwiazd, płatków i kwiatów, strzelały płomienne race, czerwone gejzery, pomarańczowe wodotryski.

A tam, na rusztowaniu z tarcic, wysoko nad tłumem królewskich gości czerniała w świetle chińskich latarek postać ogniomistrza. Jak czarodziej skinieniem laski wywabia kształty i widma, tak mistrz Jan gestem ręki szybkim, nieuchwytnym rozpętywał przyczajone do skoku rakiety, wyzwalał drzemiące baterie, podpalał stupiny142 i lonty, uwijając się jak zły duch wśród stosów ładunków, piramid, bomb, cygar ognistych, bengalskich ogni, granatów. A spod palców jego wąskich, nerwowych, niemal kobiecych, tryskały w niebo siklawą143 ogni poematy życia i jego przedziwne urody...

A gdy już północ spłynęła w mosiężnych kręgach z zamkowych zegarów i król powstał z tronu, by dać hasło do zakończenia igrzyska, zleciała ze stopni rusztowania duża, błyszcząca barwami opalu kula, prześmignęła ponad czubami drzew i skosem w podrzutach drasnęła powierzchnię parkowego stawu. Wtedy Roksana, pierworodna córa królewska zstąpiwszy w dół w nadbrzeżne aleje, pochyliła się nad wodą, w zachwycie dziecięcym wyciągając ręce do tańczącej kuli. I oto nagle pękło w tysiące skorup świetlane zjawisko, z wnętrza wypadła pąsowa różyca i przeleciawszy ponad balustradą, legła u stóp królewskiej dziewicy.

Uśmiech skrasił144 wargi Roksany i cicho wydała zlecenie jednej z dworek. A gdy za chwil parę stanął przed nią drżący z uwielbienia ogniomistrz i wzrokiem miłości pełnym pytał o wolę i rozkazy, ściągnęła z palca sygnet rubinowy i oddała mu w darze. Pochylił się mistrz Jan kornie do kolan królewny i ucałował rąbek jej szaty.

— Jutro — usłyszał jak przez sen szept czarowny — jutro pod wieczór bądź tu nad stawem.

I odeszła z gronem dziewek dwornych, urodziwych...

Od owej przedziwnej nocy, nocy ogni i świetlistych igrzysk rozpoczęło się dla Jana nowe życie. W samotnię jego pracowni wtargnęła czerwonym płomieniem miłość i zażegła słodki, odurzający bezmiarem rozkoszy pożar. Pirotechnik nadworny został tajemnym kochankiem królewskiej córy.

A miłość ich ukrywały wiernie parkowe drzewa i odległe, warkoczami powojów i bluszczów spętane ustronia..

Cudnie wybujał w tym czasie kunszt Jana. Spotęgowany szczęściem bez granic, dumny w łaski Roksany, stwarzał dzieła jedyne, świetne, wyjątkowe. Powstawały ogniste symfonie radości, hejnały światła zwycięskie, peany bujawej siły rozrodu szumne jak młodość, perlące jak wino, mocne jak miody pasieczne. Całą rozkosz życia rozpierającą mu pierś młodą wyrzucał mistrz w noce pogodne na ekran nieb; i spalały się tam wysoko na firmamencie ogniste hymny — rapsody, głosząc chwałę miłości i cudów ziemskiej wędrówki.

Lecz, wiadomo, szczęście ludzkie — to gość rzadki i na krótkim postoju; jak zabłysło nagle, niespodzianie — tak wrychle145 zgasło.

Pewnego wieczora zastał Jan w parkowej altanie zamiast królewskiej kochanki jej szatną, Dorotkę. Dziewka z szydem146 w czarnych oczach podała mu ciężką sakwę z jedwabiu i rzekła:

— Pani moja zleciła oddać wam, panie, to złoto, dziękując za przyjaźń i serdeczną przysługę. W ogrody króla jegomości więcej się, panie mistrzu, nie zapuszczajcie, ile że trud odtąd byłby daremny a niebezpieczeństwo łatwe. Za tydzień Roksana pójdzie w łożnicę księcia Śnigóra, który dni temu kilka dziewosłębów nam przysłał. Ostawajcie z Bogiem i zapomnijcie! Tak przykazuje królewna, moja pani.

Ból czarny targnął sercem Jana, ból okropny i jędza splugawionej dumy.

Miotnął w twarz dziewce sakiewkę w dank147 za wiadomość i odszedł bez słowa.

Rozpoczęła się włóczęga po szerokim, pustym świecie. Z kijem podróżnym w pięści, ze skrzynką przyborów pod pachą wędrował pirotechnik z miejsca na miejsce rzucany jak ten liść jesienny podmuchami przypadku. Żarła go nędza, bolał wstyd; goryczą przesiąkła dusza, krwawiło serce.

Więc mścił się na ludziach, ukazując im świat w karykaturze a życie w lustrze wypukłym maszkary i poczwar.

Bywało, w noce gwiezdne rozkładał wędrowną swą paczkę na środku rynku w nieznanym gdzieś mieście, mieścinie lub wsi przydrożnej, klecił naprędce rusztowanie, a gdy tłum ciekawych obstąpił go kołem, puszczał w milczące przestworza zjadliwe węże ziejące ogniem z zielonych paszcz jakieś zgmatwane, złośliwie sznury świateł pełne czwarzących się w odstępach węzłów — ślepe, jadowite, złe, zionące trupim swędem szmermele148.

Przerażony motłoch rozbiegał się wśród okrzyków grozy do domów, przeklinając niesamowitego szarlatana. A on spokojnie pakował ładunki w gilzy, okręcał w smolne szmaty, by w deszcz nie przemokły i zamknąwszy szczelnie w puzdra, odchodził z miasta z uśmiechem drwiny na ustach.

Tak przeszedł spory szmat świata. Był na stołecznych ulicach Europy i zgasił radość wytwornego tłumu, na rynku był w Bizancjum w święto mas bejramu149 i zwarzył wesołość dzieci Proroka — na uczcie był u szejka w Arabii Szczęśliwej i ściął mrozem śmierci twarze pijanych biesiadników. Strach szedł w ślad za nim, blady strach i groza zaklęte przez mistrza w zjawy świateł, rakiet i dżdżów ognistych...

Aż spłynęło nań ukojenie. Pewnego dnia w skwarne południe sierpnia spotkał na tamie portowej w Neapolu Maritę kwieciarkę i wtedy zapomniał o Roksanie. Słodka, czarnooka fioraja di Napoli została jego żoną.

I popłynęły dni cichego szczęścia.

Owe wspólne wędrówki po długich, znojnych kurzawą i pyłem gościńcach, owe postoje w przydrożnych gospodach, hen gdzieś w skrajnym polu pod namiotem nieba, przedrzemane noce! Hej! Ból serce dławi, oczy w łzach mętnieją... Minęło, minęło...

I w sztuce Jana zaszły wtedy zmiany. Przestały płonąć na widnokręgu złośliwe maszkary, przestały szczerzyć się ku ludziom uśmiechy ognistych poczwar. Złagodniała pieśń pirotechnika. Przed oczyma widzów paliły się teraz błękitne ognie ukojenia w glorii lazurowych płomieni indu, kalomelu, przetykały haftem płaszcz nocy łagodne irysy, skłaniały kielichy tulipany, rozwachlarzały się soczystą zielenią barytu długowłose palmy...

Jan zaczął prowadzić życie osiadłe. Wybudował duży, biały dom nad brzegiem rzeki, zasadził wkoło daktyle, cytryny, pomarańcze. Wewnątrz założył pracownię, zatrudnił kilku ludzi. W wielkich, beczkowo sklepionych piecach topił metale, prażył w tyglach, przecedzał przez alembiki.

Marita stała wiernie u boku męża: rozcierała tłuczkiem ładunki na marmurowych tafelkach, mieszała preparaty rogową łopatką, napełniała z kobiecą ostrożnością puste gilzy i patrony. Huczały paleniska, stękały miechy, pieniły się szumem retorty.

Na płaskim dachu domu urządził obserwatorium pirotechniczne i ogniopróbnię; tu przepuszczał swe twory przez surowy osąd probierzy, nim wypuścił je w świat ludziom na podziw i zachwyt.

Bo Jan zapragnął kunszt swój ognisty podnieść na wyżyny wielkiej, świętej sztuki; nie chciał być szarlatanem jak tylu wędrownych jego współbraci, cyrkowym hecarzem strzelającym w niebo rakietami dla uciechy jeno i błahej rozrywki. Chciał zakląć myśl swoją w ogniopalne dzieło, wypowiedzieć w burzy i zgiełku ogniotrysków swe czucia, marzenia i sny przebogate. Raziła go niedoskonałość środków, trawił ból i tęsknota za czymś wielkim i trwałym. I smutek bezbrzeżny kładł mu się lodowatym całunem na serce, ilekroć widział na niebie swe najpiękniejsze ognie. Bo wiedział, że moment cudu krótki ni to150 mgnienie błyskawicy, że za chwil parę zgaśnie świetne zjawisko: spadnie mu do stóp żużlem meteoru.

Wtedy z tęsknoty owej w południe życia poczętej zrodził się pomysł wielki i śmiały, który miał zostać kiedyś dziełem jedynym, tworem nieśmiertelnym i trwałym pirotechnika Jana.

Zrodził się w ciszy domowego szczęścia i zapadł głęboko w duszę na dno. Otoczyła go tajemnica świętości i jakaś szczególna wstydliwość. Jan nie zwierzył się nawet przed żoną.

Od owej przedziwnej godziny narodzin co dzień wieczorną porą, gdy już ostygły retorty, ogień dogasał w paleniskach i towarzysze pracy rozchodzili się po domach — zamykał się mistrz w samotnej pracowni. Gdy w godzinę, dwie potem wychodził z tajemnego wnętrza — twarz miał dziwnie zmienioną i bladą, w oczach chmurną zadumę. Pytany przez żonę odpowiadał ni to, ni owo, kiedyś później wszystko odkryć obiecując.

Lecz wiadomo, kobieta ciekawa. Niecierpliwości nie mogąc opanować, zakradła się Marita pod wieczór do pracowni i ukryła za żelaznym przepierzeniem, co odgradzało przystęp do pieca od wnęki na kruszce. I ujrzała rzecz dziwną.

Upewniwszy się, że drzwi dobrze zaryglowane, nacisnął Jan palcem ścianę w pewnym miejscu; wtedy ukazała się wydrążona skrytka, z której dobył dużą, kryształową czarę napełnioną jakimś purpurowym płynem z zanurzoną w nim swobodnie czarną, krągłą masą. Ustawiwszy preparat przed sobą na stole, odwinął rękaw, zadrasnął skórę ostrzem noża powyżej łokcia i wpuścił parę kropel krwi do płynu. Potem zawiązawszy rękę, pochylił się nad czarą, dotykając czarnej kuli palcami obu wyciągniętych dłoni. Powoli oczy jego nabrały szklanego wyrazu, ciałka podeszły w górę, członki nabrały sztywności drewna i... stojąc usnął. W jakiejś chwili wyprężone ramiona podniosły się i nieruchomo ustawiły do poziomu ponad czaszą. Wtedy czarna kula, jakby pociągnięta tajemniczą siłą wynurzyła się z płynu i zawahawszy parę razy nad jego powierzchnią, zawisła swobodnie w powietrzu. Mistrz spał snem kamiennym...

Przelękniona Marita nie ruszała się z miejsca. Jakieś głuche przeczucie szeptało jej do ucha, by go nie budzić, nie dotykać w tej chwili. Więc czekała z przytajonym oddechem. A gdy już dobiegła do końca długa godzina, drżenie przebiegło ciało Jana, ręce uderzać zaczęły lekko w powietrzu, aż zesztywniałe ramiona pochyliły się znów skosem ku czaszy. Wtedy kulista masa powoli zanurzyła się z powrotem w rubinowej cieczy. Jan obudził się.

Od owego wieczora przestała Marita wypytywać męża. Ukoiwszy raz niewieścią ciekawość, nie pragnęła dotrzeć do sedna tajemnicy; przejmowała ją lękiem i trwogą. Więc trzymała się z dala od „praktyk Janowych”...

Tak mijały im lata w ciszy i szczęścia ukojeniu. Sława mistrza rozchodziła się tymczasem szeroko, zataczając coraz większe, coraz potężniejsze kręgi. Zewsząd ściągali zarówno mądrzy i silni świata tego, jak i pokorni i maluczcy, by podziwiać sztukę pirotechnika z Białego Domu. Urósł w oczach ponad miarę...

Aż nadeszły dni smutku i żałoby. Pewnego rana zachorzała ciężko Marita. Jakaś zabójcza zimnica opanowała zdradziecko młode jej ciało, że kraśniała i bladła na przemiany od gorączki i chłodu. Trzy dni walczyła o życie, zmagała się z chorobą, by czwartego nad ranem odejść cicho w zaświaty na rękach Jana...

Zamilkła na lata pieśń ogniomistrza. Kamienny ból rozpanoszył się w sercu, okrył kirem żałoby roztęsknioną duszę. Umilkły głosy towarzyszy w ogniotwórni, zgłuchły wesołe piosnki pracowników. Zionęły czeluściami otworów wyziębłe piece, drzemały w kurzawie pyłu poniechane tygle, spętane pajęczą przędzą, puste retorty. Jan zapamiętał się w bólu, zaciął w tępej rozpaczy.

Póki nie wyzwolił go kochający duch Marity... Zjawiła mu się w jasną noc grudniową w opustoszałej pracowni, w jedną z tych długich, samotnych godzin, których teraz tyle trawił zamknięty w czterech swych ścianach.

Zjawiła się słodka i czysta z uśmiechem anielskim na twarzy i położywszy mu rękę na głowie rzekła doń szeptem:

— Wstań i zaświadcz światu o sprawach po tamtym brzegu.

Okrzyk radości wydarł się z piersi Jana i wyciągnął ręce, by ją objąć; lecz świetlne zjawisko rozwiało mu się w oczach. Tylko skądś z oddali niby oddech wiatru doszło go ciche westchnienie...

I podjął pracę ducha na nowo. Z pracowni pirotechnika zaczęły padać na niebo potężne projekcje duszy rozmiłowanej już w radościach nie z tego świata: była jakaś wielka w swej przepokorze modlitwą, jakieś ogromne, w muzyce nadziemskiej zasłuchanie. Rzucone w międzyplanetarną przestrzeń ognie rozkwitały w litanie duchów mistyczne, w serc czyste chorały, niebiańskie aniołów koncerty. Wyczarowane z kuźnicy Białego Domu pociski, dosiągłszy stropu niebios, rozrzucały się hen po widnokręgu w falangi świetlnych tworów, w jakieś pielgrzymie orszaki w drodze ku nieznanym celom, w zaświaty...

I szły po niebie te jasne postacie w utęsknieniu bez miary, pełgotały czas pewien w świętym wysiłku, aż wyczerpane drogą przydługą konały i gasły...

Patrzył na tę mękę serdeczną ich twórca i tym żarliwiej pracował nad dziełem swego życia jedynym. I stało się, że wykończył je w czasie, gdy już włos mu na skroniach posiwiał, gdy pochylony już laty151 zapragnął spocząć snem wiecznym.

Więc sprosił na igrzysko ludu wiele z miast i wsi i wyznaczył im siedliszcza kamienne półkręgiem nad brzegiem morza. A sam stanąwszy na rusztowaniu w środku koliska nad pluskotem wzwodliwych fal, wśród ciszy śmiertelnej rozpoczął widowisko.

I opowiedział im ognistą baśń o duszy ludzkiej i jej wędrówkach po szlakach życia. Mówił o wzlotach podniebnych i hańbie upadków, o rajskim śpiewał uśmiechu i piekielnej udręce, o wierze promiennej i kaźni zwątpienia. I dzierżgał na niebo swoją opowieść błyskami rakiet, gzygzakiem szmermeli, cudną poświatą Bengalu. Siał hojną dłonią całe przygarście złotego pyłu, miotał w noc cichą roje tęcz bez liku i świateł dżdżące wytryski. Rozpinał niebotyczne łuki, smukłe tumy i wież iglice, rzucał w ogniowym odmęcie gmachów podniebne arkady...

Nagle ustała orgia świateł, pogasły meteory i zapadły zwycięskie mroki nocy.

Lud zaszemrał niechętnie:

— Czyżby już koniec igrzysku?

I z rozczarowaniem spoglądali w dół na rusztowanie. Tam w blasku kaganka stał mistrz Jan z dłońmi przed się wyciągniętymi jak do modlitwy muezin, z twarzą wzniesioną ku niebu. Zda się skamieniał, zdrętwiał na miejscu...

Wtem wzleciała pod niebo cudna, ciemno-błękitna gwiazda, przeszybowała lotem błyskawicy ponad teatrem widowni i wzbiła się śmiało na firmament. Sześć ramion strzelało z błękitnej jej piersi, sześć świetlnych promieni z szafiru. Dziwna zaprawdę gwiazda.

Bo chociaż wspięła się tak wysoko jak żadna dotąd z rac mistrza, nie zmalała przecież dla oczu, lecz wciąż świeciła nad ziemią w pierwotnym swym blasku. A wtem zawisła w przestworzach na wschód od mlecznej drogi i zatrzymała się wśród siostrzyc...

Na próżno czekali widzowie, kiedy zgaśnie i stoczy się w morze, na próżno...

Bo gwiazda mistrza Jana nie miała już wrócić na ziemię, lecz przyjęta do grona rówieśnic odtąd miała świecić tam w górze.

A tu na rusztowaniu z desek wśród dogorywających lontów i stupin leżały sztywno rozpostarte zwłoki pirotechnika: blady był, bez kropli w twarzy, z zastygłym na wargach uśmiechem.

I zrozumieli ludzie, że duszę swą zaklął w szafirową gwiazdę, by mogła wzlecieć na niebo...

*

Astronomowie świata zauważyli tej nocy nowe ciało niebieskie: jakąś gwiazdę piękną i dużą, co rozbłysła nagle barwami szafiru we wschodniej połaci nieba.

A gdy w noc drugą i następne nie znikała z horyzontu, lecz zdawała się rozpalać coraz świetniejszym błękitem — włączyli ją w poczet gwiazd pierwszej wielkości i nazwali „Stella Pacis” czyli „Gwiazdą Pokoju”.

Przypisy:

1. Et ego rogabo Patrem et alium Paraclitum dabit vobis, ut maneat vobiscum in aeternum spiritum veritatis (łac.) — fragment Ewangelii wg św. Jana: „Ja zaś będę prosił Ojca, a innego Pocieszyciela da wam, aby z wami był na zawsze, Ducha Prawdy (...)” J 14, 16-17. [przypis edytorski]

2. Non relinquam vos orpharos, veniam ad vos (łac.) — fragment Ewangelii wg św. Jana: „nie zostawiam was sierotami, przyjdę do was” J 14, 18. [przypis edytorski]

3. chram (daw.) — świątynia. [przypis edytorski]

4. świątalnych — dziś: świątecznych a. świątynnych. [przypis edytorski]

5. czaty — tu: straż, strażnicy. [przypis edytorski]

6. nie stało (daw.) — zabrakło. [przypis edytorski]

7. tessera (z łac.) — kostka, płytka; pojedynczy element mozaiki. [przypis edytorski]

8. siedliszcze — siedzisko, miejsce do siedzenia. [przypis edytorski]

9. samoczwart z Szymonem — we czworo; Szymon z trzema towarzyszami (towarzyszkami). [przypis edytorski]

10. żali a. zali (daw.) — czyż, czyżby. [przypis edytorski]

11. acz (daw.) — choć. [przypis edytorski]

12. ile że (daw.) — jako że, ponieważ. [przypis edytorski]

13. trzecia godzina dnia — daw. trzecia godzina od wschodu słońca. [przypis edytorski]

14. iścić się — realizować się, urzeczywistniać się. [przypis edytorski]

15. ukrzyżowaliście i zgładzili (daw.) — konstrukcja, w której końcówka fleksyjna pierwszego czasownika ma zastosowanie również dla kolejnego (kolejnych); dziś: ukrzyżowaliście i zgładziliście. [przypis edytorski]

16. Idźcie przeklęci (...) i aniołom jego — fragment Ewangelii Mateusza, w tłum. z Biblii Tysiąclecia: „Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom!” (Mt 25:41). [przypis edytorski]

17. E vidi spiriti (...) andando — I ujrzałem duchy idące poprzez płomień [Przypis autora]. [przypis autorski]

18. do oglądnięcia — dziś raczej: do obejrzenia. [przypis edytorski]

19. curiosum (łac.) — rzecz dziwna; ciekawostka. [przypis edytorski]

20. stygmatoplastia (z gr.) — odciski w glinie lub w wosku pozostawione przez widma pojawiające się na seansach spirytystycznych. [przypis redakcyjny]

21. czworogranny — czworoboczny; o czterech graniach. [przypis edytorski]

22. marka (daw.) — znaczek pocztowy. [przypis edytorski]

23. lubo (daw.) — choć, chociaż. [przypis edytorski]

24. hora canonica (łac.) — godzina kanoniczna, tu: pora obiadu. [przypis redakcyjny]

25. Quivi la ripa (...) cadere in giuso (wł.) — cytat z pieśni 25. Czyśćca Boskiej Komedii Dantego Alighieri, ww. 112–117 (tłum. E. Porębowicza): [przypis redakcyjny]

26. stanca (z wł.) — tu: strofa; typ strofy zastosowanej (po raz pierwszy w historii literatury) przez Dantego to tercyna, czyli strofa trójwersowa, przy czym układ rymów kolejnych strof (mianowicie: aba, bcb, cdc, ded itd.) tworzy rodzaj konstrukcji łańcuchowej. [przypis edytorski]

27. kauteryzacja (łac.) — przyżeganie środkami lekarskimi lub rozpalonym żelazem w celu zniszczenia tkanek patologicznych. [przypis redakcyjny]

28. ideoplastia (z łac.) — ucieleśnienie idei dokonujące się poprzez osobę medium, rodzaj „wylewania się” energii (pobudzenie siły nerwowo-mięśniowej) poza organizm medium następujące pod wpływem wyobrażeń czy bodźców z zaświatów i objawiające się czynnościami mimowolnymi (i. pozytywna) lub zablokowaniem możności wykonania określonych czynności (i. negatywna); termin XIX-wiecznego mediumisty, Juliana Ochorowicza, związany z jego teorią zjawisk mediumicznych, Ochorowicz wyróżnił trzy rodzaje ideoplastii: bierną (wrażeń), czynną (ruchów) i materialną (troficzną). [przypis edytorski]

29. Apage satanas! (łac.) — Precz, szatanie! [przypis redakcyjny]

30. nieszpór — nabożeństwo wieczorne w kościele katolickim. [przypis edytorski]

31. plein pouvoir (fr.) — pełnomocnictwo. [przypis redakcyjny]

32. znać — widocznie. [przypis edytorski]

33. mięsopost — ostatki; w kościele katolickim: ostatnie dni karnawału przed czterdziestodniowym postem poprzedzającym wiosenne święto Wielkanocy. [przypis edytorski]

34. Aleksander VI — Rodrigo Borgia, papież w l. 1492–1503. [przypis redakcyjny]

35. grandseigneur (fr.) — wielki pan. [przypis redakcyjny]

36. poświetl (neol.) — poświata. [przypis edytorski]

37. passes (fr.) — ruchy rąk magnetyzera mające na celu wprowadzenie medium w stan hipnozy. [przypis redakcyjny]

38. fluidyczne woale — pasma zagadkowej materii, wydzielające się z organizmu osobników medialnych w czasie transu. [przypis redakcyjny]

39. Nebukadnezar, właśc. Nabuchodonozor (z hebr.) — władca Babilonu, zm. w 136 r. p.n.e. [faktycznie Nabuchodonozor zm. w 562 p.n.e.; red. WL], lecz jego potomek (syn, jak podaje Biblia), Baltazar, ujrzał na ścianie komnaty, podczas uczty, na której sprofanowano żydowskie naczynia sakralne, napis mane, thekel, fares (chald.): policzone, zważone, rozproszone, jako zapowiedź zemsty bożej. [przypis redakcyjny]

40. Vexilla regis prodeunt inferni (łac.) — Oto postępują naprzód proporce króla piekieł. (Przypis autora). [przypis autorski]

41. Cremaberis igne aeterno (łac.) — Ogniem wieczystym trawiony będziesz. (Przypis autora). [przypis autorski]

42. Noli me tangere (łac.) — Nie dotykaj mnie. [przypis redakcyjny]

43. pęcze a. pęcza — dziś: pąki. [przypis edytorski]

44. melancholia progressiva (łac.) — termin psychiatryczny na oznaczenie pogłębiającego się stanu chorobliwego przygnębienia. [przypis redakcyjny]

45. idées fixes (fr.) — urojenia. [przypis redakcyjny]

46. panta rhei (gr.) — wszystko płynie, wszystko się zmienia. [przypis redakcyjny]

47. prozelityzm (gr.) — skłanianie do przyjęcia innej wiary. [przypis redakcyjny]

48. dementia praecox (łac.) — otępienie wczesne, towarzyszące pogłębiającej się schizofrenii. [przypis redakcyjny]

49. dementia paralitica progressiva (łac.) — otępienie towarzyszące postępowemu porażeniu. [przypis redakcyjny]

50. paranoia senilis (łac.) — obłęd starczy, choroba psychiczna objawiająca się rozwojem przesadnych urojeń. [przypis redakcyjny]

51. Zaratustra — prorok i reformator religii staroirańskiej, mazdaizmu, żyjący prawdopodobnie na przełomie VII i VI w. p.n.e. [przypis redakcyjny]

52. mobed — stan kapłański w starożytnej Persji. [przypis redakcyjny]

53. Atar — w religii staroirańskiej nazwa ognia jako elementu oczyszczającego i zabezpieczającego przed złem. [przypis redakcyjny]

54. Atrarwan — stan kapłański w staroirańskim mazdaizmie. [przypis redakcyjny]

55. obiata (daw.) — ofiara składana bóstwom. [przypis edytorski]

56. Awesta — święta księga mająca według podania zawierać objawienie Zaratustry; pochodzi prawdopodobnie z VI w p.n.e. [przypis redakcyjny]

57. Mitra — bóstwo Persów, źródło światła, opiekun istot żyjących, pan życia i śmierci, wróg demonów. [przypis redakcyjny]

58. znachodził (daw.) — forma 3.os.lp r.m.: znajdował. [przypis edytorski]

59. pirolatria (gr.) — czczenie ognia. [przypis redakcyjny]

60. Aryman (mit. st. irań.) — bóstwo staroirańskie, będące uosobieniem zła. [przypis redakcyjny]

61. zakonodawca — tu: dawca zakonu, tj. zasad religii. [przypis edytorski]

62. pęcze — dziś: pąki, pączki. [przypis edytorski]

63. chylat (z arab.) — suknia honorowa. [przypis redakcyjny]

64. awatar (z sanskr.) — ponowne wcielenie boga albo przodka. [przypis redakcyjny]

65. Agni (z sanskr.) — bóg ognia w mitologii staroindyjskiej. [przypis redakcyjny]

66. liklinos (z gr.) — świecznik. [przypis redakcyjny]

67. kornalina (z łac.) — krwawnik, roślina o właściwościach leczniczych. [przypis redakcyjny]

68. roztruchan (z tur.) — ozdobny puchar biesiadny. [przypis redakcyjny]

69. turmalin (z syngal.) — minerał barwy ciemnej, przechodzącej w czerń, zieleń lub granat. [przypis redakcyjny]

70. burnus (z arab.) — opończa z kapturem z białej wełny. [przypis redakcyjny]

71. chlamida (z gr.) — wierzchnie okrycie starożytnych Greków. [przypis redakcyjny]

72. Izyda (z gr.) — egipska bogini zmarłych, patronka czarów. [przypis redakcyjny]

73. Ammon-Ra-Jowisz — egipski król bogów, [synkretyczny bóg] światła i płodności. [przypis redakcyjny]

74. peplos (z gr.) — wierzchnie okrycie kobiece w starożytnej Grecji. [przypis redakcyjny]

75. chlajna (z gr.) — ciepłe wełniane okrycie u starożytnych Greków. [przypis redakcyjny]

76. dalmatyka (z łac.) — długi, biały strój wierzchni z rękawami u starożytnych Rzymian. [przypis redakcyjny]

77. Brahma (z sanskr.) — najwyższe bóstwo w religii hinduskiej. [przypis redakcyjny]

78. narteks (z łac.) — puszka do przechowywania leków. [przypis redakcyjny]

79. zawiędły — dziś: zwiędły. [przypis edytorski]

80. antymon — metal srebrzystobiały, kruchy. [przypis redakcyjny]

81. Dahaka (mit. st. irań.) — demon na usługach Arymana. [przypis redakcyjny]

82. Ahura-Mazda a. Ormuzd (mit. st. irań.) — bóg światła i dobra. [przypis redakcyjny]

83. hektyczny (z gr.) — trawiący, wyniszczający, gorączkowy; podniecony, zaniepokojony. [przypis edytorski]

84. diw (mit. st. irań.) — zły duch, demon. [przypis redakcyjny]

85. eheu (gr.) — wykrzyknik: hej! [przypis edytorski]

86. Macte virtute estote, carissimi! Diabolus claudicans sum, vulgo (łac.) — Dzielnie spisaliście się, najdrożsi. Jestem diabeł kulawy, pospolicie [w domyśle: pospolicie mówiąc; red. WL]. [przypis redakcyjny]

87. afekty carnis (z łac.) — namiętności ciała. [przypis redakcyjny]

88. lewantyński (z wł.) — wschodni, pochodzący z krajów wschodu śródziemnomorskiego. [przypis redakcyjny]

89. acetylina (z łac.) — gaz świetlny, wytwarzany działaniem wody na karbid. [przypis redakcyjny]

90. tyjada (z gr.) — bachantka, kobieta biorąca udział w starogreckich obrzędach religijnych ku czci Dionizosa-Bachusa. [przypis redakcyjny]

91. Zoroaster — oboczna forma imienia Zaratustra. [przypis redakcyjny]

92. nie tylkoście go nie ujarzmili, lecz (...) ułatwili mu — daw. konstrukcja z ruchomą końcówką czasownikową, która odnosi się do dwóch kolejnych czasowników; inaczej: nie tylko go nie ujarzmiliście, lecz ułatwiliście mu. [przypis edytorski]

93. manele (z łac.) — bransolety. [przypis edytorski]

94. ureus (łac.) — metalowy wąż, znajdujący się na nakryciach głowy królów egipskich, symbol władzy monarszej. [przypis redakcyjny]

95. żertwnik (z ros.) — ofiarnik. [przypis redakcyjny]

96. Dies irae, dies illa... (łac.) — początkowe i środkowe wiersze hymnu Tomasza z Cellano (XII w.) Dies irae [tj. Dzień gniewu]: [przypis redakcyjny]

97. auto da fé (portug.) — ogłaszanie i wykonywanie wyroków Inkwizycji, w szczególności palenie skazanych na stosie, dosł.: akt wiary. [przypis redakcyjny]

98. wygrążyć się (neol.) — zapewne przeciwieństwo słowa: pogrążyć się; wydobyć się z głębi, z toni. [przypis edytorski]

99. zapędny — pochopny. [przypis edytorski]

100. bywać (daw.) — udzielać się towarzysko; uczęszczać na przyjęcia i imprezy (premiery teatralne, koncerty itp.), na których spotyka się elita towarzyska. [przypis edytorski]

101. Beau monsieur impassible (fr.) — Piękny obojętny (niewzruszony) mężczyzna. [przypis redakcyjny]

102. abnegacja (z łac.) — wyrzeczenie się; brak troski o swój stan, wygląd i korzyści. [przypis edytorski]

103. famulus (daw.) — zaufany sługa. [przypis edytorski]

104. zdawał sobie z tego pełną sprawę — dziś popr.: zdawał sobie z tego w pełni sprawę. [przypis edytorski]

105. nie wpierw odpoczął — nie odpoczął zanim; nie odpoczął wcześniej niż; nie odpoczął, aż. [przypis edytorski]

106. przeważny (daw.) — przeważający. [przypis edytorski]

107. profilaksa — profilaktyka; zapobieganie. [przypis edytorski]

108. potrzeba (starop.) — bitwa, walka. [przypis edytorski]

109. flores — ozdobnik w kształcie roślinnym (w charakterze pisma, ornamentach itp.). [przypis edytorski]

110. diariusz — dziennik. [przypis edytorski]

111. zdjęty mrowiem — przejęty tak, że aż przeszedł go dreszcz (mrowienie). [przypis edytorski]

112. przecieżem nie pijany (daw.) — skrót od: przecież jestem nie pijany; przecież nie jestem pijany. [przypis edytorski]

113. wydrożony — wykolejony, wybity. [przypis edytorski]

114. Jedlicz, Józef — Józef Jedlicz, właśc. Józef Kapuścieński (ur. 20 marca 1878 we Wróblówce k. Czarnego Dunajca, zm. 20 lutego 1955 w Warszawie) polski poeta, pisarz i tłumacz (m.in. opowiadań E.T.A. Hoffmana), pochodził z rodziny chłopskiej z Podhala. [przypis edytorski]

115. lubiał — dziś popr.: lubił. [przypis edytorski]

116. lubo (daw.) — chociaż. [przypis edytorski]

117. alić (daw.) — jednakże. [przypis edytorski]

118. wdziać — założyć ubranie na siebie. [przypis edytorski]

119. brus — toczydło, kamień szlifierski do ostrzenia narzędzi; por. starop. czasownik: bruszyć. [przypis edytorski]

120. zoczywszy (daw.) — zobaczywszy. [przypis edytorski]

121. gurt (z niem.) — pas. [przypis edytorski]

122. Wyciągnęliśmy (...) i złożyli (daw.) — konstrukcja, w której końcówka fleksyjna pierwszego czasownika ma zastosowanie również dla kolejnego (kolejnych); dziś: Wyciągnęliśmy i złożyliśmy. [przypis edytorski]

123. zoczywszy (daw.) — zobaczywszy. [przypis edytorski]

124. znachodzić (daw.) — dziś: znajdować. [przypis edytorski]

125. katalepsja (gr.) — zesztywnienie ciała połączone z utratą swobody ruchów w stanach histerii, hipnozy, letargu lub w chorobach psychicznych. [przypis redakcyjny]

126. somnambulizm (z fr.) — najgłębsze stadium hipnozy, w którym uśpiony jest bezwzględnie posłuszny rozkazom hipnotyzera. [przypis redakcyjny]

127. goreć — palić się. [przypis edytorski]

128. gurt (z niem.) — pas, pasek. [przypis edytorski]

129. szlom a. szłom (daw.) — rodzaj hełmu otwartego; szyszak. [przypis edytorski]

130. ekstinktor (z łac.) — przyrząd do gaszenia ognia. [przypis redakcyjny]

131. znać — tu: widocznie, najwyraźniej. [przypis edytorski]

132. wenta (daw.) — kiermasz, z którego dochód przeznaczony jest na cele dobroczynne. [przypis edytorski]

133. soireé (fr.) — wieczór; zabawa wieczorna, przyjęcie. [przypis redakcyjny]

134. gospodarstwo — tu: gospodarze domu. [przypis edytorski]

135. C’est drôle! (fr.) — To zabawne! [przypis redakcyjny]

136. erytromania (z gr.) — maniackie upodobanie w barwie czerwonej. [przypis redakcyjny]

137. pochop — bodziec. [przypis edytorski]

138. ancien régime (fr.) — przen. dawny sposób rządzenia, dawny porządek. [przypis redakcyjny]

139. aria z Trubadura — chodzi zapewne o arię Manrica z opery Giusseppe Verdiego (1813–1901) Trubadur. [przypis redakcyjny]

140. Con fuoco! Piu di fuoco (wł.) — Z ogniem! Więcej ognia. [przypis redakcyjny]

141. stride la vampa (wł.) — Ogień trzaska, szaleje. [przypis redakcyjny]

142. stupina — knot ze skręconych nitek bawełnianych, wymoczony w wodzie z saletrą i mączką prochową; rodzaj dawnego zapalnika. [przypis edytorski]

143. siklawa (gw.) — wodospad. [przypis edytorski]

144. skrasić (neol.) — okrasić, upiększyć. [przypis edytorski]

145. wrychle (daw., gw.) — rychło, szybko. [przypis edytorski]

146. szyd (neol.) — szyderstwo. [przypis edytorski]

147. dank (daw., z niem.) — podziękowanie. [przypis edytorski]

148. szmermel — wężykowaty fajerwerk; raca. [przypis edytorski]

149. bejramu (z tur.) — święto. [przypis edytorski]

150. ni to mgnienie — niby to mgnienie, niczym to mgnienie. [przypis edytorski]

151. pochylony (...) laty — pochylony latami, pochylony przez lata. [przypis edytorski]