Proroczy sen

Nawet spokojnej nocy człowiek nie ma. Pożegnasz się na parę godzin ze światem i myślisz, że spać będziesz do rana. A w rzeczywistości zaczynasz drugie życie, ledwie zamkniesz oczy.

Gonią cię lwy po pustyni, potem wyskakujesz z okna na czterdziestym drugim piętrze, bo w międzyczasie znalazłeś się w Nowym Jorku, a za chwilę tańczysz na balu z Gretą Garbo23, która kocha się w tobie, ale zamienia się w papugę i odfruwa.

Różne rzeczy śnią się ubogim ludziom. Bogactwa, zaszczyty, szacunek. Nawet ananasy. Potem budzisz się zmęczony i walisz do pracy, żeby trochę odpocząć przed następnym snem.

Bywają też sny złośliwe, co mącą bieg twego życia. Bo wiadomo: strażak się śni — pożaru nie będzie. Strażak się nie śni — pożar może być. Kwiaty ujrzane we śnie śmierć oznaczają. A jeśli wyśnią ci się pieniądze, to znaczy, że długów nie płacisz, bo jeśli płacisz długi, to już nawet śnić o pieniądzach nie możesz.

Najgorzej jednak dzieje się z tobą, kiedy opanuje cię sen, który się powtarza, a już czarna rozpacz cię ogarnia, gdy sen jest ciągły i w kręgu pewnych spraw snuje się niby powieść czytana w odcinku. Budnik24 budzi cię zawsze w najciekawszym miejscu. Podczas obiadu i pracy myślisz tylko o tym, jaki będzie dalszy ciąg, który nastąpi we śnie.

Wszystko to jednak są dziecinne igraszki wobec faktu, jaki przytrafił się zacnej pani Stefanii Pikmańskiej. Nabożna, pięćdziesięcioletnia ta panienka mogła szczycić się życiem cnotliwym, a uduchowionym. Ale od kilku miesięcy zaczął nawiedzać ją sen. „Sen o szpadzie”. Śniło jej się — moja pani — że nocą mężczyzna do niej przychodzi i zdrożne rzeczy z nią wyprawia. Niech złośliwi nie twierdzą, że flirtowała przez sen z rzeczywistym mężem zaufania czyjejś żony. Nie. Po prostu we śnie faceta jej przedstawili i odtąd co noc jej się śnił. Pani Stefania Pikmańska rozpiła się z rozpaczy, ale ów sen z mężczyzną powracał stale i był widmem jej wezgłowia.

A pewnego razu spotkała go w biały dzień na Mazowieckiej. Szedł sobie facet z krwi i kości, kropla w kroplę podobny do owej sennej zmory. Rzuciła się ku niemu. Zaczął uciekać. Dogoniła. Nie biła młodzieńca i nie wymyślała. Przeciwnie. Zarzucała mu ręce na szyję i całować zaczęła. Całować!

— Mój ty wyśniony! — szeptała, dysząc wódką i szczęściem.

A napadnięty nic o śnie nie wiedział, więc wyrwał się z uścisków staruszki i do policjanta podszedł.

Sąd grodzki skazał panią Stefanię Pikmańską na 50 zł grzywny. Sen o szczęściu powtarza jej się jeszcze do dzisiaj, no i dama coraz więcej wódki pije...