Rozdział VI
Naukowcy twierdzą, iż wszystko bierze się z przestrachu. Z przestrachu kobieta może poronić. Z tego samego powodu człowiek może zwariować. Czasami, nie daj Boże, może dostać apopleksji108 i umrzeć. Drogą takiego rozumowania naukowcy doszli do wniosku, że z przestrachu pijak może w sekundę wytrzeźwieć. Dlatego niech nas nie dziwi, iż Chlawne, skoro tylko obłapił pechowca Rotszylda, z przerażenia natychmiast wytrzeźwiał. Rzecz jasna, nie na tyle, aby mógł sam podnieść się z błota i stać się normalnym, samodzielnie poruszającym się człowiekiem. Stopniowo jednak wracał do siebie. Zaczął powoli odzyskiwać władzę we wszystkich członkach i rozjaśniał mu się umysł. Obudzony zmysł dotyku uprzytomnił mu, że Waszti to Żyd z brodą. Następnie obudził się zmysł słuchu. Usłyszał całkiem wyraźnie słowa:
— Szma Izrael109! Gwałtu, ratujcie Żydzi!
Zmysł zapachu upewnił go, że obydwaj leżą w błocie, w słynnym smrodliwym błocku Kasrylewki. Chociaż nie wiadomo, jak się starał przy pomocy zmysłu wzroku ustalić istotę, która przy nim leżała, w żaden sposób mu się to nie udawało. Księżyc skrył się bowiem za gęstymi chmurami, a ciemna noc rozpostarła swoje skrzydła nad Kasrylewką.
Również Rotszyld zaczął powoli wracać do siebie. Śmiertelny strach, jaki niedawno przeżył, minął. Obydwaj nasi bohaterowie odzyskali mowę. Wywiązała się między nimi taka oto rozmowa. Przekazuję ją w dosłownym brzmieniu:
Chlawne: — To ty?
Rotszyld: — To ja.
Chlawne: — Co ty robisz w tym błocie?
Rotszyld: — Nic.
Chlawne: — Co za licho cię przyniosło?
Rotszyld: — Nie wiem.
Chlawne: — Tfu! Czym się zajmujesz? Rzemieślnik? Szewc?
Rotszyld: — Nie.
Chlawne: — W takim razie może właściciel domu?
Rotszyld: — Nie. Nie!
Chlawne: — To kim wreszcie, do wszystkich diabłów, jesteś?
Rotszyld: — Jestem... Ja jestem śmiertelnie głodny.
Chlawne: — A więc to taka historia. Jesteś śmiertelnie głodny? Hm... A ja jestem śmiertelnie pijany. Sza! Jeśli się nie mylę, to ty jesteś chyba Rotszyld? Ależ tak, jakem Żyd. Od razu cię poznałem. A skoro tak, to chyba słusznym będzie, jeśli pomożesz mi wydostać się z tego błota. A jeśliś pewny, że masz nogi, to moglibyśmy razem przejść się do mnie do domu i coś przekąsić. Coś mi się snuje po głowie, że dziś mamy na całym świecie święto. Może Symchas Tojre110? A może Purim? Dokładnie ci nie powiem, ale święto z całą pewnością. Gdyby nawet wszyscy królowie ze wschodu i z zachodu przyszli i powiedzieli, że nie, to gwiżdżę na nich.
Minęła chwilka i obaj nasi bohaterowie wykaraskali się z błota. Oparci jeden o drugiego — to znaczy Rotszyld podtrzymywał Chlawnego, aby się nie wywalił — ruszyli w drogę. Chlawnemu wytrzeźwiała bowiem tylko głowa. Nogi zaś dalej były do niczego. A gdy przyszli do...
W tym miejscu mam zamiar zostawić naszych bohaterów na spacerze. Tymczasem chcę zajrzeć na chwilę do mieszkania Chlawnego. Chcę zobaczyć, co porabia jego żona Gitl.