Sobota
Dzisiaj wszystkie usiłowania spełzły na niczym. W portierni przez cały czas był ten wąsaty staruszek, który nieomylnie podawał mi za każdym razem mój klucz, chociaż wskazywałam klucz p. Normann.
— Ach, tak. Być może. Omyliłam się — mówiłam na swoje usprawiedliwienie. A ten cymbał z uśmiechem pełnym galanterii zapewniał mnie:
— Naszym szanownym gościom wolno się mylić. Ale mnie nie wolno.
Zaczęła się odwilż. Na ulicach jest trochę błota. Z lekka zaczyna mi się nudzić.