7. Skrzydła

— W jakimże jestem stanie? Prawda, że sukni47 nie mam, ale przecież sprowadziwszy mnie tutaj in naturalibus48, nie odmówiłbyś mi kredytu u twego krawca.

— Nie o suknie tu idzie; cały mój majątek, dość znaczny, jest na twe rozporządzenie — rzecze, uśmiechając się, doktor.

— O cóż tedy idzie?

— O skrzydła, mój przyjacielu. U nas tylko zbrodniarzom, których wy, mieszkańcy Ziemi, na śmierć skazujecie, ucinają skrzydła, a podcinają je przestępcom na mniejszą karę zasługującym. Ależ ty, mój szlachetny przyjacielu i kolego, nie chciałbyś uchodzić w oczach naszych, a najmniej w oczach prześlicznej Lawinii, za zbrodniarza ani za przestępcę.

— Więc cóż będzie ze mną, o okrutny czarnoksiężniku, któryś mnie sprowadził na Księżyc na moje upokorzenie? — spytam zapłakany.

— Nie rozpaczaj przyjacielu: potrę cię balsamem wegetacyjnym po plecach, przyprawię ci na nich dwie bańki ciągle ssące i najdalej w kilka dni wyrastać ci zaczną lotki, a za miesiąc urosną ci pyszne skrzydła barwy ciemnoblond, takiej, jakiej są twoje włosy. Nie sprowadzałbym cię na twoją biedę tutaj na Księżyc, na którym już od lat dziesięciu mozolę się nad sposobami przyciągnięcia cię z Ziemi. W tym stanie pokazać się nie możesz nikomu; więc tymczasem, nim ci wyrosną skrzydła, korzystaj z mej biblioteki i naucz się, czego tylko chcesz, bo tyle wejdzie w ciebie nauki, ile jej miałeś na Ziemi; idzie tu tylko o dobry wybór. Nie obciążaj tedy pamięci rzeczami niepotrzebnymi ci. Mnie się zdaje, że powinieneś pozostać przy medycynie, chociaż dotąd nie odniosłeś w tym zawodzie wielkiej zachęty.

— Więc ja byłem medykiem? Dalibóg, już o tym zapomniałem.

— Za tydzień będziesz lepszym medykiem jak kiedykolwiek. My na tych samych podstawach, co i wy, zbudowaliśmy Eskulapowi49 świątynię, tylko ją wyżej wznieśliśmy.

Mówiąc o tym i o podobnych rzeczach, doktor Gerwid, który był wielkim dygnitarzem w hierarchii medycznej, ubrał się w spodnie z złocistym lampasem, w mundur bogato haftowany, przypiął szpadę do boku, wsadził kapelusz stosowany50 na głowę i ozdobił się kilkoma orderami.

Dziwnie i majestatycznie wyglądał w tym ubraniu i ze skrzydłami, które sobie starannie wypierzył i wysmarował przedziwnie pachnącym olejkiem.

Potem dobył z kieszeni coś z tła jedwabnego, złożonego i zwiniętego w niedużą trąbkę. Rozłożył to tło na podłodze i przykręcił jego jeden koniec do dużej, kamiennej butelki stojącej w kącie. Zaraz też ów przyrząd napełniać się zaczął gazem i przybrał kształt dość sporej ryby. Był to po prostu balon w kształcie ryby, pięknie malowany i karmazynowymi skrzelami opatrzony.

— Człowiek już niedzisiejszy, mój przyjacielu — powie doktor — już moje skrzydła nie tak mocne, jak były kiedyś, po cóż je mam nękać więcej? Tak, za pomocą tego konika, którego noszę w kieszeni, jazda daleko lepiej idzie, tylko czasem machnę skrzydłem i z łatwością szybuję po powietrzu. A jak idzie z wiatrem, to i skrzydłami machać nie potrzebuję, tylko je rozepnę, nastawię na wiatr i dalej jazda. Przecież i ty będziesz musiał posługiwać się tym konikiem z początku, nim nabierzesz wprawy.

Już się doktor miał puszczać pod obłoki na swej rybie, gdy nagle zabrzmiała w powietrzu nad samą wieżą prześliczna muzyka licznej orkiestry.

— Co to jest, na miłość Pana Boga? — spytam oczarowany i zadziwiony.

— To nasi dyletanci51 i wirtuozi z towarzystwa filharmonijnego, którzy mniemając, że Lawinia jeszcze bawi u mnie, wyprawiają jej serenadę. Niech sobie grają na twe przywitanie; powiem im, że Lawinia słaba, nie może im się pokazać w oknie i podziękować.

— Ależ ja słyszę głos fortepianu, a nawet dwóch, i to przecudownie brzmiących.

— Cóż w tym dziwnego? Przywieźli fortepiany na ogromnych balonach, do których się przyprzęgło kilkunastu niższych synów Orfeusza52, którzy przy tym jeszcze grają na trąbce, na klarnecie, na tamburnie, triangalu i bębnie. Podobna usługa i takiego rodzaju hołd składany piękności nie krzywdzi u nas nikogo. Ale może byś się posilił, kochany gościu, nim spać pójdziesz. W owej kryształowej butelce jest nektar tokajowy, w porcelanowej puszce ambrozja z wątróbek bekasich. Bądź zdrów. Zobaczym się za osiem godzin.

Poczciwy doktor Gerwid uściskał mnie jak najserdeczniej i pobłogosławił, a potem usiadłszy na swą rybę i odpiąwszy ją od podłogi, wyleciał na niej przez boczne okno w powietrze.

Długo jeszcze krążyła muzyka nad wieżą i wkoło niej, czarując mnie i zachwycając, potem powoli oddalała się, nie przestając się odzywać; nareszcie usnąłem po raz pierwszy na Księżycu.

8. Noc i myśli

Na pościeli wydętej dziewiczym oddechem prześlicznej Lawinii o czymże miałem marzyć, jeżeli nie o uroczej właścicielce tego oddechu, na którym ja, niegodny syn Ziemi, spałem jak chłop na grochowinach.

Ach, jak musi być powabna młoda i wysmukła dziewica, z skrzydłami długimi, rozłożystymi, barwy włosów swoich? Taka kobieta to istny anioł; żadna wyobraźnia nie może sobie wystawić53 coś piękniejszego i szczytniejszego jak taka kobieta. Skrzydła dodają majestatyczności; nawet mój gospodarz, chociaż czerwony, dziobaty, zwiędły na twarzy i długim nosem wysadzony, chociaż mały i pochyło się noszący, jednakże imponująco wygląda ze swymi szpaczymi skrzydłami, zwłaszcza w stosowanym kapeluszu, przy długiej szpadzie i w ostrogach.

Żeby mnie tylko jak najprędzej urosły skrzydła, zaraz poleciałbym na Wyspę Snu po piękną Lawinię.

Ale cóż to za Wyspa Snu? Spytajmy się naszej gadającej książki.

Wyspa Snu, powiada książka, leży prawie w pośrodku Morza Sennego54, przegradzającego Jasnogród od Ciemnostanu, i w tej chwili należy do Lamy Ciemnostańskiego. Wyspa tak nazwana od własności usypiania ludzi i zwierząt zapachem niezliczonego mnóstwa kwiatów odurzających, które tam rosną. Lekarze przepisują pobyt na tej wyspie osobom nerwowym, wycieńczonym, zbyt żywym, rozkochanym lub miotanym zgryzotami i niedawno rzeczywisty lekarz stanu doktor Gerwid wystawił tam znakomity zakład somnopatyczny, który zwabia do siebie wielką ilość wyższej szlachty Ciemnostanu, prawie ciągle dlatego chorej, że się niczym nie zatrudnia.

Oto się dowiedziałem od jednego razu bardzo wielu rzeczy.

Wyspa Snu jest zdobyczą bardzo ważną dla medycyny i dla ludzkości, to przyznać muszę, ale czemuż Lawinia wysłana została do tej wyspy? Czy dlatego, że jej wuj tam ma zakład? Czy dlatego, że ona potrzebuje kuracji?

Książka powiedziała, że wysoka szlachta ciemnostańska prawie zawsze choruje wskutek bezczynności. Toż samo dzieje się i u nas, jeśli się nie mylę: u nas próżniacy chorują, a pracowici ludzie, nieumiejący przemysłem55 nadrabiać, umierają z głodu, gdy zachorują wskutek znoju i wysilenia.

Sławny sobie ten Ciemnostan, zobaczymy, co o nim opowie książka.

Ciemnostan jest ogromny kraj, położony na północnej hemisferze Księżyca, pomiędzy takim a takim stopniem szerokości geograficznej. Ciemnostanowie rodzą się, tak jak i inni mieszkańcy Księżyca, z skrzydłami i w tym się natura bardzo pomyliła, że wszystkich nierównego stanu Selenitów, czyli mieszkańców Księżyca, równymi środkami przenoszenia się z miejsca na miejsce obdarzyła.

Wiele jeszcze innych, również budujących rzeczy, opowiadała mi geografia Księżyca, przez szlachcica ciemnostańskiego napisana.

Należąc jeszcze wówczas do rzędu nieskrzydlatych istot, oburzałem się na barbarzyńskie prawa, skazujące niektórych mieszkańców tak strasznie górzystej krainy na chodzenie piechotą lub na najmowanie przewozowych ryb, jeśli uzyskali pozwolenie przenoszenia się z jednego odległego miejsca na drugie. Później jednakże, gdy i mnie skrzydła urosły, zacząłem, wyznać to muszę ze wstydem, chwilami zupełnie inaczej osądzać przywilej latania po powietrzu i przekraczania dowolnie granic różnych krajów. Ale później o tym.