Pieśń dwanasta
Argument
Klorynda słucha o swem urodzeniu,
Potem wyszedszy wieżę zapaliła;
Tam się z Tankredem w nocnem zszedszy cieniu,
Na poiedynku żywota pozbyła.
Ale przed śmiercią, przy ostatniem tchnieniu
Nawróciła się i krztem się omyła.
Tankrod zabitey od3113 siebie żałuie,
Cyrkaszczyk się mścić iey śmierci ślubuie.
1.
Noc beła, ale ludzie zmordowani
Z oboiey strony, do tych dob3114 nie spali:
Tu od3115 Hetmana żołnierze przebrani3116
Około wieże straż odprawowali3117;
Tam zaś poganie swe — niespracowani —
Zwątlone mury pilnie oprawiali3118;
A gdzie beł który ranny albo chory,
Słano barwierze3119 y mądre doktory.
2.
Iuż beło3120 chorem opatrzono rany,
Iuż się y dziura była zaprawiła,
Iuż y co słabszey poprawiono ściany,
A noc głęboka na spanie radziła.
Ale Klorynda na sen pożądany
Pozwolić nie chce y wielkie myśliła
Dzieła — gdy wszyscy poszli na swe wczasy3121
Y tak do siebie mówi w one czasy:
3.
«Ey toć się wżdy3122 dziś dobrze popisali
Z mężnem Sułtanem, Argant natarczywy.
Kiedy oni dway tylko wypadali
Na wszystko woysko y robili dziwy.
A o mnie co też będą powiadali?
Użyła — prawi — z daleka cięciwy
Dosyć szczęśliwie. To te będą mowy,
Cóż, czy nie mogą więcey białogłowy?
4.
Toć beło lepiey gdzie między lasami
Strzelać ielenie abo dzikie świnie,
Niźli się mieszać między rycerzami
Wielkiemi, mdłey płci y lichey dziewczynie.
Białogłowskiemi nie gardzę szatami,
Słusznie ich godna ta, która tak słynie».
To mówiąc, na rzecz wielką się udała
Y Argantowi o niey powiadała:
5.
«Serce mię na coś wielkiego podwodzi;
Że to Bóg czyni, tak sobie rachuię,
Lub też za własną człowiek wolą chodzi.
Coś niezwykłego sobie obiecuię.
Widzisz tę wieżę, co tak miastu szkodzi,
Na tę się z ogniem y mieczem gotuię.
Tak myślę, tak chcę y tego potrzeba,
Niech o ostatku pieczą maią nieba!
6.
Abo ią spalę, abo ią posiekę,
A ieśli się też nazad nie ukażę,
Tobie swe panny oddaię w opiekę
Z starcem, którego iako oyca ważę.
Pomni to, proszę, coć dopiero rzekę,
Że do Egyptu odesłać ie każę.
Ta płeć y ten wiek nie ma żadney mocy,
Y godzien wszelkiey, Argancie, pomocy».
7.
Zdziwił się Argant przeważney dziewicy3123,
Y poczuł w sercu chęć na wielkie czyny:
«Ty sama póydziesz, a my nikczemnicy
Między podłemi mamy zostać gminy3124?!
Y tak ma Argant tylko na ulicy
Patrzeć na dymy y twoie perzyny?!
Nic z tego. Iako beł z tobą w potrzebie3125,
Tak go weź na śmierć y sławę do siebie.
8.
Y ia frymarczę za sławę żywotem3126.
Y dla niey zdrowie rad położę wszędzie».
Ona zaś: «Świadczy twa dzisieysza o tem
Wycieczka, która wiecznie słynąć będzie,
Iam białogłowa, y zginęli3127 potem,
Mną mało miastu, albo nic ubędzie.
Ale gdziebyś3128 ty miał polec (strzeż Boże)
Kto murów zbroni? Kto miastu pomoże?»
9.
Argant iey na to krótko odpowiedział:
«Nie może to być, próżne twoie mowy,
Y bez ciebie tam drogę będę wiedział,
Chceszli3129 mię3130 też wziąć z sobą — iam gotowy».
Wtem zgodnie poszli, gdzie król w radzie siedział,
Gdzie z niem radziły starsze, mądre głowy
Klorynda pocznie: «Słuchay co myślemy
Y przyimi3131 z łaską3132, królu, coć powiemy.
10.
Argant tę wieżę spalić chce y na tem
Mieyscu czyni-ć tę obietnicę głośną.
Ia przy niem będę; czeka tylko zatem,
Że się pokładą y że ludzie posną».
Król płakał — długiem obciążony latem3133,
Y mowę do nich uczynił żałosną:
«leszcze chcesz Boże sług swoich ratować,
Ieszcze to w cale3134 królestwo zachować!
11.
Y potrwa pewnie, kiedy ludzie takie,
Takiego serca y takiey mam ręki.
A ty, o zacna paro ludzi, iakie
Masz mieć odemnie nagrody y dzięki?
Będą te wasze dzielności iednakie
Podawać światu wieczney sławy dźwięki.
To samo wielka nagroda na świecie,
Lecz y odemnie część państwa weźmiecie».
12.
To mówiąc starzec zalewał się łzami,
Y z płaczem w głowę oboie całował;
Ale Soliman, co siedział z radami,
Wielką z tey sprawy zazdrość pokazował:
«Y ia nie darmo miecz noszę y z wami
Póydę y tu też nie będę próżnował11.
Klorynda na to: «O Królu, o Panie,
Póydziemli3135 wszyscy, kto z tobą zostanie?»
13.
Iuż się chciał ozwać Argant niecierpliwy,
Że nie chciał z niem bydź3136 na tę drogę zgodny,
Ale uprzedził y wzrok Król szedziwy
Do Solimana obrócił łagodny:
«Na każdem mieyscu, rycerzu cnotliwy
Pokazowałeś, żeś sobie podobny
Y na naygorsze razy zawsze śmiele3137
Szedłeś y biłeś swe nieprzyiaciele.
14.
Y wiem, żebyś mógł co godnego sprawić
Tey wielkiey sławy, którą masz na świecie,
Ale wżdyć3138 kogo muszę z was zostawić
Przy sobie, którzy dzielnością słyniecie.
Nakoniec3139 y tych nie chciałbych3140 wyprawić,
Bo wiem, iako wy krwie nie szanuiecie;
Kiedyby3141 się kto inszy tego ważyć
Y na tak wielki chciał się czyn odważyć.
15.
Więc iż po wszystkich stronach, iako wiemy,
Gęsta straż w koło3142 wielkiey wieże chodzi
Y trochą ludzi nic nie uczyniemy,
Woysko też wszystko wywieść się nie godzi;
Ta para, co się — iako to słyszemy3143,
Tego chce podiąć, niech na to wychodzi,
Która takich dzieł nieraz dowodziła,
Y którą może kłaść za inszych siła3144.
16.
A ty tak iako królowi należy,
W bramie — proszę cię — bądź gotów z inszemi,
Że kiedy ci w zad póydą y na wieży
Uyrzymy ognie z dymami gęstemi,
Gdzie3145 nieprzyjaciel w pogonią3146 pobieży,
Ty ich zratuiesz z rotami świeżemi».
Tak się królowi koniecznie to zdało,
Ale Sułtana przedsię3147 to bolało.
17.
Przymówił się też Izmen do tey sprawy:
«Lepiey — powiada — że późniey wyńdziecie3148,
A ia wtem siarki y insze przyprawy
Zgotuię, które z sobą poniesiecie;
Przeto czekaycie odemnie3149 odprawy,
Y straży śpiące pręcey3150 tak najdziecie»
Podobało się Izmenowe zdanie,
Y rozeszli się, pozwoliwszy na nie.
18.
Klorynda zatem zwyczayny złożyła
Szyszak y zbroię srebrem nabiianą,
A inszą na się niezwykłą włożyła,
(Co iuż beł zły znak) czarno smalcowaną3151,
Żeby się na niey w nocy nie świeciła,
Tusząc tak łatwiey udać się nieznaną.
Był przy niey Arset3152, który ią wychował,
Y prawie z pieluch dotąd iey pilnował.
19.
Ten kędykolwiek iedno3153 się udała,
Wszędzie szedł za nią laty obciążony3154,
A widząc, że się niezwykło3155 ubrała,
Postrzegł, że w pole wyniść3156 chciała z brony3157.
Y przez życzliwość, którą po niem znała3158,
Y przez siwy włos na niey wysłużony
Prosił, aby się na to rozmyśliła,
Ale daremna iego prośba była.
20.
Potem rzekł: «Iż cię prośby nie obeszły
Y takeś na złe swoie3159 zatwardziała,
Żeś ty na te łzy y na wiek móy zeszły3160
Y na tę radę życzliwą niedbała —
Powiem ci teraz twóy stan y wiek przeszły,
Od tego czasu kiedyś beła mała
Wszystko prawdziwie, wszystko nieomylnie».
Zatem tak pocznie, a ta słucha pilnie:
21.
«Synap3161 bogaty szczęśliwie sprawował
Ethyopią3162 z inszemi kraiami,
Który obrzędy y wiarę zachował
Maryey Syna — z swemi murzynami,
Gdziem poganinem będąc, posługował
Królowey między białemi głowami
Za niewolnika, która czarna była,
Ale gładkości czarność nie wadziła.
22.
Król ią miłował, ale się z miłością
Tak w niem zawisna bojaźń pomieszała,
Że choć słynęła cnotą y czystością,
Zupełney wiary u niego nie miała.
Tem niedowiarstwem, tą zięty3163 zazdrością,
Chciał, żeby zawsze w zamknieniu mieszkała.
Ona to wszystko, co król chciał — czyniła,
Y z gmachu piędzią3164 nigdziey3165 nie chodziła.
23.
Tam obrazami między nabożnemi3166,
Biała dziewica beła malowana,
Która okrutnie powrozy mocnemi
U twardey skały beła uwiązana.
Smok do niey bieżał y kiedy ostremi
Kłami od3167 niego miała być szarpana —
Ostrem go rycerz przepędził żelazem.
Przed tem się często madlała3168 obrazem.
24.
Wtem dziećmi zaszła y by wszy brzemienną,
Ciebie dziecinę białą urodziła,
A widząc barwę w dziecięciu odmienną,
Niezwykłemu się cudowi zdziwiła.
Y potem troską strapiona codzienną,
Płód ten przed królem taić umyśliła.
Obawiaiąc się, aby z twey białości
Źle nie rozumiał o iey stateczności.
25.
Y na twe mieysce inszego szukała
— Boiąc się króla — dziecięcia czarnego.
A iż tam żywa dusza nie mieszkała,
Okrom3169 białychgłów3170, okrom mnie samego,
Mnie cię na ten czas beze krztu3171 oddała,
(Świadoma moiey wierności) którego
Tak prętko3172 dzieciom nigdy tam nie daią:
Różny w tem zwyczay w tamtych kraiach maią.
26.
Oddała mi cię z płaczem y zleciła
Daleko cię gdzie zanieść na chowanie.
A kto wymówi, iako się trapiła!
Iakie ostatnie beło iey żegnanie!
Całowała cię, łzami twarz moczyła,
Powtarzaiąc swe smętne narzekanie.
Nakoniec w niebo weyrzawszy tak rzecze:
»O Ty, co skryte myśli wiesz człowiecze —
27.
Ieślim chowaiąc niezmazane łoże,
Przeciw małżeńskiey nie zgrzeszyła wierze —
(O się nie mówię: wiem na się, móy Boże,
Insze swe grzechy, ale nie w tey mierze).
Za niewinniątkiem proszę, co nie może
Od swoiey własney mleka mieć macierze3173. —
Niech żyie matce podobne czystością,
Za twoią łaską y dobrotliwością.
28.
Y ty rycerzu święty, coś na srogą
Śmierć nie dał dziewki niewinney smokowi,
Ieśli co z lichem nabożeństwem mogą
Stawiane świece twemu obrazowi —
Weź w swą opiekę dziecinę ubogą,
Bądź niewinnemu obrońcą wiekowi«.
To rzekszy3174 zmilkła y mowę zawarła3175
Y od żałości ledwie nie umarła.
29.
Ia przyiąwszy cię, niosłem cię z kłopotem
W małey nakrytey skrzynce w one czasy,
Y takem umiał potrafić, że o tem
Nic nie wiedzieli y obcy y naszy.
Szedłem nieznany polmi3176, ale potem,
Kiedym wszedł z tobą między gęste lasy,
Uyrzę, że lwica prosto do mnie bieży,
Gębę rozdziewia3177, a grzbiet ostry ieży.
30.
Iam uciekł na dąb, a tyś porzucona
Odemnie3178, w trawie pod drzewem leżała;
Ona przypadnie y zastanowiona3179
Straszliwą głowę nad tobą trzymała.
Potem postawszy mało3180, coś zmiękczona,
Iuż okiem na cię łaskawem patrzała.
Y chropawem cię lizała ięzykiem...
Ktoby rzekł, że iest litość w zwierzu dzikiem?
31.
Tyś iey małemi straszney ręczynami
Sięgała gęby y na nięś się śmiała3181;
W temci3182 się swemi zniżyła piersiami,
Ssałaś ią zatym3183, gdy nad tobą stała.
A ia zakryty między gałęziami
Strętwiałem3184, widząc iaka się rzecz działa.
A skoro cię swem mlekiem nakarmiła
Poszła y gęstem lasem się zakryła.
32.
Wziąwszy cię potem, szedłem daley w drogę
Y do miasteczka trafiłem iednego,
Gdziem3185 mamki dostał, która cię niebogę
Karmiła — godną chowania inszego.
Tamem3186 rok cały, ile pomnieć mogę,
Y połowicę wymieszkał drugiego;
Tyś iuż niektóre słowa wymawiała
Y postępować3187 iużeś poczynała.
33.
Ale kiedy mi dobrze nachylony
Radził na pokóy wiek w podeszłem lecie —
Złotem od matki twoiey obciążony
Tak, żem mógł nędze3188 nie cierpieć na świecie,
Porzucić żywot błędny, uprzykrzony
Y żyć w oyczystem myśliłem3189 powiecie
Y z przyiacioły zażyć lepszych czasów,
Wetuiąc przeszłych trudów y niewczasów3190.
34.
Tak do Egyptu do swoiey rodziny
Z tobąm3191 się zaraz puścił3192 w oney chwili.
Ale nad rzeką — wypadszy z krzewiny,
Ze wszystkich mię stron zbóyce3193 zaskoczyli.
Cóż było czynić? porzucić dzieciny
Nie chcę; mnieby3194 też iuż beli zabili.
Puściłem się w pław3195, iedną cię trzymaiąc,
A drugą ręką, iakom mógł — pływaiąc.
35.
Ze dżdża3196 y długiey rzeka niepogody
Wezbrała beła3197 y bystro3198 bieżała;
A kiedym przyszedł, gdzie najgłębsze wody,
Zakręciwszy mię, na dół mię porwała.
Próżno iuż było uść3199 widomey szkody:
Upuściłem cię, ale cię trzymała
Y wyniosła cię woda na brzeg niski,
Iam też wypłynął, bywszy3200 śmierci bliski.
36.
Noc zatem przyszła, iam się też położył,
A kiedy beło o pułnocy3201 prawie,
We śnie ogromny rycerz na mię złożył
Drzewo3202, w surowey y groźney postawie.
»Czemuś krzest3203 dotąd dziecięciu odłożył?
Iakoć zleciła matka na odprawie.
Okrzcisz ią — prawi — Bóg tak chce koniecznie,
Y ia iey mam być opiekunem wiecznie:
37.
Iam y dzikiemu litość dał źwierzowi,
Y bystrey wodzie, y bronię iey wszędzie.
A ty — gdzie3204 temu nie uwierzysz snowi,
Któryć Bóg zsyła — obaczysz, coć będzie«.
Wtem wstawszy, ztamtąd wyszedłem ku dniowi,
O krzcie nie myśląc, bom został w tem błędzie,
Żem we śnie tylko iakąś widział marę
Y swąm rozumiał bydź prawdziwą wiarę3205.
38.
Taiłem tego3206; tyś się uchowała
Poganką zatem y tąś dotąd była,
Y śmiałąś potem y mężną została3207,
Y przyrodzenieś3208 y płeć zwyciężyła.
Sławyś y państwa dzielnością dostała,
Y sama pomnisz3209 iakoś potem żyła —
Y żem na wszystkich woynach w każdey dobie,
Był iako ociec y sługa przy tobie.
39.
Ale zaś wczora, kiedy miał świt rany3210
Wychodzić na świat swem promieniem złotem —
We śnie on pierwszy rycerz rozgniewany
Stanął przedemną3211 y tak mówił potem:
»Iuż czas nadchodzi niezahamowany,
Że się Klorynda rozstać ma z żywotem,
A chociaś nie chciał, gwałtem przedsię3212 ona
Póydzie do nieba y będzie zbawiona«.
40.
Wtem zniknął. A ty uważ to u siebie,
Żeć3213 coś strasznego te sny obiecuią;
Y nie wiem, iak to tem póydzie na niebie,
Co swych rodziców wiarę prześladują.
Przeto — ieśli co łaski mam u ciebie —
Zostań y te łzy niechay cię hamuią».
Wtem umilkł; z strachem Klorynda słuchała,
Bo taki drugi niedawno sen miała.
41.
Potem tak rzekła: «Tę wiarę chcę chować,
Którą rozumiem bydź dotąd prawdziwą3214,
Y w któreyeś3215 mię ty sam chciał uchować,
A teraz ią chcesz udać za wątpliwą.
Więc dla bojaźni nie chcę odstępować
Rzeczy zaczętych — nie takem lękliwą,
Abym się na strach iaki oglądała,
Choćbym też dobrze umrzeć zaraz miała».
42.
Potem go mową łagodną cieszyła3216,
A iż iuż ich czas przychodził wyprawy,
Z Cyrkaszczykiem się, odszedszy3217 — złączyła,
Co towarzyszem miał być do tey sprawy.
Dzielność (co przez się sama się kwapiła3218)
Izmen zagrzewa y dawa3219 przyprawy
Do zapalenia z siarki uczynione
Y świece skryte y w miedzi zamknione3220.
43.
Wychodzą spiesznie przez nocne ciemności
Z miasta pospołu one dwie osobie3221
Y pełni dotąd szczęśliwey śmiałości,
Iuż blisko wieże3222 beli3223 w oney dobie
Serce w nich skacze od wielkiey radości
Y nie może się zmieścić samo w sobie,
Na krew ich chciwość podwodzi niesyta;
Wtem straż postrzeże y o hasło pyta.
44.
Ci przedsię3224 w ciemnem idą cicho mroku —
Straż w larmę biie3225, hasła iuż nie bada;
Ale cna para cicho więcey kroku
Nie niesie y iuż więcey się nie skrada.
Iako więc piorun Iowiszów z obłoku
Razem się błyska y grzmi y wypada,
Tak y ci razem do strażey skoczyli,
Razem natarli, razem się przebili.
45.
Przez tysiąc mieczów ostrych prześć3226 musieli,
Y to, na co się udali — sprawili:
Do przypraw, które od Izmena mieli,
Nagotowane knoty przyłożyli.
Zaiął się ogień, y tak iako chcieli,
Ogromną wieżę iemi3227 zapalili.
Płomień się szerzy, gęste dymy wstaią
Y iasne twarzy3228 gwiazdom zasłaniaią.
46.
Widać: a ono, okrutne płomienie
Idąc ku niebu z dymem się mieszaią,
A z którey strony wiatr na wieżę wienie3229 —
Błędne się ognie do kupy zbieraią.
Światła niezwykłe — nocne pędzą cienie,
Y Chrześciany blaskiem urażaią;
Gdzie poyrzysz wszędzie strach między namioty3230:
Giną w godzinę tak długie roboty3231.
47.
Tem czasem rączo prosto ku ogniowi
Hufiec z obozu bieżał3232 wyprawiony;
Cyrkaszczyk woła y grozi ludowi:
«Ten ogień waszą krwią będzie zgaszony».
Ale nie mogąc wytrzymać gwałtowi,
Zlekka3233 uchodził z Kloryndą ściśniony.
Iako po deszczu wielkiem potok zbiera,
Tak na nich co raz3234 więtszy3235 lud naciera.
48.
W otwartey bramie z ludźmi przebranemi3236
Czekał Soliman na nich w oney chwili:
Przed pogoniami nieprzyjacielskiemi
Uwieść ich w miasto, gdzieby się wrócili.
Iuż beli za próg uszli, lecz za niemi
Wpadli ci w bramę, którzy ie3237 gonili,
Ale ich wyparł Sułtan y wzwód3238 spuścił
Y samey tylko Kloryndy nie puścił.
49.
Tak wszyscy twierdzą iednostainie o tem,
Że właśnie kiedy wzwód beł podniesiony
Zagoniła się za Ardeliotem,
Który iey zadał raz niepostrzeżony.
Y Argant tego nie widział, że potem
Wróciła się wzad3239 y wypadła z brony;
Bo y noc beła y w oney pogoniey3240
Y mieszaninie, nie mógł wiedzieć o niey3241.
50.
A skoro swóy gniew y serce zażarte
W chrzęścijańskiey krwi w on czas3242 zaprawiła
Widząc, że bramy y miasto zawarte3243,
Po wielkiey części o sobie zwątpiła3244.
Ale nadzieią płochą3245 myśli wsparte
Prętko3246 na nowy fortel obróciła:
Za iednego się z ich woyska udała3247
Y między nie3248 się nieznana3249 wmięszała3250.
51.
Potem iako wilk, co stado rozbiie,
Dopadszy3251 lasu prętko3252 z oczu ginie —
Idzie ukradkiem y łatwie3253 się kryie
W nocy y w oney wielkiey mieszaninie3254.
Lecz Tankredowi przecie się nie skryie;
Ten widział, kiedy w oneyże3255 godzinie
Ardeliota przed bramą zabiła
Y pilnował iey, gdzie się obróciła.
52.
Mniema, że to mąż iaki doświadczony,
Nie myśląc, aby białą płcią bydź3256 miała3257.
Chce się z nią spatrzyć3258, a ta z iedney strony
Obbiegszy3259 miasto, drugą bramą chciała3260
Y niż3261 iey Tankred dognał3262 zapędzony,
Na chrzęst się iego zbroie obeyrzała:
«Co — prawi — niesiesz?» On iey na to powie
«Y śmierć y woynę». Ona zaś odpowie:
53.
«Jeśli chcesz śmierci y ta cię nacieszy,
Dam ci ią wnetże». W tem stanęła w kroku.
On widząc, że beł nieprzyiaciel pieszy,
Zarazem z siodła w prętkim wypadł skoku.
Tak zbywszy konia, do niey się pospieszy
Y oboie szli po miecze do boku3263:
Y tak się zwarli iako srodzy bycy3264
Przy swey się lubey bodą iałowicy.
54.
Iasnego słońca godne to czynienie
Wasze tam beło, o rycerze wzięci;
A ty, o nocy, coś na nie swe cienie
Y płaszcz z zawisney kładła niepamięci,
Dopuść mi — proszę — y day pozwolenie,
Aby mem piórem beli z niey wyjęci.
Niechay trwa wiecznie sława ich dzielności
Y niech się świeci pamięć twey ciemności.
55.
Nie dybią na się, ani się składaią,
Nie iem3265 szermierskie sztuki nie pomogą;
Pełneli razy, skąpeli bydź maią3266 —
W cieniu y w gniewie rozeznać nie mogą.
Słyszeć3267, że miecze straszny dźwięk dawaią3268,
A żaden kroku nie ustąpi nogą:
Ta stoi w mieyscu, a ręką pracuie,
— Co raz nowy sztych y cięcie znayduie.
56.
Obelżenie3269 gniew do pomsty podwodzi3270,
Pomsta przydawa3271 potem obelżenia;
Ztądże3272 iem3273 zawżdy3274 do nowych przychodzi
Przyczyn do cięcia, boyców3275 do kwapienia3276.
Mięsza3277 się bitwa, coraz cieśniey chodzi;
Iuż iem nie służą miecze do czynienia3278:
Biią się srodze wzaiem głowicami,
Tłuką się hełmy, tłuką się tarczami.
57.
Trzykroć ią ścisnął, trzykroć także ona
Wydarła mu się z węzła tak mocnego,
Którem nie była z miłości ściśniona,
Lecz z nieprzyiaźni y z gniewu wielkiego.
Znowu do mięczów3279 poszli. Iuż raniona
Y ona, y on, iuż y tchu samego
Ledwie iem staie. Potem się cofnęli,
Aby po wielkiey pracey3280 odpoczęli.
58.
Tak na mieczowej wsparszy się głowicy,
Patrzali na się — ta z tey, ów z tey strony
Kiedy Apollo swoiemu woźnicy
Nieść kazał na świat dzień światłem pleciony.
Widzi krwie siła Tankred na dziewicy,
Cieszy się hardy, że mniey obrażony.
O ludzkie myśli, głupie3281 to czynicie,
Ze się za lada szczęściem unosicie!
59.
Z czego się cieszysz, o Tankredzie? czemu
Chełpisz się szczęściem omylnem piiany;
Wrychle3282 zwycięstwu nierad3283 będziesz swemu
Y będziesz płakał tey krwie y tey rany...
Chwilę się milcząc — on iey, ona iemu
Przypatrowali sobie na przemiany3284,
Nakoniec3285 Tankred ozwał się z swą mową,
Pytaiąc, kto beł y iako go zową:
60.
«Spólne to — prawi — nieszczęście sprawuie,
Że naszą dzielność pokrywa milczeniem,
A iż nam zły los sławę odeymuie
Słusznie nabytą, tak mężnem czynieniem3286;
Proszę cię (ieśli gniew prośbę przyimuie)
Powiedz mi twóy stan, z twem własnem imieniem.
Niech wiem lub przegram, lub wezmę zwycięstwo3287
Kto śmierć ozdobi, albo moie męstwo».
61.
Ona mu na to: «Imienia inoiego
Nie będziesz wiedział, iuż3288 cię to omyli;
Dosyć masz na tem, że widzisz iednego
Z tych dwu, co wielką wieżę zapalili».
Harda odpowiedź rycerza zacnego
Tak uraziła barzo3289 w oney chwili,
Że do niey znowu wielkiem pędem skoczył,
Aby się zemścił y miecz w niey umoczył.
62.
Wraca się iem gniew3290 w serca zajątrzone,
Choć się każdy z nich barzo słabem czuie;
Nauka za nic, siły iuż zemdlone,
A na ich mieysce wściekłość następuie.
O iako wielkie y niewymówione
Rany miecz czyni, gdzie iedno3291 zaymuie:
W zbroi y w ciele — a że żywot ieszcze
Nie wyszedł, gniew mu w sercu czyni mieysce.
63.
Iako ocean, choć wiatry ustały,
Które go z gruntu dopiero wzburzyły,
Długo nadęte trzyma swoie wały3292,
Niźli3293 swóy straszny gniew uspokoiły —
Tak y ci, choć iuż wszytkie osłabiały,
Choć w nich upadły spracowane siły,
Swą popędliwość pierwszą zachowuią
Y wielkiem gwałtem na się następuią.
64.
Ale iuż przędzę Parka nieużyta3294
Kloryndzinego3295 żywota zwiiała:
Pchnął ią w zanadrze Tankred y obfitą
Miecz utopiony krew wytoczył z ciała
Y zmoczył złotem koszulę wyszytą,
Którą panieńskie piersi sznurowała.
Czuie, że ią iuż noga ledwie wspiera
Y że iuż rndleie y że iuż umiera.
65.
Idzie za szczęściem zwycięzca surowy
Y sztych śmiertelny pędzi między kości;
Ona konaiąc, rzekła temi słowy,
Zwykłey na twarzy nie tracąc śmiałości,
Którą znać, że w niey duch sprawował nowy,
Duch skruchy, wiary i świętey dufności —
Że choć poganką za żywota była,
Umieraiąc się ato3296 nawróciła:
66.
«Odpuść ci Boże, ato masz wygraną,
A ty też, proszę, odpuść moiey duszy,
Proś Boga za nię y grzechem spluskaną
Oczyść krztem świętem y zbroń od pokusy3297».
Tą żałościwą, tą niespodziewaną
Prośbą iey Tankred zarazem się ruszy:
Y wewnątrz żalem okrutnem dotkniony3298,
Umarza gniewy y płacze zmiękczony.
67.
Do przezroczystey pobieżał krynice3299,
Która z przyległey góry wynikała3300
Y w hełm porwawszy wody, do dziewice
Wracał się, która iuż dokonywała3301.
Kiedy iey dotąd niepoznane lice
Odkrył z szyszaka, ręka mu zadrżała:
Pozna ią zaraz y iako słup stanie...
O, nieszczęśliwe y przykre poznanie!
68.
Nie umarł zaraz, bo wszystkie swe mocy3302
Zebrane, serca pilnować wyprawił
Y dusząc w sobie żal, koło pomocy
Świętey się wszytek na on czas zabawił.
Śmiech wdzięczny piękne wydawały oczy,
Skoro krzest3303 święty cny rycerz odprawił;
Y tak się zdało iakoby mówiła:
«Niebom osięgła3304, niebam dostąpiła3305».
69.
Mało co pierwszey straciwszy piękności,
Iako lilia białą barwą bladła,
Na iasne niebo zda się, że z litości,
Gdy w nię3306 patrzało — czarna chmura padła.
A nie mogąc iuż mówić, życzliwości
Znak: zimną rękę na rycerza kładła.
Tak piękna dziewka w on czas umierała.
Że kto nie wiedział, rozumiał, że spała.
70.
On widząc ią iuż umarłą, strapiony
Siły niedawno zebrane rozpuścił,
Z których tak nagle będąc obnażony,
Władzey3307 nad sobą żalowi dopuścił;
Ten w żywot w małem mieyscu utaiony
Y w twarz y w zmysły śmierć zarazem puścił.
Mdleie, trupowi rówien3308 każdą sprawą:
Barwą, milczeniem y krwią y postawą.
71.
Y pewnieby beł żywot rozgniewany
Gwałtem się wydarł z śmiertelnego ciała
Y w towarzystwie szedł nieutrzymany
Z szlachetną duszą, co go uprzedzała;
Ale z trafunku3309 tam beł nadiechany
Od iedney roty, co wody szukała.
Ta wzięła dziewkę i rycerza cnego
W niey umarłego, w sobie źle żywego.
72.
Rothmistrz z daleka, gdy się rozedniało,
Poznał po zbroi książe Chrześcijańskie3310:
Uyrzał też przy tem martwey dziewki ciało,
Okrutną raną przebite tyrańskie3311.
Y nie chciał, aby na pokarm zostało
Wilkom, choć mniemał, że beło pogańskie,
Ale kazał wziąć sługom ciała obie3312
Y do obozu zanieść ie na sobie.
73.
Bohatyr ranny, pomału niesiony
Nie czuie co się koło niego dzieie,
Ale iż żywot beł w niem zataiony,
Znać po stękaniu, iże ieszcze zieie3313.
Ta zaś — iako słup leżąc z drugiey strony,
Żadney żywota nie dawa3314 nadzieie3315.
Tak ie na on czas pospołu niesiono,
Ale ie w różnych namieciech3316 złożono.
74.
Gromada zatem iego sług życzliwa,
Do różnych posług zarazem się miała;
Iuż też y mdły wzrok y myśl obłędliwa
Lekarskie ręki znać w niem poczynała,
Iednak rozeznać nie mogła — wątpliwa
Długo, ieśli3317 się wróciła do ciała.
Patrzy po stronach, nakoniec3318 poznawa3319
Y czas, y mieysce, y słyszeć się dawa3320:
75.
«Y żyię ieszcze? y światłość słoneczna,
Y ten mię3321 ieszcze widzi nieszczęśliwy
Dzień, co świadectwo (o sromoto wieczna)
Wydawa3322 na móy żywot niecnotliwy.
A ty, o ręko sroga i bezecna,
Któraś uczynek zrobiła brzydliwy —
Weź mi co pręcey za grzech popełniony
Żywot, y Bogu y ludziom wzmierziony3323.
76.
Miecz śmiertelnemi napuszczony iady
Wraź mi nagłębiey w serce między kości!
Czy za pobożność masz to z iakiey rady:
Niechcieć3324 mi skończyć śmiercią tey żałości?
Y tak żyć muszę? y między przykłady3325
Być pamiętnemi nieszczęsney miłości?
Za grzech tak wielki na plugawą duszę,
To tylko iest kaźń godna, że żyć muszę.
77.
Żyć muszę zawżdy3326 w ustawicznem błędzie3327,
Troski y wieczne cierpiąc niepokoie;
Cień mię nakoniec3328 własny straszyć będzie,
Wymawiaiąc mi zawżdy grzechy moie.
W słońce bespiecznie nie poyrzę3329 y wszędzie
Sumnienie będzie męki miało swoie;
Bać się sam siebie y przed swą osobą
Zawżdy się kryiąc, zawżdy będę z sobą.
78.
Ale niestetysz3330, gdziesz3331 się wżdy3332 podziało
Iey czyste ciało? czyli — co zdrowego
Od moiey wściekłey ręki w niey zostało —
Rozszarpano3333 iest od źwierzu3334 dzikiego?
Droga potrawa, nieszczęśliwe ciało,
Z ciebie się stała, z szaleństwa moiego,
Na które mię noc (o żałosne czasy!)
Naprzód, a potem zwierz podwiódł y lasy.
79.
Iednak ieśliś iest gdziekolwiek na ziemi,
Że cię gdzie naydę — iestem tey otuchy;
Ale ieśli swe członkami twoiemi
Źwierzowie głodni obkarmili brzuchy,
Abym tylko mógł pospołu być z niemi,
Niechay mię pożrą y w las niosą głuchy!
Szczęśliwy u mnie grób bedzie, co obie3335
Ciała w się przyimie y schowa ie w sobie».
80.
Tak sam narzekał z sobą, utrapiony;
Słudzy wtem rzekli, że to ciało mieli.
Za temi słowy wzrok wypogodzony
Y odmieniony wszyscy w niem widzieli.
Y choć tak chory y tak był zemdlony,
Wstał o swey mocy znienagła3336 z pościeli
Y ledwie mogąc przestąpić przez progi,
Pomału chore wlókł za sobą nogi.
81.
A skoro — ręki niepobożney sprawę,
W piersiach uyrzały srogą ranę oczy
Y pogodnemu iey bladą postawę,
Podobną niebu, chocia3337 w ciemney nocy —
Zadrżał y lecąc do ziemie3338, poprawę
Wziął, uchwycony od bliskiey pomocy:
«O wdzięczna twarzy śmierć mi — prawi3339 — sprawisz
Słodką, lecz żalu nigdy mię nie zbawisz!
82.
O piękna ręko, którąś mi podała,
O wdzięczne chęci ostateczney znaki!
Iakoś się teraz dobrze różną stała,
Stąd mękę, stąd żal, stąd ból cierpię taki.
Widzę, ach w członkach niewinnego ciała
Moiey wściekłości nieszczęśliwe szlaki;
Równo się z ręką — o oczy — srożycie:
Ta ie zraniła, wy w rany patrzycie.
83.
Ani płaczecie. Niechayże w zamiany3340
Krew idzie ze mnie, bo łzy iść nie chcecie».
Tu uciął słowa y niehamowany
Nie chcąc żyć więcey y zostać na świecie,
Podrapał sobie zawinione3341 rany
Tak, że krwie beło3342 pełno po namiecie3343;
Y zabiłby się sam beł w oney dobie,
Ale żal czynił, że nie beł przy sobie.
84.
Y tak przezdzięki3344 dusza żałościwa
Nad iego wolą przy ciele została,
Ale po wszytkiem woysku świegotliwa
Wieść o przypadku iego powiadała.
Goffred, y inszych przyiaciół życzliwa
Kupa, cieszyć go co raz3345 przybywała.
Lecz wybić troski żadną miarą z głowy
Nie mogły słodkie y poważne mowy.
85.
Iako kiedy kto tknie rany w pieszczonem
Członku, ból roście3346 y tem sroższy bywa,
Tak przyiacielskiem — w sercu utrapionem
Więcey żałości cieszeniem przybywa.
Lecz go pustelnik nie chce mieć straconem,
Na różne się nań dowody zdobywa
Y iego upór poważnemi słowy
Strofuie, y tey używa nań mowy:
86.
«O różny teraz daleko od siebie
Tankredzie, y od początku twoiego;
Ktoć3347 wżdy3348 odiął słuch? pytam cię — y ciebie
Uczynił teraz tak nagle ślepego?
Twe utrapienie Bóg wieczny na niebie
Sam na cię posłał, Ten cię do pierwszego
Gościńca, któryś opuścił, kieruie
Y palcem ci go prawie ukazuie.
87.
Y do dobrego rycerza cię wiedzie
Chrystusowego pierwszey powinności,
Którąś opuścił, o głupi Tankredzie,
Kwoli3349 niewierney poganki miłości.
Y teraz na cię z lekką pomstą iedzie,
Z lekkiem karaniem za twe nieprawości
Y uleczyć cię chce przez cię samego,
A ty nie widzisz daru tak zacnego?
88.
Y Bogu się chcesz przeciwić3350 samemu,
Któryć3351 łaskawey dodawa pomocy,
Obacz3352 się proszę, a żalowi temu
Takiey nad sobą nie dopuszczay mocy.
Iuż ato iawnie na dół ku wiecznemu
Zginieniu lecisz, ieno otwórz oczy!
Przebóg, hamuy się w tey żałości swoiey,
Co cię do śmierci prowadzi oboiey3353».
89.
Strach iedney śmierci, który mu przekładał,
Chciwość mu drugiey z nienagła3354 wyimował
Y uważaiąc pilnie — co powiadał,
Nieutulony płacz w sobie hamował.
Ale nie tak żal przedsię3355 z serca składał,
Aby nie wzdychał y nie lamentował.
Czasem sam w sobie skrycie narzekaiąc,
Czasem z umarłą głosem3356 rozmawiaiąc.
90.
Lubo wieczorne3357, lubo wstaią rane
Zorze, iey woła, iey płacze, iey prosi3358;
Tak iako słowik, co mu nieodziane
Pióry dzieciny3359 myśliwiec unosi3360,
Y dni y nocy3361 prowadząc niespane,
Napełnia pola y swe żale głosi.
Nakoniec3362 kiedy świtać poczynało,
Między łzy w oczy wpadło mu snu mało.
91.
Wtem mu się w szacie gwiazdami natknioney3363
Kochana iego przez sen ukazała:
Dobrze3364 pięknieysza i w iasności oney
Niebieskiey będąc, poznać mu się dała.
Y zdało się, że w postawie skłonioney
Do śmiechu, łzy mu z oczu ucierała:
«Przypatrz się — prawi3365 — teraz mey piękności
Y mey ozdobie, a skróć swey żałości.
92.
Toś mi ty wszystko z łaski swoiey sprawił,
Z świata mię tego omyłką zgładziwszy
Y u Bogaś mię na łonie postawił,
Godną mię nieba przez krzest uczyniwszy.
Tyś mię wiecznego żywota nabawił,
Lecz y ty — ciało śmiertelne złożywszy,
Masz tu mieć mieysce, gdzie w wieczney światłości
Cieszyć się będziesz z twey y z mey piękności.
93.
Y ieśli nieba nie zayrzysz3366 sam sobie
Y zmysł cię z drogi prawdziwey nie zwodzi —
Zostań żyw, a wiedz, że się kocham w tobie,
Iako się kochać nam w stworzeniu godzi».
Tak mówi, a wtem chęci w oney dobie
Ogień życzliwy z oczu nań wywodzi,
Potem się w swoie promienie zamknęła
Y wlawszy weń tę pociechę, zniknęła.
94.
Ocknął się zatem y wstał pocieszony
Y lekarzom się iuż dał opatrować3367
Y martwe ciało tem czasem — strapiony,
Po chrześcijańsku rozkazał pochować.
A chocia nie beł3368 mistrz iaki uczony,
Co miał grób z drogich marmurów ukować3369 —
Przedsię3370, ile czas znosił3371, beł obrany
Kamień, z którego grób beł wykowany.
95.
Do którego ią z lanemi świecami3372
W wielkiey gromadzie w pole prowadzili.
Potem iey zbroię między gałęziami
Rospiętą, wielkiey sośnie zawiesili.
A sam iak skoro zwątlony ranami
Wzmógł y podniósł się z łoża w oney chwili.
Zarazem wnętrzney pełen pobożności,
Poszedł nawiedzić pogrzebione kości.
96.
Gdy przyszedł nad grób, gdzie iego żywemu
Sercu więzienie złe nieba przeyrzały3373 —
Zimny, wybladły, rówien3374 umarłemu,
Wlepił wzrok w kamień y sam skamieniały;
A nie mogąc się płaczowi silnemu
Odiąć3375, do głuchey ledwie przerzekł skały:
«Wdzięczny kamieniu y kochany grobie,
Co płomień masz wnątrz, zwierzchu móy płacz w sobie!
97.
Nie martwy w tobie popiół, ale żywy,
Pełen miłości, ma swoie mieszkanie
Y czuie z ciebie zwykły przeraźliwy3376
Płomień, lecz przykrszy3377 sercu nad mniemanie.
Przyimi, ach proszę, ten płacz żałościwy
Y pokropione łzami całowanie,
A poday ie zaś w swey skrytey zasłonie
Lubem zewłokom, które masz w swem łonie.
98.
Bo ieśli dusza do swoiego ciała
Wraca się kiedy y do swoich kości,
Nie będzie za złe bez wątpienia miała
Twey pobożności y moiey śmiałości...
Y odpuści mi. W tę tylko została
Nadzieię dusza w tey tu śmiertelności,
Ręka zła tylko popełniła winę,
Iam żył miłuiąc, miłuiąc ią zginę.
99.
Wżdyć3378 kiedy przyidzie y moiey potrzebie
Dogodzi ten dzień szczęśliwy y święty,
Że co to teraz błądzę koło ciebie,
W ten czas iuż będę w łono twe przyięty —
Niech zgodne dusze spół mieszkaią w niebie,
Niech oboy proch3379 trwa wiecznie nierozięty3380,
A czego żywot mieć nie mógł stroskany,
Śmierć będzie miała. O dniu pożądany!»
100.
Tem czasem o iey przygodzie powieści
Y ciche w mieście szemrania powstały;
Potem iuż pewne y głośnieysze wieści
Między lękliwem ludem wciąż latały.
Wszędzie lamenty, wszędzie krzyk niewieści,
Iakoby mury y wysokie wały
Iuż nieprzyiaciel wszystkie opanował
Y iuż bogate kościoły plundrował3381.
101.
Ale naywięcey oczy ludzkie zeszły3382
Na się obrócił Arset żałościwy:
Y iako inszem3383 łzy mu z oczu nie szły,
Bo od żałości ledwie się stał żywy,
Ale od gminu gęstego obeszły3384
Stękał, nakrywszy prochem włos szedziwy.
Wtem gdy się wielki tłum do niego zbierał,
Argant we śrzodku stoiąc, tak wywierał:
102.
«Chciałem ia zaraz — że krótko wspomionę3385 —
Postrzegszy pierwszy, że w polu została,
Wypadszy z bramy iść iey na obronę,
Żebyśwa3386 była spólny los cierpiała.
Wołałem, aby otworzono bronę3387,
Aby się beła iako3388 ratowała,
Ale daremne beło me wołanie,
Bo król surowe czynił zakazanie.
103.
Y bym beł wypadł3389 — iakom chciał bespiecznie,
Y zdrowobym3390 ią nazad beł wprowadził,
Abobym beł chciał lec przy niey koniecznie,
Y niktby mi beł tego nie rozradził3391.
Cóż beło czynić? lam się iey statecznie
Stawił, ale Bóg inaczey uradził;
A to iuż ona umarła gdzieś leży,
A ia też pomnię3392 to co mi należy.
104.
Niech Ieruzalem y nieba słuchaią
Tego, co teraz Argant obiecuie,
A gdzie nie strzyma, niechay nań spadaią
Wszystkie pioruny, co się ich naiduie3393:
Przysięga ato — niech to pamiętaią —
Pomścić się iey krwie3394 y iawnie ślubuie,
Że miecza tego od boku nie zbędzie,
Aż Tankredowi na garle usiędzie».
105.
Tak rzekł, a głosy życzliwe z pobudki
Pospolitego ludu powstawały
Y z obiecaney przyszłey pomsty smutki
W żałosnych sercach znienagła3395 niszczały.
Próżne przysięgi, bo przeciwne skutki
Ludzkie nadzieie w krótkim czasie miały.
Y w rychle3396 potem ten legł od tamtego,
Którego dziś ma za zwyciężonego.
Koniec pieśni dawnastey.