Pieśń piętnasta

Argument

Wziąwszy rycerze potrzebne przestrogi,

Bieżą przez morze w niedościgłey łodzi

Y widzą, iadac, iako tyran srogi

Egipski — woyska do gromady zwodzi.

A tak życzliwy wiatr maią, że drogi

Koniec — kilku dni więcey nie przechodzi.

Potem na iednę wyspę wysiadaią,

Gdzie iuż przekazy3786 wszystkie zwyciężaią.

1.

Iuż też dzień piękny wiódł z morza życzliwy

Promień y ludzi wołał do roboty,

Kiedy wyszedszy z pokoiu, szedziwy3787

Starzec niósł kartę3788, rózgę, puklerz3789 złoty.

«Czas wam — pry3790 — w drogę, pierwey niż3791 skwapliwy3792

Dzień wyńdzie3793 na świat przestrzeńszemi3794 wroty3795;

Weźcie to, na com3796 wam dał obietnicę,

Tem macie pożyć3797 chytrą czarownicę».

2.

Iuż byli3798 miękkie zostawili pierze3799,

Niźli3800 on przyszedł y iuż beli3801 wstali

Y w szaty, które rabiaią3802 płatnerze3803,

Swe pracowite członki ubierali.

A temże śladem wzad3804 mężni rycerze

Szli, który przedtem pod ziemią deptali.

A kiedy weszli w bystrey rzeki łoże,

Żegnał ich: «Idźcież3805 y prowadź was Boże!»

3.

Bierze ich rzeka w swoie wielkie łono,

Woda ich na wierzch wynosi bez szkody;

Równie tak, iako gdy drzewo wrzucono,

Znowu ie na wierzch wyrzucaią wody.

Niesie ich rzeka y poyrzą, a ono3806

Pani poważney y piękney urody,

Co ich miała wieść przez słone powodzi,

Iuż pogotowiu3807 czeka w krzywey łodzi.

4.

Czoło włosami kryte wystawiła,

Postawę miała złożoną z ludzkości,

A kiedy piękne oko otworzyła,

Ciskała z niego szczere życzliwości.

W modro-czerwony płaszcz się ustroiła,

Który wydawał tysiąc odmienności,

Że wszędzie, gdzie nań poyrzysz3808, w każdey dobie3809

Zda się inakszy3810 y niezgodny w sobie.

5.

Takie więc gołąb miłością ruszony

U malowaney nosi pióra szyie3811:

Z sobą niezgodny y z różnych złożony

Barw, przeciw słońcu, blask od niego biie.

Czasem się tak zda, że smarag3812 zielony,

Czasem, że rubin zapalony kryie,

A czasem społem miesza farby obie

Y oczy cieszy w stokrotnem sposobie.

6.

«Wnidź3813 — pry3814 — z tem drugiem, rycerzu cnotliwy

W łódź, co bespieczne3815 morskie siecze wody,

Którey każdy wiatr musi bydź3816 szczęśliwy,

Którey łaskawe wszystkie niepogody.

Wam mię oddawa Twórca dobrotliwy

Za przewodnika przez głębokie brody».

Tak białagłowa rycerzom mówiła,

Y do brzegu się z łodzią przybliżyła.

7.

Skoro w łódź siedli, ona wziąwszy wiosła,

Odepchnęła się zarazem od brzegu,

Y rozciągnąwszy złoty żagiel — poszła

Y trzymaiąc sztyr, pilnowała biegu.

Rzeka z potrzebę wód miała3817 y niosła

Łódź, w on czas3818 ze dżdżu wezbrawszy w zabiegu;

Aczby ta mogła, dla swoiey lekkości,

Iść po namielszey wodzie bez trudności.

8.

Pędzi wiatr żagiel złotem przetykany

Nad przyrodzenie, nad wszystkie zwyczaie;

Około łodzi widać siwe piany

Woda za niemi bita, szum wydaie.

A wtem na słone wiezdżaią3819 bałwany,

Kędy3820 ciekąca woda iuż ustaie.

Y tak się w wielki ocean wmięszała3821,

Że ani wiedzieć, kędy się podziała.

9.

Ledwie niebieska łódź wielkiego łona

Zaburzonego morza zachwyciła:

Iako nawałność zaraz uśmierzona

Zeszła y chmury pogoda spędziła;

Woda w wysokie góry ułożona

Spadła y tylko grzbiet kędzierzawiła;

Niebo się w barwę tak piękną ubrało,

Że się pięknieyszem nigdy nie widziało.

10.

Na wschód — zadaiąc morzu ciężkie razy,

Od Askalony w lewo kierowała

Y iuż obfitey blisko beła Gazy,

(Gdzie przedtem swóy port stara Gaza miała,

Ale uroszwszy potem z cudzey skazy3822,

Miastem bogatem y możnem została).

Po brzegach ludzi tak wiele chodziło,

Że ledwie piasku więcey na nich było.

11.

Z łodzi rycerze widzą gęste konie

Y niezliczone po polu namioty

Y to tam, to sam z brony y ku bronie

Przemiiaiące iezdy y piechoty;

Widzą po piaskach wielbłądy y słonie

Wielkie woienne niosące roboty

Y z portów nawy3823 na morze wysłane,

Y na kotwicach drugie uwiązane.

12.

Iedni na maszty wielkie żagle wlekli.

Drudzy ostremi robili3824 wiosłami;

A morze, które raz wraz iemi3825 siekli,

Y stąd y zowąd toczyło pianami.

Wtem Pani rzecze: «Choć poganie wściekli

Y brzeg y morze zakryli woyskami,

Przedsię3826 nie wszystek — możny król zgromadził

Ieszcze nie wszystek lud swoy tu sprowadził.

13.

Płodnemu tylko bliskich Egiptowi

Zebrał do kupy3827, inszych3828 czekać myśli3829;

Bo ci, co siedzą3830 przeciw południowi,

Y ku wschodowi — ieszcze tu nie przyśli3831.

Przeto3832 ia tuszę3833, że się ku domowi

Wróciemy3834 z drogi naszey pierwey, niźli3835

Do Palestyny z woyski3836 się wybierze

Sam, albo kogo hetmanem obierze.

14.

Iako bespiecznie insze ptastwa miia

Orzeł, y leci pod samem obłokiem

Y pod słońce się tak wysoko wzbiia,

Że go naybystrszem próżno doyrzeć okiem:

Tak się łódź właśnie niebieska uwiia

Między okręty po morzu głębokiem;

Ani się żadney obawia pogoniey3837,

Ginie iem z oczu, próżno myślie o niey.

15.

We mgnieniu oka z Rufią3838 się zrównała,

Która na pierwszem z Egiptu noclegu

W Syryey leży; ztamtąd3839 kierowała

Do zbyt3840 niepłodney Rynocery3841 brzegu.

Potem wysokiey góry doiechała3842,

Wydaney w morze, niespuszczaiąc z biegu,

Którey gniewliwa woda nogi myie.

Co Pompeiego3843 kości w sobie kryie.

16.

Do żyzney daley bieży Damiaty3844

Y widzi, iako siedmiorakie rogi

Nil ukazuiąc, śle trybut bogaty

Oceanowi przez wielkie odnogi.

Y miasto, które zbudował przed laty

Grekom wódz grecki — y mało co z drogi

Far3845, który wprzód beł obeszły3846 wodami

Wysep3847, a teraz złączył się z brzegami.

17.

Rhodu y Krety nie doiezdża wziętey,

Ale gorącey trzyma się Afryki,

Nad morzem żyzney, wewnątrz mało żętey

Prze suchy piasek y straszny zwierz dziki

Więc ku Cyrenie3848 bieży samopiętey3849,

Puszcza precz piękney brzegi Marmaryki3850;

Y Tolomitę3851 y cichą miiaią

Lietę3852, o którey siła3853 ludzie baią3854.

18.

Iako nadaley — zawżdy podeyrzaną

Żeglarzom — miia Więtszą Syrtę3855 śliską,

Y głowę w morze daleko wydaną

Wielkiey Iudeki3856 y z nią Magrę3857 bliską.

Miia Trypolim3858 pyszno budowaną,

Y co przeciw niey leży — Maltę niską.

Potem Aldzerbę3859 z Mnieyszemi Syrtami

Wzad3860 zostawuie3861 y z Lotofagami3862.

19.

Widzi y Tunis, co ma otoczony

Brzeg swego morza górami wielkiemi;

Tunis bogaty, pierwszy z każdey strony

Między wszytkiemi miasty3863 lybiyskiemi.

W bok syciliyski wysep3864 ma zielony,

Y Lilibeum3865 z rogami ostremi.

Tu Pani palcem rycerzom skazała3866,

Kędy3867 budowna Karthago3868 leżała;

20.

Leży Karthago y ledwie zostaią

Znaki iey siły y dawney możności;

Miasta y wielkie państwa umieraią,

Nakrywa piasek pompy y wielkości.

A ludzie nędzni na swóy się gniewaią

Koniec y swey się wstydzą śmiertelności.

Potem budowną Bizertę3869 widzieli,

Po drugiey stronie Sardynią3870 mieli.

21.

Przebiegli brzegi, kędy3871 Numidowie

Błędni3872 mieszkali y po teyże stronie

Budzę3873 i Algier, gdzie morscy zbóycowie3874

Maią swe gniazda; stamtąd ku Oronie3875

Y Tyngitanie3876, gdzie krokodylowie3877

Y lwi się rodzą y okrutne słonie:

Tamten dziś Fessą3878. tę Marok nazwaną;

Potem kęs3879 daley ku Granacie3880 staną.

22.

Iuż się o słupy Alcydy3881 oparła

Łódź, gdzie ocean między ziemię wchodzi,

Co bywszy iedną, w poły się rozdarła,

(Ieśli się wierzyć historykom godzi).

Potem się woda gwałtem tędy wdarła,

Ztąd3882 Kalpę3883, ztamtąd3884 Abilę3885 podchodzi,

Gdzie ciasne morze dzieli z Hiszpanami

Libią3886; tak się świat mieni wiekami.

23.

Czwarty kroć słońce na świat wychodziło,

Iako się beli3887 od brzegu odbili,

A w port — bo tego potrzeby nie było,

Do tego czasu ieszcze nie wstąpili.

Przeszedszy3888 morze, kędy3889 się ścieśniło,

W niezamierzone3890 dopiero wchodzili.

Ieśli tam wielkie, gdzie ie ziemia zwiera,

Cóż tam, gdzie ono ziemię w się zawiera3891?!

24.

Iuż ani Gady3892 zbyt obfitey, ani

Inszych dwu widać; ziemia zuciekała3893.

Brzegów nie widzą rycerze wybrani.

Niebo — wód, woda nieba dotykała.

Wtem Ubald rzecze: «Powiedz piękna Pani,

Coś na tak wielkie morze zaiechała,

Ieśli3894 tu z świata naszego bywaią

Y ieśli ludzie — gdzie iedziem — mieszkaią?»

25.

Ona im: «Skoro Alcyd pokóy sprawił,

Pobił hiszpańskie y libiyskie dziwy

Y świat wasz przebiegł — tu się iuż zabawił,

Nie chcąc się puścić w ocean wątpliwy3895.

Y słupy wielkie ręką swą postawił,

Kresy na śmiałość y na dowcip chciwy;

Ale te kresy przezeń zamierzone,

Od Ulissesa beły3896 znieważone.

26.

On ie minąwszy, pierwszy w kruchey łodzi

Wszedł w otwartego oceanu brody.

Ale się biegłość3897 niezawsze3898 przygodzi3899:

Zginął pożarty od łakomey wody —

Y czego u was nie wiedzą — powodzi

Te skryły ciało y iego przygody.

A ieśli też tam kogo wiatr obrócił,

Abo tam zginął, abo się nie wrócił.

27.

Nieznane wielkie morze y nieznane

Ma niezliczone państwa, wyspy, kraie;

Ale są także od ludzi mieszkane3900,

Y ziemia żyzne dawa3901 urodzaie

Y iako u was w zagony orane,

Mocy się także słoneczney dostaie».

Powtórzy Ubald: «Y to dziwna sprawa,

Cóż tam za wiara y iakie są prawa?»

28.

Ona zaś na to: «Różne3902 są ustawy,

Różne ięzyki, różne stroie maią;

Ci ziemię, ci zaś zwierz chwalą plugawy,

Ci gwiazdom, a ci słońcu się kłaniaią.

Są y ci, którzy obrzydłe potrawy

Na stoły kładą y ludzie iadaią;

A zgoła wszyscy, co za Kalpą siedzą,

Grubi3903, okrutni, o Bogu nie wiedzą».

29.

Ubald zaś na to: « Y to wielka strata!

Takli3904 Bóg, co swe odkrył światło wszędzie,

Tę tak przestroną, tak wielką część świata

Wiecznie podobno3905 zostawi w swem błędzie».

Odpowie Pani: «Za krótkie tu lata

Wiara Piotrowa wprowadzona będzie;

Ani tak zawsze będziecie dalecy

Od siebie, choć to niepodobne rzeczy.

30.

Przydzie czas, kiedy słupy Alcydowe

Baykami będą między żeglarzami;

A wielkie morza y królestwa nowe,

Bez imion teraz — wsławią między wami.

Y ieden okręt to koło światowe

Obieży swemi śmiałemi żaglami,

Y tak do słońca podobny prętkiego,

Zmierzy to koło okręgu ziemskiego.

31.

Pierwszy, wielkiego godny pisoryma,

Ligurczyk póydzie w nieznaiome wody.

Nie sprawi tego niewytrwana zima3906,

Ani wiatr srogi, ani niepogody,

Ani dalekie y wątpliwe klima.

Y insze3907 cięszkie3908 na morzu przygody,

Aby ten umysł iego tak wspaniały

Utrzymać groźby ciasney Kalpy miały.

32.

Ty, o Gołębiu3909 napierwszy — wysoki

Swóy maszt nowemu ukażesz Polowi3910;

Że choć sto skrzydeł, choć ma wzrok stooki3911

Wieść ledwie twemu wydoła lotowi.

Niech Bacha niesie z Alcydem w obłoki,

O tobie dosyć przyszłemu wiekowi,

Że trochę dotknie. Ta trocha odkryie

Wieczney pamięci godne historyie».

33.

Tak mówi; a łódź słone wały porze3912,

A sztyr3913 na zachód w biegu obracała.

Y iako przed nią dzień zapada w morze,

Y iako za nią wychodzi, widziała.

Y właśnie w ten czas, kiedy złote zorze

Piękna iutrzenka światu ukazała,

Czarnawą górę z daleka uyrzeli,

Która obłoki ostrą głową dzieli.

34.

Uyrzeli daley, gdy się przybliżyła

Łódź daley pod nię y zginęły chmury:

Że śrzodek3914 miąższy3915 miała, wierzch ostrzyła,

Na kształt piramid. Z niewidomey3916 dziury

W niebo gęstemi dymami kurzyła,

Iakie widamy3917 u Sykulskiey góry3918.

Która tę własność, to ma przyrodzenie3919,

Że w dzień dym puszcza, a w nocy płomienie.

35.

Potem mniey przykre y mniey niebu krzywe3920

Góry y piękne wyspy podiechali,

Które wiek dawny nazywał szczęśliwe,

Y za pewną rzecz tak to udawali,

Że iem tak niebo beło3921 przyiaźliwe3922,

Że zboża — pola, choć ich nie orali,

Y przez się3923 grona dawały macice

Y niesprawione3924 rodziły winnice;

36.

Że tam nie chybią3925 — iako żywo — kłosy,

Że z dębów cieką dobrowolne miody,

Że Zephir tylko wieie, że w roskoszy3926

Bogate, zawżdy3927 zielone ogrody;

Że przykrość3928 latu odeymuią rosy,

Że w naygorętsze czasy zawżdy chłody;

Że tam być pola Elizyiskie3929 maią,

Gdzie dobre dusze po śmierci mieszkaią.

37.

Tam Pani bieży: «Iuż — prawi — nie cknicie3930,

Niedługo koniec drogi mieć będziecie.

Wyspy od szczęścia nazwane3931 widzicie,

O których baiek moc na waszem świecie.

Prawda, że żyzne — iako więc słyszycie,

Ale wieść przedsię więcey o nich plecie».

To mówiąc, wprzód się do tey przybliżała,

Co się z dziesiąci pierwsza ukazała.

38.

Wtem Karzeł wstanie y rzecze do Paniey:

«Ieśli, o Pani, nic nie omieszkamy,

Uchwyć się ziemie3932 y posadź nas na niey;

Niechay te kraie nieznane poznamy.

Niech — iak się to tu wszystko rodzi raniey,

Wiarę ich, stroie — inszem3933 powiadamy.

Miła rzecz, kiedy będę odpoczywał

Po przeszłych trudach, rzec: y iam3934 tam bywał».

39.

Ona zaś na to: «Rycerzu waleczny,

Serca to wasze wspaniałe sprawuią;

Ale cóż potem? kiedy wyrok wieczny

Y nieodmienne nieba zakazuią;

Y czas nie przyszedł ieszcze ostateczny

Odkrycia świata, który obiecuią.

Ani możecie zanieść taiemnice3935

Oceanowey za wasze granice.

40.

Wam, z łaski Swoiey, Bóg nad przyrodzenie

Dał prześć3936 te wody — nikomu inszemu;

Y zdiąć z wielkiego rycerza więzienie,

Y przywrócić go światowi tamtemu.

Przestańcież3937 na tem, bo dalsze myślenie,

Upór iest, Bogu przeciwny Samemu».

On umilkł, a wtem pierwsza się zniżała

Wyspa, a druga wierzch ukazowała3938.

41.

Potem widzieli, że się ku wschodowi

W rząd rozciągniene wszystkie nachyliły,

Y w odległości iednakiey placowi

Dawały mieysce, gdzie morze wpuściły.

Kiedy patrzyli pilnie ku brzegowi,

W siedmiu się ludzie y domy odkryły;

Bo trzy są puste y zwierzęta samy3939

Maią w nich tylko swe gniazda y iamy.

42.

Brzeg w iedney pustey, ze dwiema rogami

Daleko w morze wchodzi zakrzywiony;

Y kryiąc w sobie okryte górami

Szerokie łono — port czyni przestrony.

Góra nad portem z tyłu się z wałami

Biie3940, a przodek w port ma obrócony,

A ztąd3941 y zowąd dwie wysokie skały

Błędnem3942 żeglarzom znak ukazowały3943.

43.

Woda pod niemi spokoyna milczała,

Ku morzu z góry ciemny las wychodzi;

W śrzodku3944 się wielka iaskinia udała,

Którą płot z bluszczu samorodny grodzi.

Tu kotew3945 żadna nigdy nie trzymała,

Powróz nie wiązał spracowaney łodzi.

Na tak ustronne mieysce wysiadała

Niebieska Pani y żagle zbierała.

44.

«Patrzaycie — prawi — ono3946 pałac leży

Na wierzchu góry pyszno budowany;

Tam w próżnowaniu na wysokiey wieży,

Chrystusów rycerz siedzi poimany.

Iutro — wszak wiecie co na tem należy3947

Idźcie tam, skoro wznidzie3948 dzień rumiany.

Iutra czekaycie: to dla tey przyczyny,

Że są szczęśliwsze poranne godziny.

45.

Dziś ieszcze, póki dnia staie iasnego,

Wysokiey góry przywitacie progi».

Oni wtem3949 wodza żegnali swoiego,

Y przedsięwziętey chwycili się drogi.

Równina beła3950 y trudu żadnego

Niespracowane nic nie czuły nogi;

Lecz kiedy koniec mieli swego chodu,

Ieszcze daleko beło3951 do zachodu.

46.

Widzą wierzch góry trudno dostąpiony3952,

Dla3953 nierównych skał y ostrych kamieni,

Y że po stronach wszędzie na niey śrzony3954,

Y śniegi, a wierzch tylko się zieleni.

Przy siwey brodzie, z kwiecia upleciony

Włos niesie — y lód liliey nie mieni,

Y róża kwitnie z wielkiem podziwieniem;

Tak czary maią moc3955 nad przyrodzeniem3956.

47.

Oba pod górą zakryli się w lesie,

Przyszłey, iutrzeyszey czekaiąc roboty.

Potem uyrzawszy, że iuż na świat niesie

Z wielkiego morza słońce promień złoty,

Na przykrą górę poszli w onem czesie3957.

Wzaiemnie sobie dodaiąc ochoty;

Ale pod górą zarazem u drogi

Zastąpił im smok straszliwy y srogi.

48.

Łuską nakryty łeb y wielkie czuby

Y szyię gniewem nadętą wyciągnął,

A brzuch rozwlokły y ogon zbyt gruby,

Tam, gdzie mieli iść — na drodze rozciągnął;

To w się sam wchodził, to wielkie przeguby

Wydawał y sam za sobą się ciągnął.

Tak się wielki smok przeciwko niem strożył3958,

Darmo się iednak y bez skutku srożył.

49.

Iuż Karzeł miecza dobywał od boku,

Ale go Ubald uchwycił zarazem:

«Cóż, chcesz zwyciężyć okrutnego smoku

Śmiertelną ręką, śmiertelnem żelazem?!»

A sam pomknąwszy śmiele3959 podeń3960 kroku,

Rózgą nań machnął, aż on iednem razem

Uciekaiąc w las, z drogi ustępuie,

Y wolne w górę przeszcie3961 zostawuie3962.

50.

Ale kęs3963 wyższey lew ryczał straszliwy

Y wyostrzone ukazował3964 zęby,

Bił się po bokach, wzrok obracał krzywy3965,

Ięzyk wywieszał z rozdziewioney gęby;

Grzbiet naieżony y u wielkiey grzywy

Podnosił straszne y kosmate kłęby.

Lecz y ten, skoro złotą rózgę zoczył3966,

Do lasa3967 w stronę3968 wylękniony skoczył.

51.

Kończą swą drogę rycerze, lecz nową

Zawadę3969 znowu w pół góry zastaią:

Źwierze3970 drapieżne, które różnie zową,

Różny głos, postać y różny chód maią;

Wszystkie co sroższe3971, co między nilową

Wodą3972 y wielkiem Atlantem3973 mieszkaią,

Y co się lęgą3974 w hercyniyskiem lesie,

Tam się do kupy3975 zbiegły w onem czesie3976.

52.

Ale na ono straszne zgromadzenie

Libiyskich zwierzów rycerze nie dbali;

Owszem (iaki cud!) na małe machnienie

Srodzy dziwowie3977 zaraz uciekali.

Y na samy3978 wierzch przez ostre kamienie,

Iuż bez zawady3979 żadney wstępowali,

Okrom3980, że śliskie y nierówne skały,

Strudzone nogi czasem hamowały.

53.

A kiedy trudne przebyli przeszkody,

Y przez śrzeżogi y śniegi3981 przeleźli,

Zastali lato y piękne pogody

Z wielką równiną, skoro na wierzch wleźli.

Tamże wdzięcznemi y miłemi chłody,

Wonno wieiące Zephiry naleźli3982,

Y wiatr przyiemny, który nieprzestany3983

Zawżdy3984 tam wieie y nie ma odmiany.

54.

Nie tak iako tu, kędy3985 niestateczny3986

To znóy, to zimno, to iasno, to chmury;

Lecz tam dzień zawżdy3987 pogodny, bespieczny,

Y nie zna nigdy mgły wierzch piękney góry.

Cień drzewa zawżdy wydawaią wieczny

Y zioła zapach y kwiecie purpury.

Pałac nad pięknem ieziorem wysoki,

Dalekie wszędzie posyła widoki.

55.

A iż po przykrey i skalistey oney

Górze się beli3988 rycerze strudzili,

Iuż po równinie wolno szli zieloney,

Y postawaiąc3989 drogę swą kończyli.

A wtem piękny zdróy, który upragnioney

Żądzy do siebie wabił, obaczyli;

Który z obfitey żyły wody ciskał

Y na co bliższe zioła wkoło pryskał.

56.

Potem się wody różnemi ścieszkami3990

Do głębokiego przykopu schodziły,

Y idąc chłodem, nakryte cieniami,

Z drzew swoich brzegów wdzięczny dźwięk czyniły,

Tak przeźroczyste, że pod kryształami

Swemi, kamienia drobnego nie kryły.

Brzegi obadwa3991 trawą się odziały

Między drzewami, które razem stały.

57.

«Ano Zdróy Śmiechu! dla Boga3992 miiaywa3993

Zrzódła, skrytemi napuszczone iady3994.

Tu upragnione żądze swe trzymaywa3995,

Tu niebespieczne3996 puszczaywa3997 obiady3998;

Przed łagodnemi uszy zatykaywa3999

Pieśniami, które zabiyayą rady».

Wtem daley poszli, kędy się szerzyła

Woda, y wielkie iezioro czyniła.

58.

Tam potrawami nakryte drogiemi

Stoły na brzegu gotowe czekały,

A dwie nadobne dziewczynie4000 przed niemi

Bespiecznie sobie po wodzie igrały:

To sobie twarzy rękoma prętkiemi4001

Pryskały wzaiem, to się wyścigały;

Czasem szły nurkiem y nagle ginęły,

Czasem pospołu po wierzchu płynęły.

59.

Choć beli twardzi, przedsię4002 się zmiękczyli

Obay rycerze y podszedszy4003 blisko;

Długo na piękne pławaczki4004 patrzyli,

Kiedy swe lube kończyły igrzysko4005.

Wtem pełne piersi iedna w oney chwili4006,

Y pod piersiami insze4007 członki nisko

Ukaże — y to, co wzrokowi miło.

Dalsze swem rąbkiem iezioro zakryło.

60.

Iako iutrzenka prowadząc świt rany4008,

Z morza zmaczane ukazuie włosy,

Lub iako na świat urodzona z piany

Oceanowey, szła matka roskoszy4009

Taka ta beła y tak włos piiany4010

Y pełny mokrey ukazała rosy.

Potem poyrzawszy w kupę się ściskała,

Zmyślaiąc4011, że ich dopiero uyrzała.

61.

Y włosy, które w róg ieden zwinione

Na czele beły4012, nagle rozpuściła;

Temi — bo beły długie y zgęstwione,

Swe alabastry miękkie zasłoniła.

Zbiegło iem piękne widzenie stracone,

Lecz ta pięknieysza, co ie iem straciła.

Tak y włosami y wodą odziana

Obróciła się do nich zasromana4013.

62.

Razem4014 się śmiała, razem się sromała4015,

A śmiech beł w sromie4016 daleko4017 pięknieyszy;

Srom także w śmiechu, którem farbowała

Piękne iagody4018, zdał się bydź4019 wdzięcznieyszy.

Potem tak z niemi łagodnie gadała,

Żeby się zmiękczył y naynieludczeyszy4020:

«Fortunni ludzie, którem tu życzliwe

Nieba wniść4021 dały, w te kraie szczęśliwe!

63.

Tu iest port wieczny trudów tego świata,

Tu odpoczynek. Tu tak żyć będziecie,

Iako wiek złoty za dawnego lata,

Żył sobie wolny y mieszkał na świecie.

Składaycie zbroie, naymnieysza to strata,

Iuż ich tu więcey nie potrzebuiecie;

Porzućcie miecze, bespieczni4022 całości,

Iużeście4023 teraz rycerze miłości.

64.

Pole waszego boiu odtąd będzie,

Lub miękka trawa, lub usłane łoże.

My was powiedziem do tey, co tu wszędzie

Włada y wieczne szczęście wam dać może.

Ta was postawi w swych wybranych rzędzie,

A sama do swych nagród wam pomoże,

Ale brud pierwey omyicie w tey wodzie,

Y po przeszłem kęs pośniadaycie4024 głodzie».

65.

Tak iedna rzekła. A druga na ony

Powaby, zgodnem pozwalała okiem.

Iako się zgadza z dźwiękiem głośney strony4025

Taniec, to rączem to leniwem krokiem.

Ale rycerze maią swe obrony

Y strzegą, aby y mową y wzrokiem

Ich łagodności4026 do serca nie przyszły,

Y same tylko zwierzchnie cieszą zmysły.

66.

A ieśli też zmysł czasem ubłagany

Wpuścił co wewnątrz łagodney słodkości,

Rozum zarazem w baczenie4027 ubrany4028,

Odcinał żądze, umarzał4029 chciwości.

Tak y ten y ów szedł nieoszukany

Daley na pałac. A te obcych gości

Nie mogąc pożyć4030, w wodę się wnurzyły,

Żałosne bardzo, że nic nie sprawiły.

Koniec pieśni piętnastey.