Pieśń siódma

Argument

Tu Erminią do siebie przyimuie

Pasterz, Tankred wpadł w Armidzine sidła;

Raymund się pychę okrócić gotuie

Cyrkaszczykowę, co Bogu obrzydła

Y z niem, sam a sam w polu się kosztuie,

Od anyelskiego obroniony skrzydła;

Belzebub widząc, że Argant słabieie,

Pioruny ciska, wichry dmie, dżdże leie.

1.

W tem Erminia, nieboga, zmartwiała,

Y bez pamięci biegła w onem czesie1830,

Wodzę puściwszy, za łęk się trzymała,

A koń ią, gdzie chce po krzewinie niesie.

Y to tam, to sam, nędzna uciekała

Po różnych drogach i po gęstem lesie,

Że naostatek1831 z oczu ią stracili

Ci, co się za nią w pogonią1832 puścili.

2.

Iako po długiey pracey1833 zmordowani,

Charci1834 się nazad do smyczy wracaią,

Kiedy iem zbędzie1835 z pola prętka1836 łani,

Którą ogonić w chróście1837 trudno maią —

Tak ci daremno oną1838 spracowani

Pogonią, w ten czas barzo1839 się sromaią.

A ona przedsię1840 co nadaley1841 stroni1842.

Ani wzad1843 weyźrzy1844, ieśli1845 ią kto goni.

3.

Całą noc y dzień cały uciekała

Po różnych ścieżkach y po różney stronie

Y nic, okrom1846 swych wrzasków nie słyszała,

W straszliwey lasu głuchego zasłonie;

A kiedy ciemna noc ustępowała

Y dzień wyprzągał1847 z wozu swoie konie,

Nad Iordanową wodą z konia zsiadła

Y poszła na brzeg y tam się układła1848.

4.

Ieść nie pomyśli, ale kłopotami

Y swem nieszczęściem utrapiona żyie:

Płaczem nieboga y gęstemi łzami

Karmi się tylko y łzy same piie;

W tem ią sen swemi obłapił skrzydłami,

Pod które troski y frasunki kryie,

A miłość przedsię1849, iako y na iawi

We śnie ią trapi y we śnie ią bawi.

5.

Nie ocknęła się, aż kiedy1850 słyszała

Drobnego ptastwa wesołe śpiewanie

Y wody, która cicho się ruszała,

Ku dniowi z wiatry lekkiemi igranie;

Podniózwszy1851 oczy, przy stronie uyźrzała1852

Domki, ubogich pasterzów mieszkanie,

A między wodą y lasem się zdało,

Że ią coś znowu do płaczu wołało.

6.

Ale on1853 iey płacz nieuhamowany

Zastanowił1854 się od dźwięku nowego,

Który się zdał bydź1855 z piszczałki zmieszany

Y z pasterskiego śpiewania prostego;

Postąpi daley do chróścianey1856 ściany

Y uyźrzy w cieniu pasterza starego:

On plótł koszyki, stado pasąc swoie,

A przed niem śpiewa chłopiąt małych troie.

7.

Uyźrzawszy zbroię, poczęły przez płoty

Uciekać w gęstwę dzieci wylęknione;

Erminia iem1857 włos ukaże złoty

Z hełmu y oczy do śmiechu skłonione.

— «Nie przerywaycie — prawi — swey roboty,

Skończcie śpiewanie y rymy uczone,

Szczęśliwi ludzie! a wiedzcie, że moia —

Woyny nie niesie waszey pieśni — zbroia.

8.

Ale to u mnie, oycze, wielkie dziwy,

Iako po wszytkiey kiedy Palestynie,

Żołnierz tam y sam biega drapieżliwy —

Ty tak bespiecznie mieszkasz w tey krainie».

Na to iey pasterz powiedział szedziwy1858:

— «Minął mię dotąd y da Bóg, mię minie

Żołnierz w tych lesiech1859, ani tu o woynie

Słychać y dotąd mieszkam tu spokoynie.

9.

Lubo1860 to nieba sprawuią życzliwe,

Że tu pasterza niewinnego bronią,

Lubo — iako więc pioruny straszliwe

Wysokie wieże pospolicie gonią —

Tak y łakomych żołnierzów krwie chciwe

Szable przed nędzą y ubóstwem stronią,

A na królewskie tylko ważą głowy

Y gdzie łup wiedzą bogaty gotowy.

10.

Łatwiey się w swoiey chudobie ukryię,

Skarbów y żadnych nie chcę maiętności —

Wolno bez troski y kłopotu żyię,

W sercu niezbędney1861 nie noszę chciwości;

Z przeźroczystego zdroiu wodę piię,

To moie skarby, to me szczęśliwości!

Z tego ogródka mam swe wyżywienie

Y z tego bydła moye dobre mienie.

11.

Małą się rzeczą ludzkie przyrodzenie

Obeydzie zawżdy y człowiecze zdrowie;

Czeladzi nie mam, ci tylko przy żenie

Pilnuią bydła moyego — synowie;

Mam swe uciechy: tu dzikie ielenie,

Tu wyskakuią przedemną kozłowie,

Ptacy bespieczni przedemną śpiewaią,

Ryby bespieczne po wierzchu pływaią.

12.

Beły te czasy, ieszcze w młodem lecie1862,

Kiedy baczenia1863 u człowieka mało,

Żem też umyślił wędrować po świecie:

Paść mi się bydła w oyczyźnie nie chciało;

Chwilem żył w Memphim1864 y w tam tem powiecie

Służyć mi się też królowi dostało1865

Y chociam tylko ogroda pilnował,

Wiem, co dwór umie, bom go też skosztował.

13.

Długom był śmiałą nadzieią bogaty,

O iakom wytrwał y wycierpiał siła1866!

Ale z młodszemi iako skoro1867 laty,

Próżna nadzieia ze mnie ustąpiła;

Płakałem długo, wspominaiąc na ty1868

Oyczyste mieysca y to moia była

Ostatnia wola, żem dwory opuścił,

A na ten żywot spokoynym się puścił!»

14.

Gdy Erminia oney słodkiey mowy

Y słów starego pasterza słuchała,

Swoich trosk wielkich y kłopotów z głowy

Część iakąkolwiek sobie wybiiała

Y w swem nieszczęściu ratunek gotowy

Wziąć w onych skrytych lesiech1869 zamyślała,

Chcąc w nich tak długo mieć swoię zabawę1870,

Ażby się szczęście wróciło łaskawe.

15.

Y pocznie mówić onemu starcowi:

— «Szczęśliwyś trzykroć y błogosławiony!

Żeś poznał, co złe y twemu stanowi

Spokoyneś mieysce obrał z każdey strony;

Skłopotanemu memu żywotowi

Życz też pokoiu — proszę — y obrony:

Prziym1871 mię do siebie! niech tu miedzy1872 lasy1873

Złożę na chwilę troski y niewczasy1874.

16.

Y ieśliby cię miała chęć uwodzić

Do złota, pereł — mam ich część przy sobie

Y gotowamci1875 zarazem nagrodzić

Twą dobrą wolą1876 przeciw mey osobie!»

W tem iey łzy z smętnych poczęły uchodzić

— Iedna po drugiey — oczu w oney dobie,

Gdy powiadała swoie doległości,

A on słuchaiąc, płakał iey1877 z litości.

17.

Cieszył1878 ią długo starzec, ale ona

Pocichu1879 sama w sobie narzekała;

Potem ią zawiódł, kędy iego żona,

Podeszła w leciech1880, krosien pilnowała.

Tak z oney twardey zbroie zewleczona,

W gzło1881 się y w tkankę taśmianą1882 przybrała,

Lecz okiem, stanem, postawą ozdobną

Nie bardzo beła1883 pasterce podobną.

18.

Podły on ubiór pańskiey nie zakrywa

Powagi, ale ma iey w sobie wiele:

Ta potłumiona gwałtem się dobywa —

Lub1884 owce pasie, lubo ogród piele,

Lub z lasu bydło do domu zwoływa1885,

Lub krosien, albo pilnuie kądziele;

Lubo z motowidł1886 na kłębki prządziona

Zwiia, lub krowom wyciska wymiona.

19.

Częstokroć, kiedy owce w południowe

Gorąco, w cienie y w chłody wegnała,

W bukowe albo w drzewo iaworowe

Kochane imię nożem wkarbowała1887.

Y swe miłości y przypadki nowe

Na skórach różnych drzew powyrzynała

Y czytaiąc zaś one obiecadła,

Łzy wylewała, wzdychała y bladła.

20.

Z drzewy1888 zaś potem mówiła niememi:

— «Chowaycie w sobie, drzewa przyiaźliwe,

Nieszczęsną miłość z kłopotami memi,

W które mię wdały nieba nieżyczliwe!

Odpocznieli1889 kto pod chłody waszemi,

Ukażcie mu łzy moie nieszczęśliwe —

Że rzecze, moie czytaiąc przygody:

Ach, złe za miłość tak wierną nagrody!

21.

Może być, ieśli bogowie łaskawi

Niewinnych prośby maią na swey pieczy —

Że się tu kiedy móy niewdzięcznik stawi

(Choć się to zdadzą niepodobne rzeczy)

Y nad moiem się grobem co zabawi,

W którem ten zewłok położę człowieczy —

Y późnych nad niem łez wyleie kilko,

Albo — ieśli to siła — westchnie tylko.

22.

Tak, ieśli dusza nie była szczęśliwa

Żyiąc, szczęśliwsza po śmierci zostanie!

Y czegom będąc nie dostała żywa,

Móy zimny popiół pod ziemią dostanie!»

Tak z niemem drzewem rozmawia troskliwa1890,

A płacz iey częste przerywa wzdychanie.

Temczasem Tankred, długo obłądzony,

Daleko od niey w różne ieździ strony.

23.

Zaraz z obozu biegł do przyległego

Lasu przez pole za nią prosto w tropy,

Lecz od gałęzia y liścia gęstego,

Żadney na ziemi nie znać było stopy;

A gdy iuż śladu nie widział bitego,

Ani chałupy, ani żadney szopy —

Nakłada ucha, ieśli w oney ciszy

Dźwięk albo tentent iaki gdzie usłyszy;

24.

Ieśli się kędy suche liście1891 kruszy,

Albo na dębie, albo na sośninie;

Ieśli się także albo zaiąc ruszy,

Albo ptak iaki po gęstey krzewinie.

Bieży tam wzawód nadstawiaiąc uszy,

Aż naostatek, tam koń rączy kinie1892,

Gdzie dźwięk usłyszy iakiś, na to mieysce

Przybiegł, a iasny miesiąc świecił ieszcze.

25.

Przybiegł tam, kędy w gęstem leśnem cieniu

Z skały przeyźrzysta woda wypadała

Y daley bieżąc po drobnem kamieniu,

Między pięknemi brzegami spadała.

Tam począł wołać, ale przy strumieniu

Echo1893 się tylko głosem ozywała1894,

A w tem1895 iutrzenka swoye złote włosy

Ukazowała, raney pełne rosy.

26.

Wzdycha żałośnie a nieba winuie1896,

Że tak z niem sobie czyniły igrzyska

Y nad swą panią zemścić się ślubuie

— Gdzieby1897 tam przyszła — tego pośmiewiska1898;

Naostatek1899 się powrócić gotuie,

By mógł wybłądzić wzad do stanowiska1900,

Wspomniawszy na dzień blisko naznaczony,

Bić się z rycerzem od przeciwney strony.

27.

Iuż noc iasnemu uchodziła dniowi,

Poiechał daley y poyźrzy po oku:

Aż w górę z dołu ktoś, kuryerowi

Podobny, bieży ze wszystkiego skoku;

Bicz trzymał w ręku na dół ku koniowi,

Trąbka na sznurze wisiała u boku.

Zastanowi1901 go Tankred y przywita

Y o drogę go do obozu pyta.

28.

«Tam — prawi — prosto iadę, wyprawiony

Od Boemunda» — Tak oba iachali,

Bo mniemał Tankred, że go stryi w te strony

Wysłał do woyska. Potem przyiechali,

Kędy ieziorem wielkim otoczony

Był mocny zamek y tam się udali

O tey godzinie, kiedy się zmierzkało

Y słońce iasne w morze zapadało.

29.

Zatrąbił w trąbę kuryer przed mosty,

Zaczem spuszczono na dół wzwód1902 drzewiany.

«Do obozu — pry1903 — ztąd gościniec prosty,

Dziś się tu prześpiem, aż świt przydzie rany1904.

Grabia z Kosence, dzień dopiero szósty,

Wziął tu ten zamek szturmem pod pogany».

Tankred się murom wysokiem dziwuie

Y obronie się wielkiey przypatruie.

30.

Nie dufa1905 przedsię1906 y zdaleka1907 stoi,

Myśląc o iakiey zdradzie w oney dobie1908,

Lecz, iako ten, co śmierci się nie boi.

Namniey tego znać nie daie po sobie;

Dufa swey ręce, dufa mocney zbroi,

Która iuż nieraz wytrwała na próbie,

O poiedynku iednak wiedząc bliskiem,

Nie radby się bił w onem czasie z ni-skiem1909.

31.

Tak, naprzeciwko onemu zamkowi,

Z którego był most do łąki przytkniony1910,

Zatrzymał się kęs1911, zdradnemu wodzowi

Niedowierzaiąc — łagodnie wabiony.

W tem czasie na most przeciw Tankredowi

W zupełną1912 wszystek zbroię obleczony

Wyszedł ktoś srogi, który iadowitą

Mową nań wołał, a broń miał dobytą:

32.

«Lubo umyślnie, luboś tu trafunkiem

Przyszedł w Armidy zawołaney kraie,

Iuż ztąd1913 nie wyńdziesz1914: złóż zbroię z rynstunkiem1915,

Każdy tu wolne w pęto ręce daie;

Wnidź do iey zamku, ale z tem warunkiem,

Abyś iey prawa chował y zwyczaye,

Ani sobie tusz więcey widzieć świata,

Ale tu musisz bydź1916 na wieczne lata.

33.

Chybabyś przysiągł, że będziesz woiował

Każdego, co się od Chrystusa zowie!»

Tankred, gdy mu się pilnie przypatrował,

Poznał go zaraz po herbie, po mowie:

Gaskończyk to był, Rambald się mianował,

Który z Armidą iechal, białeygłowie

Dawszy się uwieść, iey być dworzaninem

Chciał y iey gwoli1917 został poganinem.

34.

Święty Tankreda zdiął gniew w oney dobie:

«Iam — prawi — Tankred, o zdrayco bezecny!

Iam dla Chrystusa miecz przypasał sobie,

Iegom iest rycerz i ten twóy wszeteczny

Ięzyk chcę skarać; pokażę ia tobie,

Żeć dzień dzisieiszy będzie ostateczny

Y że mię niebo na to naznaczyło,

Aby się przez mię twych niecnót zemściło1918

35.

Zbladł, słysząc imie sławne, wylękniony

Rambald, lecz przedsię zdał się śmiały z mowy:

«Po coś tu przyszedł, nędzniku w te strony?

Dasz gardło wnetże y pozbędziesz głowy1919.

Tem moiem mieczem będziesz okrócony1920;

A rzeczą to chce pokazać, nie słowy

Y ten twóy poślę łeb ucięty w dary

Twem towarzyszom Chrystusowey wiary!»

36.

Tak mówił Rambald. — A iż iuż czarnemi

Skrzydłami gęste noc siała ciemności —

Lampy się z światły1921 odkryły gęstemi,

Że ledwie mógł bydź1922 dzień więtszey iasności;

Zamek się świecił, iak między nocnemi

Pompami scena. Nieznacznie, w skrytości

Na wierzchu siedzi Armida ubrana,

Gdzie wszystko widzi, sama niewidziana.

37.

Tem czasem1923 wielki rycerz się gotował

Do poiedynku y broni dobywał,

Lecz iż poganin pieszo następował

Y on, widząc to, konia nie używał;

Pieszo szedł także, głowę obwarował

Hełmem, a piersi paiżą1924 zakrywał,

Miecz goły trzymał w ręku. Tak z okrzykiem

Skoczywszy, starł się śmiele z Gaskończykiem.

38.

Gaskończyk kołem w wielkiem chodzi kroku

Y zmyślone nań razy wynayduie,

Ten zaś, choć sobie nadpracował boku,

Iako nabliżey1925 podeń się szańcuie;

Y ieśli ów wzad ustąpi — ten oku

Ledwie dościgły, rączo następuje

Y miecz nań wkoło ciska piorunowy,

Nieustrzeżoney chcąc gdzie dosiąc1926 głowy.

39.

Gdzie przyrodzenie naywięcey zchowało1927

Żywota, tam się naybarziey napiera;

A przy śmiertelnych razach — tak, że grzmiało,

Ogromnem głosem, na niego naciera;

Kręci się Rambald — nieborak — y ciało

Prędkością kradnie y tarczą zawiera1928,

To mieczem, to mu puklerzem odbiia,

Że go cięty raz y sztych ieszcze miia.

40.

Lecz nie tak iest ten prętki1929 do obrony,

Iako ów drugi prętki do obrazy1930:

Posiekł na niem tarcz y szyszak stalony1931

Iuż podziurawił, nie bez wielkiey skazy;

Iuż ten skrwawiony, a ów niedraśniony

Aż dotąd wszystkie wytrzymywa razy;

Trwoży się Rambald, razem go sromota1932,

Gniew, miłość gryzie, zdrada y niecnota.

41.

A zwątpiwszy iuż po części o sobie,

Ostatniego z niem szczęścia chce skosztować:

Porzucił paiż, miecz wziął w ręce obie

Y siekł nań, więcey nie chcąc ustępować,

Y zwarł się cieśniey y miecz w oney dobie

Wyniózszy — ciął tak, że żadna hamować

Blacha nie mogła razu tak tęgiego...

Y żebra trochę dosiągł mu lewego.

42.

Potem go w głowę kilkakroć wymierzył,

Że dźwięk szedł taki, iaki daią dzwony,

Hełmuć1933 nie przeciął, ale tak uderzył,

Że nieprzyiaciel przyklękł pochylony;

Żadenby1934 temu podobno1935 nie wierzył,

Iako beł1936 potem Tankred zapalony:

Oczy mu szczerem płomieniem pałaią,

Gniewliwe zęby straszliwie zgrzytaią.

43.

Tak srogi beł wzrok w ten czas1937 Tankredowy,

Że go znieść nie mógł Rainbald wielozmienny;

Słyszy, że mu miecz świszczy koło głowy,

Mniema, że mu iuż brzuch przeciął bezdenny,

Uskoczy w stronę, a miecz piorunowy

Uderzył w filar przy moście kamienny,

Skry y kamienie poszły pod obłoki.

A zdraycę zimny mróz uiął za boki.

44.

Ucieka przez most, tak w niem trwoga tęga,

Żeby go same nogi ratowały;

Ów go za kołnierz tylko co nie sięga

I iuż od niego tylko przez krok mały;

W tem wszystko światło obudwu odbiega:

Lampy pogasły, gwiazdy pociemniały,

Iasności nocy namniey nie zostało,

Miesiąca wszystko światło odbieżało.

45.

W cieniu od nocy y czarów sprawionem

Iuż go nie goni zwyciężca1938 w mrok srogi,

Ani go widzi — tylko w mieyscu onem,

Omacnie1939 stawia niebespieczne nogi;

Y wszedł we wrota krokiem obłądzonem,

A nie postrzegł się, że przestąpił progi,

Lecz słyszał potem, że drzwi za niem trzasły,

Kiedy za progi błędne1940 nogi zaszły.

46.

Równie tak ryba na wielkiem iezierze,

W które swą słoną morze wchodzi wodą,

Gdy się na pokóy y na ciszą wzbierze

Y przed morską się chroni niepogodą —

Zawrze się sama, wzad się darmo bierze

Y z utraconą żegna się swobodą;

Bo przyrodzenie te wrota — otwarte

Weszciu1941, lecz wyszciu1942 sprawiło zawarte.

47.

Tak nieszczczęśliwy Tankred w one czasy,

Wpadł w niewidomą ciemnicę bespiecznie1943

Y wszedł, zkąd1944 nigdy — uwiązany pasy1945

Ciemnego mroku — nie mógł wyniść1946 wiecznie;

Wprawdzie drzwi ruszył y mocne zawiasy

Silił się urwać rękoma koniecznie,

Lecz próżno, tylko głos słyszał: «Iuż w łyku

Wiecznie — Armidzin1947 będziesz niewolniku!

48.

Tuć naznaczone na wieki mieszkanie.

Śmierci się nie bóy iednak z żadney strony!»

Nie odpowiada nic na to wołanie,

Lecz wzdycha tylko rycerz obłądzony;

Nieszczęściu łaye1948 y narzeka na nie,

Głupstwo y miłość winuie1949 strapiony:

Czasem sam z sobą rozmawia w milczeniu:

«Mnieysza — zbyć słońca, mnieysza — być w więzieniu;

49.

Więtsza1950 — zbyć słońca dobrze iaśnieyszego,

Którego, ato, na wieki pozbędę

Y iuż z iey wzroku — nędzny — wesołego,

Nigdy podobno cieszyć się nie będę».

Wtem na Arganta wspomni zuchwałego,

Dopiero westchnie: «Gdzie — pry1951 — kolwiek siędę,

Gdzie się obrócę, wszyscy będą szydzić

Y tak, o hańbo, wiecznie się mam wstydzić!?»

50.

Tak cześć y miłość niewidomie psuie

Y gryzie serce w wielkiem bohaterze;

A gdy się ten tak nieborak frasuie,

Arganta dawno miękkie mierzi pierze.

Tak go chciwość krwie y sławy morduye

Y gniew na pokóy y długie przymierze:

Że choć ma ieszcze niezgoione rany,

Pragnie, żeby niósł dzień szósty świt rany.

51.

Nocy tey, która on dzień uprzedzała,

Ledwie się trochę położył do spania,

A wstał tak rano, że ieszcze bez mała

Pod kilka godzin było do śniadania;

Mówi o zbroię, co w głowach leżała,

A giermek mu ią dał bez omieszkania,

Nie iego zwykłą, ale darowaną

Od króla, wszystkę złotem nabiianą.

52.

Weźmie ią zaraz y na się oblecze

Y bynaymniey ią1952 nie beł obciążony,

A miecz ogromny, co z obu stron siecze,

Do boku sobie z lewey przypiął strony.

Iako się świeci kometa, gdy miece1953

Krwawem ogonem promień rościągniony1954,

Co państwa mieni1955 y wiedzie choroby,

A króle straszy y wielkie osoby —

53.

Tak się on w ten czas świecił w lśniącey zbroi,

A oczy krwią niósł y gniewem piiane;

W twarzy surowey strach mu szczery stoi

Y śmierć w niey sroga gniazdo ma usłane;

Śmiałe to serce, które się nie boi,

Kiedy — gdzie oczy rzuci zagniewane —

Macha ogromnem po powietrzu mieczem,

A głosem woła więtszem1956, niż człowieczem:

54.

«Niedługo zdraycy y rozbóynikowi

Chrześciańskiemu moc ukażę swoię;

Oduczę się go równać Argantowi,

Pozna wnet siłę, pozna rękę moię!

Na więtszą wzgardę iego Chrystusowi,

Utnę mu głowę y złupię mu zbroię,

A potem takiem ozdobiony łupem,

Nakarmię kruki y psy iego trupem».

55.

Tak w rozdrażnionem właśnie widziem byku,

Którego miłość bodzie zazdrościwa,

Ogromnie ryczy y z onego ryku

Na więtszy się gniew i siłę zdobywa

Y gdy o bliskiem wie spółmiłośniku,

Rogi o twarde dęby wyostrzywa1957,

Piasek nogami miece1958 niespokoyny,

Z przeciwnikiem swem prędkiey chciwy woyny.

56.

Taką wściekłością pobudzony, wkłada

Harde poselstwo z gniewem trębaczowi:

«Iedź do obozu, a skoroć się nada1959,

Chrystusowemu powiedz rycerzowi,

Żem ia iuż gotów!» Za tem słowem wsiada,

A iść przed sobą każe Ottonowi;

Tak spiesznie z miasta wypuszczony iedzie,

A więźnia swego przy strzemieniu wiedzie.

57.

Wtem w róg zatrąbił, a na wszystkie strony

Przez stanowiska dźwięk szedł niecierpliwe,

Bo po obozie wszytkiem rozgłoszony,

Uszy y serca uraził gniewliwe.

Iuż też w naywiętszem senat zgromadzony

Namiecie1960 — czekał, gdzie wszedszy dotkliwe

Trębacz poselstwo sprawił. Wprzód mianował1961

Tankreda; inszych iednak nie wyimował1962.

58.

Wątpliwą myślą y leniwem wzrokiem,

Między swoiemi Goffred upatruie,

Lecz długo myśląc, długo miecąc1963 okiem

Godnego w swoich na to nie nayduie:

Przednieyszych nie masz, nie wie o niokiem1964,

Coby z niem zrównał; Tankred gdzieś próżnuie,

Do Boemunda daleko, Rynalda

Nie masz, co zabił hardego Gernanda.

59.

Nad dziesięć, losem co byli wybrani,

Iechało inszych — co mężnieyszych — siła,

Które Damaszku bogatego pani

Swoią chytrością z woyska wywabiła;

A drudzy tylko milczą zasromani,

U których słabsze y serce y siła:

Każdy się sławy niebespieczney boi,

Wstyd od1965 boiaźni zwyciężony stoi.

60.

Z milczenia Hetman y poznał z postawy,

Że ich strach wielki wszystkich opanował —

Wstał zaraz z mieysca y porwał się z ławy,

(Co w niem żal y gniew pobożny sprawował).

«Byłbych — pry1966 — nie mąż, lecz niewieściuch prawy1967,

Gdziebych1968 żywota dziś nie odżałował

Y gdziebym1969 sławę memu narodowi

Zdeptać — dopuścić miał poganinowi.

61.

Niechayby woysko y moi żołnierze,

Na stronie na me potkanie patrzali;

Daycie mi zbroię, przynieście pancerze!»

Skoczyli słudzy y zaraz ie dali —

Lecz ty Raymundzie, stary bohaterze,

Któremu z męstwem rozum przyznawali,

Nie dałeś takiey wolności wodzowi

Y takeś w ten czas mówił Goffredowi:

62.

«Uchoway tego, o wszechmocny panie!

Aby w twey głowie1970 wszystko1971 woysko miało

Iść na szańc. Tyś wódz, nie żołnierz — Hetmanie!

Wszystkiemby1972 się nam przy tobie dostało.

Ciebie na wiary świętey zachowanie,

Na skazę niebo pogaństwa obrało;

Ty rządź rozumem, ty władni1973 buławą,

Inszy niech dzieła pod twą czynią sprawą1974.

63.

Ia, chociam się to skrzywił od starości

Y iużem zgrzybiał, jako mię widzicie —

Będę się z niem bił, kiedy powinności

Rycerzów dobrych wszyscy nie pomniecie.

Gdzieżbych1975 to teraz w takiey był młodości,

W iakiey was widzę, co tylko stoicie

Y nie rusza was y gniew y sromota,

Słuchaiąc, iako bluźni ten niecnota.

64.

Iakim beł wtenczas, kiedy seymowała

Ziemia niemiecka, kiedym ogromnego

Zbił Leopolda, co wszystka1976 widziała

Rzesza na dworze Konrada Wtórego;

A więtsza się to rzecz na on czas zdała,

Pożyć1977 rycerza tak doświadczonego,

Niźli1978, kiedyby teraz ieden tylko,

Tego motłochu gnał przed sobą kilko1979.

65.

By1980 mi się ona1981 pierwsza krew1982 wróciła,

Iużby beł Argant nie żyw1983 o tey dobie,

Lecz y starość mi nie tak dokoczyła1984,

Abym żywego serca nie czuł w sobie.

Ieśli mi też śmierć Parka naznaczyła,

Pozna poganin, że mam ręce obie;

Ia wsiadam. Dzień ten moie przeszłe lata

Lepiey ozdobi u wszystkiego1985 świata».

66.

Tak mówił starzec, a ta iego mowa

Stoi1986 za dobre do męstwa ostrogi.

Ci, co dopiero rzec nie śmieli słowa,

Śmiałość y ostre pokazuią rogi;

Każdemu teraz siła Argantowa

Słaba się widzi, każdy teraz srogi:

Chce z niem Baldowin czynić1987, chce z Rugierem

Gwelf, Gwidowie dwa, Stephan z Giernierem.

67.

Y Pirrus, który dał naszem na zmowie

(Którą miał skrytą z mężnem Boemudem)

Antyochią – y dway Anglikowie:

Eberard wielki zapaśnik z Rosmundem;

Za niemi potem zaraz się ozowie1988

Rydolf Irlandczyk z Szotem Rotermundem,

Gildyppa także z swoiem Odoardem —

Chcą się probować z poganinem hardem.

68.

Lecz nadewszystkie1989 Raymund serce chciwe

Y pokazował wzór piękney ochoty:

Iuż, okrom1990 głowy, członki nieleniwe

Oblókł we zbroię zbyt1991 piękney roboty.

Goffred mu rzecze: «O zwierciadło żywe

Dawnego męstwa! niech na twoie cnoty

Naród nasz patrzy, niechay za twem wzorem

Dzielności wyknie1992 y idzie twem torem.

69.

Kiedybym1993 dziesięć miał między młodemi,

Którzyby1994 beli tey, co ty dzielności —

Iść pod Babilon z krzyżami złotemi,

Miałbych1995 zto1996 serca, miałbych zto dufności;

Teraz schoway się za prośbami memi

Do przystoynieyszych spraw twoiey starości;

W naczynie karty włóż który w tem rzędzie,

A niechay sędzią szczęście y los będzie.

70.

Owszem Bóg sędzią, nie te będą karty!

Iemu są losy y szczęście poddane».

Lecz Reymund tak był twardy y uparty,

Że chciał imię swe podać napisane.

Wtem Goffred w szyszak nazwiska zawarty,

Włożywszy, wtrząsnął społem1997 pomieszane.

Tam w pierwszey kartce, którą rozwiniono,

Grabie z Tolozy imię naleziono.

71.

Krzyknęli wszyscy wesoło, przygany

Żaden nie może przyczytać losowi;

Sam w ochotnieyszą grabia twarz ubrany,

Młodszem się widzi, podobny wężowi,

Gdy nową skórą na wiosnę odziany,

Połyskuie się przeciwko słońcowi.

Hetman mu szczęścia wesoły winszuie1998

Y zwycięstwo mu pewne obiecuie.

72.

W tem1999 miecz od boku sobie odpasywał

Y podał mu go, mówiąc temi słowy:

«To iest miecz własny, którego używał

Saski odstępca swoiey zwierzchniey głowy;

Tenem2000 mu odiął, kiedym mu dobywał

Serca z złośliwych piersi. A ty zdrowy

Bierz go ode mnie, a iako mnie służył,

Day Boże, byś go tak szczęśliwie użył».

73.

A w tem tak długiey zwłoki niecierpliwy2001

Cyrkaszczyk woła, sromoci i łaye:

«O iako mężny, iako urodziwy,

Iako rycerski lud Europa daie!

Niech wyńdzie2002 Tankred, ieśli boiu chciwy,

Ieśli mu serca y siły dostaie2003;

Czy leżąc w pierzu podomno2004 do nocy,

Iako y pierwey, chce od niey pomocy?

74.

Ieśli się boi, niech idą rotami,

Iedna po drugiey, iezda y piechota,

Kiedy nikt zemną2005 czynić2006 między wami

Sam a sam2007 nie chce — o iaka sromota!

Grób swego Boga macie pod murami,

Niech wżdy was ruszy do niego ochota!

Prostą do niego tędy drogę macie,

Na cóż więtszego miecze swe chowacie?»

75.

Tak, iako biczem Saracen zuchwały

Siecze po sercu naszych tem łaianiem,

Ale naybarziey uraża się śmiały

Grabia z Tolozy y chce pomsty na niem;

Dzielność się — iako żelazo od skały —

Ostrzy sromotnem2008 iego urąganiem,

Wsiada na swego Aquilina2009, który

Z prętkiemi niemal równo biega pióry2010.

76.

Ten się tam rodził, kędy nieprzebrniona2011

Woda Tagowa2012 wiedzie swe strumienie;

Gdzie woiennych stad matka przychęcona

Ogniem, który w niey budzi przyrodzenie,

Przeciw wiatrowi gębą obrócona,

Płodne od niego przyimuie nasienie

Y tak bez konia rodzi się — o dziwy! —

Z ciepłego wiatru źrzebiec urodziwy.

77.

Rzekłbyś y o tem, że Aquilin zgoła

Z co nayprętszego wiatru urodzony.

Kiedybyś widział, kiedy ciasne koła

To na te czyni, to na owe strony;

Albo, kiedy wciąż — podgrzawszy kęs2013 czoła —

Bieży, iako ptak prętki, przez zagony.

Na takiem grabia w ten czas siedział koniu

Y tak się modlił, będąc iuż na błoniu:

78.

«Ty, któryś pomógł przeciw olbrzymowi

Na Terebincie ubogiey dziecinie,

Że ten, co wszemu był Izraelowi

Straszny, dał gardło małey chłopięcinie2014

Hardemu przepych2015 skrusz poganinowi,

A zdarz, o Panie! że tem mieczem zginie:

Niech starzec pychę zetrze iuż przerdzały2016,

Iako ią w on czas starł młodzieńczyk mały».

79.

Tak prosił Raymund, a prośby gorące

Z pewną ufnością do Boga posłane,

Tak, iako ogień górolotny rące2017,

Przeszły niebieskie sfery malowane;

Przyiął ie Twórca y weyźrzawszy2018 w lśniące

Woyska anyołów y ćmy nieprzebrane;

Iednemu go z nich roskazał2019 pilnować

Y w niebespiecznych złych raziech2020 ratować.

80.

Anyoł, który mu stróż beł naznaczony,

Z wieczney niebieskiey Boskiey opatrzności,

Od tego czasu iako urodzony

Na świat, słoneczney zachwycił2021 iasności —

Teraz słuchaiąc, że Bóg nieskończony

Około niego więtszey chce miłości,

Szedł na wysoki zamek, kędy stały

Niebieskich broni pełne arsenały.

81.

Tam oszczep, którem ogromnego smoku

Przebito2022, wisi u iedney komory,

Tam strzały, które strzelaią z obłoku

Płaczliwe2023 woyny y śmiertelne mory;

Tam y pioruny niewidome oku,

Tam y chowaią tróząb2024 wielki spory,

Którem z samego gruntu ziemie maca

Y wielkie miasta Stworzyciel wywraca.

82.

Między inszemi — puklerz — niebieskiemi

Rynsztunkami się lśniał dyamentowy,

A był tak wielki, że zaiął na ziemi

Od Kaukazu2025 po wierzch Atlantowy,

Co świętych panów y z sprawiedliwemi

Miasty2026 pobożnych królów strzeże głowy;

Ten niewidomy2027 anyoł na się włoży

Y stanie blisko przy grabi z Tolozy.

83.

Tem czasem2028 ludzi, co się dziwowali,

Wieże y mieyskie pełne beły mury —

Iuż też z Kloryndą ludzie wyiezdżali,

Nie przeiezdżali iednak wierzchu góry;

Chrześcianie też osobno czekali,

Sprawieni w półki2029. W środku był plac, który

Zostawał wolny y niezastąpiony2030

Między woyskami — gońcom naznaczony.

84.

Hardy Cyrkaszczyk pyta o Tankredzie2031,

Nowego kogoś, nowe widząc stroie;

Przymknie się grabia y podeń podiedzie:

«Gdzieindziey — prawi — iest na szczęście twoie.

Nim się on wróci y niźli przyiedzie,

Atom ia gotów odprawić te boie

Y bić się z tobą za niego, a ktemu2032

Wolno to ma bydź2033: iako to trzeciemu».

85.

Rozśmiał się Argant: «A Tankred co? żyie

Czy umarł? gdzie iest? cóż się — pry2034 — z niem dzieie?

Dopiero groził, a teraz się kryie

Y w nogach tylko pokłada nadzieie;

Ale niechay się y pod ziemię wryie,

Niech naostatek2035 dzwonem się odzieie —

Namacam go ia!». Iuż więcey nie czekał

Raymund, ale rzekł: «Łżesz, by on uciekał!»

86.

Zgrzytnął gniewliwy Cyrkaszczyk zębami

Y surowemi odpowiedział słowy2036:

«Więc się ty zań biy! A z bohaterami

Ukażęć2037, iakiey używaią mowy».

Skoczyli zatem rączo z kopijami,

A oba sobie mierzyli do głowy,

Grabia tak, iako wymierzył — nie zmylił,

Ale cóż potem2038? ani go nachylił.

87.

Argant zaś chybił ponno2039 z wielkiey chęci,

Co wielka była u niego nowina;

Albo też anyoł grabię na pamięci

Miał y zepsował2040 raz2041 u poganina.

Gniew się okrutny w Cyrkaszczyku nieci2042,

Porzucił drzewo2043, na chrześcianina

Chce inszey broni y pewnieyszey użyć,

Kiedy mu pierwsza nie chciała posłużyć.

88.

Na rączem koniu przeciw niemu w oczy

Bieży — iako ptak — a miecz ma dobyty,

Ale mu Raymund w prawy bok uskoczy

Y zaś przypadszy, tnie go w łeb zakryty;

Znowu nań zewrze, co ma w koniu mocy,

Znowu on w lewo skoczywszy, w hełm lity

Tnie, ale darmo ciął, bo oba razy

Nie bał się żadney twardy szyszak skazy.

89.

Chce się z niem Argant cieśniey związać zgoła,

Żeby go iako na dół z konia zwalił,

Lecz uskakuiąc grabia chroni czoła,

Boiąc się, by go z koniem nie obalił;

Y to tam, to sam, wielkie czyniąc koła,

To natarł, to się od niego oddalił;

Aquilin żartki2044, gdzie pan wodzą kinie2045,

Wyprawuie się, to natrze, to minie.

90.

Iako, gdy dzielny hetman mocney wieże2046,

Albo wysokiey dobywa gdzie góry,

Wszystkich przystępów kusi2047: tak odzieże

Stalone2048 siekąc y on szuka dziury;

Ale, iż piersi mocna zbroia strzeże,

Pilnuiąc dobrze powierzoney skóry —

W blach2049 godzi słabszy y gdzie cienkie nity,

Chce gwałtem swóy miecz wrazić iadowity.

91.

Iuż mu blach w kilku mieyscach podziurawił,

Tak, że mu ciekła krew między żelazy,

A sam nie tylko, że się nie ukrwawił,

Ale y w zbroi znaczney nie miał skazy;

A Argant dotąd ieszcze nic nie sprawił

Y na wiatr tylko próżne ciskał razy,

Niespracowany, iednak pełen pychy,

Siecze, a czasem srogie czyni sztychy.

92.

Nakoniec2050 z góry Saracen raz2051 cięty

Uczynił — bo się grabia beł nadstawił —

Że, chocia tak beł swą żartkością2052 wzięty,

Aquilin by go iuż beł nie wybawił;

Ale zdaleka2053 uyźrzał anyoł święty

Y z niewidomą pomocą się stawił,

Wyciągnął rękę y dyamentowy

Puklerz podstawił pod miecz Argantowy.

93.

Miecz poszedł w sztuki, bo od rzemieślnika

Broń śmiertelnego z ziemie2054 uczyniona,

Nie mogła zdzierżeć2055 tey, co od kuźnika2056

Nieśmiertelnego była urobiona;

Cud się to wielki zda u Cyrkaszczyka,

Że mu zostawa2057 ręka obnażona,

Myśli zdumiały, widzi, że nie żarty,

Że tarcz grabina2058 ma tak twarde harty.

94.

Bo mniemał Argant y tak mu się zdało,

Że o tarcz iego on2059 miecz beł stłuczony;

Toż y w Raymundzie mniemanie zostało,

Nie wiedząc, że beł z nieba zasłoniony.

Nie wiedząc, że się żelazo spadało

Y że beł z miecza Argant obnażony —

Stał w mieyscu, niechcąc2060 zwycięstwa podłego,

Z nieprzyjaciela swego bezbronnego.

95.

Chciał iuż rzec, aby miecza kędy dostał,

Lecz zasię potem rozmyślał to sobie,

Że gdzieby2061 przegrał y na placu został,

Wszystkoby woysko zelżył w swey osobie:

Niechciał2062 niegodnie wygrać, choćby sprostał,

O pospolitey myśli też ozdobie...

A w tem mu (patrzcie foremnego strzelca!)

Puścił w twarz Argant ułomione ielca2063.

96.

Y zaraz boyce2064 dawsze w bok koniowi,

Chce go w pas porwać. Wtem ielca z głowicą

Dosięgły twarzy y Tolozanowi2065

Nadtłukły nosa dobrze pod przyłbicą;

Nie zlękł się y w bok skoczył Argantowi,

Niechcąc2066 z niem sztuką czynić zapaśnicą2067

Y kiedy go chciał porwać w rękę prawą,

Zadał mu iednę małą ranę krwawą.

97.

Potem, iak piorun, niedościgły oku,

To ztąd2068, to z owąd, rączy koń2069 obraca

Y zawsze go tnie po piersiach, po boku,

Kiedy odskoczy y kiedy się wraca;

Co w sobie mocy, co w koniu ma skoku,

Wszystkiego kusi2070 y wszystkiego maca;

Nayskrytszey siły na niego dosięga,

A szczęście z sobą z niebem poprzysięga.

98.

On w dobrą zbroię y sam w się ubrany,

Odpiera przed się y nic się nie boi

Y iako okręt, co ma sztyr2071 urwany,

Stargany żagiel — ieszcze cało stoi,

A choć iuż ieden bok ma zgruchotany,

Y morze iuż go słoną wodą poi,

Chocia się iuż weń ze wszystkich stron leie,

Ieszcze ostatniey nie traci nadzieie.

99.

Takieś na ten czas miał niebespieczeństwo

Argancie, gdy cię Belzebub ratował!

Ten, cień w zmyślone oblókł człowieczeństwo

Y z obłoku mu członki posprawował,

A Kloryndzine2072 wziąwszy podobieństwo,

Iey mu postawę y mowę darował:

Dał chód, dał mu głos, dał iey zwykłe stroie,

Dał y zwykły blask od iey świetney zbroie.

100.

Do Oradyna strzelca szła sławnego

Mara y rzekła: «Sławny Oradynie!

Ciebie słuchaią strzały y każdego

Celu — kiedy chcesz — żadna z nich nie minie;

Iaka to będzie narodu naszego

Szkoda, ieśli ten wielki rycerz zginie

Y iaka hańba, ieśli do swych cały

Uydzie z zwycięstwem nieprzyjaciel śmiały!

101.

Pokaż y teraz, co umiesz: a w ciele

Tego psa utop twóy belt2073 iadowity,

A my u króla, twoi przyjaciele,

Ziednamyć2074 łaskę y dar znamienity».

W tem się Oradyn nie rozmyślał wiele.

Obietnicami onemi upity —

Strzałę do prętkiey przyłożył cięciwy

Y wymierzywszy, łuk wyciągnął krzywy.

102.

Świszczy y wiatry siecze rozerwane

Strzała prętkiemi2075 przyprawiona pióry2076

Y trafi w pasy przęczką pospinane

Y między nity uczyni kęs dziury;

Ostre żeleśce, krwią zafarbowane,

Zwierzchniey dosięgło trochę tylko skóry.

Bo anyoł strzale odiął lotu siła2077

Y uczynił tak, że się wysiliła.

103.

Ciągnie raniony strzałę grabia stary

Y widzi, że mu krew po zbroi ciecze

Y z niestrzymaney poganina wiary

Strofuiąc, z oczu ogień szczyry miece.

Hetman umowę spólną z oney miary

Zgwałconą widzi, a że strzałę wlecze

Raymund od niego zawsze pilnowany,

Barzo się boi iakiey wielkiey rany.

104.

Y swych do pomsty ręką y ięzykiem

Budzi y chciwey dodawa ochoty,

A ci za wielkiem swoiem woiownikiem

Drzewa w tok kładą y składaią groty,

Y tak obiedwie2078 stronie szły z okrzykiem

Do straszney Marsa wściekłego roboty.

Iuż pola nie znać, a iako rozwlokły

Dym, kurzawy się aż pod niebo wlokły.

105.

Złamane drzewa2079 trzeszczą, tu koń zdycha,

Tu drugi bieży samopas, tu zbity

Rycerz od koni podeptany — wzdycha,

Ten ręki nie ma, ten w poły przebity.

Ten iuż umarły, a ten ieszcze dycha,

Ten świeci srogą przez ranę ielity2080,

A im się barziey y cieśniey2081 mieszaią —

Krew między sobą hoyniey rozlewaią.

106.

Dostał buławy Argant zapędzony

Y gdzie naywiętsza bitwa beła — skoczył,

Tą sobie wszędzie czynił plac przestrony,

Rozrywał hufce y we krwi ią moczył,

A na Raymunda wszystek obrócony

Gniew niósł, pilnuiąc, żeby go gdzie zoczył:

Właśnie iako wilk, który głodne zęby

Krwią chce napoić — swey łakomey gęby.

107.

Ale go wielcy wtrącili mężowie

Y na sobie go trochę zabawili:

Ormin, Gwid ieden y dway Gerardowie,

Rugier y zacny grof na Balnawili2082;

Lecz im go barziey cni bohaterowie

Ściskali, tem beł sroższy w oney chwili,

Tak, iako ogień, co gwałtem zamkniony

Wychodzi y mur niesie wywalony.

108.

Zabił Ormina, w łeb ranił Gwidona,

Z Rugiera się też dusza gotowała,

W tem koło niego wielka zgromadzona

Kupa zewsząd go oszczepy sięgała;

Kiedy tak — iego siłą — bitwa ona

Z oboiey strony w równey wadze trwała.

Skoczywszy Hetman, rzekł Baldowinowi:

«Następuy z rotą swą ku posiłkowi.

109.

A z prawego się uderz o nie boku,

Gdzie się naywięcey biią y mieszaią».

Ledwie to wyrzekł — ze wszystkiego skoku

Bieżą y z boku śmiele się potkaią.

Za tem natarciem ustępuią kroku

Y wciąż poganie hurmem uciekaią;

Iuż się szyk zmieszał, hufce rozerwane,

Chorągwie zbite y w ziemię wdeptane.

110.

Iuż prawe skrzydło także ustępuie,

Iuż niewidomey wszędzie pełno trwogi

Y wszyscy zgoła (tak ich strach zdeymuie)

Okrom2083 Arganta, w prętkie pośli2084 nogi;

Ten tyłu2085 tylko sam nie ukazuie,

Ten twarz, ten y wzrok tylko trzyma srogi:

Ktoby sto mieczów, sto rąk miał przy ciele.

Nie uczyniłby — iako on — tak wiele.

111.

Trzyma na sobie miecze, groty, konie,

A przedsię2086 za tak wielkiem nacieraniem,

Czasem to tego, to owego żonie2087

Y pełno trupów y przed niem y za niem;

Iuż zbroię, iuż ma potłuczone skronie,

Iuż krwią ściekł, a wżdy2088 nie znać tego na niem,

Ale nakoniec2089 gęsty w onem czesie

Lud go obraca y z sobą go niesie.

112.

Musiał tył podać za onemi wały2090,

Które go wielkiem gwałtem zabieraią.

Lecz iego kroki nie owych się zdały

Y serce także — którzy uciekaią:

Z oczu mu szczyre skry wyskakowały

Y postaremu2091 zwykły gniew chowaią;

Zaiezdża swoich, żeby się wracali,

Nic nie pomogło — wszyscy uciekali.

113.

Chciałby przenamniey2092 ono2093 uciekanie

Rządne2094 mieć, żeby sprawą uchodzili,

Ale strach nie dba na żadne łaianie,

Darmo się groźba y proźba nań sili.

A widząc Hetman, że słabsi poganie

Y że ich iego ludzie przełomili,

Ieden posiłek posyła za drugiem.

114.

Y iedno2095, że to nie beł2096 naznaczony

Dzień, co od Boga z wieku beł przeyźrzany2097

Iużby beł zastęp on niezwyciężony

Miał oney woyny koniec pożądany.

Lecz widząc szatan, żeby beł zniesiony

Za tem zwycięstwem rząd iego z bałwany2098

Za dopuszczeniem Pańskiem w mgnieniu oka,

Chmury y wiatry wypuścił z obłoka.

115.

Dzień się y słońce przed chmurami ściska,

Które wychodzą z piekielney ciemnice;

Świata nie widać, ze wszech stron się błyska,

Z gromów straszliwe idą trzaskawice2099,

Niebo pioruny bez przestanku ciska;

Grad ścina trawy y piękne pszenice,

Pola zalewa; wicher z gruntu maca

Y góry trzęsie i dęby wywraca.

116.

W iednem czasie deszcz, grad, wiatr, zimna woda

Lękliwe biią chrześciany w oczy

Y ona sroga zbytnia niepogoda

Stanowi2100 roty — równa czarney nocy;

Chorągwi nie znać, w ludziach wielka szkoda,

Którzy sobie dać nie mogą pomocy,

Bo tey Klorynda pogody zażyła

Y koniowi w bok ostrogi włożyła.

117.

Wołała na swych: «Za nami życzliwe

Niebo pomaga2101 y za nas woiuie!

Patrzcie, iako nam samem przyiaźliwe

Twarzy y ręce wolne zostawuie,

A ich y w oczy y w czoła lękliwe

Biie y gniew swóy na nich ukazuie,

Światło im bierze, a nam drogę ściele

Dziś do zwycięstwa, następuymy śmiele».

118.

To rzekłszy, z ludźmi swoiemi natarła,

Tył niepogodzie tylko podawaiąc,

Y z chrześciany tak się mężnie zwarła,

Że poszła przez nie, mało wstrętu2102 maiąc;

A co dopiero mało nie dał garła2103

Argant — bił naszych, srodze nacieraiąc;

Zaczem iuż wszyscy gwałtem uciekali,

A tyły mieczom y dżdżom podawali.

119.

Gniew nieśmiertelnych y śmiertelnych miecze

Uciekaiące grzbiety prześladuią,

Krew strumieniami wytoczona ciecze,

Którą się wody y drogi farbuią.

Tu trupy końskie, tu leżą człowiecze,

Pyrrus y Rudolph iuż więcey nie czuią:

Tamtemu Argant srogi ściął wierzch głowy,

Ten legł od szable2104 mężney białeygłowy.

120.

Tak uciekali bici chrześcianie,

A piekielnie ie goniły pokusy2105;

Hetman sam tylko na grad, na łyskanie

Nie dba2106, grom go nic y piorun nie ruszy;

Na swych surowe groźby y łaianie

Obraca, a iż iuż przegraney tuszy2107,

Na koniu stoiąc, w obóz otworzony

Przed bramą zbiera lud swóy rozprószony.

121.

Dwa razy konia na on czas2108 rozpuścił,

Chcąc swych ratować przeciw Argantowi,

Dwakroć się okrył2109 y nic nie opuścił,

Co należało cnemu Hetmanowi;

Potem z inszemi2110 ustąpił y puścił

Wolny zwyciężcy plac poganinowi.

Zatem się oni do miasta wracali,

A ci strapieni w obozie zostali.

122.

Ale przed wielką y tam niepogodą

Y wściekłem wiatrem pokoiu nie maią,

Ognie pogasły, obóz spłynął wodą,

Powrozy się rwą, koły się padaią

Y — ze wszystkiego2111 woyska wielką szkodą —

Szalone wichry namioty targaią;

Gromy, dżdże, wiatry społem2112 się mieszały

Z ludzkiemi głosy y świat ogłuszały.

Koniec pieśni siódmey.