Pieśń trzecia

Argument

Pod Syon woysko przyszło, które srodze

Klorynda, z ludźmi swoiemi, witała;

W Erminiey się płomienie niebodze

Zaymuią, skoro Tankreda uyźrzała632;

Lecz y on nie mniey zagrzał się, gdy w drodze

Klorynda mu twarz gładką ukazała;

Dudon zabity, swoi go chowaią,

Cieśle dla drzewa w lasy wysyłaią.

1.

Iuż wiatrek633 cichy, wieiąc na świt rany634,

Znać dawał, że się iutrzenka ruszała,

Która, tym czasem635, w różą przeplatany

Wieniec swą złotą głowę ubierała.

Każdy ochotnie, we zbroię ubrany,

Ruszał się, kiedy ogromna zabrzmiała

Trąba y w głośne bębny uderzano.

Zaczem się woysku ruszyć roskazano636.

2.

Roztropny Hetman umie ich sprawować,

Słodkie wędzidło ochocie obiera:

Łatwiey szaloną Wisłę637 nakierować,

Kiedy swe wszytkie638 wody w kupę zbiera;

Łatwiey wiatr wstrącić639, łatwiey go hamować,

Gdy Krępak640 z lasów wysokich odziera.

Kto za kim iść ma w drodze — ukazuie,

Sam wszystkich w hufce dzieli y szykuie.

3.

Tak spiesznie iadą, że się im tak zdało,

Iakoby sobie skrzydła przyprawili;

Iuż się też słońce do południa miało,

W którey więc bywa naygorętszey chwili,

Kiedy się Święte Miasto pokazało,

Mało co641 daley, niźli w równey mili.

Wszyscy wesołe krzyki wypuszczaią,

A Ieruzalem pożądne642 witaią.

4.

Tak pospolicie żeglarze bywali,

Którzy czas długi, przez morskie bałwany,

Pod cudzem niebem, tam y sam643, pływali

Przez różne wiatrów szalonych odmiany —

Kiedy nakoniec644, nędzni, oglądali

Miłą oyczyznę y dom pożądany,

Wzaiem go sobie palcem ukazuią,

Y przeszłych więcey niewczasów645 nie czuią.

5.

Kiedy się tak w nich serdeczna krzewiła

Radość y szczęścia dalszego otucha,

Po niey w nabożne myśli nastąpiła

— Pełna pokory Bogu miłey — skrucha.

A bez wątpienia sama to sprawiła

Łaska Świętego w twardych serca Ducha:

Nie śmie wzrok śmiele patrzyć646 upłakany647,

Tam, kędy648 odniósł Bóg śmiertelne rany.

6.

Ciche wzdychanie, słowa przerywane,

Łzy a łykanie649 tylko słyszeć650 było;

Iako więc czynią, którzy zfrasowane651

Serca swe maią — y zaraz im miło.

Taki dźwięk czynią lasy rozdymane

Od652 wolnych wiatrów y kiedy ruszyło

Z nienagła653 morze ciche wałów654 słonych,

O skałę albo o brzeg odtrąconych.

7.

Pierwszy wodzowie idą nogą bosą,

Co widząc drudzy, także też czynili;

Y kit, y pierza u czapek nie niosą,

Iedwab y świetne stroie porzucili.

O odpuszczenie grzechów Boga proszą,

Serca y myśli górne poniżyli,

A ieśli z płaczu które słowo gwałtem

Mógą przemówić — mówią takim kształtem655:

8.

«Tuś na tem mieyscu raczył, Wieczny Panie,

Krew swą przelewać, tuś raczył omdlewać,

A ia, o grzeszny, teraz patrząc na nie

Niegodnem okiem, nie mam łez wylewać?

O wielka złości, o zapamiętanie!

Czegóż się więcey po tobie spodziewać,

Kamienne serce, ieśli się nie ruszysz,

Ieśli się teraz od żalu nie kruszysz?»

9.

Na ten czas w mieście, co z naywyższey wieże656,

Co wszytkie strony z góry odkrywała,

Ieden kurzawy z daleka postrzeże,

Która się, iako chmura iaka, zdała;

Właśnie tak, gdy się na deszcz wielki bierze,

Błyskawica się po niey przebiegała.

Lecz blask, który z zbróy świetnych wyskakował657,

Konie y ludzie658 potem ukazował659.

10.

Ten pocznie wołać: «O iaki z kurzawy,

O iaki z prochu obłok widzę z góry!

Iako naypręcey660 mieycie się do sprawy661,

Straży zawodźcie, opatruycie mury,

Iuż teraz inszey nie trzeba zabawy;

Podnoście wałów, zaprawuycie dziury,

Patrzcie, jaki tam proch idzie do nieba,

Nieprzyjaciel to, do zbróy się mieć trzeba662

11.

Niespodziewaną wszyscy zięci663 trwogą,

Lękliwa biała płeć664, ludzie podeszli665,

Bogom oddaiąc oyczyznę ubogą,

Do swoich meszkit666 małe dzieci nieśli.

A ci, co duży667 y co się bić mogą,

Pod chorągiew się y do bębnów zeszli.

Co żywo — do bram bieży, mosty wzwodzi,

A król sam wszystkich z pilnością obchodzi.

12.

To sporządziwszy, nic się tam nie bawił668.

Ale na wieżę szedł, którą uczony

Tak budowniczy przy bramie postawił,

Że z niey na wszytkie669 widać było strony.

Po Erminią670 ztąd671 zaraz wyprawił,

Którą był przyiął litością ruszony

Do siebie na dwór, kiedy iey dobyto672

Antyochiey y oyca zabito.

13.

W tem673 iuż Klorynda była wyiechała,

A za nią hufiec iazdy szedł nie mały674,

A żeby nazad675 łacny676 odwrót miała,

Argant iey czekał w bramie między wały677.

Wszystkiem ochoty swoiem dodawała,

Ukazuiąc twarz y swóy wzrok zuchwały.

«Dziś się nam — prawi678 — trzeba dobrze stawić,

Y na początku co dobrego sprawić».

14.

Ledwie te słowa do nich wymówiła,

Kiedy się stroną679 rota ukazała,

Co stado owiec y bydła pędziła

Y do obozu nazad się wracała.

Na rączem koniu zaraz poskoczyła,

Y z rotmistrzem się — co w przód szedł — potkała680:

Gard był rotmistrzem, człowiek wielkiey siły,

Lecz iego siły małe ku niey były.

15.

Zbiła go z konia na pierwszem potkaniu,

Co y poganie y naszy681 widzieli;

Że się im w onem682 pierwszem harcowaniu

Zdarzyło dobrze — za szczęście to mieli.

Tak mężnie naszych w onem uganianiu

Gromiła, że się oprzeć ani śmieli,

Co raz683 to barziey z swemi nacierała,

Y może684 tak rzec, że na nich iechała.

16.

Tak nasi korzyść zdobytą stracili,

Co im sromoty więcey przyczyniło.

Toli685 na wzgórek sprawą686 ustąpili,

Gdzie iakokolwiek687 mieysce ich broniło.

Goffred w tym688 kinie689: niechay ich posili

Tankred — co iemu słyszeć było miło,

Iako więc piorun wypada z obłoku,

Tak na nich natarł y przyskoczył z boku.

17.

Drzewo690 tak złożył y tak potem toczył

Swem dzielnem koniem Tankred pomieniony691,

Że król rozumiał692, gdy go z wieże693 zoczył694,

Że to był rycerz iakiś doświadczony.

Y Erminiey pytał — kiedy skoczył —

Co z nim patrzała na utarczki ony695:

«Tyś chrześciany696 często widywała,

Y podobnobyś y tego poznała».

18.

Nic Erminia nie odpowiedziała

Na to, o co iey na ten czas697 pytano,

Ale westchnęła y tylko płakała,

Miasto698 słów, których od niey wyglądano699.

Wprawdzie płacz w sobie potężnie trzymała,

Lecz nie tak przedsię700, aby nie doyźrzano701,

Kiedy niepełne westchnienie puściła

Y bawełnicę702 łzami omoczyła703.

19.

Potem tak rzecze, skrytą pokrywaiąc

Miłość zmyśloney płaszczem nienawiści:

«Miałabym go znać, kiedy podieżdżaiąc

Pod mury — choć nań nacierali wszyscy —

Mordował moich, w przykop704 przyganiaiąc,

Więźnie y wielkie często brał korzyści.

Ach iako bije! Iego rany zgoła

Nie zleczą czary, ani żadne zioła.

20.

Tankred mu dzieją705; gdzieżbym to tak była

Szczęśliwa kiedy, żebym go dostała.

Ale — żebym się nad nim napastwiła —

Żywegobym706 go raczey rada miała».

Taką iey mowę obracało siła707

Inaczey, niźli ona rozumiała.

Z płaczem zmieszała te ostatnie słowa,

Srogiem zagrzana ogniem białagłowa708.

21.

A w tem709 Klorynda, widząc przeciw sobie

We wszytkim biegu rzeźwiego ionaka710,

Skoczyła także z drzewem711 w oney dobie712,

Chcąc go ugodzić w gębę nieboraka.

Trafili się w łeb y skruszyli obie

Drzewa713; iey się sznur zerwał u szyszaka

Y spadł iey z głowy na ziemię, że potem714

Błysnęła twarzą y warkoczem złotem.

22.

Oczy się, iako słońce, rozświeciły

Wdzięczne, chocia się była rozgniwała:

Cóż? kiedyby715 się do śmiechu skłoniły,

Cóż? kiedyby w nich łaskę ukazała.

Nie stóy Tankredzie: onci716 to wzrok miły,

Ona717 twarz piękna, coć się podobała718,

Kiedyś ią znalazł z trafunku719 u zdroiu,

Po zbyt gorącem upragniony znoiu.

23.

Tankred — co przedtym720 nie był na to dbały,

Iaką tarcz miała, w iakiey była zbroi —

Poznawszy ią w twarz teraz, skamieniały

Y iako martwy, w ziemię wryty stoi.

Ona naciera, on — na inszych śmiały721

Iey się obrazić, iey się ranić boi.

Na inszych siecze, na nię żadnym kształtem722

Niechce723, chocia go ona goni gwałtem.

24.

Nie bije wzaiem rycerz uderzony,

Y nie tak się iey ostrey szable724 chroni,

Iako, śmiertelnym grotem przerażony,

Iey piękney twarzy pilnuie w pogoni.

Mówi sam z sobą: «Otom nie raniony725,

Chocia mam ciężkie razy od iey broni,

Ale te cięcia, które wypadaią

Z iey piękney twarzy, w serce ugadzaią726».

25.

Nakoniec727 na to skłonił myśl wątpliwą,

Aby nie umarł miłośnik nieznany;

Chce prosić, żeby nie była tak mściwą

Nad tym, co iey iest więzień y poddany.

«Ty — prawi728 — któraś tak nielutościwą729,

Że mnie samemu tylko daiesz rany,

Wyiedź kęs730 od swych, tam się skosztuiemy,

Tam się — który z nas mężnieyszy — dowiemy».

26.

Skoro Klorynda tych słów wysłuchała,

Na to podanie iego pozwoliła,

A że bez hełmu była, nic niedbała731.

Y tak go z głową odkrytą goniła.

Uciekał Tankred, ale go dognała,

Y doganiaiąc trochę go raniła.

«Stóy — rzecze do niey — pierwey zawrzeć mamy

Pewne umowy, niźli się potkamy732».

27.

Stanęła zaraz na tę iego mowę,

Iemu też miłość dodała śmiałości:

«Tę — prawi — ze mną zachoway umowę,

Nim dobrowolnie umrę od żałości:

Wydrzy mi serce albo utni733 głowę,

Kiedy mieć nie chcesz nademną734 litości.

Twoie to serce, a ieśli go żywo

Nie chcesz mieć — niechay umrze, kiedy krzywo735.

28.

To serce winno y te piersi krzywy736,

Przebiy ie mieczem, a toć ich nie bronię;

Chceszli737 też z prętkiey738 strzelić w nie cięciwy?

Y zbroię zdyimę739 y paisz740 odsłonię».

Chciał ieszcze daley Tankred nieszczęśliwy

Skarżyć się, od swych daleko, na stronie;

Lecz onę skargę, ono narzekanie

Przerwali ludzie, co przypadli na nie.

29.

Bo nieprzyjaciel od naszych pędzony,

Lub chytrze, lubo741 do prawdy742 uchodził;

Nasz ieden — widząc włos iey rozpleciony,

Który po wietrze y tam y sam743 chodził —

Skradł się y przypadł w tył, niepostrzeżony,

Aby ią w głowę odkrytą ugodził.

Krzyknie nań Tankred srodze wylękniony,

Kiedy na nię miecz uyrzał wyniesiony.

30.

Przedsię744 iey trochę drasnął w koniec głowy,

Bo raz745 był słaby, iako to kwapiony746;

Iey warkocz złoty taki miał blask nowy,

Kilką747 kropli krwie748 rumianey zmoczony,

Iaki więc miewa kamień rubinowy,

Misterną ręką w złoto oprawiony.

Roziadł się749 Tankred y z dobytą bronią

Za tym, który ią ranił, szedł w pogonią750.

31.

Tamten uciekał, ledwie więc751 z cięciwy

Puszczona strzała tak prędko bieżała.

Ta się zdumiała, widząc one dziwy,

Lecz daley bieżeć za niemi nie chciała,

Ale skoczywszy, swóy lud boiaźliwy

Y uchodzących nazad nawracała.

Czasem naciera, tył podaie752 czasem

Y tym fortelem barziey753 szkodzi naszem754:

32.

Równie tak szczwany na puszczy zubr755 srogi,

Kiedy ucieka, wszyscy go psi756 gonią,

A ieśli stanie y obróci rogi,

Nie nacieraią y daleko stronią.

Dzielna Klorynda broni strzałom drogi,

Tarczą757 za sobą trzymaiąc w pogonią758:

Od wyciśnionych759 tak się zasłaniaią

Trzcin760 Murzynowie, kiedy uciekaią.

33.

Kiedy tak długo, oni uciekaiąc,

A nasi goniąc, pod mur podieżdżali:

Nieprzyiaciele, swe fortele maiąc,

Nazad się zasię zprętka761 obracali.

Y iako znowu, śmiele762 nacieraiąc

Na naszych z tyłu y z boku strzelali.

A wtem też Argant — na co dawno godził —

Naszem763 na czoło z swoiemi zachodził.

34.

Daleko od swych Argant się wysadził,

Chcą się sam potkać naprzód przed wszystkiemi,

Pierwszy, w którego kopiią764 zawadził,

Został y z koniem obalon na ziemi.

Nikt mu nie zdołał, żaden mu nie radził765,

Nikt nie porównał z nim między naszemi,

A gdzie się z mieczem ogromnem zawinął,

Kilka ich razem, rzadko ieden zginął.

35.

Klorynda także mężnie się stawiła,

Ardeliona rotmistrza starego

Na obie stronie766 sztychem przepędziła,

Dwu tuż przy sobie synów maiącego;

Barzo767 szkodliwie przez piersi raniła

Alkaliandra, syna co starszego.

Polfernus młodszy ledwie uszedł zdrowy,

Od ostrey szable768 mężney białeygłowy769.

36.

A kiedy nie mógł Tankred zapędzony

Dognać owego, bo miał koń leniwszy770:

Że się daleko uniósł zagoniony

Lud iego — uyźrzał771 wzad772 się obróciwszy.

A widząc, że był zewsząd okrążony,

Biegł mu na pomoc konia rozpuściwszy.

Za nim poskoczył pułk niezwyciężony,

W naygorszych raziech773 zawsze doświadczony.

37.

O pułku mówię sławnym Dudonowem,

(Będzie go Muza często wspominała)

Przed nim w przód774 Rynald szedł w kirysie775 nowem,

A uroda go sama wydawała.

Po białym orle w polu lazurowem

Erminia go zarazem poznała.

Rzecze królowi, co nań patrzył pilnie:

«O tem ci, co wiem, powiem nieomylnie».

38.

Z tem żaden w dziełach nie zrówna Marsowych,

Choć mu szesnaście dopiero lat liczą;

Kiedyby776 sześci777 Goffred miał takowych,

Iużby Syrya była niewolniczą,

Łatwieby778 przez miecz państw dostał wschodowych779,

Y królestw, które z południem graniczą,

Sam Nil, choć głowę tak dalego780 kryie,

Pewnieby musiał mieć łańcuch u szyie781.

39.

Rynald mu imię. Iego rozgniewaney

Ręki się srodze nieprzyjaciel boi;

Ten zasię drugi w zbroi smalcowaney782,

Co się po prostu y statecznie stroi,

Dudo iest z Konse, który tey wybraney

Roty iest wodzem, co to za nim stoi:

Rycerz to wielki, choć ma zeszłe783 lata,

Siła784 ten widział, siła zwiedził świata.

40.

To zasię drugi w czarnym złotogłowie785

Gernand, rodzony króla norweyskiego;

Ten taką pychę uprządł sobie w głowie,

Że w świecie nie masz nadeń786 zacnieyszego.

Z tych dwu zaś tamten, Odoard się zowie,

Ta Gildylippa, z dzieła rycerskiego

Sławni, lecz ieszcze sławnieyszy787 z miłości,

Y z zobopólney788 ku sobie szczerości».

41.

Słuchaiąc król tey Erminiey789 mowy,

Widział, że iego ludzie iuż przegrali,

Bo mężny Rynald y Tankred surowy790

Iuż ich z obustron791 byli rozerwali.

Gdy zaś potem pułk natarł Dudonowy,

Nikt się nie oparł, wszyscy uciekali.

Sam od Rynalda koniem potrącony,

Ledwie wstał z ziemie792 Argant obalony.

42.

Y nie wstałby był793 po tem uderzeniu,

By794 Rynaldowi koń był nie szwankował795;

Zaczem796 mu noga uwięzła w strzemieniu

Y zmieszkał797 trochę, niżli798 iey ratował799.

Nieprzyiaciel też po tem pogromieniu,

Do miasta pod mur rączo ustępował.

Sama Klorynda tylko w swey osobie,

Z Argantem, wszystkich trzymała w złey dobie800.

43.

Y on, y ona mężnie y statecznie,

Postawaiąc wraz, tak naszych wspierali801,

Że iako tako mogli uść802 bespiecznie803

Ci, co do miasta naprzód uciekali.

Dudon zaś chciwy, chce szczęścia koniecznie

Pierwszego zażyć, siecze, bije, wali,

Raz tylko w łeb ciął mężnego Tygrana,

A zdechł zarazem804, taka była rana.

44.

Nic nie pomogła zbroia Korbanowi.

Ani Halemu szyszak znamienity:

Obu od szyie805 tak ciął ku brzuchowi,

Że dusza zaraz wypadła z ielity806.

Z zawoiem łeb zdiął Alimansorowi,

Machomet807 poległ na wylot przebity.

Nakoniec808 y sam Cyrkaszczyk się boi,

Gdzie poyźrzy809, widzi iako Dudon broi810.

45.

Zgrzyta zębami Argant rozgniewany,

Zastanawiał się811, lecz czasem uchodził;

W tem812 iakoś przypadł mało spodziewany,

Y pod zbroię go koncerzem813 ugodził;

Utopił go w niem, a od oney rany

Dudon iuż więcey po świecie nie chodził.

Ległeś, niestetyż! rycerzu wybrany

Y uiął cię sen twardy, nieprzespany814.

46.

Trzykroć się wspierał y podnosił oczy,

Chcąc co słonecznych zachwycić815 promieni,

Trzykroć upadał; pierwszey zbywa mocy,

Polega, blednie y wszystek816 się mieni817.

Nakoniec818 oczy, ciężkiey pełne nocy,

Zawarł819 y poszedł do podziemnych cieni.

A Argant, skoro tę robotę sprawił,

Biegł wciąż y nic się nad trupem nie bawił820.

47.

A chocia821 zlekka822 do swych ustępował,

Czasem się wracał y naszych wyzywał:

«On to miecz, co mi Hetman wasz darował,

Daycież mu sprawę823, iakom go używał,

Y odnieście824 mu, że go będę chował

Y lada iako nie będę go zbywał;

Mniemam, że mu to słyszeć będzie miło,

Że mi się iem825, tak szczęśliwie zdarzyło.

48.

A powiedzcie mu, że y sam skosztuie,

Iako iest dobry, iako doświadczony.

Y że go prętko826 sam w boku poczuie,

Kiedy w niem także będzie utopiony».

Słysząc to nasi, iako ich szkaluie827,

Skoczyli za niem śmiele828 przez zagony.

Ale on iuż był ustąpił829 pod mury,

Pod pewną basztę, z którey bito z góry.

49.

Tem, którzy murów wysokich bronili,

Drudzy kamienie gęste z dołu nieśli

Y naszych z łuków wiele poszkodzili,

Co byli blisko pod mury podeśli830.

Tak, nie bez szkody, nazad831 się wrócili,

A Saraceni do swych w miasto weśli832;

Iuż też y Rynald, próżen oney trwogi,

Wstawszy, z pod833 konia dobył sobie nogi.

50.

Biegł wielkiem pędem, chcąc na Cyrkaszczyku

Zemścić się srogiey śmierci Dudonowey;

Krzyknie na swoich, co po pułkowniku

W oney przygodzie smętnie stali nowey:

«Takli834 stać tylko darmo macie w szyku

A nic nie czynić w żałości takowey?

Czemu się wodza naszego nie mściemy?

Czemu do murów zaraz nie bieżemy835?

51.

Niechay z żelaza, niechay będą z stali,

Z basztami iako nawarownieyszemi836,

By837 wszyscy, co ich838, na nich także stali —

Nie będzie Argant bespieczny839 za niemi.

Będą się y tam Saraceni bali;

Ia wprzód do szturmu póydę przed wszystkiemi».

To rzekszy, skoczy ku wysokiej ścienie840,

Niedba841 na strzały, ognie y kamienie..

52.

Ogromną głowę y oczy gniewliwe

Y straszliwą twarz tam y sam842 obraca:

W nieprzyiaciołach trwożą się lękliwe

Serca, mniemaią, że iuż mur wywraca.

Kiedy tak Rynald swoie szturmu chciwe

Prowadził pod mur, Sygier ie odwraca

Przez którego więc843 zawsze odprawował844,

Gdy co ważnego Goffred roskazował845.

53.

Ten pocznie wołać: «Barzoście to śmieli846.

Wrócić się nazad Goffred rozkazuie;

Będziecie inszy czas do szturmu mieli,

Którego teraz Hetman nie nayduie847».

Skoro te iego słowa usłyszeli,

Stanęli wszyscy, Rynald się hamuie,

Lecz gniewu twarzą nie barzo848 pokrywa,

Hetmana nazbyt ostrożnem nazywa.

54.

Tak nasi nazad ustąpili cało,

Bo Saraceni na nich nie wypadli.

Potem umarłe Dudonowe ciało,

Cni towarzysze na ramiona kładli,

Y do obozu — tak się wszystkiem zdało849

Prowadzili ie smętni y pobladli;

Temczasem850 Goffred oględował z góry

Mieyskie przykopy y wysokie mury.

55.

Ierozolima na dwu górach leży,

Które usiadły właśnie przeciw sobie:

Iedna z nich wyższa, środkiem wielka bieży

Dolina, która dzieli góry obie.

Ze trzech stron — na czem niemało należy,

Tak ku obronie, iako ku ozdobie —

Zbyt przykry przystęp, ale bok północny,

Kędy równina, ma mur barzo851 mocny.

56.

W mieście y krynic, y studzien iest wiele,

Y lochów ziemnych na deszczowe wody;

W polu wód niemasz, trawa ani ziele

Nie roście852, rzadko gdzie widać ogrody.

Wszystko wygore853, tak iako w popiele,

Drzew niemasz854 w polu, które czynią chłody,

Las tylko ieden widać na półtory855

Mile od miasta y gęsty, y spory.

57.

Na wschód, zkąd856 ranne wychadzaią857 zorze,

Ma iordanowe wody przeźrzoczyste858,

Na zachód słońca Międzyziemne Morze859

Zdaleka860 widać y brzegi piaszczyste.

Przeciw północy Samarya orze

Y płodna Bethel861 pola rozłożyste.

Ku południowi Betleem zaległa862,

W której Dziewica niezmazana zległa863.

58.

Kiedy tak Hetman mury oględował864,

Y syońskiego miasta położenie,

A z ćwiczonemi ludźmi upatrował865,

Zkądby866 łatwieysze było oblężenie —

Królowi, który na wieży pilnował,

Erminia go, na pierwsze weyźrzenie867

Poznawszy, palcem ukazała potem:

«Onoż się Goffred świeci w płaszczu złotem.

59.

Ten do królestwa właśnie się urodził,

Y roskazować868 y być umie panem;

A iest — w co rzadko kto kiedy ugodził869

Dobrym żołnierzem y dobrym hetmanem.

Nie wiem, ktoby go w tey kupie przechodził870

Y któryby z niem miał być porównanem:

Tankred z Rynaldem równo się z nim kładzie

W dzielności, ale Raymund tylko w radzie».

60.

Wtem król na piękną weyźrzał871 Erminią

Y rzekł: «Pomnię872 go na francuzkim873 dworze,

Kiedy w Paryżu goniwał874 z kopiją,

A nie był ieszcze w słuszney swoiey porze,

Iam w ten czas875 posłem nawiedził Francyą,

Gdy król egipski słał mię tam przez morze:

Młodzieńczykiem był, a iuż głos876 był taki,

Że z niego miał być wielki człowiek iaki.

61.

Prawdęć877 mówili! — To kto? co ozdobny

Płaszcz ma na sobie, złotem przetykany,

Twarzą y wzrostem barzo878 mu podobny:

Pewnie ktoś zacny między chrześciany?»

Ta mu odpowie: «Y to rycerz godny,

Baldowin własnem imieniem nazwany.

Brat iego własny, co y twarz wydaie,

Lecz barziey sprawy y cne obyczaie.

62.

Ten zasię starzec, co to z siwą głową,

A zda się, że coś na palcach rachuie,

Mądry, ostrożny, Raymundem go zową,

W sztukach woiennych nikt go nie celuie879.

Równego radą y słodką wymowę

W woysku mu wszystkiem Hetman nie nayduie

To zaś iest, z kitą u hełmu złotego,

Gwilhelm, syn młodszy króla angielskiego.

63.

Gwelf podle niego stoi, urodzony

Z starożytney krwie880 włoskiego narodu,

Z męstwa, z zacności daleko wsławiony,

Znam go z postawy y z samego chodu.

Ale na wszytkie881 pilnie patrząc strony,

Nie mogę naleść882 skaźce883 mego rodu:

O Boemundzie mówię okrutniku,

Moiey królewskiey krwie prześladowniku884».

64.

Tak Erminia z królem rozmawiała,

Który się barzo iey powieścią trwożył:

A widząc Goffred, że gdzie przykra skała,

Trudnoby szturmem Ieruzalem pożył885

W równinie, która północney sięgała

Bramy, namioty y obóz położył

Y aż do wieże narożney zaymował,

Y kto gdzie miał mieć stanie886, ukazował887.

65.

Trzecią część miasta ledwie obegnało888,

Y to nie spełna889, woysko Goffredowe,

Bo niepodobna, aby było miało890

Wszystko okrążyć koło obozowe.

Ale na drogi, któremi czekało

Posiłków iakich, słał ludzie gotowe891,

Któremi wszystkie gościńce osadził,

Gdzieby892 kto żywność albo lud prowadził.

66.

W tem893 kazał, aby obóz umocnili

Wielkiem przykopem, aby tak beł894 cało,

Ieśliby z miasta wycieczkę czynili,

Albo też z pola chciał kto natrzeć śmiało.

A skoro przykop przy nim wymierzyli,

Iechał oglądać Dudonowe ciało,

Gdzie zastał pierwszych towarzyszów czoło,

Którzy płakali, stoiąc nad nim w koło895.

67.

Ci go na mary wysokie włożyli,

Goffred, widząc go, żałość swą pokrywał:

Twarz niewesołą — tem, co nań patrzyli —

Y nie barzo896 też smętną ukazywał.

Tak powiadali, co tam w ten czas byli,

Że się nań patrząc długo zamyśliwał897;

Myśliwszy898 długo, potem podniósł głowę,

Y taką nad niem uczynił przemowę:

68.

«Coć po łzach naszych? rycerzu wybrany!

Ten iest nas wszystkich koniec ostateczny;

Tuś umarł, tam wiek żyiesz nieprzetrwany899,

Z chytrego900 morza wszedszy901 w port bespieczny902.

Iakoś żył, takeś umarł bez przygany903,

Ty teraz w niebie odpoczynek wieczny

Y za pobożność y za twoie cnoty,

Za śmierć o wiarę, wieniec bierzesz złoty.

69.

Tam żywiesz904 wiecznie, a my tu płaczemy,

Nie twego, ale nieszczęścia naszego:

Y samych siebie lepszą część niesiemy

Za tobą, z ześcia905 żałośni906 twoiego.

Ale ieśli nas ta, którą zowiemy907

Śmiercią, pozbawi ratunku ziemskiego:

Na to mieysce nam, na płacz y frasunek

Uprosisz w niebie niebieski ratunek.

70.

A iakoś, będąc w tem śmiertelnem ciele,

Śmiertelney broni nam gwoli908 dobywał —

Tak teraz będziesz na nieprzyiaciele,

Nie ziemskiey, ale niebieskiey używał.

Y iuż cię odtąd twóy będzie w kościele

Lud o ratunek, w złych przygodach, wzywał

Y ślubyć909 odda, pełen nabożeństwa,

Za zdarzone z twey przyczyny zwycięstwa».

71.

Tak mówił; zatem910 noc następowała

Y iuż wszytek911 świat pod swe skrzydła kryła,

A narzekanie y łzy hamowała,

Y w niepamięci słodki żal topiła.

Ale Hetmana troska nie puszczała

Y snu mu mało albo nic życzyła:

Myśli, skąd tramów912 na tarany zdobyć,

Któremi by mógł Ieruzalem dobyć.

72.

Wstał równo ze dniem, chciał sam iść za ciałem,

Które przednieysi wszyscy prowadzili,

Gdzie mu z cyprysów przy pagórku małem

Grób towarzysze iego postawili

Tuż przy obozie; nad niem z okazałem

Liściem gałęzie wielka palma chyli —

Tam go włożyli, tem czasem913 śpiewali

Kapłani zołtarz914 y Boga błagali.

73.

Świetne chorągwie między gałęziami

Porozwiiali, dostane w Syryey,

Z różnem rynsztunkiem, z różnemi łupami,

Których szczęśliwie zdobywał w Persyey;

We śrzodku zbroia y z nakolankami,

Y z hełmem złotem tkwiała915 na kopiey,

A napis taki na wierzch był włożony:

«Tu wielki Dudon leży położony».

74.

A skoro Goffred pogrzeb ten odprawił,

Radził, iakie miał porobić tarany:

Cieśle woyskowe do lasa916 wyprawił,

(Przydawszy im lud lekki y przebrany)

Który — w dolinach skryty — był obiawił

Naszem Syryiczyk ieden poimany;

A ci iechali drzewo wyprawować917,

Z którego mieli tarany budować.

75.

Ieden drugiego wzaiem napomina,

Aby robotę wskok918 odprawowali:

Zaraz się walić głuchy las poczyna,

Cedry, cyprysy, topole rąbali.

Ten buki twarde y iesiony ścina,

Ten wielkie sośnie919 y iedliny wali;

Drudzy920 wysokie ciosali modrzewie,

Drudzy gałęzie ścinali na drzewie.

76.

Świerki y dęby ogromne spadały,

Pod same prawie niebo wyniesione,

Co się piorunom nie raz921 opierały

Y nic nie dbały922 na wiatry szalone.

Leśne Dryady923 w pole uciekały,

Gwałtem z oyczyzny miłey wypędzone,

Ptastwa powietrzne y zwierzęta samy924

Poopuszczały y gniazda, y iamy.

Koniec pieśni trzeciey.