Rozdział XXIII
W godzinę po tym komisarz Żarski siedział w przedziale wagonu pierwszej klasy. Gdy zdrzemnął się, marzył już o tej chwili, kiedy będzie mógł zmusić urodziwą przyjaciółkę Janka do wzajemności... Nie wątpił na chwilę, że pantofel, który woził teraz w teczce, należy do niej...
Sporo czasu upłynęło od owej krytycznej nocy, kiedy hrabina Mołdakowa została ograbiona. Tej nocy posterunkowy Michał padł trupem. Śmierć jego wstrząsnęła Warszawą, ale czas czyni swoje: większość nawet jego kolegów zapomniała o tym wypadku. Była jednak osoba, która nie mogła się z tym faktem pogodzić. Często składana na jego grobie wiązanka róż świadczyła o tym, że gdzieś serce kobiece ściska ból na wspomnienie o śmierci Michała... Była to jego narzeczona, która nachodziła urzędy, żądając satysfakcji... Jej marzeniem było, aby morderca został ujęty.
Ludzie nocy przechodzili wtedy okres największego sezonu. Długie noce zimowe najlepiej sprzyjały ich zamiarom. Pod osłoną nocy nasza znajoma trójka: Klawy Janek, Krygier i Moryc wybierała się na śmiałe wyprawy. Jakże potrafili się odmienić, by czujne oko policjanta nie zdołało ich rozpoznać? Mieli to do zawdzięczenia genialnemu Krygierowi. Ten, przejąwszy od żony swojej — artystki filmowej — sztukę charakteryzacji, doprowadził zdobytą wiedzę do niebywałej perfekcji. Wyspecjalizował się nie tylko w przekształcaniu rysów twarzy, ale także w przeobrażeniu ruchów, które tak cechują poszczególne jednostki.
Za dnia wyglądał na sześćdziesięcioletniego staruszka o niezwykłej prezencji. Na sekundę nie wypuszczał monokla z oka. W luksusowym hotelu, gdzie zamieszkał, był zameldowany jako obywatel ziemski o znanym, arystokratycznym nazwisku.
W nocy grał rolę... nocnego stróża. Krążył ulicami z grubą laską w ręku i z dużym zegarem kontrolnym, zawieszonym na piersiach. Robił wrażenie typowego wroga ludzi nocy, gotowy w każdej chwili do walki. Tak świetnie mu było w tej roli, że nie wzbudzał nawet podejrzeń u policjantów patrolujących ulice w nocy.
Krygier dbał także o zewnętrzny wygląd swoich kamratów, którym nadawał odmienną „skórę” według swego pomysłu i smaku. Janka, którego cenił jako utalentowanego i jedynego swego zastępcę, przekształcił w eleganckiego Anglika. Moryc pozostał niezmieniony: był nadal typowym wujaszkiem amerykańskim... Tak działo się za dnia. W nocy sytuacja kardynalnie się zmieniała. Janek wkładał mundur „okołodocznowo” — dzielnicowego. Uniform leżał na nim jak ulany. W szynelu robił wrażenie typowego przodownika...
Do północy trójka nasza bawiła w lokalach, spędzając wesoło i beztrosko czas, ale po dwunastej ulatniali się i przystępowali do realizacji z góry powziętych planów.
Z początku przebierali się i charakteryzowali w melinie naszego dobrego przyjaciela Bajgełe, do którego odnosili się ze stuprocentowym zaufaniem, ale później, zresztą za jego namową, przenieśli się do innej, frajerskiej meliny, o którą się szybko wystarali.
W hotelu, w którym się rozgościli jako eleganccy panowie, nie wzbudzali niczyjego podejrzenia. Była nawet wśród służby konfidentka policji, ale ta akurat upatrzyła sobie na „ofiarę” jednego jegomościa, co do którego ubzdurała sobie, że to... „Klawy Janek”. Niejednokrotnie alarmowała policję, że go... ma, ale gdy przybywała na miejsce policja, ze wstydem dowiadywała się, że urojenie konfidentki przesłania jej rzeczywistość... Nadaremnie konfidentka narażała swoją cnotę na niebezpieczeństwo...
Antek i Felek rozlokowali się w innym hotelu. Ci nie mieli wcale powodu do wystrzegania się policji. Wykorzystali oni tę okoliczność do obserwacji i po to, by donosić kamratom o wszystkim, co ich dotyczyło lub mogło zainteresować.
Regina także przeniosła się z całą „paczką” do Warszawy. Wynajęła sobie eleganckie mieszkanie w okolicy Miodowej. Na liście lokatorów widniał napis: kapitalistka, utrzymuje się z własnych funduszów... Jako kobieta, była bardzo dystyngowana, zresztą wyniosła to z bogatego domu rodzinnego, z jakiego pochodziła. Była córką bogatego przemysłowca. W domu czuwali nad jej edukacją w dzień i w nocy. Ale... W życiu zawsze bywa jakieś „ale”, które płata człowiekowi figle, nie licząc się z jego dążeniami, wykorzystując jedynie słabą wolę i podszepty diabełka, który w każdym z nas gdzieś się kryje. I takie „ale” sprowadziło Reginę do świata podziemnego.
Była na plaży, gdy nagle spostrzegła, że jest obserwowana. Ledwie odwróciła głowę, a natknęła się na urodziwego młodzieńca, który wpił się w jej ciało rozżarzonymi od żądzy oczyma. Próbowała odwrócić uwagę swoją od natarczywych spojrzeń młodego mężczyzny, ale nie mogła. Zmieszała się i... opuściła plażę. Ale oczy tego mężczyzny prześladowały ją. Miała niespokojną noc. I chociaż to było przed egzaminami maturalnymi, nie mogła zebrać myśli. Nawet w chwilach największego skupienia wyłaniała się naraz sylwetka owego mężczyzny. I jakby wiedziona tajemniczą ręką Regina, nie mogąc oprzeć się pokusie, skierowała się w kilka dni potem na plażę... Nadaremnie. Młodzieniec znikł jak kamfora. W międzyczasie odumarł Reginie ojciec, później matka. Bogaty dom rodzicielski legł w gruzach. Regina była samotna jak kołek, gdy znów zetknęła się z tajemniczym młodzieńcem z plaży. Zakochała się w nim od pierwszego wejrzenia. A gdy poślubił ją, była najszczęśliwszą kobietą. Nie wiedziała, że jest z zawodu złodziejem...
A gdy urodziła dziewczynkę, na zawsze była już związana z „nowym światem”. Zerwała stosunki z dawnymi znajomymi, którzy zresztą stopniowo od niej się odsuwali. Także opiekunka, która zajmowała się z początku Reginą tuż po śmierci jej rodziców, zerwała z nią, przywłaszczywszy sobie uprzednio pozostałe kosztowności, a w zamian obdarzywszy Reginę grubą porcją morałów...
Ale Regina na nic nie zważała, bo ukochany jej był wzorowym mężem i ojcem. Nie miała mu nic do zarzucenia. I tak minęły dwa lata pożycia z nim w szczęściu i miłości, uwieńczone „dalszym” pokoleniem: Regina wydała na świat ślicznego chłopczyka.
Z czasem Regina dowiedziała się o „zawodzie” męża, a ten wiedział, że żona jego jest z tego powodu przygnębiona. Stopniowo likwidował więzy łączące go ze światem podziemnym, ale od czasu do czasu zrywał się w nocy z łóżka „na robotę”, żegnając żonę czułym pocałunkiem. Regina przyjmowała biernie pocałunek, udając, że śpi, jakby między nimi zawarte było ciche porozumienie, aby o tym nie mówić...
Pewnej nocy zimowej, gdy znów usiłował wyślizgnąć się swoim zwyczajem, Regina usiadła raptownie na łóżku i zawołała:
— Nie chodź! Zostań tu! Przeczucie mi mówi, byś się nie ruszał stąd!
Krzyk i płacz matki obudziły dzieci. W izbie zapanował ponury nastrój. Ojciec zmieszał się. Przyrzekł, że nie wyjdzie z domu. Ale charakter „złodziejski” dręczył go. Nie mógł jako wychowanek ulicy, który przejął się zasadami moralnymi ludzi nocy, zostawić kamratów na umówionym miejscu, tym bardziej, że był ich hersztem i przewodnikiem.
I gdy tylko stwierdził, że domownicy zasnęli, wyślizgnął się bezszelestnie, jak wąż. W duchu przysiągł sobie, że czyni to po raz ostatni.
Ale w niespełna godzinę potem, gdy przystąpili do „pracy”, znalazł się wraz z kamratami w ręku policji. Wyrokiem sądu powędrował później na kilka lat do więzienia. Kary nie odbył, gdyż zmarł w więzieniu. Rozstanie z żoną i dziećmi było dlań boleśniejsze od wyroku skazującego. A wyrok był surowy i jak na recydywistę dość wysoki: opiewał na sześć lat pobytu w więzieniu świętokrzyskim.
Regina postanowiła zabrać się do ciężkiej pracy, by wychować dzieci na uczciwych ludzi. Ale nawet nie zorientowała się, w jaki sposób i kiedy to się stało, że związała swoje losy ze światem podziemnym.
Niejeden z ludzi nocy ubiegał się o względy urodziwej Reginy, która nieraz była świadkiem, jak ostrze noża decydowało o tym, do kogo ma należeć... Po raz drugi za mąż nie wyszła. Kochała następców męża „na słowo”, ale dziwne fatum ich prześladowało. Jeden za drugim przechodził nieszczęścia. Regina stała się postrachem mężczyzn, którzy zaczęli jej unikać w obawie przed smutnym losem... Ludzie nocy, choć płonęli do niej afektem, trzymali się w rezerwie, szepcząc sobie ostrzegawczo na ucho: „zostaw w spokoju tego anioła śmierci...”.
Regina miała swoją specjalność w światku przestępczym: „szpiegostwo”. Prowadziła wywiady dla tych, którzy planowali grubszą robotę. Umiała przeniknąć tam, gdzie najśmielsi bohaterowie nocy nie odważyliby się pokazać. A po kryjomu podkochiwała się w Krygierze...
Ubóstwiała Krygiera za jego żelazną wolę i wyjątkowy charakter. Znając go z tej strony, nie narzucała mu się swoim uczuciem. Drżała na myśl, że może go stracić na zawsze.
Krygier, z zawodu inżynier, przystępował do pracy ze z góry opracowanym planem. Każde jego przedsięwzięcie było tak obmyślane, że detektywi na próżno łamali sobie głowę, oczywiście, po fakcie dokonanym... Napawały go radością sensacyjne spory w gazetach, poświęcone jego „robotom”... Miał chwilami wrażenie, że tu chodzi o zakład między nim a policją kto kogo...
Krygier był namiętnym zbieraczem drobnych narzędzi złodziejskich. W Niemczech miał swoje zbiory, które były nie gorzej zaopatrzone od słynnego Scotland Yardu. W tajemnicy przed wszystkimi pracował nad dziełem naukowym o kryminalistyce, które zamierzał zostawić w spadku temu państwu, gdzie powita go anioł śmierci... Jedyną powiernicą Krygiera w tej dziedzinie była właśnie Regina.
Regina przebywała teraz w swojej sypialni, urządzonej według nakazów ostatniej mody. Nie utrzymywała stosunków z ludźmi nocy, ale za to chętnie przyjmowała u siebie w domu komisarza policji, wyższego urzędnika więziennego itd. Zlecenia Krygiera spełniała jak rozkaz. W duszy tliła się nadzieja: „może tym go sobie pozyskam”. Ale cóż z tego, kiedy Krygier był twardy jak skała...
Była dziesiąta rano, kiedy zadzwoniono u drzwi mieszkania Reginy. Wiedziała, kto ma przyjść. Umyślnie pozostała w łóżku. Nie omyliła się w swych rozważaniach. Krygier, wpuszczony przez pokojówkę, nie zważał na jej prośbę, by zaczekał na panią w saloniku, i od razu skierował się do sypialni... Tam zastał Reginę w negliżu. Na jego widok krzyknęła przerażona: „ach!...”. Ale Krygier odparł ze spokojem:
— Nic nie szkodzi... Muszę z tobą pomówić w bardzo ważnej sprawie.
— Co się stało? — starała się Regina rozmowy zwrócić na siebie uwagę Krygiera.
— Nic.
— Jesteś dziwnie blady i opryskliwy.
Ale Krygier, jakby nie słyszał jej słów, rzekł.
— Musimy coś poradzić na to, by pozbyć się nareszcie Anieli.
Oboje spojrzeli sobie prosto w oczy.
— Nie, to nie sposób. Zapominasz, że to córka Staśka „Lipy”...
Regina tymczasem ubierała się w wyrafinowany sposób, by zbudzić pokusę u Krygiera.
— Szkoda twoich zabiegów... Nie przyszedłem tu na ciepłe nóżki. Ruszaj się szybciej! Nie interesuję się tobą jako kobietą.
Regina zbladła przy tych słowach. Tego już było za wiele.
— Jeśli tak, możesz zaczekać na mnie w drugim pokoju!
— Słuchaj, Regino. Polubiłem cię od pierwszej chwili i pragnę, by nasza przyjaźń była dozgonna. Uważam, że przyjaźń między mężczyzną a kobietą trwa dopóty, póki nie utrzymują ze sobą bliższych stosunków. A ja chcę, by naszej przyjaźni nie zagrażała żadna przeszkoda.
Regina wybuchnęła płaczem.
— Płaczesz? — zawołał Krygier. — Sądziłem, że takie kobiety jak ty nie płaczą nigdy.
— Ty człowieku bez serca! — odezwała się pogardliwie. — Dla mnie nie było trudnej sprawy, gdy tylko dotyczyła ciebie, ale ty...
— Ee, wy kobiety!... Zawsze wasze myśli obracają się dokoła jednej rzeczy... Ubieraj się szybciej! Mam ważną rzecz z tobą do załatwienia.
Krygier wyszedł do przyległego pokoju, gdzie zabrał się do przeglądania prasy porannej.
Wnet wyszła do niego Regina.
— Klawy Janek to stracony człowiek — oświadczył Krygier na wstępie, nie patrząc na Reginę.
Regina milczała.
— Dlaczego nie odpowiadasz?
— Janek nie ma tak zatwardziałego serca jak ty.
— Masz rację, ale tego już zmienić się nie da.
— O, nie! — wybuchnęła na nowo płaczem.
— Nie płacz. Podobne głupstwa nie łażą mi po głowie.
— Miłość to dla ciebie głupstwo.
— Pewnie! Wszystkie nieszczęścia pod słońcem biorą swój początek w miłości.
Zapanowało milczenie, które Krygier przerwał nagłym pytaniem:
— Czy byłaś kiedyś uwięziona?
— Nie.
— A zakuta w kajdany?
— Chyba że nie.
— A nikt ci w oczy nie pluł i nie wołał „złodziej”?
— Nie.
— O, nie życzę ci tego, abyś przechodziła moje koleje życia. Szkoła życia wyposażyła mnie w stalowe nerwy, nieczułe na łzy, cierpienia i inne subtelne uczucia, jak np. „miłość”. Znam jedną tylko wartość: pieniądze. Wiem, że za pieniądze szczęścia kupić nie można! Ale przy pomocy pieniędzy można niejedno nieszczęście ominąć...
— Gdyby nie ty, dawno bym już zerwała z tym ohydnym życiem. Dla ciebie grzęznę coraz głębiej w błocie. Kto wie, czy koniec końców nie dostanę się za kraty. A co wówczas stanie się z moimi dziećmi?
Regina zalewała się łzami.
— Przestań. Uważaj, co ci powiadam. Jeszcze jedną robotę wykonamy w Polsce i koniec. Wyjedziemy za granicę. Do Paryża lub Londynu. Dokąd zechcesz. Dopomogę ci w urządzeniu magazynu. Będziesz mogła prowadzić spokojny tryb życia. Stawiam ci tylko jeden warunek.
— Nowy warunek? — przeraziła się Regina.
Krygier krążył po pokoju zdenerwowany. Zastanawiał się, widać, nad tym, jak przystąpić do sedna sprawy. Wreszcie przystanął, wyjął monokl z oka i, spojrzawszy prosto w twarz Reginie, zapytał:
— Powiedz mi, czy potrafiłabyś zawrócić głowę jednemu z moich wspólników?
— Zależy od tego, kogo masz na myśli.
— Powinnaś się zabrać do Janka. Musimy się Anieli pozbyć za wszelką cenę. Ona jest nam zawadą.
— Ale jak sobie wyobrażasz wykonanie twego planu?
— Zaprosisz do siebie Janka.
— Już był u mnie.
— Tym lepiej. Słuchaj uważnie. Wpakowałem w podkop pod skarbiec grube tysiące złotych. Robota jest już na ukończeniu. Za dwa tygodnie będziemy z nią gotowi. Tam, w tym skarbcu, czekają nas legendarne sumy i klejnoty. Będzie tego ogromna ilość, że nawet nie będziemy w stanie wszystkiego wynieść. Już wykopaliśmy tunel długości 50 metrów. Jeszcze wywieziemy ze czterdzieści aut ziemi, a przystąpimy do właściwej pracy. Garaż i dwa auta ciężarowe, nabyte specjalnie w tym celu, pochłonęły wiele tysięcy dolarów. Sześciu ludzi pracuje bez przerwy w dzień i w nocy.
Krygier zrobił pauzę, wyjął cygaro hawańskie i je zapalił.
— Klawy Janek — ciągnął dalej — jest zakochany po uszy, jak głupiec. Aniela trzyma go w swoich łapkach jak kot myszkę. Od chwili zawarcia przez nich znajomości Janek jest do niczego. Muszę raz na zawsze skończyć z jego miłością. Zresztą lituję się nad Staśkiem „Lipą”. Uważam, że złodziej nie powinien wziąć złodzieja za zięcia.
— Ale co ty na to możesz poradzić?
— O, bardzo wiele — odrzekł Krygier chytrze.
Regina zauważyła jego wyraz twarzy. Drgnęła. W oczach błysnęły jej złe ogniki.
— To ohydne! Gdy człowiek nie jest zdolny do miłości, niechaj przynajmniej innym nie przeszkadza w tym.
— Mnie jego miłość nie wzrusza, nie grzeje ani nie ziębi. Ale nie mogę zaniedbać moich najważniejszych spraw dla jego miłości. Janek jest doskonałym robotnikiem. Ma złote ręce, a skarbiec ustawili pierwszorzędni inżynierowie zagraniczni. Nie będę w stanie sam uporać się z pancerzem stalowym i betonem chroniącym skarbiec przed włamaniem. A Janek celuje w takich włamaniach.
— Więc?
— A on, łajdak, włóczy się gdzieś ze swoją Anielą. Już dwa dni nie spotkałem go. Obawiam się, że Aniela oderwie go od nas na zawsze. I na to mam jedną tylko radę.
— ?
— Kobietę.
— Ja się nie nadaję do tego.
— Wręcz przeciwnie. O ile tylko zechcesz...
— To wykluczone.
— Dlaczego?
— Wstydzę się nawet za ciebie, że się podlisz i zniżasz do roli alfonsa.
Krygier zagryzł wargi. Regina trafiła w czułe miejsce. Ale nie dał się zbić z tropu.
— Zmierzam do celu bez względu na przeszkody. Są wypadki, kiedy muszę stosować środki przeciwne memu charakterowi. Dojdę do celu, nawet gdyby mi wypadło kroczyć po trupach.
Regina utkwiła wzrok w twarzy Krygiera. Gdzie jego „wzorowa moralność złodzieja”? Jak śmie postępować wbrew etyce światka podziemnego?
— Odrzucam twoją podłą propozycję.
— Odmówisz mi posłuszeństwa? Hm... Tego się po tobie nie spodziewałem. A przed chwilą powiedziałaś mi, że dla mnie uczyniłabyś wszystko.
— Nie, tego nie zrobię! — wybuchnęła Regina płaczem.
— Nie zrobisz? Dobrze. Wiedzże o tym, że przyrzeczonych na dziś pięćset dolarów nie dostaniesz.
— Mało usług ci oddałam?
— Moje trzy walizy, które tu stoją, jeszcze dziś stąd zabiorę.
Wetknął w oko monokl i skierował się do wyjścia.
— Krygier! — zawołała Regina zrozpaczona.
— Więc jak? Zgadzasz się na moją propozycję?
— Muszę...
— Od razu trzeba było udzielić zgody.
Krygier wielkopańskim gestem wyjął portfel z kieszeni, wyłożył pięć banknotów studolarowych i rzekł:
— Nie martw się. Nigdy tego nie pożałujesz.
Regina przez pewien czas trwała w milczeniu. Dławiła w sobie płacz, przesłaniając oczy chusteczką. Odezwała się złamanym głosem:
— Gdybym nie musiała dziś przekazać należności za dwa miesiące pobytu moich dzieci w internacie w Szwajcarii, nie zgodziłabym się na twoje żądanie. Z miłości do ukochanego zostałam żoną złodzieja, z miłości do dzieci upadam coraz niżej...
— Dosyć tego! Nigdy bym nie uwierzył, że ty, którą ludzie nocy przezywają „cichym aniołem śmierci”, jesteś taka sentymentalna.
Regina uspokoiła się. Zapytała:
— Co mam robić? Spełnię twoje rozkazy, ale zastrzegam się, że za skutki nie ręczę. Wątpię, czy Janek da się uwikłać w sieci, które nastawię.
— Uważaj tylko na siebie i bacz, abyś dobrze wywiązała się z zadania. Pamiętaj, że Janek inaczej spogląda na Anielę, a inaczej na inne kobiety... Reszta zależy od ciebie.
Reginę opanowały sprzeczne uczucia. Chciała krzyczeć, płakać, napluć mu w twarz, wzywać pomocy, zadenuncjować policji... Zmysł praktyczny powstrzymywał ją od szaleństwa.
„Zbyt związana jestem z tą bandą. W wielu przestępstwach brałam czynny udział. Nie stać mnie na takie ryzyko. Dzieci moje pozostaną bez matki...” — rozumowała w duchu.
Krygier obserwował jej twarz, z której jakby wyczytał wewnętrzną walkę. Regina, ujrzawszy grymas na jego twarzy, rzekła:
— Co z tego wyniknie?
— Już ci powiedziałem: dostań go tylko w swoje sidła. Bądź kuszącą kobietą... Resztę sam wykonam.
Na pożegnanie pocałował dłoń Reginy.
— Wybacz, że ci sprawiłem mimowolnie przykrość, ale wiesz, że prowadzę ostrą walkę z policją i społeczeństwem. Dlatego obce mi są uczucia litości, o której frajerzy prawią ludziom na każdym kroku.
— A bodajbym was nigdy nie poznała i na zawsze pozostała frajerką...
— I ja też... — dodał Krygier.