XVII. Saint-Yves upada przez cnotę
Błagała przyjaciółkę, aby ją zabiła; ale ta, nie mniej pobłażliwa od jezuity, oświetliła sprawę jeszcze wyraźniej.
— Niestety — rzekła — nic się nie dzieje inaczej na tym tak miłym, świetnym, sławnym dworze. Najskromniejsze i najwyższe stanowiska zdobywa się najczęściej za cenę, której zażądano od ciebie. Posłuchaj, mam dla ciebie wiele przyjaźni i zaufania; wyznam ci, że gdybym miała tyle skrupułów, co ty, mąż mój nie zajmowałby małej posadki, która mu daje środki do życia; wie o tym, i nie tylko się nie gniewa, ale uważa mnie za swą dobrodziejkę. Czy myślisz, że wszyscy, którzy piastowali władztwo prowincji, a nawet armii, swoim jedynie usługom zawdzięczali zaszczyty i fortunę? Niejeden był je winien swojej dzielnej żonie. Godności wojenne były zdobyczą miłości, a buława dostawała się w ręce męża najpiękniejszej żony. Twoje położenie jest o wiele sympatyczniejsze: chodzi o to, aby wrócić ukochanemu wolność i zaślubić go: to święty obowiązek, do którego droga przed tobą otwarta. Świat nie potępił pięknych i możnych pań, o których wspomniałam; ciebie wszyscy pochwalą; powiedzą, że jeżeli upadłaś, to jedynie z nadmiaru cnoty.
— Ha! Co za cnota! — wykrzyknęła piękna Saint-Yves. — Cóż za labirynt niegodziwców! Co za kraj! Jakże się uczę poznawać ludzi! Jakiś ojciec de La Chaise i błazen-delegat wtrącają mego narzeczonego do więzienia, rodzina mnie prześladuje, a ten, który w moim nieszczęściu chce mi podać rękę, czyni to jedynie po to, aby mnie zniesławić. Jeden jezuita zgubił dzielnego człowieka, drugi chce mnie zgubić; otaczają mnie same pułapki: bliska jest chwila, w której runę pod brzemieniem nieszczęść. Trzeba mi albo zabić się, albo mówić z królem; rzucę mu się do nóg, gdy będzie szedł na mszę lub na widowisko.
— Nie dopuszczą cię doń — rzekła przyjaciółka — a gdyby, na twoje nieszczęście, udało ci się przemówić, jego dostojność pan de Louvois i jego wielebność ojciec de La Chaise mogliby snadno zagrzebać cię na resztę dni w klasztorze.
Gdy ta poczciwa dama pomnażała jeszcze rozpacz nieszczęsnej panienki i topiła sztylety w jej sercu, przybywa posłaniec od pana de Saint-Pouange z listem i parą pięknych kolczyków. Saint-Yves odepchnęła wszystko z płaczem; ale przyjaciółka zajęła się odbiorem.
Skoro posłaniec się oddalił, powiernica przeczytała list zapraszający obie damy na wieczerzę. Saint-Yves zaklęła się, że nie pójdzie. Dewotka chciała jej przymierzyć kolczyki, ale na próżno; panienka opierała się cały dzień. Wreszcie, pamiętając jedynie o swym ukochanym, wyczerpana, znużona, nie wiedząc, gdzie ją wiodą, dała się zaprowadzić na nieszczęsną kolację. Niepodobna było jej skłonić do włożenia kolczyków; powiernica wzięła je z sobą i włożyła jej, nim siadły do stołu. Saint-Yves była tak pomieszana, tak nieprzytomna, że pozwoliła z sobą robić wszystko, z czego wielbiciel wyciągnął nader pomyślne horoskopy. Pod koniec biesiady powiernica wysunęła się dyskretnie. Wówczas gospodarz pokazał odwołanie dekretu uwięzienia, patent na pokaźną gratyfikację wraz z dowództwem kompanii i nie szczędził dalszych obietnic.
— Och — rzekła Saint-Yves — jakżebym panu była wdzięczna, gdybyś nie żądał takiej wdzięczności.
Wreszcie, po długim oporze, szlochach, krzykach, łzach, osłabiona walką, odurzona, wpółomdlała, musiała w końcu ulec. Nie pozostało jej nic, jak tylko przyrzec sobie w duchu, że będzie myślała jedynie o Prostaczku, podczas gdy okrutnik sycił się bez litości jej przymusowym położeniem.
XVIII. Saint-Yves oswobadza swego ukochanego i jansenistę
O świcie pędzi do Paryża, zbrojna w rozkaz ministra. Trudno odmalować, co się działo w jej sercu w czasie tej drogi. Wyobraźcie sobie cnotliwą i szlachetną duszę upokorzoną swą hańbą, przepojoną miłością, szarpaną wyrzutami, przenikniętą rozkoszną pewnością oswobodzenia ubóstwianego! Zgryzoty, walki, tryumf, wypełniały wszystkie jej myśli. Nie była to już owa prostoduszna dziewczyna o ciasnym prowincjonalnym widnokręgu. Miłość i nieszczęście rozwinęły ją. Uczucie uczyniło w jej duszy tyleż postępu, ile go uczynił rozum w inteligencji jej nieszczęsnego kochanka. Dziewczęta uczą się czuć łatwiej, niż mężczyźni uczą się myśleć. Przygoda jej była bogatsza w naukę niż cztery lata klasztoru.
Ubrana była z nadzwyczajną prostotą. Ze wstrętem patrzyła na stroje i ozdoby, w których ukazała się była oczom swego okrutnego dobroczyńcy; zostawiła diamenty towarzyszce, nie patrząc nawet na nie. Zmieszana i upojona, pełna uwielbienia dla Prostaczka, a wstrętu do siebie samej, przybywa wreszcie do bram straszliwego
...pałacu — nie pałacu, lecz wilczego dołu,
Co niewinność i zbrodnie zamyka pospołu.106
Kiedy miała wysiąść z karocy, sił jej brakło; trzeba było jej pomóc; weszła z bijącym sercem, wilgotnymi oczyma, zadumanym czołem. Prowadzą ją do gubernatora; chce mówić, głos jej zamiera; pokazuje rozkaz, ledwie jąkając kilka słów. Gubernator polubił swego więźnia, rad był z jego wolności. Serce jego nie było tak zakamieniałe, jak bywa u niektórych godnych kluczników, jego kolegów, którzy mając jedynie na oku haracz związany ze strażą nad jeńcami, budując dochody na męce swych ofiar i żyjąc z cudzego nieszczęścia, czerpią tajemnie ohydną radość z łez nieszczęśliwych.
Kazał sprowadzić więźnia do swego mieszkania. Kochankowie ujrzeli się: zemdleli oboje. Piękna Saint-Yves długo trwała bez ruchu i życia; Prostaczek ocknął się niebawem.
— To prawdopodobnie małżonka pańska — rzekł gubernator. — Nie wspominałeś mi, że jesteś żonaty. Wiadomo mi, że jej szlachetnym staraniom zawdzięczasz wolność.
— Och, nie jestem godna być jego żoną — rzekła piękna Saint-Yves drżącym głosem i znów zemdlała.
Skoro odzyskała zmysły, wręczyła mu, wciąż drżąca, dekret ułaskawienia oraz dowództwo kompanii. Prostaczek, zdziwiony, rozczulony, stąpał z jednego snu w drugi.
— Dlaczego mnie zamknięto? Jakim cudem zdołałaś mnie uwolnić? Gdzie są potwory, które mnie tu wtrąciły? Jesteś bóstwem, które zstąpiło z nieba na mój ratunek.
Piękna Saint-Yves spuszczała oczy, spoglądała na kochanka, czerwieniła się i znów odwracała oczy zwilżone łzami. Zwierzyła mu wszystko, co wiedziała i czego doświadczyła, z wyjątkiem tego, co byłaby rada ukryć na wieki sama przed sobą i co kto inny niż Prostaczek, bardziej obyty w świecie i świadom dworskich obyczajów, odgadłby z łatwością.
— Czy to podobna, aby taka mizerna figura jak ów delegat miał moc pozbawić mnie wolności? Ha! Widzę, że z ludźmi jest tak jak z najpodlejszymi zwierzętami: każde zdolne jest szkodzić. Ale czy podobna, aby zakonnik, jezuita, spowiednik królewski przyczynił się również do mej niedoli? Toć nie umiem się nawet domyślić pozoru, pod jakim ten obwieś mnie się uczepił! Czy ze mnie zrobił jansenistę? A wreszcie jakim cudem ty pamiętałaś o mnie? Nie zasłużyłem na to, byłem wówczas jedynie dzikusem. Jak to, ważyłaś się, bez rady, bez pomocy, puścić do Wersalu? Zjawiłaś się i skruszono moje kajdany! Jest zatem w piękności i cnocie jakiś niezwyciężony czar, który obala żelazne wrzeciądze i miękczy serca z brązu!
Na słowo „cnota” szloch wydarł się z piersi pięknej Saiut-Yves. Nie wiedziała, jak bardzo była cnotliwa w zbrodni, którą sobie wyrzucała.
Kochanek jej ciągnął w te słowa:
— Aniele, któryś zerwał moje pęta, jeżeli miałaś (czego nie pojmuję dotąd) dość wpływu, aby uzyskać dla mnie sprawiedliwość, uczyń, aby ją oddano również i starcowi, który nauczył mnie myśleć, jak ty nauczyłaś mnie kochać. Niedola złączyła nas; miłuję go jak ojca; nie mogę żyć ani bez ciebie, ani bez niego.
— Co? Ja mam błagać jeszcze tego człowieka, który...
— Tak, chcę wszystko tobie zawdzięczać i nie chcę nic nigdy zawdzięczać komu innemu niż tobie. Napisz do tego możnego człowieka, dopełń miary dobrodziejstw, dokończ, co rozpoczęłaś, dokończ cudu miłosierdzia.
Saint-Yves czuła, że obowiązkiem jej jest spełnić wszystko, czego wymaga ukochany: chciała pisać, ręka odmówiła jej posłuszeństwa. Trzy razy zaczynała list, trzy razy podarła; napisała wreszcie. Kochankowie opuścili mury więzienia, uściskawszy tkliwie starego męczennika „łaski skutecznej”.
Szczęśliwa i zrozpaczona Saint-Yves wiedziała, gdzie zamieszkał jej brat; podążyła tam, kochanek jej zaś zajął mieszkanie w tym samym domu.
Ledwie się tam znaleźli, protektor pięknej Saint-Yves przesłał jej dekret uwalniający starego Gordona, a zarazem zażądał schadzki na dzień następny. Tak więc, za każdym jej uczciwym i szlachetnym czynem własna niesława stanowiła jego cenę. Wstrętem przejmował ją ten obyczaj frymarczenia107 szczęściem i nieszczęściem ludzi. Oddała kochankowi dekret i odmówiła schadzki dobroczyńcy, którego sam widok przyprawiłby ją o śmierć ze wstydu i bólu. Prostaczek zdobył się na to, aby się rozstać z ukochaną, jedynie dlatego, aby spieszyć uwolnić przyjaciela; pomknął doń. Dopełnił tego obowiązku, dumając nad osobliwszymi kolejami świata i podziwiając energię i cnotę młodej dziewczyny, której dwóch nieszczęśliwców zawdzięczało więcej niż życie.
XIX. Prostaczek, piękna Saint-Yves i ich krewni spotykają się
Szlachetna i czcigodna zdrajczyni spotkała się z księdzem de Saint-Yves, zacnym proboszczem z Góry i panną de Kerkabon. Wszyscy byli jednako zdziwieni, ale role ich i uczucia były różne. Ksiądz de Saint-Yves nie śmiał podnieść oczu w obecności siostry. Poczciwa Kerkaboncia wołała:
— Ujrzę tedy mego złotego chłopca!
— Tak — mówiła urocza Saint-Yves — ale to już nie ten sam człowiek: wzięcie jego, ton, myśli, dusza, wszystko uległo zmianie. Stał się równie godny szacunku, jak wprzódy był naiwny i nieobyty w świecie. Będzie chlubą i pociechą rodziny: czemuż i ja tego nie mogę rzec o sobie!
— I ty, dziecko, jesteś nie ta sama — rzekł przeor. — Cóż ci się przygodziło tutaj, co spowodowało w tobie tak wielką odmianę?
Wśród tej rozmowy zjawia się Prostaczek, wiodąc za rękę jansenistę. Scena stała się tym bardziej oryginalna i zajmująca. Zaczęło się od tkliwych uścisków wuja i ciotki. Ksiądz de Saint-Yves chylił się niemal do kolan Prostaczka, który już nie był Prostaczkiem. Kochankowie rozmawiali z sobą oczyma, wyrażając wszystkie uczucia, które ich przenikały. Radość i wdzięczność błyszczały na czole młodzieńca; w tkliwych i nieco zamglonych oczach Saint-Yves odbijało się zakłopotanie. Wszyscy dziwili się, iż szczęście jej zaprawne jest tylą108 bólu.
Stary Gordon pozyskał w krótkim czasie serca całej rodziny. Dzielił niedolę młodego więźnia: to był wystarczający tytuł do sympatii. Zawdzięczał wolność dwojgu kochanków: to jedno godziło go z miłością; dawna surowość pierzchła z jego serca, stał się człowiekiem podobnie jak Huron. Nim dano wieczerzę, każdy opowiedział swoje przygody. Dwaj księża oraz ciotka słuchali niby dzieci, które słyszą historie o duchach, i jak ludzie przejęci obrazem tylu nieszczęść.
— Ach — mówił Gordon — może więcej niż pięciuset najzacniejszych ludzi jęczy w tej chwili w tych samych kajdanach, które skruszyła panna de Saint-Yves: świat nie wie nic o ich męce. Dość jest rąk gotowych znęcać się nad nieszczęśliwymi; mało takich, które by chciały im ulżyć.
Uwaga ta, tak prawdziwa niestety, zdwoiła jego wdzięczność i rozczulenie; wszystko mnożyło tryumf pięknej Saint-Yves: podziwiano wielkość i niezłomność jej duszy. Z tym podziwem łączył się odcień szacunku, jaki mimo woli budzi osoba, o której się przypuszcza, że ma wpływy na dworze. Tylko ksiądz de Saint-Yves natrącał niekiedy:
— W jaki sposób ona mogła zdobyć tak rychło te wpływy?
Podano wieczerzę bardzo wcześnie: wtem przybywa poczciwa przyjaciółka z Wersalu, która jeszcze nie wiedziała o niczym; przybyła w poszóstnej karocy, można się domyślić, czyją ów pojazd był własnością. Wchodzi z ważną miną osoby bywałej u dworu i obarczonej wielkimi sprawami; pozdrawia od niechcenia zebranych i ciągnie piękną Saint-Yves na ubocze:
— Czemu dajesz tak czekać na siebie? Chodź ze mną; oto diamenty, których zapomniałaś.
Słowa te, mimo iż wymówione szeptem, doszły do uszu Prostaczka; ksiądz de Saint-Yves zmieszał się; krewniacy Prostaczka zdumieli się jedynie jak ludzie, którzy nigdy nie widywali takich wspaniałości.
Młody człowiek, którego umysł rozwinął się pod wpływem całorocznych rozmyślań, wydawał się przez chwilę wzburzony. Kochanka jego zauważyła to; śmiertelna bladość rozlała się po jej pięknej twarzy, dreszcz nią wstrząsnął, ledwie mogła utrzymać się na nogach.
— Och, pani — rzekła do niebezpiecznej przyjaciółki — zgubiłaś mnie! Zadajesz mi śmierć!
Słowa te przeszyły serce Prostaczka, ale nauczył się już panować nad sobą; nie podniósł ich z obawy, aby nie narazić ukochanej wobec brata, ale pobladł jak ona.
Saint-Yves, zrozpaczona, widząc zmianę na twarzy kochanka, ciągnie przybyłą do alkierzyka; rzuca w jej oczach na ziemię diamenty:
— Ha! — mówi. — To nie one mnie uwiodły, wiesz o tym; ale ten, który mi je dał, nie ujrzy mnie już nigdy.
Przyjaciółka zaczęła zbierać klejnoty, Saint-Yves zaś dodała:
— Niech je weźmie z powrotem albo niech je da tobie; idź stąd i nie każ mi się wstydzić samej siebie.
Wreszcie pośredniczka opuściła ją, nie mogąc pojąć wyrzutów, których była świadkiem.
Piękna Saint-Yves, sięgnięta w samo serce, zaledwie mogąc oddychać, zmuszona była położyć się do łóżka; ale nie chcąc budzić niepokoju, nie zwierzyła się nikomu ze swych cierpień. Natrąciła jedynie, iż czuje się znużona i że chce się położyć; wprzód jednak uspokoiła całe towarzystwo miłymi i uprzejmymi słowy, kochanka zaś objęła spojrzeniem, które zażegło płomień w jego sercu.
Wieczerza, pozbawiona jej obecności, była zrazu smutna; ale był to szlachetny smutek, stanowiący źródło owych serdecznych i owocnych rozmów, o ileż wyższych od wesołości, za którą ludzie gonią, a która zwykle jest jedynie dokuczliwym hałasem.
Gordon skreślił w krótkich słowach dzieje jansenizmu i molinizmu109, prześladowań praktykowanych przez jedno stronnictwo na drugim oraz zaciekłości obydwu. Prostaczek ganił te swary i ubolewał nad ludźmi, którzy nie zadowalając się tyloma starciami płynącymi ze sprzeczności interesów, tworzą sobie nowe niedole dla celów urojonych i dla niezrozumiałych niedorzeczności. Jeden opowiadał, drugi wydawał sąd; obecni słuchali ze wzruszeniem i otwierali oczy dla nowego światła. Rozmowa zeszła na długość naszych niedoli a krótkie trwanie życia. Ktoś podniósł, iż każdy zawód posiada jakieś przywary i niebezpieczeństwa i że od księcia aż do ostatniego żebraka wszyscy skarżą się na los. Skąd bierze się tylu ludzi, którzy za nędzną zapłatę stają się prześladowcami, zausznikami, katami innych ludzi? Z jakąż nieludzką obojętnością człowiek będący przy władzy podpisuje dekret niszczący rodzinę, a z jaką bardziej jeszcze barbarzyńską radością płatni siepacze wykonują go!
— Znałem za młodu — mówił dobry Gordon — krewniaka marszałka de Marillac110, który, prześladowany w miejscu zamieszkania z przyczyny tego dostojnego nieszczęśnika, ukrywał się w Paryżu pod przybranym nazwiskiem. Był to starzec siedemdziesięciodwuletni. Towarzysząca mu żona była mniej więcej w równym wieku. Mieli syna, wielkie ladaco, który w czternastym roku życia uciekł z domu; zostawszy żołnierzem, później dezerterem, przeszedł wszystkie szczeble rozpusty i nędzy; wreszcie, przybrawszy nazwisko od jakiejś miejscowości, wstąpił do gwardii kardynała Richelieu111 (ksiądz ten bowiem, podobnie jak Mazarin112, miał gwardię). Z czasem uzyskał w tej zgrai zauszników szarżę kapitana. Temu to awanturnikowi polecono uwięzienie starca i jego małżonki; dopełnił zadania z całą srogością człowieka, który chce zaskarbić sobie łaski pańskie. Prowadząc biedaków, usłyszał, jak te dwie ofiary biadały nad szeregiem niedoli prześladujących ich od kołyski. Między największe nieszczęścia kładli zbłąkanie i utratę syna. Poznał ich; mimo to odprowadził ich do więzienia, oświadczając, iż służba Jego Eminencji idzie przed wszystkim innym. Eminencja nagrodził tę gotowość.
Widziałem szpiega w służbach ojca de la Chaise, jak zdradził własnego brata, w nadziei tłustego beneficjum, którego nie otrzymał: umarł nie z wyrzutów, ale z rozpaczy, iż jezuita wyprowadził go w pole.
Zawód spowiednika, który pełniłem długi czas, dał mi poznać wnętrza rodzin; nie widziałem wśród nich żadnej, która by nie pławiła się w goryczy, podczas gdy na zewnątrz, okryta maską szczęścia, zdawała się pływać w weselu; a zawsze zauważyłem, iż wielkie zgryzoty są owocem naszej obłędnej chciwości.
— Co do mnie — rzekł Prostaczek — myślę, iż dusza szlachetna, wdzięczna i czuła może być szczęśliwa; toteż mam nadzieję, że będę zażywał niezmąconego szczęścia z piękną i dzielną Saint-Yves, liczę bowiem na to — dodał, zwracając się z przyjaznym uśmiechem do jej brata — że nie odtrącisz mnie, jak w zeszłym roku, a ja wezmę się do rzeczy w przystojniejszym sposobie.
Proboszcz zaczął się tłumaczyć ze swego postępowania w przeszłości oraz zapewnił go o wiecznej przyjaźni.
Stryj Kerkabon rzekł, iż będzie to najpiękniejszy dzień w jego życiu. Dobra ciotka, lejąc łzy radości, wołała:
— Mówiłam ci, mówiłam, że nie zrobisz zeń poddiakona! Jeden Sakrament taki dobry jak drugi. Gdybyż Bóg dał mi był dostąpić jego dostojeństwa! Ale chcę ci zastąpić matkę.
Po czym wszyscy, na wyprzódki, zaczęli się rozpływać nad piękną Saint-Yves.
Rozkochany chłopiec zbyt był przejęty tym, co dlań uczyniła, zbyt ją kochał, aby przygoda z diamentami wywarła na nim szczególne wrażenie. Ale te słowa, które aż nadto dobrze słyszał: „Zadajesz mi śmierć”, przerażały go jeszcze w duchu i mąciły całe jego wesele, podczas gdy zachwyty nad uroczą kochanką potęgowały jeszcze miłość. Wszyscy zajmowali się tylko nią; rozmawiali jedynie o szczęściu, na jakie zasługuje para kochanków, układano plany wspólnego życia w Paryżu; projekty przyszłej fortuny, dostatków, oddawano się wszystkim nadziejom, które błysk szczęścia rodzi tak łatwo. Ale w głębi serca Prostaczek odczuwał coś, co zmąciło te złudzenia. Odczytywał te przyrzeczenia podpisane „Saint-Pouange” i dekrety podpisane „Louvois”: malowano mu tych ludzi takimi, jak byli lub jaką mieli opinię. Każdy wyrażał się o ministrach i ich urzędzie z ową bezceremonialną swobodą, uważaną we Francji za najszacowniejszą ze wszystkich swobód na ziemi.
— Gdybym był królem — mówił Prostaczek — oto jakiego wybrałbym ministra wojny. Musiałby to być człowiek najwyższego urodzenia, skoro wydaje rozkazy szlachcie. Żądałbym, aby sam był wojskowym, aby przeszedł wszystkie stopnie, aby był co najmniej generałem i godnym stopnia marszałka Francji. Czyż nie jest konieczne, aby sam służył dla lepszego zapoznania się ze szczegółami służby? Czy oficerowie nie będą sto razy chętniej powolni żołnierzowi, który na równi z nimi złożył dowody męstwa, niż molowi gabinetowemu, który choćby był największym geniuszem, może najwyżej odgadywać operacje wojenne? Nie miałbym nic przeciw temu, aby był człowiekiem szczodrym, choćby nawet pan podskarbi miał znaleźć się przez to w kłopocie. Chciałbym, aby pracował łatwo, a nawet aby posiadał tę swobodę i wesołość, która bywa udziałem ludzi wyższych, jedna tyle sympatii i czyni wszelki obowiązek mniej uciążliwym.
Prostaczek pragnął, aby minister miał to usposobienie, ponieważ zauważył, że ta wesołość nie idzie nigdy w parze z okrucieństwem.
Imć Louvois nie byłby zadowolony z życzeń Prostaczka: zalety jego były innego rodzaju.
Ale gdy oni zabawiali się tak u stołu, choroba nieszczęsnej panienki przybierała groźny obrót; wystąpiła trawiąca gorączka. Biedactwo cierpiało bez skargi, bacząc, aby nie zmącić wesela biesiadników.
Widząc, że nie śpi, brat podszedł do wezgłowia: stan siostry przeraził go. Wszyscy się zbiegli; kochanek zbliżył się tuż za bratem do łóżka. Był on bez wątpienia najbardziej niespokojny i wzruszony z obecnych, ale do wszystkich przyrodzonych darów nauczył się łączyć umiarkowanie: poczucie przystojności zaczynało zajmować u niego naczelne miejsce.
Sprowadzono pobliskiego lekarza. Był to jeden z owych medyków, którzy odprawiają chorych w pośpiechu, mieszają ich chorobę z chorobą poprzedniego pacjenta i stosują ślepą rutynę do sztuki, której najdojrzalszy i najbardziej zrównoważony sąd nie jest mocen113 odjąć niepewności i niebezpieczeństw. Pogorszył chorobę skwapliwością, z jaką przepisał lekarstwo będące wówczas w modzie. Moda aż w medycynie! Mania ta była aż nazbyt powszechna w Paryżu.
Smutek pięknej Saint-Yves bardziej jeszcze od lekarza przyczyniał się do pogorszenia jej stanu. Dusza zabijała ciało. Trawiące ją myśli sączyły w jej żyły truciznę bardziej jadowitą niż jad najbardziej palącej gorączki.
XX. Piękna Saint-Yves umiera i co z tego wynikło
Wezwano innego lekarza: ten, miast114 wspomagać naturę i pozwolić jej działać w młodym i pełnym życia organizmie, myślał jedynie o tym, aby robić na złość koledze. W dwa dni choroba przybrała obrót śmiertelny. Cierpienie rzuciło się z równą siłą na mózg, który uważają za siedzibę rozumu, co na serce, które jest podobno siedzibą uczuć.
— Jaki niewytłumaczony mechanizm poddał nasze narządy uczuciom i myśli? W jaki sposób jedna bolesna myśl może zakłócić bieg krwi? W jaki sposób nawzajem krew może przez swoje zaburzenia oddziałać na sferę pojęć? Co to za fluid nieznany, ale niewątpliwie istniejący, bardziej chybki i żywy niż światło, bieży w jednym mgnieniu oka we wszystkie kanały życia, stwarza wrażenia, pamięć, smutek lub radość, rozum lub szaleństwo, przywodzi na myśl ze zgrozą to, o czym chciałoby się zapomnieć, i ze zwierzęcia obdarzonego myślą czyni albo przedmiot podziwu, albo przedmiot współczucia i łez?
Tak mówił dobry Gordon; a refleksja ta, tak naturalna, mimo iż tak rzadko nastręczająca się naszym myślom, nie zmniejszała w niczym jego rozczulenia, nie należał bowiem do tej smutnej kategorii filozofów, którzy silą się na bezczułość. Wzruszony był losem młodej dziewczyny, jak ojciec, który patrzy na powolną śmierć ukochanego dziecka. Ksiądz de Saint-Yves był w rozpaczy; przeor i jego siostra wylewali strumienie łez. Ale kto mógłby odmalować stan Prostaczka? Żaden język nie posiada wyrażeń, które by mogły oddać ten bezmiar rozpaczy; słowa są zbyt niedoskonałe.
Ciotka, sama wpółżywa, trzymała głowę umierającej w wątłych ramionach; brat jej klęczał przy łóżku; kochanek tulił drogą rękę, zwilżając ją łzami i wydając głośne łkania; nazywał ją swoim aniołem, swoją nadzieją, życiem, połową samego siebie, kochanką, żoną. Na słowo „żona” umierająca westchnęła, spojrzała nań z nieopisaną czułością i nagle wydała krzyk zgrozy; następnie w jednej z owych chwil wytchnienia, w których dusza odzyskuje swą jasność i siłę, krzyknęła:
— Ja, twoją żoną! Ach, drogi kochanku, to imię, to szczęście, ta nagroda, to już nie dla mnie; umieram i zasłużyłam na to. O bóstwo mego serca! O ty, którego poświęciłam piekielnym demonom, stało się, jestem ukarana, żyj szczęśliwy.
Nikt nie zrozumiał tych słów, nabrzmiałych uczuciem i grozą, ale wypełniły one serca przestrachem i roztkliwieniem. Nieszczęsna dziewczyna zdobyła się na odwagę wyjaśnienia ich. Każde słowo przyprawiło obecnych o dreszcz zdumienia, bólu i współczucia. Wszyscy jednomyślnie uczuli nienawiść dla możnego człowieka, który zgodził się naprawić straszną niesprawiedliwość jedynie za cenę zbrodni i zniewolił w niej do wspólnictwa najbardziej godną czci niewinność.
— Jak to, ty winną?! — wykrzyknął kochanek. — Nie, nigdy. Zbrodnia może się spełnić jedynie w sercu, twoje zaś należało do cnoty i do mnie.
Tkliwość jego słów zdawała się wracać piękną Saint-Yves do życia. Czuła, iż w serce jej wstępuje pociecha; dziwiła się, że Prostaczek kocha ją jeszcze. Stary Gordon byłby ją potępił wówczas, gdy był jedynie jansenistą; ale obecnie, stawszy się mędrcem, poważał ją i płakał.
Wśród tylu łez i obaw, gdy wszystkie serca przejęte były niebezpieczeństwem tej tak drogiej wszystkim panienki i gdy wszyscy poddawali się wzruszeniu, oznajmiono gońca ze dworu. Goniec! Od kogo? Z czym? Otóż przybywał on od jego wielebności spowiednika królewskiego do księdza przeora z Góry. Pisał nie sam ojciec de la Chaise, ale brat Vadbled, jego pokojowiec, człowiek podówczas bardzo wpływowy, który przekazywał arcybiskupom wolę jego wielebności, udzielał audiencji, przyrzekał beneficja, starał się niekiedy o dekrety uwięzienia. Donosił przeorowi z Góry, że jego wielebność wie o jego bratanku, że uwięzienie jego było tylko omyłką, że tego rodzaju drobne przykrości zdarzają się często, że nie trzeba przywiązywać do tego wagi, że wreszcie zezwala, aby przeor przedstawił mu bratanka nazajutrz, aby również przyprowadził z sobą starego Gordona; brat Vadbled wprowadzi ich do jego wielebności i do imć pana de Louvois, który przyjmie ich na chwilę w przedpokoju.
Dodawał, iż opowiedziano królowi dzieje Prostaczka i jego utarczkę z Anglikami, że z pewnością król raczy go zauważyć, przechodząc przez galerię, a może nawet skinie mu głową. List kończył się wyrażeniem pochlebnej nadziei, iż wszystkie damy na dworze zechcą przyjąć rano Prostaczka w swojej gotowalni115, że ta i owa powie mu: „Dzień dobry, panie Prostaczku” i że z pewnością będzie mowa o nim na wieczerzy u króla. List podpisany był: „Wasz oddany brat Vadbled, jezuita”.
Skoro przeor odczytał głośno list, bratanek jego, wściekły, ale panujący przez chwilę nad swym gniewem, nic nie rzekł do posłańca; zwróciwszy się jeno ku swemu towarzyszowi niedoli, spytał, jak mu się zda to pisanie. Gordon odpowiedział:
— To się nazywa traktować ludzi jak małpy! Bije się ich i każe się im tańczyć.
Prostaczek, u którego w gwałtownych wzruszeniach pierwotny charakter brał górę, podarł list na kawałki i rzucił je w nos posłańcowi:
— Oto moja odpowiedź.
Wuj, przerażony, miał uczucie, że spada nań piorun i dwadzieścia tajnych dekretów. Co prędzej skreślił list, aby usprawiedliwić, wedle możności, to, co brał za wyskok młodzieńczego uniesienia, a co było wybuchem wielkiej duszy.
Ale bardziej bolesne obowiązki zaprzątnęły wszystkich. Piękna i szlachetna Saint-Yves czuła już nadchodzący koniec; była spokojna, ale tym okropnym spokojem osoby, która nie ma już sił do walki.
— O, mój drogi kochanku — rzekła gasnącym głosem — śmierć karze mnie za mą słabość; ale ginę z tą pociechą, iż widziałam cię wolnym. Ubóstwiałam cię wówczas, kiedy cię zdradziłam, i ubóstwiam w chwili, gdy żegnam cię na wieki.
Nie stroiła się w czczą nieugiętość, nie pojmowała tej nędznej próżności, mającej na celu to, aby parę kumoszek rzekło: „Umarła mężnie”. Któż zdoła w dwudziestym roku stracić kochanka, życie i to, co zowią „honorem”, bez żalu i rozdarcia? Czuła całą grozę swego stanu i dawała wyraz temu poczuciu w owych gasnących słowach i spojrzeniach, które przemawiają z taką mocą. Wreszcie płakała jak inni, w chwilach gdy miała siłę płakać.
Niechaj inni silą się wychwalać pompatyczny zgon tych, którzy poddają się bezwładnie dziełu zniszczenia; to właściwość wszystkich zwierząt. Umieramy jak one, obojętnie, jedynie wówczas, gdy wiek lub choroba zrówna nas z nimi, stępiając nasze organy. Kto bądź ponosi wielką stratę, odczuwa wielką żałość; jeśli ją dławi, to znaczy, iż próżność towarzyszy mu aż do samego progu śmierci.
Skoro nieszczęsna chwila nadeszła, wszyscy obecni dali folgę łzom i krzykom. Prostaczek stracił zmysły. Silne dusze, kiedy owładnie nimi tkliwość, doznają o wiele gwałtowniejszych uczuć niż inni. Dobry Gordon znał go na tyle, iż obawiał się, aby odzyskawszy zmysły, nie targnął się na swoje życie. Usunięto wszelką broń; nieszczęśliwy młodzian spostrzegł to; rzekł do obecnych, bez łez, bez jęku, bez wzruszenia:
— Czy myślicie, że jest kto na ziemi, kto miałby prawo i moc przeszkodzenia mi?
Gordon nie silił się go częstować owymi mdłymi komunałami, mającymi jakoby dowieść, iż człowiek nie ma prawa użyć swej wolności dla położenia kresu istnienia, kiedy się ono staje zbyt wielką męczarnią; że nie powinno się opuszczać domu, gdy już nie sposób w nim mieszkać; że człowiek jest na ziemi jak żołnierz na posterunku: jak gdyby Najwyższej Istocie zależało coś na tym, czy skupienie kilku cząsteczek materii znajdzie się w tym miejscu czy w innym. Bezsilne argumenty, którym niezłomna i świadoma siebie rozpacz nie raczy dawać ucha i na które Katon116 odpowiedział jeno ciosem sztyletu.
Głuche i straszliwe milczenie Prostaczka, jego posępny wzrok, trzęsące wargi, drżenie całego ciała napełniały dusze obecnych owym pomieszaniem współczucia i grozy, które poraża wszystkie władze duszy, kładzie tamę wszystkim rozprawom i wyraża się jedynie bezładnymi słowy. Nadbiegła gospodyni domu wraz z rodziną; wszyscy drżeli, patrząc na jego rozpacz; roztoczono nad nim ścisły dozór, śledzono wszystkie ruchy. Już lodowate ciało pięknej Saint-Yves przeniesiono do sieni, z dala od oczu kochanka, a on zdawał się go szukać jeszcze, mimo że nie był zdolny nic widzieć.
Podczas tych śmiertelnych ceremonii, w chwili gdy ciało wystawiono u bram domu, gdy dwaj księża klepią przy nim z roztargnieniem modlitwy, przechodnie zaś jedni bezmyślnie rzucają na trumnę kilka kropel święconej wody, inni zaś obojętnie mijają ją, spiesząc swoją drogą, gdy krewni płaczą, a kochanek bliski jest samobójstwa, Saint-Pouange przybywa wraz z przyjaciółką z Wersalu.
Jego przelotna zachcianka, zaspokojona tylko raz jeden, przerodziła się w miłość. Wzgarda, z jaką spotkała się jego hojność, podrażniła go. Ojcu de La Chaise nigdy nie przyszłoby na myśl przybyć do tego domu, ale Saint-Pouange, mając wciąż przed oczyma obraz pięknej Saint-Yves, płonąc chęcią ugaszenia żądzy, która, ledwie raz nasycona, zostawiła w jego sercu żądło pragnień, nie zawahał się sam szukać tej, której może nie chciałby przyjąć ani trzy razy, gdyby przyszła sama.
Wysiada z karocy; pierwszym przedmiotem, który mu się nastręcza, jest trumna; odwraca oczy z naturalną odrazą człowieka tonącego w rozkoszach, przeświadczonego, iż powinno mu się oszczędzać wszelkiego widowiska przywodzącego na pamięć ludzką niedolę. Chce wsiadać z powrotem. Dama z Wersalu pyta przez ciekawość, kogo grzebią; słyszy nazwisko panny de Saint-Yves. Blednie, wydaje straszliwy krzyk; Saint-Pouange obraca się: zdumienie i ból napełniają jego duszę. Dobry Gordon stał opodal, z oczyma pełnymi łez. Przerywa swoje smutne modły, aby opowiedzieć dworakowi straszną katastrofę. Przemawia z siłą, jaką daje ból i cnota. Saint-Pouange nie był złym człowiekiem; wir spraw i uciech oszołomił jego duszę, która żyła jakby w letargu. Nie doszedł jeszcze wieku, w którym serce ministrów staje się z kamienia; słuchał Gordona ze spuszczonymi oczyma i ocierał raz po raz łzy, które w nim samym budziły zdziwienie: łzy żalu i wyrzutów.
— Pragnę koniecznie widzieć — rzekł — niezwykłego człowieka, o którym mi wspomniałeś; wzrusza mnie on prawie tyle, co niewinna ofiara, której śmierci stałem się przyczyną.
Gordon zawiódł go do komnaty, gdzie przeor, panna de Kerkabon, ksiądz de Saint-Yves i paru sąsiadów cuciło omdlałego młodzieńca.
— Jam winien twego nieszczęścia — rzekł wiceminister — obrócę życie, aby je naprawić.
Pierwszą myślą, która przeszła przez głowę Prostaczka, było zabić go, a później siebie. Myśl bardzo godziwa, ale był bez broni i pod ścisłym nadzorem. Saint-Pouange nie dał się zrazić odmową, której towarzyszyły zasłużone wyrazy wzgardy, wyrzutów i wstrętu. Czas łagodzi wszystko. Imć Louvois zdołał w końcu zrobić z Prostaczka znakomitego oficera; zasłynął pod innym mianem w Paryżu i w armii, a był równocześnie nieustraszonym żołnierzem i filozofem.
Nigdy nie zdołał wspomnieć przygody tej bez jęku; mimo to znajdował pociechę w tym, aby o niej mówić. Czcił pamięć tkliwej Saint-Yves aż do ostatniego tchnienia. Ksiądz de Saint-Yves i przeor otrzymali każdy po dobrym beneficjum; poczciwa Kerkabońcia bardziej rada była oglądać bratanka w splendorach wojskowych niż w poddiakonacie. Dewotka z Wersalu zachowała diamentowe kolczyki i jeszcze otrzymała jakiś piękny podarek. Ojciec Dowszystkiego otrzymał parę skrzyń z czekoladą, kawą, kandyzowanym cukrem, cytrynami wraz z Medytacjami wielebnego ojca Croiset117 i Kwiatem świętości118 oprawnymi w safian. Zacny Gordon żył z Prostaczkiem do starości w najserdeczniejszej przyjaźni; otrzymał również beneficjum i zapomniał na zawsze o „łasce skutecznej” i o „zbieżnym współdziałaniu”. Przyjął za godło: „Nieszczęście zda się na coś”. Iluż poczciwych ludzi mogłoby powiedzieć: „Nieszczęście nie zda się na nic!”
Przypisy:
1. Quesnel, Pasquier (1634–1719) — francuski teolog, jansenista, po śmierci Arnaulda uważany za przywódcę jansenizmu; chroniąc się przed prześladowaniami uciekł do Brukseli, następnie do Amsterdamu; w papieskiej bulli Unigenitus (1713) ponad 100 zdań z jego dzieła potępiono jako twierdzenia heretyckie. Wolter wydał Prostaczka anonimowo, fikcyjnie przypisując autorstwo nieżyjącemu od pół wieku janseniście i wskazując przez to, że jednym z głównym tematów książki są sprawy religii. [przypis edytorski]
2. Dunstan z Canterbury (ok. 909–988) — angielski biskup, święty Kościoła katolickiego; urodzony w pobliżu Glastonbury, na płd. krańcu Brytanii, w młodości uczył się u mnichów irlandzkich, zamieszkujących ruiny pobliskiego opactwa; przyczynił się do odnowienia życia zakonnego w Anglii. [przypis edytorski]
3. Saint-Malo — miejscowość portowa we Francji, w regionie Bretania; wg legendy powstała w miejscu, gdzie w VI w. osiedlił się św. Malo (Maklowiusz), walijski mnich będący uczniem i towarzyszem podróży sławnego św. Brendana, jednego z tzw. 12 apostołów Irlandii, w poszukiwaniach Wyspy Błogosławionych. [przypis edytorski]
4. wprzódy (daw.) — wcześniej, uprzednio. [przypis edytorski]
5. Augustyn z Hippony (354–430) — filozof i teolog chrześcijański, polemista, święty, czołowy autorytet teologii, jeden z tzw. Ojców oraz Doktorów Kościoła; płodny autor, m.in. obszernego dzieła Państwo Boże (łac. De civitate Dei) oraz autobiografii Wyznania (łac. Confessiones). [przypis edytorski]
6. Rabelais, François (ok. 1484–1553) — francuski pisarz, lekarz, były zakonnik; autor arcydzieła francuskiego renesansu, pełnej rubasznego humoru powieści satyryczno-fantastycznej Gargantua i Pantagruel, w której krytykował średniowieczne instytucje kościelno-feudalne i scholastyczny system wychowania. [przypis edytorski]
7. wódka barbadoska — tani, nieleżakowany rum produkowany przez Anglików na wyspie Barbados. [przypis edytorski]
8. Huron — członek plemienia Indian z Ameryki Płn. Huroni na przełomie XVI i XVII w. stworzyli silną federację przeciw Algonkinom; w 1649 zostali rozbici przez Irokezów i przenieśli się na tereny późniejszych stanów Michigan i Ohio. [przypis edytorski]
9. płeć (daw.) — cera; koloryt skóry twarzy. [przypis edytorski]
10. delegat — tu: reprezentant władzy króla Francji na prowincji, zajmujący się egzekwowaniem sprawiedliwości i kontrolowaniem administracji w jego imieniu. [przypis edytorski]
11. Nihil admirari (łac.) — niczemu się nie dziwić a. niczym się nie zachwycać. [przypis edytorski]
12. Plymouth — miasto portowe w płd.-zach. Anglii, nad kanałem La Manche. [przypis edytorski]
13. hugonoci a. hugenoci — protestanci francuscy, wyznawcy kalwinizmu. Po okresie domowych wojen religijnych na mocy edyktu nantejskiego (1598) mieli zapewnioną swobodę wyznania. Za panowania Ludwika XIV, od 1681, zaczęto ich brutalnie prześladować w celu zmuszenia do przejścia na katolicyzm (dragonady), co spowodowało emigrację wielu hugenotów jeszcze przed oficjalnym odwołaniem w 1685 edyktu nantejskiego; większość z nich uciekła do Anglii, Niderlandów, Szwajcarii i Prus. Swobodę wyznania i prawa cywilne odzyskali dopiero w 1787, zaś rewolucja roku 1789 przyniosła im pełne równouprawnienie z katolikami. [przypis edytorski]
14. bretoński język — język z grupy brytańskiej języków celtyckich, używany przez mieszkańców Dolnej Bretanii (płn.-zach. Francja), blisko spokrewniony z językiem kornijskim, używanym w Kornwalii, po drugiej stronie kanału La Manche. [przypis edytorski]
15. taya (...) essenten (...) trovander — wszystkie te słowa są w istocie hurońskie. [przypis autorski]
16. Sagard, Théodat-Gabriel (XVII w.) — francuski zakonnik świecki, misjonarz, autor opisu Nowej Francji, gdzie przebywał w l. 1623–1624, oraz pierwszego słownika języka Huronów (Dictionnaire de la langue huronne , 1632). [przypis edytorski]
17. tedy (daw.) — więc, zatem. [przypis edytorski]
18. gallikanizm — ruch religijno-polityczny dążący do uniezależnienia Kościoła katolickiego we Francji od władzy papieskiej na rzecz władzy państwa (króla). W 1682 ogłoszono tzw. artykuły gallikańskie, uchwalone przez duchowieństwo francuskie pod naciskiem Ludwika XIV. [przypis edytorski]
19. Dolna Bretania — zachodnia część Bretanii, gdzie tradycyjnie mówi się po bretońsku i silniej oddziałuje kultura związana z tym językiem, w odróżnieniu od Górnej Bretanii, w której dominuje oddziaływanie kultury oraz języków romańskich. [przypis edytorski]
20. szlafmyca — nakrycie głowy zakładane do snu. [przypis edytorski]
21. Te Deum (łac.) — właśc. Te Deum laudamus: Ciebie Boga wysławiamy; hymn kościelny, śpiewany przy szczególnie uroczystych okazjach. [przypis edytorski]
22. dowcip (daw.) — inteligencja, bystrość umysłu. [przypis edytorski]
23. plum pudding — tradycyjne angielskie danie bożonarodzeniowe, przyrządzane z łoju i suszonych owoców, gotowane przez kilka godzin, dojrzewające przez miesiąc lub nawet rok. [przypis edytorski]
24. Pięcioksiąg — pierwsze pięć ksiąg Biblii, zw. też Księgami Mojżeszowymi; opisują najważniejsze wydarzenia z pradawnych czasów aż do przybycia Izraelitów do Ziemi Obiecanej, zawierają także nakazy i zakazy religijno-społeczne przekazane Izraelitom przez Boga za pośrednictwem Mojżesza. [przypis edytorski]
25. frater (daw.) — brat zakonny, zakonnik bez święceń kapłańskich. [przypis edytorski]
26. zakon (daw.) — prawo, powinność religijna a. prawna; wiara, religia. [przypis edytorski]
27. Jakub Młodszy — syn Alfeusza, jeden z 12 apostołów Jezusa, utożsamiany z Jakubem Sprawiedliwym, najważniejszym z tzw. braci Pańskich, stojącym na czele wspólnoty chrześcijańskiej w Jerozolimie i uważanym za autora Listu św. Jakuba; nazywany Młodszym dla odróżnienia od Jakuba Starszego, syna Zebedeusza i Salome, również jednego z 12 apostołów. [przypis edytorski]
28. Wyznawajcie swoje grzechy jedni drugim — Jk 5, 16. [przypis edytorski]
29. katechumen — osoba przygotowująca się do przyjęcia chrztu. [przypis edytorski]
30. paralusz (daw.) — paraliż; do paralusza: do cholery, do diabła. [przypis edytorski]
31. Eunucha królowej Kandaki ochrzczono w strumieniu — por. Dz 8, 27–38. [przypis edytorski]
32. sukurs (z łac.) — pomoc, ratunek. [przypis edytorski]
33. wedle Salomona wino rozwesela serce człowieka — Ps 104, 15; przypisywany jednak Dawidowi, a nie jego synowi i następcy, Salomonowi. [przypis edytorski]
34. patriarcha Juda miał uwiązać swego osiołka do winnej latorośli i zmaczać płaszcz w soku winnym — por. Rdz 49, 10–11 (błogosławieństwo patriarchy Jakuba dla Judy). [przypis edytorski]
35. Herkules (mit. rz.) a. Herakles (mit. gr.) — heros, mityczny siłacz; był synem króla bogów i śmiertelniczki, zasłynął wykonaniem 12 trudnych i niebezpiecznych zadań. [przypis edytorski]
36. wraz (daw.) — zarazem, równocześnie. [przypis edytorski]
37. diakon — pierwszy z trzech stopni stanu duchownego w katolicyzmie, wystarczający do uroczystego udzielania chrztów, prowadzenia ceremonii małżeństwa, pogrzebów itp.; dawniej najniższym urzędem kościelnym był subdiakonat, nieuprawniający do udzielania sakramentów (obecnie większość funkcji subdiakonów wykonują osoby świeckie: ministranci i lektorzy). [przypis edytorski]
38. rejent (daw.) — notariusz. [przypis edytorski]
39. zmiennik (daw.) — mężczyzna zmienny w uczuciach, niedotrzymujący słowa, niewierny. [przypis edytorski]
40. słowy (daw.) — dziś popr. forma N. lm: słowami. [przypis edytorski]
41. bogdanka (daw.) — ukochana. [przypis edytorski]
42. Eurytos (mit. gr.) — król Ojchalii, ojciec pięknej Joli (gr. Iole), mistrz łucznictwa; zorganizował zawody łucznicze, których nagrodą była ręka jego córki. Kiedy Heraklesowi, zwycięzcy w zawodach, Eurytos odmówił dotrzymania słowa, ten na czele armii napadł na Ojchalię i zabił go. [przypis edytorski]
43. koczobryk — duża, częściowo lub całkowicie kryta bryczka, zbliżona kształtem do kocza, pojazdu, który wyparł wcześniejsze karety. [przypis edytorski]
44. natrącić — wspomnieć, zahaczyć o jakiś temat. [przypis edytorski]
45. Nos dulcia linquimus arva... — Wergiliusz, Eklogi, I, 3. [przypis edytorski]
46. dragoni — wojsko walczące pieszo, a poruszające się konno. Za panowania Ludwika XIV w celu zmuszenia hugenotów do przejścia na katolicyzm organizowano tzw. dragonady: w domach hugenockich na koszt gospodarzy kwaterowano brutalnych dragonów, którzy na różne sposoby nękali i prześladowali domowników, dopuszczając się gwałtów, kradzieży i niszczenia dobytku. [przypis edytorski]
47. Lulli, Giovanni Battista a. Lully, Jean-Baptiste (1632–1687) — urodzony we Włoszech wielki kompozytor fr. epoki baroku; stworzył francuską operę narodową, nadając jej swoisty, odmienny od włoskiego styl. [przypis edytorski]
48. król Wilhelm, który jest obecnie panem Anglii — Wilhelm III Orański (1650–1702), książę Oranii-Nassau, namiestnik Republiki Zjednoczonych Prowincji, od 1689 król Anglii i Szkocji (jako Wilhelm II); jego pierwszym aktem jako króla Anglii był Akt o Tolerancji z 24 maja 1689, w którym gwarantował tolerancję religijną protestantom, którzy złożyli przysięgę wierności oraz podporządkowania się panującemu monarsze jako najwyższemu zwierzchnikowi Kościoła Anglii. [przypis edytorski]
49. obecny papież... — Innocenty XI (1611–1689), skonfliktowany z Ludwikiem XIV w sprawie prawa króla do wyznaczania biskupów i podporządkowania kleru francuskiego; walka absolutyzmu z prymatem Kościoła katolickiego doprowadziła do wydania w 1682 artykułów gallikańskich, negujących władzę papieską, zaś w 1687 do odmowy przez papieża uznania ambasadora Francji w Rzymie, w odpowiedzi na co ten na czele grupy kilkuset zbrojnych przemocą zajął swój pałac. [przypis edytorski]
50. La Chaise, François d’Aix de (1624–1709) — francuski jezuita, spowiednik króla Ludwika XIV; jego imię nosi największy i najsłynniejszy paryski cmentarz (Père-Lachaise, dosł.: ojca Lachaise), utworzony na terenie dawnej posiadłości jezuickiej, gdzie mieszkał. [przypis edytorski]
51. tak i ich [jezuitów] wypędzą — w 1764 król Ludwik XV podpisał edykt o wygnaniu jezuitów z kraju. Wcześniej, w 1759, wygnała jezuitów ze swego kraju i wszystkich kolonii Portugalia, w 1767 Hiszpania, w 1768 Parma, w 1773 papież Klemens XIV rozwiązał zakon. [przypis edytorski]
52. nocnik — popularna nazwa wehikułu między Paryżem a Wersalem. [przypis autorski]
53. ciura (daw.) — pachołek, sługa wojskowy. [przypis edytorski]
54. niepomału (daw.) — niemało. [przypis edytorski]
55. gotowizna (daw., pot.) — pieniądze w gotówce. [przypis edytorski]
56. wpodle (daw.) — obok, koło. [przypis edytorski]
57. zamek (...) wpodle bramy des Tournelles — Bastylia. [przypis edytorski]
58. Port-Royal, właśc. Port-Royal-des-Champs — klasztor pod Paryżem; w XVII w. wywarł wielki wpływ na życie religijne i umysłowe Francji, stanowił centrum jansenizmu. [przypis edytorski]
59. angielskie krople — sławny pod koniec XVII w. płynny środek leczniczy o sekretnej recepturze, stosowany przy omdleniach, apopleksji, letargu oraz innych nagłych i poważnych objawach, wynaleziony przez angielskiego medyka Jonathana Goddarda (1617–1675). [przypis edytorski]
60. jansenista — zwolennik jansenizmu, ruchu teologiczno-duchowego w Kościele katolickim funkcjonującego w XVII- i XVIII-wiecznej Francji i Niderlandach, zapoczątkowanego przez biskupa Kornela Ottona Jansena (1585–1638); jansenizm wyznawał zapożyczoną od św. Augustyna pesymistyczną koncepcję natury ludzkiej, skażonej przez grzech pierworodny, i koncentrował się na znaczeniu łaski Bożej; został kilkakrotnie potępiony przez Kościół katolicki. [przypis edytorski]
61. łaska skuteczna (teol.) — łaska Boga, której nie można się oprzeć. Wg koncepcji św. Augustyna wola Boga objawia się człowiekowi jako łaska, dzięki której dokonuje on w życiu właściwych wyborów; niemożliwe jest jej odrzucenie, gdyż nic nie może się dziać wbrew woli Boga. Na przełomie XVI i XVII w. toczył się ostry spór pomiędzy dominikanami, opowiadającymi się za tą koncepcją, a jezuitami, którzy uważali, że jest ona sprzeczna z ideą wolnej woli człowieka. Spór pozostał bez rozstrzygnięcia, decyzją papieża stronom zakazano dalszej dyskusji na ten temat. Wyznawcami łaski skutecznej jako niezbędnej i wystarczającej do osiągnięcia zbawienia byli także janseniści. [przypis edytorski]
62. Arnauld i Nicole — Antoine Arnauld (1612–1694) oraz Pierre Nicole (1625–1695), główni przedstawiciele jansenizmu, autorzy podręcznika zwanego Logika Port-Royal (właśc. La logique, ou l’art de penser, Logika czyli sztuka myślenia, 1662), będącego wykładem dedukcji, teorii poznania i metodologii nauk, popularnego aż do XX w. [przypis edytorski]
63. penitent — osoba spowiadająca się. [przypis edytorski]
64. Rohault, Jacques (1618–1672) — francuski filozof, fizyk i matematyk; w książce Traité de physique (1671) spopularyzował mechanistyczną fizykę kartezjańską opartą na eksperymencie. [przypis edytorski]
65. Szukanie prawdy — fr. Recherche de la vérité (1674–1675), główne dzieło fr. filozofa Malebranche’a, traktujące o przyczynach rozmaitych błędów ludzkich, wywoływanych przez zmysły, wyobraźnię, skłonności i namiętności, oraz o sposobach unikania błędów. [przypis edytorski]
66. Malebranche, Nicholas (1638–1715) — fr. filozof i teolog; inspirowany poglądami Kartezjusza, poszerzył je o doktrynę okazjonalizmu. [przypis edytorski]
67. puszka Pandory (mit. gr.) — pierwsza kobieta na ziemi, Pandora, żona Epimeteusza, otworzyła otrzymaną od bogów w posagu zamkniętą szczelnie glinianą beczkę (zwaną puszką Pandory), wypuszczając na świat zamknięte w niej nieszczęścia. [przypis edytorski]
68. Ormuzd i Aryman (mit.) — dwaj bogowie w religiach irańskich, uosabiający dwie przeciwstawne moce: dobry Ormuzd (Ahura Mazda) oraz zły Aryman (Angra Mainju). Ormuzd najpierw stworzył niebo, które otaczało ziemię jak skorupka jaja. Jego dzieło zostało później zepsute przez Arymana. [przypis edytorski]
69. Tyfon i Ozyrys — Tyfon w mitologii greckiej to najstraszliwszy z potworów, syn Gai i Tartaru. Grecy łączyli Tyfona z egipskim Setem. Set był bogiem burz, pustyń i obcych krajów, który żeby przejąć tron, zamordował swego brata Ozyrysa, boga płodności, rolnictwa i odradzającego się życia. [przypis edytorski]
70. Saint-Cyran, właśc. Jean-Ambroise Duvergier de Hauranne (1581–1643) — francuski ksiądz katolicki, opat Saint-Cyran, jeden z głównych przedstawicieli jansenizmu; przyjaciel i współpracownik Janseniusza, przewodnik duchowy Arnaulda i zakonnic z Port-Royal; uwięziony przez kardynała Richelieu pod zarzutem herezji (1638–43), uwolniony po śmierci kardynała, zmarł niedługo potem. [przypis edytorski]
71. dystrakcja — rozproszenie; szczególnie: rozproszenie uwagi, skupienia. [przypis edytorski]
72. Klio, Melpomena (mit. gr.) — Klio: muza historii; Melpomene: muza tragedii. [przypis edytorski]
73. Henryk IV (1553–1610) — król Nawarry (od 1572), następnie król Francji (od 1589), pierwszy z dynastii Burbonów; protestant, przez państwa katolickiej Świętej Ligi uznany za uzurpatora, w 1593 oficjalnie przeszedł na katolicyzm; ogłosił edykt nantejski (1598) gwarantujący wolność wyznania i kończący wojny religijne w kraju. [przypis edytorski]
74. Fezensac, Fesausaguet i Astarac — niewielkie średniowieczne hrabstwa w Gaskonii (płd.-zach. Francja). [przypis edytorski]
75. Hektor (mit. gr.) — bohater Iliady Homera, syn króla Priama, najdzielniejszy obrońca Troi. Stworzona na wzór starożytnej legendy o pochodzeniu Rzymian od uciekinierów z Troi prowadzonych przez Eneasza, legenda o trojańskim pochodzeniu Franków wywodzi się z dwóch tekstów kronikarzy frankijskich z VII i VIII w.; historia Frankusa, syna Hektora i protoplasty ludu Franków, jest także jest treścią niedokończonego renesansowego poematu Ronsarda pt. Francjada (La Franciade, 1572), który miał stanowić francuską epopeję narodową. [przypis edytorski]
76. Rzymianie twierdzili, iż pochodzą od Frygijczyka — wg Eneidy Wergiliusza Rzymianie wywodzili się od Eneasza, bohatera wojny trojańskiej, syna króla Anchizesa i bogini Wenus, który uciekł z płonącej Troi i po długiej wędrówce dotarł z towarzyszami do brzegów Italii, a jego potomkowie założyli Rzym. Frygia, w zach. Azji Mniejszej, graniczyła z Troadą, krainą, w której leżała Troja; wg źródeł staroż. Frygijczycy byli sojusznikami Trojan i posługiwali się tym samym językiem. [przypis edytorski]
77. Scytia — staroż. nazwa stepów środkowej Eurazji, na płn. i wsch. od Morza Czarnego, zamieszkiwanych przez koczownicze ludy Scytów. [przypis edytorski]
78. Hunowie — plemię azjatyckich koczowników, którzy najechali Europę w IV–V w., powodując wędrówkę ludów i przyczyniając się do rozpadu Cesarstwa Rzymskiego. [przypis edytorski]
79. Tucydydes, właśc. Tukidydes — historyk ateński z V w. p.n.e., autor Wojny peloponeskiej. [przypis edytorski]
80. Amadis z Walii — anonimowy hiszpański romans rycerski, arcydzieło gatunku, opublikowany po raz pierwszy w 1508; obfituje w cudowne wydarzenia, nadprzyrodzone stworzenia i egzotyczne miejsca akcji. [przypis edytorski]
81. Justynian I Wielki (483–565) — cesarz bizantyński (od 527); za jego czasów Cesarstwo Bizantyńskie osiągnęło największą świetność; odzyskał utraconą zachodnią część historycznego Imperium Rzymskiego, usystematyzował i unowocześnił prawo rzymskie (Kodeks Justyniana), aktywnie zwalczał pozostałości religii pogańskich. [przypis edytorski]
82. nieuki konstantynopolitańskie wydały (...) edykt przeciw największemu wodzowi epoki — aluzja do potępienia i ocenzurowania przez paryską Sorbonę, w kiepskiej łacinie, książki Belizariusz (Bélisaire, 1767) autorstwa Jean-François Marmontela (1723–1799), gdyż w rozdziale XV autor głosił potrzebę tolerancji religijnej; powieść opowiada o wybitnym generale bizantyjskim, który wg legendy pod koniec życia popadł w niełaskę u niewdzięcznego cesarza Justyniana. [przypis edytorski]
83. Prawda błyszczy własnym światłem; nie oświeca się umysłów płomieniami stosów — cytat z Belizariusza Marmontela. [przypis edytorski]
84. kacerski — przym. od kacerz: odstępca religijny, heretyk. [przypis edytorski]
85. golone pałki — zakonnicy: tzw. tonsura, charakterystyczne dla mnichów kółko wygolone na głowie, oznaczała przynależność do stanu duchownego. [przypis edytorski]
86. pastofor (z gr. pastophóros) — stróż świętych symboli, kapłan egipski noszący kapliczki z wizerunkiem boga w procesji. [przypis edytorski]
87. Visé, Jean Donneau de (1638–1710) — francuski dziennikarz, historyk królewski, założyciel pisma „Mercure galant” (1672), poświęconego literaturze i sztuce. [przypis edytorski]
88. Racine, Jean (1639–1699) — francuski poeta i dramaturg; autor m.in. Andromachy i Fedry. [przypis edytorski]
89. Faydit, Pierre-Valentin (1640–1709) — oratorianin, autor książki Télémachomanie (t.1 1700, t.2 1703), zawierającej krytykę dzieła Fenelona Przygody Telemaka. [przypis edytorski]
90. Fenelon, François, właśc. François de Salignac de la Mothe (1651–1715) — francuski teolog, pedagog, pisarz i kaznodzieja; prekursor idei oświecenia; znany szczególnie jako autor powieści Przygody Telemaka (1699). [przypis edytorski]
91. wywczasy (daw.) — wypoczynek. [przypis edytorski]
92. O dwóch gołąbkach — bajka La Fontaine’a, IX, 2. [przypis edytorski]
93. Ifigenia, Fedra, Andromacha, Atalia — tragedie Racine’a oparte na motywach klasycznych i biblijnych, mistrzowsko przedstawiające kobiecą psychikę. [przypis edytorski]
94. Rodoguna — tragedia historyczna Corneille’a z 1644 o brutalnej i podstępnej walce o władzę. [przypis edytorski]
95. Cynna — tragedia Corneille’a z 1641. [przypis edytorski]
96. Harlay de Champvallon, François (1625–1675) — duchowny francuski, arcybiskup Paryża (od 1670); zwalczał jansenistów, był jednym z inspiratorów antyprotestanckiej polityki Ludwika XIV, brał udział w uchyleniu edyktu nantejskiego; znany ze swoich przygód miłosnych. [przypis edytorski]
97. Bossuet, Jacques-Bénigne (1627–1704) — kaznodzieja i biskup francuski, wychowawca Ludwika XIV; teoretyk absolutyzmu, wybitny mówca. [przypis edytorski]
98. pani Guyon, właśc. Jeanne Marie Bouvier de la Mothe-Guyon (1648–1717) — francuska mistyczka, oskarżona o szerzenie kwietyzmu, nauki o potrzebie zatopienia się w modlitwie i mistycznym spokoju (łac. quietus) Bożym, zdania się na łaskę Bożą, bez pokładania nadziei na zbawienie we własnych staraniach. W 1694 biskup Bossuet sprawdził teksty Guyon i uznał, że zawierają wiele błędów doktrynalnych. W 1698 uwięziono ją w Bastylii, zwolniono w 1702. [przypis edytorski]
99. dudek (daw., pot.) — głupek. [przypis edytorski]
100. beneficjum — dochody związane z urzędem kościelnym; w feudalizmie: grunt nadany wasalowi z dóbr królewskich lub kościelnych jako honorowe wynagrodzenie albo w zamian za służbę wasalną. [przypis edytorski]
101. Chimera (mit. gr.) — ziejący ogniem potwór z głową lwa, ciałem kozy i ogonem węża; przenośnie: urojenie, mrzonka. [przypis edytorski]
102. Prosper z Akwitanii (ok. 390–ok. 455) — chrześcijański pisarz, zwolennik i obrońca nauki św. Augustyna z Hippony, święty Kościoła katolickiego. [przypis edytorski]
103. szkolarski (lekcew.) — opierający się na uproszczonych, szkolnych formułkach. [przypis edytorski]
104. Chrześcijański pedagog — fr. Le Pédagogue chrétien, książka jezuity Philippe’a d’Outreman z 1634, wydawana w wielu językach przez ponad trzysta lat; w Słowniczku filozoficznym Wolter nazywa ją „doskonałą książką dla głupców”. [przypis edytorski]
105. Święty Augustyn podaje, iż za prokonsulatu Septimusa Acyndyna... — Augustyn opowiada tę historię w dziele O kazaniu Pana na górze (De sermone domini in monte, ks. I, 16, 50); Wolter na jej podstawie napisał powiastkę pt. Cosi-Sancta, czyli małe zło za wielkie dobro, nowela afrykańska, wyd. w 1746. [przypis edytorski]
106. pałacu — nie pałacu, lecz wilczego dołu... — Wolter, Henriada, IV, 456–7. [przypis edytorski]
107. frymarczyć (daw.) — kupczyć, handlować. [przypis edytorski]
108. tyla (daw., gw.) — rzecz. oznaczający: tak wiele, tyle. [przypis edytorski]
109. molinizm — koncepcja teologiczna jezuity D. L. Moliny, dotycząca Bożej łaski i wolnej woli. [przypis edytorski]
110. Marillac, Louis de (1573–1632) — francuski wojskowy, marszałek Francji, stracony za udział w spisku przeciw kardynałowi Richelieu. [przypis edytorski]
111. Richelieu, Armand-Jean du Plessis de (1585–1642) — francuski książę, kardynał, od 1624 roku pierwszy minister Francji; faktycznie kierował polityką państwa. [przypis edytorski]
112. Mazarin, Jules, właśc. Giulio Raimondo Mazzarini (1602–1661) — pochodzący z Włoch francuski kardynał, pierwszy minister i reformator Francji, którą faktycznie rządził w zastępstwie małoletniego Ludwika XIV. [przypis edytorski]
113. mocen (daw.) — zdolny; mający moc, zdolność czynienia czegoś. [przypis edytorski]
114. miast (daw.) — zamiast. [przypis edytorski]
115. gotowalnia (daw.) — pomieszczenie do ubierania się. [przypis edytorski]
116. Katon, Marek Porcjusz, zw. Katonem Młodszym (95–46 p.n.e.) — rzymski polityk, senator i trybun ludowy, filozof stoicki, stawiany za wzór prawości i cnót obywatelskich; popełnił samobójstwo (przebił się sztyletem), nie mogąc przeżyć upadku republiki rzymskiej. [przypis edytorski]
117. Croiset, Jean (1656–1738) — francuski jezuita, pionier szerzenia kultu Najświętszego Serca, autor kilkakrotnie wznawianej książki La dévotion au Sacré Coeur de Notre Seigneur Jésus-Christ (Nabożeństwo do Najświętszego Serca Naszego Pana Jezusa Chrystusa, 1689). [przypis edytorski]
118. Kwiat świętości — Flos Sanctorum (1599–1610), popularny zbiór żywotów świętych, autorstwa hiszpańskiego jezuity Pedro de Ribadeneiry. [przypis edytorski]