SCENA PIERWSZA
Rzym. Plac publiczny.
Metieniusz, Sycyniusz i Brutus.
MENENIUSZ
Augurowie78 powiedzieli mi, że tej nocy będziemy mieli wieści.
BRUTUS
Dobre czy złe?
MENENIUSZ
Niezupełnie odpowiednie życzeniom ludu, bo lud nie lubi Marcjusza.
SYCYNIUSZ
Natura uczy zwierzęta poznawać nieprzyjaciół.
MENENIUSZ
Powiedzcie mi, proszę, kogo wilk lubi?
SYCYNIUSZ
Jagnięta.
MENENIUSZ
Ba, dlatego że rad by je pożreć, tak jak głodni plebejusze radzi by pożreć szlachetnego Marcjusza.
BRUTUS
To jagnię nie lada, mruczy jak niedźwiedź.
MENENIUSZ
To niedźwiedź nie lada, co żyje jak jagnię. Jesteście już starzy obydwa, odpowiedzcie mi, proszę, na jedno zapytanie.
OBAJ TRYBUNOWIE
Chętnie to uczynim.
MENENIUSZ
Jakimiż to wadami upośledzony jest Marcjusz, których byście wy nie mieli pod dostatkiem?
BRUTUS
Nie upośledzony on jest żadną, owszem, sowicie każdą uposażony.
SYCYNIUSZ
Mianowicie dumą.
BRUTUS
Którą depcze drugich bez względu.
MENENIUSZ
To rzecz dziwna, wiecie wy, co o was mówią na mieście, to jest w naszych wyższego rzędu towarzystwach? Czy wiecie?
OBAJ TRYBUNOWIE
Cóż takiego o nas mówią?
MENENIUSZ
Ponieważ dopiero co wspomnieliście o dumie, nie będziecie urażeni?
OBAJ TRYBUNOWIE
Bynajmniej, panie, bynajmniej.
MENENIUSZ
Niewiele zresztą na tym zależy, bo maleńka doza pierwszej lepszej okoliczności zdolna wam będzie odjąć i bez tego wielką porcję wyrozumienia. Popuśćcie więc cugle cholerze79 i gniewajcie się, jak chcecie. Zarzucacie więc Marcjuszowi, że jest dumny?
BRUTUS
Nie sami jedni to czynimy.
MENENIUSZ
Wiem ja, że sami jedni mało co możecie uczynić, macie licznych popleczników; inaczej czynności wasze wydałyby się dziwnie odosobnione. Zdolności wasze tak są drobne, iż niepodobna im wiele zrobić samym przez się. Mówicie o dumie? O, gdybyście mogli zwrócić oczy wasze na włos rosnący wam na karku i zrobić jaki taki przegląd wewnętrznej strony jestestw waszych! Gdybyście mogli!
BRUTUS
Cóż byśmy zobaczyli?
MENENIUSZ
Co? Oto parę lichych, nadętych, gwałtownych, drażliwych urzędników (alias80 półgłówków), jedynych w swoim rodzaju na cały Rzym.
SYCYNIUSZ
Meneniuszu, waszmość także dokładnie jesteś znany!
MENENIUSZ
Znany jestem jako patrycjusz, mający swoje dziwactwa i lubiący czarę dobrego wina, w którego skład Tyber81 nie wchodzi; o którym mówią, że jest cokolwiek za słaby, bo pierwszego lepszego skargi popiera, porywczy i do hubki82 podobny z błahego powodu, że woli pośladek nocy niż czoło poranku. Co myślę, to i mówię; złość mą przelewam w słowa, kiedy spotkam dwóch takich jak wy dobroczyńców ludzkości (Likurgami83 nazwać was nie mogę), a napój podany mi przez nich nie głaszcze mi podniebienia, to się krzywię. Nie mogę powiedzieć, że wasze miłoście dobrze rzecz rozważyli, kiedy widzę, że do większej części ich sylab wchodzi as-i-nus84 a chociaż nie spieram się z tymi, co utrzymują, żeście poważni i szanowni, mniemam jednak, że kapitalnie kłamią ci, co mówią, że wam dobrze z oczu patrzy. Jeżeli to wszystko dostrzegacie na mapie mojego mikrokosmu85, idzie za tym, że jestem znany dokładnie? I cóż by wasze ślepe przenikliwoście mogły sprostować, jeżeli dokładnie jestem znany?
BRUTUS
No, no, już my waćpana dobrze znamy.
MENENIUSZ
Nie znacie ani mnie, ani siebie, ani niczego zgoła! Dumni jesteście z tego, że czereda gnojków czapice zdejmuje przed wami i nogami wam uniżenie wierzga; marnujecie drogie przedpołudnie, słuchając sprawy między przekupką i tandeciarzem, a potem odraczacie mizerny spór o trzy grosze na drugi dzień audiencji. Jeżeli was przy słuchaniu stron kolka zażgnie, wykrzywiacie się jak maszkary, podnosicie czerwoną flagę ku zniecierpliwieniu najspokojniejszych, i krzycząc o urynał86, zostawiacie spór zawikłany bardziej, niż był przed wprowadzeniem. Jedyna zgoda, do której przyprowadzacie strony, na tym zależy87, że i tych, i owych zwiecie szelmami. Jesteście czworonożną szajką dziwnego nabożeństwa.
BRUTUS
No, no, no, wiadomo każdemu, że waszmość jesteś lepszym śmieszkiem u stołu niż potrzebnym sprzętem w Kapitolu.
MENENIUSZ
Kapłani nawet muszą się stać trefnisiami88 w towarzystwie tak śmiesznych jak wy kreatur. Kiedy się wam zdarzy jako tako mówić w jakiej materii, to jeszcze i wtedy wasza mowa niewarta poruszenia bród waszych, a wasze brody nie zasługują na nic szlachetniejszego po śmierci, jak żeby nimi wypchać poduszki gałganiarza lub utkać z nich derę89 dla osła. Mimo tego utrzymujecie, że Marcjusz jest dumny, on, którego wartość, lekko oceniona, przewyższa wartość wszystkich poprzedników waszych w rumel90 wziętych od czasów Deukaliona91, chociaż może najlepsi z nich z ojca na syna pełnili urząd oprawców. Dobranoc, moi przezacni pasterze plebejskiej trzody, dłuższa rozmowa z wami mogłaby mi mózg zarazić; pozwalam sobie pożegnać was.
Brutus i Sycyniusz oddalają się w głąb sceny. Wolumnia, Wirgilia, Waleria i kilka innych niewiast wchodzą.
Witajcie piękne, szlachetne niewiasty. Gdyby Luna92 była ziemianką, śmiało by mogła obok was stanąć. Gdzież to tak niecierpliwie wzrok posyłacie?
WOLUMNIA
Zacny Meneniuszu, mój Marcjusz jest spodziewany. Na miłość Junony93, idźmy naprzeciwko niego.
MENENIUSZ
Co słyszę! Marcjusz powraca?
WOLUMNIA
Tak jest, Meneniuszu, powraca szczęśliwie i zaszczytnie.
MENENIUSZ
Do góry, czapko moja! Jowiszu, przyjm pokłon i dzięki! Marcjusz, Marcjusz powraca?
DWIE NIEWIASTY
Nie inaczej, wkrótce tu będzie.
WOLUMNIA
Patrz, oto list od niego; senat odebrał drugi, jego żona trzeci, a czwarty pewnie w domu na was czeka!
MENENIUSZ
Biada memu domowi! Roztrząsnę go za powrotem. List do mnie od niego?
WIRGILIA
Najniezawodniej znajdziecie list w domu, widziałam go.
MENENIUSZ
List od niego? Wieść ta wprawia mnie w stan zdrowia, którego na siedem lat wystarczy. Dziś jeszcze dam szczutka94 w nos lekarzowi. Najdoskonalszy przepis Galena95 szarlatańskim jest środkiem, nie lepszym od końskiej mikstury w porównaniu z taką receptą. Nie jestże on ranny? Bo on bez ran nie zwykł powracać.
WIRGILIA
O, nie, nie, nie!
WOLUMNIA
I owszem, jest ranny; bogom za to dzięki składam.
MENENIUSZ
Czynię i ja to samo, jeżeli tylko jego rany nie są cięższego kalibru, będą mu one do twarzy. Przynosi w garści zwycięstwo?
WOLUMNIA
Na czole, Meneniuszu; po raz trzeci to już wraca w wieńcu dębowym.
MENENIUSZ
Musiał dać dobrą pamiątkę Aufidiuszowi?
WOLUMNIA
Tytus Larcjusz pisze, że walczyli z sobą, ale Aufidiusz uszedł.
MENENIUSZ
I dobrze zrobił, mogę mu ręczyć; bo gdyby mu był96 dotrzymał placu, za wszystkie skrzynie Koriolów i wszystko złoto, co w nich jest, nie chciałbym wyglądać tak, jak by on wyglądał. Czy wie o tym senat?
WOLUMNIA
Idźmy, moje kobiety. Nie inaczej, nie inaczej, senat odebrał listy od wodza, w których tenże przyznaje mojemu synowi cały zaszczyt tej wojny, przewyższyć on miał w dwójnasób tym razem poprzednie swoje czyny.
WALERIA
W istocie, dziwne o nim rzeczy opowiadają.
MENENIUSZ
Dziwne? Gwarantuję, że nie przesadzono o włos rzeczywistości.
WIRGILIA
Dałyby bogi, żeby tak było!
WOLUMNIA
Dałabyś pokój swoim żeby...
MENENIUSZ
A ja dałbym gardło, że tak jest. Gdzież on raniony?
do trybunów, którzy przystąpili
Polecam was bogom! Marcjusz powraca, przybyło mu powodów być dumnym. Gdzież on raniony?
WOLUMNIA
W łopatkę i w lewe ramię; pod dostatkiem będzie miał blizn do pokazania ludowi, kiedy się będzie starał o przynależny mu stopień. Przy wypędzeniu Tarkwiniusza97 otrzymał był siedem cięć.
MENENIUSZ
Z tych, jedno w kark, a dwa w udo, o ile pamiętam, wiemy już więc o dziewięciu.
WOLUMNIA
Udając się na ostatnią wyprawę, miał na sobie dwadzieścia pięć szram.
MENENIUSZ
Będzie ich więc miał dwadzieścia i siedem, każda z nich stała się grobem nieprzyjaciela.
Odgłos trąb i okrzyków.
Słyszycie te głosy?
WOLUMNIA
Są to Marcjusza heroldowie, przed nim
Idą okrzyki, za nim łzy zostają.
Duch śmierci siedzi na jego prawicy,
Którą gdy wstrząśnie, giną przeciwnicy.
Marsz. Odgłos trąb. Kominiusz i Tytus Larcjusz wchodzą, pomiędzy nimi Koriolan z dębowym wieńcem na czole, za nimi rotmistrze i żołnierze, na przodzie Herold.
HEROLD
Wiadomo czynim Rzymowi, że Marcjusz
Sam jeden walczył w murach miasta Koriol,
Gdzie obok sławy zyskał nowe miano
W dodatku do dwóch dawnych. Od tej pory
Ma się zwać: Kajus Marcjusz Koriolanus.
Witaj, wsławiony męstwem Koriolanie!
Odgłos trąb.
WSZYSCY
Witaj, wsławiony męstwem Koriolanie!
KORIOLAN
Dość tego, okrzyk ten razi mi serce.
Dość tego, błagam.
KOMINIUSZ
Oto wasza matka.
KORIOLAN
O! matko!
klęka
Wiem, że za moją pomyślność
Do wszystkich bogów zanosiłaś modły.
WOLUMNIA
Powstań, waleczny bohaterze, powstań,
Luby Marcjuszu, szlachetny Kajusie,
W nagrodę chlubnych dzieł świeżo nazwany —
Jakież to miano? Ha, mam cię podobno
Zwać Koriolanem? Drogi Koriolanie!
Lecz oto twoja żona.
KORIOLAN
O, ty moje
Wdzięczne milczenie, pozdrawiam cię! Czyżbyś
Się śmiała, gdybym był w trumnie powrócił,
Kiedy przy moim triumfie łzy ronisz?
O, luba, takie oblicza dziś mają
Wdowy w Koriolach i matki żałosne
Po stracie synów.
MENENIUSZ
Niechże cię bogowie
Ukoronują!
KORIOLAN
Żyjesz jeszcze, stary?
do Walerii
Wybacz mi, zacna pani; w rzeczy samej,
Nie wiem, gdzie pierwej mam się zwrócić. Witaj,
Rodzinne miasto, witajcie mi wszyscy
Razem, witajcie po szczególe wszyscy!
MENENIUSZ
Po sto tysięcy razy witaj! Mógłbym
Śmiać się i płakać; czuję się na poły
Lekki i ciężki: witaj nam! Niech temu
Przekleństwo toczy serce, kto niekontent
Z twego widoku. W was trzech powinien by
Rzym się rozszaleć; są tu jednak stare,
Dzikie jabłonie, których cierpki owoc
Oblektamentów98 wam nie da. Z tym wszystkim
Bądźcie nam całym sercem pozdrowieni,
Chwastem nazwijmy chwast, a błędy głupców
Głupotą.
KOMINIUSZ
Dobrze mówisz.
KORIOLAN
Tak jak zawsze.
HEROLD
Dalej, mężowie!
KORIOLAN
do matki i żony
Podajcie mi dłonie!
Nim mnie dach domu naszego ocieni,
Muszę odwiedzić zacnych patrycjuszów,
Od których obok pozdrowień zaszczytny
Dank otrzymałem.
WOLUMNIA
Dożyłam spełnienia
Życzeń mych, nawet marzeń, jednej tylko
Brak jeszcze rzeczy, a i tej zapewne
Rzym względem ciebie ziścić nie zaniedba.
KORIOLAN
Bądź przekonana, matko, że wolałbym
Być po swojemu sługą niż panować
Po służalczemu.
KOMINIUSZ
Idźmy na Kapitol.
Odgłos trąb i rogów. Wszyscy odchodzą tym samym porządkiem, jak weszli. Trybunowie zostają.
BRUTUS
Wszystko, co żyje, o nim tylko mówi....
Kto ma wzrok słaby, okulary wkłada,
Aby go ujrzeć. Świegotliwa niańka
Pozwala dziecku zanieść się od krzyku„
A plecie o nim: lada pluch99, skręciwszy
Najdroższą szmatę koło szyi, idzie
Piąć się na mury i gapić na niego;
Wystawy domów, przyzby100, okna, ganki
Upstrzone, gną się dachy, na facjatach101
Okraczkiem siedzą żyjące facjaty,
Tym tylko jednym do siebie podobne,
Że wszystkie oczy wytrzeszczają. Rzadko
Napotykani flaminowie102 drą się
Pośrodkiem tłumów i zaledwie dysząc,
Szukają sobie miejsca wśród motłochu,
Nasze zazwyczaj zakwefione103 damy
Podają śmiało swoje delikatne
Różą i lilią jaśniejące lica
Na łup figlarnych Feba104 pocałunków:
Taki ścisk wszędzie, taki wir, jak gdyby
Jakiś bóg w tego człowieka wcielony
Dał mu nadludzką potęgę i powab.
SYCYNIUSZ
Zobaczysz, że się ani spostrzeżemy,
Jak go obiorą konsulem.
BRUTUS
A wtedy
Urząd nasz pójdzie spać.
SYCYNIUSZ
On nie potrafi
Z umiarkowaniem piastować do końca
Swoich godności; to, co dziś pozyskał,
Utraci jutro.
BRUTUS
W tym nasza otucha.
SYCYNIUSZ
Nie wątp, że nasi mieszczańscy mandanci105
Przy pierwszej lepszej okazji poczują
Dawną ku niemu niechęć i zapomną
O jego nowych zaszczytach, do czego
Że im da powód, znając jego dumę,
Z łatwością można przewidzieć.
BRUTUS
Słyszałem,
Jak się zarzekał, że choćby chciał zostać
Konsulem, nigdy nie pójdzie na rynek,
Nigdy nie włoży na siebie wytartej
Szaty pokory ani też nie będzie
Ran swych po formie106 odkrywać ludowi,
By tym sposobem skarbić sobie jego
Smrodliwy oddech.
SYCYNIUSZ
Tym lepiej.
BRUTUS
Powiedział,
Oto są jego słowa: że wolałby
Nie być konsulem niż być nim inaczej
Jak za usilną prośbą sobie równych
I wskutek życzeń szlachty.
SYCYNIUSZ
Nie pragnijmy
Niczego więcej: jeno107 żeby wytrwał
W tym przedsięwzięciu i one wykonał.
BRUTUS
Zdaje się, że tak zrobi.
SYCYNIUSZ
W takim razie
Zgotuje sobie to, czego mu życzym,
To jest niechybną zgubę.
BRUTUS
Jedno z dwojga
Musi nastąpić: albo on upadnie,
Albo my wpływ nasz utracim. Dlatego
Trzeba nam zręcznie poszepnąć ludowi,
Jak on go zawsze nie cierpiał; że gdyby
Miał władzę, to by go zaprzągł do jarzma108;
Obrońcom jego nakazał milczenie;
Ukrócił jego swobody; że on go
W praktycznym życiu, w publicznych stosunkach
Względnie109 na zdolność i na użyteczność
Za nic lepszego nie ma, jak wielbłąda
Na wojnie, który dostaje posiłek
Za to jedynie, że dźwiga ciężary,
A kije, kiedy pod nimi upada.
SYCYNIUSZ
Skoro się o tym, coś powiedział, wspomni
W stosownym czasie, kiedy jego niczym
Nieposkromiona zuchwałość wybuchnie
W oczy ludowi (wybuchnie zaś ona,
Jak tylko się go podżegnie, a jego
Podżec tak łatwo, jak psem poszczuć owce),
Wtedy ten wybuch ogarnie w lot suche
Paliwo ludu, a dym stąd powstały
Zaćmi na zawsze cały jego urok.
Wchodzi Posłaniec.
BRUTUS
Co nam przynosisz?
POSŁANIEC
Jesteście wezwani
Do Kapitolu. Zanosi się na to,
Że Marcjusz będzie konsulem. Widziałem
Głuchych tłoczących się, żeby go widzieć,
A ślepych — żeby go słyszeć. Matrony,
Niewiasty, panny rzucały na niego
W przechodzie chusty, szarfy i zasłony;
Szlachta skłaniała się z uszanowaniem
Jak przed statuą Jowisza; a nasze
Tłumy wydały taki grzmot okrzyków,
Zrobiły taki grad z czapek, jakiegom
Jeszcze nie widział.
BRUTUS
Idźmy na Kapitol!
Nastrójmy oczy i słuchy do tego,
Co jest, a serca postawmy na czatach
Tego, co będzie.
SYCYNIUSZ
Wesprę cię we wszystkim.
Wychodzą.