SCENA III

Step.

Wchodzi Edgar.

EDGAR

Publikowane me imię słyszałem;

W spróchniałym drzewie uszedłem pogoni;

Nie ma jednego portu, nie ma miejsca,

Gdzie by straż czujna nie czyhała na mnie.

Postanowiłem, aby się ratować,

Przybrać pozory najpodlejszej nędzy,

Co kiedykolwiek wzgardzonego człeka

Do bydlęcego przybliżyła stanu.

Twarz skalam błotem, płachtą się owinę,

Włosy me wszystkie w kołtuny pozwijam,

W mojej nagości z wiatrów będę szydził

I z niepogody surowego nieba.

Już wzór znalazłem sobie na tej ziemi:

Żebraków z Bedlam, co wśród dzikich ryków

Tkają w gangreną otrętwiałe ręce

Szpilki, gałązki rozmarynu, gwoździe,

A potem, hydne pokazując rany,

Po biednych siołach, młynach i owczarniach,

Czasami prośbą, czasem przekleństwami

Zmuszają ludzką litość do jałmużny.

Tylko Tomaszkiem biednym jestem teraz;

To jest coś jeszcze — a Edgar jest niczym.

Wychodzi.