SCENA CZWARTA
Klasztor. Wchodzi Książę i Mnich Tomasz.
KSIĄŻĘ
Nie, święty ojcze, myśl odrzuć podobną;
Nie chciej przypuszczać, że miłości strzała
Może dosięgnąć zbrojne męża serce.
Jeżeli żądam u ciebie schronienia,
To w poważniejszych, dojrzalszych zamiarach
Niż płoche cele gorącej młodości.
MNICH
Wolnoż mi pytać o te tajemnice?
KSIĄŻĘ
Nikt lepiej nie wie jak ty, święty ojcze,
Żem zawsze lubił życie na ustroniu,
Że zawsze w niskiej były u mnie cenie
Huczne zebrania, gdzie szalona młodzież
Z dziecinną pychą marnowała skarby.
Mąż niezachwiany, surowy i czysty,
Angelo, w Wiedniu władzę moją dzierży;
On i lud cały są dziś przekonani,
Że wyruszyłem tajemnie do Polski,
Bo sam z umysłu wieść tę rozpuściłem.
Chcesz teraz wiedzieć dla jakich powodów?
MNICH
Chętnie, mój książę.
KSIĄŻĘ
Są u nas ustawy,
Są u nas prawa ostre i surowe
(Brykliwym koniom potrzebne wędzidło),
Których czternaście lat nie rozbudziłem,
Jak lew w jaskini, starością przykuty,
Co przestał szukać pastwy pośród kniei.
Lecz kiedy ojciec w zbytku pobłażania
Związane rózgi przed dziećmi postawi
Raczej na groźbę niż na ich użycie,
Wnet rózga budzi szyderstwo, nie postrach.
Tak prawa nasze, nie zastosowane,
Są jak umarłe; zuchwała swawola
Bezkarnie ciągnie za nos sprawiedliwość,
Dziecko swą mamkę bije, przyzwoitość
Znikła do szczętu.
MNICH
W twojej było mocy
Sprawiedliwości rozwiązać znów pęta.
Kara z twej ręki większy by wśród ludzi
Zrobiła postrach.
KSIĄŻĘ
Lękam się, zbyt wielki.
Z mej winy lud się na swawolę puścił,
Tyranią teraz z mej byłoby strony
Karać za grzechy, które wywołałem,
Bo kto nie karze winy przy spełnieniu,
Ten upoważnia do spełnienia winy.
Dlategom władzę Angelowi zwierzył;
Pod moją tarczą śmiało może karcić,
A mnie od ciężkich zasłonić wyrzutów.
By jego rządom przypatrzeć się bliżej,
Niby braciszek twojego zakonu
Odwiedzę władcę i lud mu podległy.
Daj mi więc habit i naucz mnie, proszę,
Jak się mam trzymać, bym uszedł za mnicha.
W wolniejszej chwili obszerniej wyłożę
Moje powody; teraz jeszcze słowo:
Angelo, człowiek sumienny, surowy
I zawsze baczny na zawistnych sądy,
Ledwo chce przyznać, że ma krew w swych żyłach,
Że kawał chleba nad kamień przenosi;
Obaczę, czyli władza zmienia ludzi,
Czy pozór często mylną ufność budzi.
Wychodzą.