SCENA DRUGA
Ulica przed więzieniem. Wchodzą Książę, przebrany za mnicha, Łokieć, Pompej, straż policyjna.
ŁOKIEĆ
Słuchaj, jeśli nie ma na to lekarstwa, jeśli chcesz gwałtem kupować i sprzedawać mężczyzn i kobiety, jak bydlęta, wkrótce świat cały będzie musiał pić białego i czerwonego bękarta5.
KSIĄŻĘ
O Boże, cóż to za gawiedź?!
POMPEJ
Radość z tego świata uciekła od czasu, jak z dwóch lichwiarzy weselszy był zrujnowany, a gorszy prawem był upoważniony do przywdziania płaszcza z futrem, żeby mu było ciepło; płaszcz podbity był lisem i barankami na znak, że oszustwo bogatsze od uczciwości może się stroić tym godłem.
ŁOKIEĆ
No, dalej w drogę, mopanku. Pan z tobą, dobry ojcze braciszku.
KSIĄŻĘ
I z tobą, dobry braciszku ojcze. W czym ci ten człowiek zawinił?
ŁOKIEĆ
Człowiek ten pogwałcił prawo, a prócz tego, panie, zdaje się nam, że to złodziej, bo znaleźliśmy na nim dziwnej natury wytrych, któryśmy posłali do namiestnika.
KSIĄŻĘ
Obrzydły potwór, rajfur, grzeszny rajfur!
Grzech, do którego jesteś pośrednikiem,
Chlebem jest twoim; czyś pomyślał kiedy:
Co się to znaczy grzbiet swój przyodziewać
I brzuch napełniać z tak brudnego źródła?
Sam sobie powiedz: z ich dotknięć zwierzęcych
I jem, i piję, ubieram się, żyję.
Możeszli wierzyć, że życiem jest życie
Od tak smrodliwej zależne kałuży?
Popraw się, popraw, póki jeszcze pora.
POMPEJ
Prawda, panie, że to śmierdząca trochę kałuża, jednakże podejmuję się dowieść...
KSIĄŻĘ
Jeśli ci diabeł podsunął dowody,
By grzech obronić, to dowód, że jesteś
Własnością diabła. Precz z nim do więzienia!
Nim takie bydlę dobrą pójdzie drogą,
Trzeba mu dodać chłostę do nauki.
ŁOKIEĆ
Musi się stawić przed namiestnikiem, który mu dobrą dał już przestrogę. Namiestnik nie może ścierpieć rajfurów. Jeśli się pokaże, że to jego rzemiosło, lepiej by mu było pójść milę za sprawunkami niż pokazać mu się na oczy.
KSIĄŻĘ
O, bodaj byli ludzie, za co chcą uchodzić,
Bez grzechu albo, grzeszni, nie pragnęli zwodzić!
Wchodzi Lucjo.
ŁOKIEĆ
Wkrótce będzie miał na szyi, co ty, braciszku, na brzuchu — postronek.
POMPEJ
Nadchodzi sukurs! Złożę kaucję; oto jest szlachcic, a mój dobry przyjaciel.
LUCJO
Co tu nowego, szlachetny Pompejuszu? Jak to, przy wozie Cezara? czy cię w tryumfie prowadzą? Co, czy nie ma już posągów Pigmaliona, świeżo w kobiety zmienionych, które by można nabyć, wkładając rękę do kieszeni, a wyciągając ją stuloną? Co na to odpowiesz, hę? Co mówisz o tej nucie, o tym temacie, o tej metodzie? Czy ci język w ostatnim deszczu utonął? hę? Co mówisz, brukowcze? Czy świat idzie zawsze po staremu? Dokąd droga? Czy smutna, a krótka? No, jakże dziś stoją rzeczy?
KSIĄŻĘ
Świat zawsze jednakowy! Coraz gorszy i gorszy!
LUCJO
A jak się ma drogi mojemu sercu kąsek, twoja pani? Czy zawsze prokuruje, hę?
POMPEJ
Żeby ci powiedzieć prawdę, panie, już zjadła wszystek swój pekefleisz i sama siedzi teraz w solówce6.
LUCJO
Bardzo dobrze, nic sprawiedliwszego, tak być powinno. Dziewczyna zawsze świeża, a rajfurka zawsze solona, to nieuniknione następstwo, tak być powinno. A ty, Pompejuszu, idziesz do więzienia?
POMPEJ
Tak jest, panie.
LUCJO
Nic w tym złego, Pompejuszu. Bądź zdrów! Idź z Bogiem! Powiedz, że to ja cię tam posłałem. Czy za długi, Pompejuszu, czy za co innego?
POMPEJ
Za rajfurstwo, za rajfurstwo!
LUCJO
Więc co prędzej z nim do więzienia. Jeśli więzienie należy się rajfurom, ma do niego najlepsze prawo, bo to rajfur niewątpliwy, rajfur starożytny, rajfur z dziada pradziada. Bądź zdrów, Pompejuszu! Poleć mnie więzieniu, Pompejuszu; zostaniesz tam dobrym gospodarzem, będziesz pilnował domu.
POMPEJ
Spodziewam się, panie, że nie zechcesz mi odmówić twojego poręczenia.
LUCJO
Ani dać go myślę, Pompejuszu, nie w modzie to teraz. Poproszę ich nawet, Pompejuszu, aby przedłużyli twoje więzienie, jeśli go nie będziesz znosił cierpliwie, bo będzie to znak, że masz za gorący temperament. Bądź zdrów, wierny Pompejuszu! Pan z tobą, ojcze!
KSIĄŻĘ
I z tobą.
LUCJO
Czy Brygita zawsze się maluje, hę?
ŁOKIEĆ
Dalej, mopanku, w drogę!
POMPEJ
Więc mi odmawiasz, panie, twojego poręczenia?
LUCJO
Na teraz przynajmniej, Pompejuszu. Co za nowiny na świecie, mój ojcze, co za nowiny?
ŁOKIEĆ
Dalej, mopanku, w drogę!
LUCJO
Idź do psiarni, Pompejuszu, idź śmiało.
Wychodzą Łokieć, Pompej, straż.
KSIĄŻĘ
Żadnej nie słyszałem o nim nowiny. A ty czy możesz mi co o nim powiedzieć?
LUCJO
Jedni powiadają, że jest u cesarza rosyjskiego, inni, że jest w Rzymie; a tobie jak się zdaje? Gdzie on teraz?
KSIĄŻĘ
Nie wiem wcale; lecz gdzie bądź jest, życzę mu szczęścia.
LUCJO
Fantastyczny był to wybryk z jego strony wykraść się z własnego księstwa, a osiąść na rzemiośle wagabundy, do którego się nie rodził. Angelo w jego nieobecności dobrze się rozpanoszył, tylko że poszedł trochę za daleko.
KSIĄŻĘ
Dobrze zrobił.
LUCJO
Trochę więcej pobłażania jurności nie zrobiłoby mu krzywdy; trochę on za cierpki do tego artykułu.
KSIĄŻĘ
Występek ten zbyt się rozpowszechnił; surowość musi go wyleczyć.
LUCJO
Nie przeczę, że występek ten liczną ma familię i wysokie koligacje, ale niepodobna do szczętu go wyplenić, ojcze, dopóki jeść i pić nie zabronisz. Powiadają, że ten Angelo nie rodził się z mężczyzny i niewiasty wedle zwyczajnej formy stworzenia: czy to prawda? Co o tym myślisz?
KSIĄŻĘ
A w jakiż rodził się sposób?
LUCJO
Jedni utrzymują, że go wyikrzyła syrena, inni, że był poczęty przez dwóch stokfiszów; ale co jest niewątpliwe to to, że kiedy wypuszcza wodę, uryna jego ścina się na lód; wiem z pewnością, że to prawda, jak prawda niezawodna, że jest rodzaju nijakiego.
KSIĄŻĘ
Zabawny z ciebie człowiek; sam nie wiesz, co pleciesz.
LUCJO
Pomyśl tylko, co za okrucieństwo z jego strony za bunt rozporka wydzierać człowiekowi życie! Czy nieobecny książę zrobiłby co podobnego? Nim by jednego człowieka powiesił za to, że spłodził stu bękartów, on by dał raczej na mamki dla tysiąca, bo on ma trochę w tych sprawach doświadczenia, zna tę służbę, dlatego też czuje dla niej miłosierdzie.
KSIĄŻĘ
Nigdy nie słyszałem, aby nieobecny książę zbyt był kobietom oddany; nie jego to słabość.
LUCJO
Mylisz się, mój ojcze.
KSIĄŻĘ
To być nie może.
LUCJO
Co, książę nie miał do kobiet słabości? Choćby do pięćdziesięcioletniej żebraczki. Zwyczajem jego było rzucać jej dukata na miseczkę. Książę miał swoje przywidzenia; lubił się też zalewać, mogę cię o tym zapewnić.
KSIĄŻĘ
Krzywdzisz go niewątpliwie.
LUCJO
Byłem jednym z jego poufałych. Nurkowaty to był jegomość, mój pan książę, i zdaje mi się, że zgaduję przyczynę jego oddalenia się.
KSIĄŻĘ
Powiedz, proszę, jaka może być tego przyczyna?
LUCJO
Nie, daruj, ale ten sekret musi mi zostać za zębami. To jednak mogę ci powiedzieć, że wielka liczba poddanych przyznaje księciu rozum.
KSIĄŻĘ
Rozum? Wszak nie ma wątpliwości, że go posiadał.
LUCJO
To człowiek powierzchowny, nieuk i wiatrołów.
KSIĄŻĘ
Jest tu z twojej strony albo zazdrość, albo szaleństwo, albo omyłka. Cały potok jego żywota i sprawy, którymi sterował, powinny mu w potrzebie lepsze zapewnić imię. Niech mu tylko własne jego czyny za świadków służą, a zazdrośni nawet przyznają, że to mąż uczony, statysta i żołnierz. Albo więc mówisz bez świadomości, albo tę świadomość, jeśli ją posiadasz, złośliwość twoja ogromnie przyćmiła.
LUCJO
Znam go, mój ojcze, i kocham go.
KSIĄŻĘ
Miłość mówi z lepszą znajomością, a z większą miłością znajomość.
LUCJO
Ba, ba, wiem ja, co wiem.
KSIĄŻĘ
Nie sądzę, skoro sam nie wiesz, co mówisz. Jeśli kiedykolwiek książę wróci (o co modły zanoszę codziennie), w jego przytomności odpowiesz za to, co mówisz; jeśli powiedziałeś prawdę, będziesz miał zapewne odwagę w oczy mu ją powtórzyć; moim będzie obowiązkiem zawezwać cię do tego; proszę cię więc, powiedz mi twoje nazwisko.
LUCJO
Nazywam się Lucjo, a książę zna mnie dobrze.
KSIĄŻĘ
Pozna cię lepiej, bylem dożył, aby mu naszą rozmowę opowiedzieć.
LUCJO
Nie boję się ciebie.
KSIĄŻĘ
Bo myślisz, że książę nie wróci, albo sobie wyobrażasz, że jestem zbyt słabym przeciwnikiem; mogę ci jednak trochę dokuczyć i wiem, że się wszystkiego odprzysiężesz.
LUCJO
Dam się powiesić wprzódy. Mylisz się w twoim o mnie sądzie, o mój ojcze. Lecz skończmy rzecz tę na teraz. Możeszli mi powiedzieć, czy Klaudio umrze jutro?
KSIĄŻĘ
Dlaczego miałby umrzeć, mój panie?
LUCJO
Dlaczego? Dlatego że butelkę za pomocą lejka napełnił. Chciałbym, żeby książę, o którym mówiliśmy, co prędzej wrócił, inaczej bowiem ten wykapłoniony namiestnik wstrzemięźliwością całe państwo wyludni. Wróblom nawet nie wolno pod jego dachem się gnieździć, zbyt są jurne. Sam książę sądziłby w ciemności czyny ciemności, a nie wyprowadzał ich na światło dzienne. Jakże pragnę, aby wrócił! Biedny ten Klaudio skazany na śmierć za podgięcie fartuszka! Bądź zdrów, dobry ojcze, a proszę cię, módl się za mną. Książę, raz ci jeszcze powtarzam, jadłby w piątek baraninę. Choć minęły już jego dobre czasy, jeszcze jednak, wierzaj mi, gotów się cmoktać z żebraczką, którą czuć czosnkiem i berłowym chlebem. Powiedz, że ja ci to powiedziałem. Bądź zdrów!
Wychodzi.
KSIĄŻĘ
Z największych królów złośnik się natrząsa,
Najbielszą cnotę zawiść z tyłu kąsa;
Gdzie król klucz znajdzie, co szczelnie zamyka
Żółć ściekającą z potwarzy języka?
Lecz ktoś nadchodzi.
Wchodzą Eskalus, Stróż więzienia, Rajfurka, straż.
ESKALUS
Precz z nią do więzienia.
RAJFURKA
Dobry mój panie, bądź dobrym i dla mnie. Dostojność wasza ma u ludzi imię człowieka miłosiernego, dobry mój panie.
ESKALUS
Po dwóch i trzech ostrzeżeniach zawsze to samo przestępstwo? Toć na ten widok samo miłosierdzie kląć by zaczęło i zmieniło się na tyranię.
STRÓŻ
Rajfurka ta praktykuje od lat jedenastu, z przeproszeniem waszej dostojności.
RAJFURKA
Dobry panie, to niejaki Lucjo mnie denuncjował. Zrobił dziecko Kasi Trzymaj-go-nisko jeszcze za czasów książęcia; obiecał się z nią ożenić; dziecko będzie miało rok i trzy miesiące na świętego Filipa i Jakuba, chowało się u mnie, a patrzcie, jak mi za to płaci.
ESKALUS
Wiem, że to rozpustny jegomość; zawezwać go, żeby się stawił przed nami. Tymczasem precz z nią do więzienia. Precz z nią! Ani słowa więcej. Wychodzą Rajfurka i straż. Stróżu, brat mój Angelo jest nieugięty. Klaudio musi umrzeć jutro. Poślij mu księdza i dopilnuj, żeby miał wszystko, co chrześcijańska miłość nakazuje. Gdyby brat mój chciał się był moją litością kierować, nie przyszłoby mu na ten koniec.
STRÓŻ
Ten właśnie braciszek był już u niego i na śmierć go dysponował.
ESKALUS
Dobry wieczór, dobry ojcze.
KSIĄŻĘ
Błogosławieństwo boże z tobą!
ESKALUS
Skąd jesteś, mój ojcze?
KSIĄŻĘ
Nie z tego kraju, chociaż czas niejaki
Zostać tu muszę; z mojego klasztoru
Ojca świętego rozkaz mnie oddalił
W świątobliwości jego interesach.
ESKALUS
Co słychać nowego na świecie?
KSIĄŻĘ
Nic nowego, chyba to, że uczciwość tak na gorączkę zapadła, iż tylko śmierć może ją wyleczyć; sama tylko nowość poszukiwana, a tak niebezpieczną jest rzeczą zestarzeć się w jakiej bądź profesji, jak korzystną zmieniać co chwila rzemiosło. Ledwo jest dosyć szczerości na ziemi, aby towarzystwo zachować, tyle jednak zaręczeń, że wszyscy przeklinają stowarzyszenia: na tej zagadce obraca się cała mądrość świata. Dość to stara nowina, a przecie codzienna to nowina. Proszę cię teraz, panie, powiedz mi, jaki był charakter książęcia?
ESKALUS
Był to mąż, który wszystkimi siłami starał się poznać sam siebie.
KSIĄŻĘ
W czym szukał głównie rozrywki?
ESKALUS
Cieszył się raczej widząc innych wesele, niż rozweselał się rzeczami, którymi weselić go chciano: pan wielkiej wstrzemięźliwości. Lecz zostawmy go jego przeznaczeniom, prosząc Boga, aby przeznaczenia te były szczęśliwe. A teraz pozwól mi zapytać, w jakim usposobieniu znalazłeś Klaudia? Mówiono mi, że go dysponowałeś.
KSIĄŻĘ
Sam wyznaje, że sędzia nie był względem niego niesprawiedliwy; z dobrowolną pokorą poddaje się wyrokowi prawa; jednakże pod wpływem ludzkiej słabości łudził się jeszcze zwodną nadzieją życia, lecz powoli moimi przestrogami wybiłem mu ją z głowy i teraz na śmierć jest przygotowany.
ESKALUS
Dopełniłeś obowiązków twojego stanu względem nieba i względem więźnia. Z mojej strony do ostatnich granic wyrozumiałości pracowałem w interesie tego szlachcica, lecz sędziego sprawiedliwość tak surową znalazłem, iż musiałem mu w końcu powiedzieć, że jest naprawdę wcieloną sprawiedliwością.
KSIĄŻĘ
Jeśli własne jego życie zgadza się z surowością jego sądów, surowość ta mu przystoi; ale jeśli zbłądzi przypadkiem, sam wyda wyrok na siebie.
ESKALUS
Idę odwiedzić więźnia. Bądź zdrów!
KSIĄŻĘ
Pokój z tobą!
Wychodzą Eskalus i Stróż.
Kto trzymać w ręku miecz nieba się kusi,
Jeśli surowy, i święty być musi;
Wzór życia drugim twardą cnoty drogą
Iść zawsze musi nieznużoną nogą,
Przeciw występnym chcąc stanowić karę,
Na swoich własnych słabościach brać miarę.
O, hańba temu, co na śmierć skazuje
Występek, w którym sam równie smakuje!
Potrójna hańba dla tego Angela,
Co, swój hodując, innych grzech wypiela!
Jak czarną duszę człowiek nieraz zdoła
Chować pod jasną postacią anioła!
Jak często zbrodnia, strojna pozorami,
Płaszczykiem cnoty zwiedziony świat mami,
I w słabe swojej pajęczyny nici
Godność, powagę i władzę uchwyci!
Tej nocy zbrodnię podstępem założę,
Oszukanego Angela położę
Przy nieszczęśliwej narzeczonej boku,
Którą opuścił w gorzkich łez potoku.
Tak oszukaństwo oszukaństwem zmażę,
I starych przysiąg dochować mu każę.
Wychodzi.