SCENA PIERWSZA
Sala w domu Angela. Wchodzą Angelo, Eskalus, Sędzia, Stróż więzienia, służba.
ANGELO
Nie róbmy z prawa śmiesznego straszydła,
Co miało ptaki drapieżne odganiać,
A które wkrótce przez przyzwyczajenie
Stało się grzędą zamiast być postrachem.
ESKALUS
Zgoda, zaostrzmy miecz sprawiedliwości,
By lekko zaciąć, nie żeby zabijać.
Ach, ten młodzieniec, za którym się wstawiam,
Jest synem ojca wysokiej zasługi.
Rozważ sam, panie (choć wierzę, że ciągle
Życie twe biegło prostą drogą cnoty),
Czyli w wybuchu twoich namiętności,
Gdyby czas, miejsce twym sprzyjało żądzom,
Gdyby podszepty twej krwi rozpalonej
Znalazły pewną do celów swych drogę,
O, rozważ, czyli nie uległbyś czasem
Pokusom, które potępiasz w nim dzisiaj,
Czy by cię prawa nie dosięgła srogość.
ANGELO
Inną jest rzeczą pokus być przedmiotem,
A inną rzeczą pokusom tym ulec.
Wiem ja, że nieraz w dwunastu przysięgłych
O życiu więźnia mających stanowić,
Zasiada stokroć wierutniejszy złodziej
Niż ten, którego ma dotknąć ich wyrok;
Lecz sprawiedliwość jawne chwyta zbrodnie;
Rzecz obojętna dla prawa, że złodziej
Złodzieja sądzi. Gdy obaczę klejnot,
Zapewne skrzętnie podejmę go z ziemi,
Lecz klejnot, który oczów moich uszedł,
Rozgniotę stopą bez myśli i żalu.
To jego winy wcale nie umniejsza,
Że grzech podobny i ja popełniłem,
To może tylko służyć za prawidło
(Jeżeli kiedy ja, sędzia surowy,
Stanę się winnym podobnego czynu),
Aby ta sama dosięgła mnie kara
Bez żadnych względów. On więc musi umrzeć.
ESKALUS
Niechaj się stanie wedle twej mądrości.
ANGELO
Gdzie stróż więzienia?
STRÓŻ
Jestem na rozkazy.
ANGELO
Dopilnuj, żeby jutro o dziewiątej
Wyrok spełniono. Daj mu spowiednika,
Niech się na drogę dobrze przygotuje,
Bo to ostatnia jest jego pielgrzymka.
Wychodzi Stróż.
ESKALUS
I nam, i jemu racz przebaczyć Boże!
Grzech wznosi jednych, innych cnota traci:
Jeden bezkarnie ciągle grzeszyć może,
Inny grzech jeden gardłem swoim płaci.
Wchodzą Łokieć, Pianka, Pompej i straż.
ŁOKIEĆ
Dalej, odstawcie ich tu. Jeśli to są dobrzy ludzie w rzeczypospolitej, co marnie czas marnują po domach publicznych, to ja się nie znam na prawie. Odstawcie ich tu.
ANGELO
Cóż to, mości panie? Jak się nazywasz i po co tu przychodzisz?
ŁOKIEĆ
Z pozwoleniem waszej dostojności, jestem ubogi konstabel jego książęcej mości, a nazywam się Łokieć. Stoję na sprawiedliwości i przyprowadzam przed waszą dostojność dwóch znanych dobroczyńców.
ANGELO
Dobroczyńców? Cóż to za dobroczyńcy? Czy nie chcesz czasem powiedzieć złoczyńców?
ŁOKIEĆ
Jeśli tak się waszej dostojności podoba. Nie wiem ja dobrze, czym oni są, ale to wiem i tego jestem pewny, że wierutne z nich hultaje, że nie ma w nich okruszyny bezbożności, którą dobry chrześcijan mieć powinien.
ESKALUS
Sprawa doskonale wyłożona; dowodzi mądrości urzędnika.
ANGELO
Ciągnij rzecz dalej. Co to za ludzie? Imię twoje Łokieć; czemu nie mówisz, panie Łokciu?
POMPEJ
Nie może, dostojny panie, do tego trzeba światła, a u niego tylko łokcie świecą.
ANGELO
A ty co za jeden?
ŁOKIEĆ
On, panie? To szynkarczyk, panie, a półrajfur, sługa złej niewiasty, której dom, jak powiadają, rozwalono na przedmieściu, a która teraz trzyma łazienki, choć nie radziłbym nikomu szukać w nich czystości.
ESKALUS
Skąd wiesz o tym?
ŁOKIEĆ
Żona moja, panie, którą przed niebem i waszą dostojnością prostytuję...
ESKALUS
Jak to? Twoją żonę?
ŁOKIEĆ
Tak jest, panie, bo to, dzięki Bogu, uczciwa jest niewiasta.
ESKALUS
I dlatego ją prostytujesz?
ŁOKIEĆ
I siebie samego tak dobrze jak ją prostytuję, że jeśli ten dom nie jest domem wszeteczności, to tym gorzej dla niej, bo to nic warte domisko.
ESKALUS
Ale skąd wiesz o tym, konstablu?
ŁOKIEĆ
Skąd wiem? Od mojej żony, która, gdyby miała cielesne depozycje, mogłaby się tam była dopuścić porubstwa, cudzołóstwa i wszystkich nieczystości.
ESKALUS
Z podszeptów tej kobiety?
ŁOKIEĆ
Tak jest, panie, z podszeptów pani Przepieczonej; ale jak mu w twarz plunęła, obaczył dopiero, z kim ma do czynienia.
POMPEJ
Z pozwoleniem waszej dostojności, nie tak stoi sprawa.
ŁOKIEĆ
Dowiedź tego przed tymi hajdamakami, ty honorowy człowieku, dowiedź tego.
ESKALUS
do Angela
Uważaj na jego przekładnię.
POMPEJ
Przyszła ona do nas brzemienna, bo się jej zachciało, z pańskim przeproszeniem, gotowanych śliwek. Mieliśmy podówczas dwie tylko w całym domu, a i te, w owym odległym czasie, leżały, że tak powiem, na talerzyku od wetów wartującym mniej więcej trzy grosze. Wasza dostojność widziała zapewne tego rodzaju talerzyki; nie chińska to porcelana, ale fajans niezgorszy.
ESKALUS
Do rzeczy, do rzeczy, mniejsza o talerzyk.
POMPEJ
To prawda, talerzyk niewart niucha tabaki. Wasza dostojność ma w tym zupełną rację, a więc do rzeczy. Otóż więc, jak już powiedziałem, ta pani Łokciowa, będąc, jak już powiedziałem, brzemienną, miała żywot odęty, a zachciało się jej gotowanych śliwek, a że nie mieliśmy więcej jak dwie na talerzyku, jak to już powiedziałem, bo pan Pianka, ten sam właśnie tu człowiek, zjadł resztę, jak powiedziałem, i jak powiedziałem, zapłacił za nie uczciwie, bo jak pewnie zapamiętasz, panie Pianko, nie miałem ci wydać reszty trzech groszy...
PIANKA
To prawda, nie miałeś.
POMPEJ
Bardzo dobrze; gdy więc, jak zapamiętasz, w tę właśnie porę gryzłeś pestki śliwek wyż rzeczonych...
PIANKA
To prawda, gryzłem podówczas pestki.
POMPEJ
Więc dobrze, a ja ci mówiłem, jeśli zapamiętasz, że ten jeden i tamten drugi nie wyleczą się z wiadomej ci rzeczy, jeśli nie pójdą na ścisłą dietę, jak ci powiedziałem...
PIANKA
Wszystko prawda.
POMPEJ
Więc dobrze...
ESKALUS
Do rzeczy; nudny z ciebie błazen; do rzeczy. Coście zrobili żonie Łokcia, że przychodzi na skargę? Opowiedz, coście jej zrobili. Przystąp do rzeczy.
POMPEJ
Wasza dostojność nie może jeszcze do niej przystąpić.
ESKALUS
Ani też myślę.
POMPEJ
A jednak przystąpi do niej wasza dostojność, z waszej dostojności przyzwoleniem. Błagam, niech wasza dostojność raczy spojrzeć na tego tu Piankę; człowiek ten ma osiemdziesiąt funtów intraty, a jego ojciec umarł w dzień Wszystkich Świętych. Czy nie w dzień Wszystkich Świętych, panie Pianko?
PIANKA
W wilię Wszystkich Świętych.
POMPEJ
A, tak jest, w wilię Wszystkich Świętych. Spodziewam się, że to mi są prawdy. Otóż więc, jak powiedziałem, siedział pan Pianka na stołeczku w izbie Winogradu, w której, jak wiadomo, najwięcej sobie upodobałeś. Czy to prawda?
PIANKA
Prawda, bo to ciepła izba i doskonała na zimę.
POMPEJ
Dobrze więc; spodziewam się, że to mi są prawdy.
ANGELO
Widzę, że będziesz bajał przez noc ruską
W porze, gdy noce ciągną się najdłużej.
Ja muszę odejść; zostawiam ci sprawę,
A mam nadzieję, że znajdziesz powody,
Aby na chłostę wszystkich razem skazać.
ESKALUS
I ja tak myślę. Więc żegnam cię, panie. Wychodzi Angelo. Wróćmy teraz do rzeczy. Coście zrobili żonie Łokcia? Raz jeszcze pytam.
POMPEJ
Raz, panie? Nic jej raz nie zrobiliśmy.
ŁOKIEĆ
Błagam cię, panie, zapytaj, co hultaj ten żonie mojej zrobił.
POMPEJ
I ja także błagam cię, panie, zapytaj mnie.
ESKALUS
Więc pytam, co zrobił jej ten jegomość.
POMPEJ
Błagam cię, panie, przyjrzyj się twarzy tego jegomościa. Dobry panie Pianko, spojrzyj na jego dostojność, proszę cię o to w dobrej myśli. Czy przypatrzyła się wasza dostojność jego twarzy?
ESKALUS
Przypatrzyłem się jej dobrze.
POMPEJ
Błagam cię, panie, przypatrz się jej tylko dobrze.
ESKALUS
Już to zrobiłem.
POMPEJ
Czy wasza dostojność widzi co złego w jego twarzy?
ESKALUS
Nic wcale.
POMPEJ
Otóż ja gotów przysiąc na Biblię, że co w nim najgorsze, to twarz jego; jeśli więc co w nim najgorsze, to twarz jego, jakżeby mógł pan Pianka zrobić co złego żonie konstabla? Pragnąłbym, żeby mi na to pytanie wasza dostojność odpowiedział.
ESKALUS
Ma rację. Cóż ty na to, konstablu?
ŁOKIEĆ
Naprzód, z pozwoleniem waszej dostojności, dom tamten jest respektowany, po wtóre, jegomość ten jest respektowany, a na koniec, pani jego jest respektowana kobieta.
POMPEJ
A ja, panie, na tę rękę przysięgam, że żona jego więcej jest respektowana jak my wszyscy.
ŁOKIEĆ
Łżesz, hultaju, łżesz, obrzydły hultaju, nie przyszedł jeszcze czas, w którym by żona moja była respektowana przez mężczyznę, kobietę lub dziecię.
POMPEJ
Panie, panie, ona była z nim respektowana, nim jeszcze wziął ją za żonę.
ESKALUS
Kto tu jest mądrzejszy? Sprawiedliwość czy niegodziwość? — Czy to prawda?
ŁOKIEĆ
A, ty łotrze! a ty hajdamaku! ty złośliwy Hannibalu4! Ja z nią respektowany, nim ją wziąłem za żonę? Jeśli się pokaże, że ja byłem z nią respektowany albo ona ze mną, to niech mnie wasza dostojność nie uważa więcej za urzędnika jego książęcej mości. Dowiedź tego, złośliwy Hannibalu, albo ci wytoczę proces o gwałt publiczny.
ESKALUS
A gdyby ci jeszcze dał w gębę, mógłbyś dołączyć proces o potwarz!
ŁOKIEĆ
To prawda; dziękuję waszej dostojności za radę. Co mi każe wasza dostojność zrobić z tym hultajem?
ESKALUS
Żeby ci powiedzieć prawdę, mój konstablu, skoro ten człowiek dopuścił się rzeczy, które byś denuncjował, gdybyś mógł, pozwól, niech brnie w nich dalej, póki się nie dowiesz, co to za rzeczy.
ŁOKIEĆ
Dziękuję waszej dostojności za wyrok. Widzisz, rozpustny hultaju, na co ci przyszło, musisz brnąć teraz, hultaju, tak jest, musisz brnąć, hultaju, w twoich rzeczach.
ESKALUS
do Pianki
Gdzie się rodziłeś, przyjacielu?
PIANKA
Tu w Wiedniu, panie.
ESKALUS
Czy masz osiemdziesiąt funtów rocznej intraty?
PIANKA
Mam, z pozwoleniem waszej dostojności.
ESKALUS
do Pompeja
Jakie twoje rzemiosło?
POMPEJ
Szynkarczyk, szynkarczyk w służbie u biednej wdowy.
ESKALUS
Nazwisko twojej pani?
POMPEJ
Pani Przepieczona.
ESKALUS
Czy miała więcej niż jednego męża?
POMPEJ
Dziewięciu, panie, ostatni był Przepieczony.
ESKALUS
Dziewięciu! — Zbliż się tu, panie Pianko. Panie Pianko, nie życzyłbym sobie, żebyś zabierał znajomość z szynkarczykami, oni cię odszumują, panie Pianko, a ty ich poprowadzisz na szubienicę. Idź teraz z Bogiem i niech nie słyszę o tobie więcej.
PIANKA
Dziękuję waszej dostojności. Co do mnie, moja noga nie postanie w szynkowni, żeby mnie tam kto nie pociągnął.
ESKALUS
Dosyć na tym, panie Pianko, żegnam cię. Wychodzi Pianka. Teraz na ciebie kolej, panie szynkarczyku. Twoje nazwisko, panie szynkarczyku?
POMPEJ
Pompejusz.
ESKALUS
Pompejusz, a potem?
POMPEJ
Zad, z przeproszeniem waszej dostojności.
ESKALUS
Sprawiedliwie cię nazwano od rzeczy, którą celujesz, tak więc w najbestliwszym znaczeniu wyrazu jesteś Pompejusz Wielki. Pompejuszu, jesteś trochę rajfurem, choć osłaniasz twoje rzemiosło szynkarskim fartuchem. Czy nie prawda? Bądź ze mną szczery, nic na tym nie stracisz.
POMPEJ
Uznaję, panie, że biedny ze mnie chudeusz, że chcę na kawałek chleba zarobić.
ESKALUS
Chcesz na kawałek chleba zarobić, Pompejuszu, rajfurując? Co myślisz o twoim rzemiośle? Czy to prawne rzemiosło?
POMPEJ
Gdyby prawo pozwoliło.
ESKALUS
Ale prawo nie pozwoliło; rzemiosło to zakazane w Wiedniu.
POMPEJ
Czy wasza dostojność zamierza owałaszyć i okapłonić wszystką młodzież naszego miasta?
ESKALUS
Bynajmniej.
POMPEJ
To wedle mojego biednego sądu młodzież pójdzie, gdzie chodziła. Niech tylko wasza dostojność weźmie w dobrą ryzę jejmościanki i birbantów, a nie będzie miała potrzeby obawiać się rajfurów.
ESKALUS
Przedsięwzięte są już środki zaradcze, możesz wierzyć mojemu słowu: miecz i szubienica.
POMPEJ
Jeżeli tylko przez lat dziesięć będziecie ścinać i wieszać tego rodzaju przestępców, to radzę wam zawczasu za granicą świeży transport głów zapisać. Niech to prawo utrzyma się w Wiedniu przez lat dziesięć, to ja najpiękniejszy dom wynajmę po trojaku od łokcia fasady. Jeśli wasza dostojność dnia tego dożyje, niech powie: Pompejusz mi to przepowiedział.
ESKALUS
Dziękuję ci, dobry Pompejuszu, a słuchaj, co ci powiem w nagrodę twoich przepowiedni: Strzeż się, żebym cię znowu nie obaczył przed sobą oskarżonego o cokolwiek bądź, choćby tylko o dalszy pobyt w twoim dzisiejszym mieszkaniu, bo inaczej przepędzę cię do twoich namiotów i będę dla ciebie niemiłosiernym Cezarem, a tłumacząc się jaśniej, każę cię wychłostać. Na teraz, żegnam cię, Pompejuszu.
POMPEJ
Dziękuję waszej dostojności za dobrą radę; o ile jej usłucham, będzie to zależało od ciała i fortuny. Wychłostać! Chłop cham swego niech wychłoszcze osła: Kij nie odstraszy męża od jego rzemiosła.
Wychodzi.
ESKALUS
Zbliż się, panie Łokciu, zbliż się, panie konstablu. Od jak dawna piastujesz godność konstabla?
ŁOKIEĆ
Od siedmiu lat i sześciu miesięcy, panie.
ESKALUS
Domyślałem się z twojej zręczności w pełnieniu urzędu, że go sprawowałeś czas długi. Powiadasz więc, całych lat siedem?
ŁOKIEĆ
I sześć miesięcy.
ESKALUS
Ach, niemały to być musiał krzyż dla ciebie! Źle, że tak często obarczasz się tą godnością. Czy nie ma w twoim cyrkule zdolnych do tego ludzi?
ŁOKIEĆ
Mało, panie, mających dość sprytu do takich rzeczy; wybrani radzi wybierają mnie na zastępcę. Podejmuję się obowiązku za trochę grosiwa, a starczę wszystkiemu.
ESKALUS
Słuchaj, przynieś mi listę imienną sześciu lub siedmiu najzdolniejszych ludzi twojej parafii.
ŁOKIEĆ
Do mieszkania waszej dostojności?
ESKALUS
Do mojego mieszkania. Żegnam cię. Wychodzi Łokieć. Która teraz, jak sądzisz, godzina?
SĘDZIA
Jedenasta.
ESKALUS
Proszę cię z sobą na obiad.
SĘDZIA
Pokornie dziękuję.
ESKALUS
Wyrok na Klaudia głęboko mnie smuci,
Lecz nie ma na to rady.
SĘDZIA
Zbyt się surowym okazał Angelo.
ESKALUS
Surowość jednak była koniecznością.
Nie zawsze, co się miłosierdziem zdaje,
Jest miłosierdziem. Zawsze przebaczenie
Nowych i gorszych występków jest ojcem.
A przecie — przecie — o biedny nasz Klaudio!
Nie ma lekarstwa. Czas już, śpieszmy, panie.
Wychodzą.