SCENA II
Sypialny pokój.
Desdemona uśpiona w łóżku; wchodzi Otello z lampą i mieczem.
OTELLO
Te mam powody, te mam, moja duszo!
Wy, czyste gwiazdy, nie pytajcie o nie!
Te mam powody! — Krwi jej nie przeleję,
Ani zadrasnę nad śnieg bielszej skóry,
Nad alabaster monumentów gładszej.
Kładzie na stronę miecz.
Lecz musi umrzeć, albo innych zdradzi.
Zagaśmy światło, potem — zgaśmy światło.
Ty, lampo, jeśli twój zagaszę płomień,
Wzniecić go mogę, gdyby żal mi było,
Żem go przydusił; ale ciebie, lampo,
Najczulszy wzorze arcydzieł natury,
Jeżeli zgaszę, gdzie jest Prometeusz,
Który cię zdoła rozpalić na nowo?
Jeśli tę różę uszczknę raz z gałęzi,
Żywotnych soków nie zdołam jej wrócić,
I zwiędnąć musi. Na krzu33 ją powącham.
Całuje ją.
O słodki oddech, który sprawiedliwość
Prawie przymusza, aby miecz strzaskała!
O, jeszcze jeden! Bądź tak, kiedy umrzesz,
Ja cię zabiję, potem kochać będę.
O, jeszcze jeden, jeden i ostatni!
Tak słodki nie był nigdy tak fatalny!
Ja płakać muszę; lecz to łzy okrutne.
Żal mój niebieski: uderza, gdzie kocha.
Ona się budzi.
DESDEMONA
Czy to ty, Otello?
OTELLO
Ja, Desdemono!
DESDEMONA
Chcesz się spać położyć?
OTELLO
Czyś wieczór twoje zmówiła modlitwy?
DESDEMONA
Zmówiłam, mężu.
OTELLO
Jeśli, Desdemono,
Grzech jeszcze jaki przypominasz sobie,
Którego szczerą nie omyłaś skruchą,
To módl się teraz!
DESDEMONA
Niestety, mój mężu,
Co myślisz przez te słowa?
OTELLO
Spiesz się tylko!
Odejdę na bok, bo nie chciałbym razem
Zabić twej duszy nieprzygotowanej;
Nie, broń mnie Boże, nie chcę duszy zabić!
DESDEMONA
Czy o zabiciu mówisz?
OTELLO
O zabiciu.
DESDEMONA
Więc niech się niebo zlituje nade mną!
OTELLO
Ja na to: Amen, z głębi serca wtórzę.
DESDEMONA
Choć mówisz, ty mnie przecie nie zabijesz.
OTELLO
Hm!
DESDEMONA
Lecz drżę jednak, bo śmierć niedaleka,
Gdy oczy twoje tak srogo się iskrzą.
Czemu drżę, nie wiem, bo się w sercu moim
Niewinną czuję; lecz wiem, że drżę cała.
OTELLO
Myśl o twych grzechach!
DESDEMONA
Chyba grzechem będzie
Miłość ku tobie.
OTELLO
I dlatego umrzesz!
DESDEMONA
O jak okropnie ginąć dla miłości!
Niestety, czemuż tak przygryzasz wargi?
Cała twa istność drga od namiętności;
Wszystko strasznego coś tu zapowiada;
Lecz mam nadzieję, że nie mnie ta groźba.
OTELLO
Milcz!
DESDEMONA
Będę, mężu. Lecz o co mnie skarżysz?
OTELLO
Tą chustkę, którąm dał ci w upominku,
Którąm tak kochał, ty Kassjowi dałaś.
DESDEMONA
Nie, na me życie, nie, na duszę moją!
Poślij po Kassja, zapytaj go o to!
OTELLO
O duszko, strzeż się, strzeż krzywoprzysięstwa;
Pomnij, że jesteś na śmiertelnym łożu!
DESDEMONA
Lecz ach! nie umrę jeszcze!
OTELLO
Tak, natychmiast!
Więc szczerze wyznaj wszystkie grzechy twoje,
Bo przecząc jeden po drugim przysięgą,
Nie zdołasz zmienić silnych postanowień,
Które szaleją w mej śmiertelnej duszy.
Ty musisz umrzeć.
DESDEMONA
Zlituj się, o Boże!
OTELLO
Ja mówię: Amen!
DESDEMONA
A i ty miej litość!
Nie obraziłam ciebie nigdy, nigdy!
Inną miłością nie kochałam Kassja,
Jak tą, na którą niebo przyzwoliło.
Jam mu żadnego nie dała podarku.
OTELLO
Na Boga! Chustkęm w jego ręku widział.
Krzywoprzysięstwem serce me na kamień
Zmieniasz, przymuszasz, abym czyn mój nazwał
Morderstwem, gdy go brałem za ofiarę.
Widziałem chustkę!
DESDEMONA
Więc Kassjo ją znalazł.
Jam jej nie dała. Każ posłać po niego,
Niech prawdę wyzna.
OTELLO
On już wyznał prawdę.
DESDEMONA
Co wyznał, panie?
OTELLO
Że — że byłaś jego.
DESDEMONA
Jego i grzesznie?
OTELLO
Tak.
DESDEMONA
Tego nie powie.
OTELLO
Nie, usta jego zamknięte na wieki;
Uczciwy Jago zaradził już temu.
DESDEMONA
Wytłumaczona teraz trwoga moja.
On zginął?
OTELLO
Gdyby każdy włosek jego
Na jego głowie udzielnym bił życiem,
Ma wielka zemsta wszystkie by pożarła.
DESDEMONA
Ach, on zdradzony, a jam jest zgubiona!
OTELLO
Ha, nierządnico! Przy mnie płaczesz po nim?
DESDEMONA
Wygnaj mnie, panie, lecz mnie nie zabijaj!
OTELLO
Giń, nierządnico!
DESDEMONA
Pozwól mi żyć dzisiaj,
Zabij mnie jutro!
OTELLO
Jeśli chcesz się bronić —
DESDEMONA
Choć pół godziny!
OTELLO
Ani jednej chwili!
DESDEMONA
Choć daj mi zmówić modlitwę!
OTELLO
Za późno!
Dusi ją.
Cóż to za wrzawa? Czy jeszcze oddycha?
Chociaż okrutny, jestem miłosierny,
I nie chcę twoich przedłużać boleści.
Tak, tak!
EMILIA
za sceną:
Hej, panie! Mój panie! Mój panie!
OTELLO
Kto tam?
EMILIA
za sceną:
Mój panie, pragnę mówić z tobą.
OTELLO
Tak, to Emilia. Zaraz! Już skonała.
Chce pewno donieść mi o śmierci Kassja.
Krzyk tam był wielki. — Żadnego już ruchu.
Już jak grób cicha. — Mamże jej otworzyć?
Rusza się znowu? Nie. Co ja mam począć?
Gdy wejdzie, mówić z moją zechce żoną.
Z mą żoną? Jaką żoną? Nie mam żony!
O ty fatalna, ty straszna godzino!
Zda mi się teraz, że księżyc i słońce
Zaćmić się winny, a strwożona ziemia
Drżeć z przerażenia!
EMILIA
za sceną:
Błagam cię, mój panie,
Pozwól mi z sobą mówić!
OTELLO
Zapomniałem.
O wejdź, Emilio! Ale czekaj chwilę.
Spuśćmy firanki.
Otwiera drzwi.
Co cię tu sprowadza?
EMILIA
wchodząc:
Jak tam okropne spełniono zabójstwo!
OTELLO
Co? Kiedy? Teraz?
EMILIA
Przed chwilą mój panie.
OTELLO
Wina księżyca, który bliżej ziemi
Toczy się dzisiaj, niż miał zwyczaj dawniej.
Nic też dziwnego, że ludzie szaleją.
EMILIA
Kassjo młodego zabił Wenetczyka,
Rodriga.
OTELLO
Zabił? Lecz i Kassjo zginął?
EMILIA
Nie, on nie zginął.
OTELLO
Nie? Kassjo nie zginął?
Więc odstrojone jest, widzę, morderstwo,
I słodka zemsta ostre daje tony.
DESDEMONA
Zamordowana niewinnie! Niewinnie!
EMILIA
Niestety! Co ten krzyk znaczy?
OTELLO
Krzyk? Jaki?
EMILIA
Tam. Ha, niestety! To był krzyk mej pani.
Och! Na ratunek! Pani, przemów jeszcze!
Przemów, o słodka pani, Desdemono!
DESDEMONA
Niewinną śmiercią ginę.
EMILIA
Kto cię zabił?
DESDEMONA
Nikt, nikt; ja sama. Bądź zdrowa! Bądź zdrowa!
Poleć mnie męża mojego pamięci.
Kona.
OTELLO
Jak to, i któż by miał ją zamordować?
EMILIA
Kto wie? Niestety!
OTELLO
Lecz nie ja przynajmniej,
Wszak sama z ust jej wyznanie słyszałaś.
EMILIA
Tak powiedziała; prawdę zeznać muszę.
OTELLO
Z kłamstwem na ustach poszła w piekła ogień:
Ja ją zabiłem!
EMILIA
Tym czystszym aniołem
Ona, czarniejszym diabłem ty, morderco!
OTELLO
Żyła nierządnie, była mi niewierną.
EMILIA
Ty ją potwarzasz, a sam diabłem jesteś.
OTELLO
Jak fale wody była mi fałszywą.
EMILIA
A ty jak ogień jesteś popędliwy,
O fałsz ją skarżąc. Ona była wierną
Jak niebo.
OTELLO
Kassjo posiadał ją. Jaga
Pytaj się o to. Niechaj się zapadnę
Głębiej niż piekła dno, jeślim ją zabił
Bez ważnych przyczyn! Twój mąż wie o wszystkim.
EMILIA
Mój mąż?
OTELLO
Tak, mąż twój.
EMILIA
Że była niewierną?
OTELLO
Niewierną z Kassjem. Gdyby wierną była,
A Bóg mi drugi taki świat ulepił,
Z nieskażonego diamentu cały,
I tak bym w zamian dać jej nie chciał.
EMILIA
Mąż mój?
OTELLO
Twój mąż. On pierwszy odkrył mi rzecz całą.
Uczciwy człowiek, co się z serca brzydzi
Szlamem, sromotne kryjącym występki.
EMILIA
Mój mąż?
OTELLO
Dopókiż powtarzać ci muszę;
Tak jest, tak, mąż twój.
EMILIA
Droga moja pani,
Czemuż łotrostwo miłość oszukało!
Mój mąż powiedział, że była niewierną?
OTELLO
On, mąż twój, mówię. Czy mnie nie rozumiesz?
Twój mąż, przyjaciel mój, uczciwy Jago.
EMILIA
Jeśli tak mówił, niechaj po pół grama
Co dzień przeklętej jego duszy gnije!
Kłamca bezczelny! Zbyt tylko kochała
Swój lekkomyślny wybór a potworny.
OTELLO
Ha!
EMILIA
Rób, co zechcesz. Ten czyn twój okrutny
Nie więcej nieba wart, jak ty jej serca!
OTELLO
Milcz! Dla twojego dobra ci to radzę.
EMILIA
Krzywdzić mnie nie masz połowy tej siły,
Którą ja czuję do zniesienia krzywdy.
O głupcze! głupcze! plugawy i głupi,
Szydzę z twej szabli! Czyn odkryję światu,
Choćbym dwadzieścia razy miała zginąć.
Ratujcie! Murzyn zabił panią moją!
Ratujcie! Zbójcy!
Wchodzą: Montano, Gracjano i Jago.
MONTANO
Cóż to, generale?
EMILIA
Dobrze, żeś przyszedł. Jago, coś ty zrobił,
Że ludzie zbrodnie swe na grzbiet twój kładą?
GRACJANO
Co się tu stało?
EMILIA
Jeżeliś jest mężem
Zaprzecz, o zaprzecz temu zbrodniarzowi,
Który śmie mówić, iż od ciebie słyszał,
Że żona jego była mu niewierną.
Ja wiem, żeś tego nie powiedział, Jago,
Boś nie jest łotrem. Odpowiedz mi Jago,
Serce me pełne!
JAGO
Mówiłem, com myślał;
Nie powiedziałem ani słowa więcej,
Jak sam mógł stwierdzić i za prawdę uznać.
EMILIA
Lecz, Jago, czy mu powiedziałeś kiedy,
Że mu niewierną była?
JAGO
Powiedziałem.
EMILIA
Podłe, piekielne powiedziałeś kłamstwo,
Zbrodnicze kłamstwo, na duszę przysięgam!
Niewierna z Kassjem! Z Kassjem powiedziałeś?
JAGO
Tak, mościapani; kiełznaj tylko język!
EMILIA
Mam kiełznać język? Muszę, muszę mówić!
Zabita pani na łożu tym leży.
WSZYSCY
Uchowaj Boże!
EMILIA
A twoje raporta
Stały się tego morderstwa powodem.
GRACJANO
Potworna prawda!
MONTANO
Okropny uczynek!
EMILIA
Pojmuję teraz — myślę — widzę — zbrodnia!
Zaraz myślałam — zabiję się z żalu!
O zbrodnia! Zbrodnia!
JAGO
Czy straciłaś rozum?
Wyjdź stąd natychmiast i do domu wracaj!
EMILIA
Dobrzy panowie, pozwólcie mi mówić.
Mą powinnością słuchać go — nie teraz.
Już nigdy może do domu nie wrócę.
OTELLO
Och! och! och!
Pada na łóżko.
EMILIA
Wij się i rycz wśród rozpaczy,
Boś zamordował najsłodszą niewinność,
Co kiedykolwiek na ziemi tej żyła!
OTELLO
Była niewierną! Ledwo cię poznałem.
Stryju; patrz, oto twoja synowica.
Ta dłoń jej żywot przed chwilą przecięła.
Czyn się wam zdaje czarny i okrutny.
GRACJANO
O Desdemono moja biedna, teraz
Cieszę się z tego, że ojciec twój umarł!
Ślub go twój zabił, ciężki żal po tobie
Nić życia jego na dwoje rozerwał.
Widok ten pewno w rozpacz by go pochnął,
Anioła stróża odkląłby od siebie
I w potępieńców rzucił się gromady!
OTELLO
O, to okropnie! Lecz Jago wie dobrze,
Że z Kassjem tysiąc razy dokonała
Sprośnego czynu. Sam Kassjo to wyznał,
A ona, w jego uczynków nagrodę,
Dała mu mojej miłości zadatek,
Który ja w Kassja sam widziałem ręku.
Była to chustka niegdyś mojej matce
Przez ojca dana.
EMILIA
Niebieskie potęgi!
JAGO
Idź! Milcz!
EMILIA
Ja milczeć? O nigdy! O nigdy!
Jak wiatr północny wolna mówić będę;
Niechaj powstaną przeciw mnie niebiosa,
Ziemia i piekło, i tak mówić będę!
JAGO
Roztropność radzę, a wracaj do domu.
EMILIA
Nie.
Jago chce ją sztyletem uderzyć.
GRACJANO
Wstydź się! Jak to, miecz przeciw kobiecie?
EMILIA
Głupi Murzynie, przypadkiem znalazłam
Tę twoją chustkę i dałam mężowi,
Bo często, długo, uroczystą prośbą,
Większą niż warta podobna drobnostka,
Błagał, zaklinał, abym ją ukradła.
JAGO
Precz, nierządnico!
EMILIA
Dała ją Kassjowi?
Jam ją znalazła i mężowi dała.
JAGO
Kłamiesz, nędznico!
EMILIA
Nie kłamię, Bóg widzi!
Nie, nie, panowie! Podły rozbójniku!
Co miał z tak dobrą żoną taki głupiec,
Co miał spólnego?
Jago przebija Emilię i ucieka.
OTELLO
O czyliż w niebiosach
Pocisków nie ma? Na co są pioruny?
O łotr nikczemny!
GRACJANO
Kobieta upada:
Nie ma wątpienia, on żonę swą zabił.
EMILIA
Zabił. Połóżcie mnie przy pani mojej.
GRACJANO
On uszedł, ale żonę zamordował.
MONTANO
Ha, łotr nikczemny! Zachowajcie oręż,
Który z Murzyna dłoni odebrałem.
Drzwi te obsadźcie; niechaj wprzódy zginie,
Nim próg przestąpi; ja biegnę tymczasem
Za tym zbrodniarzem, za tym potępieńcem.
Wychodzą: Montano i Gracjano.
OTELLO
Nie mam odwagi; lada dzieciuch może
Miecz mi odebrać; lecz dlaczegoż honor
Chwilą ma przeżyć straconą uczciwość?
Niech ginie wszystko!
EMILIA
O pani, o pani,
I cóż nam twoja piosenka wróżyła?
Czy mnie ty słyszysz? Niech będę łabędziem,
Niech w pieśni skonam! O wierzbo zielona!
Murzynie, słuchaj, ona była czystą;
Srogi Murzynie, ona cię kochała;
Jak prawdę mówię, niech Bóg mnie tak zbawi!
Mówię, co myślę — umieram! Umieram!
Kona.
OTELLO
Mam tu miecz drugi; hiszpańska w nim klinga,
A w lodowatej hartowana wodzie.
Mam go. Mój stryju, muszę wyjść z tej izby.
GRACJANO
za sceną:
Strzeż się, bo drogo twój przypłacisz zamiar.
Jesteś bezbronny, musisz ulec sile.
OTELLO
A więc przyjdź do mnie na chwilę rozmowy,
Lub z gołą ręką rzucę się na ciebie.
GRACJANO
wchodząc:
Co chcesz?
OTELLO
Czy widzisz miecz w mojej prawicy?
Nigdy przy męskim nie wisiała boku
Wierniejsza klinga. Wierz mi, dnie widziałem,
W których tą dłonią i tą dobrą szablą
Przez więcej zawad przerąbałem drogę,
Niźli dwadzieścia razy piersi twoje.
Lecz próżna chwalba! Kto swój los przemoże?
Nie tak jest dzisiaj. Nie lękaj się miecza,
Bo tu jest koniec, tu cel mych podróży,
Dla żagli moich tu port jest ostatni.
Czemu się cofasz? Daremna obawa;
Zwróć wiotką trzcinę ku piersiom Otella,
A on ustąpi. Gdzież pójdzie Otello?
Jakże wyglądasz teraz, Desdemono,
Kobieto pod złą urodzona gwiazdą?
Jak twe osłonki blada! Tam, w dniu sądu,
Twój widok z niebios duszę moją strąci
I czartom wyda. O dziewico moja,
Zimnaś jest, zimna tak jak twoja czystość!
O niewolniku przeklęty! Szatanie.
Odpędź mnie od tej niebieskiej postaci,
Wiatrem mnie miotaj, siarką pal me ciało,
Rzuć mnie w ocean ognia płynącego!
O Desdemono! Desdemono moja!
Umarła! O! O!
Wchodzą: Lodowiko, Montano, Kassjo niesiony na krześle, Oficerowie, Jago pod strażą.
LODOWIKO
Gdzie ten szalony, nieszczęśliwy człowiek?
OTELLO
Jam jest, co niegdyś zwałem się Otello.
LODOWIKO
A gdzie ta żmija? Przywiedźcie tu łotra.
OTELLO
Patrzę na stopę jego — lecz to bajka34.
Jeśliś jest diabłem, nie zdołam cię zabić.
Rani Jaga.
LODOWIKO
Miecz mu odbierzcie!
JAGO
Tylkom jest raniony.
OTELLO
Cieszę się z tego. Bodajeś żył długo!
Bo śmierć, mym zdaniem, jest błogosławieństwem.
LODOWIKO
O ty, Otello! niegdyś tak szlachetny,
Zgubiony podłą niewolnika sztuką,
Jak cię mam nazwać?
OTELLO
Daj mi, jeśli zechcesz,
Honorowego mordercy nazwisko,
Bo mną kierował honor, nie nienawiść.
LODOWIKO
Ten nędznik zbrodnię swą po części wyznał.
Czy z nim o Kassja śmierć się ułożyłeś?
OTELLO
Tak jest.
KASSJO
Do tego, drogi generale,
Nigdy ci żadnych nie dałem powodów.
OTELLO
Wierzę ci, Kassjo, i przebacz mi, proszę.
Zapytaj teraz tego pół-szatana,
Czemu me ciało i duszę uwikłał?
JAGO
Daremno pytać; co wiecie już, wiecie,
Odtąd z ust moich słowa nie usłyszysz.
LODOWIKO
Jak to, ni słowa jednego modlitwy?
GRACJANO
Czekaj, męczarnie otworzą ci usta.
OTELLO
Najlepiej zrobisz.
LODOWIKO
Potrzeba, Otello,
Abyś zrozumiał cały bieg wypadków;
Nie znasz go jeszcze. Oto są dwa listy,
Wzięte z kieszeni zmarłego Rodriga.
Jeden z nich mówi, że morderstwo Kassja
Miało być dziełem ręki Roderiga.
OTELLO
O podły zbójca!
KASSJO
Nikczemny poganin!
LODOWIKO
Drugi list, przy nim także znaleziony,
A zda się w wielkim napisany gniewie,
Miał być do tego wyprawiony łotra,
Ale, jak sądzę, widział się z nim Jago,
I wybuch gniewu umiał załagodzić.
OTELLO
O ty nędzniku! Lecz wytłumacz, Kassjo,
Jak otrzymałeś chustkę mojej żony?
KASSJO
Przypadkiem w mym ją znalazłem mieszkaniu,
A i sam Jago przed chwilą nam wyznał,
Że tam dla własnych podrzucił ją celów,
I celów dopiął.
OTELLO
Głupcze! głupcze! głupcze!
KASSJO
W Rodriga liście znajduje się ustęp,
W którym Jagowi surowo wyrzuca,
Że go podmówił, aby gniew mój drażnił
W tej nocy, która nieszczęść mych początkiem,
Z pozornej śmierci rozbudzony wyznał,
Że gdy mnie ranił, na podszepty Jaga,
Jago mu zdradnie cios śmiertelny zadał.
LODOWIKO
A teraz musisz pójść z nami, Otello,
Bo ci odjęta władza i dowództwo;
Gubernatorem Cypru Kassjo teraz.
Jeśli męczarnie jakie nowe, długie,
Odkryje twórczy okrucieństwa przemysł,
Na tym nędzniku pierwszą znajdą próbę.
Otello, jesteś teraz naszym więźniem,
Aż o naturze twojego występku
Senat się dowie. Śpieszmy się, czas nagli.
OTELLO
Stój, jedno słowo, zanim się oddalisz.
Wie senat, żem mu nieraz służył wiernie.
Nie mówmy o tym. Błagam cię, w twych listach,
Opowiadając te straszne wypadki,
Mów o mnie tak, jak jestem; nic nie ujmij,
Lecz nic nie dodaj przez złośliwość serca.
Mów, że niemądrze, ale zbyt kochałem;
Obcy zazdrości, gdy ją raz uczułem,
Ostateczności dosięgnąłem granic;
Że jak Indianin głupi odrzuciłem
Perłę niż całe jego plemię droższą;
Że oczy moje, choć do łez niezwykłe,
Roniły krople jak arabskie drzewa
Gummy woniące. Wszystko to opowiedz,
A dodaj potem, że niegdyś, w Alepie,
Złośliwy Turek, z turbanem na głowie,
Szydził z Wenecji, krzywdząc jej mieszkańca,
Jam za kark chwycił psa obrzezanego
I tak go skarcił!
Przebija się.
LODOWIKO
O krwawa godzino!
GRACJANO
Daremne wszystkie nasze polecenia.
OTELLO
Jam cię całował w śmierci twej godzinie,
Niech teraz duch mój z całunkiem wypłynie!
Umiera.
KASSJO
Tegom się lękał, bo wielkie miał serce;
Ale sądziłem, że bez broni został.
LODOWIKO
do Jaga:
Ty psie spartański, sroższy niźli wściekłość,
Niż głód, powietrze, niźli morza fale,
Patrz na tragiczny łoża tego ciężar!
To dzieło twoje; widok wzrok zatruwa.
Spuśćcie zasłonę. A teraz, Gracjano,
Na ciebie spada fortuna Otella;
Zabierz dziedzictwo. Ty, gubernatorze,
Ukarzesz zbrodnię piekielną nędznika;
A niech męczarnie będą srogie, długie.
Ja sam pośpieszę w senacie się stawić,
By smutne dzieje smutnym sercem prawić.
Wychodzą.
Przypisy:
1. niegdyć (daw.) — kiedyś. [przypis edytorski]
2. zręczność — tu: sprzyjające okoliczności, okazja. [przypis edytorski]
3. oba — dziś popr.: obaj. [przypis edytorski]
4. All is true (ang.) — Wszystko to prawda; pierwotny tytuł sztuki Shakespeare’a Henryk VIII. [przypis edytorski]
5. rękopism — dziś: rękopis. [przypis edytorski]
6. królowę — dziś popr. forma: królową. [przypis edytorski]
7. Uoklej — próba zapisania wymowy nazwiska Walkley, potrzebna w końcu XIX w., kiedy niewielu czytelników było oswojonych z językiem angielskim. [przypis edytorski]
8. zostawując — dziś: zostawiając. [przypis edytorski]
9. Pajac — w tekście sztuki: Błazen. [przypis edytorski]
10. osieł — dziś: osioł. [przypis edytorski]
11. kierunek — tu: kierownictwo, dowództwo. [przypis edytorski]
12. turma (daw.) — więzienie. [przypis edytorski]
13. Chciała, by Bóg jej takiego dał męża — wiersz może także znaczyć: Chciała, by Bóg ją takim mężem stworzył. [przypis tłumacza]
14. nieprzytomność — tu: nieobecność. [przypis edytorski]
15. kocieł — dziś: kocioł. [przypis edytorski]
16. potwór — dziś popr. forma B. lp: potwora. [przypis edytorski]
17. śród — dziś: wśród. [przypis edytorski]
18. dowódzca — dziś: dowódca. [przypis edytorski]
19. płeć — tu prawdopodobnie daw.: cera, karnacja. [przypis edytorski]
20. dowcip (tu daw.) — inteligencja, spryt. [przypis edytorski]
21. rozwiozłość — dziś: rozwiązłość. [przypis edytorski]
22. witryolej, witriol, olej szklany (daw.) — kwas siarkowy. [przypis edytorski]
23. skazówka — dziś: wskazówka. [przypis edytorski]
24. z umysłu (daw.) — umyślnie, celowo. [przypis edytorski]
25. Jeżeli ją znajdę błędnym sokołem, (...) z wiatrami ją puszczę, na los niech leci — Sokolnik puszczał sokoła pod wiatr; ptak bowiem z wiatrem puszczony zwykle nie wracał. Jeśli więc sokolnik chciał się go pozbyć, puszczał go z wiatrem, a był prawie pewny, że go więcej nie zobaczy. [przypis tłumacza]
26. mandragora — pokrzyw, roślina, o której cudowne rozpowiadano rzeczy. W opinii ludu, między tysiącami własności, przypisywano jej także własność opium. [przypis tłumacza]
27. spólny — dziś: wspólny; w spólnym — dziś: we wspólnym. [przypis edytorski]
28. maszli (daw.) — czy masz. [przypis edytorski]
29. wstrząść — dziś: wstrząsnąć. [przypis edytorski]
30. dowcip (tu daw.) — inteligencja, spryt. [przypis edytorski]
31. panna — tu: służąca. [przypis edytorski]
32. karacena (z wł. corazzina) — zbroja z łusek metalowych naszywanych na skórzanym podkładzie. [przypis edytorski]
33. kierz (daw.) — krzew, krzak. [przypis edytorski]
34. Patrzę na stopę jego, lecz to bajka. Jeśliś jest diabłem, nie zdołam cię zabić. — według daw. wyobrażeń ludowych diabła w ludzkiej postaci można było poznać po końskiej, koźlej lub koguciej stopie. [przypis edytorski]