SCENA I

Las.

Wchodzą: Tytania i Denko w orszaku Wróżek. Oberon w głębi, niewidziany.

TYTANIA

Na łoże z kwiatów przyjdź tu do kochanki,

Niech się z twym pięknym obliczem popieszczę,

Głowę twą lśniącą ustroję w róż wianki,

Długie twe uszy wycałuję jeszcze.

DENKO

Gdzie Groszkowy Kwiatek?

GROSZKOWY KWIATEK

Jestem.

DENKO

Podrap mnie w głowę, Groszkowy Kwiatku! A gdzie monsieur206Pajęczynka?

PAJĘCZYNKA

Jestem.

DENKO

Monsieur Pajęczynko, dobry monsieur, weź w rękę twój oręż i zabij mi czerwonogiego bąka na wierzchołku ostu i, dobry monsieur, przynieś mi miodowy jego pęcherzyk. Tylko bądź ostrożny w tej wyprawie, a nade wszystko, dobry monsieur, daj baczność207, żeby nie pękł pęcherzyk, bo byłoby mi bardzo przykro, gdybym cię zobaczył osmarowanego miodem. Gdzie monsieur Musztardka?

MUSZTARDKA

Jestem.

DENKO

Daj rączkę, monsieur Musztardko. Tylko proszę, bez ceremonii, dobry monsieur.

MUSZTARDKA

Co pan rozkaże?

DENKO

Nic, dobry monsieur, tylko, żebyś pomógł drapać mnie kawalerowi Pajęczynce. Muszę zajrzeć do balwierza208, bo zdaje mi się, że jestem okrutnie włochaty na twarzy, a tak jestem delikatnym osłem, że byle mnie włosek załechtał, muszę się drapać.

TYTANIA

Czy chciałbyś słuchać muzyki, kochanku?

DENKO

Mam ja niezgorsze ucho do muzyki. Niech mi zagrają w bębenek i fujarkę.

TYTANIA

Powiedz, mój słodki, co byś chciał na obiad?

DENKO

A jużci miarkę obroku209. Chętnie bym przegryzł dobrego, suchego owsa. Zdaje mi się także, że wielki mam apetyt na wiązkę siana. Nie ma jak dobre, pachnące siano!

TYTANIA

Mam śmiałą wróżkę, która pójdzie szukać

Świeżych orzechów w spichlerzu wiewiórki.

DENKO

Wolałbym raczej garść lub dwie garście suchego grochu. Ale nakaż, proszę, twoim ludziom, żeby mi nie przeszkadzali, bo czuję wielką do snu ekspozycję210.

TYTANIA

Śpij! Ja cię w moje owinę ramiona,

A wy, me wróżki, wszystkie się oddalcie.

Tak powój w czułe swe uściski bierze

Wonny wiciokrzew211; twarde palce wiązu

Tak bluszcz pierścieniem swych gałązek ściska.

O, jak cię kocham! szaleję za tobą! Usypiają.

Oberon występuje — Wchodzi Puk.

OBERON

Witaj, Robinie! Spojrzyj, co za widok!

Nad jej szaleństwem już litość mnie bierze,

Bo gdym przed chwilą spotkał ją za lasem,

Dla tego durnia zbierającą zioła,

W gniewie surowym skarciłem ją słowem,

Włochate bowiem skronie tego osła

Ubrała w wonny świeżych kwiatów wianek,

A rosa, która czasami błyszczała

Na pączkach, niby wschodnich pereł sznurek,

Teraz świeciła w pięknych kwiatów oku

Jak łzy żałoby nad wielką ich hańbą.

Gdym wyrzutami gniew mój zaspokoił,

O przebaczenie prosiła w pokorze,

Więc zażądałem pazia, jej podrzutka,

Posłuszna, jedną z swych wróżek posłała,

Aby pacholę212 przywiodła213 natychmiast

Do mojej w wróżek królestwie altany.

Już mam to chłopię; aby jej zapłacić,

Tę hydną214 z oczu jej zdejmę ułudę.

Ty, dobry Puku, pożyczoną głowę

Zdejm z ateńskiego ramion czeladnika,

Ażeby razem z innymi zbudzony

Mógł z nimi także do Aten powrócić,

O wszystkich nocy tej wypadkach myśleć

Jak o marzeniu tylko nieprzyjemnym.

Lecz naprzód wróżek królowę wyzwolę.

Dotyka jej oka zielem.

Bądź, jak wprzód byłaś, niech obłęd uleci,

Niech oko twoje będzie, jak przód było;

Diany215 pączek śród Kupida216 kwieci

Dokona cudu czarów swoich siłą.

Zbudź się, Tytanio, z długiego uśpienia!

TYTANIA

Ach, Oberonie, jak straszne marzenia!

Toż mi się zdało, że kochałam osła.

OBERON

To twój kochanek.

TYTANIA

Jakże się to stało?

Jak się nim teraz duszą brzydzę całą!

OBERON

Cicho! Robinie, odejm217 mu tę głowę.

Teraz, Tytanio, niech twoja muzyka

Na pięciu śpiących głęboki sen zleje,

Nie do snu, ale do śmierci podobny.

TYTANIA

Zmysł ich, muzyko, snem owioń głębokim!

PUK

Zbudzony, własnym twym patrz głupim okiem!

OBERON

Uderz, muzyko! cicha muzyka Twą dłoń daj mi drogą,

Kolebkę śpiących lekką trąćmy nogą,

Bo przyjaźń w dawnej wróciła nam mocy.

W książęcym domu jutro, o północy,

Błogosławieństwa poniesiem życzenia

Na wszystkie jego przyszłe pokolenia,

A z Tezeuszem dwie kochanków pary

Złączą się węzłem miłości i wiary.

PUK

Królu wróżek, już skowronek

Wita pieśnią bliski dzionek.

OBERON

Więc ze smutkiem i milczeniem

Za niknącym gońmy cieniem;

Prędzej świat oblecim wkoło

Niż księżyca błędne czoło.

TYTANIA

Lećmy, królu! powiesz w locie,

Jakim sen mnie ujął cudem

Między śmiertelników ludem,

Na niegodnym wróżki błocie.

Wychodzą — Słychać za sceną odgłos rogów. — Wchodzą: Tezeusz, Hippolita, Egeusz i ich Orszaki.

TEZEUSZ

Niech gajowego przywoła z was jeden,

Bo po obrzędzie święta dokonanym,

Gdy cały ranek swobody nam został,

Niech moja droga usłyszy muzykę

Moich ogarów. W zachodniej dolinie

Niech je natychmiast strzelcy rozsforują218.

Idźcie, powtarzam, szukać gajowego.

Piękna królowo, z tamtej góry szczytu

Ogarów moich usłyszysz muzykę

Z odgłosem echa dźwięcznie pomieszaną.

HIPPOLITA

Byłam obecną, gdy Alcyd219 z Kadmusem220,

W kretyjskich górach, z sforą psów spartańskich,

Razem polować na niedźwiedzia wyszli.

Nigdym równego nie słyszała grania,

Bo oprócz lasów, niebiosa i rzeki,

Wszystko się jednym zdało tylko brzękiem,

Nigdym słodszego nie słyszała grzmotu.

Rozstroju głosów harmoniczniejszego.

TEZEUSZ

Moje ogary spartańskiej są rasy,

Tak cętkowane i tak są wargate221,

Uszy ich rosę zmiatają poranną,

Nogi ich krzywe, jak tesalskich byków

Wielkie podgardla; powolne są w biegu,

Ale ich głosy jak dzwonki dobrane.

Nigdy się milsze nie żeniło granie

Z krzykami strzelców i rogów odgłosem

W Lacedemonie222, Krecie lub Tesalii223.

Usłyszysz sama. —

Lecz cóż to za nimfy?

EGEUSZ

To moja córka uśpiona, mój królu,

To jest Lizander, a przy nim Demetriusz,

A to Nedara córka jest, Helena.

Dziwię się, co ich zebrało tu razem.

TEZEUSZ

Pewno o świcie wyszli, by obchodzić

Majowe święto, i tu pośpieszyli

Blasku naszemu przydać orszakowi.

Lecz, Egeuszu, czy nie dziś Helena

Ma nam swój wybór stanowczo objawić?

EGEUSZ

Tak jest, dziś, królu.

TEZEUSZ

Idź więc, a każ strzelcom,

Aby ich rogów zbudzili odgłosem.

Rogi i krzyki za sceną. — Demetriusz, Lizander, Hermia i Helena zrywają się zbudzeni.

TEZEUSZ

Dzień dobry! Święty minął już Walentyn,

A dziś dopiero ptaszki się tu parzą?

LIZANDER

Przebacz mi, królu! Klękają wszyscy przed Tezeuszem.

TEZEUSZ

Tylko proszę, wstańcie.

Wiem, że was miłość zrobiła wrogami,

Skądże ta zgoda? Jaką mogła sprawą224

Nienawiść starej wyrzec się zazdrości,

I bez obawy spać przy nienawiści?

LIZANDER

Nie mogę, królu, jasno odpowiedzieć,

Na pół uśpiony, a na pół zbudzony.

Sam nie wiem, w jaki przybyłem tu sposób,

Lecz mi się zdaje — chciałbym prawdę wyznać —

Lecz tak jest, teraz sobie przypominam,

Z Hermiąm tu przybył; myślą było naszą

Opuścić miasto, aby się ratować

Od ateńskiego prawa surowości.

EGEUSZ

Skończ, dosyć na tym! Niech na jego głowę

Cała surowość praw ateńskich spadnie.

Chcieli ucieczką skraść nam, Demetriuszu,

Tobie małżonkę, a mnie moją wolę,

Aby ma córka żoną twoją była.

DEMETRIUSZ

Z ust się Heleny dowiedziałem, królu,

O ich ucieczce, a wściekłością gnany,

Do tego gaju pobiegłem za nimi,

A miłość za mną pognała Helenę.

Lecz teraz, królu, nie wiem, jaką siłą,

Siłą cudowną, miłość ma dla Hermii

Jak śnieg stopniała, zdaje mi się teraz

Jak przypomnienie błyszczącego cacka225,

Za którym w moim dzieciństwie goniłem.

Dziś moją wiarą, serca mego cnotą,

Jedynym celem, ócz226 moich rozkoszą,

Helena tylko. Nim ujrzałem Hermię,

Helenie, królu, byłem zaręczony;

Jak chory, miłym wzgardziłem pokarmem,

Dzisiaj, zdrowemu, smak rodzimy227 wrócił,

Kocham go, pragnę, za nim tylko wzdycham,

I odtąd wierny będę mu na zawsze.

TEZEUSZ

Szczęsne228 spotkanie, piękni kochankowie!

Resztę powieści wysłuchamy później.

Na przekór twojej woli, Egeuszu,

W jednej świątyni, wkrótce z nami razem

Wiecznym łańcuchem zwiążem dwie te pary.

Zbyt jest już późno; nasze polowanie

Do stosowniejszej odkładamy pory.

Teraz do Aten. Trzech mężów, trzy żony

W dniu jednym ślubne przywdzieją korony.

A więc do Aten spieszmy, Hippolito.

Wychodzą: Tezeusz, Hippolita, Egeusz i Orszak.

DEMETRIUSZ

Wszystko mi zda się małe i niejasne,

Jak góry w dali zdają się obłokiem.

HERMIA

Mnie się znów wszystko wydaje podwójne,

Jak każdym okiem osobno widziane.

HELENA

Jak znaleziony klejnot, mój Demetriusz

Zda mi się moim i znowu nie moim.

DEMETRIUSZ

Myślę, że śpimy i marzymy wspólnie.

Jesteścież pewni, że książę był z nami,

Że nam dał rozkaz, aby za nim spieszyć?

HERMIA

Był tu z mym ojcem.

HELENA

I z swą Hippolitą.

LIZANDER

I do świątyni woła nas za sobą.

DEMETRIUSZ

Więc idźmy za nim, to nie sen był marny.

W drodze marzenia nasze opowiemy.

Wychodzą. — Denko się budzi.

DENKO

Jak przyjdzie na mnie kolej, zawołajcie mnie, a odpowiem. Pierwsze moje słowa są: Przepiękny Piramie! — Hola, ho! Piotrze Pigwo! Fujarko, naprawiaczu miechów! Ryjaku, kotlarzu! Głodziku! Jak Bóg żywy, uciekli, a zostawili mnie śpiącego. Przedziwne miałem widzenie. Miałem sen, a żaden ludzki dowcip229 nie wypowie, co to za sen był. Człowiek, co by chciał sen ten wytłumaczyć, po prostu byłby osłem. Zdawało mi się, że byłem — nikt nie potrafi zgadnąć, czym byłem. Zdawało mi się, że byłem i zdawało mi się, że miałem. Ale kto by się podjął powiedzieć, co mi się zdało, że miałem, ten po prostu byłby pstrokatym błaznem. Oko ludzkie nie słyszało, ucho ludzkie nie widziało, ręka ludzka niezdolna posmakować, język pojąć, a serce wypowiedzieć, co mi się śniło. Namówię Piotra Pigwę, żeby o tym śnie napisał balladę, tytuł jej będzie: Sen Denka, bo jest bezdenna, a zaśpiewam ją przy końcu sztuki, w przytomności 230księcia. Być nawet może, że dla dodania jej krasy231, zanucę ją nad umarłą Tyzbe wychodzi.