SCENA II
Inna część lasu.
Wchodzi Oberon.
OBERON
Czy też Tytania już się obudziła?
Kto pierwszy stanął w rozbudzonej oczach,
W sercu jej miłość zapalił szaloną? Wchodzi Puk.
To mój posłaniec. Mów, jakieś tej nocy
Wyprawiał dziwy w tym zaklętym borze?
PUK
Pani ma w strasznej kocha się potworze.
Blisko altany kwiecistej, uroczej,
Gdzie sen znużonej pani zamknął oczy,
Banda ateńskiej czeladzi152 surowa153,
Która się we dnie po warsztatach chowa,
Zbiegła się ćwiczyć w dramatycznym dziele,
Którym chce uczcić monarchy wesele.
Największy dudek154, który deklamował
Rolę Pirama, gdy się w gąszczu schował,
Niby wychodząc po scenie skończonej,
Dał mi sposobność, że niespostrzeżony
Ośląm mu głowę na ramiona rzucił,
A gdy mój aktor do swej Tyzby wrócił,
Na niespodziany widok tabor155 cały,
Jak dzikie gęsi, gdy strzelca ujrzały,
Albo jak stado kawek czarnopióre,
Na odgłos strzelby, kracząc leci w górę,
W trwodze na wszystkie rozbija się strony,
Tak zniknął tabor aktorów spłoszony.
W popłochu jeden na drugiego pada,
Wzywa pomocy, wrzeszcząc: rozbój! zdrada!
Wielki strach rozum odebrał im mały,
Na bandę zbójców las przemienił cały,
Gdy cierń im zrywa czapki i rękawy,
Im się wydaje, że to zbójców sprawy.
Gdy wszyscy pierzchli156, Piram z oślą głową
Sam jeden z naszą pozostał królową,
A gdy zbudzona głowę swą podniosła,
Na pierwszy widok pokochała osła.
OBERON
Nadspodziewanie rzeczy nam się wiodą.
Lecz czy miłości pokropiłeś wodą,
Jak nakazałem, Ateńczyka oko?
PUK
Tak jest. Znalazłem śpiącego głęboko,
Przy jego boku ateńską dziewicę,
Której, zbudzony, najpierw ujrzał lice.
Wchodzą: Demetriusz i Hermia.
OBERON
Cicho! Nasz młodzian zbliża się w te strony.
PUK
To jest kobieta; lecz młodzian zmieniony.
DEMETRIUSZ
Czemu kochanka odpychasz surowo?
Dla gorzkich wrogów gorzkie chowaj słowo.
HERMIA
Jak małą słowo dla ciebie jest karą!
Tyś wieczną smutków zrobił mnie ofiarą.
Gdy krew Lizandra dłonie twe wylały,
We krwi po kostki zanurz się już cały
I mnie też zabij!
Jak słońce dniowi, on mi wiernie służył,
Mógłże mnie odbiec, kiedy sen mnie znużył?
Prędzej uwierzę, że ktoś całą ziemię
Na wskroś157 przewiercił, że księżyca brzemię158
Na drugą stronę przez tę przeszło studnię,
Pogodę słońca zaćmiło południe.
To być nie może; tyś go zabił zdradą:
Twarz zbójcy musi, jak twoja, być bladą.
DEMETRIUSZ
Twarz zabitego, jak moja, jest białą;
Twe okrucieństwo mnie zamordowało,
Lecz wieczna piękność, zbójco, na twym czole
Błyszczy jak Wenus w swych sióstr bledszych159 kole.
HERMIA
Wskrzesić Lizandra mego czy to w stanie?
Wróć mi go, błagam, wróć mi, dobry panie!
DEMETRIUSZ
Przód160 psom na strawę dałbym jego kości.
HERMIA
Precz, podły kundlu! Dziewiczej skromności
Ty mnie zmusiłeś granice przekroczyć.
Tyżeś śmiał czystą krew jego wytoczyć,
Nić jego życia twym przeciąć orężem?
Przestań więc odtąd nazywać się mężem.
Choć raz bądź szczery: czyż ci serca stało161
Obudzonemu w oczy spojrzeć śmiało?
Czyliś śpiącego zabił? Jakie męstwo!
I żmija takie odnosi zwycięstwo;
To żmii sprawa, nigdy żądło gadu162
Więcej od ciebie nie sączyło jadu.
DEMETRIUSZ
Hamuj twój zapał; próżny gniew twój wielki;
Jam krwi Lizandra nie wylał kropelki,
I moim zdaniem Lizander twój żyje.
HERMIA
Więc powiedz, błagam, gdzie się teraz kryje?
DEMETRIUSZ
Jakiej nagrody mógłbym za to czekać?
HERMIA
Sprzed moich oczu na zawsze uciekać.
Na dno się ziemi przed twym okiem skryję;
Widzieć cię nie chcę, czy umarł, czy żyje wychodzi.
DEMETRIUSZ
Próżno ją gonić w pierwszej gniewu sile,
Wolę tu zostać i spocząć na chwilę.
Dusza tym silniej czuje smutku ciążę163,
Kiedy mu z długu sen się nie wywiąże;
Może mu teraz zadatek przyniesie,
Gdy czekać będę na niego w tym lesie kładzie się.
OBERON
Ach, coś ty zrobił! Dłoń twa oszukana
Zwilżyła oczy biednego młodziana,
I gdy niewiernym został przeniewierca,
Wlałeś niewiarę do wiernego serca.
PUK
Taki jest gorzki wyrok przeznaczenia:
Gdzie jeden wierny, milion wiarę zmienia.
OBERON
Od wiatru szybszy, szukaj po tym borze,
Gdzie się ateńska Helena kryć może;
Smutki bladością lica jej pokryły,
Westchnienia świeżą z jej żył krew wypiły.
Jaką bądź sztuką164 przywiedź tu dziewicę;
PUK
Lecę; me skrzydło powietrze przecina,
Szybsze od strzały z łuku Tatarzyna wychodzi.
OBERON
Wsiąknij, kwiatku mój czerwony,
Strzałą Kupida raniony,
Śpiącego oczaruj oko;
A gdy ujrzy ją za chwilę,
Niech w niej widzi blasku tyle,
Co w tych gwiazdach tam wysoko.
Niech na wszystkie swe cierpienia
Błaga od niej wybawienia.
PUK
Armii wróżek kapitanie,
Helena bieży165 w te strony,
Za nią młodzik odurzony,
Błagający o kochanie;
Wielka nas zabawa czeka.
Co głupszego od człowieka!
OBERON
Ustąp, bo wrzawa tych ludzi
Demetriusza ze snu zbudzi.
PUK
Gdy dwóch jednej się przymila,
Co za pyszna krotofila166!
Nie znam piękniejszej zabawy,
Jak pogmatwane tak sprawy.
Wchodzą: Lizander i Helena.
LIZANDER
Nie mów, że szydząc, przysięgi ci kłamię;
Od łez szyderstwo ucieka spłoszone,
Śluby miłości we łzach urodzone
Czystej, rodzimej prawdy noszą znamię.
Zwieszże szyderstwem przysięgę namiętną,
Gdy widzisz na niej wiecznej prawdy piętno?
HELENA
Coraz się silniej w własne chwytasz kluby167.
Przeklęta wojna przez piekło zbudzona,
W której pod wiary ciosem wiara kona!
Nie mnie, lecz Hermii należą te śluby.
Kto dwie przysięgi na dwie kładzie szale,
Sam, jak przysięgi, wagi nie ma wcale;
Na dwóch też szalach śluby twe fałszywe
Piórka nie ważą, jak bajki kłamliwe.
LIZANDER
Gdym jej przysięgał, nie miałem rozsądku.
HELENA
Dziś, gdy ją zdradzasz, nie więcej w nim wątku168.
LIZANDER
Ale Demetriusz ją, nie ciebie, kocha.
DEMETRIUSZ
Heleno, nimfo, aniele uroczy,
Z czymże porównać zdołam twoje oczy?
Kryształ jest błotem. Co pokus zuchwałych
W twych ust dwóch wiśniach całunkom169 dojrzałych!
Na szczytach Tauru170 czysty śnieg zebrany,
Oddechem wschodnich wiatrów przewiewany,
Krukiem się wyda, gdy podniesiesz ręce:
Niech ich dotknięciem usta me poświęcę.
HELENA
Piekielne męki! Ach, widzę, że chcecie
Społem171 się biednej urągać172 kobiecie.
Gdyby iskierka honoru w was tlała,
Nigdy bym takiej krzywdy nie doznała.
Czyż wam nie dosyć jest mnie nienawidzić,
Czyli wam jeszcze ze mnie trzeba szydzić?
Gdyby w was dusze, jak twarz, mężów były,
Ust by wam nigdy słowa nie skaziły,
W których mi miłość składacie namiętną,
Gdy wiem, że jestem dla obu was wstrętną.
Spółubiegacie173, widzę, się wzajemnie
W miłości ku niej, a w szyderstwie ze mnie.
Prawdziwie, godne bohaterów czyny,
Zdrój łez wyciskać z ócz biednej dziewczyny!
Nigdy dziewicy szlachetne by dusze
Nie wystawiały na szyderstw katusze,
I śmiechem serca jej nie zakrwawiały.
LIZANDER
Zbyt, Demetriuszu, jesteś skamieniały.
Wszak kochasz Hermię, ja ci bez wahania
Mych odstępuję praw do jej kochania,
A ty znów przestań myśleć o Helenie,
Kocham ją bowiem na wieki, szalenie.
HELENA
Jeszcze marniejszych słów nigdy szyderca
Nie wyrzekł.
DEMETRIUSZ
Hermię z całego ci serca
Daję, Lizandrze.
LIZANDER
Jeślim kiedy wiarę
Mógł jej przysięgać, dzieje to już stare;
Serce me tylko gościem u niej było,
Dziś do Heleny, do domu, wróciło
I tam zostanie.
DEMETRIUSZ
Heleno, on kłamie.
LIZANDER
Nie bluźń uczuciom, gdyś pojąć nie w stanie,
Lub ciężko za to skarci cię to ramię.
Ale patrz, twoje nadbiega kochanie.
Wchodzi Hermia.
HERMIA
Jeżeli ciemność świat oku zamyka,
Dźwięk tym potężniej do ucha przenika,
I co na sile widzenia zmysł traci,
W dwójnasób ciemność słuchowi to płaci.
Jeśli nie mogły me znaleźć cię oczy,
Ucho sprowadził twych słów dźwięk uroczy.
Czemuś mnie odbiegł w samotnej ustroni?
LIZANDER
Nie może zostać, kogo miłość goni.
HERMIA
Jakaż cię miłość od mojego łona
Mogła oderwać?
LIZANDER
Miłość nieskończona,
Piękna Helena, przy której spojrzeniu
Blednieją174 gwiazdy na niebios sklepieniu.
Czyż ci odejście me nie pokazało,
Że bić dla ciebie serce to przestało?
HERMIA
To żart, Lizandrze, twym słowom nie wierzę.
HELENA
I ona z nimi zawarła przymierze!
Widzę, że sobie przyrzekli wzajemnie
Okrutnym żartem gorzko szydzić ze mnie.
Niedobra Hermio, niewdzięczna dziewico!
Miałażeś serce sprzysięgać się z nimi,
I pośmiewiska robić mnie ofiarą?
Toż nasze długie, samotne rozmowy,
Godziny w słodkich spędzone marzeniach,
Smutek, gdy czas nas rozdzielił na chwilę,
Wszystko to z twojej wybiegło pamięci?
Dni szkolnych przyjaźń, dziecinna niewinność?
Jak często, Hermio, niby dwie boginie,
Igłą kwiat jeden stwarzałyśmy razem,
Z jednego wzorka, na jednym stołeczku,
Tę samą piosnkę jednym nucąc tonem,
Jak gdyby ręce, głosy, myśli nasze
Jednego tylko ciała były częścią?
Rosłyśmy razem jak podwójna wiśnia,
Pozornie tylko na dwie rozdzielona,
Lecz jedna zawsze pomimo rozdziału;
Na jednym szczepie dwie piękne jagody;
Dwa ciała, ale jedno tylko serce;
Podobne sobie jak herbowe tarcze,
Jednej rodziny jednym strojne hełmem.
Chciałażbyś zerwać starą miłość naszą,
I w zgodzie z nimi z przyjaciółki szydzić?
To nie dziewicy, nie czyn przyjaciółki.
Ja ci z płcią naszą mogę to wyrzucać175,
Chociaż ja tylko krzywdę całą czuję.
HERMIA
Jak mnie namiętne słowa twoje dziwią!
Nie ja to ciebie, ty mnie raczej krzywdzisz.
HELENA
Czyż nie za twoją podnietą Lizander
Szyderczo wielbi moją twarz i oko?
Nie twojąż sprawą twój drugi kochanek,
Który przed chwilą nogą mnie odpychał,
Teraz mnie nimfą, boginią nazywa?
Powiedz, dlaczego Demetriusz to prawi176,
Kiedy mnie w głębi duszy nienawidzi?
Czemu Lizander niby się wyrzeka
Twojej miłości, którą płonie cały,
I u nóg moich składa mi przysięgi,
Jeśli nie z twojej woli i podniety?
Ach, jeśli twoich nie posiadam wdzięków,
Twoich powabów i twojego szczęścia,
Jeżeli kocham, co najboleśniejsza,
Bez wzajemności, godną raczej jestem
Politowania, a nie twej pogardy.
HERMIA
Słów twoich myśli177 nie pojmuję wcale.
HELENA
Wytrwaj do końca. Poglądaj178 żałośnie,
A drwinkuj179 ze mnie, kiedy się odwrócę,
Mrugajcie wzajem na siebie, do końca
Prowadźcie żarcik tak pięknie zaczęty,
A będą o nim pisały kroniki.
Gdyby w was była litość, wychowanie,
Za cel swych szyderstw nie mnie byście wzięli.
Lecz bądźcie zdrowi, w części ma to wina,
Której zaradzi śmierć lub oddalenie.
LIZANDER
Zostań! Wymówek słuchaj mych, Heleno,
Piękna Heleno, życie me, ma duszo!
HELENA
Cudownie!
HERMIA
Drogi, przestań tak z niej szydzić.
DEMETRIUSZ
Głuchy na prośbę, usłucha przymusu.
LIZANDER
Marny twój przymus, jak marna jej prośba;
Z twych gróźb bezsilnych, jak z próśb jej, się śmieję.
Heleno, ja cię kocham, na me życie!
To życie, którem chętnie gotów stracić,
By kłamstwo zadać temu, który mówi,
Że cię nie kocham.
DEMETRIUSZ
On nigdy nie zdoła
Jak ja cię kochać.
LIZANDER
Jeżeli tak mówisz,
Chodź, dowiedź tego.
DEMETRIUSZ
I owszem, natychmiast.
HERMIA
Lizandrze, powiedz, co to wszystko znaczy?
LIZANDER
Precz stąd, murzynko!
DEMETRIUSZ
Hola, mości panie!
Sierdzisz się180, widzę, chcesz niby pokazać,
Że idziesz za mną, ale się nie ruszasz;
Bardzo potulny z ciebie, widzę, człowiek.
LIZANDER
Puść mnie, kocico, obrzydły łopuchu,
Albo cię z siebie jak węża otrząsnę!
HERMIA
Co się to znaczy? Skąd to grubiaństwo,
Drogi kochanku?
LIZANDER
Ja, drogi kochanku?
Oddal się, precz stąd, żółta Tatarzynko!
HERMIA
Czy nie żartujesz?
HELENA
Żartujecie razem.
LIZANDER
Dotrzymam mego słowa, Demetriuszu.
DEMETRIUSZ
Daj na to oblig181, bo jak teraz widzę,
Twe słowo złamać lekka może ręka.
LIZANDER
Cóż ja mam począć? Czy chcesz, bym ją zabił?
Nie chcę jej krzywdzić, choć jej nienawidzę.
HERMIA
Krzywdą największą twoja mi nienawiść.
Nienawiść! Za co? Drogi, co się stało?
Czyż ja nie Hermia? Czy ty nie Lizander?
Jestem tak piękną, jak byłam przed chwilą,
Wszakże tej nocy jeszcze mnie kochałeś,
Ach, i tej nocy rzuciłeś mnie także!
Czemuś mnie rzucił? O, uchowaj Boże!
Naprawdę? Powiedz.
LIZANDER
Naprawdę, przysięgam.
Nigdy już spotkać z tobą się nie chciałem.
Więc przestań wątpić, wyrzecz się nadziei,
Bo to nie żarty, lecz prawda, że z serca
Brzydzę się tobą, a kocham Helenę.
HERMIA
Ha, ty kuglarko182, miłości złodzieju!
Kwiatów robaku! więc w nocy przybyłaś
I serce memu skradłaś kochankowi?
HELENA
Pięknie, na honor! Nie masz więc skromności,
Niemaszże w sobie dziewiczego wstydu?
Więc pragniesz gwałtem z moich ust łagodnych
Niecierpliwości wywołać odpowiedź?
Fe, wstydź się, lalko, wstydź, komediantko183!
HERMIA
Lalko? dlaczego? O, teraz rozumiem,
Porównywając184, widzę, naszą kibić185,
Nie zapomniała o swej wysmukłości,
I swoim wzrostem, swym olbrzymki wzrostem,
Przemogła186 na nim; nie ma wątpliwości.
Także więc w jego poważaniu wzrosłaś,
Że się przy tobie karlicą wydaję?
Więc jestem małą, malowana tyczko,
Powiedz, jak małą? Ja ci tylko powiem,
Żem nie do tego stopnia jeszcze małą,
By me paznokcie ócz187 twych nie dosięgły.
HELENA
Panowie, błagam, choć ze mnie szydzicie,
Brońcie mnie od niej188! Nie byłam swarliwą189,
Do obelg nie mam najmniejszego daru
I mam prawdziwie dziewiczą lękliwość.
Brońcie mnie od niej! Może się wam zdaje,
Że się potrafię sam na sam z nią mierzyć,
Bo trochę niższą wzrostem jest ode mnie —
HERMIA
Niższą? Znów niższą?
HELENA
Dobra moja Hermio,
Nie bądź, przez Boga, tak dla mnie okrutną!
Wszakże ja zawsze kochałam cię, Hermio,
Nigdy ci żadnej nie zrobiłam krzywdy,
Chyba gdym w szale miłości zdradziła
Twoją ucieczkę; on pobiegł za tobą,
A ja, przez miłość, pośpieszyłam za nim,
Lecz on mnie słowem odgonił surowym,
Wzgardą, ciosami, śmiercią nawet groził.
I teraz pozwól w pokoju mi odejść,
A ja do Aten z mym wrócę szaleństwem
I mym widokiem dręczyć cię przestanę.
Pozwól mi odejść! Patrz, jak jestem prostą
I jak potulną.
HERMIA
A któż cię tu trzyma?
HELENA
Szalone serce, które tu zostawiam.
HERMIA
Z kim? Czy z Lizandrem?
HELENA
O nie! Z Demetriuszem.
LIZANDER
Nie bój się, ona nie zrobi ci krzywdy.
DEMETRIUSZ
Nie, mości panie, choć trzymasz jej stronę.
HELENA
O, wiem, jak śmiałą i chytrą jest w gniewie;
Piekielną jędzą w szkole jeszcze była
I zapalczywą, chociaż wzrostem małą.
HERMIA
I znowu małą? Wciąż niską i małą?
Długoż mnie jeszcze krzywdzić pozwolicie?
Puście mnie do niej!
LIZANDER
Precz mi stąd, karlico,
Niedostrzeżony pęcełku190 sporysza191,
Żołędzi!
DEMETRIUSZ
Jesteś nazbyt pochopliwy192
W służbie osoby, która tobą gardzi.
Daj pokój193. Przestań mówić o Helenie,
Nie bierz jej strony, bo jeśli raz jeszcze
Choć słówko do niej o miłości powiesz,
Zapłacisz drogo.
LIZANDER
Puściła mnie teraz
Jeśli masz serce, idź za mną rozstrzygnąć,
Czyje są lepsze prawa do Heleny.
DEMETRIUSZ
Za tobą? Raczej z tobą, lub przed tobą 194.
Wychodzą: Lizander i Demetriusz.
HERMIA
Oto są twoje sprawki, mościa panno!
Nie cofaj kroku.
HELENA
Nie ufam ci wcale,
Przed twym przeklętym uciekam widokiem,
Lecz jeśli skorsze195 do walki twe ręce,
To dłuższe moje nogi do ucieczki wybiega.
HERMIA
Nie wiem, co mówić; jestem jak szalona!
Wybiega za Heleną.
OBERON
To twe niedbalstwo. Znów się omyliłeś,
Lub złe swe figle płatasz dobrowolnie.
PUK
Wierzaj mi196, królu, to była omyłka.
Wszak powiedziałeś, że go łatwo w borze
Poznam po jego ateńskim ubiorze.
Czyliż zgrzeszyłem, jeślim sok uroczy
Na ateńskiego męża wylał oczy?
Lecz nie żałuję błędu, bo ich swary,
Wyznaję, królu, bawią mnie bez miary.
OBERON
Skrzyżować miecze wybiegli szalenie,
Więc leć i wkoło nocy roztocz cienie,
Niech jasne gwiazdy, co na niebie płoną,
W mgle jak Acheron czarnej znów utoną;
W gęstwinach lasu obłąkaj197 rywali,
Nie dozwól, aby kiedy się spotkali;
Czasem Lizandra naśladuj ton mowy,
I Demetriusza gorzkimi karć słowy,
To jak Demetriusz drażń gniew przeciwnika,
A wciąż niech jeden przed drugim umyka,
Aż nietoperza skrzydłami otoczy
Sen, obraz śmierci, znużone ich oczy.
Lizandra oko zwilż sokiem tych liści,
On mu źrenice z ułudzeń oczyści,
Wzrok mu zwyczajny swoją zwróci siłą,
I ujrzy znowu wszystko, jak wprzód było,
A sprawa cała, za ich rozbudzeniem,
Marnym się tylko wyda im marzeniem,
W zgodzie do Aten z tej wrócą podróży,
Do dni ich końca nic jej nie zachmurzy.
To twoja sprawa, a ja, gdy królowa
W me ręce odda indyjskie pacholę,
Z potwornych złudzeń oczy jej wyzwolę,
I wszędzie zgoda zakwitnie znów nowa.
PUK
Czas nagli, królu; szybkie nocy smoki
W bystrym polocie198 sieką już obłoki,
A tam jutrzenka świt już zapowiada,
Na cmentarz duchów powraca gromada,
Już potępieńców spłoszonych tłum cały,
Śród dróg rozstajnych śpiących, lub śród morza,
Do robacznego znów powrócił łoża;
Duchy przed światłem z swej się woli kryją
I z czarną nocą w wiecznych ślubach żyją.
OBERON
Lecz my przed jasnym nie pierzchamy rankiem.
Częstom z jutrzenki polował kochankiem;
Bez trwogi głębie lasu przebiegamy,
Choć wschód otworzy swoje złote bramy,
Draśnie Neptuna199 blaskiem swych promieni,
Zielone wody na złoto przemieni.
Leć, nie trać chwili, by przed wschodem słońca
Do szczęśliwego przywieść200 rzeczy końca wychodzi.
PUK
Przez doliny, góry, wody,
Pójdą za mną w korowody,
Ja co trwożę sioła, grody,
Pójdę z nimi w korowody.
Nadchodzi jeden.
LIZANDER
Gdzie, Demetriuszu, szukać
mam twej głowy?
PUK
Tu na cię czekam, przyjdź, jestem gotowy.
LIZANDER
Przybywam.
PUK
Idźmy na równiejsze pole.
Wybiega Lizander — Wchodzi Demetriusz.
DEMETRIUSZ
Gdzieżeś, Lizandrze, tchórzliwe pacholę?
Uciekasz, widzę, fałszywy junaku201;
Odpowiedz, w jakim schowałeś się krzaku?
PUK
Gwiazdy, jak widzę, wyzywasz zuchwale,
Językiem walczysz w bohaterskim szale,
Chowasz się jednak; pokaż się tu, chłopię,
Rózgą cię tylko jak dziecko wykropię,
Byłoby hańbą karcić cię orężem.
DEMETRIUSZ
Mam cię, na koniec.
PUK
Idź za moim głosem,
Tam zobaczymy, kto lepszym jest mężem,
Tam się na koniec z swoim spotkasz losem.
Wychodzą — Wraca Lizander.
LIZANDER
Ciągle wyzywa, a ciągle ucieka,
Idę, gdzie woła, a gdzie on nie czeka;
Skrzydeł mu, widzę, strach pożyczył chyży202,
Żadna mnie pogoń do niego nie zbliży,
W nocy na dzikie zagnany bezdroże
Znużone ciało na chwilę tu złożę, kładzie się
A gdy się słońce na niebie pokaże,
Znajdę zuchwalca i, jak godzien, skarzę.
Zasypia — Wchodzą: Puk i Demetriusz.
PUK
Nigdyż cię, tchórzu, dopędzić nie zdołam?
DEMETRIUSZ
Jeśli masz serce, przybądź, tu cię wołam,
Ale uciekasz, bo trwoga cię toczy,
Nie masz odwagi raz spojrzeć mi w oczy.
Gdzież jesteś?
PUK
Tutaj.
DEMETRIUSZ
Daremno czas tracę.
Wszystkie te żarty z lichwą203 ci zapłacę,
Gdy dzień mi twoją kryjówkę odsłoni.
Na teraz próżnej zrzekam się pogoni,
I na tej zimnej wypocznę darninie;
Lecz odwleczona chłosta cię nie minie.
Kładzie się i zasypia. — Wchodzi Helena.
HELENA
Nigdyż się nocy nie doczekam końca,
Bym, pocieszona jasną twarzą słońca,
Mogła uciekać daleko od ludzi,
Których me biedne towarzystwo nudzi?
Przybądź, śnie słodki, niech w skrzydeł twych cieniu
Chwilę o własnym zapomnę istnieniu! zasypia.
PUK
Co? Troje tylko? Czwarta przyjdzie skoro204,
I złożą piękne dwie pary we czworo.
Zapłakana już nadchodzi.
Ten Kupido205, łotr malutki,
Co za męki, co za smutki
W sercach biednych kobiet rodzi!
Wchodzi Hermia.
HERMIA
W tej rozpaczliwej, bolesnej podróży,
Oblana rosą, odarta przez głogi,
Iść dalej, czołgać nie mogę się dłużej,
Bo woli służbę wymówiły nogi.
Tu spocznę. Niechaj Lizandra Bóg strzeże,
Jeśli się szablą zetrą dwaj rycerze! kładzie się.
PUK
Na tej trawie
Śpij głęboko!
Ja naprawię
Twoje oko
Niezawodnych lekarstw siłą.
Wyciska sok na oczy Lizandra.
Znów zbudzony
Bądź jej cieniem,
Zachwycony
Jej spojrzeniem.
Wszystko będzie znów, jak było.
Swój do swojej znowu wróci,
Swoją Kasię znajdzie Maciej,
Nikt się niczym nie zasmuci,
I chłop klaczy swej nie straci.
Wychodzi Puk.
Demetriusz, Lizander, Helena i Hermia zostają uśpieni.