SCENA PIERWSZA

Za murami Aten.

Wchodzi Tymon.

TYMON

Niech raz cię jeszcze zobaczę. O murze,

Który twym pasem otoczyłeś wilki,

Zapadnij w ziemię! Nie broń dłużej Aten!

Na kurtyzany zmieńcie się, matrony!

Przeciw rodzicom podnieście bunt, dzieci!

Szalona tłuszczo głupich niewolników,

Poważnych starców wygoń z ław senatu

I rządź na przyszłość rzecząpospolitą!

Młode dziewice, w kałużę rozpusty

Rzućcie się wszystkie pod matek oczyma!

Zamiast dług spłacać weźcie nóż, bankruty,

I wierzycieli poderżnijcie gardła!

Okradaj pana, kupny niewolniku!

Twój pan złodziejem na wielką jest skalę,

Prawnie rabuje. Do pańskiego łoża

Idź, służebnico: pani twa z zamtuza.

Szesnastoletni synu, wydrzyj z ręki

Starego ojca watowaną kulę,

Strzaskaj mu czaszkę! Pobożność, skrupuły,

Religia, pokój, sprawiedliwość, prawda,

Domowe względy, sen w nocy spokojny,

Dobry obyczaj, nauka, rzemiosła,

Porządek stanów, prawa i zwyczaje,

Wszystko niech zginie! Chaos rządzi światem!

A wy, choroby, dziedzictwo ludzkości,

Wyrzućcie wszystkie zaraźliwe febry

Na lud ateński, już dla was dojrzały!

Zimna scjatyko, ochrom senatorów,

Niech mają nogi koślawe jak dusze!

Wsuń się, rozpusto, w myśl i szpik młodzieży,

Przeciw nurtowi cnoty niechaj płyną,

Utoną w zbytkach! Wy, świerzbo i krosty,

W krwi Ateńczyków ziarno siejcie wasze,

Niech żniwem wszystkich jedynym trąd będzie!

Tchu, dech zarażaj! Niech ich towarzystwo

Tylko trucizną będzie jak ich przyjaźń!

Nic nie uniosę z ciebie prócz nagości,

Obrzydłe miasto! Daję ci w zapłatę

Moje przekleństwo! Tymon w las się chowa,

W najdzikszych zwierzach, do których ucieka,

Więcej litości znajdzie niż u człeka.

Ciebie zaś błagam, Jowiszu, twe strzały

Niech na proch skruszą ateński lud cały!

W Tymona piersiach niechaj rośnie z wiekiem

Wstręt do wszystkiego, co się zwie człowiekiem.

Amen.

Wychodzi.