SCENA I

Pokój w Elyhouse.

Jan z Gandawy na łożu, wkoło niego książę York i inni.

JAN Z GANDAWY

Czy król przybędzie? Bym ducha wyzionął

Śród rad zbawiennych płochym jego latom.

YORK

Nie kłopocz darmo myśli niespokojnej:

Próżne dla niego wszystkie dobre rady.

JAN Z GANDAWY

Mówią, że język konających ludzi

Zmusza uwagę jak pieśń uroczysta.

Rzadko bez skutku ostatnie są słowa,

Prawdą oddycha konających mowa.

Ust, które śmierci zimna ręka studzi,

Pilniejszą baczność głos w słuchaczu budzi,

Niż co rozpustna, płocha młodość gwarzy;

Więcej niż życie zgon człowieka waży.

Zachodzącego ostatni błysk słońca,

I ton ostatni rzewnej pieśni końca,

W pamięć się naszą z większą wpaja siłą

Niż wszystko razem, co je poprzedziło;

Ostatnia słodycz jest dla nas najsłodszą.

Gdym żył, na rady me król nie miał ucha,

Konającego może dziś usłucha.

YORK

Nigdy. Pochlebstwa głos zatkał mu uszy,

Wieczne pochwały, rozpustne piosenki,

Których truciznę młodość chciwie pije,

I przyniesione z Włoch dziwaczne mody,

Które nasz naród, nędzny naśladowca,

Koślawym krokiem za późno małpuje.

Gdzie świat wymyśli jaką próżność głupią,

Byleby nową, jakkolwiek wzgardliwą,

Której by zaraz ktoś mu nie podszepnął?

Nigdy tam rada dobra nie dosięga,

Gdzie się rozpusta na rozum sprzysięga.

Nie radź tym, co się sami chcą kierować:

Tchu ci nie staje, a chcesz go marnować.

JAN Z GANDAWY

Zda się, że jestem natchnionym prorokiem,

Przyszłość mu jego przepowiem, konając:

Rozpusty jego krótki płomień będzie,

Bo sam gwałtowny pożera się ogień;

Deszczyk trwa długo, burza nagle mija;

Ciągłym galopem koń prędko się męczy,

I żarłok własnym dusi się pokarmem.

Jakby kruk morski, próżność lekkomyślna

Gdy wszystko połknie, pożera się sama.

Ten tron monarchów, wyspa berłowładna,

Królewska wyspa, ta Marsa siedziba,

Ten drugi Eden, ta raju połowa,

Twierdza natury postawiona ręką

Przeciw napaściom, przeciw dłoniom wojny;

Ten lud szczęśliwy, sam w sobie świat mały,

Ten klejnot w srebrne oprawiony morze,

Które mu stoi za sypane wały

I za przekopy obronnego zamku,

Przeciw zazdrości mniej szczęśliwych krain:

Błogosławione królestwo, ta Anglia,

Ta mamka, łono to w mocarzy płodne,

Wielkich potęgą, swoim rodem słynnych

Przez swą rycerskość w służbie chrześcijaństwa,

Przez czyny swoje tak znanych daleko

Jak grób odległy Zbawiciela świata,

Błogosławionej Maryi Panny syna;

Dusz ziemia drogich, droga, droga ziemia,

Droga dla chwały po świecie rozsianej,

W dzierżawie teraz (mówiąc to, umieram)

Jak podła lenność albo lichy folwark.

Anglia owita w triumfalne morze,

Odpychająca swych brzegów granitem

Zazdrosne fale mściwego Neptuna,

Teraz owita w plamy atramentu

I przegniłego hańbę pergaminu.

Anglia, sąsiadów przywykła podbijać,

Nikczemnie teraz podbiła się sama.

Ach! Gdyby wstyd ten z mym się życiem skończył,

Jakbym szczęśliwy zstąpił do mogiły!

Wchodzą: król Ryszard i Królowa, Aumerle, Bushy, Green, Bagot, Ross i Willoughby.

YORK

To król. Oszczędzaj młodość jego, bracie:

Drażnione źrebię gwałtowniej szaleje.

KRÓLOWA

Jak zdrowie stryja naszego, Lancastra?

KRÓL RYSZARD

Stary Gandawo, jakże twoje zdrowie24?

JAN Z GANDAWY

Ach, jak to imię przystoi mi teraz!

Stary Gandawa, wychudły starością;

Boleść na długie wskazała mnie posty;

Któż pozbawiony pokarmu nie chudnie?

Nad śpiącą Anglią długo ja czuwałem,

A bezsenności towarzyszką chudość.

Żywotny pokarm starego rodzica

Mnie był odjęty — widok moich dzieci:

Ten post do reszty ciało me wysuszył.

Wyschły do grobu, jak grób jestem chudy,

Co w pustym łonie kości tylko chowa.

KRÓL RYSZARD

Czy może chory tak z swym mianem igrać?

JAN Z GANDAWY

Boleść się łudzi sama szydząc z siebie;

A gdy me imię chcesz ze mną pogrzebać,

Szydzę z imienia, aby ci pochlebiać.

KRÓL RYSZARD

Maż konający pochlebiać25 żyjącym?

JAN Z GANDAWY

Nie, konającym żyjący pochlebia.

KRÓL RYSZARD

Konając, przecie mówisz, że mi schlebiasz.

JAN Z GANDAWY

Nie ja, choć chorszy26, ale ty umierasz.

KRÓL RYSZARD

Ja zdrów oddycham i twą słabość widzę.

JAN Z GANDAWY

Bóg mi jest świadkiem, że twą słabość widzę,

I chory jestem, twą widząc chorobę.

Królestwo całe twym śmiertelnym łożem,

Na którym kona twoje dobre imię,

A ty, zbyt tylko lekkomyślny pacjent,

Oddajesz w pieczę namaszczone ciało

Doktorom, co ci zadali truciznę.

Tysiąc pochlebców w twej siedzi koronie,

Choć tylko głowy ma twojej przestronność,

I choć w tak ciasnej zamknięci są klatce,

Twoje rozległe pustoszą królestwo.

O, gdyby dziad twój proroczym mógł okiem

Widzieć, jak synów jego wnuk wytępia,

Twoją niesławę z rąk by twoich wydarł,

Nim tron posiadłeś, z tronu by cię strącił,

Na którym siadłeś, aby sam się strącić.

Gdybyś i świata całego był panem,

Byłoby hańbą kraj ten wydzierżawiać,

A ty, gdy ziemię tę masz za świat cały,

Gdy ją tak hańbisz, to hańba nad hańby.

Nie królem Anglii, lecz jesteś dzierżawcą,

Kontraktu jesteś teraz niewolnikiem,

A —

KRÓL RYSZARD

Ty szalonym, głupim lunatykiem,

Co na gorączki licząc przywileje,

Zmarzłą nauką śmiesz na twarzy mojej

Rozlewać bladość, moją krew królewską

Z rodzimych siedlisk wściekłością wyganiać.

Na tronu mego majestat przysięgam,

Syna Edwarda gdybyś bratem nie był,

Język, co w głowie twej tak potoczysty,

Z zuchwałych ramion głowę by twą stoczył.

JAN Z GANDAWY

Synu Edwarda, nie szczędź mnie dlatego,

Żem ojca jego Edwarda jest synem.

Już jak pelikan krwi tej utoczyłeś

I już szalałeś krwią tą upojony.

Wszak brat mój, Gloucester, to poczciwe serce,

(Świeć jego duszy Boże miłosierny!)

Już dostatecznym jest dla nas przykładem,

Że ci nietrudno Edwarda krew przelać.

Mej więc choroby zostań pomocnikiem,

Twoją srogością zaostrz kosę czasu

I naraz zetnij kwiat od dawna zwiędły.

Żyj w hańbie, lecz niech hańba cię przeżyje!

Te słowa odtąd niech katem twym będą. —

Złóżcie mnie teraz w grobowe owicie:

Kto cześć i miłość ma, niech kocha życie.

Wynoszą go.

KRÓL RYSZARD

Którym zostały tylko złość i lata,

Jak tobie, czas tym wynosić się z świata.

YORK

Błagam cię, panie, przypisz jego słowa

Długim cierpieniom i starczej zrzędności;

Przysięgam, królu, on cię zawsze kochał,

Jak Henryk Hereford, gdyby był przytomny.

KRÓL RYSZARD

Miłość ich dla mnie równa, nikt nie przeczy:

Równą im płacę. Zostawmy tak rzeczy.

Wchodzi Northumberland.

NORTHUMBERLAND

Królu i panie, stary Jan z Gandawy

Twoim królewskim poleca się względom.

KRÓL RYSZARD

Co mówi?

NORTHUMBERLAND

Wszystko powiedział już, panie.

Język już jego lutnią jest bez struny:

Bieg jego życia i słów zakończony.

YORK

Niech York teraz tak jak on umiera:

Śmierć, choć uboga, łzy życia ociera.

KRÓL RYSZARD

Najpierwej owoc najdojrzalszy ścieka:

Czas jego ubiegł, nas pielgrzymka czeka.

Dość na tym. Teraz do irlandzkiej wojny.

Musim wytępić tych kudłatych zbójców,

Co jak trucizna lęgną się na ziemi

Prócz nich niezdolnej płodzić innych jadów27.

Gdy na wyprawę trzeba nam sum wielkich,

Na rzecz naszego skarbu zabieramy

Srebra, dochody, pieniądz, ruchomości

Które miał niegdyś stryj Jan w posiadaniu.

YORK

Dokąd mi jeszcze cierpliwości stanie?

Maż wierność znosić28 wszystkie nieprawości?

Ni śmierć Gloucestera, Hereforda wygnanie,

Jana zniewagi, ciężkie krzywdy Anglii,

Ni Bolingbroke’a biednego małżeństwu

Stawiany opór, ni me poniżenie,

Nie zachmurzyły lic moich pogody,

Na króla mego brwi mych nie zmarszczyły.

Z Edwarda synów ja jestem ostatni,

Jak książę Walii, ojciec twój, był pierwszym.

Nigdy lew w boju zapalczywszym nie był,

A nigdy cichszym jagniątko w pokoju,

Jak był ten młody, szlachetny ten książę.

Ty jesteś żywym jego wizerunkiem,

On tak wyglądał, gdy dnie twoje liczył.

Lecz gdy on marszczył brew, to na Francuzów,

Nie na przyjaciół; dłoń jego szlachetna

Swoim nabytkiem tylko szafowała,

Ale nie tknęła skarbów zgromadzonych

Zwycięską ręką naszego rodzica.

Krwią swego rodu rąk on swych nie kalał,

Ale krwią rodu swego nieprzyjaciół.

Ryszardzie, boleść uniosła Yorka —

Inaczej robić nie chciałby porównań.

KRÓL RYSZARD

Co chcesz powiedzieć, stryju?

YORK

O mój królu,

Racz mi przebaczyć; jeśli nie przebaczysz,

Przygotowany jestem gniew twój znosić.

Jestże twą myślą29 wygnańca Hereforda

Prawa i włości na twą rzecz zagrabić?

Gandawa umarł, czy Hereford nie żyje?

Czy syn i ojciec wierni ci nie byli?

Czy nie zasłużył pierwszy mieć dziedzica,

Czy dziedzic ojca godnym nie jest synem?

Gwałcąc Hereforda prawa, zgwałćże razem

Prawa od wieków czasowi zwyczajne,

Zabrońże jutru po dziś następować,

Samego siebie zrzeknij się, bo jakże

Zostałeś królem, jeśli nie dziedzictwem?

Bóg widzi, (chciałbym mylnym być prorokiem),

Że jeśli prawa Hereforda zagrabisz,

Odwołasz dyplom, którego powagą,

Choć nieobecny, przez pełnomocnika

Może dziedzicznych domagać się włości,

Nie przyjmiesz hołdu, który chce ci złożyć,

Ściągasz na siebie tysiąc niebezpieczeństw

I serc tysiąca przywiązanie tracisz.

A cierpliwości mej podsuwasz myśli,

Których jej broni wierność i mój honor.

KRÓL RYSZARD

Myśl, co chcesz, myśl twa nie zwiąże mej woli

Zaboru jego sreber, skarbów, roli.

YORK

Nie będę świadkiem gwałtów. Bądź zdrów, panie!

Kto dziś przepowie, co się jutro stanie?

Dziś tylko wszyscy przepowiedzieć mogą,

Że do dobrego nie zajdziesz złą drogą.

Wychodzi.

KRÓL RYSZARD

Śpiesz teraz, Bushy, do hrabiego Wiltshire,

Powiedz mu, że go czekam w Elyhouse,

Aby się w sprawie tej z nim porozumieć.

My do Irlandii pojutrze; czas nagli.

W nieobecności naszej namiestnikiem

Naszego stryja York zostawiamy,

Bo to mąż prawy, a zawsze nas kochał.

Królowo, jutro musimy się rozstać;

Użyjmy czasu, bo krótki nasz pobyt.

Przy odgłosie trąb wychodzi Król, Królowa, Bushy, Aumerle, Green i Bagot.

NORTHUMBERLAND

Umarł więc książę Lancaster, panowie.

ROSS

I żyje także; dziś syn jego księciem.

WILLOUGHBY

Księciem z tytułu, ale nie z dochodów.

NORTHUMBERLAND

Jedno i drugie, jeśli sprawiedliwość

Na ziemi żyje.

ROSS

Serce moje pełne

Pęknie z boleści, nim mu będzie wolno

Swą pełność wylać językiem swobodnym.

NORTHUMBERLAND

Mów śmiało. Niech ten zamilknie na wieki,

Co na twą krzywdę twe powtórzy słowa!

WILLOUGHBY

Czy chciałbyś mówić o księciu Hereford?

Gdy tak, mów śmiało, bo chętnie me ucho

Usłyszy dobre o panu tym słowo.

ROSS

Ach, nic dobrego zrobić dlań nie mogę,

Chyba, że dobrem nazwiecie mą litość

Nad chciwą jego dziedzictwa grabieżą.

NORTHUMBERLAND

Wstyd znosić krzywdy spełnione okrutnie

Na krwi królewskiej i na mnogich panach

W naszym królestwie grożącym ruiną.

Król nie jest królem lecz podłym narzędziem

Nędznych pochlebców; jakąkolwiek skargę

Natchnie im zemsta przeciw z nas któremu,

Król zaraz gotów srogi sąd nakazać

Na nas, na dzieci nasze i dziedziców.

ROSS

Lud podatkami ciężkimi zrabował,

I stracił jego miłość, ciężkie kary

Za przedawnione ponakładał spory

Na swoją szlachtę i miłość jej stracił.

WILLOUGHBY

Codziennie nowe wymyślają zdzierstwa:

Składki, ofiary, nie wiem co tam jeszcze;

Ale przez Boga, co robi z pieniędzmi?

NORTHUMBERLAND

Nie brał na wojnę, bo jej nie prowadził,

Lecz przez nikczemną ustąpił ugodę,

Co krwią swą jego nabyli przodkowie.

Pokój dziś droższy niż były przód wojny.

ROSS

W dzierżawie hrabia Wiltshire ma królestwo.

WILLOUGHBY

A król bankrutem został jak zły handlarz.

NORTHUMBERLAND

Już nad nim wiszą hańba i ruina.

ROSS

Nie miałby grosza na irlandzką wojnę,

Mimo podatków, gdyby nie zagrabił

Włości i sreber wygnanego księcia.

NORTHUMBERLAND

Swego krewnego. O królu wyrodny!

Ale, panowie, słyszymy świst burzy,

A nie szukamy spokojnej przystani;

Widzim, jak wicher wydyma nam żagle,

Zamiast je zwijać, giniemy bezpiecznie30.

ROSS

Widzim rozbicie, które i nam grozi,

Nieuniknione dziś niebezpieczeństwo,

Gdy jego przyczyn nie chcemy usunąć.

NORTHUMBERLAND

Nie, nie; przez puste oko śmierci, widzę,

Wygląda życie; lecz nie śmiem powiedzieć,

Jak wyzwolenia bliską jest godzina.

WILLOUGHBY

Dziel z nami myśli, jak my dzielim z tobą.

ROSS

Northumberlandzie, mów do nas z ufnością;

My trzej jesteśmy tobą, mówiąc do nas,

To jakbyś z sobą rozmyślał; mów śmiało.

NORTHUMBERLAND

A więc słuchajcie: właśnie odebrałem

Listy z Port le Blanc, bretońskiej zatoki,

Że Henryk Hereford i Reynold lord Cobham,

Co się z rąk księcia Exeteru wymknął,

I brat Reynolda niegdyś w Canterbury

Arcybiskupią ozdobiony mitrą,

I sir John Ramston, sir Thomas Erpingham,

Sir John Norbery, sir Robert Waterton,

I Francis Quoint, wszyscy uzbrojeni

Księcia Bretanii przyjacielską ręką,

Na ośmiu statkach, z armią trzechtysieczną31

Już wypłynęli i bez straty czasu

Żeglują ku nam; na północnych brzegach

Może by nawet już wylądowali,

Ale czekają na królewski odjazd.

Jeśli więc chcemy zrzucić podłe jarzmo,

Odarte skrzydło ojczyzny opierzyć,

Wyrwać z zastawu splamioną koronę,

I pył odmuchnąć ze złotego berła,

Majestatowi dawną godność wrócić,

Do Ravenspurgha czas już nam pośpieszyć.

Strach wam? Sam pójdę; zostańcie w stolicy;

Lecz dochowajcie, proszę, tajemnicy.

ROSS

Na koń! Niech zwleka, kto odwagi nie ma.

WILLOUGHBY

Pierwszy tam stanę, jeśli koń dotrzyma.

Wychodzą.