SCENA PIERWSZA

Droga biegnąca przez las. Trzej bandyci z łukami i strzałami w ręku czyhają w gąszczu. Zbliża się Walencjo i Śpiech.

PIERWSZY BANDYTA

Hej! Baczność, bracia! Podróżny się zbliża.

DRUGI BANDYTA

Choćby dziesięciu, wręcz uderzcie na nich.

Wchodzą Walencjo i Śpiech.

TRZECI BANDYTA

Stój! Oddaj wszystko, złóż, co masz przy sobie,

Lub cię zmusimy siąść, by cię obszukać.

ŚPIECH

Już po nas, panie. To są owe łotry,

Których się wszyscy podróżni tak boją.

WALENCJO

O przyjaciele!...

PIERWSZY BANDYTA

Nie, my wrogi214 twoje.

DRUGI BANDYTA

Wstrzymaj się nieco. Wprzód go wysłuchajmy.

TRZECI BANDYTA

Gdyż, na mą brodę, przyzwoity człowiek.

WALENCJO

Wiedzcie, że mało mam do postradania.

Jestem człowiekiem znękanym niedolą,

Moim bogactwem ta odzież uboga.

Jeśli ją z mego ciała zewleczecie,

Weźmiecie cały mój skarb i chudobę215.

DRUGI BANDYTA

Dokąd dążysz?

WALENCJO

Do Werony.

PIERWSZY BANDYTA

Skąd przybywasz?

WALENCJO

Z Mediolanu.

TRZECI BANDYTA

Długoś tam bawił?

WALENCJO

Szesnaście miesięcy,

I mógłbym dłużej był zostać, lecz w drogę

Nagle mi zaszła przekorna fortuna.

PIERWSZY BANDYTA

Co, czyś wygnany?

WALENCJO

Wygnany!

DRUGI BANDYTA

A za co?

WALENCJO

Ciężko to wyznać. Zabiłem człowieka,

Zgon jego dotąd wielce opłakuję,

Lecz padł z mej ręki w szlachetnym spotkaniu,

Nie podłą zdradą lub niecnym podejściem.

PIERWSZY BANDYTA

Nie martw się, jeśli zginął w taki sposób.

Lecz czyś wygnany za tak drobną winę?

WALENCJO

Za nią, i wyrok zdał mi się łagodny.

PIERWSZY BANDYTA

Umiesz języki?

WALENCJO

Zysk ten odniosłem z podróży za młodu,

Inaczej byłbym często w złej przygodzie.

TRZECI BANDYTA

Na łysą czaszkę opasłego mnicha,

Co z Robin Hoodem włóczył się, przysięgam,

Że on wart zostać królem naszej szajki.

PIERWSZY BANDYTA

Wart, więc słuchajcie.

ŚPIECH

Panie, przystań do nich.

To jakiś zacny gatunek rabusiów.

WALENCJO

Cicho! ty głupcze!

DRUGI BANDYTA

Najpierw nam powiedz: maszże co przed sobą?

WALENCJO

Nic prócz nadziei w trafunkach fortuny.

TRZECI BANDYTA

I z nas, wiedz o tym, są szlachtą niektórzy,

Dzikimi szały bezrządnej216 młodości

Wyparci z koła poważanych ludzi.

Jam oto został wygnany z Werony,

Żem uknuł spisek, by wykraść dziewicę,

Dziedziczkę blisko z księciem spokrewnioną.

DRUGI BANDYTA

A ja z Mantui za to, że w zapędzie

Przeszyłem serce pewnego młodziana.

PIERWSZY BANDYTA

I ja za równie błahe wykroczenia.

Ale do rzeczy. Tak szczerze ci nasze

Wyznajem winy, raz, by wytłumaczyć

Nasz grzeszny żywot, po wtóre217, że widzim,

Jak dzielna postać zdobi cię, a wreszcie,

Że znasz języki i żeś pełen zalet,

Jakich potrzeba naszemu rzemiosłu.

DRUGI BANDYTA

Właśnie że jesteś, jak i my, wygnańcem,

Więc przede wszystkim pytamy się ciebie,

Chciałżebyś218 zostać naszym jenerałem219

I czyniąc cnotę z potrzeby, żyć z nami

W tej dzikiej puszczy?

TRZECI BANDYTA

Cóż powiesz na to? Chceszże przystać do nas?

Zgódź się i zostań dowódcą nam wszystkim.

My ci hołdować, słuchać cię będziemy,

Kochać jak wodza i króla naszego.

PIERWSZY BANDYTA

Lecz umrzesz, jeśli naszym hołdem wzgardzisz.

DRUGI BANDYTA

Umrzesz, byś z naszej nie chełpił się prośby.

WALENCJO

Więc ją przyjmuję i żyć będę z wami,

Byleście nigdy krzywd nie wyrządzali

Słabym niewiastom i biednym wędrowcom.

TRZECI BANDYTA

Nie, my się brzydzim tak podłymi czyny220.

Pójdź, wraz do naszej zawiedziem cię rzeszy

I wszystkie nasze bogactwa ci wskażem.

One, wraz z nami, są na twe rozkazy.

Wychodzą.