Powołanie

(z francuskiego)

Jeté sur cette boule,

Laid, chétif et souffrant;

Étouffé dans la foule

Faute d’être assez grand...50

Bez sił, zdrowia, ponęty,

Porzucony na ziemi;

W pośród ciżby51 ściśnięty,

Żem nierówny z wielkiémi —

Gdy w żałośnej postawie

Skargą usta otworzę,

Bóg powiada łaskawie:

Śpiewaj, śpiewaj, nieboże.

Szybkie wozy bogaczy

Błotem na mnie rzuciły;

Doświadczyłem, co znaczy

Pycha złota i siły.

Ku obronie w tej sprawie

Nikt wystąpić nie może.

Bóg powiada łaskawie:

Śpiewaj, śpiewaj, nieboże.

Drżąc o przyszłą swą dolę,

O powszedni dziś chlebek,

Ja czołgałem się w kole

Najskromniejszych potrzebek.

Wolność widzę na jawie,

Ale głodem się morzę.

Bóg powiada łaskawie:

Śpiewaj, śpiewaj, nieboże.

Dla osłody mozołu

Miłość przyszła na dobie52;

Lecz z młodością pospołu

Odlatują mi obie.

Darmo serce swe krwawię,

Dziewczę nie chce mnie hoże53.

Bóg powiada łaskawie:

Śpiewaj, śpiewaj, nieboże.

Jeśli mi się to nie śni,

Pieśń jest moje narzędzie.

Kto lubuje w mej pieśni,

Czyż mnie kochać nie będzie?

Kiedy z bracią się bawię,

Radość czarą pomnożę,

Bóg powiada łaskawie:

Śpiewaj, śpiewaj, nieboże.

W imionniku54

Zwarzon55 uczuć na rozkwicie56,

Niesion wiatrem z lubej strony,

Ciepłym sercem przygarniony,

Tu poczułem znikłe życie.

Och! poznała pierś zakrzepła,

Jaka władza wszechmogąca

Wiosennego spojrzeń słońca

I świętego słówek ciepła.

Znów uczucie się zieleni,

Już zawiązka mu rozkwita;

Jak na wiosnę kiełek żyta,

Gdy skosztuje jej promieni.

Znów jedwabne tkę57 nadzieje,

Światło, ciepło we mnie gości;

W szczęście swoje i ludzkości

Dawna wiara promienieje.

Błogoż myśli rozmarzonéj

Wciąż różanych słuchać tonów,

Czuć uściski milijonów,

Choćby cierpieć za miliony!

Jednym sercem, jednym tchnieniem,

Jedną myślą — światów rzesza...

Na cóż „w drogę!” tu się mięsza,

Jak sycząca nuta z pieniem58?

„W drogę! w drogę” na pogrzebie

Tak zatętni trumny wieko

Żyję tutaj — już daleko,

Ni dla świata, ni dla siebie.

„W drogę!” kraniec dni wesela; —

Cóż ci oddam za gościnę?

Dobro moje tu jedyne:

Serce, głowa — marzyciela.

Och! nie sposób — marę złotą

Snuć wiek wieków, jako chce się!..

Wiatr mnie przyniósł — niechże niesie;

Gdzie? i po co? — mniejsza o to!...

Wolne ręce nieść w kajdany,

Mocny Boże! na co? za co?

Niema rady — skacz pajaco59:

Trzeba chleba i sukmany.

Choćbym marnie zginął w tłumie,

Nie przeklinaj mnie ni doli:

Wszak rozumiesz mię do woli,

A przebacza, kto rozumie.

Gdy mnie w drogę losy wiodą,

Daj choć kilka dobrych słówek;

Niech mi będą wśród wędrówek

I posiłkiem, i ochłodą.

Niech pamięta pierś śpiewacza,

Niechaj powie przed wszystkiémi:

Że jest dusza na tej ziemi,

Co rozumie i przebacza.

Gdzie mnie kolwiek los pomieści,

Będę wzdychał za tą stroną,

Gdzie mnie sercem przygarniono,

Gdziem osłodę miał w boleści.

Do F. P.

(Przesyłając egzemplarz Dęboroga60)

Nie ten, co swe sprawy na karcie dziejowej

Krwią ludów zapisał na wieki,

Nie ten, co duch życia zagwoździł w okowy,

Jest godzien pamięci dalekiéj; —

Lecz ten, co w człowieku pokochał treść Bożą,

Z nim chlebem i sercem się dzieli,

Ten, czyim skinieniem szczęśliwi się mnożą —

Ten godzien, by o nim wiedzieli.

Toś Ty, Ferdynandzie! — gdy nędze wskroś kolą,

Twe kmiotki niebiosa tam baczą;

Toś Ty się podzielił i chlebem, i solą

I sercem z rodziną wieśniaczą;

To Twoich rąk dzieło, że prości a szczerzy

Z miłością ku Tobie się garną:

Gdy cała społeczność falami się jeży,

Wam Miłość jest gwiazdą polarną.

I ksiądz Definitor61, gdy wobec Cię stanie,

Rozbroi szlachetne swe gromy!

Otwartym uczuciem powitaj go, Panie:

To z ducha Twój dawny znajomy!

Więc cześć Ci z poranną, z wieczorną godziną

Pamięci niech pisze prawica!..

O panach Kaniowskich i wieści przeminą,

Lecz będzie brzmieć imię Staszica.

Bramin62 u kresu żywota63

Darmo gasnący promyk łowię

Jak w ciemnym lesie — znika życie...

Czyż nie powiecie mi, bogowie,

W co mnie po śmierci mej wcielicie?

Wprawdziem nie ulżył ludzkiej sosze64,

Ale szeptałem: ohm65! najczulej...

O wielki Brahmo66! Grzecznie proszę,

Przemień mnie w konia Kaliguli67!

Wielbiciel Słońca i Xiężyca

Byłem golutki jak i oni:

Niechajże z pereł uździenica

Na mojej głowie hardo dzwoni,

Niechaj z kauczuku mam kalosze,

Niechaj mnie świetny rząd68 otuli...

O wielki Brahmo! Grzecznie proszę,

Przemień mnie w konia Kaliguli!

Tylko z roślinek podług listy

Miałem biesiady niebogate:

Niechajże owies pozłocisty,

Niech zjadam lotos jak sałatę,

Woda z Gangesu choć po trosze

Niech podniebienie me rozczuli...

O wielki Brahmo! Grzecznie proszę,

Przemień mnie w konia Kaliguli!

Jako dostojnik niezmazany

Nigdy się Paryj69 nie dotknąłem:

Niechajże piękne panie, pany,

Przed moim żłobem biją czołem,

Niechaj mnie wielbią jak panoszę70,

Niechaj śpiewają do snu „luli”...

O wielki Brahmo! Grzecznie proszę,

Przemień mnie w konia Kaliguli!

Widzę... tak, widzę coraz szerzej...

Przebóg! Pochłońcie mnie otchłanie!

Toż groźny Wisna71 wąsy jeży!

„Zaprzężnym osłem niech zostanie,

Kto nic nie ulży ludzkiej sosze,

Kto się skorupą swą otuli!”...

O wielki Brahmo!... Grzecznie proszę...

Przemień mnie... w konia... Ka... li... gu...

Wicinnik72 w jesień

Wiej no, wietrze! a żwawiej do góry73!

Leć, wicino74, skrzydłami ptasiémi!

Niebo czyste, a woda — lusterko;

Za górami usnęły gdzieś chmury.

Tak! — o! tak mi, udatna tancerko!

Ciebie liną przywiążą do ziemi,

Mnie do sioła wypuszczą ze swémi.

Wiej no, wietrze, a żwawiej do góry!

Poraż tobie do domu, biedacze!

Dosyć mijać nieznane ci sioła.

Dosyć zimną popijać śnieżnicę,

Dosyć jadać nie swoje kołacze,

Dosyć patrzeć na obce dziewice!

Swoja ziemia i swoja... cię woła;

Toż to będzie podarkiem wesoła!

Pora tobie do domu, biedacze!

Żeby tego doczekać się ranka!

Mam podarki prześlicznej postaci:

Dla kościoła butelka tu wina,

Dla sąsiada luleczka75 drapianka,

Dla jedynej haftowana chuścina,

I z magnesem krzesiwka dla braci —

Wszystko dobre i cło się nie płaci... 76

Żebyż tego doczekać się ranka!

Wiej no, wietrze, a żwawiej do góry!

Leć, wicino, skrzydłami ptasiémi:

Całą zimę odpoczniesz w przystani!

Ja mój smutek rozbiję ponury:

Błożej będzie i dla mnie, i dla niéj,

Kiedy święty nasz ojciec Jeremi

Złączy dwoje słowami Boskiémi...

Wiej no, wietrze, a żwawiej do góry!