Polska
Uciekałem z Włoch, gnany niepokonaną tęsknotą za krajem.
Jechałem dnie i noce, aż pewnego wczesnego dnia czerwcowego, przed wschodem słońca, o świcie, pociąg wyrzucił mnie na małej, pustej stacyjce w okolicach Piotrkowa — i odleciał z hukiem.
Byłem jakby wyrzucony z chaosu na samo dno ciszy.
Przejście było tak gwałtowne, że długą chwilę nie wiedziałem, co się ze mną stało, byłem jeszcze przeniknięty krzykiem pociągów, hałasem i ruchem tylodniowej jazdy szalonej; oglądałem się bezradnie, a przez mózg przewalały się słoneczne krajobrazy, góry, morza, rozwrzeszczane miasta, tysiące twarzy, tysiące przedmiotów, tysiące głosów — majaczyło we mnie...
Szaro było i tak pusto, i tak cicho, że oprzytomniałem.
Poszedłem w ten przedświtowy mrok, w pola, na przełaj.
Mgły jakby runami wełny pokrywały łąki, zboża jeszcze czarne stały cicho pochylone, w rosach całe, senne; szarozielonawa kurzawa świtu przysłaniała śpiącą ziemię; pierwsze zorze rozsączyły się na wschodzie i mżyły opalowymi16 pyłami.
Wszystko spało jeszcze.
Usiadłem na piaszczystej, wilgotnej wydmie pod lasem, nie mogłem iść, bałem się mącić tej świętej ciszy zórz pierwszych, nie śmiałem budzić majestatu snu wiosennego...
Ogromny las stał za mną w niezgłębionej ciszy, słychać było tylko monotonne kapanie rosy i coś jak oddech tych pni olbrzymich, zbitych w gęstwę, stłoczonych, jakby się wspierających w tym słodkim odpocznieniu17.
A przede mną nieobjęta równia18 szarozielonawa; chaos nieuchwytnych jeszcze zarysów drzew, wsi, pól i lasów, przez który snuły się jak wizja senna ledwo odczute zarysy rzeki — niby pas mgieł szklistych.
Ale świt już nadchodził.
Niebo zaczęło się oddzielać na wschodzie od ziemi wąskim pasem opali19, przechodziło w róż i żarzyło się coraz bardziej, rozlewało, stawało się płynną purpurą, a potem olbrzymimi płomieniami rozlało się na horyzoncie.
I na ziemi uczyniło się jaśniej, z głębin szarych zaczynały wyrzynać się zarysy jakichś kościołów, wież, drzew, to aleja jakaś zarysowała się potężnym konturem, to wsie odrywały się czarnymi plamami z głębin, to strumień wybłysnął nagle z szarości lub szyba stawów zamigotała — cienie ustępowały jakby opony20 ściągane z ziemi zorzanymi21 palcami świtu, że coraz nowe wsie, domy, drzewa, drogi, pola wychylały się z próżni, stawały się, zaludniały ziemię — a horyzont wciąż się rozjaśniał, rósł, rozszerzał, rozpurpurzał i cofał, aż zginął w blaskach dnia, bo spod zórz wychyliła się rozpalona obręcz i po chwili krwawe, bezrzęse oko słońca zawisło w przestrzeniach.
Budziła się ziemia.
Las drgnął, zaszemrał i pochylił korony ku słońcu, a z łąk i oparzelisk zaczęły bić mgły w górę jak dymy z trybularzy22. Stawy podnosiły powieki mgieł i sennym jeszcze, zorzanym spojrzeniem patrzyły w niebo; zboża zachrzęściły źdźbłami, poruszyły się sennie, że rosa jak grad różowymi perłami posypała się na ziemię. Strumienie zabulgotały szybciej, radośniej.
Nad mokradłami czajki już chybotały białymi podbrzuszami, kołowały i kwiliły, bocian zaklekotał nad stodołą jakąś i ciężkim lotem płynął na żer, jaskółki świegotały pod strzechami, dzikie kaczki krzyczały na oparzeliskach, a od wsi jakiejś jeszcze niewidzialnej płynęło po rosach rżenie koni.
Słońce szło w górę, dzień się zrobił zupełny, bo skowronki ze wszystkich pól zrywały się ku niebu i drżał w powietrzu ich hymn porankowy, a potem głos sygnaturki23 leciał po rosach, dzwonił, budził, radował.
Szedłem zahipnotyzowany czarem tego wiosennego poranku. Zapomniałem już o Włochach, zapomniałem o sobie, zapomniałem o wszystkim — żyłem cudem tej ziemi, miałem wiosnę w sercu i wszystkie te barwy, drgnienia, śpiewy, zapachy, całe to przepotężne życie przyrody tętniło we mnie, było mną i ja byłem nim...
A ten wiośniany cud trwał i potężniał jeszcze.
Zaszumiały grusze na rozłogach24 i deszcz kwietnych listków sypał się na trawy i chwiał na źdźbłach jak motyle.
A słońce podniosło się wysoko — było już na dwa, już na pięć chłopów i rozświetliło, rozzłociło świat cały.
Zapachniały sady podobne do kwietnych obłoków, zapachniały pola zielone, zapachniały łąki całe w kwiatów przepychu, zapachniała ziemia wczoraj zorana — i rozdzwonił, i rozśpiewał się naraz świat barwami, życiem, radością, uniesieniem.
Wiosna śpiewała swój hymn triumfu milionami głosów i szła przez ziemię barwna, radosna, dobroczynna i święta.
„O Święta!” — śpiewał chaos splątanych głosów polnych.
„Święta!” — dzwoniły strumienie kryniczne, śpiewały niezabudki25, niebieskimi oczami zapatrzone w toń migotliwą.
„Święta!” — śpiewały żyta już w kłosach i szły całymi polami jakby ku słońcu, i kłaniały się rytmicznie jakby w dziękczynnej modlitwie.
„Święta!” — śpiewały kwiaty łąk, wiśniowe gaje, skowronkowe głosy, szumy borów, zapachy ziemi, brzęki pszczół.
„Święta! Święta! Święta!” — dyszał cicho wietrzyk poranny i jak gospodarz tych pól nieobjętych przebiegał je wzdłuż i wszerz, i gasił rosy, podnosił źdźbła ociężałe, rozdmuchiwał grzywy zbóż, otrząsał kwiaty, targał miękkimi, kochającymi ruchami maćkowe grusze po miedzach, gonił się z potokami, zwiewał z kwiatów motyle — to tarzał się po drogach, wysuszał kałuże, to biegł w pola do uznojonych pracą ludzi, osuszał im czoła i świstał im w uszy: „Święta! Święta!”
A potem przyszło południe upajające, potężne żarem — i obezwładniło życie na chwilę.
A potem słońce opadało z wolna ogromne, ciężarne jutrem, i kładło się tam, za bory, za ziemie dalekie.
A ziemia rozszalała w potędze istnienia, wezbrana sokami, nabrzmiała krzykiem radości — przycichać zaczynała, sennić...
I szło wszystko ku odpocznieniu, ku ciszy wieczornych godzin, bo słońce zapadło zupełnie — świeciły tylko zorze ostatnie i oczy stawów błyskały gdzieniegdzie, a od wiosek ostatnie gwary drżały, beczenia owiec, gęganie gęsi zgubionych na pastwiskach, to śpiew pastuchów na łąkach leciał po rosach.
A potem mrok, cisza i senność.
Tylko bzy zaczęły mocniej pachnieć i słowiki po gąszczach śpiewały czarowny hymn nocy wiosennej — hymn miłości.
Przypisy:
1. terasa — tu: taras. [przypis edytorski]
2. Zatoka Sorrentyńska — niewielka zatoka Morza Śródziemnego w pobliżu miasta Sorrento, w płd.-wsch. części Zatoki Neapolitańskiej. [przypis edytorski]
3. primavera (wł.) — wiosna. [przypis edytorski]
4. sirocco (wł.) — suchy i gorący wiatr południowy lub południowo-wschodni wiejący na ziemie włoskie znad wybrzeży afrykańskich. [przypis edytorski]
5. Capri, Procida, Ischia — wyspy przy wybrzeżach Zatoki Neapolitańskiej: Capri w części południowej, naprzeciw Półwyspu Sorrentyńskiego, Procida i Ischia na północnym krańcu zatoki. [przypis edytorski]
6. lewiatan (bibl.) — legendarny potężny potwór morski. [przypis edytorski]
7. od Mety aż do Capo di Monte — miejscowość Meta nad wsch. krańcem Zatoki Sorrentyńskiej, odległa o ok. 7 km od wzgórza Capo di Monte na zach. krańcu zatoki. [przypis edytorski]
8. terasa — płaski próg na zboczu doliny rzecznej lub nad brzegiem morza. [przypis edytorski]
9. Conti delle Fontanelle — wzgórze na Półwyspie Sorrentyńskim, popularny punkt widokowy oddalony o kilka km od Sorrento. [przypis edytorski]
10. katalepsja — specyficzne zesztywnienie mięśni powodujące zastyganie ciała często w nienaturalnej pozycji. [przypis edytorski]
11. Zatoka Salerneńska — zatoka Morza Śródziemnego na płd.-zach. wybrzeżu Włoch, oddzielona Półwyspem Sorrentyńskim od Zatoki Neapolitańskiej. [przypis edytorski]
12. lapis-lazuli — półszlachetny kamień ozdobny o intensywnie niebieskiej barwie. [przypis edytorski]
13. roztocze — tu: ogrom, coś co się szeroko rozpościera. [przypis edytorski]
14. wpośród — dziś raczej: wśród, pomiędzy. [przypis edytorski]
15. sold — drobna moneta włoska. [przypis edytorski]
16. opalowe — tu: mieniące się kolorami tęczy jak opal. [przypis edytorski]
17. odpocznienie (starop.) — spoczęcie, wypoczynek. [przypis edytorski]
18. równia — tu: równina. [przypis edytorski]
19. opal — kamień szlachetny o charakterystycznym, mieniącym się połysku. [przypis edytorski]
20. opona (daw.) — zasłona. [przypis edytorski]
21. zorzane — przym. od: zorza. [przypis edytorski]
22. trybularz — kadzielnica; metalowe naczynie z przykrywką, w którym znajdują się rozżarzone węgle z kadzidłem o mocnym zapachu, służące do okadzania podczas rytuałów religijnych. [przypis edytorski]
23. sygnaturka — najmniejszy dzwon kościelny. [przypis edytorski]
24. rozłóg — dolina nieckowata o łagodnych zboczach. [przypis edytorski]
25. niezabudka — niezapominajka. [przypis edytorski]