XX.
Trojden powrócił — a na jego czele
Już się promieni cnotliwe wesele
I pięknym blaskiem wzrok mu się rozżarzy,
I mężne ręce jak do prośby składa;
Tak w tej postaci było mu do twarzy,
Że się spłoniła krasawica blada.
«Kniahini Lachów! wnet bój się uśmierzy;
Wrócę97 wam łupy, wynagrodzę straty.
Wpuśćcie mnie teraz do dalszej komnaty,
Niechaj się waszej pokłonię macierzy98,
Niech trudy wojny złożywszy z mej szyje,
Z Piastowym rodem chleb i sól spożyję».
«Szlachetny Kniaziu! — odpowie mu Hanna —
Możesz rozkazać, a prosisz z pokorą.
Ale twój pancerz i zbroja blaszanna
Może przestraszyć moję matkę chorą,
Na twym toporze i na pochwie miecza,
Patrz, jeszcze płynie świeża krew’ człowiecza.
Zdejm z głowy kirys99, odpasaj oręża,
A chleba z nami spożyjesz pospołu.
U moich przodków szerokiego stołu
Jest gdzie pomieścić rycerskiego męża.
Rycerstwo nasze jest przy moim bracie,
Wkrótce powróci z obławy na zwierza,
I wypijecie puchary przymierza,
I ręce sobie chętliwie100 podacie.
U Ziemowitów — u stołu Konrada,
Nie bój się, żadna nie grozi ci zdrada!»