XXII.
«Wnijdź, książę Litwy! gość w domu, Bóg w domu».
Mówiła Hanna rumieńcem oblana,
Wzięła za rękę pięknego młodziana,
A już jej ręka drżała po kryjomu.
Szli przez komnatę sklepioną, wysoką, —
Nic nie przerywa uroczystej ciszy;
Trojden k’niej zwrócił płomieniste oko
Cóś mu się zdało, że westchnienie słyszy;
Zwiesiła główkę — a Pan Bóg że zgadnie,
Co się tam w myśli dziewicze zakradnie,
Wtem się sąsiednia otwarła alkowa101:
Tam matka Hanny, poważna matrona,
Księżniczka z Rusi, Ziemowita wdowa,
Jęczała długą niemocą dotkniona
I obyczajem swej rodzinnej strony
Chciała uklęknąć — lecz chwieje się, słania.
«Kniahini Lachów! — rzekł Trojden wzruszony —
Dajcie mi rękę na znak przejednania».
«Nie gub nas, nie gub i duszą, i z ciałem!
My wiemy, wiemy, czem są wojny prawa!»
Mówiła matka z wejrzeniem nieśmiałem,
A łza boleści na jej oczach stawa102.
«Pokój wam, księżno! — Trojden jej odpowie,
Zgrzybiałą rękę całując z pokorą —
Nie bój się Litwy: już my nie wrogowie;
Złóż na posłanie twoję103 głowę chorą.
W twym grodzie Litwin tryumfował górą;
Lecz się ukorzył przed kraśną104 twą córą».
«Hanno! — spytała mazowiecka księżna —
Czemu Konrada nie mam przed oczyma?
Pewnie, gdy naszła drużyna orężna,
Wybiegł do walki — może go już nie ma!
O, głowa biedna! głowa moja siwa!
Jakiegoż dzisiaj sieroctwa dożywa!» —
I załamała rozpaczliwie ręce.
«Na co mi życie? na co mi zaszczyty?
Na co mi państwa i grody książęce?
Mówcie: gdzie Konrad? czy syn mój zabity?...
Wodzu Litwinów! tem samem żelazem
I mnie zabijcie... zabijcie z nim razem!»
«Konrad z panami na łowach się cieszy».
(Odpowie Hanna). «On nic jeszcze nie wie.
Obaczył pewnie nad zamkiem żarzewie105,
Nie bój się, matko, zaraz tu pośpieszy».