II

«Nie bój się! Jaśnie Oświecone Książę74,

Ja z twojej wioski, ja tu z niedaleka,

Ja zbójca jestem, ja zabiłem człeka,

Znam75, że mą głowę miecz katowski czeka,

Niech się przynajmniej sumienie rozwiąże!!

O, bo to ciężko... tak ciężko... nie wiecie —

Nosić na rękach krew darem76 rozlaną,

O! tak to dręczy, tak pali, tak gniecie,

Jak gdyby w piersi żaru nasypano —

Zdaje się dawno — przed trzydziestu laty,

Ale sumienia, — nie przedawnić marnie, —

Zdejmijcie tylko z méj duszy męczarnię,

A głowę sobie oddajcie na katy,

Może toporem odbita od szyje77,

Przestanie płonąć od gorących myśli,

Może krew moja krew niewinną zmyje;

Każcie mię78 skować79, uwięzić najściślej,

Tylko z sumienia rozwiążcie mi pęta —

Bo jak to ciężko, nie daj Panie Boże!» —

«Któż ty snadź80 jesteś?» —

«Zwali mię Chodyką,

Rodem z Polesia — w mojej wiosce może

Który ze starych dotąd mię pamięta;

Choć to już dawno na bezludnym borze,

Żyję jak źwierzę81 ze źwierzyną dziką,

Lecz długo żyje pamiątka zbrodniarzy!!

Może dawniejsze wspominając lata,

Któryś mój sąsiad i dziś jeszcze gwarzy,

O tym Chodyce, co zgładził ze świata

Niewinną duszę!...»

— «Kiedy? jak to było?

Gadaj mi starcze!» —

«Oj, ty jasny książę!

Niemiło przeszłość wspominać, niemiło,

Kiedy się zbrodnia do wspomnień uwiąże.

Odkąd poszedłem na bezludną puszczę,

Nie wyjawiłem méj zbrodni przed nikim;

Lecz dziś jak w cerkwi, jak przed spowiednikiem,

Wszystko spod serca, a wszystko wyłuszczę;

Chciejcie posłuchać, co wyznam otwarcie,

A potem zróbcie, co trzeba, sędziowie,

Dekret śmiertelny napiszcie na karcie,

I dajcie spełnić na zbrodniczéj głowie». —