IX

Zajrzyj do ula ciemnego kąta,

Jak się rój cały przy matce krząta.

Jako tam w roju z życzliwych dzieci,

Jedno drugiego w pracy wyściga,

To niesie matce balsam ze kwieci,

A drugie wody kropelkę dźwiga,

Każde się krząta, ile sił starczy,

A matka wiedzie ład gospodarczy. —

Tak szlachcic czynszem, a kmiotek znojem

Karmią i poją dziedzica ziemi,

Żeby on za to czuwał nad niemi,

Jak matka pszczelna czuwa nad rojem —

Żeby miał litość dla naszéj biédy,

Gdy się o litość poprosić zdarza, —

Żeby przynajmniéj kiedy niekiedy

Choć dobrém słówkiem wspomógł nędzarza.

Lecz czasem pany to taka matka,

Co tylko miody ssie do ostatka!

A kiedy chciwość wstąpi mu w oczy,

Przed zimą wygna swój rój roboczy. —

Więc nasi starcy, poczciwe dusze,

Przyszli do zamku w dobréj otusze,

W dobréj otusze weszli do sali,

I za kolana hrabię ściskali. —

A gdy się z płaczem boleść przekłada,

Gdy proszą wesprzeć ich biédne siły,

Przerwał im mowę ptaszek nie lada,

Pański służebnik z Niemiec przybyły,

Zwał się Agronom, (Bóg wiedzieć raczy,

Czy to nazwisko, czy urząd znaczy).

Rzekł do hrabiego: «O w téj Podkowie

Widziałem jadąc wyborne zboże,

Kiedy nie płacą szlachta panowie,

Wygnawszy szlachtę, folwark założę». —

— «Zgadzam się na to — odpowié hrabia —

Piękna posiadłość z tego się sklei...

Wypędzić szlachtę, wszak grunt urabia

Bez żadnych nadań i przywilei.

Wypędzić szlachtę! Aspan w tym względzie

Trafiłeś całkiem po mojéj chęci,

Przynajmniéj nadal szkody nie będzie

W lasach, na polach i sianożęci. —

Tak! Idźcie z Bogiem panowie moi,

Wasze sąsiedztwo w gardle mi stoi!» —

Szlachta jęknęła: «Za cóż nam, za co

Nie dają spocząć w ojców mogile?

Tu każdy zagon spulchniło pracą,

Oblało potem pokoleń tyle!

Wszak my i w wojnie, wszak my i doma

Biegli na każde pańskie skinienie,

Wierność szlachecka była wiadoma

Od pokolenia na pokolenie:

Niech naszych przodków poświadczą kości,

I te portrety przodków waszmości.

Cofnij się hrabio w swoim zamiarze,

Nie daj się uwieść namową zdradną,

Bo za nieludzkość Pan Bóg pokarze,

Bo ci łzy nasze na głowę spadną!»

Tak uroczyście wznosząc ramiona

Zawołał głośno najstarszy z grona;

Hrabia się gniewno nasrożył za to,

A pan Agronom, co bliżéj stoi,

Znieważył starca trzciną sękatą,

I wygnał za drzwi z pańskich podwoi.