Zalotnicy

Gawęda

Onego czasu młodziuchna, słodka,

Żyła dziewica, niebios pieszczotka,

Piękna jak gwiazda na niebie;

Cóż więc dziwnego, że serca żarzy —

Że wszyscy młodzi, że wszyscy starzy,

Skarbią jéj względy dla siebie?

Młodzi poeci, starzy statyści,

Ludzie rycerscy i biuraliści

Króla Popiela czy Piasta,

Na jéj spójrzenie180 biegli zawodem181,

Jak gdyby muchy do czary z miodem,

Wołali: «cudo niewiasta!»

Wołali chórem: «O kraśna182 dziewo!

Spójrzyj na prawo, spójrzyj na lewo,

My wszyscy twoi poddani!

Dla twoich wdzięków, dla twych przymiotów,

Każdy choć w ogień polecieć gotów,

Daj dobre słówko o Pani!

Który z nas godzien (choć wszyscy życzą)

Posiadać twoję miłość dziewiczą,

Wybierz, po dobrym rozmyśle:

A gdy jednego z grona wybiorą,

Reszta nieszczęsnych, pójdzie z pokorą

Pójdzie — utopić się w Wiśle!»

Jęczą, wzdychają, czysto wariaci —

Biédna dziewica przytomność traci,

Spuściła oczki i słucha,

Nie wié jak pozbyć czułą gromadę,

Więc prosi w myślach o dobrą radę

Ojca i Syna, i Ducha.

Duch Święty radą wspomógł dziewicę,

Przez jéj urocze, lecz blade lice

Przebiegły kraśne kolory,

Skinęła rączką drobną i białą,

I wznosząc rączki rzekła nieśmiało:

— «Moje wy czułe amory!

Jak was nie kochać, powiedźcie sami,

Każdy o miłość prosi ze łzami,

Każdy jak z wosku odlany;

A taki kształtny, hoży, stateczny,

A taki dobry, a taki grzeczny,

Choćby przyłożyć do rany.

Lecz jak was kochać moi panowie,

Dziś wiecie sami, że Tatarowie

Nabiegli kraj nasz w drużynie —

Mieczem i ogniem grożą ojczyźnie,

We krwi niewinnéj i w spaleniźnie,

Biédna ojczyzna zaginie.

Dziś, kiedy pora wesprzeć brat brata,

A wy? mężczyźni, obrońcy świata,

Wznosicie jeno toasty!

A zamiast śpieszyć ojczyźnie gwoli183,

Ubrani w hatłas184 i puch soboli,

Klęczycie u stóp niewiasty.

Chcecie miłości? któż was pokocha?

Chyba kobiéta wietrzna i płocha

Takim zachwyci się mężem;

Dać komu rękę — cóż gdy się zdarzy,

Że domowisko najdą Tatarzy, —

A mąż nie włada orężem?

Kto chce miłości, wnet mu uwierzę,

Zrzućcie złotogłów, włóżcie pancerze,

Na koń i przeciw Tatara!

Wszak wasza liczba dosyć jest mnoga,

Moich kochanków pułk przeciw wroga,

Niech się odznaczyć postara.

Kto więcéj szczerbów na swém żelezie185,

Kto więcéj znaków i ran przywiezie,

Choćby zrąbany, kaleki, —

Niech jeno weźmie tryumf nad wrogiem,

Ja go, przysięgam przed Panem Bogiem,

Kochać na wieki, na wieki!»

Tupnęła nóżką — ogień uroczy,

Ogień zapału wstąpił w jéj oczy,

I padł na ciżbę w iskierce;

I zapłomienił ciżbę zdumioną —

Duch bohatérski wstąpił w ich łono,

Jak proch buchnęło ich serce.

I wzniósł się okrzyk w prawo i w lewo:

«Cześć bohatérko! cześć tobie dziéwo!

Spełnią się twoje zamiary!»

Rzekli, wybiegli, chwycili bronie,

Wdzieli pancerze, siedli na konie,

I czwałem186 walczyć z Tatary!

Pomimo siły, mimo przemocy,

Walczyli z wrogiem trzy dni, trzy nocy,

Zbili zastępów trzydzieści;

Lecz sława przyszła drogim okupem,

Bo w końcu wszyscy polegli trupem,

Na polu walki i cześci187.

Tylko pozostał jeden z ich grona,

Przez niego bratnia klęska pomszczona,

Przez niego Tatarzyn ginie.

Jednych rozdzielił z życiem lub bronią,

Drugich przepędził dzielną pogonią,

Gdzieś na dalekie pustynie.

Jeńcem tatarskim zmurował mury,

Ustroił ściany w łup armatury188,

Wzięty własnemi rękoma;

A wystroiwszy zamek po pańsku,

Dwie beczki wina zakupił w Gdańsku,

Dwie beczki miodu miał doma189.

I z dziewosłęby190 szedł do niebogi,

«Nagrodź zwycięzcę, pobite wrogi,

Ja wszędzie byłem na czele!»

Dziewica oczkiem przyjaźném błyska,

Rękę rycerza w swych rączkach ściska. —

I wkrótce było wesele.

Wesele huczne — i ja tam byłem,

I miodek słodki, i wino piłem,

Lecz mi nie wiedzie się wszędzie:

Bo smakowity miodek i wino

Po brodzie ciekną, do ust nie płyną.

Ot i po całéj gawędzie.

październik 1849