I

Ej Francuzi! czyż nie boli

Roncewalska was przegrana1?

Padli trupem lub w niewoli

Bohatéry Karlomana.

I Gwarynos stracił wieńce

Dawnych zwycięstw skroni męskich,

Dzień potyczki dał go w ręce

Siedmiu królów saraceńskich —

Kość rzucili siedém razy,

A los jedno wciąż stanowi;

I Gwarinos siedem razy,

Przysądzony Marlotowi.

Król z radością jeńca bierze,

Bo on droższy mu od złota,

«Słuchaj — mówi — słów Marlota,

Chrześcijański bohaterze!

Zrzuć z twych piersi krzyż ten słaby,

Przyjmij świętą cześć proroka,

Będziesz wodzem nad Araby,

I źrzenicą mego oka.

Dam ci skarby niezliczone,

Odziedziczysz tron mój w spadku,

Jedną córkę bierz za żonę,

Drugą oddam ci w dodatku».

— «Cześć ci królu za twe słowa,

Za twe łaski, za twe dary,

Lecz niech Chrystus mię uchowa

Od przyjęcia twojéj wiary!

Nie chcę żony, łask, nadziei,

Nie chcę Maurów wieść na boje;

Z tamtéj strony Pirenei,

Król, kochanka, wszystko moje...»

Złość okrutna wstrzęsła Maura...

«Gardzisz złotem, szczęściem, władzą!

Niech mi zaraz tego giaura

Do wiezienia odprowadzą!

W najstraszniejszy loch pokuty

Niech zawiedzie go odźwierny,

W sześć łańcuchów mocno skuty

Niechaj gnije pies niewierny.

A gdy święte dni nadbiegą,

Zwołać trąbą naród mnogi,

I gdzie ulic cztéry drogi,

Smagać do krwi niegodnego...»