X

„Straszne są bogi Litwy, którym hołdy święcę!

(Mówiła młoda Egle załamując ręce)

Jakie dzikie wyroki... jak przemocne prawa!

Bóstwa, co żyje śmiercią, a krwią się napawa, ...

Czyż dla zbawienia Litwy potrzebna jest zbrodnia?

Na co im krew niewinna obcego przychodnia?

Czy przeto wzniosą wielkość i potęgę swoją,

Kiedy ludzi na ludzi w nienawiść uzbroją?

Srogi Poklus — gdy z ojca chce czynić zbrodniarza,

Brzydka Marti — gdy takie wyroki powtarza...

Co im szkodzi ta głowa? zabijać ją... po co?

Czy w niej całą potęgę krzyżacką zgruchocą?

A może ta dziecina, taka dzisia młoda,

Kiedyś rękę Litwinom przyjacielską poda,

I powstrzyma nieprzyjaźń, co dwa ludy plami,

I złączy swoje bogi z naszymi bogami...

Nie, Marti, czarodziejko! próżna twa podmowa!

Na inszą krew niech Poklus pragnienie zachowa:

On nie umrze... przysięgam! że nie umrze wcale;

Ja go moim ramieniem zasłonię, ocalę,

Ja wezmę miecz ojcowski — znacie miecz Margiera!

On nie chybi w zamachu, on pancerz rozdziera,

On w rozpaczliwym ręku — biada waszej głowie!

Kapłani i wróżbici i sami bogowie!...

Ja bluźnię waszej sile i waszej dobroci...

Jutrznio! której blask święty na niebie się złoci,

I ty, który mnie słyszysz, święty wietrze wschodni,

I wy, bogowie niebios i ziemni i wodni,

I ty, krwawy Poklusie, co zatrząsasz piekła,

Przebaczcie nieszczęśliwej, co w żalu wyrzekła,

Ocalcie niewinnego spod oprawcy miota,

Ja wam ołtarz zbuduję, dam srebra, dam złota,

Dam krwi mojej na ołtarz!”

Tak bólem złamana,

Biedna Egle ze łzami pada na kolana,

Wzrusza niebo rozpaczą, miękczy przez pokorę,

Nie ukrywa przed sobą, co w jej sercu gore.