II.

Droga z Dukszt do Kiernowa — Wrażenie przy wjeździe — Góry Zamkowe — Plebania — Kompas — Rozkopywanie gór — Historia Kiernowa — Kiernus — Pajata — Dalrywradcy — Kiernów ma znaczenie mityczne — Gromadzkie zebrania — Wiece (snejgas). Obieranie i podnoszenie wielkich książąt — Upadek Kiernowa — Kronika kościoła

Od Ejropy czy Europy, tam rzeki, czy ćwikulca, droga sadzona brzozami prowadzi do gęstego liściowego lasu, którego spory kawał mamy do przebycia. Jakże tu pięknie, zielono, jak bogato drzewo liśćmi, a ziemia odziała się kwieciem! jakie bujne zboża kołyszą się po obu stronach drogi. O! nieprędko jeszcze Litwie naszéj zabraknie chleba! Ziemia, co przekarmiła tyle pokoleń praojców, jeszcze i dla wnuków ma w łonie swojém dobry zapas żywotnych soków; bógdajby z temi sokami dała nam wyssać ducha starych Litwinów, a w chlebie ze swego żyta, a w ałausie ze swego jęczmienia nakarmiła, napoiła nas staroświecką dzielnością.

Wjeżdżamy w miejsca górzystsze, widok coraz się piękniej urozmaica, na koniec ze wzgórka, widnieje siara drewniana wieżyczka kiernowskiego kościoła, draniczne i słomiane strzechy przedgedyminowskiéj stolicy Litwy.

Bosy chłopak otwiera nam wrota, liche, zwyczajne wiejskie wrota, strzegące lichej, z 18 chat złożonej wioski, ogrodzonéj nie wałami i murem, ale prostym chruścianym płotem.

To niegdyś stolica Giedymina, to stolica Litwy!

Rozleglejszą i szerszą była ta mieścina przed sześciuset laty! Żużle daleko na polach znajdowane świadczą o wielkim obszarze dawnego grodu Kiernusa i Giedymina. Tu miały być niegdyś kuźnie, a tych większa liczba w miastach litewskich niż dzisiaj być musiała. Nie tylko ostrzono tu lemiesze i sierpy — ukuć niekształtną, ale hartowną zbroję dla wojowniczych Litwinów, ukuć gruby i niepokaźny, ale ciężki na głowę Niemca brzeszczot, wygiąć nagłównik dla konia i hełm dla wojownika — to wszystko musieli umieć miejscowi litewscy kowale i płatnerze, bo tylko najbogatsi mogli sprowadzać z zagranicy wytworniejszą zbroję, tylko najmężniejsi mogli się ubierać w łupy na nieprzyjaciołach zdobyte.

Ale te żużle lub gdzieniegdzie znaleziony kawał cegły, to są jedyni współcześni obywatele dawnego miasta, którzy nam mogą coś powiedzieć o jego przeszłości. Gorzej jak Herkulanum i Pompeja — miasta dawnéj Litwy nie wulkanicznym popiołem, ale popiołem zapomnienia zostały przykryte. Tam szczęśliwy rydel archeologa odkrywa całego mamuta przeszłości, z kośćmi i skórą — tam od świątyni aż do kuchni karta domowego życia narodu najpiękniej się rozwija przed badaczem, — tam do zrozumienia przeszłości dosyć jest mieć dobre okulary, — u nas, archeolog powinien posiadać naukę Cuviera i serce poety, aby z cegiełki, z kształtu ostrogi zgadł, a raczéj odczuł epokę narodowości, stopień towarzyski, niemal serce tego człowieka, przy którego zbutwiałym szkielecie znalazł tę ostrogę. Bo jakież dane mamy w historii? jakie bierzemy z tego, cośmy dotąd odkryli.

Okruchy tylko, biedne okruchy!

Nie spoimy ich żadną miarą bez pracowitych studiów historycznych, bez ognia wyobraźni, bez cementu miłości.

Ale wracamy do Kiernowa.

Marna mozoła szukać posady i szczątków dawnego miasta, pomimo żużli i cegieł, rozsypanych na polach. Zwróćmy się na lewo ku staremu kościołowi — ku górom zamkowym i świętym, ku Wilii, która u stóp tych zamkowych i świętych gór uroczyście przepływa — tam jeszcze jest trochę to zabytków, to podań, tam przypomnisz Kiernów przedwieczny, Kiernów Gedymina, Kiernów ostatnich Krywe Krywejtów Litwy.

Z niecierpliwością oglądania tego, co jeszcze w Kiernowie pozostało, tylko pobożném przyklęknieniem uczciwszy stary kościół, od którego już się odkrywa widok na Wilię — śpieszymy obejrzeć posadę dawnego zamku.

Ten się rozciągał na trzech wzgórkach, z których dwa większe, skrajne, zachowały dotąd nazwę gór zamkowych; trzeci, mniejszy, zasłoniony dwoma drugiemi i starannie rydlem wykształtowany na formę owalną, dziś krzewami porosły, zwie się świętym76. Wszystkie trzy wzgórza wąwozami swojemi przymknięte są do Wilii, która tu się majestatycznie zakręca, — odsłaniają się piękne błonia i lasy, za rzeką w powiecie trockim leżące, i przymglone wieże kościołów w Poporciach i Kozakiszkach. Same zaś góry widziane z dołu, od Wilii mają prawdziwie uroczystą postawę.

Piękną jest Wilia, która tu się zakręca, cudną jest zielona równa dolina, gdzie według podania Narymunt w 1279, zebrawszy swych braci: Dowmunta, Holszę, Gedrusa i Trojdena, rozdzielił się z nimi panowaniem nad szeroką Litwą, i gdzie mogły się odbywać religijno-narodowe litewskie wiece. Lud jeszcze łączy tę dolinę z imieniem pięknej Pajaty.

Na jednéj z gór zamkowych zbudowana plebania kiernowska. Szczątki wału i podanie — oto jest wszystko, co wskazuje dawniejszą tego miejsca świetność. W kurniku, oborze i stodole proboszczowskiej domyślamy się bastionów, świątyń, komnat wielkoksiążęcych. Zamek starożytny, według obyczajów dawnéj Litwy, musiał być drewniany, więc nawet ani cegła nie wskazuje ściśle miejsca jego obwodu.

A probostwo jak wszystkie nasze skromne probostwa. Z niską strzechą, niskiemi okny, ganeczkiem z ławkami, trzema czy czterema izdebkami, z zacnym a serdecznym księdzem proboszczem, który was uprzejmie powita, zaprosi na obiadek, a ze staropolską gościnnością i miejscowość pokaże, i co wie z akt i z podań ludzkich, chętnie opowie.

Ale niestety! miejscowość jużeśmy naprędce obejrzeli. Akta kościelne niebogate — proboszcz nie od dawna tu mieszka, a lud litewski, wskutek wojen i moru dawno się z Kiernowa rozpierzchnął. Osiedli ludzie obcy, zachoży, to z Rusi, to z dalszych stron Litwy, to z Mazowsza, to nawet ze Szwecji, jako pozostali z wojen żołnierze77. Nie pytaj o potomków Juksczonisów, Mieszkonisów, Mankunisów — któremi Zygmunt pierwszy uposażył plebanią, jak to czytamy w jéj nadaniach.

Tak niewiele zostało w Kiernowie pamiątek i wspomnień, że musisz odmówić chyba do ciemnéj przeszłości tę modlitwę, którąś w domu ułożył, którąś w duszy przywiózł, rojąc, że ją odmówisz wobec przynajmniéj gruzów, dobitniéj mówiących do serca.

Z obejrzenia posady probostwa tyleśmy się tylko dowiedzieli, że dawna plebania stała na tymże wzgórku, lecz daléj ku Wilii, tak że front jej był nie ku kościołowi, ale na wybrzeże rzeki. Cudowny był widok z okien plebanów na domową rzekę, na zamkowe i święte góry. Dlaczego nie natchnął ich większą ku téj ziemi miłością, większą chęcią wywiedzenia się i zapisania w aktach świeżych jeszcze tradycji ludu miejscowego, którego ojcowie walczyli pod Giedyminem, składali ofiary Krywe Krywejcie.

Pałając żądzą starożytniczych zdobyczy w Kiernowie — z radością ujrzeliśmy na dziedzińcu plebanialnym staroświecki kompas — wprawdzie nie starszy jak z drugiéj połowy przeszłego wieku i skądinąd przez dzisiejszego proboszcza, ks. Skirmunta przewieziony — ale zawsze charakterystyczny zabytek sztuki rytowniczej i panegirycznego konceptu.

Na ołowianéj blasze oznaczone są dwanaście znaków zodiaku, w fantastycznych floresach, obok nich po jednéj stronie w kręgach wyryto systemat Kopernika — po drugiéj w takichże kręgach, zmiany faz księżycowych.

W środku cyferblatu, wypracowano dwa herby, Strzemię i Lis, a cała robota zamyka się w kwadracie, opasanym czterema następnemi dystychami:

NAPIS Z GÓRY

„Wielkie imie Buczyńskich Najwyższy ogłosił,

Na zaszczyt masz to strzemię z nieba, abyś nosił”.

ZE STRONY PRAWEJ

„Z antenatów Mążyńskich, Lis herb tryumfuje.

Dowod jasny, gdy tenże w herbie im hołduje”.

ZE STRONY LEWEJ

„Nie miej Litwo mniéj bronna żadnéj odtąd trwogi,

Na obronę ojczyzny ma ta strzała rogi”.

U DOŁU

„W tym kompasie momenta, kwadranse, godziny,

Niech rotmistrzom skazują sukcessow nowiny78”.

Anno Dni 1787. maji 16. d. inven. delin. sculp. J. J. M. K. W. M.

Korzystając z uprzejmości zacnego proboszcza oraz z pomocy, jaką nam udzielili ks. Cezar Giedroyć, dziedzic Giejsiszek, oraz dozorca włościan skarbowych p. Szwedowicz w towarzystwie dwóch młodych ludzi, którzy tu gościli z Wilna, w ciągu dwóch dni czyniliśmy poszukiwania z rydlem na górach kiernowskich. Góra Święta czyli Barszczowa silnie intrygowała naszą wyobraźnię, rozkołysaną wspomnieniem ostatniego Krywe Krywejty, który w czasie chrztu Litwy schronił się do Kiernowa z ogniem Znicza i ze swojemi bóstwami. Miał tu niewątpliwie świątynię na górze, bo Litwini czy pod sklepionym dachem, czy pod otwartem niebem, lubili się modlić na górach, aby być bliżej bóstwa. Miejsce przez nich na świątynię obierane oznacza to samo poczucie piękna, które już nieraz podziwialiśmy w zakładaniu miast i zamków w pogańskiej Litwie. Rzewnie z tych gór modlitwa musiała płynąć do niebios! — Tak tu dokoła pięknie i uroczyście; tak myśl płynie po otwartym horyzoncie!

Poczęliśmy kopać od wschodniéj strony góry — gdzie była ziemia nasypana nieco wyżej, jakby to miejsce miało służyć za część oddzieloną dla bóstw czy kapłanów — reszta zaś góry dla ludu. — Kopiąc półowalnym obwodem, jak wskazywały okruchy cegieł, natrafiliśmy na ślad fundamentów tego litewskiego Sanctum Sanctorum, w środku którego znajdowane węgle mogły być znakiem palenia ofiar. Ale żadnego wyraźniejszego śladu przeszłości, żadnego nie znalazłszy metalu, nie wsparci choćby przenaturzoną tradycją ludu, bo jakeśmy rzekli, starej miejscowej ludności od dawna nie masz w Kiernowie, — mając do tego nazbyt mało czasu — musieliśmy zaniechać kopania góry świętej, tem bardziéj że na drugiej, czyli zamkowej — jedyny ze starych tutejszych ludzi i to zachoży Mazur — obfitsze obiecywał nam plony.

Pamiętał on na tamtéj górze loch, do którego, będąc dzieckiem, rzucał kamyki. Otwór do niego, zasypany ziemią, miał się oznaczać okrągłą wklęsłością: z pośpiechem pobiegliśmy na górę — a znalazłszy na niéj kilka takich wklęsłości, do każdej oddzieliliśmy po kilku robotników. Stary nasz Cicerone zapomniał miejsca lochu, o którym nam gwarzył. Stare jego nogi od dawna już odwykły od zwiedzania stromych gór — od młodości nie był na górze zamkowej, choć od niej nie dalej jak o kilka kroków ma swą chatę. Usilnie, ale obojętnie pracował z rydlem, nie troszcząc się wcale, że zawiódł nasze oczekiwania — bo cóż go, starego Mazura, miały obchodzić starożytności niepotrzebne litewskie?

Po całodzienném znojném kopaniu, nic nie odkrywszy, prócz w jedném wydrążeniu kilku kostek i to czy ludzkich rzecz wątpliwa — musieliśmy do szczęśliwszéj chwili odłożyć poszukiwania bogów i bohaterów kiernowskich. Nim z grobów wychylić nam raczą swoje oblicza — pokopajmy się w kartach dziejów, aby tam odszukać, choć ciemne i dalekie o nich wspomnienia.

*

Założenie Kiernowa odnoszą historycy 1040, czy jak twierdzi Narbutt, datuje od 1035. Ni mniéj, ni więcéj, jak ośmset dwadzieścia cztery latek od chwili, w któréj to piszemy79. Nazwa jego pochodzi od litewskich wyrazów; kieras-nauies nowy krzew albo nowy karcz mający liczne odrośle. Stąd na nowo rozkrzewił się, stąd dał się poznać światu naród litewski, wierzymy więc chętnie w etymologiczną trafność nomenklatur. To miasto, po zawojowaniu jednych, a zbrataniu się z Litwą pośrednictwem wiary drugich Rusinów, posłużyło Kiernusowi, zakładcy i książęciu Kiernowa, do osnucia potężnego i pełnego świetnéj przyszłości litewsko-ruskiego państwa. Rozparł się na niem szeroko — a marząc o jeszcze większych podbojach, jedną ręką uderzył na północ, drugą pustoszył jeszcze mu się opierającą Litwę. Znacznie zaokrągliwszy swe posiadłości, a resztę wieku spędziwszy spokojnie, gdy umarł w 1097, usypano mu grobowy kurhan nad jeziorem Żoślą po drugiej stronie Wilii, niedaleko Kiernowa, czy jak chce Stryjkowski, niedaleko Dziewałtowa przy Świętéj rzece: „Tamże mu i bałwan postawili na sławę i pamiątkę wieczną, gdzie Litwa i Żmujdź za boga długo chwaliła, aż potem zgnił, ale gdy na tém miejscu gaj urósł, czynili tam ofiary poganie i chwalili owe drzewa za bogi80”.

Nie zostawując syna — jedyną swoją córkę imieniem Pojatę, wydał za swojego pokrewnego Zywibunta, pamiętnego zdobyciem Mińska, Pińska i Turowa, oraz przyłączeniem do Litwy księstwa dajnowskiego (w dzisiejszym powiecie lidzkim). Podczas wypraw wojennych męża, Pojata (którą podanie piękną nazywa), mieszkając w Kiernowie, musiała się odznaczyć pięknemi cnotami i miłością ludu, kiedy syn jéj Kukuwojtis wzniósł drewniany posąg nad grobem ojca, tamże w Żoślach — a lud przychodził czcić ją jak boginię, śpiewając na cześć jéj pieśni. Tę samą co o posągu Kiernusa przytaczają kronikarze legendę, że gdy się drewniany posąg Pojaty po upływie lat obalił i zniszczył — na jego miejscu wyrósł gaj lipowy, który Litwini uważając za święty, przychodzili się modlić do bogini Pojaty.

Piękny to i jedyny w mitologii litewskiej przykład podniesienia do apoteozy cnót ziemskich niewiasty — tą niewiastą była Kiernowianka.

Zywibunt umarł w 1162, syn zaś jego Kukuwojtis w 1169, po którym panował na Kiernowie syn Kukuwojtysa Swalktes, człek bogaty i potężny, w 1204 zdradziecko w Inflantach zabity. Odtąd w dziejach Kiernowa i w dziejach Litwy nastaje historyk na pewność, bo to się rzekło o Kiernusie i jego dynastie, jako nie wytrzymujące krytyki dziejowej, do podań wątpliwych policzyć należy. Śmierci Swalktesa miał się mścić we dwa lata później syn jego Utenes — ale pojmany później przez mieczowych rycerzy, odjął sobie życie w więzieniu, w zamku Wenden, w 1212 r.

Książęta kiernowscy, o których mówimy, już nie byli wielkiemi książętami Litwy. Inne książęce dynastie, silniejszą ręką odjęły im sceptr zwierzchniczy — byli jednak panującemi na Kiernowie, Kiernów był stolicą państwa, a zarazem stolicą gminowładnych i teokratycznych rządów całéj Litwy. Dziwna rzecz! jak w Litwie, na pierwszy rzut oka niewolniczo swemu monarsze uległéj, w świętem była poważaniu gromada ludu sejmująca nad swojemi prawami. Ważniejsze prawa podawał arcykapłan w imieniu bogów, — mniej ważne stanowił lud sam dla siebie. Gdy uderzono w mityczny dzwon Warpas, (dzwon wiecowy) na hasło gromadzkiego zebrania (snejgas), szli do Kiernowa rządcy okręgów, szli ojcowie rodzin, szedł arcykapłan i wszyscy, gwarząc o powszechném dobru, uchwalali ustawę usankcjonowaną przez religię; ustawę, którą wszechwładny wielki książę Litwy, poszanować musiał. Na jednej z tych gór kiernowskich albo w okopie nazwanym dotąd Horodyszcze, albo co najpodobniej na dolinie Pojaty, odbywały się gromadzkie obrady z całym charakterem świętości — bo świętą jest zaprawdę wszelka potrzeba ogół obchodząca. Dzicy poganie, nigdy może nie słyszeli, a jednak sercem odczuli wielkie słowa Chrystusa „gdzie jest was dwóch albo trzech w imię moje zgromadzonych, tam i ja jestem”.

Pomimo że prowincje litewskie wzdłuż i wszerz rozpuszczały swe konary, a inne miasta zostawały kolejno już to stolicami całego państwa, już pojedynczych dzielnic — Kiernów nie przestawał być uważany za serce Litwy, jakby za mistyczne centrum jéj jednolitości.

Tu w r. 1252 Mendog, zagrożony to od książęcia Daniela, to od Krzyżaków, to i od własnych litewskich i żmudzkich panów, którzy się zdradnym podszeptom nieprzyjaciół odjąć nie mogli — zwołał sejm ogólny narodu, gdzie do zdrowo myślących głów i czystych serc litewskich przemówił w sposób tak przekonywający, że jednogłośnie przysięgli zdobyć się na wszelką ofiarę, byleby utrzymać nierozdzielność i niepodległość Litwy. Zwrócono uwagę na rycerzy inflanckich, którzy by w obecnej chwili zdołali być dobrymi sprzymierzeńcami dla Litwy — i wyprawiono w poselstwie do ich mistrza Andrzeja Stückland. Skutkiem tych układów było chwilowe nawrócenie Mendoga na wiarę katolicką.

Do Kiernowa w 1257, po śmierci Wojsiełka, zebrali się panowie litewscy i ruscy i obrali swym wielkim księciem Świętoroha 96 letniego starca — który jednak zdołał zaradzić trudnym okolicznościom kraju, udaremnić zamysły, jakie papież, król czeski Ottokar II i Krzyżacy, powzięli względem litewskiej niepodległości. Syn jego Germund, wielki książę litewski, umarł w Kiernowie 1275, a po śmierci Ramunda, wnuka Giermundowego, w 1278, zebrał się znowu do Kiernowa wielki sejm narodowy litewski, na którym uchwalono zasadnicze prawa Litwy, a wielkim księciem umocowano Trabusa. To wszystko są dowody, że Kiernów w starożytnej Litwie uważał się za jakiś gród centralny, religijno-narodowy, gdzie się zbierał naród, ilekroć szła rzecz o uchwalenie czegoś względem doli powszechnéj. Ten jego tradycyjny charakter szanowali nawet książęta Rusi litewskiéj, drugiéj i nieodłącznéj części wspólnego państwa.

W r. 1279 Krzyżacy wespół z królem Erykiem, zamierzyli wyprawę na Kiernów jako na stolicę Litwy. — Zbito ich pod Aszerodem.

Tamże w Kiernowie, starym obyczajem obrany i podniesiony na wielkiego księcia, Narymunt w r. 1280 przeniósł z Nowogródka tutaj, jako w środek państwa, rezydencję wielkich książąt Litwy i po raz drugi uczynił to miasto prawdziwą Litwy stolicą. Następca Narymunda Trojden i pretendent do tronu Litwy, protegowany od Krzyżaków Pelus, tamże zostali wybrani i podniesieni na książąt. Rymund syn Trojdena, a wielki książę litewski, pokonawszy stryja swego Dowmunta, zebrał tu panów i bojar litewskich w 1282 r. i jak mówi Stryjkowski „na polach kiernowskich, uczynił sejm albo rokosz”, gdzie składając władzę, a udając się do klasztoru, radził wybrać na książęcia Witenesa, jednego z przedniejszych Litwinów rodem z niedalekiéj mieściny Ejragoły. Usłuchał go naród i tutaj wybrał i podniósł na księstwo Witenesa.

Godne uwagi, bo malujące duch rządu w Litwie, są wyrazy, które Stryjkowski kładzie w usta Rymunda: „Wolniście ludzie, wolnie i według uznania swojego pana sobie obierajcie, który by jednakże wszystkiej rzeczypospolitej waszej był pożyteczen”. Nie wątpimy, że w duchu rządu Litwinów była pierwiastkowo zasada wolnego obioru panującego, — zawsze jednak wyrazy, któreśmy przytoczyli, zanadto tchną wyobrażeniami polskiemi z czasów Stryjkowskiego, abyśmy je za autentyczne Rymunda, poczytać mieli.

Przez jego długie a burzliwe panowanie nie czytamy w kronikach wzmianki o Kiernowie. Historycy zajęci wojnami tego książęcia, w dalekich stronach toczonemi, nie mieli co notować stolicy ustronnéj, opuszczonéj przez monarchę i wojsko, a tém samém chylącej się do upadku.

Ale Kiernów nie stracił swego narodowego znaczenia: w nim 1316 r. podniesiono z wielką uroczystością na wielkiego księcia sławnego Giedymina. Giedymin początkowe lata swojego panowania przebywał w Kiernowie. Kusili się o to miasto Krzyżacy, znając jego nieobronność. Czuł ją i sam Giedymin, a pilnie szukając miejsca na stolicę, okiem trafném a pełném estetycznego poczucia, znalazł aż trzy miejscowości godne tego zaszczytu.

W r. 1321 polubił i obwarował miejsce zwane dziś staremi Trokami, później nieopodal od tamtéj osady nie mogły mu nie wzruszyć oka obszerne jeziora w najpiękniejszej miejscowości, gdzie dzisiaj nowe Troki i tam nad jeziorem, kazał zakładać zamek. — Na koniec w roku następnym 1322 stanowczo utwierdziło jego wybór na stolicę Wilno, piękne Wilno, przy zbiegu dwóch rzek, otoczone wiankiem gór falistych, dobre do obrony, do handlu, do łowów, do modlitwy, bo wpośród cudnej natury, podnosiło ducha ku jéj Twórcy. Bogowie przepowiedzieli dobrą wróżbę temu miastu. Świętoroh dawniéj dał mu znaczenie religijne, budując świątynię i tu wskazując miejsce na wieczny spoczynek władców Litwy. Wilno zostało stolicą — biedny Kiernów, osierociały po swych władcach, stanął pustkowiem. „Od tego czasu, pisze Stryjkowski, stolica w Kiernowie ustała, zatém też to miasto, z zamkiem, dawnością czasów zawistnych, jak dziś widzimy, zniszczało”. Nie zniszczało jednak całkowicie, bo dwa grody litewskie podzieliły się swojemi świętościami: przy Wilnie została się rzeczywistość, przy Kiernowie stare i święte wspomnienie.

Przestały już zbierać się do Kiernowa sejmy panów i wiece narodu litewskiego; pośpiech wypadków przy strąceniu z tronu Jawnula nie dozwolił Olgierdowi jeździć do Kiernowa dla odbycia obrzędu podniesienia na wielkiego książęcia Litwy, który się odbył w Wilnie 1345 r.

Przy rozdaniu dzielnic swym synom, Giedymin Kiernów i Słonim oddał Montewidowi, który żył niedługo81, uczestniczył jednak ze swoimi słonimiany i kiernowiany w wielkiej wyprawie Olgierda na Krzyżaków w 1330. Następnie Kiernów był w udzielném władaniu Aleksandra Wignuta, syna Olgierda a brata Jagiełły, po którego zgonie w 1391 przeszedł pod panowanie Witolda, stracił swoją udzielność i wkrótce przestawszy być miastem, doszedł do tego nicestwa, w jakiém go widzimy. Jest podanie, że po zgaszeniu świętego Znicza w Wilnie, tu przeniósł się Krywe Krywejta z ostatnią jego iskierką, rozdmuchiwał ją oddechem zbolałych i zgrzybiałych piersi, ale iskra już się nie paliła, stary jéj piastun umarł, a grób jego i szczątki ostatniej czci dawnych bogów na Litwie, może ktoś od nas szczęśliwszy na jednej z gór tutejszych odkryje.

Znicz zgasnął na wieki z litewskich ołtarzy,

Nie smuć się, narodzie nasz stary!

Bóg Znicza nowego w twej piersi rozżarzy,

Ognisko Miłości i Wiary.

Twa jutrznia różowa, twa jutrznia promienna,

Choć ciemnym się mrokiem pokryła,

Nie smuć się narodzie! jest światłość odmienna,

Co z nieba Duch święty posyła.

Na miejscu Perkuna, co gromem się gniewał,

Piorunem roztrącał wam głowę,

Masz Boga, co za cię krew swoją wylewał

I ręce wyciągnął ojcowe.

W ojcowe ramiona — ugiąwszy kolano,

Litwini rzucajcie się radzi!

W chrześcijan i ludów społeczność wybraną

On znakiem krzyżowym prowadzi.

Nad miasty waszemi dzwon niechaj uderza,

Z modlitwą do Pana nad Pany,

Niech w falach rzek waszych, szmer cichy pacierza

A w wietrze hymn będzie słyszany.

Gdzie żyli bożkowie, co chat waszych strzegli.

Niech pańscy latają anieli,

Krzyż stawcie na kopcach, gdzie ojce polegli,

A będzie im w grobach weseléj.

W Kiernowie nie palą dziś krwawéj ofiary,

Stargano z bogami ogniwa,

Kościółek Chrystusa drewniany i stary

Pod swoje sklepienia was wzywa.

Pobożnie, na tacy, połóżcie grosz wdowi,

Zmurujcie tu ściany i wieże,

Niech ręka ochocza podźwignie, odnowi

Ołtarze ku świętéj ofierze.

Nie krwawéj ofiary, lecz cichej modlitwy

Chce Ojciec — wysłucha swe dziecię,

Tu dobrzy Litwini o dobry los Litwy,

Skuteczniéj się modlić możecie.

Zanadto Kiernów był ważnym punktem pod względem religijnym, aby można było przypuścić, że tu zaraz po wprowadzeniu chrześcijaństwa nie zbudowano świątyni Bogu prawdziwemu. Wprawdzie Jagiełło, nie chcący swojego apostolstwa poczynać od prześladowania, dozwolił spokojnie ostatniemu Krywe Krywejcie Litwy, starcowi Lizdejce, ujść do Kiernowa i tam oddawać cześć Bogom, ale po zgonie arcykapłana, na jednej z gór kiernowskich musiało błysnąć znamię krzyża, choć z drewnianego dachu jakiej kaplicy. Ale na to nie mamy dowodów, a pierwszy ślad kościoła w Kiernowie, znajdujemy w nadaniu Zygmunta I w r. 151282 w dziesięć lat później r. 1522, w dzień św. Mikołaja tenże monarcha to nadanie potwierdził, nadając proboszczowi kilku poddanych, których nazwiska są czysto litewskie: Juksczonis, Mieszkonis, Miczonos, Mankunas, Kniboj itd.83.

Dziedzicem Kiernowa z nadania tegoż Zygmunta I był Siemion Jamontowicz Podbereski. On i inni okoliczni panowie i szlachta, jako to: Białozorowie, Stańczykowie84, książęta Giedroyciowie, Ostykowie, potem w ich stopniu książęta Zbarawscy i Dowborowie Muśniccy, hojną ręką przykładali się do fundacji, budowy i ozdoby kiernowskiego kościoła85. Najhojniejszym dobroczyńcą był Jan Piotr Dowbor Muśnicki, dziedzic na Muśnikach, Ojranach, Duksztach i innych przyległych dobrach, który umarł tu w swoich posiadłościach, a zwłoki jego spoczywają w Kiernowie. Po jego zgonie, matka jego Dorota z Giedroyciów Dowborowa86 w r. 1647 fundowała w Kiernowie altarię, pod tytułem Zwiastowania N. P. Marii, zapisując na Duksztach — Ojranach pewną sumę i 17 chat włościan. Fundacja ta późniéj do Dukszt przeniesiona dała osnowę tamecznéj parafii. Widzimy fundacje innych altarii przy kościele kiernowskim, z których altaria św. Mikołaja datuje od 1579 r. Znaleźliśmy ślad w papierach kościoła, że około tego czasu był plebanem kiernowskim sławny i uczony prawoznawca Maurus Rojziusz Hiszpan, ulubieniec Zygmunta Augusta, przyjaciel Jana Kochanowskiego87. Około r. 1560 był tu plebanem niejakiś Wojciech Leonardus, kanonik wileński. Kiernów więc musiał być probostwem intratném, kiedy go dawano zasłużonym w kościele kanonikom i prałatom.

Ale za nadejściém reformy religijnéj, kiedy sąsiedni obywatele przyjęli protestantyzm, każdy z nich cofał nadania swoje lub swych przodków, a fundusze obracał na potrzeby zboru swojego wyznania, który tu o wiorstę od Kiernowa się znajdował, a którego ruiny na górze nad Wilią trwają dotąd pod nazwą ariańskiéj kaplicy. Hieronim Nieborowski i Jan Przystanowski, wdzierali się do altarii św. Mikołaja. A choć się potém wyrzekło wiary Lutra i Kalwina, nie przyszło jakoś do zwrotu funduszów kościołowi rzymskiemu. Żyjący w końcu przeszłego wieku ks. Lendzina pleban kiernowski, a pierwiéj jeszcze ks. Michał Oleszkiewiez wytaczali szlachcie procesa za zabory funduszów kościelnych, ale z małym albo żadnym skutkiem.

Kościół kiernowski przestał już nęcić prałatów. Odbudowano go w środku XVII wieku, ale nie było dosyć rąk troskliwych czy zamożnych do jego utrzymania. W r. 1698 dach w świątyni, jeszcze nowej, zaciekał, psuła wilgoć ściany, szpeciła ozdoby, które kiedy niekiedy ręka pobożna składała na ołtarz Pański. Nie brakło jeszcze tych pobożnych ludzi: Hieronim Muśnicki, Hieronim Hordziejowski i kilku innych z uboższéj szlachty nieśli na ołtarz Pański ozdoby, światło. Żony ich i córki szyły aparaty kościelne. Sprawiono do obrazu Matki Boskiéj srebrną, pozłocistą z dwunastu gwiazdami koronę. Ale duchowieństwo nie chciało czy nie mogło trudnić się kościołem. Od połowy do końca siedemnastego wieku nie był nawet konsekrowanym, nie ma nawet śladu, czy obrządek konsekracji odbył się kiedy na dzwonach dotąd będących.

Kościół ów stał blisko wieku, teraźniejszy, na jego miejscu będący, datuje od 1739, niewielkim tylko uległszy erekcjom. Rzecz więc jasna, że jest starym i zbutwiałym. Przykład Dukszt może mieszkańców okolicznych zachęci do dźwignienia okazałej świątyni w Kiernowie: początek jaki uczyniła pewna obywatelska rodzina, opłakując zgon w kwiecie wieku zmarłej córki, może będzie fortunnym węgielnym kamieniem, świetnéj, murowanéj przyszłéj świątyni w Kiernowie. Murowana kaplica z rodzinnemi grobami Römerów, będąca na cmentarzu, dziwną stanowi sprzeczność ze starym, drewnianym kościołem i jego dzwonicą, formy staroświeckiéj, malowniczéj, uświęconéj wiekowém podaniem.

Z miejscowości bliższych Kiernowa zasługują na uwagę, tak pod względem piękności natury, jako i nadziei, jaką archeologowie mieć mogą, co do starożytniczych poszukiwań:

Stary Kiernówek z ruinami, ruiny kaplicy ariańskiej, dolina Pojaty, łąka, a raczéj trzęsawisko, zwane Pragarine (bezdenne) jezioro Dełna (dłoń), z pięciu rozgałęzieniami, a nade wszystko nasyp ziemny i niezliczonych szereg kurhanów zwany ziemnemi wrotami (Zemej wartas), ciągnący się półkoliście od Kiernowa, po miasteczko Mejszagołę, najmniéj wiorst 10.

Na samem odjezdném dowiedzieliśmy się o tém miejscu! Tu byśmy może byli szczęśliwsi w naszych poszukiwaniach z rydlem, niż w samym Kiernowie. Ale nie mając czasu, z żalem zostawiliśmy to przyjaźniejszéj chwili albo szczęśliwszemu poszukiwaczowi88.

Droga z Wilna do Kowna

(Urywek z dalszej podróży)

Wyjazd z Wilna — Przystanek w Jewju — Żyżmory — Przygoda pana burmistrza — Rumszyszki — Rapy niemnowe — Opis dawnego Pożajścia — Przybycie do Kowna

Dzisiaj, kiedy po całej Europie odbywają się już tylko przejażdżki i przechadzki, podróż z Wilna do Warszawy jest w całém znaczeniu podróżą. Nieczęste stosunki pomiędzy stolicami Królestwa i Litwy, nie dały uczuć potrzeby ułatwienia komunikacji.

Nim przyjdzie czas, że szybką jak wiatr lokomotywą wkrótce latać poczniemy na wspólny rozhowor jak w Walenrodzie słowiki, teraz peregrynujemy żółwim krokiem w tradycyjnej żydowskiéj budzie, w któréj drzemiąc rozmyślamy, jak to się w Londynie zapala cygaro od prądu elektrycznego przysłanego z Ameryki.

Wyjeżdżając do Warszawy z Wilna, musimy, jak za starych czasów zaopatrzyć się w jadło, mieć trzos pieniędzy i niemal uczynić testament, jak średniowieczni rycerze idący na krucjatę. Jedzie się zwykle na Kowno, albo wprost, albo na Wiłkomierz, w wątpliwéj nadziei znalezienia miejsce w idącym z Petersburga do Warszawy dyliżansie. Ale tam miejsca pospolicie są zajęte. Z Kowna do Warszawy niegdyś wygodne i tanie pięcioosobowe karetki już nie chodzą: najprostszy więc sposób nająć w Wilnie Żyda bałagułę, w jego budzie dojechać do stacji Wejwer, piéwszéj za Kownem w Królestwie Polskiém, a stamtąd pojechać daléj kosztowną ekstra-pocztą, która przynajmniéj zaręcza pośpiech i swobodę jazdy.

Takim sposobem postanowiłem dostać się do Warszawy.

Czwartek, dzień 15 (27) maja 1858, stanowczo oznaczywszy na wyjazd, opuściłem moję wiejską zagrodę i przybyłem do Wilna w zamiarze wyjechania zaraz w dalszą drogę. Ale tu wybory podróżne, pożegnania z przyjaciółmi, wyszukanie furmana; który z właściwą im wszystkim punktualnością o sześć godzin się spóźnił, — to były przyczyny, dla których zaledwie zmrokiem udało mi się wyjechać z Wilna.

Nie będę opisywał drogi z Wilna do Ponar, bom już nudził czytelnika tym opisem, na początku pierwszego tomu tej książki. Od razu stajemy na wysokiéj piasczystej Górze Ponarskiej, a zmówiwszy pacierz przed tutejszym kościółkiem, wymijamy gościniec pocztowy i z trzech dróg, które stąd się rozchodzą, bierzemy się na lewo.

Zawsze piaski i piaski, zarośle, las sosnowy, spoza lasu widnieje jeszcze na prawo kochane Wilno, ze swojemi zamglonemi okolicami. Konie zmęczone, potrzebują wytchnienia, — a oto karczma Tatarka, uprzywilejowana przystań furmanów żydowskich, jadących do Kowna i z Kowna. Wyborna studnia do napojenia koni, kilka żłobów na kozłach w poprzek drogi ustawionych, wskazują przeznaczenie miejsca. Żyd gospodarz, z siwą brodą, z patriarchalną powagą, ważną jest figurą u tutejszych furmanów: u niego znajdują wygodne noclegi i popasy, od niego się dowiadują o rozmaitych wieściach, które inni furmani przywieźli, a które oni w inne strony, innym rozwiozą. Nie wiem, czy choć jeden woźnica żydowski odważył się ominąć Tatarkę, nie zatrzymawszy na dłużej lub krócej, choćby dla napojenia koni, choćby dla zapalenia lulki i zamienienia kilku słów z gospodarzem. Wierny tej zasadzie i mój woźnica wstąpił do karczmy, gdzie odprawiwszy długą konferencją z drugim furmanem, który jechał z Kowna do Wilna, wstąpił na swój wysoki kozieł, klasnął z bicza, zaciął szkapy i buda ciężko ruszyła się z miejsca. Karczma Tatarka przypomina swoją nazwą Tatarów; jesteśmy w okolicach ich posiadłości Waki, spotykamy prześliczną rzekę i dwór tegoż nazwiska należący do hr. Tyszkiewicza, — a po trzech godzinach powolnej jazdy, okolicą bardziej już urozmaiconą, stajemy w miasteczku Jewju.

Jewje, mała licha żydowska mieścina, ma ładny murowany kościół w stylu niby-włoskim, drugą cerkiew niedawno ukończoną; położenie miejsca niczem się nieodznaczające. Jesteśmy nieopodal Trok, które jadącym do Kowna z Wilna zostają na lewo. Na prawo mamy Wilię, dosyć niedaleko stąd Kiernów, pierwotna książąt litewskich stolica, blisko stąd być musi miasteczko Żośle, gdzie był pierwiastkowy mityczny cmentarz tychże wielkich książąt, gdzie spoczywają popioły Kiernusa i jego córki Pojaty, których były drewniane posągi, a na miejscu których porosły lipy miane za święte za czasów Jagiełły. Niedaleko to wszystko od Jewja, ale zbaczać nie było czasu; zaledwieśmy tyle go mieli, aby koniom znużonym dać wypoczynek i nieco zasnąć. Ujechaliśmy mil już cztery po bardzo złéj drodze: ma słuszność woźnica, że odprzęga szkapy; — i nam sen klei powieki.

Nazajutrz równo ze światem znowuśmy w drodze.

Ostatni rzut oka na miasteczko, na jego kościół i cerkiew, przypomniał mi, że Jewje ma u nas swoją wspomnieniową ważność. Około 1600 roku rodzina Ogińskich, wyznająca wtedy protestantyzm, fundowała tu zbór helwecki; były tu później szkoły i zbór socyniański, ale to wszystko do drugiej połowy XVII wieku upaść musiało. Jednocześnie Bogdan kniaź Ogiński, wyznawca obrządku wschodniego, założył tu cerkiew grecką, pod zwierzchnością wileńskiego monasteru św. Ducha, a mnisi utrzymywali tu słowiańską drukarnię, gdzie wyszedł kirylicą Nowy Testament oraz książka także kirylicą pt. Zwierciadło świata (Зеркало мірозрительное), w Jewju wydano jeszcze Gramatykę słowiańską przez M. Smotryckiego i parę druków polskich.

Woń farby drukarskiéj, zmieszana z wonią dziegciu żydowskiéj frachtowéj budy i ze wspomnieniem wileńskich księgarzy, tak mię przykro uderzyła, żem się mimowolnie wychylił z mojej płóciennéj pieczary, aby odetchnąć wonią majowego poranka. Niebo pogodne, słoneczko czyste, brzózki świeżo rozpękłe, zdrowy aromat wlewają do chorych piersi — myśl się orzeźwia, serce zdrowieje. Skowronek zaśpiewał nad samą głową; jakem umiał zawtórowałem mu piosenkę:

Co ci się w piersiach twych cieśni,

Co ci twa główka wymarza,

Skowronku! wydajesz pieśni,

Nie potrzebując drukarza.

A Bóg twą piosnkę przygarnie,

Rozsypie ziarnko po roli,

A na zakąskę po ziarnie,

Muszkę ci złowić pozwoli.

O ptaszku! dola twa błoga!

Śpiewaj do późnej jesieni:

Twe honorarium u Boga,

A nie w żydowskiéj kieszeni.

W parę godzin, ominąwszy murowaną, ale opuszczoną stację Strejpuny (bo tu niegdyś był trakt pocztowy), stanęliśmy w miasteczku Żyżmorach, mało co większém od Jewja. Murowana karczma i kilka drewnianych, kościół w cieniu drzew, rynek i kramy, na koniec wspomnienie prawa magdeburskiego, jakiém się to miasteczko dawniej rządziło, nadają mu pewną przewagę w liczbie innych okolicznych miasteczek. Tu było za polskich czasów starostwo. Zygmunt I, w początku XVI wieku, fundował w Żyżmorach kościół, w XVII uposażył go któryś z Sokolińskich, w XVIII odnowił Michał Pociej, a teraz nie wiem, kto restaurował. Nieopodal Żyżmor Litwini pod naczelnictwem Kiejstuta i Olgierda stoczyli walną, ale nieszczęśliwą bitwę z Krzyżakami w 1348, gdzie straciwszy swoich do 18 000, a 4 000 Krzyżaków położywszy trupem, odparli ich jednak zwycięsko, a Kiejstut zwróciwszy się na Prusy, spalił tam mnóstwo wsi i wrócił z bogatym łupem... Na próżno usiłowałem przypomnieć jeszcze coś więcej ze starych dziejów przywiązanego do Żyżmor. Nie wiem, czy zawiodła pamięć, czy w istocie nic tu nie zaszło godnego uwagi, dosyć, żem nic nie przypomniał, oprócz artykułu w „Wiadomościach brukowych”, pt. Jak śpiewają w Żyżmorach. Ciekawa to historia łaskawi czytelnicy, godna służyć za przedmiot do poematu, — posłuchajcie.

W roku 1792, kiedy większéj części miast i miasteczek litewskich odjęto ich przywileje, burmistrz żyżmorski udał się do Warszawy i przez usilne starania zdołał dla swojego miasta uzyskać ich potwierdzenie. Wrócił z przywilejem królewskim, nadającym miastu swobody i nową pieczęć wyobrażającą biskupa i klęczącą przed nim niewiastę, z Opatrznością u góry i napisem: „Pieczęć miasta J. K. M. i K. P. miasta Żyżmor”. (Pieczęć tę sztychował p. Baliński w Starożytnej Polsce, t. III, s. 349.). Tryumfalny ten powrót napełnił radością serce magistratu i sławetnych obywateli żyżmorskiego grodu. W kościele śpiewano Te Deum, w mieście bito z moździerzy (w Żyżmorach były moździerze), a w izbie obrad miejskich dano ucztę, na którą oprócz mieszczan zjechało się wiele okolicznej szlachty. W liczbie tej ostatniej przybył zaproszony dyspozytor czy ekonom z pobliskiego miasteczka Strawiennik.

No! gdzie uczta, tam i wrzawa,

A gdzie wrzawa — tam i bitwa.

Więc jak należy i jak niesie obyczaj, przyszło do bitwy między szlachtą a mieszczanami; pierwszymi dowodził ekonom ze Strawiennik, drugimi burmistrz żyżmorski. Szablic nie było, szlachta ich nie wzięła z domu, mieszczanie nosić nie mieli prawa, więc się bito wedle klasycznej tradycji na kije i pięście. W piérwszém natarciu ekonom strawiennicki ugryzł nos burmistrzowi. Nie znam w literaturze nikogo, co by tak dobrze opisywał bitwy, jak w Grecji Homer, w Anglii Walter Skotta, u nas Kaczkowski; ale żaden z nich nie wpadł na myśl ugryzienia nosa któremu ze swoich bohaterów. Ani pod Troją, ani w górach mglistej Kaledonii, ani Sanockiém do niczego podobnego nie przyszło jak w Żyżmorach. Jak się skończyła Monachomachia historia podaniowa milczy: nie wiadomo, czy urodzona szlachta, czy sławetni mieszczanie otrzymali plac boju; to pewna, że burmistrz został bez nosa, a w aktach wileńskich zapisano pod d. 13 marca 1792 manifest, w którym mieszczanie żyżmorscy, żaląc się na wijolencyją, piszą: „że odtąd stróżowie nocni w Żyżmorach, zamiast wołania: ostrożnie z ogniem wołają: ostrożnie z nosem!”. Czy teraz są tu stróżowie nocni? czy śpiewają, jak dawniej śpiewano w Żyżmorach? nie mogłem sprawdzić, bom rankiem przejeżdżał przez to miasto; ale gdy konie wytchnęły, gdy furman ruszył po drodze, która stąd do Kowna poczyna być fatalnie grząską, nie patrzyłem na fizjonomię spotykanych ludzi — tylko na ich nosy.

Z miasteczka Żyżmor jedziemy do Rumszyszek... Tu mam się zobaczyć z ukochanym, a tak dawno niewidzianym Niemnem. Serce bije gorączkowo... zda mi się, że pomimo chłodnej jeszcze pory, kiedy się wykąpię w Niemnie, to odmłodnieję, jakem był młody przed lały, że łzy gorzkich doświadczeń kiedy wpuszczę do Niemna, to one mi na zawsze wypłyną z oczu albo zamienią się na łzy radosne. Niemen, powiernik, brat, przyjaciel, ochłodzi mię albo ociepli w miarę potrzeby, stanie się dla mnie Jordanem, chrzestną rzeką odrodzenia.

Od lat sześciu, od czasu jakem się kąpał w Niemnie, wszystko się zmieniło na świecie. Kąpałem się w Niemnie w Rumszyszkach... i cóż powiecie? Niemen się zmienił — Niemen stracił swoję lekarską dla ducha własność...

Pod Rumszyszkami Krzyżacy nieraz staczali walkę z Litwą, bo tu była ich przeprawa przez Niemen do naszej krainy. Zresztą miasteczko małe, na wzgórzach położone, ma kościół odwieczny, którego Zygmunt III w r. 1599 pomnażał fundusze — plebanię na górze za miastem, trzy czy cztery karczmy, a resztę nic, co by zasługiwało na uwagę. Ale minąwszy je, otwiera się na lewo wspomniały widok na Niemen, którego drugi brzeg należy już do Królestwa Polskiego. Tu się rozpoczynają groźne dla żeglarza niemeńskie rapy, czyli kamienie granitowe zawalające koryto rzeki i kupą rozrzucone po obu jéj stronach. Niektóre z nich, zdaje się, że przy małéj wodzie w jesieni, z niewielkim trudem dałyby się wydobyć z rzeki, innych, jeszcze za Stanisława Augusta sprowadzeni z Anglii nurkowie, skruszyć nie mogli.

Oto są nazwiska celniejszych rap pomiędzy Rumszyszkami a Kownem, któreśmy wypisali z rękopiśmiennego pamiętnika, jakiegoś szypra płynącego wiciną w 1824 r: Kozak przy wiosce Pilon; Szołudźko przy folwarku Lewonowo; Wrona z grupą kamieni zwanych Wronięta, nieopodal wsi Kępisko; Księdzowa Soła, tamże; Biczenięta przy wsi Gostełanach; Bicze przy wsi Sołomiance, najgroźniejsza z rap okolicznych; Kania przy Zegrzu; Bojarka, tamże; Dziewięć ostrowów, pod Pożajściem; Czortowa łaźnia, tamże; na koniec Jodź przy miasteczku Królestwa Poniemuniu. Do któréjś z tych rap, podobno do Czortowéj łaźni, przywiązana jest legenda, że szatan zniósł kamień na obalenie jakiegoś kościoła jezuitów czy kamendułów budującego się w Pożajściu; lecz gdy nade dniem kur zapiał, upuścił go do rzeki.

Rapy te, groźne dla żeglugi niemeńskiéj, dla wicin wiozących Niemcom nasze litewskie zboże, już w XVI wieku zwróciły uwagę rządu. Mikołaj Tarło, chorąży przemyski za Zygmunta Augusta, większe i niebezpieczniejsze skały od Grodna aż do granic pruskich wielkim kosztem usunął; resztę téj wielkiéj, prawdziwie obywatelskiéj roboty, zamierzał dokonać król Stanisław August. Komisji skarbowéj poruczono to dzieło, za naleganiem wiekopomnego podskarbiego Tyzenhauza. Jezuita Narwojsz kierował robotą, do której ostatecznego końca nie przyszło. Z głazów wyjętych z rzeki miał być pod Rumszyszkami pomnik, a na nim napis łaciński. Do pomnika podobno nie przyszło; ale Krasicki zachował w swoich pismach ów łaciński projektowany napis. Przyda się kiedyś może, gdy obywatelskie usiłowania usuną z Niemna owe bicze, konie, kozaki i wrony, o których twardą pierś rozbijają się krwawo wypracowane plony naszych pól i złote nadzieje naszego biednego handlu. A my tymczasem przetłumaczmy na polski język owe łacińskie wiersze: może przyszły pogromca rap niemnowych zechce po polsku utrwalić pamięć swojego dzieła.

Illa ego tot saeclis latitans sub flumine rupes”.

Skała przez tyle wieków w głębi wód ukryta,

Wyparta silną ręką, dzienne światło wita.

Com darła piersi statków, łamała je w drodze,

Dziś na ląd wydobyta, nikomu nie szkodzę.

Płyń wiosłem tryumfalném flisie ośmielony,

Bogactwa twego kraju wieź w dalekie strony,

I pomnij: że choć spotka najtwardsza mozoła,

Zawsze miłość ojczyzny zwyciężyć ją zdoła.

Ale jeszcze nie przyszły te błogie czasy: rapy rumszyskie są postrachem litewskiego wicinnika; kilka czeladzi, czyli wicinnych osad żeglarskich, dla przeprowadzenia statku sprzęgają się razem; sternik i odbojnik ustępują swój stér i rudel doświadczeńszym miejscowym wieśniakom, — a mimo to nieraz wiciny nasze padają ofiarą rap rumszyskich.

„A ojciec Niemen, mnogich piastun łodzi,

Gdy rumszyskiego napotka olbrzyma,

Wkoło go mokrém ramieniem obchodzi,

Dnem podkopuje, pierś górą wydyma;

Tém natarczywiéj broniąc się powodzi,

Na twardych barkach gwałt jéj dotąd trzyma:

Ani się wzruszy skała w piasek wryta,

Ani jéj rzeka ustąpi koryta”.

(Mickiewicz — Grażyna).

Dla kontrastu, obok poetycznego opisu rap niemnowych umieśćmy prozaiczny ich opis z pamiętnika prostego szypra, na który jużeśmy się przy wyliczeniu tychże rap powoływali.

„Rapa burzyła się jak woda gorąca w garnku, cała woda z dna wytryskiwała. Łoskot wody o skałę nie jest prostym szumem, ale, jak mię upewniali sternicy, jest szczekaniem suki wodnéj, która dawniéj nazbyt srodze kąsała wiciny. Rozwalono ją prochem, a na brzegu naliczyłem do 80 większych odłamków; było ich więcej, ale zabrano do folwarku na różne potrzeby. Przy rapie jest jakby wodospad i widocznie woda po kamieniach rzuca się w pochodzistość. Szumi w całej szerokości rzeki, a huk rozbijania się wody o kamienie prawie głuszy. Na brzegu (w Biczach) widać dziesięć kamieni z wody wyciągniętych; niektóre o półtora raza wyższe ode mnie”.

Takie kaprysy ma nasz cichy, potulny Niemen. O! bo czasem najcierpliwszemu nie stanie cierpliwości.

Niemen, nasz rodak, gniewa się jak może

Za naszej ziemi owoce:

Nierad, że Niemcom prowadzimy zboże,

Nasze wiciny gruchoce.

Tak sobie po prostu sformułowałem potrzebę groźnych rap na cichym Niemnie — bo u Boga nic się nie dzieje bez przyczyny.

Monotonna i mało urozmaicona droga z Wilna do Żyżmor, odtąd aż do Kowna poczyna być prawdziwie malowniczą. Długo po lewéj naszéj ręce mamy Niemen, po prawej lasy liściowe i sosnowe, niegdyś ciągnące się bez przerwy, dziś poprzerzedzane, góry, które przeklina furman, ale które dają przecudne widoki.

Ujechawszy parę mil z Rumszyszek wśród cudnej miejscowości, ujrzeliśmy na lewo wychylające się z lasu wieże kościelne: — to Pożajście, niegdyś najbogatsza w Polsce fundacja, kościół kamedułów, dziś cerkiew greko-rosyjska.

Choćbym miał znudzić czytelników, opiszę dawny stan tego kamedulskiego klasztoru i kościoła. Jedno źródło mamy w Starożytnej Polsce, drugie w rękopiśmiennym pamiętniku szypra wicinnego, na który już się parę razy powoływałem, a który przed 34 laty, zwiedzał ów kościół i klasztor pod przewodnictwem brodatego, w biały habit ubranego mnicha.

Jadąc z Wilna do Kowna zbacza się z drogi na lewo i po kwadransie drogi jadąc sosnowym lasem, jesteśmy już w eremitorium kamedulskiém, Pożajściu, po łacinie Mons Pacis — po polsku Góra Paca albo góra pokoju. Kościół o dwóch zegarowych wieżach uderzał swym majestatem; otaczał go ogród owocowy, a w ogrodzie były osamotnione domki zakonników, Takie jak na Bielanach pod Warszawą i Krakowem. To miejsce zowie się Forestarium, stanowi plac czworoboczny otoczony zabudowaniami. Trzy skrzydła tych zabudowań składały się z pomieszkań przeznaczonych dla tych, którzy tu żądali gościnności; czwarte skrzydło zajmował kościół. Od bramy w prawo była tak zwana sala Pacowska, jednopiętrowa, ozdobiona pięknemi malowidłami89. Nade drzwiami portrety fundatorów (Krzysztofa Paca, kanclerza litewskiego i jego żony, Elżbiety Eugenii z hrabiów de Mailli); po rogach widoki kościołów kamedulskich w Polsce, jako to: w Wigrach, na Bielanach pod Warszawą, na Bielanach pod Krakowem (Mons Argentini), — portrety fundatorów tych miejsc były pod każdym widokiem. W tej sali są znakomitego włoskiego pędzla cztery obrazy: pierwszy Nawiedzenie św. Elżbiety; drugi Obrzezanie Chrystusa; trzeci Wniebowzięcie z podpisem Ferdinando della Croce 1671; czwarty Rozmowa Chrystusa z doktorami. Piąty obraz św. Romualda otoczonego aniołami, lubo wartością pędzla ustępował poprzednim, zawsze jednak był dziełem, którego by się nie powstydziła żadna galeria obrazów90. „W téj sali zachowano ekran, na którym tak doskonale odmalowany był kominek z palącym się ogniem, że Karol XII, przybywszy tu w r. 1706, kiedy wszedł do sali zziębły, chciał się przy nim ogrzać. Lecz poznając złudzenie, zagniewany trącił go nogą, od czego została plama z błota, któréj kameduli dla pamiątki zmywać nie chcieli91”.

Sam kościół jest rotundą spartą między przyległemi murami. Wznoszą się nad nim dwie niewielkie wieże, które razem z półowalnym przedsionkiem stanowią jego fronton. Wszystko z ciosowego kamienia. Ogół tego, lubo niewielkiego, kościoła, uderza harmonią i majestatem. Wszystkie ściany są powleczone marmurem czarnym i czerwonym, we fladry. W wielkim ołtarzu jest Nawiedzenie Najświętszej Panny, — takiż sam obraz znajdował się za ołtarzem, w chórze, gdzie się modlili zakonnicy. Oba obrazy miały być ozdobione kamieniami, złotem i argenterią, ale Francuzi w 1812 roku zrabowali te kosztowności. Inne ołtarze są: św. Marii Magdaleny92, św. Krzysztofa, św. Kazimierza (1714 przez Kazimierza Ancutę biskupa wileńskiego), św. Benedykta, Romualda i Bonifacego. Kościół łączy się z resztą zabudowań korytarzem, także ozdobionym w obrazy i freski. W zakrystii był obraz Karola V cesarza w płaskorzeźbie i kilka malowideł. Pod kościołem znajdują się sklepy ze zwłokami fundatorów. Ciemna marmurowa tafla na posadzce kościoła złotemi literami wskazuje ich miejsce. Leży tu fundator Krzysztof Pac, jego żona Elżbieta de Mailli, troje ich dzieci, kilku wiernych sług i jakaś Pacowa z domu Potocka. Kościół nie ma organów, których ścisłość reguły kamedulskiéj nie dopuszcza. Malowidła odznaczały się niepospolitym pędzlem, kościół celował smaku pełną, włoską strukturą. Rzadkim w Polsce przykładem, ocalało tu imię architekta kościoła: był nim Ludwik Fredo, Włoch, który późniéj zostawszy braciszkiem kamedulskiego zakonu, tutaj umarł. W refektarzu był jego portret93.

Osiem milionów złotych polskich miała kosztować fundacja kościoła i klasztoru w Pożajściu; sam szatan (według podania) miał przeszkadzać téj budowie. Pobożność i wytrwałość zaradziły kosztom, przemogły przeszkody. Konstytucje sejmowe parę razy utwierdzały tę fundację; kameduli trwali tu od r. 1667 do 1831, to jest: blisko przez lat 200. Nie zostawili żadnego śladu swojego bytu, żadnego dzieła w druku, żadnéj kroniki w rękopiśmie.

Prawda, że Francuzi w r. 1819 zniszczyli Pożajść, ale do przechowania jego pamiątek nie przyczyniali się wcale księża kameduli. Niemcewicz zwiedzający to miejsce w r. 1819 na próżno się dopytywał o treść niektórych z uwiezionych obrazów.

„Zapytywałem prowadzącego mię kleryka, potem i zakonnika, krótką odebrałem odpowiedź: nie wiemy. Przecież kleryk lat już 4, zakonnik 22 tu mieszkali.

Pytałem o bibliotekę; odpowiedziano mi, że od czasów wojny francuskiej, jak była przerzuconą, dotąd w nieporządku zostaje w stosach pod dachem.

— Przecież — rzekłem — przez lat siedem był czas ułożyć ją i spisać.

— My się w tych rzeczach nie kochamy — była cała odpowiedź”.

Za bytności Niemcewicza w Pożajściu było już tylko czterech kapłanów i 5 kleryków. Znaczna część dóbr oderwana została od Pożajścia, jednakże 70 000 zostawało im jeszcze dochodu. Nie mając pod ręką ścisłego wykazu funduszów kamedulskich, bierzemy o nich jaką taką wiadomość z pamiętników szypra. „Za Apnarami leży okolica Zegrz nad Niemnem, tu orano popar komedulski. Ekonom staruszek z tak długim, szerokim i gęstym wąsem, jakiego jak żyję nie widziałem, opowiadał mi, że się zowie Ż., że służył niegdyś w brygadzie kowieńskiej. Objaśnił, że kameduli mieli dawniej więcej niż 200 chat, ale po rozbiorze kraju Prusak zabrał ich majątki za Niemnem i ledwie tu zostało chat 70 do 80, w dwóch folwarkach i dlatego księża tak się odłużyli, że nie mają z czego żyć”. To było w r. 1829, to jest w lat 10 po bytności Niemcewicza. „Pod pozorem szczupłej intraty, — pisze Niemcewicz — zakonnicy wyrobili sobie pozwolenie jedzenia z mięsem. Idąc nazad (z Eremitorium) przechodziłem około potężnej skrzyni pełnej spleśniałej wody. Tam kameduli, gdy jeszcze ściśle trzymali się reguły, chowali i mnożyli żółwie; dziś kurczęta, wołowina i barany zastępują te nędzne płazy”.

Nigdzie może jak w Polsce zakony nie odznaczały się takiém niedbalstwem z jednéj, a taką zasługą krajową z drugiéj strony. Jezuici (mówimy tylko o zasługach i pracy), pijarowie, dominikanie, bazylianie, misjonarze, jakże rażącą stawią sprzeczność z bernardynami, franciszkanami, kamedułami i innemi zakonami strictae observantiae. Nie obchodziły ich rzeczy światowe, a przecież pełne są dawne akta ich spraw ze szlachtą, o kawał gruntu czy łąki, o toń rybną. Ale dajmy pokój uwagom, które dziś już do niczego nie posłużą.

Przejeżdżamy piękny liściowy las, a z góry jak na dłoni ukazuje się Kowno, urocze, historyczne, przepełnione pamiątkami, opiewane przez poetę. Oto nad Niemnem jego dolina, na której dłoń rusałek rozścieła murawę i dzierga ją kraśnym kwiatem, dolina najpiękniejsza w świecie, której lud dał nazwę doliny Mickiewicza. Oto cudne dęby i lipy, pod których cieniem lubił dumać wieszcz Litwy; oto piaszczyste wybrzeża Niemna, — miasto u stóp naszych. Oko przenosi jego wieże i spoczywa na drugiej stronie Niemna, na czarownych górach Aleksoty, już na granicy Królestwa Polskiego. Wilia z drugiéj strony, srebrną taśmą opasuje miasto, rzuca się na chłodną pierś Niemna i płyną razem w głębokości morza. Wymijamy piękny kościół św. Krzyża, pokarmelicki, potém cmentarz prawosławny z rzewnym napisem w języku słowiańskim: Przyjdźcie do mnie ścierpiani na ziemi, a Ja was uspokoję. Oto stacja telegrafu elektrycznego; druty rozpięte na wysokich słupach, pobiegły na północ ku Petersburgowi, na zachód ku Warszawie. Jesteśmy już w cywilizowanej Europie. Kichnij tylko telegrafem, a wnet z Paryża odpowiedzą ci: na zdrowie!

Wjeżdżamy do miasta. Długa ulica od dawna zwana Rochicką i jéj przedłużenie ulica Wielka czyli Dominikańska, dosyć wąska, pełna pięknych domów, sklepów, hotelów, tłumu Żydów, ozdobiona parą starych kościołów, posiadająca nawet parę księgarni i hotel zwany Litewskim, gdzie się zwykł pomieszczać czasowy teatr, wiedzie na czworokątny rynek, który na swym placu szczyci się majestatycznym pomnikiem z lanego żelaza wzniesionym z rozkazu cesarza Mikołaja I, na pamiątkę przejścia i odwrotu Francuzów. Rynek ten, otoczony jest pięknemi kamienicami, a wspaniały, zakrawający na kościół, ratusz miejski, pięknie go ozdabia. W jego czworoboku mieści się mieszkanie gubernatora, poczta wozowa, kościół pojezuicki, poczta konna, parę hotelów, kilka sklepów. Kipi tu zgiełk; uwijają się dorożki. Na lewo od ulicy Dominikańskiéj, jadąc bokiem czworoboku, spuszczamy się ulicą Franciszkańską ku Niemnowi, mając po lewem ręku kościół franciszkański.

Opis Kowna nie wchodzi w zakres naszych wycieczek, któreśmy tylko w niedalekich promieniach od Wilna zakreślili. Miasto to, zasługujące, aby je badali i historyk, i starożytnik, i poeta, ma swoją nieopisaną piękność, nieocenioną ważność handlową, przeszłość bogatą we wspomnienia, przyszłość w nadzieje. W zbiegu trzech rzek, jak serce w zbiegu arteryj, już dzisiaj środkuje w sobie wszystkie produkcje Litwy; cóż dopiéro, gdy kolej Petersbursko-Warszawska, teraz się budująca, jeszcze mu dwa kanały bogactwa otworzy! Rozwielmożni się Kowno, wzbogacieje, zakipi wirem handlowym i materialnie, po europejsku zostanie najbogatszém na Litwie miastem; ale Wilno ze swoją cichą fizjonomią, ze swojemi świętemi pamiątkami i z tą rzewną sympatycznością, jaką w każdym obudza — nie przestanie być serdeczną stolicą Litwy.

Przypisy:

1. o ludu — dziś popr.: o ludzie. [przypis edytorski]

2. naszéj — daw. forma z é tzw. pochylonym, którego brzmienie było zbliżone do y lub (w pozycji po i, j: Kazimiérz, swojéj) i. [przypis edytorski]

3. dobrém — dziś: dobrym; daw. forma fleksyjna dla przymiotników (także zaimków) rodzaju żeńskiego i nijakiego. [przypis edytorski]

4. zarośl — dziś tylko w formie lm r.n.: zarośla. [przypis edytorski]

5. Wileńka — właśc. Wilejka. [przypis edytorski]

6. diorama — rodzaj obrazu złożonego z „warstw”, jego część (najdalszy plan) malowana jest na płótnie, część zaś na przezroczystym materiale, malowana techniką laserunkową tworzy bliższe plany widoku, całość ujęta jest w głęboką ramę. [przypis edytorski]

7. pobiała — warstwa wapna, którą pobielano ściany z powodów estetycznych i higienicznych. [przypis edytorski]

8. krzewy — dziś N.lm: krzewami. [przypis edytorski]

9. w gęstwini — dziś popr. N.lp: w gęstwinie. [przypis edytorski]

10. ubikacja (daw. z łac.) — miejsce; tu: położenie, umiejscowienie. [przypis edytorski]

11. przed wieki — dziś popr. N.lm: przed wiekami. [przypis edytorski]

12. chorej jego żonie Julianie wielki mistrz krzyżacki posyłał (...) — [zob.] M. Baliński, Starożytna Polska, t. III, s. 213. [przypis autorski]

13. Krzyżacy (...) otrzymali go w drodze układów — [zob.] [Teodor] Narbutt, Dzieje narodu litewskiego, t VI, s. 407 i dalsze. [przypis autorski]

14. półtora-łokciowy garbaty Hanne (...) błazen (...) — [zob.] [Teodor] Narbutt, [Dzieje starożytne narodu litewskiego] t. VI, s. 483. [przypis autorski]

15. swoję (daw.) — dziś popr. forma D.lp: swoją. [przypis edytorski]

16. Tu w Niemieży Aleksander Jagiellończyk (...) w lutym 1496 spotkał (...) swoję narzeczoną Helenę — myli się Kraszewski (Historia Wilna t. I, s. 385, nota 18), widząc Ponary w wyrażeniu Bielskiego „za góry wileńskie”: bo droga z Moskwy nie szła na te góry, a Helena niewątpliwie jechała na Mińsk. [przypis autorski]

17. W Niemieży (...) Jan Kazimierz zawierał w 1656 z carem Aleksym Michałowiczem umowę dyplomatyczną — Krajewski, Dzieje pan. J. Kazimierza, t. I, s. 21. [przypis autorski]

18. porównany — tu: zrównany (w prawach). [przypis edytorski]

19. jego — tj. Witolda. [przypis edytorski]

20. plik — dziś D. r.m. lm: plików. [przypis edytorski]

21. tytuła — dziś M.lm: tytuły. [przypis edytorski]

22. konsystować (daw.) — tu: stacjonować. [przypis edytorski]

23. taki samy — dziś: taki sam. [przypis edytorski]

24. J. K. M. — Jego Królewskiej Mości. [przypis edytorski]

25. w oktawę — osiem dni po jakiejś dacie. [przypis edytorski]

26. Bożego Ciała — ruchome (uzależnione od daty Wielkanocy danego roku) święto katolickie, przypadające późną wiosną, obchodzone ku czci Najświętszego Sakramentu, czyli ciała i krwi Chrystusa; ustanowione zostało w 1264 r. przez papieża Urbana IV w odpowiedzi na kwestionowanie przez niektórych teologów średniowiecznych realnej obecności Chrystusa w Eucharystii (tj. chlebie i winie podczas mszy). [przypis edytorski]

27. do grodu — tj. do władz miejskich. [przypis edytorski]

28. Jedni z Tatarów uszli za granicę; drudzy przyjmowali chrześcijaństwo — świadczy ks. Remigian Smiarowski dominikan[in], w swojej książce pt. Fontanna mystyczna (Wilno 1737), iż około tego czasu w metrykach łukiskiego kościoła, znajdował się obszerny rejestr ochrzczonych ex Mahometanismo. Ob[acz:] Font. mist. s. 293. [przypis autorski]

29. procesa — dziś popr. forma M.lm: procesy. [przypis edytorski]

30. dokumenta — dziś popr. forma M.lm: dokumenty. [przypis edytorski]

31. islamcy — muzułmanie, wyznawcy islamu. [przypis edytorski]

32. owocześnie — dziś: ówcześnie; wtedy. [przypis edytorski]

33. Imci — skrót od: Jego Miłości. [przypis edytorski]

34. śpiewanie z Alkoranu — wtrącenie w nawiasie jest najprawdopodobniej wyjaśnieniem słowa pochodzącym od autora Wycieczek po Litwie. [przypis edytorski]

35. na straży w nocy u mogiły — wtrącenie w nawiasie jest najprawdopodobniej wyjaśnieniem słowa pochodzącym od autora Wycieczek po Litwie. [przypis edytorski]

36. dżemiat — wspólnota, parafia, ogół wiernych muzułmańskich. [przypis edytorski]

37. proszczać (rus.) — przebaczyć, darować. [przypis edytorski]

38. dyferencja (daw.) — tu: spór, różnica zdań. [przypis edytorski]

39. W. Ks. Lit. — Wielkiego Księstwa Litewskiego. [przypis edytorski]

40. imść a. imć— skrót zwrotu grzecznościowego: jego miłość. [przypis edytorski]

41. laesivis verbis (łac.) — obraźliwymi słowami. [przypis edytorski]

42. dyzgustować (daw.) — czynić zniewagę, afront. [przypis edytorski]

43. safijaństwo — szewstwo; od safian (z tur.): miękka, cienka skóra koźla a. barania, używana m.in. do wyrobu obuwia. [przypis edytorski]

44. cholera — tu: zdenerwowanie, wzburzenie. [przypis edytorski]

45. personaliter (łac.) — osobiście. [przypis edytorski]

46. rewokować (daw.) — urzędowo odwołać, cofać słowo. [przypis edytorski]

47. wyż mianowany — wyżej wymieniony. [przypis edytorski]

48. miesiąca Junii — miesiąca czerwca. [przypis edytorski]

49. Obowiązani prawem miejscowém (...) — wszystkie podane tu wiadomości zaczerpnięte są z autentycznych papierów, uprzejmie nam użyczonych przez p. Michałowskiego, jednego z miejscowych Tatarów. [przypis autorski]

50. Był tu przed laty (...) — ob[acz:] „Wiadomości Brukowe”, rok 1818, nr 66. [przypis autorski]

51. Po rozruchach wileńskich w kwietniu 1794 (...) — ob[acz:] w rosyjskiéj Bibliotece do czytania, t. XIII, rok 1838, artykuł jenerała Tuczkowa. [przypis autorski]

52. Michał Dłuski (...) zostawił po sobie (...) galerię obrazów (...) — ob[acz:] Smokowskiego Do wspomnień o Szkole Malarskiej Wileńskiej Adama Szemesza. Wiadomość dodatkowa, „Athenaeum” z 1847, zeszyt 1. [przypis autorski]

53. Paweł Ksawery Brzostowski (...) wydał następne pisma — ob[acz:] „Dziennik Wileński. Nowiny naukowe”, r. 1828, s. 49. [przypis autorski]

54. zamek (...) ukazuje się naszym oczom — w tym miejscu w tekście oryginału znajduje się ilustracja ruin zamku w Miednikach. [przypis edytorski]

55. Lubił tu letnią porą przemieszkiwać Olgierd, ojciec Władysława Jagiełły (...) świadczy Narbutt — [zob.] Dzieje starożytne narodu litewskiego, t. V, s. 237. [przypis autorski]

56. Tłumy rycerzy niemieckich szukających przygód zbiegły się pod Królewiec i w sierpniu 1384 (...) — ob[acz:] Kronikę Wiganda, s. 299; Narbutta [ Dzieje starożytne narodu litewskiego], t. V, s. 375. et sq. [tj.: i nast.; uzup. red. WL] [przypis autorski]

57. za Kazimierza Jagiellończyka (...) dziatwa ta już to na Tyńcu, już w Lublinie bawiła — ob[acz:] Kontariniego w tłumaczeniu Niemcewicza. [przypis autorski]

58. w r. 1469 Kazimiérz witał po Polsku ojca wracającego ze Lwowa — [zob.] [Michał] Wiszniewski, Hist[oria] literat[ury polskiej] t. IV, s. 43. [przypis autorski]

59. Narbutt, na świadectwie kazania księdza Golańskiego, Miedniki naznacza miejscem (...) — [zob. Narbutt,] Dzieje starożytne narodu litewskiego, t. VIII, s. 230, [przypis autorski]

60. za Zygmunta I, około 1517 r., zamek miednicki już stał w ruinach — ob[acz:] Herbersteina Commentarii rerum Moscoviticaruvi. [przypis autorski]

61. napad Rosjan w 1519, którzy całą drogę z Mińska do Wilna przeszli z ogniem i mieczem — ob[acz:] Karamzin, Hist[oria] państ[wa] rosyjsk[iego] t. VII, nota 199. [przypis autorski]

62. kościół odwiecznéj fundacji, w którym się utrzymywali karmelici czy podobno augustiani — P[an] Baliński w Starożytnej Polsce twierdzi, że karmelici; ale w diariuszu poselstwa austriackiego do Rosji w 1697 (Viennae, pag. 23) czytamy: „Quatuor Miliaribus confectis in »pago Miedneck nocte conquevimus. Dieto in loco patres Ord. S. Augustini, monasterium habent«.”. [przypis autorski]

63. Piotr Skarga, o którym Niesiecki zapisał podanie (...) — [zob. Niesiecki, Herbarz polski] wyd. Bobrowicza, [Lipsk 1839-1845], t. VII, s. 479. [przypis autorski]

64. rzemiosłem mularz, rodem Włoch (...) wstąpił w Polsce do zakonu Societatis — zdaje się, że tym Włochem braciszkiem jezuickim i mularzem, a raczéj architektem, był Jan Bernardonus, który pobudował świetne kościoły swojego zakonu w Nieświeżu i Krakowie. [przypis autorski]

65. Po kasacie jezuitów, komisja rozdawnicza dobra Kamienny Łoh (...) oddała Michałowi Karędze (...) — [zob.] Łukaszewicz Dzieje kościołów, t. II, s. 220. [przypis autorski]

66. chana zawołgskiego wyprowadzili Tatarowie z Polski aż za Kijów — „Jeszcze zasławnoj pameti Korola Zygmunta otca Naszeho J. M., z Carom Zawolskim, prowadeczy Jeho z Państwa naszeho Wielikoho Kniażestwa Lituwskoho za Kijew”. [przypis autorski]

67. Tatarowie (...) to uczynili dla posługi królewskiej — „Jeduczy naposłuliu naszu” [przypis autorski]

68. przywiléj Zygmunta Augusta mówi (...) — „Ano aczkolwiek to zdawna w tom państwie naszom Wielkom Kniaztwie Litowskom, nighdy niezachowywajet aby Tatarowe, niemajuczy nikotorych wolnostej mieli komu ludi i zemli swoi prodawati, odnoż majuczy na to bacznost’ iż tye Tatarowe naszy, potrebujuczy penzej, w nedostatkach swoich, a zwłaszcza w czasy hołodnye, jeduczy na służbu naszu, za sławnojej pameti Korola Jeho Miłosti Otca naszeho pry Cary Zawolskom za Kijew” itd. [przypis autorski]

69. Suderwa Wirszyłłowska — Wierszyłłowie, ród dzisiaj wygasły, miał właśnie w tych stronach swoje posiadłości. O kilkanaście kart później obszerniej o nich powiémy, tutaj przytoczymy z Dworzanina Górnickiego anegdotę dotyczącą się Suderwy Wierszyłowskiéj, czyli dzisiejszego Zameczka: „Jakoważ też niedawno posługa była Pana Kaspra Zebrzydowskiego z Panem Krzysztofem Krupskim, którzy na Dworze Pana naszego znacznie stojąc, to to, to owo nieszkodliwego, jako są obadwa nie prostacy, a Pan Zebrzydowski i uczony k’temu, wyrządzają towarzystwu. Ci tedy jednego czasu w Wilnie, gdy był owies niepomału drogi, a na koniec ani go dostać możno: ubrali dwu pachołkow nieznajomych i wyuczywszy ich wszystkiego, posyłali imieniem J. M. Pana Wierszyła Kasztelana Wileńskiego, od jednego do drugiego Dworzanina, darując im Ceduły temu na 50, temu na 30, temu na 10, wedle każdego kondycyej, beczek owsa: a każdy miał słać poń do Dworu Pańskiego, tuż nad Wilnem, który Rajem zową. Co gdy Pan Zebrzydowski z Panem Krupskim sprawił, a każdy z Dworzan onéj cedule, jako w skąpy rok, był bardzo rad, zszedszy się na Zamek, poczęli się pytać: tobie wiele beczek, a tobie wiele. Już drugiemu pocznie być niemiło, że mniej niż towarzysz wziąć miał. Także kto woźnikow na ten czas nie miał, ten najął furmana, abo u którego z Panów Rad na odwoz wyprosił koni, i posłał do Raju po owies. A tam już też byli dobrze przed tym zasłali, kto miał te wozy pociągnąć daléj. Przyjechał pierwszy do Raju, pyta, gdzie owies rozdają: Odpowiedział mu pachołek on zasłany, z Litewska, iż ta wołość, która go wiezie, nie mogła tu, prawi, dzisia dociągnąć, w Suderwie została, a tak jedźcie tam, wedle Ceduły wam oddadzą. Także każdemu powiedział, kto jedno do Raju przyjechał. Owo pierwszy ten pachołek, który do Suderwie, która od Raju jest w dobrej mili, po owies przyjechał, pytawszy się na Zamku, pod Zamkiem i wszędy indziéj, a nie mogąc się o owsie dowiedzieć, do domu woźnicy nawrócić i poganiać kazał, woz pięknie przykrywszy, aby nie sam tylko ciągnął koła. Mało co ten od Suderwie odjechał, ali drudzy bieżą wyścigając się i pytając: A owies jest? On odpowiedział, że jest: Jedno, prawi, na Zamek prosto, tam go wam odmierzą. Przyjadą i ci, obaczą że błazeństwo, jadą takież nazad, a kogo potkają każdemu o owsie dobrą otuchę czynią: owa się wszyscy obeszli, a próżne wory wieźli do domu. Nazajutrz jedni się gniewali i łajali: Bodaj mi to zabit czynił: a drudzy się śmiali, zwłaszcza kiedy na Zamek to przyszło: bo Król J. M. o wszystkim wiedzieć musiał, i miał nie małą biesiadę, dworując z tych, którzy się o ten żart gniewali”. [przypis autorski]

70. tu złożyło głowę kilku znakomitych ludzi — za kościołom jest piękny swą prostotą pomnik tych zasłużonych ludzi w kształcie groty dzikich ogromnych kamieni, z dębowym krzyżem u wierzchu, na biało pomalowanym. W głębi groty znajduje się napis złotémi literami, ryty na kamieniu: „Pamiątka w Bogu zeszłych, spoczywających na tym cmentarzu oo. pijarów, rozmaitemi czasy umarłych, F. N. Golańskiego profesora b. Uniw. Wileńskiego, Sieradzkiego, R. Daniłowicza, Głogowskiego i w in. Od ceniących ich zasługi i cnoty, kamień ten położony. Ryt. T. Horbacewicz w Wilnie”. W roku zeszłym przybył tu jeszcze jeden grobowiec, księdza Pietkiewicza eks-pijara. współzakładcy dzisiejszego kościoła. [przypis autorski]

71. Organ budował i urządził (...) ołtarze (...) gotyckim stylu (...) — Dzwony pozostały dawne, jest ich trzy; największy, ważący około 8 pudów ma napis: „M P. O. M. Anno 1787. In omnem terram exivit sonus corum” (Głos ich rozległ się na całą ziemię). [przypis autorski]

72. mamy pod ręką wyborny materiał — notatkę, którą na naszą prośbę z miejscowych postrzeżeń skreślił pewny światły, a kochający lud, sąsiedni obywatel. [przypis autorski]

73. Kmiotek pochodzenia litewskiego jest wysoki (...) Rusin wzrost ma średni (...) — na tę różnicę plemion sąsiednich z sobą i podobnych, a jednak różnych obyczajami, kilku piszących zwróciło już uwagę: „Litwin ma wzrost niższy, czoło nie tak jak Sławianin otwarte, oczy mniejsze i przymglone, cerę bledszą, wyraz twarzy cichszy i głębszy”. Mickiewicz, Rzecz o literaturze słowiańskiej. Lekcja 22. (Warszawa 1858). Podawca nam tych postrzeżeń, różni się z Mickiewiczem co do wzrostu Litwinow, bo pierwszy mówi, że wzrost jego jest wyższy, drugi, że niższy od Sławianina. Różnica pochodzi stąd, że Mickiewicz zbierał swoje postrzeżenia pod Kownem, nasza zaś notatka jest z okolic Wilna. Sama właściwa Litwa ma swoje rasowe różnice. [przypis autorski]

74. Zewnętrze i wnętrze domów (...) — W głębszéj Litwie i na Żmudzi daje się dostrzegać pewna różnica w budowie chat włościańskich, zauważaliśmy ją w powiecie trockim; są u Litwinów oprócz zimowych mieszkania letnie (numa), ale to nie w stronach, o których mówimy. [przypis autorski]

75. Gieszyszki (...) z przyległym dworem Europą (...) wchodzące w skład funduszów jezuickich — przy układaniu tabeli szacunkowej dóbr pojezuickich w 1781 roku dobra „Europa czyli Gicjsiszki, przynosiły intraty 1060 zł. Komisja Edukacyjna oddała je sukcesorom Józefa Białozora, skarbnika upickiego, którzy zapisali ewikcję na swych dobrach Białozoryszkach niedaleko stąd leżących”. Ob[acz] Łukaszewicz Historia szkół t. II, s. 220. [przypis autorski]

76. na trzech wzgórkach (...) trzeci (...) zwie się świętym — nazywają go jeszcze górą barszczową od zielska zwanego barszczem, używanego na pokarm od wieśniaków litewskich. [przypis autorski]

77. nawet ze Szwecji, jako pozostali z wojen żołnierze — za takich szwedzkich emigrantów uchodzi w Kiernowie rodzina zacna wieśniaków Szwedowiczów. [przypis autorski]

78. Wielkie imie Buczyńskich (...) — z Nies[ieckiego] [w: Herbarz polski] t. II, s. 349, przypisy, widzimy, że około tego czasu był rotmistrzem orszańskim Jan Buczyński, na cześć to jego i jego żony z Mężyńskich wyrytowano ten kompas. Wszakże nieznajomy astronom, rytownik i poeta, pomylił się, nadając Mężyńskim herb Lis, kiedy się ci pieczętowali Kościeszą. W obu herbach strzała z poprzeczką naprowadziła go na tę omyłkę. [przypis autorski]

79. jak twierdzi Narbutt (...) — [w:] Dzieje starożytne narodu litewskiego, t. III. s. 220. [przypis autorski]

80. usypano mu grobowy kurhan (...) — ob[acz:] [Maciej] Stryjkowski [Kronika polska, litewska, żmudzka i wszystkiej Rusi], księga VI, s. 245; [Michał Baliński] Staroż[ytna] Polska, t. III s. 349; Narbutt, [Dzieje starożytne narodu litewskiego], t. I, s. 86. [przypis autorski]

81. Montewidowi, który żył niedługo — obacz wiersz Stryjkowskiego Potomstwo książąt litewskich i żmujdzkich. [przypis autorski]

82. pierwszy ślad kościoła w Kiernowie, znajdujemy w nadaniu Zygmunta I w r. 1512 — [zob. Michał Baliński,] Staroż[ytna] Pols[ka], t. III, s. 203. [przypis autorski]

83. 1522 (...) monarcha to nadanie potwierdził, nadając proboszczowi kilku poddanych (...) — z papierów kościelnych. [przypis autorski]

84. Stańczykowie — Jan Szczęsny Stańczyk (herbu trzy Trąby, przydomku Osuchowicz) miał dwie córki, jedną Elżbietę, która wyszła za Jerzego księcia Giedroycia i drugą, która była za Marcinem Szewkowskim w r. 1581. (z papierów kiernowskiego kościoła). Sławny więc trefniś Zygmunta I był nie tylko szlachcicem, ale szlachcicem nie lada, kiedy ród jego koligacił się z książęty. [przypis autorski]

85. okoliczni panowie i szlachta (...) hojną ręką przykładali się do fundacji, budowy i ozdoby kiernowskiego kościoła — z papierów kościelnych. [przypis autorski]

86. matka jego Dorota z Giedroyciów Dowborowa — nie zaś żona, jak pisze Niesiecki [Herbarz polski], t. III, s. 314. W nadaniu Dowborowéj znaleźliśmy ciekawy szczegół, tyczący się służebności pańszczyznowej włościan. Fundatorka poleca aby od św. Jerzego do św. Michała włościanie odbywali powinność bez Unternika, zaś przez półrocze zimowe z Unternikiem z powodu „że dni są krótkie”. Wyraz unternik należy do zatraconych; nie masz go w Lindem. Musiał to być pomocnik pańszczyznowca; więc na jeden dzień pańszczyzny szło dwóch ludzi. [przypis autorski]

87. był plebanem kiernowskim (...) Maurus Rojzjusz Hiszpan, ulubieniec Zygmunta Augusta, przyjaciel Jana Kochanowskiego — nie znajdujemy o tém wzmianki w Ossolińskim, lecz ponieważ Rojzjusz długo się dobijał o archiprezbiterię św. Jana w Wilnie, a Zygmunt August dla wiadomych sobie powodów od jutra do jutra rzecz odkładał, być może, aby zbyć natręta, dał mu tymczasowo bogate probostwo kiernowskie. [przypis autorski]

88. zostawiliśmy to przyjaźniejszéj chwili albo szczęśliwszemu poszukiwaczowi — Hrabia Adam Plater, wiosną bież[ącego roku] 1859, wykopał w Kiernowie kilka sztuk starożytuej zbroi, oręża itd. [przypis autorski]

89. sala Pacowska (...) ozdobiona pięknemi malowidłami — Opis tych malowideł i samej sali bierzemy z rękopiśmiennego pamiętnika szypra wicinnego. [przypis autorski]

90. Nade drzwiami (...) galeria obrazów — póty pamiętnik szypra. [przypis autorski]

91. W téj sali zachowano ekran (...) — [zob.] Staroż[ytna] Polska, t. III, s. 419 i 420. [przypis autorski]

92. św. Marii Magdaleny — w ołtarzu św. Magdaleny były trzy obrazy, w pierwszym św. Magdalena omywa nogi Chrystusowi, w drugim takąż posługę spełnia już leżącemu w grobie, w trzecim sama leżąca na marach odwraca twarz od dyktatora Fabrycjusza, człowieka złych obyczajów. [przypis autorski]

93. takiż sam obraz znajdował się za ołtarzem (...) W refektarzu był jego portret — podróżnik, z którego ten nasz opis bierzemy, znalazł obrazy uszkodzone i jeden zegar popsuty przez Francuzów w 1812 r. [przypis autorski]